Alicja Stańska

Alicja Stańska (fot. Damian Hornet)

Młoda Polska

Alicja Stańska. Hafciarka, która skończyła kryminologię

Handel ludźmi, wykorzystywanie dzieci, przemoc wobec kobiet, psychologiczne podłoże zła - taką tematykę w swojej twórczości przemyca Alicja Stańska, hafciarka, performerka, działaczka na rzecz praw człowieka i jedyna Polka, która ukończyła Ecole Lesage Paris, prestiżową szkołę ręcznego haftu należącą do domu mody Chanel.

Cykl "Młoda Polska" poświęcony jest Polkom i Polakom, których podziwiamy i którym kibicujemy. Kolejne sylwetki publikujemy w każdy wtorek.

IMIĘ: Alicja

NAZWISKO: Stańska

ZAWÓD: hafciarka, artystka, aktywistka, właścicielka galerii sztuki. 

WIEK: 35 lat

OSIĄGNIĘCIA: pierwsza i jedyna Polka - absolwentka Ecole Lesage Paris. Laureatka nagrody "Wybitny Polak we Francji". Finalistka światowego konkursu Hand & Lock Prize for Embroidery przeznaczonego dla największych mistrzów światowego haftu. 

"Co sobie pomyślałeś, gdy usłyszałeś, że jestem hafciarką?" - takie pytanie zadała mi Alicja Stańska, gdy się poznaliśmy. Cóż, wyobrażenie miałem stereotypowe - szydełko, biały obrus, a na nim kolorowe, tandetne kwiatki. Szybko zrozumiałem, jak bardzo się myliłem.

Ta metoda zdobienia tkanin jest stara jak świat, a precyzyjniej - jak cywilizacja ludzka. Najstarszy odnaleziony haft pochodzi z V wieku p.n.e. i został odkryty podczas prac archeologicznych w greckiej Attyce. Od starożytności był niezwykle cenioną sztuką. Królewskie płaszcze, suknie księżniczek, szaty liturgiczne i dworskie, sztandary i proporce, materiałowe części ołtarzy - wszystko to zdobiono wymyślnymi, haftowanymi wzorami, które powstawały z użyciem złotych, srebrnych i jedwabnych nici, pereł i kamieni szlachetnych. Przez wieki sztuka hafciarska stawiana była na równi z malarstwem czy rzeźbą. I choć dzisiaj haft istnieje głównie w formie użytkowej i już nie tak powszechnej, to o jego artystycznych korzeniach przypominają tacy twórcy jak Alicja Stańska.

- Opanowałam zarówno techniki haftu tradycyjnego, techniki pochodzące z różnych stron świata, jak i bardzo wyrafinowany haft luneville, którym posługuję się najczęściej. Ta metoda po drugiej wojnie światowej została zarezerwowana dla świata wielkiej mody, czyli haute couture - dekorowane są za jej pomocą najbardziej eleganckie kreacje czy akcesoria. Ja przeniosłam ten haft do sztuki, a teraz także do architektury - mówi Alicja Stańska.


Prace Alicji Stańskiej (fot. Bernard Hołdys)

Na początku był bębenek od taty

Haft i krawiectwo to u Alicji rodzinna tradycja. Prababcia miała własną pracownię krawiecką, krawcowymi były też babcia i ciotka. Pierwsze kroki w hafcie stawiała u boku ojca, który w ten sposób chciał ujarzmić niesforne dziecko. W wieku pięciu lat na urodziny dostała bębenek, mulinę polską i kawałek lnu. Z dzieciństwa najbardziej pamięta prace ręczne i domowe. Wyprawy do lasu, na giełdy samochodowe oraz jazdę na motorynce. Bardzo dużo czasu spędzała w kuchni. Z tatą i bratem oprawiali mięso, robili kiełbasy, suszyli grzyby.

- Jako dziecko ponoć byłam słodka, a jako nastolatka nieznośna, pyskata, uparta i bardzo stanowcza. Alicja walcząca. Walczyłam z rodzicami, rówieśnikami, systemem, szkołą. Czas wolałam spędzać ze starszymi kolegami. Zawsze miałam artystyczną duszę. Gdy w wieku 12 lat na TV Monde zobaczyłam reportaż o Ecole Lesage, pomyślałam, że fajnie byłoby się tam znaleźć. Urzekła mnie atmosfera tej szkoły i piękno haftu. Gdy minął mój nastoletni bunt, zaczęłam wracać do haftu, który stał się dla mnie formą terapii, potem miłością, a dopiero później formą ekspresji w sztuce - opowiada Alicja.

Dostać się do świątyni haftu nie było łatwo. Kilka pierwszych prób kontaktu pozostało bez odpowiedzi i dopiero gdy Alicja wysłała swoje prace, dostała zaproszenie na rozmowę. Komisja rekrutacyjna nie miała żadnych wątpliwości, że młodej Polce należy się miejsce w tej elitarnej i egalitarnej szkole. Nauka była zaskakująco prosta i upłynęła pod znakiem mozolnej, niezwykle pedantycznej pracy w absolutnej ciszy.

- Nauczycielka pokazuje przy stole kilka ruchów i odchodzi. Zostawia cię, a ty musisz się tego nauczyć. Potem wraca do ciebie i sprawdza. Jak się nie spodoba, to... pruje. Wracasz do domu i haftujesz do późnych godzin nocnych. Rano wstajesz i biegniesz znowu do szkoły, żeby doprowadzić swoje rzemiosło do perfekcji  - opowiada Alicja Stańska. - Pięknie to wspominam i cieszę się, że mam stały kontakt z moimi nauczycielkami.

"Nie chcę przykładać ręki do cierpienia"

To w paryskiej szkole pod okiem najsłynniejszych mistrzów rękodzieła poznawała technikę XVII-wiecznego haftu luneville oraz inne metody ręcznego zdobienia tkanin metodami haute couture. Gdy zaczynała, marzyła o tym, by haftować dla wielkich domów mody. Marzenie to jednak ewoluowało, tak jak ewoluowały jej świadomość i wrażliwość. Lektura biografii Coco Chanel, świadomość presji i oczekiwań, jakie ciążą na słynnych projektantach, wiedza o ciemnej stronie przemysłu tekstylnego skierowały ją na mniej komercyjne tory. Haft stał się dla niej sztuką, formą ekspresji i manifestacji, ale przede wszystkim misją, której celem jest uwrażliwienie ludzi także na takie problemy dzisiejszego świata: niewolnictwo, wykorzystywanie dzieci w fabrykach odzieżowych, handel ludźmi czy prostytucja.


Zawsze miałam artystyczną duszę - mówi Alicja Stańska (fot. Pavko Krajka)

- Chcę otwierać ludziom oczy na to, że zło faktycznie istnieje, a świat to nie piękne obrazki z Instagrama. W wielu krajach porywane są dzieci, kobiety sprzedawane są do burdeli, kwitnie handel organami, wyzysk pracowników. Moim obowiązkiem jako artysty jest mówić o takich rzeczach - przekonuje Alicja Stańska.

Świat dowiedział się o Alicji w 2014 roku za sprawą happeningu pod hasłem "Czy rzemiosło to sztuka?". W La Basilica Galeria w Barcelonie haftowała zamknięta w blaszanej klatce, zwracając w ten sposób uwagę na rzemiosło odchodzące po cichu do lamusa, ustępujące masowej, tandetnej produkcji, w której nie ma miejsca na jakość i niepowtarzalność. Happening odbył się też w największych miastach w Polsce.

W sopockiej Państwowej Galerii Sztuk pokazała wystawę "Nić życia", na której zaprezentowała misternie zaprojektowane i bogato zdobione haftem suknie, spódnice i płaszcze z jedwabiu, kaszmiru i wełny. - Ta wystawa to swoisty hołd dla rzemiosła i filozofii Fair Trade. Powszechna komercjalizacja nakręca konsumpcjonizm, ludzie mają nieodpartą potrzebę posiadania, otaczania się dobrami, nowe zamieniają na nowsze. Rzemiosło jest wypierane, staje się passé. Protestuję przeciw takiej rzeczywistości. W swojej pracy korzystam z tkanin, nici i innych surowców pochodzących z Europy. Przed zakupem zawsze sprawdzam, czy dostawca nie łamie praw pracowników, czy stosuje się do zasad sprawiedliwego handlu. Nie korzystam z surowców pochodzących z Chin, Indii czy Bangladeszu, bo nie chcę przykładać ręki do cierpienia ludzi wykorzystywanych do niewolniczej pracy w warunkach godzących w godność człowieka - mówi Alicja Stańska.

Na wystawie w PGS pokazała m.in. marynarkę ozdobioną 30 tysiącami kryształków Swarovskiego. To surowiec, który w swoich pracach wykorzystuje bardzo często, a firma w uznaniu dla jej zasług, kunsztu i wyznawanych idei włączyła ją do swojego programu Premium skupiającego najważniejszych dla niej partnerów - jest pierwszą polską marką w ten sposób wyróżnioną obok takich ikon jak Vivienne Westwood, Kenzo, Sonia Rykiel, Versace czy Jean-Paul Gaultier. Firma Swarovski znana jest z etycznego podejścia do biznesu. W łańcuchu dostaw wprowadziła szereg procedur mających na celu zapobieganie współczesnym formom niewolnictwa.

- Nie korzystam z diamentów. Duża część rynku diamentów kontrolowana jest przez organizacje przestępcze, przy wydobyciu pracują dzieci. Używając Swarovskiego, mam pewność, że żaden człowiek nie cierpi przy produkcji, nie jest karany przez nadzorcę i nie został do tej pracy po prostu sprzedany - mówi Alicja Stańska.

Proceder handlu ludźmi był motywem przewodnim serii obrazów "Najdroższy produkt świata". Obrazy zostały wyhaftowane na jedwabiu i były bogato zdobione kryształami Swarovskiego. Artystka pokazała na nich ludzkie organy: serce, nerki, wątrobę, zwracając uwagę z jednej strony na ideę transplantacji, z drugiej zaś na czarny rynek handlu organami. Była też seria obrazów "Nić Afryki", na których Alicja Stańska wyhaftowała rogi afrykańskich zwierząt, zwracając uwagę na potrzebę ochrony ginących gatunków.

"Czyja wina?"

- W hafcie widzę więcej niż formę ozdoby. Dlatego nie utknęłam w modzie, nie jestem projektantką, chociaż kilka kolekcji autorskich stworzyłam. Pociąga mnie jednak przesuwanie granicy, wynoszenie haftu poza jego klasyczną formę i wprowadzanie go do zupełnie nowych przestrzeni - dodaje Alicja.

Zainteresowała się też zjawiskiem przemocy, i to na tyle, że postanowiła ukończyć studia z kryminologii. Zdobytą wiedzę wykorzystuje w pracy artystycznej. Aktualnie przygotowuje wystawę "Czyja wina?", która dotyczyć będzie najsłynniejszych seryjnych morderców: Teda Bundy'ego, Andrieja Czikatiło, Richarda Kuklińskiego czy Charlesa Mansona. Każdemu z nich poświęcona będzie makieta 3D odtwarzająca zbrodnię, a podłoża makiet będą przez Alicję haftowane. Najważniejszy będzie jednak opis - poznamy dzięki niemu ich dzieciństwo, okres młodości.

- Chcę postawić tezę, że gdyby nie sposób wychowania, gdyby nie to, co przeżyli w dzieciństwie, to tych zbrodni by nie było. Chciałabym, aby ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę z tego, jak wychowują swoje dzieci. Jestem w szoku, gdy słyszę, że dzieci dzisiaj uzależnione są od brutalnej pornografii, na YouTube subskrybują pełne przemocy kanały patostreamerskie, a rodzice nie mają nad tym kontroli. Wystawa ma wywołać w ludziach gniew, poczucie winy i chęć działania - mówi Alicja Stańska.

Wystawa "Czyja wina?" będzie też mariażem haftu i druku 3D. Alicja chce jednak zrobić kolejny krok i wprowadzić haft w przestrzenie do tej pory nieeksplorowane przez ten rodzaj sztuki. Mowa o architekturze, budownictwie i przemyśle meblowym. Haft na dnie domowego basenu? Na podłodze? A może na elewacji budynku? Albo na obiciu sofy? Prace nad konkretnymi projektami są już bardzo zaawansowane, a pierwsze produkty mają trafić na rynek już w przyszłym roku. Stało się to możliwe dzięki współpracy Alicji ze specjalistami od nowych technologii.


Praca Alicji Stańskiej pt. ''Embroidery Sculpture'' (fot. Piotr Harwas)

- Połączyła nas pasja do tworzenia i kreowania nowych rzeczy, choć na początku Alicja była nieufna. Nie sądziła, że nowe technologie mogą być sprzymierzeńcem rzemiosła, widziała w nich zło, które te rzemiosło wypiera. My jej pokazaliśmy, że te dwie drogi mogą się krzyżować i wzajemnie uzupełniać. Dzięki drukowi 3D, digitalizacji, cyfryzacji i wielu innym rozwiązaniom haft może wyjść poza hermetyczny świat wielkiej mody - mówi Mariusz Król z firmy Wolf3D. - Tak jak Alicja pochodzę z rodziny rzemieślników. Poszedłem w stronę nowych technologii, ale kult rzemiosła mam silnie zakorzeniony, uważam, że mają one wobec rzemiosła zobowiązanie, pewien dług do spłacenia. Cieszę się, że już niedługo można będzie zobaczyć pierwsze efekty tego niezwykłego mariażu.

Alicja pytana o to, jak wygląda jej codzienność, mówi, że żyje sztuką. W wolnych chwilach jeździ na wystawy, ale też podróżuje. Lubi dobrą muzykę i dobre wino. - I przynajmniej raz dziennie oglądam dokument kryminalny. Czytam też kryminały skandynawskie. Marzenia? Żeby za 100 lat ludzie oglądali moje hafty w różnych muzeach na całym świecie. Te bardziej przyziemne dotyczą wyjazdu do Teksasu. Chciałabym wypożyczyć motocykl i rozpalić ognisko po długiej trasie. Po czym wrócić do nowo wybudowanego czarnego domu i cieszyć się wspomnieniem - kończy Alicja Stańska.


Alicja Stańska: Kolekcja The Beauty of Nature (fot. Sylwia Makris)

Prace Alicji Stańskiej można oglądać także w Stanska Art Gallery w Warszawie przy Alejach Jerozolimskich 47.

Jakub Jakubowski. Dziennikarz, w latach 2009-2019 twórca i redaktor naczelny miesięcznika "Prestiż - magazyn trójmiejski", uznanego przez magazyn "Press" za najlepsze regionalne czasopismo w Polsce. Pracował również dla Radia Gdańsk, portalu trójmiasto.pl, był redaktorem naczelnym magazynu "Wiecznie Młodzi", publikował w "Dzienniku Bałtyckim", "Przeglądzie Sportowym", "Playboyu" i wielu innych. Zajmuje się także produkcją telewizyjną i filmową. Przez 12 lat wykładał dziennikarstwo prasowe i dziennikarstwo telewizyjne w Wyższej Szkole Komunikacji Społecznej. Fan zaangażowanego dziennikarstwa, dobrego reportażu i ciekawego wywiadu. Miłośnik żeglarstwa, roweru, muzyki, po godzinach DJ w legendarnym klubie Spatif w Sopocie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku