Natalia Zamilska

Natalia Zamilska (fot: Wiktor Malinowski)

Młoda Polska

"Nie wierzę w mit cierpiącego artysty". Utworami Polki zachwycają się legendy muzyki

Wiele osób podejrzewało, że na pewno stoi za mną cały sztab PR-owców i wielka wytwórnia, która finansuje moje klipy. Ale niestety, nie jestem polską Laną Del Rey - mówi Natalia Zamilska. Jeszcze kilka lat temu bezskutecznie szukała jakiejkolwiek pracy. Dziś jest jedną z najciekawszych postaci świata muzyki elektronicznej. Jej utworami zachwycają się między innymi Iggy Pop, Nine Inch Nails i... szefowie z domu mody Dior.

Cykl Młoda Polska poświęcony jest Polkom i Polakom, których podziwiamy i którym kibicujemy. Kolejne sylwetki publikujemy w każdy wtorek. Oto nasi wcześniejsi bohaterowie:

Postanowił zostać kardiologiem po tym, jak jego tata miał zawał. Mówi: "Lekarz pełni służbę, a jego gabinet to nie fabryka"

"Potrzebuję nowych marzeń". Polka pracuje z najważniejszymi postaciami świata mody

Polak został najlepszym kierowcą ciężarówki na świecie. Choć nie jeździ zawodowo

IMIĘ: Natalia

NAZWISKO: Zamilska

WIEK: 29 lat

ZAWÓD: producentka muzyki elektronicznej

OSIĄGNIĘCIA: miejsce na liście najlepszych albumów 2014 roku według portalu The Quietus, nominacja do Fryderyka 2017, nagroda Digital Dragons 2018 za najlepszą ścieżkę dźwiękową do gry; jej utwory były rekomendowane przez takie gwiazdy jak Iggy Pop i Nine Inch Nails, można je było również usłyszeć podczas pokazów domu mody Dior.

Najpierw jest black metal, potem deskorolka, w końcu nauka gry na perkusji. Jak to bywa w wypadku nastolatków, zainteresowania Natalii zmieniają się w błyskawicznym tempie. Wreszcie jej wybór pada na muzykę elektroniczną. Ma wówczas 15 lat. - Mniej więcej wtedy zrozumiałam, że nie chciałabym robić w życiu niczego innego poza tworzeniem muzyki - mówi Natalia Zamilska.

Wystarczy jej wysłużony komputer stacjonarny i prosty program do obróbki dźwięku. Tworzy bardzo prosty podkład perkusyjny, potem dodaje ścieżkę z głosem Lisy Gerard wyciętą z utworu zespołu Dead Can Dance. Aby nikt nie zorientował się, że partia wokalna została podebrana z cudzego utworu, dodaje pogłos. - Tak powstała moja pierwsza "symfonia". Siedziałam przed rozpadającym się pecetem i czułam się jak Timbaland - opowiada ze śmiechem. Zanim Natalia z Zawiercia stanie się ZAMILSKĄ, minie jeszcze kilka dobrych lat.

Chorały o siódmej rano

Najpierw studia. Z braku lepszego pomysłu wybiera animację społeczno-kulturalną w cieszyńskiej filii Uniwersytetu Śląskiego. Na długo zapadną jej w pamięć zajęcia z teorii muzyki, które odbywają się niemalże o świcie. - Jest siódma rano, a my słuchamy chorałów gregoriańskich - tragedia! - wspomina. Za to na zajęciach z kultury audiowizualnej wykładowcy sporo miejsca poświęcają sztuce teledysku. To motywuje ją do dalszego tworzenia muzyki.

Pierwszy album Natalii trafił do sieci w 2014 r.  (fot: Wiktor Malinowski)
Pierwszy album Natalii trafił do sieci w 2014 r. (fot: Wiktor Malinowski)

Dom mody Dior wykorzystał utwór ZAMILSKIEJ podczas pokazu, który odbywał się w Tokio (fot: Wiktor Malinowski)
Dom mody Dior wykorzystał utwór ZAMILSKIEJ podczas pokazu, który odbywał się w Tokio (fot: Wiktor Malinowski)

Ale musi też zatroszczyć się o domowy budżet. Zatrudnia się w cieszyńskiej Galerii Szara, gdzie zajmuje się zarówno papierkową robotą, jak i... wierceniem dziur w ścianach przed odbywającymi się tu wystawami. W 2013 roku Natalia przeprowadza się do pobliskich Katowic i tam zaczyna szukać pracy. Szybko orientuje się, że większe miasto wcale nie musi oznaczać większych możliwości. - Nie chcieli mnie przyjąć nawet do sklepu odzieżowego, bo twierdzili, że mam "za dobre CV". Co, niestety, sporo mówi o naszym kraju - stwierdza Natalia.

Gdy jej współlokatorka wychodzi do pracy, ona siada zazwyczaj przed komputerem i - jak sama to nazywa - "dzierga" nowe utwory. Jej kompozycje stają się coraz bardziej rozbudowane i bogatsze brzmieniowo. Wreszcie podejmuje decyzję, żeby podzielić się swoją muzyką z szerszą publicznością. W 2014 roku do sieci trafia jej pierwszy album pod tytułem "Untune".

Piątka przybita z Szatanem

Kilka miesięcy po premierze albumu ZAMILSKA dostaje maila. Okazuje się, że oryginalna, mroczna mieszanka elektroniki i muzyki etnicznej zainteresowała pracowników słynnego domu mody Dior. Chcieliby wykorzystać znajdujący się na "Untune" utwór "DUEL 35" podczas pokazu, który odbywa się w Tokio.

ZAMILSKA zakłada, że to żart. Gdy dociera do niej, że ma do czynienia z poważną propozycją, wpada w euforię. Oferowane przez Diora honorarium pozwoliłoby jej opłacić czynsz za najbliższe kilka miesięcy. Zgadza się na udostępnienie swojej kompozycji. Już w grudniu tego samego roku "DUEL 35" rozbrzmiewa na tokijskim wybiegu. - Wiele osób zaczęło podejrzewać, że nie jestem dziewczyną znikąd, że pewnie stoi za mną cały sztab PR-owców i wielka wytwórnia, która finansuje moje klipy. Ale niestety, nie jestem polską Laną Del Rey - mówi.

Polskie media rozpisują się na temat sukcesu debiutantki. Pojawiają się pierwsze zaproszenia na najważniejsze festiwale w Polsce, w rodzaju Open'era czy krakowskiego Unsoundu. A także pierwsze problemy. Nagłe zainteresowanie przytłacza ZAMILSKĄ. Przechodzi kryzys. - Szczerze mówiąc, znam bardzo niewielu artystów, którzy byliby całkiem normalni. Pewien specyficzny typ wrażliwości sprawia, że jesteś bardzo podatny na popadanie w stany depresyjne. Błąkałam się więc po różnych ciemnych zaułkach i przybijałam piątkę z Szatanem - wspomina.

Z pomocą przychodzi agencja CEO opiekująca się między innymi rockową legendą: Iggym Popem. Gdy artystka po raz pierwszy pojawia się na spotkaniu z jej przedstawicielami, nie ma jeszcze o tym pojęcia. - Nie miałam żadnych szczególnych oczekiwań - byłam dość zrezygnowana i zmęczona. Jako że co chwilę zmieniałam miejsce pobytu, miałam wtedy na sobie T-shirt, który nosiłam już czwarty dzień. A mimo to Ania [czyli Anna Marzec, aktualna menadżerka artystki - przyp. aut.] oraz CEO postanowili mi zaufać. Czasem myślę, że mam więcej szczęścia niż rozumu - koniec końców zawsze udaje mi się trafić na odpowiednich ludzi - twierdzi.

Dzięki temu ZAMILSKA może skupić się na komponowaniu i koncertach. Zbiera kolejne pochwały. W 2015 roku "Untune" trafia na 12. miejsce rankingu najlepszych płyt ubiegłego roku opublikowanego przez prestiżowy portal muzyczny The Quietus. Coraz więcej artystów chciałoby również nawiązać współpracę z utalentowaną producentką. Niewiele brakowało, a jedna z najatrakcyjniejszych propozycji nigdy nie dotarłaby do ZAMILSKIEJ. - W tamtym czasie miałam jakiegoś stalkera, który wypisywał do mnie z fałszywych kont facebookowych i adresów mailowych. Gdy zobaczyłam, że dzwoni do mnie obcy numer, uznałam, że nie powinnam odbierać. Po jakimś czasie dostałam SMS-a. To była Maria Peszek, która zapraszała mnie do współpracy - opowiada ZAMILSKA.

Ogromną rolę w pracy nad najnowszą, trzecią płytą Natalii odegrała Katarzyna Nosowska (fot: Ola Bydlowska i Piotr Matejkowski)
Ogromną rolę w pracy nad najnowszą, trzecią płytą Natalii odegrała Katarzyna Nosowska (fot: Ola Bydlowska i Piotr Matejkowski)

Producentka przesyła Peszek swój remiks utworu "Sorry Polsko". Zarówno wokalistka, jak i jej zespół są zachwyceni interpretacją ZAMILSKIEJ. Zapraszają ją do udziału w projekcie Męskie Granie. Wspólny występ okazuje się sporym sukcesem. W ślad za nim idą kolejne propozycje. Artystka zaczyna powoli dojrzewać do tego, że tworzenie muzyki wymaga ciężkiej, systematycznej pracy. - W końcu zdałam sobie sprawę, że ten mit cierpiącego artysty to kompletna bzdura. Robienie muzyki, tak samo jak w wypadku innych dziedzin, polega na systematycznej pracy. Wstajesz rano i ciułasz, poszerzasz swój warsztat - mówi.

Europa to nie wszystko

Rok później na rynek trafia jej kolejny album pod tytułem "Undone". Mocna, elektroniczna muzyka miała być - wedle intencji autorki - komentarzem na temat napiętej sytuacji społeczno-politycznej. Spore kontrowersje wzbudza sama okładka. Widzimy na niej fragment ubioru udekorowanego swastykami. To suknia ślubna uszyta na długo przed narodzinami nazizmu, który całkowicie zmienił znaczenie hinduskiego symbolu. - Chciałam zmusić ludzi do myślenia, pokazać im, że świat nie kończy się na tym, jak postrzega go biały człowiek. Przecież mamy do czynienia ze znakiem, który symbolizował pokój - dopiero naziści uczynili z niego symbol przemocy i okrucieństwa. Europa to nie wszystko. Ta nasza skłonność do myślenia o sobie jak o centrum wszechświata strasznie mnie drażni - wyznaje.

Podróżuje, odwiedza m.in. Senegal i Kambodżę. - Matka Natura rzuciła mnie na nieodpowiedni kontynent. Gdy odwiedziłam Afrykę, niemal od razu poczułam się jak u siebie - bardzo imponował mi spokój mieszkających tam ludzi. W Azji było podobnie. Choć raczej nie gromadzę przedmiotów, a w moim mieszkaniu znajdziesz głównie książki, po powrocie miałam ochotę pozbyć się kolejnych niepotrzebnych rzeczy - mówi.

W roku 2017 spełnia swoje marzenie z dzieciństwa i rozpoczyna współpracę z radiową Czwórką, gdzie do dziś prowadzi audycję "Nocny TransPort". Jej muzyka trafia do gry komputerowej "Ruiners" (rok później ścieżka dźwiękowa została uhonorowana branżową nagrodą Digital Dragons). Tworzy też muzykę do pokazu projektanta Michała Szulca. A "Undone" zdobywa nominację do Fryderyka w kategorii "Elektronika". To nie wszystko. "Fuckfray" ze wspomnianego albumu trafia na listę utworów rekomendowanych przez jej idoli sprzed lat - Nine Inch Nails. Singiel "Closer" zostaje natomiast zaprezentowany na falach BBC Radio 6 przez legendę muzyki rockowej, Iggy'ego Popa!

Natalia ma w planach zawojować na dobre Wielką Brytanię (fot: Wiktor Malinowski)
Natalia ma w planach zawojować na dobre Wielką Brytanię (fot: Wiktor Malinowski)

Została już tylko Rihanna i Manson

Ogromną rolę w pracy nad najnowszą, trzecią płytą Natalii odegra jej inna muzyczna idolka. Mowa o Katarzynie Nosowskiej, z którą producentka zaprzyjaźniła się kilka lat temu. Nosowska zmotywowała ją do pracy w momencie, gdy Natalia planowała kolejne podróże. Rozmowy z nią sprawiły też, że wyrzuciła do kosza kilka nowych utworów. Początkowo "Hollow", album, który miał premierę na początku maja, tak jak "Undone" był planowany jako społeczno-polityczny komentarz. Efekt finalny znacznie od tego zamierzenia odbiega. - To zdecydowanie najbardziej intymny z moich albumów. Uznałam, że czas powiedzieć pewną prawdę o sobie - wyjaśnia Natalia.

Zdaje się dziś zupełnie inną osobą niż jeszcze kilka lat temu. Nabrała wiary w swoje umiejętności, o czym niejednokrotnie przekonali się pracownicy techniczni nagłaśniający jej koncerty. - Początkowo ze strony realizatorów dźwięku spotykał mnie kompletny brak szacunku. Walczyłam jednak o swoje. Dziś mam raczej opinię despotki - próba może trwać 15 minut lub dwie godziny: wiem już, czego potrzebuję na scenie i dopóki nie uzyskam odpowiedniego brzmienia, nie odpuszczę - zdradza Natalia.

Teraz ma w planach zawojować na dobre Wielką Brytanię. Niezbędnej pewności siebie dodało jej na pewno kolejne wyróżnienie: w styczniu Iggy Pop znów sięgnął po jej utwór. Tym razem postawił na pochodzący z drugiego albumu "Rise". 

- Teraz została już tylko Rihanna, M.I.A. i Marylin Manson. Mówię to oczywiście żartem, niemniej: pomarzyć można - kwituje ZAMILSKA. I jak pokazuje jej  historia - nie tylko można. Wręcz należy.

Mateusz Witkowski. Ur. 1989. Redaktor naczelny portalu Popmoderna.pl, stały współpracownik Gazeta.pl, Wirtualnej Polski, "Czasu Kultury" i miesięcznika "Teraz Rock". Doktorant w Katedrze Krytyki Współczesnej Wydziału Polonistyki UJ. Stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w roku 2018. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką z lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Współprowadzi fanpage Niedziele Polskie, prowadzi facebookowego bloga muzycznego Popland.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku