Bartłomiej Grabowski

Bartłomiej Grabowski (fot. Jiri Lizer)

Młoda Polska

Od Commodore 64 do systemów IBM. Komputerowy mistrz z Chorzowa

Kiedyś marzyłem o pracy w USA. Czułem jednak, że nigdy nie będę mógł rywalizować z rówieśnikami z Zachodu. Dziś wiem, że to nieprawda. Przekonałem się też, że od Ameryki zdecydowanie wolę Europę - mówi Bartłomiej Grabowski. Jego kariera rozpoczęła się wraz ze wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Rozwiązania, w których się dziś specjalizuje, są stosowane przez wielkie banki i korporacje.

Cykl Młoda Polska poświęcony jest Polkom i Polakom, których podziwiamy i którym kibicujemy. Kolejne sylwetki publikujemy w każdy wtorek. Oto nasi wcześniejsi bohaterowie:

Obie Ameryki na wózkach. "Podróż to piękne lekarstwo i nieustanne ćwiczenie umysłu"

''Skoro jestem w stanie rysować, to mogę wszystko!'' Niepełnosprawny Polak zdobywa międzynarodowe nagrody

Dzieciństwo spędził wśród 300-letnich skrzypiec. Ma zaledwie 26 lat, a już jest jednym z najlepszych lutników na świecie

Mistrz z przypadku. Polak wygrał jedną z najbardziej prestiżowych gonitw na świecie

IMIĘ: Bartłomiej

NAZWISKO: Grabowski

WIEK: 39 lat

ZAWÓD: informatyk

OSIĄGNIĘCIA: Prestiżowy tytuł Platinum Redbook Author, dwukrotnie, jako jedna z 40 osób na świecie, wyróżniony "IBM Champion" (2018, 2019).

Jest rok 1987. Ośmioletni Bartek po raz pierwszy widzi na żywo komputer Commodore 64. Nie ma pojęcia, jak działa ta maszyna, jest jednak zafascynowany jej możliwościami. Na własny sprzęt przyjdzie mu poczekać jeszcze kilka lat. Na razie dużo czyta - lubi komputerowe czasopismo "Bajtek", szuka informacji o grach. I ogląda amerykańskie filmy na kasetach VHS. Fascynują go szklane wieżowce zaludnione przez geniuszy, którzy - jak sugeruje kino - potrafią przy pomocy kilku kliknięć na klawiaturze zmienić bieg historii.


Bartłomiej Grabowski od dziecka był zafascynowany możliwościami komputera (fot. arch. prywatne)

Bartek nie ma jednak złudzeń - nigdy nie będzie jednym z nich. Mieszka przecież w biednej dzielnicy Chorzowa. Wszyscy wokół oczekują, że zostanie górnikiem, który "dźwiga na swoich barkach gospodarkę kraju". - Stany były wtedy absolutnie poza naszym zasięgiem, znajdowały się na innej planecie. Człowiek, który wyrasta w świecie czarno-białych telewizorów, nie jest przecież w stanie konkurować z ludźmi, którzy wychowali się we względnym dobrobycie - mówi.

Ale gdy trafia do liceum, szybko zauważa, że podczas zajęć w sali komputerowej zdecydowanie się wyróżnia na tle rówieśników. Nadal uważa, że jego szanse na wielką karierę w branży IT są niewielkie, ale w roku 1998 rozpoczyna studia informatyczne na Politechnice Gliwickiej.

Nuda zamiast statków kosmicznych

Życie prywatne tak mu się układa, że po dwóch latach rezygnuje ze studiów. W tle jest miłość i błędne decyzje. W 2001 roku wyjeżdża do Nowego Jorku, gdzie pracuje na budowie. - Nie ukrywam, że dało mi to mocno w kość - mówi. - Zmieniło też moje postrzeganie świata. Po pierwsze: okazało się, że Stany nie są aż tak wspaniałe, jak sugerowałyby filmy oglądane w dzieciństwie. Po drugie: tam mieszkają ludzie tacy sami jak my - mają po prostu większe możliwości.

Wraca z USA i rozpoczyna studia w Wyższej Szkole Informatyki w Bielsku-Białej. Trzy lata później otrzymuje tytuł inżyniera. Obrona dyplomu przypada na historyczny rok 2004. Wtedy do Unii Europejskiej przystępuje 10 krajów, w tym Polska oraz Czechy, gdzie komputerowy gigant IBM postanawia otworzyć swój oddział. Bartek wysyła CV i jeszcze w tym samym roku przeprowadza się na Morawy.

Początki nowej pracy okażą się nieco rozczarowujące. - To były czasy sprzed wielkiej dominacji Google'a itd. IBM był tą wyśnioną korporacją. Szybko zdałem sobie jednak sprawę, że moje obowiązki nie będą polegały na wymyślaniu algorytmów sterujących statkami kosmicznymi. (śmiech) Wykonywałem schematyczną, dość łatwą, a przez to niezbyt rozwijającą pracę - wspomina.


Początki pracy na Morawach okazały się rozczarowujące (fot. Jiri Lizer)

Postanawia się dokształcić. Sięga po specjalistyczne książki dotyczące systemów IBM. Dba też o to, aby udokumentować zdobytą wiedzę. Uzyskuje między innymi branżowy tytuł Certified Specialist - iSeries System Command Operations. Razem z kolegami z pracy odwiedza belgijski oddział firmy. - Uderzyło mnie, że ludzie, którzy tu pracują, to, owszem, inteligentne osoby, ale nie żadni tam geniusze. Pomyślałem, że skoro oni mogą zajmować się bardziej zaawansowanymi problemami, to ja też - wspomina.

Lekcja zaufania

Rok później pojawia się perspektywa przeprowadzki do stolicy Czech. Okazuje się bowiem, że w związku z powiększeniem Unii Europejskiej swój oddział postanowił otworzyć tam kolejny ze światowych gigantów: firma logistyczna DHL. Bartek nie waha się ani chwili. Życie w pięknej Pradze bardzo mu odpowiada. Tym bardziej że przeprowadzka wiąże się z podwyżką pensji oraz bardziej zróżnicowanym zakresem obowiązków. A na dodatek, DHL używa serwerów, przy których Polak wcześniej pracował.

Nie zamierza jednak rezygnować ze swoich marzeń. Każdą chwilę poświęca na dalszy rozwój umiejętności związanych z systemami IBM. W 2011 roku wysyła zgłoszenie do udziału w projekcie IBM Redbooks. Polega on na tworzeniu specjalistycznych zespołów, które będą następnie pracować nad publikacjami dotyczącymi rozwiązań tworzonych przez firmę. Korzystają z nich specjaliści od IT, np. ci, którzy pracują dla klientów IBM - wszystkie te publikacje to bardzo szczegółowe i obszerne instrukcje obsługi dotyczące systemów i innych rozwiązań informatycznych stworzonych przez IBM, takie technologiczne "know how".

Gdy Bartłomiej dzieli się swoim pomysłem z kolegami z pracy, spotyka się raczej z niedowierzaniem. - Pytali: co ty tam będziesz robił? Przecież tam jadą najlepsi! - mówi.

Na szczęście przedstawiciele IBM mają więcej wiary w jego umiejętności. Chorzowianin otrzymuje zaproszenie do Stanów Zjednoczonych. Amerykanie sfinansują jego pobyt za oceanem, nie otrzyma on jednak żadnego wynagrodzenia za swój wkład w tworzenie książki. Na wysokości zadania staje pracodawca - nie tylko udziela zgody na wyjazd Polaka, ale i decyduje, że wypłaci mu pensję za czas jego nieobecności. Grabowski wraca po kilku tygodniach do Pragi. Dysponuje teraz wiedzą, o jakiej inni informatycy z Europy mogliby tylko pomarzyć.


Bartłomiej Grabowski dysponuje wiedzą, o jakiej inni informatycy z Europy mogliby tylko pomarzyć (fot. arch. prywatne)

"Nie jestem żadnym Einsteinem"

Grabowski został zaproszony do udziału w projekcie Redbooks również w kolejnych latach. W pamięć szczególnie zapadł mu rok 2014. Wtedy w teksańskim Austin miał okazję przyglądać się pracy nad najnowszym procesorem i serwerami IBM. - To było jak spełnienie marzeń: chłopak z Chorzowa, wychowany w starej kamienicy, obserwuje, jak powstają rozwiązania, na których będzie się opierała praca wielkich banków i największych korporacji na świecie, takich jak China Merchants Bank czy Kawasaki - wspomina.

Główny obiekt zainteresowania Polaka to "power systems" lub "core systems". - To bardzo stabilne, bezpieczne i posiadające dużą moc obliczeniową serwery. Prosty przykład: jeżeli zalogujemy się w Internecie na nasze konto bankowe, to informacja dotycząca tego, ile mamy w tym momencie pieniędzy, pochodzi prawdopodobnie z serwera IBM Power Systems - tłumaczy.

W 2016 roku chorzowianin został szefem zespołu pracującego nad kolejną publikacją IBM. Między innymi dlatego stał się w ostatnich latach cenionym na kilku kontynentach fachowcem. Wspiął się również w hierarchii macierzystej firmy. Dziś jest głównym specjalistą DHL ds. Power Systems na całym świecie. Podchodzi jednak do swoich sukcesów ze sporym dystansem. - W branży IT nietrudno spotkać kogoś o wybitnej inteligencji. Często są to jednak osoby, które nie potrafią komunikować się z innymi, pracować w grupie. Ja nie uważam się za Einsteina. Moja przewaga polega jednak na otwartości, umiejętności współdziałania - mówi.


Bartłomiej Grabowski, jako pierwszy Polak w historii, otrzymał tytuł Platinum Redbook Author (fot. arch. prywatne)

Zdolności chorzowianina zostały ostatnio dodatkowo wyróżnione przez amerykańską firmę. W 2018 i 2019 roku otrzymał miano IBM Champion przyznawane osobom, które w szczególny sposób wzbogacają i popularyzują informatyczne rozwiązania tworzone przez Amerykanów. Na całym świecie jest tylko 40 osób zajmujących się Power Systems, które mogą się poszczycić tym wyróżnieniem. A rok temu Grabowski, jako pierwszy Polak w historii, otrzymał tytuł Platinum Redbook Author przyznawany osobom, które pracowały przynajmniej przy ośmiu publikacjach. Swoją wiedzą dzieli się z innymi - wystąpił ostatnio na konferencji IBM Think w San Francisco. W całym wydarzeniu wzięło udział około 30 000 słuchaczy.

Bez kompleksów

Bartłomiej podkreśla, że jego osiągnięcia są owocem tego, że pracuje i dokształca się "po godzinach". - Mam to szczęście, że mój zawód to jednocześnie moje hobby. Jestem jedną z niewielu osób w moim zespole, które cieszą się, gdy idą do pracy - mówi.

Obecnie jest współautorem 10 specjalistycznych książek i myśli o pierwszej samodzielnej publikacji. Pracuje też nad rozwiązaniem, które być może zrewolucjonizuje branżę i będzie funkcjonowało w całym świecie IT, ale na razie nie chce zdradzać szczegółów. Choć jego znajomi i współpracownicy wciąż sugerują mu, że powinien przeprowadzić się do Stanów Zjednoczonych, jego stanowisko jest jasne. - Zwykle odpowiadałem, że czekam na odpowiednią ofertę pracy. Dziś takowa leży na moim biurku, ale nie jestem nią zainteresowany. W Europie czuję się dobrze - mówi.


Bartłomiej Grabowski mówi, że dobrze czuje się w Europie (fot. Jiri Lizer)

Mateusz Witkowski. Ur. 1989. Redaktor naczelny portalu Popmoderna.pl, stały współpracownik Gazeta.pl, Wirtualnej Polski, "Czasu Kultury" i miesięcznika "Teraz Rock". Doktorant w Katedrze Krytyki Współczesnej Wydziału Polonistyki UJ. Stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w roku 2018. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką z lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Współprowadzi fanpage Niedziele Polskie, prowadzi facebookowego bloga muzycznego Popland.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (137)
Zaloguj się
  • wagadudu

    Oceniono 32 razy 24

    No i porównajcie teraz takiego człowieka i jego osiągnięcia z takimi indywiduami jak Suski, Karski czy Pawłowicz... I ci drudzy decydują, jak ma wyglądać życie tego pierwszego.

  • twzelnik

    Oceniono 11 razy 11

    1. To nie jest jedyny Polak będący współautorem redbooków.
    2. W dolinie krzemowej w IBM pracuje kilku Polaków z Dolnego Śląska. Jeden przy DB2, mniej więcej rówieśnik bohatera artykułu (M.B.), inny przy PL/X (G.C.). Jeszcze inni Polacy robią w kryptografii w Danii. itd.
    3. Redbooki z zasady pisze się za friko. Nic w tym złego.
    4. Cieszy, że sukces pana Grabowskiego to nie jest żaden wyjątek.

  • misio-kicio

    Oceniono 12 razy 10

    Nie chcę wyjść na malkontenta, ale IBM Power Systems to nowa nazwa AS-400 i RISC 6000 i nie są to jakieś super-komputery. Poważne instytucje używają raczej zSeries czyli "mejnfrejmów" zaś AS to taki tani midrange. Oczywiście w porównaniu z chińskim szajsem pod Windowsem to wciąż jest niebo a ziemia, ale bez przesady.

    To świetnie, że człowiek z Chorzowa pojechał do Austin pisać Redbooki (nota bene, czy ktoś czyta te redbooki?), ale "komputerowy gigant" zrobił go w konia. Przeciętna stawka dla specjalisty w stanach to $70-80/h a facio "nie otrzyma jednak żadnego wynagrodzenia za swój wkład w tworzenie książki" ?? Ten IBM to jednak skąpe s...syny.

  • jan3211

    Oceniono 11 razy 7

    To jest kolejne potwierdzenie zasady - celebryci i politycy to nygusy . Ten zdolny mlody fachowiec, sam siebie stworzyl.
    gratulacje, gratulacje, gratulacje.

  • pafcio007

    Oceniono 13 razy 7

    A Państwo malkontenci i narzekacze.......czym możecie się pochwalić? Jakimi osiągnięciami? Siedzeniem przed komputerem i wypisywaniem komentarzy.....Żenada.

  • byann

    Oceniono 11 razy 5

    Jak czytam taki artykuł o przeciętnym gościu, pierwszy raz w życiu czuję, że powinien być artykuł o mnie. Ja pracowałem jako top specjalista w Unii zanim Polska była w Unii. Ale żeby zaraz walić artykuł?

  • kms2x

    Oceniono 5 razy 5

    Takich ludzi są tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy. Pracujacych dla dobrych i znanych firm, ale poza Polską. Nagradzanych i uznawanych. Premiowanych. Tyle tylko, że jakoś nie pali im się do wolskiego krajobrazu i jak reszta 21 milionów Polaków na emigracji chcą i będą pracowali dla swoich korporacji.
    Wiem o czym napisałem, sam pracuję jako "senior technical advisor" w japońskiej korporacji w Szwajcarii. Mamy tutaj takie male polskie grono, kilkanaście osób na stanowiskach menedżerskich średniego szczebla. Dajemy radę.

  • jake210

    Oceniono 17 razy 5

    Fajnie, ale to jeden z setek tysiecy mlodych Polakow, ktorzy pracuja w zagranicznych korporacjach i dostaja korporacyjne nagrody i wyroznienia. Duzo wazniejszy dla gospodarki i ogolnego dobrobytu bedzie zwykly Kowalski, ktory zalozy stabilna polska firme i bedzie placil podatki w Polsce.

  • Jan Winnicki

    Oceniono 16 razy 4

    Pisanie instrukcji obsługi do czegoś, to nie jest żaden szczyt umiejętności. Jak napisał autor, ten pan jest tylko propagatorem tego co wymyślił ktoś inny, w tym wypadku amerykanie z IBM.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX