Wystrój mieszkania typowy dla okresu PRL-u

Wystrój mieszkania typowy dla okresu PRL-u (fot. NAC)

trend

Paprotki, bufet na wysoki połysk i stół przykryty koronkową serwetką. Tak mieszkaliśmy w latach 50. i 60.

Propagatorem "nowoczesnego" stylu wnętrz mieszkalnych na przełomie lat 50. i 60. była prasa. Niemal w każdym popularnym tygodniku, a nawet w niektórych wydaniach gazet codziennych, znajdowały się rubryki poradnikowe. Życzliwie odpowiadano w nich na pytania i wątpliwości czytelników, tłumacząc, że na przykład monidło jest już przeżytkiem, a nowego tapczanu nie należy okrywać kapą. Barbara Banaś w książce "Polski new look" pokazuje, jak zmieniały się w tamtym okresie wnętrzarskie trendy.

"Pikasowanie"*

Powiew Zachodu spod uniesionej nieco żelaznej kurtyny przyniósł ze sobą nowe określenie - "nowoczesny". Dotąd posługiwano się w określaniu charakteru przedmiotów najchętniej terminami typu: "funkcjonalny", "racjonalnie pomyślany", "estetyczny", "prosty", rzadziej "współczesny". Teraz ich odpowiednikiem, zdecydowanie bardziej ekspresyjnym, stał się przymiotnik "nowoczesny". Patronem nowoczesności na polskim gruncie został Pablo Picasso. Z grona awangardowych mistrzów sztuki XX wieku stał się on najbliższy polskiemu odbiorcy z wielu względów, z jednej strony już w pierwszych powojennych latach zaistniał w zbiorowej świadomości dzięki nagłośnionemu pobytowi w kraju nad Wisłą w roku 1947, uczestnictwie w propagandowym przedsięwzięciu komunistycznych władz, jakim był wrocławski Kongres  Intelektualistów, i "Syrence z młotem" z ulicy Deotymy, kłopotliwej, jak się z czasem okazało. Ofiarowany wówczas zbiór ceramiki i grafik artysty prezentowano w salach Muzeum Narodowego, poczytny "Przekrój" zamieszczał na swoich łamach reprodukcje dzieł wielkiego mistrza.  

Był Picasso postrzegany nie tylko jako twórca, lecz również obiekt "plotkarskich ciekawostek" - ekscentryczna osobowość, pełen żywotności mężczyzna o hedonistycznym stosunku do życia. Nowoczesność spod znaku Picassa utożsamiana z formą dekoracji - z żywym kolorem, abstrakcyjnym deseniem - z czasem zagarnęła również sferę kształtów - wszelkie asymetrie. 
Erupcja nowego stylu przeszła najśmielsze oczekiwania, szybko też wszedł on w sferę nieznośnej, kiczowatej maniery. O ile w 1957 roku dziennikarka pisząca o twórczości Grześkiewiczów konkluduje: "Dla specjalnie wyrafinowanych artystycznie gustów potrafią [...] także i popicassować", o tyle już około 1960 roku coraz więcej pojawia się głosów piętnujących rodzime "pikasy". (...) 

Pablo Picasso (po lewej) na Kongresie Intelektualistów we Wrocławiu w 1948 roku (fot. Wikimedia Commons)
Pablo Picasso (po lewej) na Kongresie Intelektualistów we Wrocławiu w 1948 roku (fot. Wikimedia Commons)

Nowoczesność, która przed kilku laty zdobywała sobie wśród zaciętych bojów prawo obywatelstwa w życiu codziennym, stała się obecnie nie tylko obowiązującym prawem zwyczajowym, ale zyskała również biurokratyczne placet. W cennikach malarzy ściennych figuruje pozycja: "malowanie na Picassa". Metr bieżący owego "pikasa" kosztuje drożej niż zwykłe malowanie, bo "pikas" wymaga kilku kolorów. [...] królestwo "pikasa", kraina nowej tandety, świat siedzisk, na których nie można siedzieć, i "leżanek", na których nie można leżeć, stołów, które do niczego nie służą, i lamp, które niczego nie oświetlają. I przyznam się, że nie widziałbym w tym obrazie nic przerażającego, gdyż nie do takich rzeczy zdążyliśmy przywyknąć, gdyby nie to, że za ową inwazją "pikasa" kryje się parodia jednej z najsłuszniejszych koncepcji, jaką jest koncepcja wygodnego, nowoczesnego i taniego mebla dla tysięcy zwykłych, współczesnych ciężko pracujących i nie najzamożniejszych ludzi. 
K.T. Toeplitz(.) 

O ile niektórzy w "pikasowym" szaleństwie widzieli jedynie zjawisko urągające wrażliwości estetycznej, o tyle inni słusznie zwracali uwagę, że ów pęd do nowoczesności, choć przybiera formy pozostawiające wiele do życzenia, to jednak uzmysławia istnienie społecznej potrzeby "kulturalnego" kształtowania najbliższego otoczenia. Leszek Goliński w "Kulturze i Życiu" odnotowuje: 

"Malowane w sposób 'abstrakcyjny' ściany oczywiście nie uczynią od razu społeczeństwa 'kulturalnym', nie wpłyną na likwidację pijaństwa w gospodzie. Niemniej o czymś świadczą. O jakichś ambicjach - tym razem raczej 'społecznych' niż 'urzędowych'. Bo przecież według dawnego 'urzędowego' stylu zdobiono raczej placówki kulturalne w marmury i kandelabry, w kolumny i gzymsy. Na to szły ogromne fundusze. Tymczasem koszty nowoczesnego zdobnictwa placówek kulturalnych bardzo często pokrywane są ze środków społecznych". 

Nadchodzi nowoczesność

Wystawy wzornictwa przemysłowego miały oczywiście ograniczony zasięg, toteż pierwszym propagatorem "nowoczesnego" stylu wnętrz mieszkalnych była prasa. Niemal w każdym popularnym tygodniku, a nawet w niektórych wydaniach gazet codziennych, znajdowały się poradnikowe rubryki, w których życzliwie odpowiadano na pytania i wątpliwości czytelników, tłumacząc, że na przykład monidło jest już przeżytkiem, a nowego tapczanu nie należy okrywać kapą itd. Bardziej dociekliwi sięgnąć mogli po poświęcone aranżacji wnętrz poradniki: Jadwigi Putowskiej Jak urządzić mieszkanie (1958), Jana Szymańskiego Książkę o mieszkaniu (1962), Jana Maasa i Marii Referowskiej Mieszkanie (1963). Prezentowane w nich koncepcje propagowały wnętrze o charakterze współczesnym - podporządkowane funkcjonalnemu, ergonomicznemu zorganizowaniu przestrzeni domowej, prezentowały rozmaite warianty aranżacji poszczególnych pomieszczeń. 

fot. NAC
fot. NAC

Szymański w rozdziale pod znaczącym tytułem "Kryptonim nowoczesność" wyodrębnia trzy tendencje urządzania wnętrz mieszkalnych obowiązujące w ówczesnej polskiej praktyce: eklektyczny - rozpowszechniony "przede wszystkim w mniejszych miastach i ośrodkach prowincjonalnych, polega na bezustannym gromadzeniu starych sprzętów [...] oraz wielkiej ilości pamiątek czy różnorodnych ozdób, których wartość estetyczna prowokuje do wypowiedzenia świętej wojny ich producentom"; meblowy - gromadzenie mebli nieodpowiadających gabarytami możliwościom lokalowym (np. Wieloczęściowe komplety "na wysoki połysk") i "nowoczesny" - wprowadzanie do wnętrz elementów (chodzi głównie o meble) w nowoczesnej stylistyce, ale niekoniecznie spełniających normy funkcjonalności. Zauważa jednocześnie, że: "Styl nowoczesny, jak się okazuje, nie jest w stanie zaspokoić wszystkich aspiracji współczesnego człowieka; w swym najbliższym otoczeniu domaga się on wartości, których nie dał mu sprzęt wyłącznie sprawny i racjonalny. Wyrazem tego zmęczenia techniką stał się awans rękodzieła i coraz wyraźniejsze dążenia do archaizacji, do szukania starego oryginalnego piękna. [...] Wielkim, powszechnym niemal hobby stało się zdobienie współczesnych wnętrz najróżniejszymi starymi przedmiotami. Skrzypce, samowary, lampy naftowe, lustra w złoconych ramach, świeczniki i moździerze, nawet stare żelazko na węgiel drzewny wyciągnięte ze strychu - otrzymują rangę dostojnego eksponatu"(...) 

Filmowe M3

Starając się odtworzyć ikonosferę polskiego wnętrza mieszkalnego tamtych czasów, warto również sięgnąć do archiwum polskiej kinematografii. W filmach odnoszących się do polskiej współczesności przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zaobserwować możemy dwie tendencje scenograficzne: "życzeniową", czyli lansującą wnętrza marzeń szarego obywatela, i "rzeczywistą", ukazującą mieszkania mniej lub bardziej przypominające autentyczne polskie domostwa. W zapomnianej dziś komedii Szczęściarz Antoni (reżyseria Halina Bielińska, Włodzimierz Haupe; scenografia Anatol Radzinowicz, Jerzy Skrzepiński) tytułowy bohater, grany przez Czesława Wołłejkę, otrzymuje klucze do upragnionego jednorodzinnego domku. Młodzi małżonkowie cieszą się jednak krótko, bo oto na miejscu okazuje się, że choć wkoło stoją klocki uroczych domków, to na ich parceli poza drzwiami i ogromną górą ziemi i śmieci nie ma nic. No, prawie nic, bo pokaźny pagórek kryje w sobie niespodziankę - czołg. Nie mogąc się go pozbyć, obudowują pojazd...

fot. NAC
fot. NAC

W nakręconym w 1960 roku filmie nie brak elementów "nowoczesnego wzornictwa": obok filmdrukowych zasłon z wyrazistym deseniem bohaterowie są posiadaczami porcelanowego serwisu o nowoczesnych kształtach i agresywnej, abstrakcyjnej malarskiej zdobinie, mebelków o cieniutkich nóżkach i ceramicznej lampy z Włocławka. W Szczęściarzu Antonim scenograficzne elementy dobrano z rozmysłem, budując obraz "idealnego" współczesnego wnętrza. Podobnie kreowano przestrzeń w innych popularnych komediowych realizacjach. 

Znakomite, do dziś cieszące się uznaniem widzów, obrazy Stanisława Barei, od nakręconego w 1960 roku Męża swojej żony (scenografia Wojciech Krzysztofiak) z duetem Bronisław Pawlik i Aleksandra Zawieruszanka, przez Żonę dla Australijczyka (1963, scenografia Tadeusz Wybult) z uroczą Elżbietą Czyżewską i Wiesławem Gołasem, po Małżeństwo z rozsądku (1966, scenografia Anatol Radzinowicz), gdzie Czyżewskiej partneruje młody Daniel Olbrychski, pokazywały miłosne perypetie bohaterów na tle odbitej w krzywym zwierciadle peerelowskiej rzeczywistości. Wielkie miasto, neony, marzenia o nowoczesności zderzone z przaśnością dnia codziennego. Najczęściej też to Warszawa była tłem tych filmowych opowieści, podobnie jak w innych komediach, choćby Jerzego Stefana Stawińskiego Rozwodów nie będzie (1963, scenografia Halina Dobrowolska), Człowiek z M3 ze świetną rolą Bogumiła Kobieli (1968, reżyseria Leon Jeannot, scenografia Jerzy Skrzepiński) czy ostatnim rejestrującym klimat tej epoki, kultowym dziś, Nie lubię poniedziałków Tadeusza Chmielewskiego (1971, scenografia Halina Dobrowolska).  

Filmem, który wciąż jest swoistym symbolem niepokornych i romantycznych polskich lat sześćdziesiątych, pozostaje obraz Janusza Morgensterna Do widzenia, do jutra (1960, scenografia Roman Mann) z Teresą Tuszyńską i Zbigniewem Cybulskim w rolach głównych, zapis klimatu gdańskich artystycznych piwnic i studenckich zabaw. Obrazem o takiej sile oddziaływania mógłby stać się nakręcony dwa lata wcześniej, w 1958 roku, film Aleksandra Forda według opowiadania Marka Hłaski Ósmy dzień tygodnia z Sonją Ziemann i Zbigniewem Cybulskim, gdyby nie trafił na ćwierć wieku na półki cenzorskiego archiwum. Scenografię przygotowywało trio świetnych mistrzów: Roman Mann, Anatol Radzinowicz i Lech Zahorski. W barwnej (!) sekwencji ukazującej parę bohaterów we wnętrzach opustoszałego domu towarowego podziwiać możemy nowoczesne projekty z pracowni IWP: krzesełko "Płucka" Marii Chomentowskiej, piękny czerwony fotel Romana Modzelewskiego (prototyp wykonany z włókna szklanego i żywicy epoksydowej) i ceramiczne drobiazgi: imbryk "Kolumb" Danuty Duszniak czy figurkę "Ichtiozaurus" Henryka Jędrasiaka. 

Krzesełko 'Płucka' Marii Chomentowskiej i 'Ichtiozaurus' Henryka Jędrasiaka (fot. cyfrowe.mnw.art.pl)
Krzesełko 'Płucka' Marii Chomentowskiej i 'Ichtiozaurus' Henryka Jędrasiaka (fot. cyfrowe.mnw.art.pl)

Jednak, jak sądzę, najbardziej "autentyczny portret" przeciętnego polskiego M3 odnajdziemy w serialu Jerzego Gruzy Wojna domowa (1965-1966, scenografia Teresa Barska, Wiesław Orłowski, Zdzisław Kielanowski), bijącym wówczas rekordy popularności, a dziś zaliczanym do seriali wszech czasów. Mieszkania państwa Jankowskich (Irena Kwiatkowska, Kazimierz Rudzki) i państwa Kamińskich (Alina Janowska, Andrzej Szczepkowski), oba dość skromnie urządzone, są do siebie podobne, choć widać też małe różnice. Pierwsze z "salonem" nieco tradycyjnym: bufetem na wysoki połysk, centralnie ustawionym stołem przykrytym niekiedy koronkową serwetką, w rogu z telewizorem udekorowanym ceramicznymi gadżetami o jarmarcznej proweniencji, drugie zaś bardziej "nowoczesne" z mebelkami na cienkich nóżkach, otwartymi regałami. Znakiem rozpoznawczym pokoju młodzieżowego jest wiklinowa mata okalająca tapczan z powpinanymi w nią fotosami ulubionych wykonawców i wycinkami z gazet. W obu mieszkaniach królują paprotki, a w oknach wiszą filmdrukowe tkaniny. Nowoczesna ceramika występuje w ilościach śladowych - w kuchni dominują typowe stylowe serwisy z różyczką, jedynie w przedpokoju spostrzec można na ścianie dekoracyjny ludowy talerzyk z abstrakcyjnym motywem. 

"Pikasiaków" nie mogło oczywiście zabraknąć w kolejnym kultowym obrazie, powstałym w 1970 roku Rejsie Marka Piwowskiego, przenikliwego obserwatora i prześmiewcy paradoksów dnia codziennego PRL-u. Ściany mesy wycieczkowego statku zdobią, zgodnie wisząc w jednym szeregu, malowane "ludowizny" w stylu łysogórskim i patery z abstrakcyjnymi dekoracjami (scenograf Wiesław Śniadecki).  

Wystawa Nowoczesność w każdym domu w Powiatowym Domu Kultury w Nakle 1968 (fot. NAC)
Wystawa Nowoczesność w każdym domu w Powiatowym Domu Kultury w Nakle 1968 (fot. NAC)

Bawół za 125 zł

Ceramika dekoracyjna i ta powszednia stołowa z rzadka bywały tematem odrębnych prasowych dywagacji. Jeśli zaś poświęcano im uwagę, to na ogół pozytywnie oceniając wysiłki rodzimych producentów. I tak na przykład w 1957 roku na łamach tygodnika "Stolica" donoszono o otwarciu w Warszawie dwu salonów ceramiki szlachetnej, informując: "Nareszcie nasze 'farfurnie' zdecydowały się zmodernizować nieco swe konserwatywne wzornictwo. Ta nowoczesność zresztą jest bardzo łagodna, daleka od jakiejkolwiek ekscentryczności. Tyle tylko, że w dekoracji nie widzimy już do znudzenia zbanalizowanych szlaczków i kwiatków, lecz doskonałe technicznie, gładkie kompozycje barwne, oparte najczęściej na kontraście dwóch tonów, a w kształtach większą rozmaitość, z pewną tendencją odejścia od klasycznej symetrii". 

Nowa oferta zaspokoić miała gusta zarówno tradycjonalistów, jak i zwolenników nowoczesności, zaś ceny zdecydowanie przystępniejsze były dla tych drugich, bowiem na przykład komplet telewizyjny kosztował 31 złotych, a za bogato dekorowany złotem serwis kawowy dla sześciu osób zapłacić trzeba było ponad 1000 złotych, aby stać się posiadaczem równie imponującej zastawy stołowej, trzeba było wysupłać, bagatela, 8 tysięcy złotych. Niewątpliwie umiarkowane ceny zachęcały do nabywania nowoczesnych wyrobów (średnie wynagrodzenie w 1960 roku wynosiło 1560 zł, a chleb kosztował 2,80 zł). 

W gazetowych rubrykach typu: "Wybraliśmy dla was" ("Ty i Ja") czy "Kupić - nie kupić" ("Przekrój") polecano np. figurki zwierząt w różnych nowoczesnych kształtach i barwach (tygrys - 65 zł, bawół - 125 zł, fantastyczny ptak - 45 zł, jeż - 25 zł), talerze artystyczne ręcznie malowane do powieszenia na ścianę (od 220 do 400 zł) czy "porcelitowy komplet do ciast i owoców w kolorze kobaltowym, prezentujący się znakomicie mimo trzeciego gatunku i w związku z tym bardzo niskiej ceny" - 27 zł. Dokupiwszy do tego czajnik, identyczny w kolorze (cena 28,80 zł), otrzymujemy ładną i niedrogą zastawę do popołudniowej herbaty. Producent Zakłady Porcelitu Stołowego Pruszków". 

Nowoczesną ceramikę dekoracyjną lansowano również jako alternatywę dla "mieszczańskich" kryształów. 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy (mat. prasowe)
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy (mat. prasowe)

*Fragmenty książki "Polski new look: ceramika użytkowa lat 50. i 60" Barbary Banaś. Możecie ją kupić TUTAJ >>>

Barbara Banaś - pasjonatka rzeczy pięknych i kruchych, badaczka i popularyzatorka historii polskiego wzornictwa okresu powojennego. Doktor historii sztuki (2006), kustosz dyplomowany w Dziale Ceramiki i Szkła Współczesnego Muzeum Narodowego we Wrocławiu, od 2014 roku zastępca dyrektora. Zajmuje się zagadnieniami polskiego rzemiosła artystycznego XX wieku i współczesnego designu. Kuratorka i współorganizatorka wielu wystaw poświęconych polskiemu wzornictwu. Autorka monografii: Krystyna Cybińska (2008), Zbigniew Horbowy (2009), Secesja wrocławska (2009), Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60. (2011), Ludwik Kiczura (2013), Wytwórnia Wyrobów Ceramicznych "Steatyt" (2014), W pogoni za kolorem. Szkło Jerzego Słuczan-Orkusza (2019). Miłośniczka psów i kotów, nie tylko porcelanowych.

Komentarze (160)
Zaloguj się
  • wranek

    Oceniono 50 razy 46

    Najbardziej jest mi brak wielkiego radia lampowego z magicznym okiem.
    Można było wieczorem na falach srednich i krótkich podrózować po całym świecie.
    I pierwsze stereo. I ten Laksemberg...

  • xtra facet

    Oceniono 45 razy 33

    przepraszam, ale wzornictwo lat 60-tych jest o wieki świetlne przed wszechogarniającym kiczem, z resztą...dziś to samo macie w ikei

  • cmok_wawelski

    Oceniono 35 razy 29

    i nic o kryształach? Szklana ryba na gustownej serwetce na telewizorze uroni szklaną łzę?

    Ale też uważam, że nic tak nie oddaje 'polskiej myśli wzorniczej' jak wizyta na dowolnym cmentarzu w lub po Wszystkich Świętych. To nagromadzenie stylów i 'szacunku do przeszłości' i religii...

  • wymiatator1

    Oceniono 21 razy 21

    Polecam poszukać tych figurek ćmielowskich, dosłownie niewiarygodne. Aż dziw bierze że kiedyś taka sztuka była czymś normalnym w domach, i że nic z niej nie zostało oprócz muzealnych eksponatów.

  • rikol

    Oceniono 25 razy 19

    Bije po oczach kontrast między dawną piękną polszczyzną a tym, co się dziś czyta w mediach. Analfabeci dorwali się do piór.

  • pracowniaor

    Oceniono 20 razy 18

    Moim zdaniem to były złote czasy wzornictwa przemysłowego. Przaśne to były lata osiemdziesiąte i one chyba tak zabarwiły pamięć. Do dziś zachwycam się w domu rodziców stojącymi tam fotelami o prostej, acz wyrafinowanej linii... Takie meble można jeszcze spotkać tu i ówdzie i naocznie się przekonać jak bardzo prostacka potrafi być prostota skandynawska. O nowobogackim, ciężkim i traktującym przestrzeń jako tło dla dekoracji, stylu pseudobidermaierowskim nie warto nawet wspominać. Ale cóż, wtedy artyści kształtowali gusta, dziś rynek...

  • maotsetung

    Oceniono 17 razy 17

    A gdzie ruski zegar a,la kryształ na biblioteczce, albo drewniany krajowy marki Jubiler?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX