Sylwia Wierzbowska

Sylwia Wierzbowska (Fot. Archiwum prywatne)

młoda polska

"Podniesienie się po przegranej i wyjście na matę bez wewnętrznej presji to umiejętności mistrzów świata"

Z mistrzostw Europy w brazylijskim ju-jitsu Sylwia Wierzbowska wróciła bez medalu. Do kolejnych zawodów został miesiąc. Przez ten czas ciężko trenowała i - co jeszcze ważniejsze - "wyczyściła głowę". Efekt? Na mistrzostwach świata w Abu Dhabi wywalczyła dwa złote medale.

Cykl "Młoda Polska" poświęcony jest Polkom i Polakom, których podziwiamy i którym kibicujemy. Kolejne sylwetki publikujemy w każdy wtorek.

IMIĘ: Sylwia

NAZWISKO: Wierzbowska

WIEK: 19 lat

ZAWÓD: uczennica technikum

OSIĄGNIĘCIA: dwa złote medale w brazylijskim ju-jitsu na mistrzostwach świata w Abu Dhabi

Ręce zaciśnięte wokół szyi, nogi ułożone tak, by przeciwniczka nie mogła się wyrwać. Wzrok chłodny, skupiony. Tak wygląda na zdjęciu z jednej ze swoich walk. Kiedy sekundę później druga zawodniczka się podda, Sylwia zdejmie z jej szyi silny chwyt.

Brazylijskie ju-jitsu jest nazywane szachami na macie. Oprócz fizycznej siły, umiejętności odpowiedniego chwytu i ułożenia poszczególnych partii ciała niezwykle ważna jest w nim strategia. Przewidywanie kolejnego ruchu przeciwnika, szybkie reagowanie. I Sylwia jest w tych szachach świetna.

Dlatego na zdjęciu z walki ma spokojne oczy. Wie, że zawodniczka, z którą wyszła na matę, nie ma szans, by wywinąć się z jej uścisku.

Sylwia niedawno wróciła z mistrzostw świata w Abu Dhabi, gdzie wywalczyła dwa złote medale w dwóch różnych kategoriach. W jej dyscyplinie to wielki wyczyn.

Sylwia wszystko ma starannie zaplanowane - nawet swoją zawodową przyszłość. Czas dzieli między treningi, korki z angielskiego, harcerstwo i naukę. Podwójna mistrzyni świata ma 19 lat i właśnie przygotowuje się do matury.

Myślenie strategiczne

Klub, w którym zaczęła trenować sześć lat temu, mieści się 200 metrów od jej domu w Toruniu. Ale dla Sylwii żaden dystans nie byłby problemem - w końcu chodziła na zajęcia z tańca, na wioślarstwo i piłkę nożną. Nigdy nie miała dość, zawsze chciała więcej. Dzisiaj ten hart ducha i ciała procentuje na macie.

- Od początku moi rodzice bardzo mnie wspierali. I wspierają nadal - mówi Sylwia, drobna blondynka, posiadaczka purpurowego pasa w brazylijskim ju-jitsu. Na zawodach zawsze splata włosy w dwa wygodne warkocze. - Podziwiam moich rodziców, bo sami w dzieciństwie nie mieli  takich możliwości jak ja dziś. Tata zawsze lubił biegać. Na 10 kilometrów ma nawet lepszy czas ode mnie. I to o całe 10 minut.

Jej rodzice dorastali na wsi. Dla nich sport to było wiejskie boisko i gra w nogę do upadłego, póki ktoś nie zawołał na obiad albo żeby w czymś pomóc. Starte kolana i nabite guzy, świeże powietrze i mleko od krowy - na tym się wychowali. I to ceni też Sylwia, która do dziś wakacje spędza na wsi u dziadków.

Kiedy, będąc w szóstej klasie podstawówki, zobaczyła drzwi do klubu sportów walki, nie miała wątpliwości. Parę siniaków po pierwszych treningach  jej nie zniechęciło. Wiedziała, że brazylijskie ju-jitsu to będzie sport, któremu całkiem się poświęci.

Jego historia ma prawie 100 lat i zaczęła się 10 tysięcy kilometrów na zachód od Torunia. W 1925 roku Geo Omori, Brazylijczyk japońskiego pochodzenia, otworzył pierwszą w Brazylii szkołę ju-jitsu - japońskiej sztuki walki, liczącej sobie wówczas prawie pięć wieków, służącej głównie do obrony przed przeciwnikiem. To wtedy zaczęła się kształtować jej brazylijska odmiana, ciesząca się dzisiaj coraz większą popularnością na całym świecie.

Brazylijskie ju-jitsu (BJJ) łączy w sobie techniki japońskiego ju-jitsu, zapasów i judo. W walce chodzi o to, by przejąć kontrolę nad przeciwnikiem poprzez stosowanie "kontrolowanego bólu" za pomocą dźwigni lub duszenia. Zawodnik poddaje walkę w obawie przed złamaniem lub uduszeniem.

Zawodnicy walczą w kimonach, a starcie odbywa się głównie w parterze, czyli na powierzchni maty. BJJ często używane jest też w mieszanych sztukach walki (MMA). Jednak w przeciwieństwie do tego widowiskowego i brutalnego sportu nie stosuje się w nim uderzeń ani kopnięć.

Zawodnicy BJJ muszą być świetnie rozciągnięci, skoordynowani i bardzo silni. Od siły założonego na szyję przeciwnika duszenia zależy wynik walki. Liczy się też precyzja - chodzi o to, by zawodnik nie mógł się z uścisku uwolnić i w ułamku sekundy zdobyć przewagi. Dlatego tak ważne jest strategiczne myślenie. Pilna obserwacja najdrobniejszych gestów przeciwnika, by w porę wykorzystać moment i sprowadzić go na matę.

Dziś w każdym większym mieście powstają kluby trenujące zawodników - od tych najmłodszych po seniorów. W Polsce może być nawet 300 zawodników posiadających czarny, najwyższy pas w ju-jitsu, a w corocznych mistrzostwach Polski w tej dyscyplinie startuje nawet 1400 zawodników.

Sylwia Wierzbowska
Fot. Archiwum prywatne

Ostatnia do draki

- Sylwia trenuje z prawie samymi chłopami - mówi Jakub Huczuk, trener Sylwii z Toruńskiej Akademii Sportów Walki. - W ekipie mamy jeszcze dwie dziewczyny, które jej nie dorównują. Treningi z mężczyznami sprawiają, że Sylwia musi dawać z siebie 110  procent. Często wygrywa, choć w tym sporcie 90-kilogramowy facet ma nad 60-kilogramową dziewczyną ogromną przewagę na starcie. Ale dzięki tym treningom Sylwia może się ciągle rozwijać. Po sześciu latach wypracowała  własny styl.

Trenuje po trzy, cztery razy w tygodniu. - Tu liczy się regularność - mówi Sylwia. - Z podejściem typu: "Jak mi się nie chce, to nie pójdę na salę" w żadnym sporcie nie odniesie się sukcesu. Trzeba też dużo myśleć. W jednym z finałów mistrzostw świata widziałam, że moja przeciwniczka na kilkanaście sekund przed końcem walki bardzo chciała wejść w zwarcie, bo brakowało jej rzutu do zwycięstwa przed czasem  - była to jej jedyna szansa, bo wyniku punktowego nie miała już szansy nadrobić. Dlatego ja tego rzutu unikałam i starałam się zachować dystans, który pozwolił mi zwyciężyć na punkty. 

Sztuka walki to nie tylko sport, ale także filozofia, styl bycia i zachowania. Według Sylwii ju-jitsu uczy cierpliwości i odpowiedzialności. Bo stosując dźwignie i duszenia, trzeba uważać, żeby nie przekroczyć niebezpiecznej granicy. - Trenowanie brazylijskiego  ju-jitsu przyczyniło się do tego, jakim jestem człowiekiem na co dzień - mówi Sylwia. - Mam znajomych, którzy nie  mieli nic wspólnego ze sportami walki, ale gdyby na mieście była draka, byliby pierwsi w kolejce do bicia. Gdybym znalazła się w takiej niebezpiecznej sytuacji, starałabym się unikać konfrontacji, załagodzić ją słowami albo po prostu zaufać swoim nogom i jak najszybciej uciec. Nigdy nie wiadomo, czy pijany koleś nie wyciągnie z kieszeni noża. Wolę nie ryzykować życia, chociaż wiem, że w uczciwej walce pewnie bym sobie poradziła.

Sylwia Wierzbowska
Fot. Archiwum prywatne

Codzienny trening to także nauka powtarzalności i stopniowego dochodzenia do wyników. - Każdy sport, któremu się poświęcamy, uczy wytrwałości. Mimo zmęczenia czy "doła" trzeba iść na trening  i zrobić swoje - uważa Sylwia. - Sporo osób mówi mi, że mam za dużo na głowie. Ale ja jestem zdania, że im bardziej ma się wypełniony czas, tym lepiej się nim gospodaruje.

A Sylwia ma czym zarządzać. Bo oprócz szkoły, przygotowań do matury i treningów jest też drużynową w harcerstwie. Na razie odpuściła treningi piłki nożnej - grała jako obrońca w Gwieździe Toruń w trzeciej lidze kobiet. Choć dałaby radę w liceum, wybrała technikum. Chciała mieć po szkole konkretny zawód. Zapewnia, że nie zeszła poniżej średniej ocen 4,0.

Oprócz tego, razem z innym trenerem, uczy dzieci brazylijskiego ju-jitsu w klubie, w którym trenuje. - Wymaga to sporej dojrzałości i odpowiedniego podejścia - mówi trener Jakub Huczuk. - Ale Sylwia to wszystko ma. Jako drużynowa ma świetny kontakt z dziećmi i bardzo je lubi. Oprócz tego kocha swoją dyscyplinę, więc przekazanie dzieciakom wiedzy i umiejętności nie jest dla niej żadnym problemem.

Jej tydzień upływa według stałego rytmu: w poniedziałek rano szkoła, po szkole trening. We wtorek szkoła, potem angielski. W środę szkoła, trening z dziećmi i trening własny. W czwartek szkoła, angielski i trening. W piątek szkoła, trening z dziećmi i trening własny. Czasem wolna sobota. Ale kiedy zdarzał się mecz ligowy, trzeba było zarzucać torbę na plecy i jechać.

Sylwia Wierzbowska
Fot. Archiwum prywatne

Wygrać z własną głową

- Miesiąc przed mistrzostwami świata Sylwia wróciła bez medalu z mistrzostw Europy - mówi Jakub Huczuk. - Potrafiła jednak przepracować czas przed kolejnymi zawodami tak, że w Abu Dhabi na matę wychodziła już z zupełnie innym nastawieniem, z "czystą" głową. W brazylijskim  ju-jitsu bardzo dużo zależy właśnie od psychiki.

Sylwia wyjaśnia: - Podczas mistrzostw Europy narzuciłam sobie presję, że muszę coś pokazać. W pierwszej walce zostałam źle oceniona przez sędzię - ale z decyzją sędziów się nie dyskutuje. Drugą przegrałam z własną głową, bo bardzo chciałam coś sobie udowodnić, a po pierwszej walce trochę się podłamałam. W drugiej konkurencji  też nie wszystko poszło po mojej myśli.

Jakub Huczuk mówi, że potem przez trzy tygodnie trenowali ciężej niż zwykle. Ale poza tym nic się nie zmieniło. - Sylwia miała prostą strategię na walki  - nie wdawać się w grę przeciwniczek, tylko narzucać  swoją, oraz wyczekiwać okazji na kontry i nie dać się ponieść ferworowi walki. I po prostu ją zastosowała - mówi. - Nie dziwię się, że zdobyła dwa złota. Podniesienie się po przegranej i wyjście na matę bez wewnętrznej presji to umiejętności, które cechują mistrzów świata.

Startowała w kategorii młodzieżowców do 63 kilogramów. Najpierw w konkurencji Ne-Waza, skupiającej się na walce na chwyty, dobrze znanej z codziennych treningów. Stoczyła trzy walki. Dwie walki wygrała przez poddanie, trzecią na punkty - za to 6 do 0. Została mistrzynią świata.

Potem dzień przerwy na odpoczynek i regenerację. Nie tyle zmęczonego ciała, co psychiki. Po pierwszym złocie i Mazurku Dąbrowskiego na najwyższym stopniu podium głowa może z dołka pofrunąć aż pod chmury. "Sodówka" może stać się na macie głównym przeciwnikiem.

Ale i kolejnego dnia zawodów psychika nie zawiodła. Tym razem Sylwia walczyła w konkurencji fighting, czyli takiej, w której używa się uderzeń i kopnięć. Zawodniczki startują w specjalnych ochraniaczach i mogą zadawać ciosy, ale nie tak, by uszkodzić ciało przeciwniczki. Chodzi raczej o zaznaczenie swojej przewagi. W finale wygrała z Holenderką na punkty 15:8. - To uczucie, kiedy po raz drugi jest się najlepszą na świecie, po prostu trudno opisać - mówi dzisiaj Sylwia.

W starannie zaplanowanym życiu podwójnej mistrzyni świata trudno znaleźć czas na coś jeszcze. A jednak: jeden weekend w miesiącu Sylwia poświęca na służbę wojskową. Zapisała się do Wojsk Obrony Terytorialnej i planuje związać się z wojskiem zawodowo. Po maturze chce zdawać do szkoły podoficerskiej. Jeśli się jej uda, chciałaby dostać pracę w Toruniu i tu założyć rodzinę. I nie odpuszczać sportu.

Mariusz Sepioło. Reporter. Publikuje w m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Polityce" i "Gazecie Wyborczej". Autor książek reporterskich: "Ludzie i gady" (wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w więzieniu, "Himalaistki" (wyd. Znak, 2017) o najwybitniejszych wspinających się Polkach i "Nanga Dream" o Tomku Mackiewiczu. Jest autorem podcastu "Człowiek z plecakiem".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (35)
Zaloguj się
  • mayta

    Oceniono 38 razy 14

    Przeczytałam prawie cały artykuł, było super i nagle... "Zapisała się do Wojsk Obrony Terytorialnej" BLEEEEE...

  • oloros11

    Oceniono 34 razy 14

    jak ja lubię takie dziewczyny - jedno mi tylko przeszkadza w tym wszystkim - to plan życiowy - WOT
    jak na mistrzynie świata to niezrozumiale zupełnie nie pasuje = sięgaj dalej !!!

  • achzarit

    Oceniono 25 razy 11

    A na koniec zafascynowało ją SS Maciarewicza...

  • puuchatek

    Oceniono 22 razy 10

    "Na mistrzostwach świata w Abu Dhabi (…)"

    Kochana redakcji, na Jowisza, to miasto po polsku nazywa się Abu Zabi. Czy gdyby mistrzostwa były w stolicy Francji, napisalibyście, że wygrała w Parisie?

  • optymistaa43

    Oceniono 22 razy 10

    Najwiekszym dla ciebie niebezpieczenstwem jest Macierwwicz i Rydzyk,2 WARCHOLOW szkodzacych Polsce i Narodowi.WOT to organizacja podobna ZOMO,kiedy masz w glowie bicie swoich rodakow palami to jest wlasciwa droga bo, WARCHOLY w przyszlosci dla utrzymania wladzy wlasnie ta "formacje"(cos kojarzy mi sie to z SS) uzyja do prowokacji,bicia i rozpedzania pokojowych demonstracji.
    WARCHOL,urzednik panstwowy lub koscielny szkodzacy interesom Polski i Narodu.
    Tak ze powaznie zastanow sie jaka droge wybrac.Przy okazji Torunia.Redmptorysci,zbrodniczy wzgledem Narodu Polski zakon Ktolicki ,Ustawa Sejmu Polski z roku 1808,za wspolprace z zaborcami ( miliardy nieszczesc naszych przodkow w trakcie 123 lat zaborow )zakazal jakiejkolwiek dzialalnosci zbrodniarzom w granicach Polski na ZAWSZE.

  • lkolesio

    Oceniono 13 razy 9

    Wydawało by się mądra i zdolna dziewczyna i raptem WOT - Masakra.

  • herman_witt

    Oceniono 9 razy 7

    Ciekawy wywiad z interesującą dziewczyną. Zanim wybierzesz karierę w wojsku porozmawiaj z kimś kto siedzi w temacie, najlepiej wojskowym, który odradzi ten błędny kierunek. Tam gdzie kończy się logika zaczyna się ........wojsko. Pozdrawiam i życzę unikania kontuzji i dobrych wyborów życiowych.

  • beamas1053

    Oceniono 29 razy 7

    Super dziewczyna a tu nagle WOT!!! Czy to młody wiek spowodował, że Sylwia nie wie gdzie się zapisała??? Do współczesnego ZOMO !!! Żenada!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX