Sztab WOŚP w San Francisco

Sztab WOŚP w San Francisco (fot: materiały archiwalne)

społeczeństwo

Polacy na całym świecie zbierają na WOŚP. "To wielkie polskie święto. Są pierogi i bigos"

Dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zagra w tym roku aż 99 sztabów zagranicznych. Orkiestra dotarła nawet do Meksyku, Teksasu czy Tajlandii. Oddziały WOŚP znajdują się również na Zanzibarze czy w Japonii.

Każdy sztab jest inny, każdy działa na inną skalę - ma na to przede wszystkim wpływ wielkość Polonii w danym miejscu na świecie. Wszystkie oddziały łączy jedno - zostały założone z inicjatywy Polaków, którzy poczuli potrzebę wsparcia przedsięwzięcia Jurka Owsiaka, mimo że wielu w Polsce od lat już nie mieszka. Dla nich nie ma to jednak znaczenia, bo wciąż mieszkają tam na przykład ich rodziny. I kto wie, może i oni kiedyś wrócą do ojczyzny.

To chyba cud

- W pewnym momencie bardzo zaczęło mnie wkurzać, że Jurek Owsiak stał się ofiarą politycznej nagonki, uważałem, że to niesprawiedliwe. Zawsze był dla mnie ogromnym autorytetem, a WOŚP marką, której ufam, z której jestem dumny. Zacząłem się zastanawiać, co mogę zrobić, żeby jakoś wesprzeć inicjatywę - opowiada Łukasz Jakubowski, szef sztabu WOŚP w Japonii, który do Kraju Kwitnącej Wiśni przeprowadził się sześć lat temu ze swoją żoną Amerykanką.

Łukasz tęsknił również za Polską i Polakami, pomyślał, że angażując się w organizację finału w Tokio, gdzie obecnie mieszka, pozna rodaków mieszkających w Japonii. - Nie jest nas tu dużo, może z dwa tysiące osób. Nie ma polskiego klubu, polskiej społeczności, pod Tokio znajduje się jedna polska restauracja. Z Polakami miałem okazję spotkać się raz na dwa, trzy miesiące podczas polskiej mszy czy na imprezie w ambasadzie, organizowanej raz w roku - mówi Łukasz.

Po lewej: Łukasz Jakubowski, w środku Youmeko (fot: materiały archiwalne)
Po lewej: Łukasz Jakubowski, w środku Youmeko (fot: materiały archiwalne)

Dzięki WOŚP, jak twierdzi, poznał przynajmniej jedną czwartą polskiej społeczności w Japonii. - Zaczynałem całkiem sam, informowałem znajomych o tym, że założyłem sztab i organizuję finał, oni przekazywali informację dalej. Moja żona uczyła angielskiego polskiego ambasadora, który zaproponował organizację imprezy dla WOŚP w ambasadzie. Cztery lata temu odbyły się więc dwie imprezy - w ambasadzie i w kawiarni, którą udostępnił nam znajomy Japończyk. Udało się wtedy zebrać najwięcej pieniędzy, około pięciu tysięcy euro - opowiada Łukasz.

Rok później organizacja imprezy w ambasadzie nie była już możliwa. - Zmienił się rząd, pojawił się nowy ambasador, który za WOŚP, niestety, nie przepadał. Musieliśmy się ograniczyć do jednej imprezy. Pomógł znajomy Japończyk, który udostępnił nam swój klub. W tym roku z kolei robimy finał w ekskluzywnej restauracji z widokiem na całe Tokio - mówi Łukasz.

Większość polskich sztabów WOŚP na świecie ubiega się o pieniądze od sponsorów, które później przeznaczane są między innymi na wynajem sali, ochronę, zakup jedzenia. Ale nie sztab japoński. - To chyba cud, ale wszystko do tej pory udało nam się zorganizować za darmo. Japończycy nie otwierają się tak szybko, a tu nagle przychodzi do nich jakiś Polak i opowiada o akcji charytatywnej i oni od razu godzą się, żeby przeznaczyć lokal na wydarzenie - mówi Łukasz. Zaznacza jednak, że impreza WOŚP w Tokio nie należy do największych. - Co roku na finał przychodzi może 150 osób - precyzuje Łukasz. A wśród nich nie tylko Polacy, ale również Japończycy.

Organizowanie finału WOŚP w Tokio pozwoliło Łukaszowi poznać innych Polaków (fot: materiały archiwalne)
Organizowanie finału WOŚP w Tokio pozwoliło Łukaszowi poznać innych Polaków (fot: materiały archiwalne)

- Japończycy potrafią się czymś nagle zafascynować z niezrozumiałych powodów i wejść w to na sto procent. Na przykład Polską. Studiują polonistykę na uniwersytecie w Tokio, przychodzą na WOŚP. Jedną z naszych najbardziej zaangażowanych wolontariuszek jest Japonka Youmeko, która kończy studia magisterskie z polonistyki - opowiada. W filmie promującym WOŚP w Japonii zatańczył Zespół Pieśni i Tańca "Mazur" złożony z samych Japończyków. - To głównie kobiety. Ze względu na niedobór mężczyzn odgrywają również męskie role. Dlaczego zafascynowały się tym tańcem? Starsze opowiadają, że to pewien Polak, który przyjechał kilkadziesiąt lat temu do Japonii ze Stanów, pokazał im polski taniec ludowy i one w mig połknęły bakcyla - mówi Łukasz.

Zawsze wrzucałam pieniądze do puszki

Zainteresowanie obcokrajowców ideą WOŚP nie jest jednak łatwym zadaniem dla Polaków organizujących finał w różnych częściach świata. Ani Holendrzy, ani Amerykanie, ani Hiszpanie nie mają pojęcia, czym jest to polskie przedsięwzięcie. Jak mówi Elżbieta, obecna szefowa sztabu w San Francisco, o WOŚP nie słyszeli również Polacy, którzy do Stanów Zjednoczonych wyemigrowali w latach 80. i wcześniej. - Ich dzieci siłą rzeczy także nie wiedzą, że takie wydarzenie się odbywa. To nasza rola, żeby finał WOŚP nas stałe wpisać w kalendarz polonijny, a docelowo w kalendarz San Francisco - mówi.

Elżbieta jest w sztabie od pierwszego w jego historii finału, czyli od trzech lat. - Pomysł, aby założyć sztab, wyszedł od naszego miejscowego aktywisty - Pawła. Któregoś dnia w facebookowej grupie dla Polaków mieszkających w San Francisco umieścił post o treści: "Dlaczego my właściwie nie mamy sztabu WOŚP w San Francisco?". Zebrało się kilka osób i zaczęli działać - opowiada. Elżbieta dołączyła po trzech miesiącach, jako księgowa. - Nie wahałam się ani chwili. Wychowałam się na WOŚP-ie, każdego roku wrzucałam pieniądze do puszki, chodziłam na koncerty. Mój wujek był neonatologiem, zawsze z pasją opowiadał o swojej pracy, nieraz wspominał o tym, że na oddział trafił jakiś sprzęt WOŚP, dzięki któremu będzie w stanie ratować dzieci, które wcześniej nie miałyby szansy na przeżycie lub pełną sprawność. Jak słuchałam tych historii, to nabierałam wiary w dobro ludzkości i przekonania, że wspierając takie inicjatywy, stajemy się lepszymi ludźmi - opowiada.

W sztabie w San Francisco wolontariuszką jest również Magda, która, jak twierdzi, nie rozmawiałaby dziś ze mną, gdyby nie WOŚP. Podczas rutynowej operacji coś poszło nie tak i 18-letnia wówczas Magda zapadła w śpiączkę. - Byłam w stanie śmierci klinicznej. Lekarze powiedzieli mi, że gdyby nie urządzenia podtrzymujące życie, ufundowane przez WOŚP, prawdopodobnie bym nie przeżyła. Jedną z pierwszych rzeczy, na które zwróciłam uwagę, jak wybudziłam się ze śpiączki, było czerwone serduszko przyklejone do sprzętu - opowiada.

Magda ma doświadczenie nie tylko w pracy w sztabie w San Francisco. Zanim przeprowadziła się do Kalifornii, mieszkała przez 15 lat w Chicago, gdzie również była zaangażowana w WOŚP. - Trudno porównywać finały w obu miastach, w Chicago mieszkają miliony Polaków, w San Francisco może kilkanaście tysięcy. Tu są trzy polskie kościoły, tyle samo szkół, w Chicago - dziesiątki. W San Francisco jest jedno wydarzenie związane z WOŚP, w Chicago, oprócz głównego sztabu, działa jeszcze wiele minisztabów, gdzie odbywają się koncerty, są atrakcje dla dzieci, licytacje, zbiórka pieniędzy - mówi. Różnicę w skali obu wydarzeń najlepiej odzwierciedla ilość zebranych pieniędzy - w San Francisco udało się w ubiegłym roku zebrać około 22 tysięcy dolarów, w Chicago kwota wyniosła prawie 200 tysięcy.

Sztab WOŚP w San Francisco (fot: materiały archiwalne)
Sztab WOŚP w San Francisco (fot: materiały archiwalne)

Niepowtarzalny klimat

Takich historii jak ta Magdy jest więcej. - A to jakiś wolontariusz opowie, że był operowany na sprzęcie WOŚP, a to rodzic się zwierzy, że jego córeczka żyje dzięki WOŚP - mówi Alicja, założycielka sztabu w holenderskiej Hadze. - Ale to niejedyna motywacja. Mnie do wolontariatu namówiła koleżanka, która działała w pierwszym sztabie holenderskim - w Schiedam. Nie zastanawiałam się długo, czy się przyłączyć - po prostu lubię pomagać, angażuję się w różne wolontariaty, nie tylko dla Orkiestry - opowiada.

To było siedem lat temu. Po dwóch latach Alicja stwierdziła: dlaczego by nie zorganizować sztabu również w Hadze, gdzie żyje mnóstwo Polaków. - Wiedziałam, że impreza w Schiedam jest tłumnie odwiedzana przez Polonię haską, więc zwołałam znajomych, z którymi wcześniej organizowałam różne wydarzenia, na przykład wieczorki poetyckie, i w pięć osób założyliśmy pierwszy sztab w Hadze - opowiada.

Z roku na rok finał staje się coraz większy. - Pięć lat temu odbył się w małym dzielnicowym teatrze na 350 osób - udało się zebrać około 7,8 tysiąca euro. Teraz organizujemy imprezę w dwóch ogromnych salach koncertowych i zbieramy ponad 42 tysiące euro - opowiada. Alicja wie, że ludzi na to wydarzenie przyciągają gwiazdy. - W ubiegłym roku zaprosiliśmy na finał Kasię Cichopek, w tym roku obecni będą Michał Wiśniewski i Mariusz Kałamaga - mówi.

Jednym z głównych czynników, które sprawiają, że impreza daje Alicji tyle satysfakcji, jest niesamowita atmosfera wokół WOŚP-u. - Nagle zupełnie obcy sobie ludzie siadają przy jednym stole i chcą coś wspólnie zbudować, zorganizować. Każdy ma pracę, rodzinę, a mimo to chce poświęcić swój prywatny czas na WOŚP. Przygotowania zaczynamy już w sierpniu, jest co robić - opowiada.

Wielkie polskie święto

Zdaniem Alicji finał WOŚP jest jedynym corocznym wydarzeniem, które łączy Polaków na obczyźnie. - To rodzinna impreza, odbywa się w weekend, więc prawie każdy może przyjść. Ale też wielkie polskie święto, taka nasza namiastka polskości za granicą, i coś, czym możemy pochwalić się przed Holendrami, pokazać im naszą polską gościnność. WOŚP w sztabach, jak powiedział kiedyś Jurek Owsiak, to taki nasz towar eksportowy - przekonuje.

Finał, jak mówią "sztabowcy", nie mógłby się odbyć bez polskich akcentów. Organizatorzy nawiązują współpracę z polskimi artystami, sklepami, restauracjami, robią wszystko, żeby podczas wydarzenia Polacy mogli zjeść pierogi, bigos czy domowe ciasta. Łukasz ze sztabu w Japonii twierdzi, że podczas licytacji największą furorę robią polskie produkty. - Nalewka własnej roboty, którą moja mama co roku przekazuje na WOŚP, to hit. Podobnie jak inne polskie "słoiki" czy miód pitny, który przysłał nam jeden z właścicieli rodzinnej, polskiej pasieki - opowiada Łukasz.

Marta Rajchelt podczas finału WOŚP w Barcelonie (fot: materiały archiwalne)
Marta Rajchelt podczas finału WOŚP w Barcelonie (fot: materiały archiwalne)

Marta Rajchelt, która od trzech lat działa w sztabie w Barcelonie, zauważa, że Polacy mają ogromną potrzebę, żeby zebrać się razem, zrobić coś wspólnie, zmobilizować się w słusznym celu. - Większość osób uczestniczących w WOŚP to ludzie, którzy urodzili i wychowali się w Polsce i tradycyjnie  co roku przekazywali pieniądze na Orkiestrę. Mają ogromny sentyment do tego wydarzenia. Dziś, jako mieszkańcy Hiszpanii, gdzie też pracują, przekazują różne dary na licytacje, oferują swoje usługi - wykonanie tatuażu, manicure, zorganizowanie wycieczki po Barcelonie. Podczas przygotowań i w trakcie wydarzenia zawiązują się przyjaźnie, ludzie zostają do późnych godzin nocnych, żeby posprzątać po finale. Pieniądze zbierają nawet dzieci. Pamiętam, jak w zeszłym roku moja siedmioletnia córka Zuzia biegała z koleżanką i malowała ludziom buzie, a przy okazji zbierała datki do puszki - opowiada. WOŚP to również okazja, żeby polskość zaprezentować Hiszpanom. - Ściągamy ich, żeby poznali nasze zwyczaje, kuchnię, zobaczyli, jak się bawimy - mówi  Marta.

Dla Magdy z USA finał WOŚP to impreza międzynarodowa. - W Chicago widziałam mnóstwo Portorykańczyków, Meksykanów, którzy w niej uczestniczyli. W San Francisco staramy się docierać nie tylko do Polaków, drukujemy ulotki w języku polskim i angielskim. Zdarza się, że podczas imprezy ktoś wejdzie z ulicy, bo usłyszy koncert, i zostanie - mówi.

Magda przyznaje, że podczas każdego finału w pewnym momencie czuje ukłucie w sercu. - Spoglądam wtedy na mojego męża i on od razu wie, o co chodzi. Zawsze mnie przytula i mówi: tak, wiem, dzięki tej Orkiestrze żyjesz.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną. Z serwisu lokalnego do magazynu Weekend.Gazeta.pl przeszła w sierpniu 2018 roku.

Komentarze (75)
Zaloguj się
  • alicjads

    Oceniono 15 razy 11

    Ja mieszkam w Australii i tez tu gramy! W Sydney, Perth i Melbourne. W tym roku jednak na ofiary pożarów. Akurat nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, bo jednak Australia jest bez porównania bogatszym krajem niż Polska, ale rozumiem, że ludzie, którzy tutaj żyją, chcą po prostu pokazać solidarność ze swoją druga ojczyzną.

  • krzysztof_ptk

    Oceniono 10 razy 8

    "To wielkie polskie święto. Są pierogi i bigos" Co za bzdura!
    To wielkie polskie święto bo Polacy pokazują, że są w duchu solidarni i potrafią się dzielić. I czynią to chętnie.

  • pt.nut

    Oceniono 14 razy 8

    Zaraz wplace do internetowej puszki.
    Zauwazcie Panstwo, ze pissdzielce poszly jednak po resztki rozumu do glowy i w temacie Orkiestry trzymaja morde w przyslowiowym kuble. Do tej pory, ile razy pissdzielec probowal Orkiestre zdyskredytowac, ludzie dawali wiecej.
    Nic wam pissdzielce zmiana taktyki nie pomoze. Padnie nowy rekord, a mini-prezes jak zwykle popusci w pampersa (po polsku-zesra sie na rzadko).

  • 1sz-truten

    Oceniono 10 razy 6

    Jednak jest coś co łączy a nie dzieli Polaków !
    Nie mam na myśli Pis-u oczywiście !

  • jan.go

    Oceniono 14 razy 6

    Z jednej strony fantastyczna impreza jednak z drugim przerażającym dnem To świadczy także o stanie państwa w tym służbie zdrowia dla której grają

  • ziggybam

    Oceniono 13 razy 5

    W tym roku mniej chce mi się dawać na WOŚP. Idzie to na ratowanie rozwalanej przez władzę PiS służby zdrowia i w ręce rozmodlonych aparatczykow powoływanych na dyrektorów szpitali czy klinik przez PiSią ciemnotę. A nie zapowiada się aby Polacy zmądrzeli i chcieli ich pogonić. Czyli de facto Owsiak ratuje chorą służbę zdrowia, a PiSowcy tylko zacierają rączki - problem z głowy, a Owsiaka można opluć. Chory kraj.

  • mireczekb

    Oceniono 7 razy 3

    Wolontariusze do roboty. Pod kościoły zasuwajcie. Tam zawsze najwięcej ludzi jest chętnych do wspomagania potrzebujących, tam zawsze dawali na Orkiestrę.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX