Milosz Jaguszewski

Milosz Jaguszewski (fot. Krzysztof Nowosielski)

młoda polska

Postanowił zostać kardiologiem po tym, jak jego tata miał zawał. Mówi: "Lekarz pełni służbę, a jego gabinet to nie fabryka"

Dr hab. Miłosz J. Jaguszewski z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego to jeden z najwybitniejszych na świecie specjalistów od leczenia złamanego serca. Ale nie chodzi tu o miłosny zawód, lecz o jedną z najbardziej tajemniczych i najmniej poznanych chorób serca, jaką jest kardiomiopatia takotsubo.

Cykl Młoda Polska poświęcony jest Polkom i Polakom, których podziwiamy i którym kibicujemy. Kolejne sylwetki publikujemy w każdy wtorek. Oto nasi wcześniejsi bohaterowie:

Polak został najlepszym kierowcą ciężarówki na świecie. Choć nie jeździ zawodowo>>>

W 10 miesięcy przygotowała się do mistrzostw świata we freedivingu. ''Jesteś syreną'' - mówili jej>>>

Polka odkryła nowe gatunki ''błotnych smoków''. Największe mają 1 milimetr>>>

IMIĘ: Miłosz 

NAZWISKO: Jaguszewski

WIEK: 36 lat

ZAWÓD: lekarz kardiolog, profesor nadzwyczajny w I Katedrze i Klinice Kardiologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego

OSIĄGNIĘCIA: stypendysta Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, zwycięzca konkursu "Supertalenty w Medycynie", sklasyfikowany na liście stu najbardziej wpływowych osób w polskiej medycynie. Autor ponad stu artykułów naukowych, publikowanych w najlepszych czasopismach naukowych świata (m.in. "European Heart Journal", "JACC: Cardiovascular Imaging", "EuroIntervention"), laureat wielu nagród naukowych w Polsce i za granicą, członek Rady Młodych Naukowców Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, członek Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, prezes elekt Klubu 30 Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, redaktor naczelny czasopisma "Cardiology Journal".

 
Gdy pytam Miłosza, kim chciał zostać, gdy był dzieckiem, odpowiada, że lekarzem albo nauczycielem. Ale przez dłuższy czas pasjonował go też żużel. W Toruniu, gdzie urodził się Miłosz, ten sport jest religią. Przyszłego kardiologa miłością do niego zaraził dziadek, mieszkający przy ul. Gagarina, tuż przy stadionie toruńskiego Apatora. Ryk silników oraz charakterystyczny zapach palonego oleju wdzierały się do mieszkania dziadka przez otwarte okna. Miłosz chłonął atmosferę stadionu jak gąbka, a zawodnicy pędzący z ogromną prędkością na motocyklach pozbawionych hamulców byli jego idolami. Wojciech Żabiałowicz, Jan Ząbik, Per Jonsson, Tony Rickardsson - to tylko niektóre z żużlowych legend rozpalających wyobraźnię młodego chłopaka. Do tego stopnia, że zaczął myśleć o tym, by samemu wsiąść na żużlowy motocykl. 

- Korciło mnie bardzo, ale ostatecznie nigdy tego nie zrobiłem. Tata, najmądrzejszy człowiek w moim życiu, któremu ufałem i ufam bezgranicznie, zawsze w racjonalny sposób potrafił mi przetłumaczyć, że całe życie przede mną i szkoda ryzykować zdrowie. Wiedział, co mówi, a ja bardzo dobrze rozumiałem jego obawy. Wypadki w tym sporcie to codzienność, wielu żużlowców, w tym kilku moich idoli, skończyło na wózku inwalidzkim. Na pocieszenie kupiłem sobie motocykl żużlowy z klocków LEGO - opowiada Miłosz Jaguszewski.

W pracy wakacyjnej podczas studiów (fot. archiwum prywatne)
W pracy wakacyjnej podczas studiów (fot. archiwum prywatne)

Tata Miłosza przez wiele lat pracował w kuratorium oświaty. Mama jest fizykiem, nauczycielką tego przedmiotu i wieloletnią dyrektorką gimnazjum w Toruniu. Rodzice nigdy specjalnie niczego mu nie zakazywali, ale potrafili go odpowiednio nakierować, gdy zauważali, że dokonuje niewłaściwych wyborów. 

- Staraliśmy się być dla niego partnerami. Poświęcaliśmy mu dużo czasu, rozwijaliśmy w nim różne zainteresowania, szybko zrobił patent żeglarski, prawo jazdy, świetnie też grał na pianinie. Skończył podstawową szkołę muzyczną, miał talent, wygrywał nawet konkursy pianistyczne, ale mniej więcej od czwartej klasy szkoły podstawowej zaczął przejawiać zainteresowanie medycyną. Nie wiem, skąd się to w nim wzięło, ale to nie był chwilowy kaprys dziecka, które zaraz zmieni zdanie i zamiast lekarzem będzie chciało być na przykład strażakiem - opowiada Zbigniew Jaguszewski, tata Miłosza.

Miłosz gra też na pianinie (fot. archiwum prywatne)
Miłosz gra też na pianinie (fot. archiwum prywatne)

Prawie jak syn 

Konsekwencją marzeń o studiach medycznych był wybór szkoły średniej - padło na IV LO w Toruniu, jedno z najlepszych liceów w Polsce, i klasę o profilu biologiczno-chemicznym, z której wyszło wielu przyszłych lekarzy. Wychowawczynią była Anna Pierzkalska, dziś już emerytowana nauczycielka biologii, która opracowała i realizowała specjalny program nauczania przygotowujący licealistów do egzaminów na medycynę. Młodzież ufała jej w stu procentach, nawet jeśli na początku wysiłek nie przekładał się na dobre oceny. Bo to nie one były ważne, lecz wiedza, która miała być fundamentem zawodu, jaki wybrali.

- Spośród setek niezwykle utalentowanych uczniów, których prowadziłam, Miłosz zajmuje szczególne miejsce w moim sercu i w mojej pamięci. Już wtedy, jako kilkunastolatek, był bardzo zdeterminowany, miał sprecyzowane zainteresowania i jasno nakreśloną ścieżkę zawodową. Był niesamowicie konsekwentny i obowiązkowy, a przy tym nad wyraz inteligentny. Wiedziałam, że zajdzie bardzo daleko, doświadczony pedagog takie rzeczy potrafi wyczuć. Cały czas utrzymujemy kontakt, byłam z mężem na jego ślubie, bardzo się wzruszyłam, bo traktuję Miłosza niemal jak syna. W młodym wieku osiągnął bardzo dużo, a jeszcze wszystko przed nim. Nauka będzie miała z niego wiele pożytku - mówi Anna Pierzkalska.

Miłosz Jaguszewski (fot. Krzysztof Nowosielski)
Miłosz Jaguszewski (fot. Krzysztof Nowosielski)

O tym, że będzie kardiologiem, zadecydował los. Tuż po maturze Miłosza, jeszcze przed egzaminami na studia, jego tata dostał zawału serca, kiedy czekał w Warszawie na autobus. Trafił do tamtejszego szpitala MSWiA, gdzie leczony był przez zespół lekarzy pod przewodnictwem prof. Roberta Gila - dziś to jeden z autorytetów Miłosza. 

- Zawał taty był szokiem dla całej rodziny. Wcześniej nikt u nas na serce nie chorował, mój ojciec zawsze był bardzo aktywny. Na szczęście trafił w bardzo dobre ręce. Z podziwem patrzyłem, w jaki sposób prof. Gil i jego lekarze leczą mojego tatę. To był dla mnie impuls. Zacząłem zgłębiać wiedzę, dużo czytałem, a na studiach zacząłem działać w studenckim kole naukowym przy I Klinice Kardiologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Z kolegami zaczęliśmy jeździć na różne konferencje krajowe i zagraniczne, udało się też zdobyć parę nagród. Potem założyłem pierwsze w Polsce Studenckie Koło Kardiologii Inwazyjnej - opowiada Miłosz Jaguszewski. 

Zdolnych studentów, w tym Miłosza, wziął pod opiekę dr Marcin Gruchała, dziś profesor i rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Wiedzą chętnie dzielił się też dr Dariusz Ciećwierz, szef Pracowni Kardiologii Inwazyjnej Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, ekspert klasy światowej w dziedzinie kardiologii interwencyjnej.

- Tacy ludzie jak Miłosz rodzą się raz na jakiś czas. Dzisiaj jest świetnym naukowcem i lekarzem, potrafi idealnie pogodzić i zrównoważyć te dwie funkcje, a to nie jest w świecie medycznym takie oczywiste i łatwe - mówi dr Dariusz Ciećwierz. - Zaimponował mi już na studiach. Wraz z kolegami z kółka naukowego stanowili grupę studentów, którym chciało się dużo więcej niż innym. Miłosz był bardzo zaangażowany, pracowity, zadawał wiele pytań, wychodził z inicjatywą. Dziś pracujemy razem, z czego jestem bardzo dumny, bo jego wpływ na kardiologię jest nie do przecenienia, a zapewniam, że jeszcze będzie o nim głośno.

Otrzęsiny na studiach (fot. archiwum prywatne)
Otrzęsiny na studiach (fot. archiwum prywatne)

Doceniany za granicą

Dr hab. Miłosz Jaguszewski należy do światowej czołówki kardiologów interwencyjnych. To część kardiologii, która bez otwierania klatki piersiowej pozwala leczyć i ratować życie. Mało inwazyjne metody w wielu przypadkach są alternatywą dla kardiochirurgii czy też uciążliwych terapii farmakologicznych.

Jaguszewski doświadczenie zdobywał między innymi w Szpitalu Uniwersyteckim w Zurychu. To jeden z najbardziej prestiżowych ośrodków naukowych na świecie, znany z wielu przełomowych osiągnięć medycznych. Właśnie tu w roku 1977 wykonano pierwszą w historii angioplastykę tętnicy wieńcowej - przezskórny zabieg polegający na poszerzeniu zwężonych lub zamkniętych naczyń krwionośnych pozwalający znacząco ograniczyć śmiertelność okołozawałową. Stypendium i pracę zaproponował Miłoszowi prof. Thomas F. Lüscher, światowej sławy kardiolog, ówczesny ordynator oddziału kardiologii szpitala w Zurychu.

- Miłosz bardzo mi zaimponował podczas konferencji naukowej w Sztokholmie, gdzie prezentował swoje dokonania naukowe. Wcześniej też słyszałem o nim wiele dobrego od prof. Waltera Siegenthalera, jednego z najwybitniejszych światowych internistów, który zaprosił dr. Jaguszewskiego na staż do Zurychu. Miłosz był bardzo zmotywowany i miał potencjał, który podczas naszej współpracy w Zurychu zamienił w konkretne, cenione na całym świecie dokonania medyczne - mówi prof. Thomas F. Lüscher. 

Zespół naukowy przed szpitalem w Zurychu (fot. archiwum prywatne)
Zespół naukowy przed szpitalem w Zurychu (fot. archiwum prywatne)

To był rok 2010. Dr Jaguszewski został rzucony na głęboką wodę. W Zurychu zajmował się zarówno badaniami naukowymi, jak i działalnością kliniczną. W tym czasie opublikował jako autor lub współautor dziesięć artykułów naukowych, wszystkie w recenzowanych i poważanych w świecie medycznym czasopismach.

- Był ważnym filarem naszego programu badawczego dotyczącego intensywnej opieki kardiologicznej, przyczynił się do lepszego zrozumienia zespołu takotsubo i leczenia zawału serca za pomocą przezskórnej interwencji wieńcowej - dodaje prof. Thomas F. Lüscher.

Kardiomiopatia takotsubo (TTC), potocznie nazywana syndromem złamanego serca, to stosunkowo niedawno rozpoznana choroba, a wielki udział w jej diagnozowaniu i opracowywaniu skutecznych metod leczenia mają polscy lekarze z dr. Miłoszem Jaguszewskim na czele. Co to za choroba? Takotsubo to zespół objawów ostrej niewydolności serca, dotyka głównie kobiety, które doznały silnego, emocjonalnego stresu. Choroba może zagrażać życiu, a w ostrej fazie łudząco przypomina zawał serca i często jest z nim mylona. Dlatego też niezwykle ważne jest jej właściwe rozpoznanie i zastosowanie odpowiedniego leczenia. I właśnie w tym kierunku zmierzają badania naukowe prowadzone przez dr. Jaguszewskiego.

W Zurychu, na dachu szpitala uniwersyteckiego (fot, archiwum prywatne)
W Zurychu, na dachu szpitala uniwersyteckiego (fot, archiwum prywatne)

Wybrał Polskę

Mógł zostać w Zurychu, ale od początku wiedział, że chce wrócić do Polski. Po drodze był co prawda jeszcze kilkunastomiesięczny kontrakt w Charité University Hospital w Berlinie, gdzie był członkiem grupy badawczej zajmującej się obrazowaniem inwazyjnym, prowadzonej przez prof. Juana Luisa Gutiérreza-Chico, ale to Gdańsk wygrał batalię o jednego z najzdolniejszych kardiologów młodego pokolenia.

- Zarówno dla uczelni, jak i kliniki pozyskanie osoby, która uczestniczy w międzynarodowych projektach dotyczących ważnych problemów kardiologicznych, jest niezwykle cenne. Miłosz bez wątpienia już teraz należy do mainstreamu współczesnej kardiologii i badań w zakresie kardiologii inwazyjnej i kardiomiopatii takotsubo - mówi prof. Marcin Gruchała, rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Badania prowadzone przez Miłosza są bardzo obiecujące, o czym świadczy między innymi indywidualna nagroda Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego przyznana za projekt dotyczący nowoczesnej metody diagnostycznej oznaczania biomarkerów kardiomiopatii takotsubo. Został on zrealizowany przy współpracy ośrodków ze Szwajcarii, Niemiec, Polski i Wielkiej Brytanii oraz istotnym udziale I Katedry i Kliniki Kardiologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

- W naszych badaniach oparliśmy się na mikroRNA - tłumaczy Jaguszewski. - To małe cząsteczki zakodowane w ludzkim genomie, które zmieniają informację genetyczną wychodzącą z jądra komórki. Szacuje się, że mikroRNA regulują ekspresję co najmniej 30 procent wszystkich genów, dzięki czemu mogą zmieniać funkcjonowanie danej komórki, a czasem nawet całego organizmu. Krążące mikroRNA mogą stanowić biomarkery wielu chorób, w tym między innymi kardiomiopatii takotsubo. Moim celem było znalezienie tych mikroRNA, które pozwolą z dużą dokładnością wykryć chorobę i określić jej przyczyny. Pierwsze sukcesy już są, znaleźliśmy te markery, teraz trzeba tylko to potwierdzić w kolejnych badaniach.

Na studiach (fot. archiwum prywatne)
Na studiach (fot. archiwum prywatne)

Wśród innych najbardziej obiecujących badań naukowych prowadzonych przez dr. Miłosza Jaguszewskiego są również te poświęcone stosowaniu stentów nowych generacji, w tym rozpuszczalnych. Prowadzi też badania nad zasadnością otwierania przewlekle zamkniętych naczyń wieńcowych u pacjentów ze stabilną chorobą wieńcową oraz poszerzania wszystkich zwężeń naczyń wieńcowych w ostrej fazie zawału serca. Silny nacisk kładzie także na stosowanie obrazowania wewnątrznaczyniowego typu ultrasonografia / tomografia wewnątrzwieńcowa. Te, jak i wiele wymienionych badań zaistniały dość mocno w światowej kardiologii - nadały bieg kolejnym odkryciom, są cytowane nie tylko w licznych opracowaniach naukowych, ale i podczas konsyliów eksperckich.

- Miłosz Jaguszewski już dzisiaj jest bez wątpienia liderem polskiej nauki i kardiologii. Jest niezwykle utalentowanym naukowcem, który mimo młodego wieku na koncie ma znaczące osiągnięcia, zauważane i doceniane przez środowisko. Przede wszystkim jest kardiologiem i lekarzem, który łączy medycynę praktyczną z prowadzeniem nowoczesnych badań naukowych. To niezwykle ważne, bo patrzy na badania od strony praktyki klinicznej, widzi problem medyczny, który wymaga rozwiązania, co przynosi realną korzyść pacjentom - mówi prof. Marcin Gruchała, rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
 
Bez empatii się nie da

Mówi się, że to, jakim jesteś lekarzem, widać po tym, jak wiele czasu i uwagi poświęcasz swoim pacjentom. Kluczem jest empatia. - Pacjent to nie jest statystyka, to nie klient ani petent. Lekarz pełni przecież służbę, a jego gabinet to nie fabryka. Nie chodzi o to, by przepisać właściwą tabletkę, ale by właściwie doradzić, przestrzec przed konsekwencjami, rozpoznać przyczyny problemów ze zdrowiem i w umiejętny sposób przekonać chorego do zmian i zadbania o zdrowie. A tego się nie da zrobić bez empatii, bez rozmowy, bez poświęcenia pacjentowi czasu. Tak samo jak chory, wychodząc z gabinetu, musi mieć świadomość, że otrzymał fachową pomoc, lekarz musi mieć pewność, że pacjent zrozumiał wszystkie zalecenia - tłumaczy dr Jaguszewski.

Konferencja studencka ISSC z drem Dariuszem Ciećwierzem (fot. archiwum prywatne)
Konferencja studencka ISSC z drem Dariuszem Ciećwierzem (fot. archiwum prywatne)

Dlaczego jest to takie istotne? Bo niestosowanie się do zaleceń lekarzy sprawia, że pacjenci wracają do nich w dużo gorszym stanie, a często wrócić nie zdążą, bo nic nie zabija tak szybko i gwałtownie jak choroby sercowo-naczyniowe. Choroby serca i układu krążenia odpowiadają za 48 procent zgonów w Polsce. Według danych GUS w naszym kraju blisko 10 milionów osób ma nadciśnienie tętnicze, podwyższony poziom cholesterolu lub inne choroby sercowo-naczyniowe będące czynnikami ryzyka zawału serca. Z roku na rok rośnie liczba cierpiących na chorobę niedokrwienną serca. Zawał serca każdego roku występuje u około 100 tysięcy osób, z czego umiera ponad 20 tysięcy. Niepokojące jest, że do pracowni zabiegowych trafiają coraz młodsi pacjenci. 

- Świadomość tego, że realnie w ciągu kilku minut jest się w stanie uratować komuś życie, od początku kierowała mnie w stronę kardiologii inwazyjnej. Pracując w Centrum Zawałowym Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, takie sytuacje mam na co dzień. Są pacjenci, którzy przyjeżdżają w stanach agonalnych, a my walczymy z czasem, by ich uratować. Nie zawsze się udaje. W takich sytuacjach jest nam niełatwo, pojawia się refleksja i zastanawiamy się, co można było zrobić, żeby to się nie powtórzyło - mówi dr Miłosz Jaguszewski.

Stres w pracy kardiologa to chleb powszedni. Dla Miłosza Jaguszewskiego odskocznią jest rodzina - żona i 10-miesięczny synek. Marzy, by być coraz lepszym lekarzem, ale też coraz lepszym człowiekiem, mężem i ojcem. Od dłuższego czasu obiecuje sobie również, że znajdzie czas na swoje sportowe pasje, czyli narciarstwo i windsurfing. Ale te na razie przegrywają z codziennymi obowiązkami i kolejnymi badaniami naukowymi.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Jakub Jakubowski. Dziennikarz, redaktor naczelny miesięcznika "Prestiż - magazyn trójmiejski", uznanego przez magazyn "Press" za najlepsze regionalne czasopismo w Polsce. Pracował również dla Radia Gdańsk, portalu trójmiasto.pl, był redaktorem naczelnym magazynu "Wiecznie Młodzi", publikował w "Dzienniku Bałtyckim", "Przeglądzie Sportowym", "Playboyu" i wielu innych. Zajmuje się także produkcją telewizyjną i filmową. Przez 12 lat wykładał dziennikarstwo prasowe i dziennikarstwo telewizyjne w Wyższej Szkole Komunikacji Społecznej. Fan zaangażowanego dziennikarstwa, dobrego reportażu i ciekawego wywiadu.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (58)
Zaloguj się
  • domektomek

    Oceniono 15 razy 15

    Nareszcie Gazeta zaczyna pisać o mądrych i wykształconych Polakach.
    Należy jeszcze zmienić tok myślenia tutejszych czytelników, gdyż 5 komentarzy tu zawartych świadczy o ich ubóstwie umysłowym.

  • rozterka47

    Oceniono 13 razy 13

    Przyjemnie się czyta o takich ludziach , pasjonatach swojego zawodu , pasjonatach życia . Prawdziwego.
    Panu doktorowi życzę jeszcze wielu sukcesów .

  • chrisman

    Oceniono 11 razy 11

    Takich ludzi powinno sie promowac a nie jakies pustaki dody rozenki itp

  • 4zero

    Oceniono 14 razy 10

    lekarz pełni służbę ale o przywilejach służb mudurowych może tylko pomarzyć... praca do 65 roku zycia i 500 zł emerytuiry...taka jest polska rzeczywistośc... panowie premierzy, ministrowie, prezydenci kochaja się sciskać z wojskowymi - jeszcze nie widziałem by dobrowolnie spotkali się z lekarzami.

  • darkstone35

    Oceniono 9 razy 9

    Przez takie idiotyczne gadanie polityk może pomiatać lekarzem bo "służba" .
    Nie, lekarz to nie służba, tylko praca i profesjonalizm.
    A służba to jest u króla na dworze. Albo w Policji z emeryturą po 15 latach

  • sector23

    Oceniono 9 razy 7

    Moje gratulację i uznanie dla młodego, ambitnego człowieka. Należy też pamietać, ze swoją pozycje zawdziećza talentowi i ciężkiej pracy.... no i chorobie taty. Najwyraźniej z tatą już lepiej, bo niechybnie dowiezielibyśmy z artykułu o kolejnych specjalizacjach, typu: nefrolog, urolog czy diabetolog. No ale biorąc pod uwage młody wiek i dynamizm sytuacji mozna przyjąć, ze wszystko to, jest jeszcze przed panem doktorem.

  • djarev

    Oceniono 17 razy 7

    Lekarz nie pełni służby tylko pracuje. To zasadnicza różnica, bo pełnienie służby wiąże się z określonymi przywilejami, jak możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę czy wyższa emerytura. Istnieje jeszcze inny rodzaj służby - to jest taka, którą np. pełnili murzyni na plantacjach bawełny. Nie jestem pewien, o który rodzaj służby doktorowi chodziło, ale przypuszczam, że takie górnolotne teksty narobią więcej szkody niż pożytku.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX