Filmowa ulica Alternatywy 4 to w rzeczywisto軼i budynek przy ulicy Grzegorzewskiej 3 na Ursynowie

Filmowa ulica Alternatywy 4 to w rzeczywisto軼i budynek przy ulicy Grzegorzewskiej 3 na Ursynowie (Fot. Wojciech Surdziel /AG)

spo貫cze雟two

Najs造nniejszy blok polskiej telewizji. "W豉dzom zale瘸這 na serialu"

Czy mo積a nakr璚i serial o鄉ieszaj帷y system we wsp馧pracy z samym systemem? Stanis豉w Bareja udowodni, 瞠 to mo磧iwe m.in. w "Alternatywach 4". Kulisy powstawania serialu opisa Maciej Replewicz w ksi捫ce "Stanis豉w Bareja alternatywnie".

Niedzielny poranek był mroźny i słoneczny. Trzynastego grudnia 1981 roku aktorzy oczekiwali właśnie przed bramą Telewizji od strony ulicy Samochodowej. Początek zdjęć: godzina 9.00. Gmachy przy Woronicza miały strategiczne znaczenie. Jeszcze w nocy obsadzono je żołnierzami LWP. Uzbrojeni w AK-47, wyglądają na przejętych swoją "historyczną misją" obrony władzy przed własnym narodem. Na ulicach przejeżdżają ciężarówki i opancerzone SKOT-y. Widać też radiowozy MO. Całość stanowiła surrealistyczną dekorację dla filmu o wojnie w czasie pokoju.

Wojciech Jastrzębowski w 2009 roku wspominał tamtą noc, podczas której nie zmrużył oka:

Około dwunastej pod dom podjechały nieoznakowane samochody. Przyszli po brata. Jurek był delegatem Solidarności regionu Mazowsze na I zjazd związku. Wybrano go do Komisji Krajowej. Dobijają się do drzwi. Oficer SB, jak się okaże kulturalny. Jest z nim też pijany milicjant o manierach chama. Wokół jeszcze sześć czy siedem postaci. Budzę brata, który ubiera się i wychodzi przez ogród. Gęsty śnieg zasypuje ślady. Pertraktuję ponad czterdzieści minut, by dać mu czas na ucieczkę. Niecierpliwią się. Stawiam warunek: wpuszczę oficera tylko w towarzystwie mundurowego. Zdarzało się już, że "nieznani sprawcy" w cywilnych ubraniach pobili domowników i demolowali mieszkania ludzi związanych z opozycją. Oficer, któremu towarzyszy młody, przerażony milicjant, mówi mi: "Dobrze, że pan otworzył, bo już chcieli wyważyć drzwi".

Po aresztowaniu Zbigniewa Romaszewskiego w sierpniu 1982 roku Jerzy Jastrzębowski kierował podziemnym Radiem Solidarność. Tej nocy inni funkcjonariusze przeszukiwali dom operatora jeszcze dwa razy. Dwukrotnie padało pytanie: Gdzie obecnie przebywa Jerzy Michał Jastrzębowski?

Violetta Buhl:

Poprzedniego dnia mieliśmy filmowy "bankiet". Już o drugiej w nocy ktoś z gości zadzwonił, że na ulicy widzi czołgi. Myślałam, że to żart. Gdy rano jechałam taksówką do Telewizji, minęliśmy dużą kolumnę wojskowych pojazdów koło akademika "Remont". Przed bramą TVP od ulicy samochodem stali już aktorzy. Nikt jednak nie wchodził. Na portierni stali uzbrojeni żołnierze. Nerwowa atmosfera. Barbara Rachwalska płacze, mówiąc, że nigdy polskie wojsko nie kierowało broni w cywilów. Ktoś ją uspokaja. Atmosfera staje się coraz bardziej nerwowa. Pojawia się Voit, Gołas, Pokora. Po chwili są już wszyscy "mieszkańcy bloku". Na 13 grudnia zaplanowano scenę przydziału mieszkań u prezesa spółdzielni. Stawili się wszyscy. Wojtek Jastrzębowski wsiada w samochód i jedzie do reżysera. On prosi wszystkich o spokój i rozejście się do domów. W moim kalendarzu zapisuję jedno słowo: WOJNA.

Jastrzębowski:

Dzwonię do furtki.
- Stan wojenny!
Bareja odpowiada spokojnie:
- Tak, słyszałem, mówili w "Wolnej Europie".
Po chwili patrzę zdumiony: wychodzi ubrany w wojskowe spodnie i kurtkę. Na głowie czarny beret.
Na bramie Telewizji słyszę:
- Szeregowiec Bareja melduje swoje przybycie do pracy!

Mundur polowy z włoskiego demobilu nie zmylił czujnych wartowników.

Jastrzębowski:

Żołnierz nikogo nie wpuszcza. W końcu udaje się wejść do dyżurki z telefonem. Tam Bareja żąda, by połączyć go z dowódcą.
- To niemożliwe. Dowódcą jest generał Wojciech Jaruzelski.
- Jaki jest do niego numer?
Pilnujący Telewizji błysnął dowcipem, recytując:
- 13 12 81!

Po trzeciej cyfrze Bareja zrozumiał żart. Zdjęcia się nie odbyły. Stan wojenny stał się ostatnią demonstracją siły systemu, który miał przetrwać jeszcze osiem lat. Gdy wyszli, powiedział do operatora:

- No, to teraz barany już wszystko przegrały!

W kraju zamarło życie kulturalne. Odwołano spektakle teatralne. Poza "Trybuną Ludu" i "Żołnierzem Wolności" zablokowano wydawanie prasy. W dzienniku telewizyjnym pojawili się spikerzy w mundurach wojskowych bez dystynkcji, nazywani "gajowymi". Większość środowiska aktorskiego zbojkotowała występy w telewizji, odcinając się od tuby propagandowej WRON-u. Do akcji włączyli się także ci, którzy nie mieli dotąd żadnych związków z konspiracją. Stanisław Bareja, aktywnie działający w Solidarności Regionu Mazowsze, popierał ich. Rozumiał, że zaniechanie dalszych prac nad serialem nie będzie dobrym rozwiązaniem. Kapitulacja uderzy przede wszystkim w aktorów, a nie w wyszydzoną w serialu władzę. Od podziemnej Solidarności otrzymał "dyspensę" od bojkotu.

Przed wigilią 1981 roku ludzie życzyli sobie "spokojnych" zamiast "wesołych" świąt. Reżyser czuł się coraz gorzej. Ostatnie tygodnie nie szczędziły mu silnych stresów. Zdążył jeszcze napisać tekst ulotki stylizowany na odezwę członków PZPR do władz wojskowych. Kolportował ją Tomasz Michalak z Niezależnej Oficyny Wydawniczej NOWA. Serce odmówiło współpracy w pierwszych dniach stycznia 1982 roku.

- Gdy zobaczyłam, że twarz Staszka przybrała bladozielony kolor, a on miał problem z wejściem po schodach, które pokonywał w kilku susach, wiedziałam, że dzieje się coś złego. Nie mogłam jednak wezwać karetki. Telefony nie działały - wspomina żona reżysera.

Nikt nie policzył, ile osób nie doczekało pomocy medycznej przez blokadę łączności telefonicznej. Dla obywateli PRL cisza w słuchawkach była bardziej dotkliwa od obecności czołgów na ulicach. Najbliższy czynny telefon był na posterunku wojskowym przy Racławickiej, oddalonym ponad kilometr od domu Barejów. Hanna Kotkowska-Bareja przedzierała się tam przez zaspy na nieodśnieżonych ulicach. Po ostrej wymianie zdań jeden z żołnierzy zadzwonił na pogotowie. Diagnoza: zawał serca.

Reżyser po długich namowach żony i przyjaciół został przewieziony na oddział kardiologii szpitala w Aninie. Jednym z pacjentów był Jerzy Kozakiewicz, odtwórca głównej roli w Dotknięciu nocy. Badania serca nie nastrajały zbyt optymistycznie. Konieczna była operacja wszczepienia bypassów, jednak jej wykonanie w Polsce było wówczas niemożliwe. Lekarze zgodzili się na wypisanie ze szpitala. Pacjent miał unikać stresów, co było warunkiem trudnym do spełnienia.

Stanisław Bareja (fot. AG)
Stanisław Bareja (fot. AG)

Gdy w lutym 1982 roku ponownie rozpoczęto zdjęcia, był to jedyny (lub jeden z nielicznych) realizowany wówczas film. Władza próbowała stworzyć pozory normalności, stosując wypróbowaną już metodę "niech sobie kręci, położyć na półkę, zablokować po kolaudacji, pociąć". Sytuacja była niezwykła. Mało przychylny ustrojowi reżyser kręci serial pełen politycznych aluzji. Robi to w najgorszym okresie stanu wojennego i z państwowego budżetu. Przy tym działa zgodnie ze swoim sumieniem i poglądami, ani na chwilę nie przekraczając granicy kolaboracji. W hali L-2 "zbudowano" mieszkania lokatorów bloku przy Alternatywy 4. Druga z hal pełni obowiązki. sypialni dla wojska.

Żołnierze z zainteresowaniem przyglądają się zdjęciom. To ich jedyna rozrywka. Przed kim tu bronić gmachu TV? Przecież SB "zadrutowało" już wszystkich. W miejscach odosobnienia znaleźli się zarówno działacze Solidarności, jak i najważniejsi z byłych właścicieli PRL, z Gierkiem włącznie. Po budynkach Telewizji krążyli komisarze wojskowi i przedstawiciele służb, węsząc obecność "elementów antysocjalistycznych".

Violetta Buhl wspominała w 2009 roku:

Pracowaliśmy w pokoju reżyserskim baraku L-2. Przy śniadaniu, niemal pod bokiem telewizyjnych esbeków, wymienialiśmy się nielegalnymi ulotkami. Operator Wojtek Jastrzębowski przynosił "Tygodnik Solidarność", który wszyscy czytaliśmy, choć w oczach nam zieleniało od mundurów reżimowych spikerów prowadzących dziennik TV. Praca przy serialu była sposobem na normalność w nienormalnych czasach. To było jak odkażenie. Wszyscy czuliśmy się nieco odrealnieni. Gdy po pracy widziałam patrole ZOMO i żołnierzy grzejących się przy koksownikach, nie mogłam uwierzyć, że trwa stan wojenny. To były dwa różne światy. Ludzie bojkotowali telewizję. My, za zgodą władz podziemnej Solidarności, pracowaliśmy w niej przy serialu, którzy ośmieszał władzę i system.

Aktorzy i członkowie ekipy otrzymali specjalne przepustki zezwalające na "czasowe przekraczanie godziny milicyjnej" respektowane przez mundurowych. Mimo to patrol MO zatrzymał na ulicy dziewczynę z sekretariatu filmu. Dziewczyna nie była zamieszana w żadną działalność. Powróciła po kilka dniach zapłakana.

Napięcie rośnie, gdy operator Wojciech Jastrzębowski otrzymał "wezwanie w celu przesłuchania" do MSW. Są "naciski z góry", by zmienić operatora, ze względu na działalność jego brata. Bareja staje w obronie Jastrzębowskiego: "Pracuję z nim od 1977 roku. To doskonały operator".

- Władzom zależało na serialu. Postawili tylko jeden warunek - inny operator. Jego odpowiedź była: "ekipa pracuje w komplecie albo wcale". Bareja był wspaniałym i skromnym człowiekiem. Nie obnosił się ze swoimi zasługami wobec innych. O wszystkim dowiedziałem się dopiero w 2001 roku - wspominał Jastrzębowski.

10.11.2016 Warszawa , ulica Kazury 10 . Mural przedstawiajacy Stanislawa Aniola , postac serialu Alternatywy 4 . Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta
Mural przedstawiający Stanisława Anioła na warszawskim Ursynowie (fot. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Bareja dzwoni do esbeków z budki telefonicznej na rogu Rakowieckiej i Wiśniowej, kilkaset metrów od MSW. W słuchawce słyszy odpowiedź jak z własnego filmu:

- Na obywatelu dokonuje się czynności i nie wiadomo, kiedy wyjdzie.

Reżyser nie po raz pierwszy chodzi po cienkim lodzie. Samochody ze sprzętem pojechały już na plan.

- Ekipa czeka na operatora, zdjęcia stoją! - Bareja uświadamia esbeka. -- Brak operatora paraliżuje pracę całej ekipy. To marnotrawstwo państwowych pieniędzy. Pracujemy dla telewizji!

Magia słowa "telewizja" działa na wyobraźnię funkcjonariuszy bezpieki. (...) Prosto z MSW Jastrzębowski wsiada do taksówki i jedzie na zdjęcia.

Reżyser jest często wzywany do władz telewizji, które interesują się przebiegiem pracy. Pytają o "dzienny ukręt". Dobrze zorganizowany Bareja nie ma z tym problemów. Zgodnie z sentencją poety Sofronowa "w kapitalizmie wszyscy gotowi są zawsze na najgorsze. U nas na najlepsze". Kierownictwo "Poltelu" nie ufa Barei (z wzajemnością). Władza inwigiluje filmowców. Z ekipą próbuje nawiązać kontakt pewien nieznajomy w ciemnym garniturze o sprężystych ruchach zdradzających związek z tzw. służbami. Według słów laryngologa Kołka, zapewne to "wyjątkowo porządny człowiek, funkcjonariusz, a w dodatku - oficer". Organa podsyłają nieznanego nikomu fotosistę, który przy ekipie krąży jak satelita. Także on został gremialnie zignorowany. O prowokację nietrudno. Znika z pola widzenia niczym oszust mieszkaniowy w jednym z odcinków.

Mimo perturbacji zdjęcia przebiegają sprawnie. Codziennie kręcą kilka scen. Z całodziennych zdjęć powstaje kilka minut odcinka serialu. Alternatywy 4 to przede wszystkim zdjęcia we wnętrzach. Reżyser miał prostą receptę: master shot i przebitki. Plan ogólny i plany bliskie. Wówczas była to nowość, którą filmowcy traktowali z rezerwą jako prymitywne rozwiązanie, drogę "na skróty". Dziś w ten sposób powstaje 100 procent telenowel i seriali telewizyjnych. Jeszcze raz okazało się, że Bareja wyprzedził epokę o kilkanaście lat. Zbyt wiele osób brało serio jego słowa "No, kręćmy, bo mi na balkonie zupa stygnie", traktując je jako przejaw warsztatowego niechlujstwa. Nie cyzelował ujęć. Czy jednak otaczająca go rzeczywistość była tak sterylna jak szwedzkie miasteczka w filmach Bergmana?

Dla charakteryzatorek, elektryków i oświetleniowców dzień rozpoczynał się o 7.00. Godzinę później Jastrzębowski i Muszyński uruchomiali kamerę Arriflex16 SR1. Był to lekki sprzęt reporterski, nowocześniejszy od wojennych Arri, które pracowały przy produkcjach fabularnych. Telewizja była lepiej wyposażona od zespołów filmowych.

Jastrzębowski:

Alternatywy 4 i Zmienników kręciłem wyłącznie na kamerach dźwiękowych 16 mm. Pracowaliśmy na taśmie Agfa-Gevaert. Kodak był dla nas nieosiągalny. Normalna relacja taśmy przydzielonej do długości filmu to 10:1. Nam przyznawano zaledwie 4:1. Duble ograniczaliśmy do minimum.

Przed dziewiątą przyjeżdżał reżyser. Na kierownicy składaka wisiała słynna już teczka zawierająca scenopis i kanapki. W drodze powrotnej miejsce po prowiancie zapełniały warzywa na zupę. Powitanie, wymiana aktualnych dowcipów politycznych oraz informacji. O dziewiątej krótka odprawa kierowników pionów, zwana dziś briefingiem. Bareja brał kartkę, szkicował, pisał i mówił. Powstawały rysunki w stylu Andrzeja Mleczki. Metoda werbalno-piktogramowa była skuteczna. Na zakończenie mówił: "No, to chodźmy robić zdjęcia". Aktorzy pamiętają charakterystyczny grymas na jego twarzy. Mógł wyrażać dezaprobatę, ale także radość po udanym ujęciu.

W pierwszych miesiącach, gdy trwał bojkot aktorski, pracowano do piętnastej, szesnastej, niekiedy kończono nawet już około czternastej. Drugi reżyser Krzysztof Gruber mawiał: "Staszek jedzie robić kotlety", co osoby postronne brały za lekceważenie obowiązków, kolportując mit o wyjątkowej nonszalancji Barei. Wielu aktorów dzieliło swój czas na pracę przy serialu i próby w teatrze. Wtedy zdjęcia odbywały się w dwóch turach. Od siódmej do wpół do dziesiątej i później od czternastej do dziewiętnastej. W przerwach ekipa wymienia się ulotkami i wiadomościami z zagłuszanego Radia Wolna Europa. W hali L-2 słychać salwy śmiechu, gdy Violetta Buhl zakłada zwiewne stroje śpiewaczki Kolińskiej i przelatuje niczym motyl przez pokoje wybudowane w atelier.

Wiosną 1982 roku ekipa wyjeżdża na plenery do Pułtuska i na osiedle Ursynów (75 proc. zdjęć plenerowych). Zielony robur "Poltelu" krąży po rozkopanym osiedlu, w którym najpierw zbudowano bloki, zapominając o drogach dojazdowych. Jastrzębowski filmuje okolicę z dachu jednego z bloków przy Lachmana. Jeszcze pod koniec lutego 1982 roku półoficjalnie i w przerwie pomiędzy przesłuchaniami w SB Jastrzębowski "zdjął" ośnieżony plac budowy, który widać w czołówce. Przy ulicy noszącej nazwę Brzozowy Lasek z udziałem pirotechnika powstaje scena eksplozji kanistra z benzyną. Odległość od gmachów Telewizji nie przekracza dziesięciu kilometrów. Powód jest prozaiczny. W stanie wojennym nawet państwowe instytucje miały ograniczone przydziały paliwa.

(...) Mimo cenzury Bareja przemycił wiele aluzji, które uważny telewidz mógł odczytać. O zbrodniach nazistów można było mówić głośno i cenzor nie interweniował. W zawoalowanej formie Bareja przekazał widzom sygnał o zbrodni sowieckiej, która w PRL okryta była zasłoną milczenia.

Henryk Majewski (Wiesław Gołas) opowiada profesorowi o egzekucji więźniów hitlerowskiego obozu. Oprawcy kazali im wypłynąć na środek jeziora i tam zastrzelili. Podobna scena rozpoczynała odcinek Spotkanie serialu Stawka większa niż życie Andrzeja Konica. Majewski opisuje, jak wożono więźniów na rozstrzelanie autobusem, który kursował regularnie co pół godziny "jak według rozkładu". "Wtedy schowałem się za deską w wagonie i przeżyłem". Opis transportu polskich więźniów na stację Gniazdowo w pobliżu lasu katyńskiego jest zgodny z relacją Stanisława Swianiewicza, profesora wileńskiego uniwersytetu, jednego z nielicznych ocalałych z masakry. Profesor mówi o specjalnym komandzie SS, które po wojnie mordowało świadków swoich zbrodni. W istocie chodziło tu o agentów sowieckich służb specjalnych od tzw. Mokrych dieł (mokrej roboty), którzy w październiku 1947 roku w Anglii zlikwidowali najważniejszego ze świadków katyńskiego mordu, Iwana Kriwoziercowa, pozorując jego samobójstwo. Bareja dobrze znał książkę Swianiewicza W cieniu Katynia wydaną na Zachodzie. Egzemplarz  przemycony osobiście z Paryża do dziś znajduje się w rodzinnej bibliotece. Mimo oficjalnego zakazu część społeczeństwa, zwłaszcza ta związana z opozycją, znała ją i mogła odczytać aluzję. Przemycone książki o Katyniu czytano bardzo dokładnie, słowo po słowie, i przekazywano dalej innym.

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka (mat. prasowe)
Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka (mat. prasowe)

Gdy w 1981 roku, jeszcze podczas "karnawału Solidarności", powstawał scenariusz, wiele osób zastanawiało się nad reakcją Kremla na przemiany w kraju. Niektórzy z obawą zadawali obie pytanie "wejdą czy nie wejdą?". Komiwojażer przekonuje Balcerka o skuteczności oferowanych zabezpieczeń do drzwi słowami: "Wyjeżdżasz pan na urlop lub za granicę, to nikt tutaj panu nawet czołgami nie wjedzie!".

To, czego nie mógł wypowiedzieć ustami aktorów, Bareja pokazywał przy pomocy rekwizytów. Osoby biorące udział przy realizacji serialu wspominają, że kostiumy czy przedmioty miały także swoją wymowę. Szafa prezesa spółdzielni mieszkaniowej jest pełna alkoholi, przysłowiowych "koniaczków" za otrzymany przydział na mieszkanie. Stanisław Anioł jest odziany z tajniackim "wdziękiem" agenta gestapo lub UB. Ponury skórzany płaszcz i kapelusik zdradza widzowi jego szpiclowską mentalność. Lodówka towarzysza Winnickiego, ogołocona zresztą przez Anioła, była wypełniona konserwową szynką i czekoladą, luksusami niedostępnymi dla przeciętnego obywatela PRL. Puszki Polish ham, produkowanej wyłącznie na eksport do "krajów drugiego obszaru płatniczego", wypożyczono zresztą z Pewexu.

Niepowetowaną stratę dźwigowego, któremu wyżeł docenta Teodor pożarł pęto kiełbasy, odczuli na własnej skórze członkowie ekipy filmowej. Poświęcając się dla dobra sprawy, każdy ofiarował po własnym odcinku kartki na mięso. Korzystając z okazji, wygłodniały czworonóg imieniem Teodor zmusił operatora do wykonania dubli, pochłaniając przy tym prawie pięć kilogramów zwyczajnej.

*Fragmenty książki "Stanisław Bareja alternatywnie" Macieja Replewicza

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku