Janusz Waluś podczas przesłuchania w 1993 r.

Janusz Waluś podczas przesłuchania w 1993 r. (fot. Piotr Janowski / AG)

wywiad gazeta.pl

Cezary Łazarewicz: Janusz Waluś uważa, że zmienił bieg historii

Cezary Łazarewicz napisał reportaż "Nic osobistego" o Januszu Walusiu, który 10 kwietnia 1993 roku zamordował Chrisa Haniego, przywódcę południowoafrykańskich komunistów. Waluś od 27 lat przebywa w więzieniu w RPA. - Obiecałem, że uczciwie opiszę jego punkt widzenia - mówi Łazarewicz.

Jaki on jest?

Sympatyczny i bardzo otwarty. Po pierwszym spotkaniu miałem wrażenie, że mógłby przeprowadzać staruszki przez ulicę. Lindiwe Hani go polubiła. Wyobraża pan sobie, że darzy takim uczuciem zabójcę swojego ojca?

Podobno on dzwoni do niej co roku na święta?

Tak, i przy okazji składa życzenia urodzinowe. Zapytałem Janusza, skąd zna jej datę urodzenia. "Przeczytałem książkę Lindiwe", odpowiedział. Ma w sobie sporo kindersztuby, jest opętany konwenansami. Przez rok prosiłem go o przekazanie numeru telefonu do córki Haniego. Obiecał, że zapyta o to przy okazji świątecznego telefonu. Nie mogłem tak długo czekać, więc w zamian obiecałem pełną dyskrecję. Nie zgodził się, bo przecież od razu by wiedziała, od kogo mam kontakt. W końcu pomogli mi jacyś dziennikarze.

Nie ma innych tematów? Dlaczego właśnie nim się pan zajął?

Bo stał się bohaterem polskich ulic, a jego portrety pojawiły się na stadionach. Okazało się, że Janusz Waluś nie jest ani trochę kontrowersyjną postacią dla środowisk nacjonalistycznych. Dla części Polski zabójca jednego z polityków Republiki Południowej Afryki jest bohaterem narodowym. Chciałem więc zobaczyć, kim on jest, skąd się wziął, dlaczego podjął decyzję o politycznym mordzie. Bo sam, nawet gdybym był najbardziej oddany jakiejś sprawie, i ta sprawa byłaby najbardziej szlachetna, miałbym wątpliwości, czy nacisnąć spust w jej imię.

Janusz Waluś podczas przesłuchań, 1993 r. (fot. Piotr Janowski / Agencja Gazeta)
Janusz Waluś podczas przesłuchań, 1993 r. (fot. Piotr Janowski / Agencja Gazeta)

Pytał pan o to Walusia?

Tak. Nie widział problemu. Miał świadomość, że mógł zostać zastrzelony albo złapany przez osobistą ochronę Haniego. Ale najważniejsza była dla niego misja. Mówił mi, że decyzja została podjęta, nie mógł mieć wątpliwości, ani się wycofać.

Dlaczego akurat Hani miał zginąć?

Na liście, którą pokazał Walusiowi Clive Derby Lewis, zaprzyjaźniony polityk Partii Konserwatywnej, znalazło się 10 nazwisk, w tym Chrisa Haniego. To właśnie ten polityk, jeden z liderów konserwatystów, zlecił morderstwo.

A czym była Partia Konserwatywna? Liczyła się na scenie politycznej?

Była radykalną siłą. Powstała w 1981 roku jako odpowiedź na liberalizację apartheidu, którą zapoczątkowała Partia Narodowa. W latach 40. rządzący stworzyli system segregacji rasowej, który po kilkudziesięciu latach stawał się niewydolny. Dlatego próbowali kosmetycznie reformować system, co liderzy konserwatystów uznali za zdradę ideałów. I poszli drogą rasizmu. W latach 90. mieli około 30 posłów. Rośli w siłę im bardziej Partia Narodowa odchodziła od apartheidu. Przejmowali najbardziej radykalnych wyborców. Nie mieli jednak realnej szansy na przejęcie władzy w państwie.

Jednym z liderów Partii Konserwatywnej był Clive Derby Lewis. Nawet jak na standardy prawego skrzydła, za którym była już tylko ściana, miał wyjątkowo radykalne poglądy. Biali wyborcy nie chcieli na niego głosować. Uznawał na przykład AIDS za coś pozytywnego, skoro przeważnie czarnoskórzy umierali w wyniku tej choroby. Określił ją mianem "prezentu od św. Mikołaja".

Waluś powtarzał te tezy?

Przy mnie - nigdy. Uważa, że zaangażował się w antykomunistyczną walkę. Zabił Haniego, ponieważ ten był komunistą.

W oficjalnej biografii Waluś zbudował mit antykomunistycznej postawy w czasach, kiedy mieszkał w Polsce. Obala pan ten mit.

W Polsce każdy był antykomunistą. Moim sąsiadem był naczelnik miasta, który też psioczył na komuchów. W latach 70. chyba nikt nie brał na serio tej ideologii. Waluś miał kolegę, Bogdana Rudnickiego, który był blisko krakowskiego SKS-u i znał Stanisława Pyjasa. Kolportował bibułę pod koniec lat 70. Ale Janusza nigdy to nie interesowało. Wolał się ścigać samochodem sportowym. W piątek wieczorem jechał na miejsce zbiórki, przez dwa dni się ścigał, a w tygodniu rozwoził po całej Polsce kryształy z firmy ojca. Mogę zaryzykować tezę, że miał głęboko gdzieś rodzącą się wtedy opozycję demokratyczną.

Pretoria, stolica administracyjna RPA. Tu, w więzieniu C-Max jest osadzony Waluś (fot. Shutterstock)
Pretoria, stolica administracyjna RPA. Tu, w więzieniu C-Max jest osadzony Waluś (fot. Shutterstock)

Żył w bajecznie bogatej rodzinie. Jego brat, o czym pisze pan w książce, przynosił jako dzieciak 100 złotych do Szkolnej Kasy Oszczędności. Inne dzieci wpłacały po 2 złote. Jak taka rodzina mogła być wrogo nastawiona do systemu?

Już panu tłumaczę. Żeby utrzymać ten status i produkować kryształy albo cukierki czekoladowe, musieli przekupić milicjantów, urzędników, naczelników i wszystkich świętych. Ojciec Janusza Walusia był prywaciarzem, miał mnóstwo pieniędzy, ale w każdej chwili władza mogła go zamknąć, zniszczyć domiarem i znacjonalizować interes. Prof. Magdalena Fikus, która trzymała Janusza do chrztu, opowiadała mi, że jego ojciec miał pecha, bo przyszedł na świat w okresie komunizmu, a ze swoimi umiejętnościami powinien urodzić się w kapitalizmie. Był geniuszem przedsiębiorczości. Kiedy zamknęli mu sklep, zaczął produkować czekoladę, potem kryształy, o wytwarzaniu których nie miał pojęcia, ale wszystkiego się nauczył. A w latach 50. próbował zostać przedstawicielem jakiegoś zachodniego koncernu.

Dlatego rodzina wyjechała do RPA?

Pierwszy wyemigrował starszy syn, Witek. Ojciec dołączył w 1981 roku i z miejsca otworzył firmę! Człowiek, który nie znał angielskiego, wszedł gładko w system prawny, uruchomił szlifiernię, ściągał ludzi z Polski, dawał im mieszkania i pracę. Dowiedział się, że w jednym z regionów rząd dotuje konkretny przemysł, więc uruchomił tam produkcję, by korzystać z rządowego wsparcia.

Nie odpowiedział mi pan, dlaczego wybrali RPA.

Przez przypadek. Witek chciał wyjechać z Polski i zacząć normalnie żyć. Najpierw zatrzymali się w Austrii, w której odwiedził trzy ambasady: kanadyjską, australijską i RPA. W tej ostatniej najłatwiej było dostać widzę emigracyjną. Ówczesny rząd chętnie przyjmował emigrantów, szczególnie białych, których w RPA było nadal mniej niż czarnych. Tam Polak nie lądował na szmacie ani na zmywaku. Od razu stawał się obywatelem pierwszej kategorii ze wszystkimi przywilejami.

Waluś dostał mieszkanie, kieszonkowe i pracę?

Dokładnie tak. Co ciekawe, Witek wybrał RPA, ponieważ było to najbardziej antykomunistyczne państwo na świecie. Dla niego było to ważne. Nie wiem dlaczego, bo nie był specjalnie zaangażowany w opozycję.

Czyli to on był politycznym przewodnikiem Janusza?

Tak. Witek czuł, że historia Afrykanerów, czyli ludzi wypędzonych przez Anglików, którzy wyruszyli na wschód w poszukiwaniu nowych osad, jest dla niego ważna. Starszy brat stał się przewodnikiem Janusza. Za jego namową Janusz trafił na spotkanie Partii Konserwatywnej, na którym wystąpił negujący Holocaust David Irving. Po tym spotkaniu Waluś wrzucił do puszki tysiąc randów - mnóstwo pieniędzy. Derby Lewis zaprosił go, tego faceta z Polski, do swojego domu. To tak, jakby ktoś na przykład z Albanii przyjechał do Polski, pracował tutaj jako kierowca samochodu dostawczego, poszedł na spotkanie z bardzo znanym politykiem i dostał od niego zaproszenie na kolację do jego rezydencji. Sam pan przyzna, że to nobilitująca sytuacja.

David Irving w programie After Eight w 1988 roku (fot. Wikimedia Commons)
David Irving w programie After Eight w 1988 roku (fot. Wikimedia Commons)

Został zmanipulowany?

Na pewno Lewis stał się kolejnym przewodnikiem Janusza. Tłumaczył mu świat. A trzeba przyznać, że był obdarzony charyzmą. I przede wszystkim był ideologiem partii.

Ale od ideologii do zabójstwa droga jest jednak długa.

Dla Lewisa to kolejny element walki politycznej. Uważał, że po wyczerpaniu wszystkich możliwości można zacząć strzelać.

Czyj to był pomysł?

Janusz mówi, że sam się zgłosił, ale pomysł był Derby Lewisa. Zamordowanie przywódcy czarnej większości miało spowodować bunt czarnych gett, dewastację sklepów i zamieszki. Wtedy do akcji miało wkroczyć wojsko, a wśród żołnierzy byli zwolennicy apartheidu, którzy przejęliby władzę i cofnęli reformy.   

Trudno było się panu umówić z Januszem Walusiem?

Pomogli mi jego brat i córka. Najpierw rozmawiałem z nim przez telefon, bo - może pan sobie wyobrazić - trudno byłoby mi pojechać 10 tysięcy kilometrów i odejść z kwitkiem spod więzienia.

Kiedy wymyśliłem tę książkę, chciałem skontaktować się z Walusiem oficjalnymi kanałami dyplomatycznymi, przez ambasadę RPA, ministerstwo sprawiedliwości i wydział więziennictwa. Na szczęście tego nie zrobiłem, bo nigdy bym się do niego nie dostał. Rządowi RPA nie zależy, żeby jacykolwiek dziennikarze się z nim spotykali. Do więzienia nie wpuścili nawet ekipy południowoafrykańskiej telewizji.

Ewa Waluś , córka Janusza Walusia podczas pikiety Mlodzieży Wszechpolskiej  'Wolność dla Walusia', 27.09.2017 r. (fot. Dawid Żuchowicz / AG)
Ewa Waluś , córka Janusza Walusia podczas pikiety Mlodzieży Wszechpolskiej 'Wolność dla Walusia', 27.09.2017 r. (fot. Dawid Żuchowicz / AG)

Bo nie chcą przypominać o tej zbrodni?

Bohaterem tej opowieści jest Chris Hani, któremu stawia się pomniki i który jest symbolem nowej historii Południowej Afryki. Można to porównać do zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki: w Polsce wolimy słuchać wspomnień rodziny kapłana niż relacji Grzegorza Piotrowskiego, który go zabił. Tylko że w naszym kraju można pójść do Piotrowskiego i z nim porozmawiać, a w RPA władza utrudnia dziennikarzom kontakt z Walusiem.

Może chodzi o to, żeby nie miał naśladowców?

Raczej o to, by nie robić z niego bohatera.

Dlaczego zgodził się na rozmowę z panem?

Obiecałem, że uczciwie opiszę jego punkt widzenia. Chyba pomogła mi w tym też jego córka, Ewa. Nie znaliśmy się wcześniej, być może czytała moje książki i widziała, że rzetelnie podchodzę do każdego tematu. Była więc pewna, że oddam głos Januszowi Walusiowi. To nic wielkiego, zwykła reporterska robota: chciałem odtworzyć jego sposób myślenia, motywacje i poglądy polityczne oraz skonfrontować je z perspektywą ofiary i wszystkich ważnych postaci mordu sprzed blisko 30 lat. Chciałem dzień po dniu odtworzyć to, co się wtedy stało, i dotrzeć do rodziny ofiary. O swoich zamierzeniach powiedziałem Walusiowi .

Jak często się widywaliście?

Spotkania w więzieniu są możliwe tylko w soboty i niedziele. W pewnym momencie zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy - o tym, co się dzieje w Polsce, jak jest postrzegany; pytał też, czy znam jakichś konkretnych ludzi. Nie miał wątpliwości, że on i ja jesteśmy po dwóch stronach barykady. Tylko że ja jestem reporterem, dlatego mogliśmy spokojnie rozmawiać.

Książka Cezarego Łazarewicza ukazała się nakładem Wydawnictwa Sonia Draga Post Factum (fot. Dawid Żuchowicz / AG; mat. prasowe)
Książka Cezarego Łazarewicza ukazała się nakładem Wydawnictwa Sonia Draga Post Factum (fot. Dawid Żuchowicz / AG; mat. prasowe)

W jakich warunkach żyje Waluś?

Więzienia, w którym przebywa, nie można porównywać do żadnego mi znanego zakładu karnego w Polsce. Siedzi z "elitą" więzienną. Dziewięćdziesiąt procent to czarnoskórzy, którzy dokonali najstraszniejszych zbrodni. Są całkowicie odseparowani. Podam przykład. Odwiedziłem jako reporter wiele więzień w Polsce. Wszędzie można było przedłużyć widzenie ze skazanym, nawet o pół godziny. A w południowoafrykańskim areszcie jedno ze spotkań przerwano nam po 50 minutach, chociaż mieliśmy rozmawiać pełną godzinę. Zapytałem, czy mogę się do kogoś odwołać, porozmawiać z przełożonym strażnika. Nie ma takiej opcji, nic nie mogliśmy zrobić, ponieważ klawisz ma tam władzę absolutną.

Proszę pamiętać, że Janusz Waluś przez te wszystkie lata tylko raz wyszedł na przepustkę, na pogrzeb swojej matki. To zmienia osobowość. Przez te prawie 27 lat nauczył się więziennej racjonalności: wie, kto rządzi za kratami, na nic już nie czeka, nie myśli o wyjściu na wolność. Więzienie stało się jego domem, ma tam swoich przyjaciół, którzy z zimną krwią zabijali innych ludzi. Jeden z jego kolegów zamordował profesora uniwersyteckiego tylko dlatego, że uważał go za marksistę. Czarnoskóry uznał białego za przeciwnika politycznego. Spędził za kratkami 20 lat.

A czy Janusz Waluś żałuje tego, co zrobił?

Nie. Uważa, że zmienił bieg historii.

Bo doszłoby do wojny domowej?

Tego nie przesądza. Waluś sądzi, że gdyby żył Hani, to los białych byłyby znacznie gorszy niż dzisiaj. Janusz zabił przywódcę komunistów, który, według nacjonalistów, zrobiłby z jego kraju to samo, co Robert Mugabe w Zimbabwe. Nie wierzy, że mogłoby być inaczej. Ale z drugiej strony, kiedy poznał Lindiwe, a także po śmierci własnego ojca, zrozumiał, że oprócz "wypełnienia misji politycznej" pozbawił rodzinę Haniego ojca i męża. Przeprosił ich za to, ale dodał, że za jego czynem stała siła wyższa. "Zrobiłem to dla tego państwa, a nie dla siebie. Poświęciłem się", mówił. Myślał, że to jego poświęcenie zostanie docenione w RPA. Pomylił się, ponieważ niewielu o nim tam pamięta.

Transparent na meczu Śląsk Wrocław - Lech Poznań, 5.08.2018 r. (fot. Mieczysław Michalak / AG)
Transparent na meczu Śląsk Wrocław - Lech Poznań, 5.08.2018 r. (fot. Mieczysław Michalak / AG)

Dlaczego Waluś jest bohaterem narodowców w Polsce?

Nie spodziewał się, że zostanie bohaterem w swojej ojczyźnie. Kilka lat temu, kiedy w Polsce zaczęła wzbierać brunatna fala, narodowcy postanowili go "adoptować". Jeden z pierwszych listów, jakie otrzymał, przyszedł z zakopiańskiego ONR-u, czyli z jego rodzinnych stron. Przysłali mu kilka książek i wyrazy wsparcia. "My o tobie nie zapominamy, jesteś jednym z nas. Człowiekiem, na którym chcemy się wzorować". Poza tym przez wiele lat korespondował z pewnym historykiem z Instytutu Pamięci Narodowej, który jest zwolennikiem "białej siły". Niestety, nie zgodził się wystąpić w mojej książce, bo przestraszył się, że ktoś może go powiązać z Walusiem.

Nie wiem, co dla narodowców jest ważniejsze: czy to, że zamordował czarnego, czy to, że zamordował komunistę. Myślę, że te dwie "wartości" są dla tej grupy dość istotne. Narodowcy mówią, że ratował cywilizację białego człowieka, co chyba jest kluczowe, bo zawiera wszystko: antykomunizm, rasizm i zderzenie kulturowe, którego Janusz jest symbolem.

I legitymizację przemocy.

Neofaszyści naprawdę uważają, że biały człowiek ma prawo zabić czarnego. Ale problemem jest też to, że Janusz Waluś stał się również bohaterem dla polskich parlamentarzystów. Poseł rozpoczynającej się właśnie kadencji, Grzegorz Braun, wprost nazywa Walusia bohaterem. Jeśli dojdzie do koalicji rządowej z Konfederacją, to być może historia mordercy z RPA wejdzie do programu nauczania. Ale nie jako przestroga, tylko jako wzór. A przecież w tej historii ważna też jest druga strona - osieroconych córek i wdowy, a także wielkiej traumy narodowej.

Cezary Łazarewicz. Reportażysta, laureat Nagrody Literackiej Nike za książkę "Żeby nie było śladu"(2016) o zabójstwie Grzegorza Przemyka. Publikował w czołowych polskich tytułach prasowych, między innymi "Gazecie Wyborczej", "Przekroju", "Polityce". Autor m.in. zbioru reportaży "Kafka z Mrożkiem. Reportaże pomorskie" (2012), "Sześć pięter luksusu. Przerwana historia domu braci Jabłkowskich" (2013), "Elegancki morderca" (2015),  "Tu mówi Polska. Reportaże z Pomorza" (2017).

Arkadiusz Gruszczyński. Dziennikarz i animator kultury.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (460)
Zaloguj się
  • oszrany

    Oceniono 51 razy 31

    Przestańcie gloryfikować tego mordercę ! Chcecie z niego celebrytów zrobić ?

  • public_enemy

    Oceniono 38 razy 24

    kolejny morderca (po "wyklętych") wynoszony na piedestał. To już wiadomo czego chcą brunatni, swobodnego zabijania przeciwników politycznych.

  • ochujek

    Oceniono 43 razy 23

    Obecna, neobolszewicka władza w Polsce daje przyzwolenie ruchom faszystowskim. Czci bandytów wyklętych współpracujących z gestapo, stawia pomniki zbrodniarzom i zdrajcom. Opiekuje się pedofilami w sutannach, dba o ich dobre imię w internetowym rejestrze. Ich mecenasa co uwielbiał Lawa, Maciala, Wesołowskiego, Skorodeckiego, Karczewskiego i Pinocheta uważa za świętego. Udaje że pogromy Żydów to komunistyczne prowokacje. Daleko nam do normalności.

  • andrzej.duxa

    Oceniono 39 razy 21

    oswajania z bandytą ciag dalszy...jak wyjdzie, beda na niego czekac z kwiatami

  • ochujek

    Oceniono 34 razy 20

    Faszyści potrafią tylko zabijać. Mniejszość dla nich nie ma żadnego znaczenia. Organizacje faszystowskie przyciągają głupich, słabo wykształconych bo inni myślą za nich, obiecują im dobrobyt. Tak doszedł do władzy Hitler, Lenin, Kaczyński i kościół katolicki. Szeregowi członkowie partii ślepo im wierzą i cieszą się okruszków które otrzymują z pańskiego stołu. Nie chcą wiedzieć że przywódcy mają ręce pobrudzone krwią i brudnymi machlojkami.

  • ochujek

    Oceniono 25 razy 19

    Według polskich faszystów Żydzi nie mają prawa wypowiadać się na polskie tematy, bo są napływowi. Ale biali napływowi w ojczyźnie Murzynów powinni rządzić miejscowymi Murzynami z prawem do mordowania. To takie katolickie. Obłudne do bólu.

  • swru

    Oceniono 32 razy 18

    Łupaszka, Ogień, Brygada Świętokrzyska to czemu nie Waluś ? Panteon bohaterów narodowych serwowanych przez PiS jest co raz bardziej makabryczny. I tak będziemy w szkole wychowywać naszą młodzież. W imię swoich chorych poglądów. III wojna światowa zbliża się.

  • dj.t

    Oceniono 28 razy 18

    Narodowościowcy z pod znaku nsdap zawsze muszą mieć godnych siebie bohaterów najlepiej morderców. Za przyzwoleniem piss robią co chcą a firerek z Żoliborza ich ochroni.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX