Alena Beszter i Blant, wolontariusze Stowarzyszenia Zwierzęta Ludziom

Alena Beszter i Blant, wolontariusze Stowarzyszenia Zwierzęta Ludziom (fot. Gazeta.pl)

Alena i Blant wybudzają dzieci ze śpiączki. "Tam, gdzie medycyna nie ma narzędzi, pies potrafi zdziałać cuda" #ZWYKLINIEZWYKLI

Sama ma za sobą bardzo trudne doświadczenia: dwukrotnie chorowała na nowotwór, zdarzyło się też, że były partner pobił ją do nieprzytomności. - Dostałam po tym ataku epilepsji. Przebiegł łagodnie tylko dzięki temu, że ostrzegł mnie przed nim mój kot. Potem wielokrotnie widziałam cudowną, uzdrawiającą moc zwierząt" - opowiada Alena Beszter, dogoterapeutka, wolontariuszka w Stowarzyszeniu Zwierzęta Ludziom.

Pomysł, by zająć się dogoterapią (po ang. animal assisted intervention), czyli - w dużym uproszczeniu - wspieraniem dzieci i dorosłych w dochodzeniu do zdrowia i sprawności w asyście psa, zrodził się w Alenie kilka lat temu. - Miałam wysokie stanowisko w banku, bardzo dużo stresów w pracy, zachorowałam drugi raz na nowotwór. Nie mieliśmy wtedy z moim mężem żadnego zwierzęcia, a ja bardzo szukałam dla siebie pasji, która pozwoli mi się relaksować i nie będzie czymś z doskoku, lecz bardziej sensem życia. Tęskniłam za moim kotem, który odszedł po 18 latach, ale mąż ma na koty alergię.

Więc w oczekiwaniu na wyniki ze szpitala, trochę sposobem, zapytałam go, czy jeśli te wyniki będą dobre, to weźmiemy psa. Tak bardzo mu zależało, żebym wierzyła w poprawę stanu swojego zdrowia, że się zgodził. A wyniki okazały się dobre.

Na flat coated retrievera, szczeniaka rasy, którą Alena specjalnie wyszukała pod kątem dogoterapii, czekało się wtedy dwa lata. W skrupulatnie wybranej hodowli na wszystkie dziesięć piesków była już rezerwacja, ale Blant urodził się jako jedenasty. - Schował się i nie było go widać na USG. Tak trafił do nas - cieszy się Alena.

Dziś Alena i Blant są wolontariuszami w Stowarzyszeniu Zwierzęta Ludziom. Bezpłatnie, w ramach wolontariatu, pomagają w wielu miejscach: Klinice Budzik przy Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie dzieci po wypadkach czy udarach wybudzają się ze śpiączki, w Centrum Zdrowia Dziecka na Oddziale Onkologii ("Dzieci tam są w okrutnym stanie i wiem, że wiele osób, zobaczywszy to raz, nie jest w stanie przyjść ponownie, ale ja zawsze staram się być na onkologii, bo wiem, że stamtąd się wychodzi"), w Szpitalu Psychiatrycznym w Drewnicy, gdzie spotykają się z dorosłymi z depresją i Alzheimerem.

Pracują też w świetlicach środowiskowych i domach pomocy społecznej, a w przedszkolach prowadzą akcję "Uwaga, dobry pies", która uczy dzieci komunikacji ze zwierzęciem.

- Wielokrotnie widziałam i sama doświadczyłam cudownej, uzdrawiającej mocy zwierząt. Po pobiciu kot ostrzegł mnie przed atakiem epilepsji - zachowywał się bardzo dziwnie, biegał jak szalony, więc domyśliłam się, że może chodzić o mnie. Zamiast iść pod prysznic, położyłam się na łóżku, włożyłam sobie do ust zwinięty ręcznik. Atak przyszedł i myślę, że mój kot mnie wtedy uratował - opowiada.

- Innym razem na Krymie mogłam obserwować, jak chłopiec z silnymi zaburzeniami autystycznymi, który na początku kopał, wrzeszczał i gryzł, po dwóch tygodniach codziennego pływania z terapeutycznym delfinem zaczął się zachowywać jak w pełni sprawne, spokojne i szczęśliwe dziecko. Zwierzęta mogą zdziałać cuda tam, gdzie medycyna nie ma ku temu narzędzi.

Alena i Blant to nierozłączny duet. Alena powtarza, że po wszystkim, co ją w życiu spotkało trudnego, Blant jest dla niej najlepszą terapią, ale też sama na każdym kroku dba o jego dobrostan. Między tym dwojgiem widać prawdziwą, głęboką miłość i więź.

- Uwielbiamy być razem. Blant uczy mnie masy rzeczy. W pracy z Blantem bardzo dbam o jego dobre fizyczne i emocjonalne samopoczucie. Tak, żeby chciał do niej przychodzić, nie wypalił się. Pies może pracować maksymalnie przez 4-6 godzin tygodniowo. Jedna godzina to dla niego jak ośmiogodzinny dzień pracy dla człowieka - tak dużo dostaje bodźców. Dlatego marzy mi się posiadanie większej liczby psów i kilku kotów, bo wtedy moglibyśmy pomóc większej liczbie osób. Zapotrzebowanie jest ogromne, a ja się zawsze dogadywałam lepiej ze zwierzętami niż z ludźmi.

Alena chciałaby też, żeby ludzie docenili wartość dogoterapii. - Żeby nie myśleli, że to jest tak, że przychodzi sobie piesek i każdy piesek może. Ten piesek jest niesamowicie wyszkolony, a jego przewodnik też musi mieć certyfikat, wiele ukończonych kursów. Trenujemy codziennie, jeździmy na szkolenia.

Ja jeszcze choruję na boreliozę stawową, stawy bolą mnie tak, że zwykle nie mam siły wstać z łóżka. Ale kiedy idę z Blantem do Budzika i tam dziecko, z którym pracujemy, robi swój pierwszy, bardzo trudny krok właśnie w obecności psa i do psa, to nic więcej się nie liczy. I wtedy nie czuję żadnego bólu.

Stowarzyszenie Zwierzęta Ludziom to organizacja, która utrzymuje się z darowizn i 1 procenta podatku. Jeśli chcesz pomóc lub dowiedzieć się więcej, wejdź na stronę >>

***

Znasz kogoś, kto jest Zwykłym Niezwykłym? Powiedz nam o nim! Pisz na adres: zwykliniezwykli@agora.pl. Wybranych bohaterów odwiedzimy z kamerą.