artykuły

Twierdzicie, że rap to najbardziej otwarta i zarazem zamknięta forma muzyki. Co przez to rozumiecie?

Ment : - To tylko encyklopedyczny fetysz, kiedy ktoś mówi, że hip-hop jest muzyką, która łączy w sobie soul, funk, jazz, electro etc. Wydaje mi się, że istnieje nieformalnie pewien sztywny kręgosłup dotyczący brzmienia i jak się nie będziesz go trzymał, to ludzie powiedzą, że to nie hip-hop. Absurd. Kto może to orzec? Gatunek żyje tylko wtedy, kiedy się rozwija.

Ras:

- Ludzie związani z muzyką, która nie powinna mieć granic, wytyczają jej granice. Nas to nie będzie dotyczyć nigdy. Nasze podejście do muzyki można ująć w trzech słowach: robimy, co chcemy. Tak będzie zawsze, a jak przestanie tak być, to będzie oznaczać, że jesteśmy starzy i nie ma sensu z nami rozmawiać. Jak zaczniemy się ograniczać, nie dzwoń, OK?

Zgoda. Na waszej najnowszej płycie "Wyszli coś zjeść" kluczowym wydaję się motyw zmiany. Utwory "Ryzyko wróg najgorszy" czy - nagrany z Sokołem - "Nie jest tak" opowiadają o tym, że życiowy marazm i strach przed zmianami mogą mieć opłakane skutki.

R.: - Motyw zmiany w całej mojej przygodzie z pisaniem tekstów wydaje się kluczowy. Dzieje się tak, ponieważ "trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu", a ja ciągle chcę sprawdzić, jak jest tam, gdzie mnie nie ma. To jest to klasyczne myślenie na głos i zastanawianie się: "co by było, gdyby...".

Jaki świat się ukaże słuchaczowi po włączeniu albumu "Wyszli coś zjeść"?

R.: - Nie zastanawiam się nad tym. Proponuję, wysyłam zaproszenie do słuchacza, ale gdzie to dotrze i czy zostanie ono przyjęte? Na to nie mam wpływu. Mogę tylko powiedzieć, że kawałek, który znalazł się na końcu płyty, jest remakiem mojego ulubionego numeru w historii polskiego rapu - Tede "Świat zwariował w 23 lata".

 

Powiedziałeś ostatnio w audycji Hirka Wrony, że młody Tede był jak młody Mike Tyson. Rozwiniesz to?

R.: - Mike Tyson w młodości był najbardziej żądnym krwi i najbardziej utalentowanym bokserem. Był nadzieją tego sportu. Tak samo młody Tede z czasów Warszafskiego Deszczu czy z pierwszej solowej płyty "S.P.O.R.T.".

W boksie naturalną koleją rzeczy jest pojedynek weterana z młodym, głodnym sukcesów pretendentem. Idąc tropem porównań z pięściarzami: kim jesteś ty, stając na muzycznym ringu w jednym utworze z Tede?

R.: - To nie jest walka. Jesteśmy w jednej drużynie. Jeśli chodzi o scenę, to chciałbym być zawsze Giennadijem Gołowkinem. O, zrymowało się!

Jak powstają twoje teksty?

R.: - Just Blaze w jakimś wywiadzie powiedział, że Jay-Z nie potrafi zrozumieć, że jak on siedzi i gra w Nintendo, to pracuje. Tak samo jest z tekstami. Oglądasz film, czytasz książkę, spacerujesz z psem - w każdej chwili może coś zaiskrzyć i zaczynasz zapisywać. Nigdy nie rzeźbiłem tekstów. Napiszę, nagrywam i to zostaje. Ale po nagraniu utworu niespecjalnie zastanawiam się, co nim powiedziałem. Weryfikacją jest odbiór, interpretacje płyną z zewnątrz. Ja po prostu siadam i piszę. To wychodzi samo, a później się okazuje, czym jest.

Marek Fall pisał, że wasz album "Wyszli coś zjeść" to pokoleniowa deklaracja dla mieszkańców dużych miast około "trzydziestki" .

R.: - Jeśli to jest prawda - świetnie. Jak czytam książkę czy felieton osoby, którą cenię, również odnoszę te treści do swojego życia, szukam inspiracji i podobieństw. Na tej zasadzie rap traktuję trochę jak stand-up. Śledzę scenę tej formy komedii od kilkunastu lat i od zawsze jest dla mnie takim rapem bez rymów. Śmieszne jest to, co jest prawdziwe. W momencie, kiedy słuchasz komika czy rapera i myślisz sobie: "przecież to ja" - to efekt jest bezcenny, bo oznacza, że możesz sztukę odnieść do siebie. Może dzięki takim inspiracjom na naszych koncertach jest trochę starsza publiczność niż na większości innych?

Czujecie dumę z tego powodu?

R.: - Ciężko powiedzieć. Uczucie dumy towarzyszy mi, kiedy Polska wygrywa w piłkę z Niemcami, nie jak słucham swojej płyty. Ale skoro już mam wskazać jakiś konkret, to dumny jestem z refrenu do utworu "Dna butelek", który jest moim ulubionym na naszej ostatniej płycie.

M.: - Jestem dumny z tego, że mamy kawałek z Sokołem czy z Tomsonem. Refreny są naprawdę na świetnym poziomie, a to one są ważniejsze i trudniejsze dla mnie jako producenta. To przy nich trzeba wejść na wyższy poziom, coś musi się wydarzyć ponad rapowanie - nic mu nie ujmując. Podobała mi się ta współpraca z wokalistami. W przypadku Tomsona wersji refrenu było ze trzydzieści i wszystkie świetne.

Zastanawiasz się nad nagraniem płyty z wokalistą?

M.: - Po utworze z Dawidem Podsiadło to z nim marzy mi się zrobienie EP-ki albo płyty. To była przepiękna współpraca, od początku się świetnie rozumieliśmy.

 

Żyjemy w okresie "kultu singla". Przeciętny odbiorca nie słucha całych albumów, nie zagłębia się w twórczość ulubionych wykonawców. Przeszkadza wam myśl, że ktoś może mieć dwa utwory Rasmentalism na komórce i myśleć, że zna was doskonale?

R.: - Kiedyś robiłeś singiel i przez parę miesięcy próbowałeś go przepchnąć, żeby żył przez rok czy dwa. Teraz robisz singiel i klip za kilkadziesiąt tysięcy złotych i on sobie żyje może przez tydzień, po czym musisz zaczynać nowy proces z innym kawałkiem. Przemiał muzyki jest zbyt duży. Efekt jest taki, że dziś już nie słuchasz muzyki, tylko możesz usłyszeć coś raz na jakiś czas, jeśli opakowanie, czyli teledysk, cię przekona.

Świadomych słuchaczy, którzy wiedzą, co wybierają, i poznają całe albumy, jest bardzo mało. Ogół pochłania produkt masowy w masowych proporcjach, nie zagłębiając się w szczegóły.

Szczególnie w polskim hip-hopie wydaje się w ostatnich latach bardzo dużo. Myślicie, że ta bańka w końcu pęknie?

R.: - Mam wrażenie, że już schodzi z niej powietrze. Szczytowym był rok 2014. Może premiery nadal będą wychodzić regularnie, ale podejrzewam, że frekwencja na koncertach będzie niższa, a i samych koncertów będzie znacznie mniej.

Ment , jesteś producentem, który przez sample i sposób, w jaki ich używa, daje mocny wyraz swoim fascynacjom muzycznym.

M.: - Nigdy nie ukrywałem moich inspiracji ani źródeł sampli. Często na fanpage wrzucam oryginalne utwory, z których sampluję fragmenty muzyki. To jest mój sposób podziękowania artystom, którzy są ich autorami. Być może wśród nich są i tacy, którzy chcieliby pieniędzy. Rodzina Marvina Gaye'a chce bardzo dużo (śmiech) [rodzina Marvina Gaye'a wygrała niedawno proces sądowy o wykorzystanie twórczości muzyka w hicie "Blurred Lines" Robina Thicka - przyp. red.]. Czasem zastanawiam się nad tym, czy ktoś, kto nagrywał w latach 80., ucieszy się, że dzięki mojej twórczości dwa tysiące osób dowiedzą się o jego utworze? Na ile poczuje się doceniony, a na ile obrabowany ze swoich praw autorskich i pomysłów? Temat jest trudny.

Widać, że lubicie retro, nawiązania do tego, co było. "Nie jestem raperem" z gościnnym udziałem zespołu Dwa Sławy i chóru The Voices to teledysk, który odnosi się do klasycznych obrazków: od Nirvany, przez The Kiss, po The Beatles.

R.: - Wszystko, co zostało w tym klipie przedstawione, jest wymysłem ekipy BDV Studio, Piotra Sawickiego i Michała Bernasia. My tylko przyjechaliśmy "na gotowe". Piotrek zadzwonił do mnie, mówiąc: Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek poza wami i Sławami, był w stanie na coś takiego się zgodzić . Z miejsca byliśmy na tak. Nie powiem, żebym zawsze chciał zakładać rajstopy i malować twarz, ale zrobiłem to (śmiech).

 

A jak wspominacie transmitowany w radiowej " Trójce" występ w studiu Agnieszki Osieckiej, który odbył się przy okazji premiery "Wyszli coś zjeść"?

M.: - "Trójki" słuchałem jeszcze w liceum, kiedy mieszkałem w Hajnówce. To było dla mnie radio numer jeden, bo nie wiedziałem nigdy, co za moment poleci. I to lubiłem. A niedzielna "Siesta" to była audycja, którą kochałem. Po tylu latach możliwość zagrania w tym radiu, w studiu im. Agnieszki Osieckiej? Jedna z tych rzeczy, w które nie wierzysz, że się dzieją.

Dziś nagrywacie w Asfalt Records, czyli wytwórni w której swoje debiuty zaliczali tacy artyści jak Fisz, Łona, O.S.T.R. Ważne jest być częścią tej legendy? Czy się nad tym nie zastanawiacie?

R.: - W liceum byłem psychofanem O.S.T.R. Jego płyta "Masz to jak w banku" jest dla mnie bardzo ważna. Tak samo debiut Fisza. Chyba nawet bardziej Fisz...  Bo pamiętam, jak byłem z rodzicami na wakacjach nad morzem i udało mi się kupić na jakimś straganie kasetę z jego debiutem. Strasznie ją katowałem, bo to była jedyna kaseta, jaką miałem przy sobie, więc nie opuszczała mojego walkmana. Kiedy Marcin Flint robił ze mną wywiad do "Ślizgu" w 2004 roku, zapytał, dla jakiej wytwórni chciałbym nagrywać. Było to dla mnie odległe i nierealne wtedy zagadnienie, ale powiedziałem, że dla Asfaltu. Dziewięć lat później wydałem tam płytę.

M.: - Zawsze byłem fanem dyskografii Asfaltu. I mam nadzieję, że w jakiś sposób kontynuujemy tę spuściznę. Emade od zawsze dla mnie był wzorem "polskiego Detroit". Szkoda, że tak mało jest jego autorskich rzeczy.

Wcześniej bardzo długo wydawaliście płyty niezależnie, w tzw. podziemiu. To wasz drugi oficjalny album. Jakieś minusy przejścia "na legal "?

R.: - Nie widzę negatywnych aspektów, ale może to wynikać z tego, że spotykamy się z dobrym odbiorem naszych rzeczy. Inna sprawa, że gdybyśmy wtopili cały budżet płyty w jakiś niezrozumiały dla nikogo eksperyment, to wtopilibyśmy pieniądze wytwórni. Także wniosek jest jeden - brak minusów. One mogą istnieć, jeśli wydajesz w majorsach i ktoś ci wstrzymuje materiał, bo uważa, że nie osiągnie sukcesu komercyjnego. W Asfalt Records takie problemy nie istnieją.

M.: - Do ZAiKS-u trzeba jeździć. Do tych babek.

R.: - My to sobie możemy jeździć. Jacek Cygan to ma po co jechać. Teraz na rotację radiowej "Trójki" wszedł utwór z Tomsonem, a tak to nie byliśmy grani w większych rozgłośniach radiowych.

M.: - Bo nie mamy utworów ze smutnym pianinem w tle.

A co myślicie o polityce? Jesteście w nią jakkolwiek zaangażowani? Pytam, bo przykład Pawła Kukiza pokazuje, że muzyk w tej dziedzinie może sporo zwojować.

M.: - Wiesz, jak dowiedziałem się, co ma do powiedzenia Paweł Kukiz? Bo wyskoczył mi na YouTube po kawałku Dawida Podsiadło. Nie byłem na wyborach, bo nie mam na kogo głosować.

R.: - Dla mnie muzyka i polityka nie śpią w jednym łóżku. Nawet nie w jednym mieście.

M.: - Ale, ale! Kawałek na pianinku o wyborach? Niektóre radiostacje by się nami zainteresowały.

Rasmentalism (fot. Piotr Książek i Filip Blank / Warsaw Streets)

Kontynuując tematy kontrowersyjne: Eldo w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" stwierdził, że na scenie nie ma miejsca na rapera homoseksualistę. Zgadzacie się?

M.: - Tematy tragiczne najlepiej obśmiać, jak mówi Janusz Głowacki. Nie zgadzam się z wypowiedzią Eldoki, chociaż chyba miał coś innego na myśli. Ale całego wywiadu nie czytałem, więc nie wiem.

R.: - Dla mnie wolność jednego człowieka zaczyna się tam, gdzie kończy się wolność drugiego. Nie wchodzę z butami w czyjeś życie. Nie oceniam jakości muzyki przez pryzmat tego, kto z kim śpi.

Zdarza się wam zaznaczać, że macie różne podejście do muzyki. Ment stawia wszystko na jedną kartę, zaś Ras podkreśla, że bez rapu może żyć. Po prostu poradzi sobie w innej dziedzinie.

R.: - Gdyby Kamilowi zabrać rap, będzie grał imprezy jako DJ. Ma szerszy wachlarz możliwości.

M.: - Moje możliwości wykraczają daleko poza muzykę (śmiech) . Na przykład pracowałem w budżetówce ponad dwa lata. I tam nie było ciastek z czekoladą. Co innego służbowa fura z napędem na cztery koła, która paliła około 20 litrów i można było sobie prywatnie pojechać nią na polowanie, jeśli się zajmowało najwyższe stanowisko. Fajnie popatrzeć z bliska, jak dużą ściemą są tego rodzaju miejsca pracy. Nie pozdrawiam.

R.: - Powiedz, co robiłeś wcześniej, bo to jest smaczek, a nie ta budżetówka.

M.: - Fakt, kiedyś kryłem dachy pod Warszawą z moim wujkiem i Leszkiem. Codziennie wracałem przez całe miasto tramwajem, brudny dość. Wtedy czytałem "Palcie ryż każdego dnia" Marka Hłaski i trochę czułem się jak główny bohater. Tylko że zamiast kurtki lotniczej miałem spoconą koszulkę i czarne paznokcie. Siedzieliśmy na dachu w trzydziestu stopniach, patrząc, jak na Okęciu lądują samoloty. Najlepsze jest to, że przy każdym lądowaniu przestawaliśmy pracować, wstawaliśmy na równe nogi, trzymając młotki, piły i inne duperele. W końcu któryś z nas po krótkiej ciszy mówił do reszty: O kurwa, patrz, jak ten nisko leci . To były dobre obrazki. Jeśli miałbym wykonywać jakąś fizyczną pracę, to chciałbym wrócić do tego.

 

Kamil "Ment" Kraszewski i Arkadiusz "Ras" Sitarz, czyli Rasmentalism. Zespół hiphopowy, który powstał w 2006 roku w Lublinie z inicjatywy rapera Rasa i producenta muzycznego Menta. Przed oficjalnym debiutem grupa nagrała dużo materiału niezależnie: "Dobra muzyka, ładne życie" (2008), "Duże Rzeczy" (z raperem W.E.N.A., 2009), "Hotel Trzygwiazdkowy" (2011). Wreszcie w grudniu 2013 nakładem Asfalt Records wyszedł oficjalny debiut zespołu pt. "Za młodzi na Heroda". Płyta z miejsca została okrzyknięta jednym z najważniejszych albumów roku, a Rasmentalism ugruntował pozycję jednego z najważniejszych zespołów na polskiej scenie hiphopowej. W połowie kwietnia tego roku ukazał się drugi album grupy pt. "Wyszli coś zjeść".

Bartek Strowski. Aspirujący scenarzysta, fanatyk NBA, kolekcjoner płyt i ciężkostrawnych przyzwyczajeń. Publikuje na Polskikosz.pl i Altermag.pl