Rozmowa

Czemu nie głosowałeś w ostatnich wyborach prezydenckich?

- Bo się nie zameldowałem. Sam pozbawiłem się prawa wyborczego. Popełniłem harakiri na swoim prawie do krytykowania Andrzeja Dudy. Żart, Dudy nie da się przełknąć bez krytyki.

Nie poszedłeś i zobacz, co się porobiło!

- I proszę! Doszło do sympatycznej zmiany. Nie wiem oczywiście, jakie będą konsekwencje następnych pięciu, a może i dziesięciu lat, ale myślę, że to ma jedną pozytywną stronę. Cały rządzący obóz, któremu wydawało się, że może wszystko, wszędzie i każdym językiem, dostał w twarz. Obudził się. Jak każdy, kto właśnie wstanie, PO nie ogarnia świata i popełnia głupie błędy. Mam jeszcze radość z patrzenia, jak się skończyła ta "niezagrożona" zabawa. Młodzi wyborcy spoliczkowali wszystkich i powiedzieli: Słuchajcie, a teraz się zabawimy.

Na kogo byś zagłosował, gdybyś poszedł?

- Szczęśliwie nie muszę mówić, prawda? Ale ilu było takich ludzi, którzy pomyśleli: A cholera, zaszalejmy! Dajmy głos Kukizowi, bo nie chcemy Komorowskiego. I zebrało się ich tylu, że kac ich powalił. Ja sam nie mam poczucia winy, że nie poszedłem głosować. Jakkolwiek by te wybory nie były ważne, to nie są dla mnie sprawy życia i śmierci, które by mnie bolały. W czasie, kiedy mogłem stanąć w kolejce po zaświadczenie, robiłem rzeczy, które w przyszłości pozwolą mi nie przejmować się tym, czy prezydent nazywa się Duda czy Obama. Siedziałem tu, gdzie teraz rozmawiamy, w Business Linku, biurze goforworld.com i podróżowałem. Układałem sobie wszystko i wymyślałem. To jest to, na czym się skupiam, co pozwala mi nie wariować w mediach.

Nagrywanie programu TVN 24 " Wstajesz i wakacje" we Wrocławiu (fot. Kamila Kubat / Agencja Gazeta)

Andrzej Duda nie jest twoim prezydentem?

- Jest mi obcy. Mam wrażenie, że on nawet sam siebie nie poznaje. Z nikogo stał się kimś niesamowicie ważnym w sekundę. Nie widzę, żeby miał kompetencje i wiedzę potrzebną do pilnowania spraw 40 milionów ludzi.

Ostatnio dużo mi się obrywa za komentarze, że gdzie nie spojrzeć na Dudę, tam msza. Zaczynam się zastanawiać, czy to były wybory prezydenckie, czy przypadkiem nie głosowanie na prymasa Polski. W pierwszych dniach po wyborach zapytałem moich gości, dlaczego tak się dzieje, czy to jest spłacanie długów. Ten kredyt u episkopatu jest prawie jak pożyczka w SKOK-u, to dość widoczne... Nie mam pretensji, że prezydent chodzi do kościoła. Niech chodzi, ale mimo wszystko chciałbym, żeby to było mniej widowiskowe. Andrzej Duda chce się przecież pozycjonować jako prezydent wszystkich Polaków...

I podobno nie żyjemy w kraju wyznaniowym.

- Ale cały czas masz czerwone albo czarne. Który w takim razie kolor obowiązuje, no powiedz?

Bronisław Komorowski też chodzi do kościoła.

- Tak, ale w jego wydaniu to nie było takie widowiskowe.

A poza tym zdarzyło mu się kiedyś zasnąć...

- A kto z nas nie przysnął na mszy? Ręka do góry. Choć podejrzewam, że dziś musi to być trudne, jak człowiek słucha, co mówią księża. Czasem trudno usnąć, bo aż się człowiek w środku gotuje... Mam spory problem z tym, że widzę Jasną Górę, widzę mównicę, stoi przy niej jeden czy drugi redemptorysta i za chwilę pojawia się tam Jarosław Kaczyński, który uczestniczy w liturgii. Wara od tego. Dajmy się skończyć jednej imprezie i zacznijmy swoją obok. A to się przenika, co może być śmieszne przez chwilę, ale na dłuższą metę wydaje się groźne. Że się nie podejmie decyzji, bo ona się nie spodoba episkopatowi. Albo - ustawa nie jest po myśli episkopatu, to teraz ją zaorzemy.

Widziałam kiedyś twoje zdjęcia z kościoła.

- Z chrztu siostrzenicy. Pewnych spraw nie unikniesz, ale staram się to rozdzielać. To ważne szczególnie współcześnie. W Polsce zaczyna się mówić ludziom: - Będziesz mieć prawa, jakie chcesz, ale musisz być w związku małżeńskim. A jeżeli ja nie chcę być w związku małżeńskim, a chcę tutaj żyć, to co? - To nie możesz. Mogę nie iść do kościoła? - Nie możesz. A może ja wolę być, kurczę, buddystą? Czy mogę w takim razie żyć nad Wisłą? - Przemyśl sprawę. Albo będziesz z nami, albo przeciwko nam. W państwie prawa obowiązuje przecież konstytucja, a nie ewangelia!

Wkurza cię, że to tak wygląda?

- Staram się nie mieć takich emocji wobec spraw "państwo - ja", tylko wobec rzeczy, które mnie żywo dotykają. Zawodowo to wykorzystuję do oceniania czy komentowania, bo wydaje mi się, że mam do tego prawo. Dulszczyzna cały czas gdzieś w nas siedzi, niestety.

Jarosław Kuźniar podczas realizacji programu w Bydgoszczy (fot. Łukasz Nowaczyk / Agencja Gazeta)

Jesteś za związkami partnerskimi?

- Tak. Dla mnie problemem jest, że państwo próbuje na nas wymuszać chodzenie do kościoła. Nie chcę - nie idę. Dajmy ludziom żyć. Bez względu na to, czy ktoś jest gejem czy transseksualistą, czy jest w związku partnerskim. PiS przedstawia to tak: Państwo cię zmusza do in vitro. Nie! Nie każe, tylko daje taką możliwość. Strach poszedł tak bardzo do przodu, że to straszenie odmiennością jest po prostu chore.

A podział Polski cię razi?

- Też. Przyjeżdża Ewa Kopacz do Wrocławia, a tam pojawia się grupa z megafonem i wrzeszczy do niej: - Kłamczucho, kłamczucho, kłamczucho . Zaczynają jej przypominać, że obiecywała przekopać ziemię w Smoleńsku do dwóch metrów. Kopacz pyta jednego z protestujących, czy on tam był. Nie! A ona była. Ja też byłem wtedy w studiu telewizyjnym i walczyłem z własnymi łzami. Nawet gdyby przekopali tę ziemię na 22 metry, to ci ludzie by przyszli i powiedzieli, że miało być 50 metrów. To jest ten problem.

Tak samo jak w sprawie SKOK-ów - nie chodzi o jakieś racjonalne wyjaśnienie, że jest raport osób, które się na tym znają. Nie, bo "nasi" ludzie wiedzą, że ukradła Kopacz z Komorowskim i WSI, więc nie mówcie nam, bo wiemy, jak jest. To są rzeczy nie do wytłumaczenia, nie do zasypania. To zawsze będą dwa światy, dwa zbiory bez części wspólnej.

Boisz się, że po wyborach parlamentarnych będzie to wyglądało jeszcze gorzej?

- Jeszcze się nie boję, raczej jestem ciekaw. Bo samo wejście Andrzeja Dudy do Pałacu Prezydenckiego to jedna rzecz, ale zaraz pojawia się pytanie, na ile on będzie to ogarniał, a na ile to będzie komiczne, tak jak była jego kampania? Rozdawać kawę można zawsze. Czasem to się robi bardziej naturalnie, czasem mniej. Ale rządzić krajem to co innego. Bardziej mnie interesuje, co się stanie po wyborach parlamentarnych, bo jeśli Prawo i Sprawiedliwość będzie jeszcze miało Sejm, to...

...Jarosław Kaczyński z Antonim Macierewiczem wrócą do pierwszego szeregu.

- Może... Chociaż ostatnio, widziałaś, było takie zdjęcie Macierewicza, jak gawędzi z młodą dziewczyną. Może rozmawiali o studiach, a nie o katastrofie smoleńskiej? Może on pokaże zupełnie inną twarz? (uśmiech) Natomiast Jarosław Kaczyński wydaje mi się naprawdę niezłym graczem. Facet ostro gra, a potem oddaje wszystko i wycofuje się do drugiego rzędu - do tego trzeba albo niezwykłej inteligencji, albo szaleństwa. Na razie patrzę na niego z podziwem, że on potrafi to zrobić.

Jesteś pewien, że się wycofał?

- Chcesz powiedzieć, że pociąga Dudą czy Szydło?

Nie wiem, może obojgiem? Z jednej strony on, a z drugiej ojciec Tadeusz Rydzyk.

- Ojciec Rydzyk to mój kandydat na ministra edukacji. To by było niezłe! Przynajmniej jego mielibyśmy z głowy. Wszystko by było jasne - religia od siódmej do piętnastej.

Widzę, że naprawdę się nie wkurzasz. Nawet możemy się z tego pośmiać.

- A co nam zostało? W ogóle myślę, że wrócą fajne czasy dla satyryków czy kabaretów. Będzie na tyle niesympatycznie, że będą mieli pole do popisu. Będzie się od nich wymagać inteligencji, a nie tylko czerwonej kulki na nosie. Teraz jest nijako. Zresztą zobacz, siedzimy w miejscu, gdzie pracują ludzie w okolicach trzydziestki, każdy ma jakiś pomysł na siebie. Nikt nie myśli, żeby zrobić coś, co się dobrze sprzeda w Polsce, tylko wszyscy planują globalnie. Dzisiaj o takich ludziach mówi się: "Dzieli swoje życie między Los Angeles i Warszawę". To dla nich oczywista oczywistość, że się podróżuje, że to nie jest emigracja. Dziś tak żyjemy.

Dlaczego kiedy w kampanii prezydenckiej była dyskusja, że Polacy masowo wyjechali, padał głupi argument, że emigracja to dramat? Komorowski rzucił coś w złym momencie, bez empatii wobec młodego podstawionego chłopaka, ale cholera, gdybym mógł, z przyjemnością bym wyjechał, sprawdził się w innych warunkach. Być może dostałbym w dupę, ale może wróciłbym tu mądrzejszy, bardziej otwarty. Wierzę, że kiedyś ci ludzie przywiozą do tego zamkniętego, zaściankowego kraju otwarte głowy. Cała w tym nadzieja.

Chyba że nie wrócą.

- Chyba że nie wrócą, ale nie powinniśmy mieć do nich o to żadnych pretensji. Jeśli nie wrócą, to znaczy, że im się udało. Granica jest dzisiaj czymś tak umownym, że kompletnie nie ma nad czym biadolić.

Dziewczyna sfotografowana na japońskiej ulicy (po lewej) i młody reporter z Libanu. Dla Jarosława Kuźniara istnieje świat poza telewizją. Jego częścią są podróże (fot. Jarosław Kuźniar)

To dlaczego nie wyjedziesz?

- Jeszcze mam za małe dziecko. Ale ustaliłem sobie granicę, 40 lat, żeby móc rzeczywiście przeorganizować całe moje życie, głównie zawodowe. Może inaczej rozłożyć wektory? Teraz jestem w telewizji na 150 procent, a 50 procent zostawiam sobie na inne emocje. Zwykle równam "razy dwa", i to mnie często gubi. Pracuję już 22 lata i to jest mój problem: czasem czuję się w telewizji jak 60-latek. Zacząłem wcześnie i ta wiedza i doświadczenie są nieocenione, ale coraz częściej czuję się staro w miejscu, w którym jestem teraz. Mam prawie 38 lat, chciałbym zacząć coś na nowo.

Dlatego założyłeś biuro podróży?

- Tak, chciałbym, żeby to kiedyś było moje życie. Nikt rozsądny nie jest w stanie powiedzieć, że za dwa czy pięć lat telewizja będzie wyglądała tak, jak teraz. Dzisiaj nie chodzi o to, kto ma większą oglądalność, ale o to, że można robić transmisje LIVE w komórce. Pokazywałem niedawno w Arłamowie wystawę swoich zdjęć z Syberii. Ustawiłem telefon na statywie, włączyłem LIVE i transmitowałem to podróżnicze spotkanie. Skończyłem po 1,5 godziny... Na sali tłum - około stu osób, a transmisję obejrzało pięćset osób. W słoneczną, grillową sobotę o 19?!

Ostatnio przychodzą do mnie studenci z Poznania i pytają: - Czy pan by nam pomógł wydać gazetkę? Mówię: - Nie możemy wydawać gazetki. Możemy zrobić portal, na który będą pisać wszyscy studenci, z całego SWPS w kraju . I powstał Qlmagazin.com zamiast gazetki, która za chwilę wyląduje w kuble.

Sam jesteś medialną fabryczką. Telewizja, blog, Twitter, Snapchat...

- Ale czy dzisiaj można inaczej?

No właśnie - można inaczej?

- Nie. Co do Snapchata, myślałem przez długi czas, że jest dla gówniarzy, którzy muszą się tam ukryć przed rodzicami siedzącymi na Facebooku. Że muszą na Snapchacie pokazać intymne momenty swojego życia, bo one za chwilę znikną. Ale Michał, jeden z moich szefów, pokazał mi nową nakładkę na Snapchata, gdzie National Geographic, CNN, Yahoo robią specjalne serwisy tylko dla użytkowników Snapchata. Wkręciłem się. Szczególnie że to wszystko oparte jest na wideo, a trochę się na tym znam. Na Twitterze wrzucasz 140 znaków, tutaj film na 15 sekund. I jesteś nim w stanie opowiedzieć wszystko, co tylko chcesz.

Mówię swoim studentom: - Miejcie tego swojego Facebooka, ale nie koncentrujcie się na zdjęciach żarcia i znajomych. Komunikujcie się zawodowo, szczególnie jeśli chcecie znaleźć robotę. Darujcie sobie głupie rzeczy, wrzucajcie informacje o swoich pasjach. Załóżcie Twittera, na Snapie pewnie już jesteście, i ruszajcie do walki! Konta na Twitterze mają przecież dzisiaj wszyscy szefowie największych firm.

Nie boisz się konkurencji?

- Niektórzy w sieci stają się jednoosobowymi redakcjami. Nie muszą mieć umocowania w świecie mediów tradycyjnych, a to, co robią, jest tak samo mocne. Patrzę na to bardziej z pokorą niż ze strachem, po prostu próbuję nadążyć.

Wyłączasz się czasem?

- Nie. Chociaż... Byłem z klientami na Islandii, a późnej na Grenlandii. Spaliśmy w poamerykańskim hosteliku z tępym wi-fi. Zapłaciłem 60 zł, żeby mieć 40 minut internetu, ale był tak wolny, że kompletnie nie byłem w stanie pracować. Miałem gotową relację i zdjęcia dla czytelników goforworld.com, ale w którymś momencie się poddałem. Wyszliśmy oglądać zabite foki, pływać wśród gigantycznych gór lodowych, słuchać opowieści o polowaniach na misie polarne, zamiast czekać na sieć. To był dla mnie totalny odwyk. Ciut wymuszony.

Ile twittów wrzucasz dziennie?

- To nie ma znaczenia, liczba jest nieistotna. Moim zdaniem liczy się treść, mądra emocja i szybkość. Mnie udaje się wyprzedzać polskie agencje, bo siedzę w newsach bardzo głęboko. Twitter to dla mnie przedłużenie pracy. Taka redakcja już po wyjściu z redakcji.

Czyli nie masz jakiejś normy, raczej starasz się być na bieżąco?

- Tak. Jeżeli coś naprawdę mnie porusza, to tak. Chociaż słyszałem, że niemiecka telewizja ma standard - co dwie godziny komunikujemy coś z życia redakcji. Ja działam sercem i rozumem 50/50.

Jarosław Kuźniar w Świnoujściu, gdzie brał udział w festiwalu Karuzela Cooltury (fot. Artur Kubasik / Agencja Gazeta)

Gdybyś miał napisać twitta z przesłaniem dla świata, to co by to było?

- Wiesz, widziałem wczoraj fajny film. Trzyminutowa zapowiedź wideo chłopaka, który pojechał rowerem dookoła świata. Pięknie zmontowany film. To jest prawdziwe zagrożenie dla telewizji - za zdecydowanie mniejsze pieniądze robi się tak samo dobre rzeczy. I ten chłopak tłumaczył, że różne rzeczy robił i w wielu sytuacjach był przymuszany do czegoś. I właśnie po raz pierwszy uznał, że fajnie będzie, jak to nie kalendarz będzie jego bossem. Nie kalendarz będzie decydował, co on ma robić, tylko to się będzie działo samo. Był tak przekonujący... Nawet dzisiaj rozmawiałem z dziewczyną, która rzuciła pracę w firmie medycznej, wsiadła na rower i pojechała do Ameryki Południowej. Jak wróciła, uznała, że jeszcze sobie objedzie Polskę dookoła. Nagle gdzie się nie obejrzysz, znajdziesz taką historię. I to jest kręcące. Odwyk od korporacji trwa ponoć pięć lat. Tylko? Aż?

Myślałem, że jak trafię do radiowej "Trójki", to już nic nie będę musiał. Później z "Trójki" do Radia Zet, a stamtąd do telewizji. Wydawało mi się, że to już jest koniec świata, że już będę do końca, ale nie sądziłem nigdy, że to jest tak wykańczające. Nie tylko fizycznie, bo wstaję rano, ale też psychicznie. Widziałaś "Idola" Dana Fogelmana ? Powinien być filmem obowiązkowym na studiach dziennikarskich, żeby młodzi ludzie zobaczyli na czas, że publiczne życie to nie tylko pięknie umalowana buzia i autografy, ale często praca ponad siły. Że fundament sukcesu zawodowego paradoksalnie muszą zbudować w bezpiecznym życiu prywatnym.

Czyli nie masz poczucia, że tylko telewizja i koniec?

- Nie. Staram się żyć także po 10 rano. Cały czas mam frajdę z podglądania Larry'ego Kinga, który przez tyle lat pracował w CNN. W którymś momencie jego szefowie uznali, że jest za stary i niech sobie idzie, ale znalazł się ktoś, kto powiedział: - Ja cię lubię, chodź, zrobimy twój program w Ora.tv. I Larry King - w tych swoich szelkach i okularach - siedzi teraz w pokoju, gdzie są dwa fotele, i rozmawia z tak samo dobrymi gośćmi. Ostatnio z 50centem. To się niczym nie różni od telewizji. Amerykanin płaci 9,99 dolara miesięcznie i ogląda sobie Larry'ego Kinga w Ora.tv bez żadnego problemu.

Tu wracamy do wątku, że multimedialność i pilnowanie własnej marki jest ważne. Inaczej chyba się nie da. W Stanach nazwisko autora programu jest prawie w tym samym miejscu, co nazwa stacji. Ale to nie jest tak, że pilnowanie własnego zdania cały czas nie zostawia śladów w głowie i w sercu... Znowu ktoś mnie namawia, żebym wziął udział w debacie o hejcie w sieci. Odpowiadam: - Ja mówię o tym od lat, przerobiłem każdy sposób na wysuszenie tego bagna, nad tym się nie da zapanować. Ignoruję idiotów, idę dalej.

Nie masz czasem poczucia, że prowokujesz hejterów?

- Czasem słyszałem nawet od przyjaciół: - Po co ich dotykasz? Właśnie dlatego, żeby pokazać, że to tak śmierdzi. Wydaje mi się, że im więcej ludzi będzie widziało skalę zjawiska, tym większe szanse, że będziemy ścigać hejterów jak policjanci pijanych kierowców. I pokazywać w sieci. To może zadziałać, ale musi być na to społeczna zgoda.

Ostatnio pewien doktor, który w latach 80. wyemigrował z Polski do Szwecji, zwyzywał mnie na Facebooku w dziwny sposób. Zanim zablokuję, zawsze socjologicznie patrzę na taki profil. Odpisałem mu: Też miewam złe dni, ale wtedy staram się unikać pisania. On wrócił po paru godzinach, przepraszając, że miał zły dzień, pacjenci byli trudni, dlatego tak zareagował. Wylał swoją frustrację. To bywają chwilowe słabości.

Często blokujesz takich ludzi?

- Bardzo często. Trzeba wejść w profil takiej osoby, żeby kliknąć "zablokuj", więc na każdą taką osobę z 10 sekund życia tracę. Kiedyś napisał do mnie mój profesor z Wrocławia: "Słuchaj, bardzo cię lubię i chciałbym wiedzieć, co u ciebie się dzieje, ale to, co czytam jest tak straszne i brudne, że nie będę". To jest dla mnie argument, że trzeba sprzątać swój profil niczym swój pisuar.

Pilnuję swojego zdania, wyrażam je, próbuję wchodzić w dialog z ludźmi, którzy nie zawsze są mi przychylni, albo nie zawsze się ze mną zgadzają. Siłą rzeczy gram na wysokich obrotach, upadek boli wtedy po wielokroć bardziej. Muszę być czujniejszy, to wymaga jeszcze większej koncentracji, jest jeszcze bardziej męczące.

Jesteś przekonany, że powinieneś zdradzać swoje poglądy polityczne?

- Beata Kempa poprosiła jakiegoś posła Prawa i Sprawiedliwości, by przekazał mi, że ona jest pod wrażeniem: Kuźniar skrytykował Platformę. Mówię: - To nie jest takie trudne. Zawsze staram się trzymać zdrowego rozsądku. Swojego, więc pewnie obarczonego jakimiś błędami. Ostatnio czytam hasła: "Przestańcie kopać Platformę, oni już leżą". Raz więc jestem za przysłowiowym Dudą, raz za Komorowskim. Ale wiem, że nie jestem w stanie zadowolić tym swoim zdrowym rozsądkiem wszystkich.

I uważasz, że korzystając z niego możesz wyrażać swoje poglądy także w telewizji?

- "Wstajesz i wiesz" nie jest programem informacyjnym. Bazuję na żywym słowie, nie korzystam z promptera, czerpię ze swojej wiedzy, doświadczenia, tego, co we mnie siedzi. Dziś nie jesteś w stanie uniknąć dzielenia się własną opinią na jakiś temat. Tylko próbujmy to robić z klasą, rozmawiajmy. U nas zawsze niezgoda musi się kończyć bójką, chociażby na słowa. To jest właśnie problem i to nas nie posuwa do przodu. Mamy spory kłopot, żeby ze sobą jakościowo rozmawiać.

Nie masz czasem poczucia, że jesteś z innego świata, chociażby pracując w stacji dla lemingów?

- Mówią, że mainstream, a ja nie wiem, czy mainstream nie płynie dzisiaj z "Gazety Polskiej Codziennie". Ludzie mają dziś tak ogromny dostęp do różnych źródeł informacji, że to kompletnie nie ma znaczenia. Tym bardziej każdy powinien być szczery w tym, co komunikuje. Jak mnie studenci albo widzowie na spotkaniach pytają, co to jest obiektywizm, nie umiem odpowiedzieć.

W studiu TVN24 (fot. TVN / Cezary Piwowarski)

A nie czujesz się tak po ludzku oderwany na przykład od wyborców Kukiza czy Dudy, którzy zwyczajnie mają dość?

- Ja jestem facetem z Bielawy i cały czas to powtarzam. Pomagam finansowo moim rodzicom, bo oni mają razem jakieś 1300 zł na miesiąc, więc nie mam poczucia oderwania. Od 22 lat sam zarabiam na siebie na różne sposoby. Choć rzeczywiście, żyję w mieście, gdzie ceny są kuriozalne. Niedaleko stąd są frytki za 20 złotych! Co za marża na durnym ziemniaku zamoczonym w oleju. Ludzie, którzy stoją i krzyczą, że mają na życie dwa tysiące, naczytali się tylko jednych gazet. Nie chcieli poszukać i popatrzeć, jak to wygląda. Mam też czasem wrażenie, że niektórzy z nich nie chcieli zadbać o siebie samych.

Dzisiaj czekamy, aż ktoś nam coś załatwi. Na przykład państwo. Kiedyś dotyczyło to starszych, a teraz dotyczy też młodych. Masz mi dać, bo ja sobie nie poradzę. To nie będzie dobre, jeśli wszystkim będziemy dawać. Rusz się! Jeżeli na jedno stanowisko startuje wiele osób, to muszą być jakieś kryteria, które zdecydują kto się nadaje, a kto nie. Sam musisz o siebie zawalczyć.

Nie upraszczasz?

- Niektórzy młodzi ludzie, z którymi mam kontakt, na pytanie: Za rok kończysz studia dziennikarskie, co zrobiłeś do tej pory? odpowiadają: - Nic. Tak nie można. Wciąż słyszę, że telewizja to przez łóżko albo znajomości. Nie! Mam znajomych w świetnej agencji kreatywnej. Dziewczyna, która odpowiada tam za rekrutację, wpisuje do komputera dzień przed spotkaniem imię i nazwisko z CV. Ktoś miał być w poniedziałek rano na rozmowie, a na swoim Facebooku wrzuca zdjęcie z weekendu, gdzie miał zgon alkoholowy. Nie podejdziesz z szacunkiem do takiej osoby, nie zaprosisz jej na spotkanie, choćby nie wiem co miała w tym CV napisane.

Ty takich zdjęć nie wrzucasz, jak rozumiem.

- Nie. Chronię rodzinę, ale nie mogę się czasem powstrzymać od przemycenia kilku słów czy ujęć dotyczących córki, bo to cudowna dziewczyna jest, ta Zosia. Ja sam zawsze staram się skracać dystans. Początkowo wywoływało to nawet obawy moich kolegów, że może coś jest nie tak, że udaję. Później zauważyli, że jak sprowokuję dyskusję, to też się mogą w nią zaangażować i nie muszą się koncentrować tylko na tym, co jest napisane na kartce.

Nie używasz złotego papieru toaletowego?

- Ani złotego, ani nawet srebrnego. To jest niesamowite, jak czasem stoję przy kasie w markecie, ktoś mi się przygląda i pyta: - Dobrze poznaję czy nie? Mówię: - Dobrze . - W markecie? - nie odpuszcza. Odpowiadam: - No a gdzie mam być?

Jarosław Kuźniar. Dziennikarz telewizyjny związany z TVN24. Zaczynał w Radiu Sudety, pracował też w Polskim Radiu Wrocław, a po przeprowadzce do Warszawy w 1999 roku prowadził "Zapraszamy do Trójki". Obecnie jest gospodarzem Poranka TVN24. Dwukrotny zdobywca nagrody Wiktora. Prowadzi bloga, twittuje, ma własne biuro podróży. Prywatnie ojciec 3-letniej Zosi.

Angelika Swoboda . Ekspert show-biznesowy portalu Gazeta.pl. Komentuje życie gwiazd w Polsat Cafe, TVN i Superstacji. Zaczynała jako dziennikarka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.