Singapur, Gardens by the Bay

Singapur, Gardens by the Bay (fot. Allie Caulfield / wikimedia.org / CC BY 2.0)

materiał partnera weekendu

Miasto należy do mieszkańców. Wiedzą to w Tokio, San Francisco, Bydgoszczy czy Żyrardowie

Innowacyjne projekty, twórcze pomysły, niestandardowe akcje. Mieszkańcy metropolii, ale także mniejszych miast, biorą odpowiedzialność za wspólną przestrzeń. Stawiają na ekologię, technologię i budują przestrzeń publiczną otwartą na ich potrzeby - na całym świecie. W Polsce też.

Mieszkańcom polskich miast nie jest wszystko jedno, w jakiej przestrzeni żyją. Rośnie ekologiczna świadomość Polaków, zaś dostęp do nowoczesnych technologii, podróżowanie i poznawanie świata sprawiają, że coraz bardziej zwracamy uwagę na to, jak funkcjonalne i przyjazne jest miejsce, w którym żyjemy. I nie chodzi już tylko o nasz dom, ale i o przestrzeń, jaka go otacza. Przecież skoro w Melbourne można dla ludzi odzyskać tereny nad wodą, to czemu nie zrobić tego samego w Warszawie? A jeśli zmiany możliwe są w Warszawie, to dlaczego nie w Żyrardowie czy Bydgoszczy?

Mieszkańcy miast chcą się angażować w ich rozwój. Wolą brać sprawy w swoje ręce niż narzekać na samorządy. Dowód? Choćby statystyki dotyczące udziału w głosowaniu na budżet obywatelski - na przykład w Łodzi ostatnio wzięło w nim udział prawie 100 tysięcy obywateli, czyli aż co 7. mieszkaniec.

- Przesunięcie w procesie decyzyjnym środka ciężkości na mieszkańców zdziałało cuda. Ludzie poczuli, że mogą mieć na coś wpływ. Wystarczy, że wykażą się inicjatywą - mówi Filip Springer, reporter, fotograf, wykładowca i autor książek, juror w wykorzystującym tę miejską energię programie LECHSTARTER

Skoro mieszkańcy czują, że mają wpływ na to, jak wygląda i funkcjonuje ich miasto, czemu by nie spojrzeć na najciekawsze rozwiązania na świecie i nie zainspirować się nimi, zmieniając naszą, polską przestrzeń?


Łódź, staw Zgierska - urządzenie tego terenu to jeden z projektów zgłoszonych w Budżecie Obywatelskim (fot. Malgorzata Kujawka / Agencja Gazeta)

Miasto - przestrzeń wspólna

Przeświadczenie, że każda ulica, plac czy skwer stanowią niejako własność mieszkańców miasta, a w związku z tym zarówno jego administracja, jak i aktywiści powinni dbać o ich jak najlepsze zagospodarowanie, towarzyszy nowoczesnym metropoliom na całym świecie.

Rewitalizacja, nazywana też "urban renewal", czyli odnowieniem, odświeżeniem, odzyskaniem miasta, ma na celu przekształcenie terenów nieużytkowych, najczęściej pofabrycznych, w świetnie prosperujące sąsiedztwa. Większość metropolii może się już poszczycić takimi próbami doprowadzenia zdegradowanych dzielnic do ponownego rozkwitu.

Melbourne Docklands to projekt mający na celu przemianę nieużywanych doków w dzielnicę mieszkalną dla 25 tysięcy osób. Do 2025 roku mają tam powstać studia filmowe, parki, a nawet stadiony. Póki co udało się główne zamierzenie australijskiego miasta - przywrócenie mieszkańcom dostępu do oceanu dzięki licznym portom, promenadom i plażom.


Melbourne Docklands i panorama miasta (fot. GNU Free Documentation License)

Pole do popisu projektodawcy mają też w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie rewolucja przemysłowa końca XIX wieku pozostawiła nieużywane obiekty industrialne, które aż proszą się o drugie życie. Przemysłowy dystrykt Rotermann w Tallinie, położony nieopodal starego miasta, jest dziś hipsterską enklawą z butikami, knajpami i Muzeum Architektury. Podobny los spotkał Fabrykę Wódek "Koneser" na warszawskiej Pradze, gdzie można dziś znaleźć campus Google'a, lofty na sprzedaż oraz modne kluby.

Przykładem projektu jeszcze szerzej zakrojonego jest Reinventer Paris - konkurs rozpisany dla artystów, animatorów i architektów, mający na celu stworzenie nowoczesnej przestrzeni miejskiej w stolicy Paryża dzięki ekologicznym, funkcjonalnym budynkom mieszkalnym i użyteczności publicznej.


Rotermann Quarter, Tallinn (fot. Stephen Colebourne / flickr.com / CC BY 2.0)

Tę tendencję podchwytuje się również w Polsce. Nie tylko w Warszawie, gdzie nowo otwarte Bulwary Wiślane przyciągają nad rzekę tysiące mieszkańców, ale także w miastach - lub rejonach - do niedawna zapomnianych czy wręcz zdegradowanych.

- Zaskoczeniem jest wyraźne przesunięcie się pomysłodawców projektów od przedsięwzięć najprostszych i infrastrukturalnych (ławka, mural, siłownia plenerowa) do tych bardziej złożonych, angażujących lokalną społeczność i animujących współdziałania w jej obrębie. To się stało samo, bez niczyjej inspiracji. Jakby ludzie sami zrozumieli, że ławka czy odnowiona elewacja ślepej ściany kamienicy to jedynie narzędzie, a nie cel sam w sobie - mówi Filip Springer.

Ten sposób myślenia pokazują na przykład zwycięskie propozycje w programie LECHSTARTER w kategorii Nowa miejska przestrzeń, które obejmują śmiałe plany rewitalizacji właśnie dużych przestrzeni miejskich. - Widać w projektach wielki głód przestrzeni publicznych, dlatego tak wiele z nich opiera się na idei bycia razem w mieście. Czasami chodzi o przeobrażenie jakiegoś fragmentu ulicy, innym razem o park, a czasami o teren poprzemysłowy - mówi Filip Springer. Wskazuje m.in. na BIELnik po robocie, projekt zgłoszony przez Muzeum Lniarstwa im. Filipa de Girarda w Żyrardowie. Na terenie nieczynnej fabryki lnu powstać ma ogród społeczny otwarty od maja do września. Mury pokryją się muralami, na oryginalnych fabrycznych wózkach powstanie strefa wypoczynku, a bryła fabryki posłuży za przestrzeń wydarzeń artystycznych.


Bielnik po robocie (fot. Panna Poziomka)

Miasto - przestrzeń innowacji

Współczesne miasta oprócz infrastruktury tradycyjnej potrzebują również tę wirtualną. Aplikacje, programy i sprzęty, służące zarówno mieszkańcom, jak i turystom, mają ułatwić poruszanie się, wskazywać wyjątkowe miejsca na mapie oraz umożliwiać skuteczną komunikację. Jednym z najnowszych przykładów tej tendencji jest inicjatywa Urbanflow w Helsinkach. Usytuowane w centrum multimedialne kioski z interaktywnymi ekranami pozwalają w czasie rzeczywistym eksplorować miasto.

W San Francisco, mieście hipsterów, programistów i start-upowców, tęgie umysły opracowują aplikacje usprawniające wielkomiejskie życie. Przykładem jest aplikacja SFPark, która w czasie rzeczywistym informuje o liczbie dostępnych miejsc parkingowych w danej okolicy. Jako że kierowcy poszukujący wolnych miejsc powodują jedną trzecią korków, usługa pozwala nie tylko dowiadywać się o dostępności i cenach, ale także w przypadku ogromnego obłożenia podpowiada inny środek transportu. 


San Francisco (fot. pexels.com)

Zaawansowana technologia ma ułatwić życie mieszkańców miast, dlatego musi być intuicyjna, łatwa w obsłudze, zrozumiała nawet dla starszych osób. Najprostszym, a więc także jednym z najpowszechniejszych sposobów użycia technologii w mieście są rowery miejskie, za które płaci się kartą kredytową w interaktywnym kiosku. W Bostonie działa np. aplikacja pozwalająca mieszkańcom "zaadoptować" kosze na śmieci, drzewa czy hydranty, co oznacza, że o obiekty użyteczności publicznej dbają ich "sąsiedzi", a nie urzędy miasta.

Bezpieczeństwu poświęcony jest projekt Fundacji Pro Liberis, realizowany w programie LECHSTARTER w kategorii Innowacje dla miasta. Wygrane fundusze zostaną przeznaczone na rozwój aplikacji Bezpieczne Kąpieliska z Bydgoszczy. Powstała ona we współpracy z ratownikami Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego województwa kujawsko-pomorskiego. Dzięki niej można będzie sprawdzać bezpieczeństwo zbiorników wodnych, wymieniać się opiniami na temat akwenów oraz dodawać własne zdjęcia.

Miasto - miejsce przyjazne środowisku

Troska o ekologię stała się jednym z najbardziej odpowiedzialnych zadań stojących przed mieszkańcami współczesnych miast. Nowoczesne pomysły na ochronę środowiska to domena Tokio. Ostatnio powstał tam w pełni zautomatyzowany podziemny parking dla rowerów, który pozwala nie tylko oszczędzać miejsce, zapobiegając visual pollution, ale także zachęca do jeszcze powszechniejszego przemieszczania się na jednośladzie.

Idea parków typu pop-up powstała w San Francisco, jednym z najbardziej innowacyjnych miast świata, już dziesięć lat temu. Teraz parki zadrzewiane przez zaangażowanych społecznie mieszkańców wyrastają na terenach dawnych parkingów, wiaduktów czy innych betonowych pustyń. PARK(ing) Day, który świętuje się corocznie w trzeci piątek września, zachęca artystów z całego świata do tego, by tworzyli efemeryczne parki na parkingach na wzór tego pierwszego z Kalifornii.


Pop-up Park w Leeds (fot. Mtaylor848 / wikimedia.org / CC BY-SA 4.0)

Innowacje coraz częściej rodzą się na Dalekim Wschodzie. Nad Singapurem górują "superdrzewa" nazywane Gardens by the Bay. Wysokie na 50 metrów metalowe konstrukcje absorbują ciepło, łapią energię słoneczną i magazynują deszczówkę.

Polskie miasta nie chcą pozostać na szarym końcu zielonej rewolucji. - Zaskoczeniem nie jest liczba projektów związanych z zanieczyszczeniem powietrza w miastach. Jeden z dużych grantów programu przyznano Zielonej skrzynce w Pelplinie. Istotą akcji jest prawo do stałego dostępu do informacji na temat stanu powietrza w miejscowości - tłumaczy Springer.

Inicjatywą, którą już udało się zrealizować, jest chociażby płoński Ekobus. Sebastian Szczepaniak z Fundacji Pracy Narodów i Inkubatora Talentów tłumaczy, że oddany do użytku kilka tygodni temu autobus jest nie tylko pierwszym transportem publicznym w mieście, ale spełnia także wymogi ekologii - jest pojazdem elektrycznym, wyposażonym w panele fotowoltaiczne do ładowania baterii podczas jazdy. Codziennie od 7 do 17 autobus z 14 pasażerami na pokładzie pokonuje ok. 300 km na trasie od osiedli podmiejskich do centrum, gdzie znajdują się szpitale, urzędy, sklepy.


Płoński Ekobus (fot. materiały promocyjne)

Dla Polaków coraz ważniejszy jest komfort życia - nie tylko w czterech ścianach, ale także w przestrzeni publicznej. Oddolne projekty, które promują odpowiedzialność społeczną, zaawansowaną technologię zaprzęgają do służby zrównoważonego rozwoju, a ekologię traktują jako pierwszoplanową powinność, to świadectwo tego, że liczą się nie tylko wielkoformatowe inicjatywy metropolitalne. 

- Polska B, C, D i E nie istnieje. Wystarczy użyć tak demokratycznego narzędzia jak budżet obywatelski, obojętnie czy w odmianie publicznej, czy korporacyjnej, by przekonać się, że w tym kraju energia drzemie wszędzie. A Warszawa na jego tle jest po prostu jednym z miast - mówi Filip Springer.

LECHSTARTER powstał z myślą o polskich miastach i ludziach w nich mieszkających. To program Lecha Premium, w którym Leszek Chmielewski zachęca do wprowadzania pozytywnych zmian w miastach.
Do programu, w którego jury obok Filipa Springera zasiedli także Teresa Latuszewska, założycielka i prezes Fundacji Urban Forms, działającej na rzecz estetyzacji przestrzeni publicznej i zmiany społecznej poprzez sztukę, oraz Yuri Drabent, współzałożyciel agencji marketingowej Lubię to (dziś część Dentsu Aegis Network) i guru social mediów, przystąpić mogły m.in. organizacje pozarządowe, ruchy miejskie, wspólnoty mieszkaniowe. Z 300 wniosków jury wyłoniło 45 najciekawszych, które trafiły potem do ogólnopolskiego głosowania internautów. Codziennie można było oddać dwa głosy - po jednym na projekt z dwóch kategorii grantów (pięć razy po 100 000 zł lub dziesięć razy po 50 000 zł) z trzech obszarów tematycznych: Nowa miejska przestrzeń, Miejskie akcje i kooperacje oraz Innowacje dla miasta i ludzi. W sumie pula nagród wyniosła milion złotych. O tym, że udało się przekonać Polaków do sensowności dbania o najbliższe otoczenie, świadczy nie tylko liczba zgłoszeń, ale przede wszystkim głosów oddanych w plebiscycie - ponad 560 tysięcy. 

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku