Mateusz Waligóra przeszedł samotnie pustynię Gobi

Mateusz Waligóra przeszedł samotnie pustynię Gobi (fot: archiwum prywatne)

Młoda Polska

"Wystarczy jeść, spać i chodzić". Polak jako pierwszy przeszedł samotnie pustynię Gobi

W ostatnich latach Mateusz Waligóra przemierzył Andy, norweski płaskowyż Hardangervidda, boliwijską pustynię solną i pustynię Gobi. Za najtrudniejszą podróż w życiu uważa jednak tę prowadzącą od Półwyspu Helskiego do Śnieżki, którą odbył z dwójką malutkich synów. To oni zainspirowali go do tego, aby przemierzać świat pieszo.

Cykl Młoda Polska poświęcony jest Polkom i Polakom, których podziwiamy i którym kibicujemy. Kolejne sylwetki publikujemy w każdy wtorek.

"Nie wierzę w mit cierpiącego artysty". Utworami Polki zachwycają się legendy muzyki

Postanowił zostać kardiologiem po tym, jak jego tata miał zawał. Mówi: "Lekarz pełni służbę, a jego gabinet to nie fabryka"

Od Commodore 64 do systemów IBM. Komputerowy mistrz z Chorzowa

IMIĘ: Mateusz

NAZWISKO: Waligóra

WIEK: 33 lata

ZAWÓD: podróżnik, reporter

OSIĄGNIĘCIA: Jest pierwszym człowiekiem na świecie, który przeszedł samotnie pustynię Gobi

Konto biblioteczne nastoletniego Mateusza pęka w szwach. Na liście wypożyczonych książek próżno szukać jednak lektur szkolnych. Dominują reportaże wydane przez "National Geographic" i zapiski z podróży Arkadego Fiedlera. Dzięki nim chłopiec może "zwiedzić" nieznane lądy i choć na chwilę odpocząć od codziennych problemów. - Jak wiele osób w tym wieku, szukałem swojego miejsca w społeczeństwie. Szukałem akceptacji, dlatego odpowiadało mi spędzanie czasu w samotności - tłumaczy Mateusz.

Mateusz Waligóra przemierzył Andy, norweski płaskowyż Hardangervidda, boliwijską pustynię solną i pustynię Gobi (fot: archiwum prywatne)
Mateusz Waligóra przemierzył Andy, norweski płaskowyż Hardangervidda, boliwijską pustynię solną i pustynię Gobi (fot: archiwum prywatne)

Zaczyna od wypraw do lasów i nad jeziora położone niedaleko rodzinnej miejscowości. Z czasem jego wypady zaczynają nabierać rozmachu. Po egzaminie maturalnym rusza autostopem do Rzymu. W kolejnym roku odwiedza Maroko.

W międzyczasie rozpoczyna studia. Stawia na dwa kierunki: turystykę i dziennikarstwo. Nieprzypadkowo, jak sam bowiem przyzna:

- Odkąd pamiętam, marzyłem o tym, żeby połączyć pracę i pasję.

W przyszłości planuje dołączyć do grona autorów współpracujących z "czasopismem z żółtą ramką", czyli wspomnianym "National Geographic". Nie wie jeszcze, że jego życzenie już niebawem spełni się z nawiązką.

Z autostopu na rower

Na razie zaczyna od małych kroków. W 2008 roku zapisuje się na kurs na przewodnika górskiego. To tu poznaje Agnieszkę - swoją przyszłą żonę. Nowa znajoma również fascynuje się podróżami. Do tej pory odwiedziła m.in. jezioro Bajkał, przejechała na rowerze całą Skandynawię. To imponuje Mateuszowi.

- Agnieszka nie była zwolenniczką autostopu, pokazała mi natomiast, że rower może być czymś więcej niż środkiem transportu, którym dojeżdżamy do pracy.

Mateusz zaczynał od wypraw do lasów i nad jeziora położone niedaleko rodzinnej miejscowości (fot: archiwum prywatne)
Mateusz zaczynał od wypraw do lasów i nad jeziora położone niedaleko rodzinnej miejscowości (fot: archiwum prywatne)

Wraz ze swoją żoną przemierzył na rowerach Canning Stock Route (fot: archiwum prywatne)
Wraz ze swoją żoną przemierzył na rowerach Canning Stock Route (fot: archiwum prywatne)

Rok później para postanawia wybrać się na Kubę i podróżować po wyspie szlakami muzyków cenionego przez nich zespołu Buena Vista Social Club. Pomysł wzbudza zainteresowanie wytwórni muzycznej World Circuit, która wydaje płyty kubańskiej formacji. Wytwórnia decyduje się objąć patronatem wyprawę Polaków. Mateusz przyznaje dziś:

- Ta wycieczka zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie i zmieniła myślenie na temat przemieszczania się. Rower okazał się w tym wypadku idealnym rozwiązaniem.

Dwa lata później para podróżników udaje się w pieszo-rowerową podróż po Andach. Potrwa ona aż półtora roku. Publikowane przez nich na bieżąco relacje w Internecie są zauważone przez redakcję "National Geographic Polska" i zdobywają nominację do nagrody Travelery w kategorii "Blog roku". Na Festiwalu Kolosy 2013 za wyprawę w Andy Mateusz i Agnieszka otrzymali statuetkę za Wyczyn Roku. 

Deszcz na pustyni

Prestiżowe wyróżnienia nie zaspokajają ich podróżniczych ambicji, raczej: wzmagają apetyt. W tym samym roku para postanawia przemierzyć na rowerach Canning Stock Route. To wytyczony sto lat temu szlak, który wiedzie przez bezludne obszary Australii Zachodniej i jest często uważany za najbardziej wymagający na świecie. Przemierzający go podróżnicy muszą między innymi pokonać cztery pustynie i kilkaset wydm. Jak napisze Mateusz na swojej stronie internetowej:

"Przemierzenie jej na rowerach to jedno z najtrudniejszych wyzwań, jakich można się podjąć". 

Ich pierwsza próba kończy się fiaskiem. Gdy podróżnicy docierają w głąb Wielkiej Pustyni Piaszczystej, na przeszkodzie stają im bardzo rzadkie w tym rejonie opady deszczu. Wyprawa musi zostać przerwana.

Mateusz rok później postanawia dać sobie jeszcze jedną szansę. Tym razem wyrusza w pojedynkę. Jak mówi:

- Zawsze lubiłem samotność, jednak w tym wypadku przeważyły inne względy. Po powrocie z Ameryki Południowej zdecydowaliśmy się z żoną na powiększenie naszej rodziny. Gdy to się już udało i urodził się nasz starszy syn, nie było możliwości, abyśmy w najbliższym czasie wyruszyli gdzieś razem.

W trakcie jazdy przeklętym australijskim szlakiem Waligóra traci aż sszesnaście kilogramów wagi. Dwudziestodziewięciodniowa podróż kończy się jednak sukcesem. Po raz kolejny wysiłek Mateusza zostaje doceniony przez jury Kolosów oraz redakcję "National Geographic Polska". Niebawem czekają go jednak wyzwania o zupełnie innym charakterze.

Na piechotę dzięki dzieciom

Wraz z narodzinami syna Franka (nazywanego "Pako") powiększa się nie tylko rodzina Waligórów, ale i ich grupa podróżnicza. W 2013 roku rodzice i dziesięciomiesięczny chłopiec wyruszają na rowerową wyprawę pielgrzymkowym szlakiem Camino de Santiago, czyli Drogą Świętego Jakuba, która prowadzi do Santiago de Compostela. Gdy dwa lata później na świecie pojawi się ich drugi syn, Ernest, cała czwórka wspólnie przemierzy pieszo i na rowerach drogę od Helu do Śnieżki. Mateusz, zapytany o najbardziej wymagającą z dotychczasowych podróży, mówi:

- Z jednej strony mógłbym wskazać na wspomniany szlak Canning Stock Route. Z drugiej - po zakończeniu podróży po Polsce, którą odbyliśmy wraz z dwójką naszych synów, byłem wyczerpany zarówno fizycznie, jak i psychicznie (śmiech). Dzięki niej zmieniło się jednak moje spojrzenie na świat i poruszanie się. Chciałem jeszcze bardziej zwolnić, i to właśnie z tego powodu obecnie przemieszczam się głównie pieszo.

Zanim wyruszył w wyprawę po pustymi Gobi, przeszedł boliwijską Salar de Uyuni, największą pustynię solną na świecie (fot: archiwum prywatne)
Zanim wyruszył w wyprawę po pustymi Gobi, przeszedł boliwijską Salar de Uyuni, największą pustynię solną na świecie (fot: archiwum prywatne)

Jeszcze w tym samym roku Waligóra wyrusza w podróż po boliwijskiej Salar de Uyuni, największej pustyni solnej na świecie. To dzięki tej wyprawie szeroka publiczność ma okazję poznać go jako autora. Jego reportaże i fotografie powstałe w Boliwii trafiają do krajowych i zagranicznych czasopism.

Gdy w 2016 roku pokona samotnie największy płaskowyż na świecie, czyli norweskie Hardangervidda, zapis wyprawy trafi na łamy "National Geographic Traveler". Nie ma już wątpliwości, że próba połączenia pasji i pracy zakończyła się sukcesem.

Ocalić od zapomnienia 

Zapytany o cel swoich dalekich, niebezpiecznych podróży, Waligóra odpowiada:

- Robię to, bo lubię. W trakcie podróży mam czas dla siebie. Robię to, bo dzięki temu rozumiem, że da się sprowadzić swoje życie do trzech podstawowych czynności: chodzenia, spania i jedzenia, a potem przekonać się, że niczego więcej nie potrzebujemy.

Podróżnik mocno podkreśla kulturowy i ekologiczny aspekt jego wypraw. W 2017 roku wraz z fotografem Michałem Dzikowskim jedzie w Himalaje Indyjskie, aby w ramach stworzonego przez nich projektu "Before It's Gone" udokumentować zamierającą tradycję przeprawiania się pieszo przez zamarznięte wody regionu Zanskar. 

W tym samym roku duet odwiedza Peru, gdzie podróżując starymi inkaskimi szlakami, przygląda się temu, jaki wpływ na życie mieszkańców wywierają zmiany klimatyczne i związane z nimi topnienie andyjskich lodowców.

Reportaże powstałe podczas wyprawy pojawiają się m.in. w brytyjskim "The Guardian". Jest to jednak preludium zainteresowania, jakie wzbudzi Waligóra w 2018 roku, gdy wyruszy w samotną wędrówkę przez mongolską część pustyni Gobi.

Praca na pełen etat

Praca nad wielką podróżą trwa trzy lata. Określenie "praca" nie jest tutaj przypadkowe. - Przygotowanie takiej wyprawy to zajęcie na pełen etat. Nie chodzi tylko o przygotowanie fizyczne, ale i psychiczne, które pozwoli na podjęcie się takiego zadania - tłumaczy Mateusz.

Reportaże Waligóry pojawiły się m.in. w brytyjskim 'The Guardian' (fot: archiwum prywatne)
Reportaże Waligóry pojawiły się m.in. w brytyjskim 'The Guardian' (fot: archiwum prywatne)

Mimo to Waligórze nie udało się uniknąć niespodzianek. Pierwszy problem związany był z klimatem. Po okresie najbardziej dotkliwej od wielu lat suszy Mongolię nawiedziła fala powodzi, co znacznie utrudniło podróż z dwustukilowym ładunkiem składającym się m.in. z zapasów żywności liofilizowanej i wody, który przewoził na specjalnie przygotowanym wózku. Drugi z problemów miał podłoże duchowe:

- Gdy dotarłem już do Dalandzadgad, największego miasta w obrębie Gobi, poczułem, że jestem "nasycony" pustynią, straciłem sens dalszej podróży. W takich wypadkach główną rolę musi odegrać nasza konsekwencja, determinacja.

Dzięki niej Mateuszowi udało się przejść pustynię w zaledwie pięćdziesiąt osiem dni (początkowo zakładał, że wyprawa potrwa kilkanaście dni dłużej). W trakcie podróży, podczas której komunikował się ze światem przy pomocy telefonu satelitarnego, stracił aż dwadzieścia cztery kilogramy wagi. Przede wszystkim jednak został pierwszym człowiekiem na świecie, który samotnie przemierzył pieszo mongolską część Gobi.

Konfucjusz nie ma racji

Aktualnie Waligóra przygotowuje się do wyprawy do Boliwii, gdzie ponownie będzie przemierzał pustynię solną. Towarzyszyć mu będzie fotografka i reżyserka Alina Kondrat. Wspólnie przygotują film dokumentalny o tej wyprawie. Jak mówi podróżnik:

- Pustynia solna to miejsce, w którym nie uświadczymy żadnych dźwięków, zapachów, wody czy zwierząt. Żadnych bodźców. To doskonale wpisuje się w moją filozofię podróżowania. Wędrówce fizycznej towarzyszy również podróż wewnątrz siebie.

Mateusz przyznaje, że jego ciało już zawsze będzie pamiętać podróż przez Gobi, a jego stawy po tej wyczerpującej wędrówce na pewno 'upomną się o swoje' (fot: archiwum prywatne)
Mateusz przyznaje, że jego ciało już zawsze będzie pamiętać podróż przez Gobi, a jego stawy po tej wyczerpującej wędrówce na pewno 'upomną się o swoje' (fot: archiwum prywatne)

Dwa lata temu na rynek trafiła książka Waligóry pt. "TREK. Od marzenia do przygody", w której - obok zdjęć z podróży - znalazły się porady dotyczące organizacji wypraw. Polak raz na jakiś czas wygłasza wykłady motywacyjne, podczas których dzieli się swoimi doświadczeniami. Unika przy tym koloryzowania. Przyznaje, że jego ciało już zawsze będzie pamiętać podróż przez Gobi, a jego stawy po tej wyczerpującej wędrówce na pewno "upomną się o swoje". Jak twierdzi:

- Niektórzy myślą, że podróżnicy są cały czas na wczasach i prowadzą beztroskie życie. Tymczasem zawód ten wiąże się z ogromnymi kosztami, i nie mam tu na myśli tych finansowych. Konfucjusz powiedział kiedyś: Wybierz pracę, którą kochasz, a nigdy nie będziesz musiał pracować. Nie mogę się z tym zgodzić. Wykonywanie tego zawodu wymaga ogromnego wysiłku. 

Dodaje jednak: - Ale jest też bardzo satysfakcjonujące.

Mateusz Witkowski. Ur. 1989. Redaktor naczelny portalu Popmoderna.pl, stały współpracownik Gazeta.pl, Wirtualnej Polski, "Czasu Kultury" i miesięcznika "Teraz Rock". Doktorant w Katedrze Krytyki Współczesnej Wydziału Polonistyki UJ. Stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w roku 2018. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką z lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Współprowadzi fanpage Niedziele Polskie, prowadzi facebookowego bloga muzycznego Popland.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (170)
Zaloguj się
  • redrum83

    Oceniono 26 razy 24

    Endomondo włączył? Bo bez endomondo się nie liczy ;)

  • pidoc

    Oceniono 17 razy 13

    "Robię to, bo lubię. W trakcie podróży mam czas dla siebie. Robię to, bo dzięki temu rozumiem, że da się sprowadzić swoje życie do trzech podstawowych czynności: chodzenia, spania i jedzenia, a potem przekonać się, że niczego więcej nie potrzebujemy."

    Ciekawe, czy jego synowie zgodzą się z tym twierdzeniem. Straszny egoizm wyziera z tego tekstu.

  • leoleo

    Oceniono 12 razy 12

    ludzie w niewielkich stadach lub pojedynczo przechodzili gobi jeszcze 5 000 lat temu, są na to dowody chińskich muzeach

  • outboxmailings

    Oceniono 12 razy 10

    Przypomina mi to tekst o tym himalajiscie, Tomasz Mackiewiczu. Czysty egoizm. Jego żona w domu z pieluchami musi być przeszczęsliwa.

  • sim.salabim

    Oceniono 9 razy 9

    Piekne hobby, eeeee praca. Troche jak bycie influencerem, koszty pokrywa ktos kto pracuje, zeby podroznik mogl podrozowac.
    Ale dosyc sarkazmu, niech sobie Mateusz podrozuje.
    Jedyne co mnie uwiera - biorac pod uwage to, ze to niby ta mlodsza troche generacja, wiec i wolna od zlych nawykow - to to, ze Mateusz, jak to sam powiedzial "Robię to, bo lubię. W trakcie podróży mam czas dla siebie. Robię to, bo dzięki temu rozumiem, że da się sprowadzić swoje życie do trzech podstawowych czynności: chodzenia, spania i jedzenia, a potem przekonać się, że niczego więcej nie potrzebujemy" kiedy jego zona samotnie wychowuje dzieci. Co by bylo gdyby to zona zniknela na pustyni Gobi, a Mateusz w miedzyczasie zajmowal sie dziecmi?

  • wagadudu

    Oceniono 11 razy 9

    Super gość. Ale myślę, że Konfucjusz miał co innego na myśli. Gdy hobby staje się twoją pracą, nie masz poczucia marnowania życia na rzeczy durne lecz konieczne. Wtedy nie uznajesz tego za pracę, nawet jeśli wymaga to wielkiego wysiłku.

  • mangallor

    Oceniono 12 razy 8

    Facet który nie lubi swojej rodziny a szacunek dla żony i dzieci okazuje zostawiając ich samych w domu to DUPA.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX