Strach przed lataniem to bardzo popularna fobia

Strach przed lataniem to bardzo popularna fobia (fot.shutterstock)

wywiad gazeta.pl

Ten lęk ma aż 30 procent z nas. A to tylko jedna z prawie 700 opisanych fobii

Niektórzy, aby uniknąć napadu paniki w samolocie, albo tę panikę choćby zminimalizować, piją alkohol. To pomaga, ale doraźnie - opowiada Marek Żebrowski, specjalista od oswajania fobii.

Znalazłam w Internecie leksykon, który nazywa i opisuje prawie 700 różnych fobii. Czy to pana zdaniem nie za dużo?

Rodzajów fobii może być nawet tysiąc! Bo liczba czynników, które wywołują u człowieka lęk, jest naprawdę nieograniczona. Gdy boimy się pająków, cierpimy na aranchofobię, nowotworów -  kancerofobię, wysokości  - aeroakrofobię. Kiedy fobie nazwiemy, jest nam łatwiej. Oswajamy je i mniej się ich boimy.

Czym jest fobia?

Fobia to nic innego jak lęk przed napadem paniki wywołany przez konkretną sytuację, czyli bodziec. Aby mieć pewność, że mamy do czynienia z fobią, muszą być spełnione ściśle określone warunki: przyspieszone bicie serca, silny niepokój, pocenie się, silna potrzeba oddania moczu, zimne dłonie, czyli muszą pojawić się objawy fizjologiczne. Boimy się tego, że możemy sobie nie poradzić z napadem paniki, która sama w sobie jest stanem lękowym. Wszystkie fobie są związane z lękiem.

Które z nich są najpowszechniejsze?

Najbardziej znana jest fobia społeczna, tzw. socjofobia, czyli lęk przed znalezieniem się w sytuacji, w której mogę zostać przez innych oceniony czy porównany do drugiej osoby. Popularna jest też agorafobia, czyli lęk przed otwartą przestrzenią, przed tłumem, obawa, że możemy nie dostać pomocy, gdyby nam się coś stało.

Istnieje też lęk przed lataniem, czyli awiofobia - według badań amerykańskich naukowców ma ją aż 30 procent populacji. Niektórzy, aby uniknąć napadu paniki w samolocie, albo tę panikę choćby zminimalizować, piją alkohol. To pomaga, ale doraźnie.

Z tych samych badań wynika, że 15 procent populacji doświadcza napadów paniki i wielu form lęków.

Mówienie komuś, kto ma fobię: "nie przesadzaj, przestań się bać", ma sens?

Absolutnie nie. Lepiej iść z takim człowiekiem do specjalisty, psychologa czy psychoterapeuty, bo fobię trzeba zidentyfikować i się jej przyjrzeć. Dopiero potem można stwierdzić, czy to są prawdziwe lęki, i ustalić, skąd się biorą. Próby bagatelizowania cudzych lęków są błędem - mogą sprawić, że ta osoba zacznie udawać, że się nie boi, a po kryjomu będzie pić alkohol albo zażywać leki uspokajające. To droga donikąd.

16.08.2019 Lublin . Koncert Re Tradycja na dziedzincu zamku lubelskiego w ramach festiwalu Jarmark Jagiellonski .Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Lęk przed tłumem ma wielu z nas (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

A może czasem chodzi o  wymówkę? Ja przez lata utrzymywałam, że mam lęk wysokości. Strach budziły we mnie wiszące mosty i wieże widokowe. Aż w pewnym momencie postanowiłam się przełamać. Dziś jestem wielbicielką wszelkich szklanych tarasów i z radością podziwiam świat z lotu ptaka.

Myśli pani pewnie: udało mi się pokonać lęk, a teraz udowadniam sobie i całemu światu, że jestem silna, że się nie boję. Może trochę na zasadzie przekory? Oby nie przesadziła pani i nie popadła w drugą skrajność.

Póki co nie próbuję paralotni czy skoków ze spadochronem.

No właśnie - pokonując fobie, warto zachować zdrowy rozsądek. Zapytać kogoś bliskiego, czy aby się nie przesadza.

Co byłoby przesadą?

Zachowania skrajne, czasem wręcz niebezpieczne. Na przykład, gdyby ktoś, kto pokonał lęk wysokości, zaczął się nagle wspinać bez zabezpieczenia.

Fobii często towarzyszą myśli: "jestem słaba", "jestem do niczego". Trzeba je zmienić, bo to one generują lęk. Ale lęk jest w życiu człowieka obecny od zawsze - on nas chroni przed wieloma niebezpieczeństwami, zranieniem czy nawet śmiercią. Daje nam sygnał, że powinniśmy zareagować - wycofaniem się, ucieczką albo działaniem.  

A czasem lęk nas hamuje, czegoś pozbawia. Ja na przykład przez wiele lat nie oglądałam pięknych widoków.

Unikanie jest też strategią radzenia sobie z trudną sytuacją. Może mówimy o lęku wysokości, bo chcemy, żeby ktoś się nami zaopiekował, poprowadził? To dość częste zjawisko.

Owszem, możemy uznać, że przez lęk coś straciliśmy, ale na ogół dzieje się to po fakcie, kiedy już tej fobii się pozbędziemy.

Czyli warto fobie oswajać i pokonywać?

Koniecznie! Jeżeli nie będziemy osłabiać lęków, które powodują, że źle funkcjonujemy, to będą one obejmowały coraz większe obszary naszej aktywności.

I staniemy się jedną wielką fobią?

Jedną wielką fobią albo jedną wielką nerwicą. A wtedy mechanizmy kontrolujące czy zabezpieczające mogą być tak silne, że na przykład staniemy się "zbieraczem". Włączy się nam myślenie: "jak mam dużo rzeczy, to czuję się bezpiecznie. Chowam się za te rzeczy, dają mi poczucie siły". Stąd się bierze nadmierne kupowanie czy kolekcjonowanie najnowszych gadżetów. Zastępują nam często dobre samopoczucie.


Menadżerowie mają czasem lęk przed publicznymi wystąpieniami (fot. shutterstock)

Czy można "zarazić się" cudzą fobią?

Można co prawda odwzorowywać cudze zachowania czy reagować podobnie jak druga osoba, ale trudno mieć na zawołanie objawy fizjologiczne związane z fobią. Na przykład nadmierne pocenie się czy przyspieszone bicie serca.

Często spotykam się z pacjentami, którzy z fobiami żyją od lat. Wielu z nich najpierw powinno pójść do psychiatry po leki, a dopiero potem udać się na terapię. Jeżeli widzę, że pacjent jest roztrzęsiony, że poci się już przy samej rozmowie ze mną, zawsze wysyłam go do psychiatry. Leki mogą mu pomóc w zniwelowaniu tych przykrych objawów.

To dobra kolejność?

Dobrze, gdy stan pacjenta oceni też druga osoba. Może ja przesadzam? Ale niech to powie psychiatra. Odradzam lekarza pierwszego kontaktu, bo ten zwykle na zgłębianie fobii nie ma czasu, przepisze leki i rzadko wyśle do specjalisty. Lepiej od razu poszukać w Internecie terapeuty dla siebie. Do wyboru są refundowane przez NFZ terapie indywidualne i grupowe. Albo terapie prywatne, co kto woli.

Technik jest wiele - trening relaksacyjny, konfrontowanie się z lękiem, terapia poznawczo-behawioralna. Ta ostatnia jest według specjalistów najbardziej skuteczna. Jej podstawowym celem jest pomoc pacjentowi w identyfikacji, zrozumieniu i modyfikacji jego systemu przekonań, co bardzo efektywnie podwyższa zadowolenie z życia. Efekt ten osiąga się w stosunkowo krótkim czasie, tj. kilku do kilkudziesięciu spotkań, dokładnie zaplanowanych, skoncentrowanych na aktualnym problemie. Dobrze poprowadzona terapia obejmuje góra 20 sesji, czyli może się zamknąć w trzy do sześciu miesięcy.

Wspomniany już przeze mnie trening relaksacyjny, czyli joga, bieganie czy spacery, wspomaga terapię.

Jak wyglądają sesje terapeutyczne?

Ich celem jest zmiana zachowania i myślenia pacjenta, więc musimy najpierw dowiedzieć się, jakie myśli generują te emocje i lęki. To najskuteczniejszy i najszybszy sposób. Niestety, jak ustalili amerykańscy badacze, połowa pacjentów z fobiami ma choroby towarzyszące, np. zaburzenia osobowości, izolowanie się czy nadużywanie alkoholu i narkotyków.

Fobie można wyleczyć, czyli doprowadzić pacjenta do stanu, w którym nie będą dezorganizowały mu życia. Choć, niestety, po pewnym czasie lęki mogą wrócić. I trzeba znów je oswajać. Ważnym elementem są prace domowe, czyli ćwiczenia do realizowania między spotkaniami, pomagające wprowadzać nowo nabyte umiejętności do realnego życia, co niejako automatycznie przyspiesza leczenie i wychodzenie z fobii.

Miewa pan takich powracających pacjentów?

Bywa, że osoby, którym pomogłem w zmaganiu się z agorafobią, wracają do mnie z innymi lękami. Gdy one się powtarzają, zastanawiamy się dlaczego. Czego może to być objawem? Może kolejnych problemów, tym razem w kontaktach z ludźmi? Przewrażliwienia na krytykę? Nieradzenia sobie ze złością? Trzeba to ustalić i wrócić do treningów, np. z asertywności czy sposobów komunikacji. W szkole tego, niestety, nie uczą, w domu też nie zawsze jest na to czas.

21.06.2019 Poznan , plac Wolnosci . Inauguracja Malta Festival Poznan 2019 . Generator Malta . Joga . Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Dobrą terapią na lęki jest joga (fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)

Na co konkretnie?

Na siadanie przy stole, uczenie zachowania się w tej sytuacji, na rozmowę o tym, co się działo w ciągu dnia. Gdy tego nie ma, człowiek wychodzi z domu i zderza się z rzeczywistością, w której nie potrafi się porozumieć z innymi. On coś mówi, a koledzy nie wiedzą, o co mu chodzi. Na terapii poznawczo-behawioralnej trzeba się nauczyć, co i jak komunikować. 

Ja pracuję głównie z lękiem. Pytam pacjenta: czego się boisz?, co to powoduje?, co ci przychodzi do głowy, gdy o tym myślisz? Ustalam, skąd te lęki się biorą.

Dopiero potem przychodzi czas na ich oswajanie?

Ktoś na przykład ma klaustrofobię i boi się jeździć windą. W ramach eksperymentu behawioralnego idziemy do windy i mówię mu: podejdź do tej windy, nie bój się. Zobacz, jakie to wywołuje u ciebie emocje, jakie masz myśli. Daję pacjentowi parę minut, by uświadomił sobie, że winda to nic groźnego. A potem proszę: dotknij jej, odetchnij. I powoli, stopniowo "odczula się".

Gdyby przyszła pani do mnie ze swoim dawnym lękiem wysokości, w ramach terapii wjeżdżałbym z panią na taras widokowy Pałacu Kultury i Nauki. Nieraz jeżdżę tak z moimi pacjentami. Zbliżamy się do barierki, proszę o zrobienie dwóch-trzech kroków. "Serce mocno bije?" - pytam. "No, bije" - słyszę. Więc robimy przerwę, relaksujemy się, odpoczywamy. Gdy serce się uspokaja, robimy kolejne dwa kroki. I tak do skutku. Przecież człowiek zawsze się bał wysokości, prawda? A jednocześnie marzył, by latać.

Czy można tak, krok po kroku, wyleczyć każdą fobię?

Tak, jeśli ze strony pacjenta jest współpraca. Trzeba tylko wybrać odpowiednią metodę i konsekwentnie ją przeprowadzać w terapii. W trudnych, najbardziej opornych przypadkach można lęki ograniczyć do znośnych objawów. Z doświadczenia wiem, że niełatwo jest pokonać agliofobię, czyli lęk przed bólem. Przecież nie mogę na terapii pacjenta kłuć czy ranić, żeby dociec podłoża lęków. Ale i w tym przypadku sesje przynoszą efekty. 

Można fobie odziedziczyć po rodzicach?

Czynnik genetyczny jest brany pod uwagę. Społeczny i neurotyczny także. Nie ma jednego czynnika wywołującego fobie ani jednej odpowiedzi na pytanie, co je powoduje. W przypadku lęków mamy do czynienia ze schematem: dzieci odwzorowują zachowania rodziców i jak gąbka chłoną ich lęki. Te z kolei stają się modelem ratunkowym w trudnych sytuacjach. Dopiero gdy dojrzewamy, mamy 15-18 lat, zaczynamy je sami weryfikować i wypracowywać własne sposoby radzenia sobie w sytuacjach trudnych. 

To niełatwe, bo przecież do długiej listy lęków wciąż dochodzą nowe.

Na fobie można też spojrzeć jako na reakcję na to, co się dzieje wokół nas i z nami samymi. Reagujemy nerwicowo czy fobicznie, a nawet napadem paniki, na sytuacje, na które często nie mamy wpływu. Ludzie od wieków bali się śmierci, co nazwano nekrofobią, czy ciemności - ten lęk zwiemy archluofobią. Potem do tej listy dopisano aidsofobię, czyli lęk przed zarażeniem się wirusem HIV. To nasza odpowiedź na rzeczywistość. Podobnie jak nomofobia, czyli lęk przed brakiem telefonu komórkowego. Boimy się, że stracimy kontakt z bliskimi, że jak będziemy czegoś potrzebować, to nikt nie udzieli nam pomocy, nie uratuje nas.

[11.08.2006. WARSZAWA  ZLOE TARASY PALAC KULTURY I NAUKIFOT. KAMIL GOZDAN / AGENCJA GAZETA
Lęk wysokości można oswajać wjeżdżając na Pałac Kultury (fot. Kamil Gozdan / AG)

Wiadomo, ilu z nas ma nomofobię?

Jeszcze nie, ale Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne w swojej klasyfikacji chorób DSM (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders) już tę fobię wymienia. Co ciekawe, jest ona częsta szczególnie u małych, kilkuletnich dzieci. Gdy im się smartfon zabierze, mają ataki złości, lęków czy paniki.

Nasuwa się pytanie, czy to lęk, czy już uzależnienie od smartfona.

Może to być jedno i drugie. Coraz więcej mówi się przecież o uzależnieniu od Internetu i telefonu komórkowego u małych dzieci.

Nazywanie nowych lęków na pewno je oswaja. Owszem, powoduje, że się rozdrabniamy, ale ta świadomość jest nam potrzebna. Właśnie po to, żeby z fobiami walczyć. Od pewnego czasu obserwuję w psychologii tendencję, żeby wszystko nazwać, uschematyzować, określić. Uważam, że to jest dobre.

Terapeuci mają co robić.

Do mnie z lękami przychodzą szeregowi pracownicy korporacji  i menadżerowie wysokiego szczebla. Bywa, że po oswojeniu lęku na jaw wychodzi poważny, głębszy problem. Alkohol czy kłopoty w małżeństwie. Wtedy mówię: moja rola się skończyła. Proszę iść do innego specjalisty. 

Na co pacjenci skarżą się najczęściej?

Na lęk, że sobie nie poradzą z czymś dla nich ważnym. Niektórzy miewają napady paniki, której nie rozumieją. Zachowują się kompulsywnie, a potem żałują. W ciągu dwóch-trzech spotkań muszę ocenić, czy to lęk,  który mogę wyleczyć, czy to raczej problem dla terapeuty od uzależnień albo terapii małżeńskiej. Często sami pacjenci zdają sobie sprawę, że lęk jest tylko przykrywką poważniejszych problemów. Że reagują w ten sposób, bo z czymś sobie nie radzą. I że ktoś oceni, dostrzeże, że są słabi.

Zdarzają się menadżerowie, którzy mają fobię społeczną, a muszą w pracy robić częste prezentacje?

I to bardzo często. Ci zwykle oczekują, że po dwóch-trzech spotkaniach problem całkiem zniknie. Od razu studzę ich zapał: pomogę, ale nie od razu, na to potrzeba 15, a nie trzech spotkań. Nie jestem cudotwórcą. Terapia poznawczo-behawioralna to praca u podstaw.

Gdy potrzeba, pożyczam profesjonalną kamerę albo biorę telefon i nagrywamy przemówienie. Potem je oglądamy i analizujemy. To konieczna konfrontacja z lękami. Kolejny krok to występ pacjenta przed rodziną, większą grupą znajomych. Nazywamy to odczulaniem.   

Przychodzi też wielu studentów, którzy mają fobię społeczną związaną ze swoim wyglądem. Tych najpierw wysyłam do specjalisty, np. do dermatologa. Częstą przypadłością jest też ostatnio fistulatofobia, czyli lęk przed jazdą metrem. W tym przypadku leczenie wygląda podobnie jak przy lęku jazdą windą.

Opowie mi pan o najdziwniejszych lękach swoich pacjentów?

Miałem kiedyś pana, który bał się myć. Nie wchodził do wanny i paraliżowała go myśl, że się utopi. Mycie zajmowało mu trzy-cztery godziny. Gdy związanych z tym rytuałów nie przeszedł, miał napady paniki.

Inny pacjent po powrocie do domu wycierał się spirytusem. Ręce, nogi, buty, podłogę. Bał się chorób i zarazków. Miałem też takiego, który mył mydło. Twierdził, że są na nim bakterie. Ewidentna nosofobia, czyli lęk przed zachorowaniem. Po sześciu miesiącach udało mi się nad tym zapanować.

}22.06.2019 Czestochowa, ulica Zuzlowa. Hala Sportowa Czestochowa. Gala Fame MMA 4 . Fot . Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta
Bywa, że popadamy w uzależnienie od smartfona (fot. Grzegorz Skowronek / AG)

Czytałam, że Nicole Kidman boi się motyli, Pamela Anderson - luster, Oprah Winfrey - gum do żucia, Adele - mew, a Cameron Diaz - klamek.

W żadnym razie nie należy się z nich śmiać. Ci ludzie cierpią, być może te fobie dezorganizują im życie. Co w tym zabawnego? Są też osoby, które mają lęk, że kogoś zamordują. Wtedy trzeba zacząć od znalezienia źródła agresji i impulsywności. A dopiero potem zająć się samą fobią.

Przyzna mi się pan do jakiejś fobii?

Pamięta pani zdarzenie z lipca, kiedy to 12 chłopców z drużyny piłkarskiej i ich trener zostali uwięzieni w jaskini w Tajlandii? Pomyślałem wtedy, że miałbym sporą trudność z przeciskaniem się przez wąskie szczeliny. To lęk klaustrofobiczny.

Dyskomfort wywołuje u mnie praca w wąskim gabinecie. Jeśli tylko mogę, to otwieram okno, nie zasłaniam zasłon ani rolet. Jestem tego świadomy i mówię do siebie: "Żebrowski, jeszcze nie miałeś ataku paniki, daj spokój".

Bo co by to było, gdyby pan dostał takiego ataku przy pacjencie!

To byłoby "straszne", ale z drugiej strony pokazałbym pacjentowi, że też mogę się czegoś bać i problem faktycznie może dotyczyć każdego człowieka, nawet psychologa.

Marek Żebrowski. Psycholog z Centrum Damiana. Ma ponad 20 lat stażu. Jest terapeutą poznawczo-behawioralnym i superwizorem.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku