Warszawa. Śmiertelny wypadek z udziałem motocyklisty

Warszawa. Śmiertelny wypadek z udziałem motocyklisty (fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta)

wywiad gazeta.pl

''Gdy właścicielka auta pokazała nagranie z kamery, chłopak nagle ozdrowiał. Zabrał motorower i uciekł''

Przestępcy prowokują sytuacje, w których udają pokrzywdzonych, twierdzą, że ktoś ich np. pobił albo zniszczył im samochód - opowiada podinspektor Radosław Kobryś z Komendy Głównej Policji.

Ma pan kamerę w samochodzie?

Nie mam, ale rozważam kupno. W niektórych sytuacjach nagranie z kamery może być bezcennym dowodem na to, co naprawdę się wydarzyło. I diametralnie zmienić wcześniejszą ocenę zdarzenia na drodze.

Parę dni temu taksówkarz opowiadał mi, że nagranie z kamery uratowało go od odpowiedzialności karnej. Rowerzysta, który otworzył mu drzwi podczas jazdy, twierdził, że przez niego został zaatakowany i pobity.

Takie nagranie może uwiecznić nie tylko ekstremalne zachowania, ale także czyjąś mocno agresywną jazdę i skrajne łamanie przepisów drogowych.

Opowiem pani o ciekawej sprawie, w której nagranie z kamery przypadkowego kierowcy diametralnie zmieniło ocenę przebiegu zdarzenia. Osobiście się nią niedawno zajmowałem. Motocyklista wyprzedzał jedno auto. Skończył manewr faktycznie na skrzyżowaniu, jadąc po podwójnej linii ciągłej. Czyli zachował się niezgodnie z przepisami. Na owym skrzyżowaniu inny samochód zaczął skręcać w prawo w kierunku motocyklisty z drogi podporządkowanej. Jednak nie zrobił tego, jak należy - przy prawej krawędzi. Dojechał do osi jezdni i wjechał na drugi pas ruchu. Auto uderzyło w motocyklistę.

I policja stwierdziła winę motocyklisty?

Bez nagrania z kamery policjanci rzeczywiście mogliby uznać, że to motocyklista zawinił. Jednak na zarejestrowanym obrazie widać, że gdyby osoba skręcająca na skrzyżowaniu w prawo wykonała manewr zgodnie z zasadami, na swoim pasie ruchu, to motocyklista bez problemu by przejechał. A tak doszło do wypadku.

Właśnie w podobnych sytuacjach nagranie z kamery może pomóc wskazać, kto tak naprawdę zawinił. Nie ulega wątpliwości, że motocyklista wyprzedzał w miejscu zabronionym, ale pytanie, kto bardziej naruszył zasady bezpieczeństwa i doprowadził do wypadku? Nagranie z kamery pokazuje, że motocyklista mógł być widoczny dla skręcającego kierowcy.

18.11.2019 Warszawa , Al. Prymasa Tysiaclecia przed Rondem Zeslancow Syberyjskich . Wypadek motocyklisty ze skutkiem smiertelnym . Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta
Nagranie z kamery rzuciło nowe światło na wypadek z udziałem motocyklisty (fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta)

To pewnie jeden z wielu podobnych przykładów.

Nie tak dawno komentowałem w mediach nagranie, na którym widać, jak kierowca zatrzymał się przed przejściem dla pieszych, ale chłopiec, któremu ustąpił pierwszeństwa, nie mógł zrobić kroku, bo lewym pasem pędziły auta. Kierowca musiał wysiąść z samochodu i osobiście zatrzymać sznur pojazdów. Nieprawdopodobne!

Namawia pan kierowców, żeby korzystali z kamer w swoich samochodach?

Że namawiam, to może zabrzmieć niefortunnie - ja nie chciałbym zostać posądzony o napędzanie sprzedaży kamer. Ale jeśli ktoś dużo jeździ, to może być to dla niego pomocne.

Mam wrażenie, że rejestrowanie zdarzeń na drodze przez samych kierowców jest dziś coraz popularniejsze.

Ceny kamerek też są dziś przystępniejsze niż jeszcze parę lat temu. Ale moim zdaniem kluczowe jest to, że ludzie wrzucają nagrania do Internetu i kolejne osoby dowiadują się, że takie nagranie może pomóc w namierzeniu i ukaraniu agresywnego kierowcy. Bo pokazuje, jak było, czarno na białym. Dodatkowo nagłaśnianie takich przypadków działa studząco na innych uczestników ruchu. Pojawia się pytanie: "Czy warto ryzykować?".

Dzięki nagraniom można wyeliminować próby najróżniejszych nadużyć. Zdarzają się przypadki, że ktoś chce na przykład wyłudzić odszkodowanie. Przestępcy prowokują sytuacje, w których udają pokrzywdzonych, twierdzą, że ktoś ich np. pobił albo zniszczył im samochód. Widziałem jedno takie nagranie - motorowerzysta wepchnął pojazd na ulicę, uderzył nim w tył samochodu i sam się położył, symulując, że auto go potrąciło. Gdy właścicielka auta pokazała nagranie z kamery, chłopak nagle ozdrowiał. Zabrał motorower i uciekł.

l21.03.2018 Krakow , Sad Okregowy . Rusza proces blokujacych Wawel .Fot. Jakub Wlodek / Agencja Gazeta
Nagranie z kamery zostaje włączone do akt sprawy (fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta)

Czy takie nagranie może być dowodem dla policji i prokuratury?

Jak najbardziej! Nagranie z kamery jest dowodem w sprawie, który należy zabezpieczyć, czyli dołączyć do akt kartę pamięci z zarejestrowanym na niej obrazem. Prowadzący postępowanie policjant musi nagranie obejrzeć i opisać je w protokole. Takie są w skrócie wymogi sporządzenia dokumentacji według Kodeksu postępowania karnego.

Analogicznie - dowodem w sprawie jest też nagranie z monitoringu, zabezpieczone na płycie i dołączone do akt. W śledztwie dotyczącym np. wypadku każda ze stron powinna mieć dostęp do tego nagrania, gdyż zgodnie z prawem może się do niego odnieść w sądzie. Jeśli postępowanie dotyczy wykroczenia, wystarczy taki film nadesłać na naszą policyjną skrzynkę mailową "Stop agresji drogowej" [trzeba wejść na stronę wybranej komendy wojewódzkiej policji, wpisać w wyszukiwarce strony frazę "stop agresji drogowej", która odeśle nas do adresu mailowego - przyp. red.].

Co powinna zawierać taka wiadomość?

Przede wszystkim informację, gdzie i kiedy dokładnie doszło do zdarzenia. Oraz kontakt do osoby, która nagranie wysłała. To wystarczy.

Rocznie na skrzynki mailowe "Stop agresji drogowej" w całej Polsce dostajemy średnio około 20-30 tysięcy wiadomości. Dwie trzecie zgłoszonych spraw kończy się mandatami albo w sądzie.

Sporo.

Zdarza się też, że dostajemy zdjęcia źle zaparkowanych samochodów. Fakt, jest to wykroczenie, ale intencja akcji "Stop agresji drogowej" jest inna. Tymczasem my każde zgłoszenie musimy odnotować i się nim zająć. Nie możemy uznać, że jest zbyt błahe, choć wolelibyśmy jednak skupiać się na zachowaniach agresywnych kierowców.

Czyli?

Kierowców, którym się może wydaje, że są w grze komputerowej, a nie na drodze. Najbardziej zuchwałych. Nieustępujących pierwszeństwa pieszym, zmieniających pas ruchu bez użycia kierunkowskazów czy traktujących inne auta jak pachołki drogowe. Widziałem nagranie, na którym kierowca wyprzedzający kilka samochodów na autostradzie tak się śpieszył, że lewymi kołami jechał pasem zieleni. Włos mi się jeżył na głowie.

07.09.2017  Krakow , Komenda Wojewodzka Policji . Malopolskie zawody na dzielnicowego roku . Fot. Adrianna Bochenek / Agencja Gazeta
Policjanci analizują każde zgłoszenie, jakie przychodzi na skrzynkę mailową komendy (fot. Adrianna Bochenek / Agencja Gazeta)

Czy duża liczba wiadomości z nagraniami to dla policji pomoc czy problem?

Oczywiście, że pomoc! W ogóle nie podchodzimy do tego jak do problemu - po to ogłosiliśmy "Stop agresji drogowej", by to zjawisko minimalizować. Nie nazywałbym też osób wysyłających nam zgłoszenia donosicielami - to nasi cenni pomocnicy.

Właśnie. W Polsce, mam wrażenie, ciągle żywe jest myślenie, że jeśli ktoś informuje - w taki czy inny sposób - policję o tym, że ktoś inny popełnił przestępstwo czy wykroczenie, staje się "donosicielem", "kapusiem". Skąd to myślenie się wzięło?

Być może jest to pokłosie dawnych stosunków między obywatelami a instytucją, która nazywała się Milicja Obywatelska. Ktoś, kto z nią współpracował, określany był mianem "kapusia". Obecnie policja cieszy się dużym zaufaniem społecznym, a co za tym idzie - przekazywanie informacji policjantom nie jest oceniane negatywnie.

A jak wygląda droga od nagrania do ukarania z punktu widzenia osoby, która zawiniła i jej postępowanie zostało uwiecznione?

Standardowa sytuacja z nagrania z kamery samochodowej wygląda tak: agresywny kierowca rozgania ludzi na przejściu dla pieszych i ani myśli zahamować. Wraca do domu zadowolony z siebie, w poczuciu, że jest bezkarny. Aż tu nagle, jakiś czas później, dostaje wezwanie na najbliższy komisariat. Zastanawia się, co się stało. I jest zdziwiony, gdy pokazujemy mu nagranie, bo przecież policji w pobliżu nie zauważył. Ale był nasz pomocnik i nagrał zachowanie, które należy napiętnować.

Osoby, które korzystają z kamerek w autach i wysyłają wam nagrania, mają pewnie różne motywacje.

Zdajemy sobie sprawę, że niektórzy nawet nie myślą o tym, by nam pomóc. Są świadkami łamania przepisów i świadomi zagrożenia po prostu reagują. Piszą do nas: "Proszę się tym zająć", bo wiedzą, że taka jest rola policji. Uważają, że pomagają wszystkim innym kierowcom. Że mają w ten sposób wpływ na to, co dzieje się na polskich drogach.

To więc nie pomocnicy policji, ale raczej samodzielni szeryfowie, strażnicy.

}25.07.2018 Czestochowa, ulica Ludowa w Kiedrzynie. Wspolna akcja policji i miejscowego proboszcza parafii pw. sw. Brata Alberta Slawomira Wojtaszka. W dzien patrona kierowcow sw. Krzysztofa , przypominali kontrolowanym kierowcom o zasadach bezpiecznej jazdy i rozdawali obrazki z wizerunkiem sw. Krzysztofa i Matki Boskiej Czestochowskiej. Fot . Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta
Policjant podczas kontroli drogowej (fot . Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta)

Z policyjnym zacięciem.

Zgadza się. Niektóre z tych osób mają wręcz imponujące poczucie misji, chcą działać dla dobra ogółu. Ale są i tacy, którzy wysyłają film, bo oczekują interwencji w swojej własnej sprawie.   

Zdarza się, że ktoś chce komuś zaszkodzić albo się na nim zemścić. My nigdy nie pytamy, dlaczego ktoś wysyła nam film. Nie dociekamy, jakie mu przyświecają intencje. Po prostu zajmujemy się sprawą, sprawdzając wszystkie okoliczności zdarzenia.

Bywa też, że ktoś gdzieś dostał mandat za złe parkowanie i potem czai się w tym miejscu, a gdy tylko pojawi się tam radiowóz z radarem, ukarany wcześniej kierowca nagrywa patrol i wysyła nam film. Tyle że przepisy pozwalają, by radiowóz stał w miejscu niedozwolonym, o ile oczywiście nie zagraża bezpieczeństwu. Nie chodzi o postój, by zjeść kanapkę, ale o zatrzymanie się w celu np. zmierzenia prędkości czy dokonania kontroli drogowej.

Czy kamery w samochodach nie rozpraszają kierowców?

Nie wydaje mi się. Kierowca, który decyduje się na montaż kamery, to dla mnie kierowca świadomy istniejących zagrożeń.

Proszę powiedzieć na koniec - jak wygląda w policyjnych statystykach miniony rok na drogach?

Już wiemy, że 2019 rok był bezpieczniejszy niż poprzedni. Na polskich drogach wydarzyło się o półtora tysiąca mniej wypadków. To spory spadek. Zaryzykowałbym nawet hipotezę, że w jakimś stopniu może mieć na to wpływ popularność kamerek. Kierowcy, także ci agresywni, zaczynają mieć poczucie, że nie są anonimowi, a konsekwencje łamania przepisów dosięgną ich w najmniej spodziewanym momencie.

Podinspektor Radosław Kobryś. Policjant z 22-letnim stażem. Najpierw patrolował ulice, później szkolił policjantów ruchu drogowego. Obecnie pracuje jako radca w Biurze Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku