PODPIS

PODPIS (fot. archiwum prywatne)

młoda polska

Polak dokonał w Tanzanii wielkiego odkrycia. "Człowiekowi chodziło o coś więcej, niż tylko o przeżycie"

Strażnicy zwracali mu uwagę: Zobacz, świeże ślady lwa. A tu biegło stado słoni. Trzeba uważać. Maciej Grzelczyk, archeolog, odkrył w Tanzanii malowidła naskalne sprzed tysięcy lat.

*Młoda Polska na wakacje - przypominamy bohaterów naszego cyklu, których osiągnięcia zrobiły na Was największe wrażenie*

IMIĘ: Maciej
NAZWISKO: Grzelczyk
WIEK: 26 lat
ZAWÓD: archeolog
OSIĄGNIĘCIA: odkrycie malowideł naskalnych w Tanzanii

***

Jakie to uczucie: oglądać te malowidła? - pytam archeologa Macieja Grzelczyka.

Chudy 26-latek w okularach jeszcze kilka miesięcy temu wyrąbywał maczetą ścieżki w tanzańskim buszu. Odkrył naskalne malowidła, z których najstarsze liczą sobie najpewniej kilkanaście tysięcy lat. Znalezisko ma najlepsze szanse, by trafić na listę UNESCO. Nieźle, jak na studenta bez magisterki.

- Ogromna adrenalina.

- Pomyślał pan: jestem gwiazdą archeologii?

- W życiu. Myślałem o tym, że malowideł może być więcej, niż zakładałem. Każdy dzień był jak wyprawa do sklepu z cukierkami. Codziennie odkrywaliśmy nowe stanowiska ze sztuką naskalną. Gdybym znalazł jedno, byłbym szczęśliwy. A znalazłem ich 58.

Jedno z malowideł odnalezionych przez Macieja Grzelczyka (fot. archiwum prywatne)
Jedno z malowideł odnalezionych przez Macieja Grzelczyka (fot. archiwum prywatne)

W Tanzanii można więcej

"Indianę Jonesa" obejrzał raz, kątem oka, jak leciał w telewizji. Za to od liceum szukał książek ze zdjęciami turów w jaskini Lascaux we Francji albo wywodów o prehistorycznych religiach.

- Kiedy mam wolne, przeglądam nowinki ze świata o sztuce naskalnej, obrabiam zdjęcia, uzupełniam dokumentację. Pobrałem wszystkie sezony "Wikingów". Nie zdążyłem obejrzeć żadnego odcinka - opowiada Maciej. - Malowidła rodzą wiele pytań: Czemu nasi przodkowie chodzili do tych jaskiń? Po co w nich malowali? Stała tam jedna osoba czy więcej? Co myśleli ich potomkowie, kiedy oglądali je po latach?

Jedyne w Polsce zajęcia na temat malowideł naskalnych prowadził profesor Andrzej Rozwadowski z UAM w Poznaniu. Chociaż Maciek studiował w Warszawie, przez jeden semestr w każdy czwartek wsiadał w pociąg do Poznania, by posłuchać o sztuce naskalnej od Syberii po Afrykę.

- Zaangażowanie pana Macieja to, szczerze mówiąc, ewenement. Jeszcze nie spotkałem studenta, który byłby tak zafascynowany tematem - wspomina prof. Rozwadowski.

Po licencjacie Maciek zawalczył o diamentowy grant Ministerstwa Nauki. Temat badań - malowidła naskalne w Tanzanii.

Widok na rezerwat Swaga Swaga (fot. archiwum prywatne)
Widok na rezerwat Swaga Swaga (fot. archiwum prywatne)

W rejonie Kondoa w środkowej Tanzanii znajdują się malowidła stworzone 15 tys. lat temu. W połowie zeszłego wieku natrafiło na nie małżeństwo Louis i Mary Leakey - autorytety z dziedziny archeologii. Malowidła zostały w 2006 r. wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ale od lat 50. żaden naukowiec nie szukał kolejnych. - A ja czułem, że w Tanzanii można odkryć więcej - mówi Maciek.

Wiosennego poranka w 2014 r. odebrał mail z ministerstwa. Właśnie dostał 195 tys. zł na badania i awans na studia doktoranckie na Uniwersytecie Jagiellońskim - bez magisterki.

Naukowcy zapomnieli

Zdobycie pieniędzy było pierwszym zadaniem, wcale nie najtrudniejszym. Do rozpoczęcia badań w Tanzanii potrzebna jest jeszcze pomocna dłoń na miejscu.

Dla Maćka taką wyciągniętą dłonią było Rock Art Conservation Center. Pod tą nazwą kryje się jednoosobowa organizacja w osobie 60-letniego Fina Seppo Hallavainio - artysty tworzącego rzeźby z papieru. W 1992 r. Seppo przeprowadził się do Tanzanii. Prowadzi galerię sztuki, zajmuje się też ochroną sztuki naskalnej. Wiadomość od młodego polskiego naukowca bardzo go zaskoczyła.

- Niestety, od czasu Mary Leakey świat nauki jakby zapomniał o malunkach w Tanzanii. Próbowałem zaprosić tutaj ekspertów z kilku uniwersytetów z całego świata. Bez skutku - opowiada Seppo.

Seppo (fot. archiwum prywatne)
Seppo (fot. archiwum prywatne)

Prowadzenie badań w Tanzanii wymagało zgody lokalnego rządu. Seppo pomógł Maćkowi przedrzeć się przez gąszcz tanzańskiej biurokracji. - Tu nie jest tak, jak w Europie. Na każde pismo trzeba czekać. Już się do tego przyzwyczaiłem. Poprosiłem o pomoc przyjaciół z Tanzanii. W końcu udało nam się zdobyć niezbędne pozwolenia dla Maćka - mówi.

Seppo obwiózł Macieja swoją terenówką po lokalizacjach wpisanych na listę UNESCO.

Seppo: - Na początku był trochę nieśmiały. Zabrało nam chwilę, żeby się dotrzeć. Miałem wrażenie, że jest oddany sprawie. Traktuje swoją pracę bardzo poważnie.

Pierwszy wyjazd zostawił w Maćku niedosyt. - Oglądając rysunki na żywo, myślałem: wreszcie. Ale też: już je w sumie znam z książek. Chciałem zobaczyć coś, czego nie widział nikt przede mną.

Wyprawa z szamanem

Wieczór. Cała wioska zasiada w kręgu. Dwie osoby - kobieta i mężczyzna - zaczynają tańczyć, kopać w ziemi, obsypywać się piachem, zrzucać z siebie ubrania. Parę godzin wcześniej wypili lokalny alkohol i zjedli roślinę meraa - narkotyk silniejszy od opium. Wszystko po to, żeby skontaktować się z przodkami. Stają się "chorzy na Simbo" - to nazwa i stanu, w którym się znajdują, i rytuału, podczas którego zostają uleczeni. Kobiety w kręgu rytmicznie uderzają w bębny, wszyscy śpiewają i obserwują tańczących. Po chwili kobieta i mężczyzna znajdują zakopane w ziemi kamienie. To znak, że można zakończyć obrzęd.

Maciej i Seppo zasiedli w kręgu i oglądali Simbo. To znak, że wioska już im ufa.

Sandawe w trakcie rytuału simbo (fot. archiwum prywatne)
Sandawe w trakcie rytuału simbo (fot. archiwum prywatne)

W Tanzanii żyje ponad 120 plemion. Plemię, które tworzyło malowidła wpisane na listę UNESCO, wciąż istnieje. Nazywa się Sandawe, mieszka w Tanzanii Środkowej. Dziś liczy około 20 tys. osób. Maciej razem z Seppo wybrali się do nich podczas kolejnej podróży.

Sandawe są jednym z ostatnich plemion zbieracko-łowieckich. Polują na antylopy dikdik i małe ssaki - góralki. Ich wioski położone są na uboczu, ale nie są odcięte od świata. W chatach z patyków i gliny jest prąd i internet, mieszkańcy ubierają się w T-shirty, trampki, chodzą do kościoła lub meczetu. A przy okazji pamiętają o przodkach.

Podczas drugiej wojny światowej ich ziemia była terenem starć między Niemcami a Belgami. Przetrwała tu legenda o skarbie, który niemieccy żołnierze zakopali w okolicy.

- Mieszkańcy komentowali: O, przyjechał gość z Polski. To obok Niemiec, pewnie znalazł mapę prowadzącą do skarbu. Musiałem każdemu tłumaczyć: żadnego skarbu nie ma, nie szukam go, nie mam mapy - mówi Maciej.

Po tygodniach Seppo i Maciej zbliżyli się do mieszkańców na tyle blisko, że zostali zaproszeni na obrzęd Simbo, a wódz wioski zgodził się pokazać im lokalne malowidła. Żaden biały wcześniej ich nie widział. Do każdego z malowideł Maciej szedł razem z szamanem. Kilkadziesiąt metrów przed stanowiskiem musiał się zatrzymać. Dalej szaman szedł sam. Prosił przodków, aby umożliwili Maciejowi zobaczenie malunków. Dopiero wtedy razem wchodzili do jaskini.

- Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko mi pokazali. Niektóre miejsca uznawane są za szczególnie święte.

Jedno z malowideł odnalezionych przez Macieja Grzelczyka (fot. archiwum prywatne)
Jedno z malowideł odnalezionych przez Macieja Grzelczyka (fot. archiwum prywatne)

Po tygodniach badań nastoletni członkowie plemienia zaczepiali Macieja w sklepie, barze. Młodzież, która od opowieści szamana woli rap z YouTube'a, nagle zaczęła pytać obcego przybysza, co znaczą malowidła ich przodków.

- Oni tej kultury trochę się wstydzą. Mam nadzieję, że dzięki moim badaniom będą z niej dumni. W końcu podziwia ją cały świat - mówi Maciej.

Aplikacja znajdzie malowidła

Podczas wypraw z Sandawe Maciej z Seppo przejeżdżali przez rezerwat Swaga Swaga. Żyją tam lwy, żyrafy, słonie, bawoły, antylopy. I rangersi, czyli strażnicy parku, którzy bronią zwierząt przed kłusownikami. A także muchy tse-tse, nosiciele śpiączki afrykańskiej. Maciej pokonywał drogę przez rezerwat z dużą prędkością, przy zamkniętych oknach i bez postojów. Ale wznoszące się na horyzoncie wzgórza nie dawały mu spokoju. Może tam też są malowidła?

- To było totalne przeczucie. Coś mnie pokusiło, żeby sprawdzić rejon poza główną drogą.

Zarządca rezerwatu przyjął pomysł z radością. Oddał Maćkowi do dyspozycji samochód terenowy i polecił czterech pracowników: kierowcę, lokalnego przewodnika i dwóch uzbrojonych w karabiny maszynowe strażników. Zawarli układ: jeśli wyprawa Maćka zakończy się sukcesem, podzieli się wynikami badań i zaproponuje, jak przekuć znaleziska w sukces turystyczny.

Codziennie o świcie ekipa wyjeżdżała w teren, którego nikt nie odwiedzał od setek lat. Maciej pokazywał - tam jest jakieś wzgórze, może dzisiaj tam spróbujemy? Kierowca dojeżdżał do buszu porośniętego krzakami i trawami wysokimi na dwa metry. Rozjeżdżali ten gąszcz samochodem, a gdy nie dało się dalej jechać -  łapali za maczety. Strażnicy zwracali mu uwagę: Zobacz, świeże ślady lwa. A tu biegło stado słoni. Trzeba uważać. Największym zagrożeniem była Czarna Mamba - wąż wyposażony w zabójczy jad. Maciek widział mamby parę razy. Na szczęście do zbliżenia nie doszło.

- W końcu dochodziliśmy do schroniska skalnego. Sprawdzaliśmy skałę po skale. I codziennie trafialiśmy na nowe rysunki.

Schronisko skalne (fot. archiwum prywatne)
Schronisko skalne (fot. archiwum prywatne)

Połowa malowideł jest niewidoczna gołym okiem, zniszczona przez erozję i wietrzenie skalne. Maciejowi pomogła... aplikacja w telefonie. Wystarczyło zrobić zdjęcie, nałożyć odpowiedni filtr i gotowe! Malowidła widać było jak na dłoni.

Najmłodsze mają sto lat. Przedstawiają słonie czy żyrafy w ciąży. Tu interpretacja jest prosta: chodzi o płodność matki ziemi.

Starsze mogą mieć kilkanaście tysięcy lat. Maciej oglądał postacie, których głowy łączyły się tajemniczą linią. Ludzkie kształty bez dłoni, z kopytami antylopy. I kolejne figury, tym razem z długimi włosami.

- To niekoniecznie fryzura. Te postacie są mocno stylizowane na baobaby. Może to ludzie drzewa? Element mitologii? Baobaby przodkowie? Tego nie wiemy.

Na najbardziej niesamowite malowidła trafili w trakcie ostatniej wyprawy. To trzy duże postaci otoczone mniejszymi. Głowy mają stylizowane na rogi bawołów. Jedna z postaci nadziana jest na róg. Co to znaczy? To zagadka, którą Maciej musi rozwiązać. Prawdziwa praca zaczyna się dopiero teraz.

Przed odkrywcą jeszcze wiele pracy (fot. archiwum prywatne)
Przed odkrywcą jeszcze wiele pracy (fot. archiwum prywatne)

Nauka dla Europejczyka

- Odkrycie Macieja to potencjalnie materiał na listę UNESCO - opowiada prof. Rozwadowski. - Rozpoznanie sztuki wschodniej Afryki jest bardzo słabe. Ale kluczowa jest interpretacja. Odkrycie malowideł to jedno. Ważniejsze jest to, czy naukowiec ma coś mądrego i ciekawego do powiedzenia na ich temat. Teraz przed Maciejem ogromna praca. Tego się nie da zrobić w rok czy dwa.

Po powrocie do Polski Maciej zaczął obrabiać zdjęcia, nanosić znaleziska na mapę. Kolejny wyjazd planuje na jesień.

- Jest co badać. Będę tam wracał przez lata. Mam wrażenie, że ludzie nie rozumieją sztuki naskalnej. A ona pokazuje, że człowiekowi już na wczesnym etapie chodziło o coś więcej, niż tylko o przeżycie. Myślę, że od twórców tych malowideł powinniśmy się uczyć.

- Czego?

- Choćby szacunku do przodków i tradycji. Zachowanie przeszłości oznacza, że przyszłość będzie tylko lepsza.

Znasz kogoś, kto osiągnął wielki sukces - nie tylko ten finansowy? Uważasz, że warto, by o jego osiągnięciach dowiedziało więcej osób? Napisz do nas na adres listydoredakcji@gazeta.pl. 

Bartosz Józefiak. Mieszka w Łodzi. Pracował w gazetach lokalnych w Łodzi, Wrocławiu i Pabianicach, współpracuje z "Dużym Formatem" i "Tygodnikiem Powszechnym". Jest absolwentem Polskiej Szkoły Reportażu i swoją przyszłość wiąże właśnie z reportażem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (143)
Zaloguj się
  • Oceniono 53 razy 47

    brawo! dziękuję za artykuł i gratuluję pasji Maćkowi. o jego odkryciu dowiedziałem się kilka tygodni temu. dopiero dziś jest to nagłaśniane. niemniej jednak - bardzo dziękuję. udanego.

  • kurza_twarza

    Oceniono 36 razy 24

    Świetnie, że są tacy, którzy mają mniej typowe zainteresowania, są poza tzw. mainstreamem. Tu się tak szczęśliwie złożyło, że był chłopak z zaangażowaniem i instytucja, która uznała, że warto mu pomóc. Wypada tylko życzyć dalszych sukcesów!

  • chrisman

    Oceniono 18 razy 18

    I tacy ludzie powinni byc promowani. nie jakies dody czy inne lewandowskie irozenki pustaki ktore poza machaniem cyckami i kreceniu tylkami niczego innego nie potrafia.

  • koenzymq10

    Oceniono 30 razy 16

    Jest chłopak z pomysłem i instytucja, która go wsparła. No i sukces: POlak odkrył coś na miarę światową. Ale zaraz jakaś Polska Fundacja Narodowa, jakieś takie pis-g.ó.w.n.o sie przyklei do tego sukcesu i zechca wspomóc chłopaka i na następną wyprawę dadzą mu broszurki o żołnierzach wyklętych, żeby rozdawał tym w buszu.

  • miluszka

    Oceniono 13 razy 13

    Bardzo ciekawy artykuł. Chętnie przeczytaj potem do jakich wniosków doszedł pan Maciej po zbadaniu malowidel

  • malgorzata.ewa.golab

    Oceniono 17 razy 13

    No, no, 26 lat i takie osiągnięcie, trzeba mieć fart i oczywiście wiedzę. Gratulacje!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX