Aleksandra Czenczek

Aleksandra Czenczek (fot. archiwum prywatne)

młoda polska

''Czułam, jakbym prowadziła dwa równoległe życia''. Polka jest wziętą specjalistką od efektów specjalnych w Londynie

W tygodniu pracowałam na pełny etat w firmie zajmującej się efektami specjalnymi, a wieczorami i w weekendy pisałam scenariusz swojego pierwszego filmu fabularnego - mówi Aleksandra Czenczek, kolejna bohaterka naszego cyklu ''Młoda Polska''.

IMIĘ: Aleksandra

NAZWISKO: Czenczek

WIEK: 38 lat

ZAWÓD: reżyserka, specjalistka od efektów specjalnych

OSIĄGNIĘCIA: dwie nominacje do Emmy i jedna statuetka za najlepsze efekty specjalne. Pracowała przy takich produkcjach jak "Fear The Walking Dead", "Outlander" czy "Suburbicon" George'a Clooneya

***

Odkąd pamięta, pociągało ją opowiadanie historii. Już jako nastolatka pisała, pracowała też w szkolnej gazetce. W wieku 15 lat wygrała regionalną olimpiadę filozoficzną, ale od początku pociągał ją świat kina. Jak sama mówi, do zawodu wybrała nieco okrężną drogę. Nigdy nie wątpiła, że będzie reżyserować, ale czuła, że musi najpierw dojrzeć jako artystka.


Aleksandra Czenczek (w żółtej koszulce) z ekipą podczas pracy (fot. archiwum prywatne)

Pierwsze filmowe odkrycia przeżyła za pośrednictwem telewizji, w której w latach 90. można było obejrzeć filmy Bergmana, Felliniego, Davida Lyncha czy Hitchcocka. Ulubione filmy nagrywała na kasety wideo i oglądała je później wiele razy.

- Z Olą przyjaźnię się od czasu, kiedy chodziłyśmy razem do jednego liceum w Jastrzębiu-Zdroju - mówi Magdalena Bargiel, producentka, która niedawno pracowała przy nominowanym do Oscara "Twoim Vincencie" Doroty Kobieli i Hugh Welchmana. - Pamiętam, że jej wtedy trochę zazdrościłam, bo wydawało mi się, że wszystko przychodzi jej niezwykle łatwo. A tak naprawdę ona od początku bardzo ciężko pracowała na swój sukces. Już wtedy byłam głęboko przekonana, że na pewno nie zostanie w małym miasteczku na Śląsku. Czułam, że osiągnie w przyszłości coś wielkiego - dodaje koleżanka.

Niejeden kierunek

Po skończeniu szkoły Ola dostała się na Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Na egzaminie wstępnym członkowie komisji zapytali ją, dlaczego wybrała ten kierunek.

- Zdziwili się, kiedy odpowiedziałam, że chcę zostać reżyserką. Na tym etapie czułam jednak, że zanim pozwolę sobie w ogóle pomyśleć o filmowej karierze, powinnam zgłębić swoją wiedzę humanistyczną - wspomina Ola Czenczek.

Już na początku studiów trafiła do Amatorskiego Klubu Filmowego "Sawa", działającego od lat 60. przy ul. Elektoralnej w Warszawie. Na jego czele stał Leszek Boguszewski, autor kilkudziesięciu amatorskich filmów nagradzanych na licznych festiwalach w Polsce i Europie.

- To było szalenie inspirujące miejsce, prowadzone przez prawdziwych pasjonatów. Można tam było spotkać kinofilów w każdym wieku. Robiłam filmy dla przyjemności i przy okazji uczyłam się rzemiosła - wspomina Ola.


Aleksandra Czenczek jest uznaną specjalistką od efektów specjalnych (fot. archiwum prywatne)

Po pierwszym roku studiów nabrała odwagi, by zdawać do słynnej łódzkiej Filmówki na reżyserię. Kiedy nie została przyjęta, nie załamała się. Postanowiła wyjechać na Erasmusa do Francji. Na uniwersytecie w Nancy kontynuowała studia humanistyczne. Chodziła także na zajęcia do działającego przy uczelni Instytutu Filmowego - Institut européen de cinéma et d'audiovisuel. Pasja do kina pochłonęła ją do tego stopnia, że po roku zdecydowała się zawiesić dotychczasowy kierunek i zapisać się na wydział filmowy o profilu dokumentalnym.

- Szkoła miała niesamowitą wideotekę, w której można było oglądać całą klasykę kina. Potrafiłam w tamtych czasach obejrzeć nawet trzy filmy dziennie. Wtedy miałam na to czas - śmieje się.

Jedna z wykładowczyń doradziła jej, by wybrała specjalizację multimedialną, w ramach której można było nauczyć się obsługi profesjonalnych programów do montażu i efektów specjalnych. W ten sposób, jeśli nie uda jej się przebić jako reżyserka, będzie miała konkretny zawód.

- Spędzałam długie godziny w szkolnych studiach montażowych, pożyczałam kamery. Zaczęłam popołudniami i w weekendy realizować swoje pierwsze amatorskie projekty. Byłam jednoosobową ekipą filmową - pisałam scenariusz, realizowałam ujęcia i montowałam. W ten sposób nauczyłam się podstaw reżyserii - dodaje.

Londyńskie początki

Zwieńczeniem studiów przy Instytucie Filmowym był pięciomiesięczny staż w profesjonalnej firmie producenckiej. Ola postanowiła zaryzykować i zaaplikowała do kilku firm w Londynie. Dostała się najpierw do małej firmy producenckiej, ale po stażu od razu zaproponowano jej pracę w większej firmie Atlantic Productions, która produkowała dokumenty dla BBC, Sky, National Geographic, Discovery Channel, odpowiedzialnej między innymi za produkcję filmów z Davidem Attenborough.

W międzyczasie postanowiła po raz drugi zdawać do Łódzkiej Szkoły Filmowej, lecz po raz kolejny nie została przyjęta. - Czułam, że brakuje mi doświadczenia w pracy z aktorem. Komisja jednak po przejrzeniu mojego portfolio oceniła, że po ukończeniu francuskiej szkoły nie potrzebuję kolejnych studiów. Było mi trochę przykro, ale z perspektywy czasu oceniam, że dobrze, że tak się stało. To doświadczenie nauczyło mnie, że w zawodzie reżysera trzeba o wszystko walczyć. Myślę zresztą, że błędy czy porażki motywują mnie do działania - ocenia.


Na planie z Julią Kijowską (pierwsza z prawej) (fot. archiwum prywatne)

Do Londynu wyjechała z nastawieniem, że będzie to tylko krótka przygoda. Z miejsca jednak zakochała się w mieście, jego filmowej energii i możliwościach, które stolica dawała młodym, ambitnym filmowcom. W tym samym czasie poznała też Alistaira Ayresa, scenarzystę, z którym napisała swój pierwszy scenariusz pełnometrażowy, i który do dziś jest jej dobrym przyjacielem.

Po zakończeniu stażu bardzo szybko znalazła się w londyńskiej firmie zajmującej się produkcją efektów specjalnych, współpracującej między innymi z National Geographic, BBC czy History Channel. Wkrótce pracowała nad serią dokumentów z sir Davidem Attenborough, legendarnym brytyjskim biologiem, które przyniosły jej w 2011 roku nagrodę Emmy w kategorii efektów specjalnych. Do nagrody była jeszcze nominowana dwukrotnie, w 2016 i 2017 roku, również za produkcje z udziałem słynnego popularyzatora wiedzy przyrodniczej. W jej filmografii znalazły się także m.in. popularne seriale "Outlander", "Fear the Walking Dead" czy ostatnio film "Suburbicon" George'a Clooneya.

- Zajmuję się compositingiem, czyli łączę fragmenty nakręcone na żywo z ujęciami z green screena, czasami dokładam też modele 3D. Dbam o to, by te wszystkie elementy były jednakowo oświetlone, miały takie same kolory. To jest praca w grupie, wymagająca ogromnej wrażliwości wizualnej - tłumaczy.

Powrót do reżyserii

Sukcesy w dziedzinach technicznych jej jednak nie wystarczały. Wiedziała od początku, że efektami specjalnymi zajęła się, by mieć solidne źródło dochodu pozwalające jej pracować nad autorskimi projektami. I w konsekwencji zacząć reżyserować na pełny etat.

- Przez cały ten czas czułam, jakbym prowadziła dwa równoległe życia. W tygodniu pracowałam na pełny etat w firmie zajmującej się efektami specjalnymi, a wieczorami i w weekendy pisałam scenariusz swojego pierwszego filmu fabularnego - mówi.

"Dolls Can't Cry" z 2012 roku, o którym mowa, powstał, jak wspomina Ola, w warunkach iście spartańskich. - Rzuciłam się na głęboką wodę. Nawet nie aplikowałam o pieniądze. W Wielkiej Brytanii bardzo trudno jest zdobyć pieniądze na autorskie projekty. Nie chciałam z moim scenarzystą czekać kilka lat na fundusze, czuliśmy potrzebę opowiedzenia tej historii na naszych warunkach. Zrobiliśmy ten film w dużej mierze sami z Alisterem. Popełniliśmy po drodze trochę błędów, ale to była najlepsza szkoła filmowa, jaką mogłam sobie wymarzyć. Zaraziliśmy swoją pasją do tego projektu Larę Belmont, aktorkę, którą odkrył dla kina Tim Roth w swoim filmie "Strefa wojny". Na zdjęcia przyjechał polski operator Tomek Borokowski. Scenografię pomógł nam wybudować polski stolarz - śmieje się.


Aleksandra Czenczek i Jonah Paull, który otrzymał ''dziecięcego Oscara'' (fot. archiwum prywatne)

Film dostał się na kilka festiwali i obejrzała go publiczność m.in. w Wielkiej Brytanii, Korei Południowej, Turcji. Był pokazywany także w Polsce. Wspólnie z kolegami po fachu - Sonią Mazurek, Alisterem, i później z Darią Woszek, Martą Pajek i Olgą Kalagate - Czenczek założyła inicjatywę New Polish Women Directors, w ramach której reżyserki prezentowały swoje filmy w Londynie i Milton Keynes. Później odwiedziły także Polskę - seanse odbywały się między innymi w Lublinie i Katowicach. Projekt spotkał się z ciepłym odbiorem publiczności, ale wcale nie ułatwił Oli zrealizowania kolejnego projektu.

Dziś przyznaje szczerze, że jej wyobrażenia na temat debiutu były bardzo naiwne. - "Dolls Can't Cry" popchnął moją karierę do przodu i jestem dumna, że w ogóle udało nam się ten film zrobić. Wydawało mi się jednak, że moje życie zmieni się z dnia na dzień. Nic takiego się jednak nie stało. W Wielkiej Brytanii 85 procent reżyserów po debiucie fabularnym nie robi już następnego filmu, bo z drugim podobno jest jeszcze trudniej. Nagromadzone przez cztery lata pracy zmęczenie także dało o sobie znać. Byłam wyczerpana. Tyle pracy - i co teraz? - zastanawiała się.

Kolejne projekty, festiwale, nagrody

W następnych latach kontynuowała pracę przy efektach specjalnych, nakręciła również kilka filmów krótkometrażowych, pokazywanych na kilkudziesięciu festiwalach na całym świecie. Zrealizowany w ubiegłym roku z polską producentką Adrianą Kulig i operatorką Magdą Kowalczyk "Last Day of Summer" przykuł uwagę mediów, kiedy występujący w filmie ośmioletni Jonah Paull zdobył prestiżową Young Artist Academy Award, zwaną też "dziecięcym Oscarem".

Pytana o swoją metodę pracy z aktorami, odpowiada, że stawia na czasochłonne próby, ale też improwizację. Scenariusz jest bazą, na której poprzez wielotygodniowe próby i spotkania z odtwórcami ról, buduje się kolejne warstwy znaczeń. Ola przyznaje również, że sama czerpie ogromną inspirację ze spotkań z aktorami. Aby lepiej ich zrozumieć, zapisała się na kurs tzw. Method Acting, oparty na metodzie Stanisławskiego, polegającej na całkowitym zatraceniu się w roli. W ten sposób pracują m.in. Daniel Day-Lewis, Christian Bale czy Robert de Niro.

mat.

 - Uwielbiam pracę z aktorami. Kiedy operuje się małymi budżetami, trzeba nauczyć się dobierać uważnie współpracowników. Ciężar takiego filmu często spoczywa właśnie na barkach aktora. To spotkania z nimi sprawiają, że chcę robić filmy - tłumaczy.

Na razie wciąż łączy zawód specjalistki od efektów specjalnych z reżyserią, ale planuje w przyszłości całkowicie poświęcić się realizowaniu filmów.

- Dojrzewam do tego, żeby połączyć swoje doświadczenie w pracy nad warstwą wizualną filmów z wrażliwością reżyserską. Doceniam, że po miesiącach spędzonych na pisaniu scenariusza mogę na przykład zająć się kompozycją obrazu i odrobinę odetchnąć. Efekty specjalne stały się dla mnie odskocznią od samotniczej pracy scenariopisarskiej. Pomagają mi także w pracy reżysera, dzięki nim uczę się, jakich błędów inscenizacyjnych unikać, na co zwrócić uwagę podczas realizacji moich projektów - ocenia.

Obecnie Ola pracuje nad kolejnym pełnometrażowym projektem. "Not Your Mother" to historia matki i córki - jedna z nich nie jest świadoma tego pokrewieństwa. Reżyserka otrzymała dofinansowanie z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej na pracę nad scenariuszem. Projekt rozwijała także w ramach międzynarodowego programu EKRAN+ w Wajda School, skierowanego do początkujących twórców pełnometrażowych filmów fabularnych. Swoje pierwsze kroki stawiali tu między innymi Leszek Dawid, Agnieszka Smoczyńska, Bartosz Konopka, Greg Zgliński. Poza tym przygotowuje koncepcję serialu science fiction, który opisuje jako połączenie "Opowieści podręcznej" i "Czarnego lustra".


Na planie z Jadwigą Jankowską-Cieślak (fot. archiwum prywatne)

Oprócz pracy nad scenariuszem w ramach EKRAN+ uczestnicy realizują krótkie sceny ze swoich filmów. W etiudzie Czenczek wystąpiły Julia Kijowska i Jadwiga Jankowska-Cieślak.

- Ola ma niesamowitą intuicję do budowania nieoczywistych psychologicznych relacji między postaciami, szczególnie w przypadku kobiecych bohaterek. Jest bardzo ciepłą osobą, ma niezwykle empatyczny styl pracy. Wydaje mi się, że ma szansę na stworzenie bardzo głębokiego psychologicznego filmu. Mocno jej kibicujemy - ocenia Agnieszka Marczewska, koordynatorka programu EKRAN+ w Wajda School.

Scenariusz "Not Your Mother" jest już gotowy, Ola prowadzi rozmowy z producentami w Polsce i Wielkiej Brytanii i ma nadzieję, że na początku przyszłego roku rozpocznie zdjęcia.

- Bardzo się cieszę, że rozwija się za granicą, dzięki jej doświadczeniu w brytyjskiej branży filmowej ma zupełnie inną perspektywę na międzynarodową współpracę niż reżyserzy tworzący i żyjący w Polsce. Trzymam mocno kciuki za jej debiut komercyjny - dodaje Magdalena Bargiel.

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (14)
Zaloguj się
  • drmuras

    Oceniono 19 razy 19

    Gratuluję pięknej pasji i pracy.

  • patatajmiauhau

    Oceniono 7 razy 5

    Drodzy Państwo Egzaminatorzy, zważcie cóż czynicie, kiedyś jeden pan został odrzucony przez Waszych kolegów z wiedeńskiej Akademie der bildenden Künste, a mogło być tak pięknie ;-)

  • az555

    Oceniono 6 razy 4

    Kaczkowscy w szkole byli przeciągani z klasy do klasy przez Biuro Polityczne KC PZPR,bo nauczyciele widzieli ich wyłącznie w szkole specjalnej.Po paru latach zrobili takie 3D,że przebili Hollywood(,,Czy leci z nami pilot")

  • Rob roy

    Oceniono 16 razy 4

    a pracowalaby w polsce...
    problem z polskimi uczelniami jest ze dokonuja selecji negatywnej. lepsi od ‘profesorow’ sa odpychani bo stanowia zagrozenie dla ich miejsc pracy i miernych osiagniec.
    znam z autopsji - podczas uw wyjechalem na studia z polski - pierwsza dziesiatka swiatowa. nie wiem po co tracilem czas tutaj. zadnej stabilizacj zadnego wsparcia same swinie podkladane i zlosliwi nauczyciele. /zwyjatkami/

  • adcore

    Oceniono 3 razy 3

    Jako jastrzebianina <alala mnie duma,wielkie gratulacje i dalszych sukcesöw zycze

  • obserwatoriumpolityczne.pl

    Oceniono 3 razy 3

    Bez bardzo dobrego scenariusza, tzn. właściwie bardzo dobrej historii do opowiedzenia na ekranie, nawet najlepszy reżyser niewiele zrobi, a resztę wykończy brak funduszy.

  • 1korektor

    Oceniono 2 razy 2

    Z tym przyjmowaniem do szkół teatralnych i filmowych to jakoś dziwnie jest. Spotkałem się z opinią, że przyjmowani są albo kopiami wcześniejszych absolwentów albo ich dziećmi.

  • stemp10

    Oceniono 1 raz 1

    No cóż, najpierw muszą się dostać swojaki czyli "niezwykle" zdolne dzieci aktorów, pociotki reżyserów i innej maści misiewicze. Dla utalentowanych ludzi nie ma już miejsc, dlatego stoimy w miejscu a w niektórych obszarach się cofamy

  • kieszonkowiec12

    Oceniono 3 razy 1

    Bardzo się cieszymy z sukcesu tej pani. Tylko czemu miarą sukcesu jest praca w w Londynie, Paryżu i innych takich, a nie właśnie w Polsce? Tutaj ludzie zdolni powinni się realizować, a nie ciągać po świecie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX