Osoby z niepełnosprawnościami też mają potrzebę miłości

Osoby z niepełnosprawnościami też mają potrzebę miłości (fot. shutterstock)

społeczeństwo

''Nie jestem gotowy, żeby być z dziewczyną, która chodzi przy balkoniku''. Randki niepełnosprawnych

Poznają partnerów przez Internet, zakochują się, tworzą związki, zostają rodzicami. Osoby z niepełnosprawnościami opowiadają nam o swoich miłosnych perypetiach.

- A niby gdzie jest napisane, że niepełnosprawni nie mogą na przykład uprawiać seksu? Pewnie niektórzy ludzie myślą, że nie chcą albo nie powinni, bo coś im się stanie złego, co mnie akurat śmieszy - mówi Mariusz, który porusza się na wózku.

Chodząca przy balkoniku Julia poznała swojego chłopaka przez portal randkowy. Dziś mówi: Jestem szczęśliwa. Choć wcześniej różnie bywało.

Małgorzata, tak jak Mariusz na wózku, jest żoną i matką, i w obydwu tych rolach czuje się spełniona. Jest podopieczną Fundacji Avalon, która zapytała tysiąc osób niepełnosprawnych, czy mają za sobą współżycie seksualne. Ponad 70 proc. respondentów odpowiedziało, że tak. Ci, którzy kontaktów intymnych nie mieli, w odpowiedzi na pytanie o powody, pisali: "Nie szukam partnera ze względu na niepełnosprawność", "Nie chcę się wiązać, by nie obciążać nikogo swoim kalectwem".

Niektórzy przyznawali, że "ze względu na wartości religijne zachowują wstrzemięźliwość przedślubną", inni podkreślali, że wiedli udane życie seksualne, ale zanim stali się niepełnosprawni, albo tłumaczyli: "to było dawno i nie mogę znaleźć partnera". Padały też odpowiedzi, że mieszkają w małych miejscowościach i problemy z transportem utrudniają im "rozwinięcie znajomości". O randki i doświadczenia w bliższych relacjach zapytaliśmy kilka osób z niepełnosprawnościami.

Mariusz, 40 lat, bohater programu "Pozytywka" w Superpolsat, założyciel grupy "Randki niepełnosprawnych i sprawnych" na Facebooku:

- Chciałem skupić w jednym miejscu ludzi, którzy szukają partnera. Głównie niepełnosprawnych, ale osoby pełnosprawne też mogą się do niej zapisać. Nie zamierzałem tworzyć podziałów, a jednocześnie chciałem, żeby było jasne, że z dużym prawdopodobieństwem można tu trafić na kogoś z niepełnosprawnościami. Jednym zaoszczędzi to lęku, że muszą się przyznać do niepełnosprawności, a drugim rozczarowania, że trafili na kogoś na przykład na wózku.

02.12.2018 Lublin , Plac Zamkowy . Akcja reklamowa sieci restauracji McDonald`s polegajaca na zbudowaniu wielkiej snieznej kuli .Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Osoby z niepełnosprawnościami walczą ze stereotypem braku potrzeb (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

W tej chwili grupa skupia około 2,5 tys. osób. Kiedyś zrobiliśmy ankiety, z których wyszło nam, że większość ma między 20 a 40 lat. Nie przywiązuję jednak wagi do statystyk.

Ważne, że w grupie poznało się wiele par. Część zdążyła się już rozstać, inni wciąż są razem. Jak to w życiu. Wiem też o dwóch zawartych małżeństwach. Jeszcze zanim założyłem grupę, łączyłem ludzi w pary. Z lepszym i gorszym efektem. Teraz, co chcę podkreślić, w swataniu pomagają mi administratorzy grupy. Uważam, że jeślibyśmy zeswatali tylko jedną parę, to i tak było warto. Poza tym cieszę się, że w grupie ludzie nawiązują przyjaźnie, czy też znajdują kogoś, z kim zwyczajnie mogą pogadać, kiedy czują się samotni. Wszyscy przecież szukamy nici porozumienia i kontaktu z drugim człowiekiem, niezależnie od stanu zdrowia.

Niepełnosprawni mają swoje pasje, chcą podróżować, poznawać ludzi. Doświadczać tego, co inni, także miłości. Znam kilka bardzo udanych małżeństw, w których jedno z partnerów jest niepełnosprawne. Ja sam jeżdżę na wózku, a przez większość swojego życia miałem w pełni sprawne partnerki. I nie miałem z tym żadnego problemu. Choć przyznam, że kobiecie z niepełnosprawnościami może być pod tym względem trudniej. Wydaje mi się bowiem, że panie, nawiązując relacje, wykazują więcej empatii i fascynują się osobowością wybranka, jego intelektem. Mężczyźni natomiast są wzrokowcami. Najpierw patrzą, czy kobieta jest dla nich atrakcyjna, a dopiero potem jest cała reszta. Co nie zmienia faktu, że kobiety na wózkach są interesujące, tylko muszą w siebie uwierzyć. Często słyszę, że nie biorą  w ogóle pod uwagę, że komuś się spodobają. A jeśli już, to są pewne, że mogą znaleźć wyłącznie partnera z niepełnosprawnościami. Także dlatego, że on je lepiej zrozumie.

Nikt nie może zabronić niepełnosprawnym randkowania czy zawierania małżeństw. Zdarza się jednak, że rodzina próbuje ich chronić, mówiąc np. "Zostań w  domu, z nami. Tu ci będzie najlepiej". To bardzo ogranicza.

Ja należę do osób wyjątkowo aktywnych. Przeprowadziłem się z Ełku do Warszawy, zmieniłem pracę, trenuję koszykówkę i crossfit. Jestem samodzielny. Skakałem nawet w tandemie ze spadochronem, latałem szybowcem i myślę o nurkowaniu. Uważam, że życie jest zbyt krótkie, żeby bezczynnie siedzieć w domu.

Mieszkam z dziewczyną i jest nam lepiej, niż mógłbym sobie wymarzyć. Moja dziewczyna ma lekką niepełnosprawność, jest niewysoka. Poznaliśmy się na jednej z gal, fajnie nam się rozmawiało, więc wymieniliśmy się telefonami. Dopiero po pewnym czasie, dzięki mojemu uporowi, udało mi się ją zdobyć. Ileż to razy słyszałem później, że "jak to dobrze, że się wtedy tak uparłem". Jesteśmy szczęśliwi.

11.04.2018 Lublin , plac Teatralny . Lubelskie Dni Autyzmu zorganizowane przed Centrum Spotkania Kultur .Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Lubelskie Dni Autyzmu zorganizowane przed Centrum Spotkania Kultur (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Większość wcześniejszych partnerek poznawałem przez Internet. Owszem, czasem słyszałem tekst w stylu: "Nie jestem do końca pewna, czy chcę się wiązać z kimś, kto jest niepełnosprawny. Nie wiem, czy dam radę". Często jednak miałem wrażenie, że dziewczyna mówiła tak pod wpływem otoczenia. Że bliscy zniechęcali ją do związku z mężczyzną na wózku.

Jestem pewny siebie. Nauczyłem się, że trzeba uparcie dążyć do celu. Można zrezygnować dopiero, gdy ma się niezbitą pewność, że na pewno się nie uda. Właśnie dzięki temu uporowi i konsekwencji zdobyłem swoją obecną dziewczynę. Zawsze marzyłem o tym, by mieć obok siebie kogoś, kogo kocham i kto mnie kocha. Teraz planujemy wspólną podróż. Tyle jeszcze czeka mnie cudownych przeżyć. Naprawdę w to wierzę.

Małgorzata, lat 34, mieszka w Warszawie, jest podopieczną Fundacji Avalon:

- Urodziłam się i wychowałam w Warszawie, i może dlatego nie spotkałam się z dyskryminacją. Ale znam sytuacje z małych miejscowości - tam osoby z niepełnosprawnościami słyszały różne słowa, np. "Nie dotykaj osoby na wózku, bo jeszcze się zarazisz".

Ja chodziłam do szkoły integracyjnej. Moi zdrowi rówieśnicy nie traktowali mnie inaczej. Nigdy nie czułam się więc wyizolowana, a ponieważ mam sprawne rodzeństwo, zawsze starałam się równać do nich. Gdy koleżanki grały w szkole w gumę, bawiłam się z nimi. Zsiadałam z wózka, stawałam na czworakach, skakałam rękami.  

Jednak w relacjach damsko-męskich długo trudno mi było uwierzyć w siebie. Jako nastolatka na wózku nie wyobrażałam sobie, że mogę być atrakcyjna dla chłopaka, który, szczególnie w tym wieku, raczej oceniał dziewczynę po jej wyglądzie. Byłam wzorową uczennicą, ale życie towarzyskie mnie omijało. Źle czułam się w tłumie, nie odnajdywałam się na prywatkach czy w klubach, poza tym tego typu miejsca były zwykle niedostępne architektonicznie dla osób poruszających się na wózkach. W wieku dorastania, także przez kompleksy, wypadłam więc "z obiegu".

Wszystko się zmieniło, gdy trafiłam za zajęcia z aktywnej rehabilitacji prowadzone przez niepełnosprawnych trenerów. Wtedy, już będąc nastolatką, pierwszy raz w życiu zobaczyłam dorosłą kobietę na wózku. Najpierw jedną, a potem kolejne. Wszystkie były zadbane, eleganckie, piękne. Patrzyłam na nie i odkrywałam, że wózek wcale nie odbiera kobiecości. I choć rodzice od dziecka mówili mi, że jestem piękna, to dopiero poznanie tych kobiet dało mi siłę i pomogło się otworzyć na relacje damsko-męskie.

Zaczęłam myśleć, że mogę się komuś podobać, że mogę być czyjąś dziewczyną. Ale na początku raczej celowałam w przyjaźnie, nikt mnie jakoś specjalnie nie zachwycił. Może miałam wygórowane oczekiwania?


Małgorzata wyszła za mąż, podobnie jak wiele jest niepełnosprawnych znajomych (fot. Megapixelstock/pexels.com)

Pierwsza fascynacja przytrafiła mi się pod koniec studiów, gdy miałam 23 lata. Poznałam wtedy obecnego męża. To była moja pierwsza miłość. Kontakt nawiązaliśmy przez Internet - wielu moich znajomych z niepełnosprawnościami tak poznaje partnerów. Ja utworzyłam profil na portalu dla katolików przeznaczeni.pl. Od razu dałam zdjęcie na wózku. Nie chciałam tego ukrywać.

Byłam ciekawa, kto do mnie napisze. Co jakiś czas przychodziło parę wiadomości. Pisały też niepełnosprawne kobiety, wymieniałyśmy się doświadczeniami. Niektóre przyznawały, że nie są tak odważne jak ja, że ukrywają swoją niepełnosprawność.

Pewnego dnia odezwał się on, mój obecny mąż. Kiedy potem starałam się go wybadać, dlaczego właśnie ze mną się skontaktował, dziwiły go moje pytania. Nigdy nie dzielił ludzi na sprawnych i niesprawnych. Po prostu wydałam mu się atrakcyjna i do mnie napisał. Nie planował, że od razu zostanę jego żoną.

Przez pierwsze miesiące po prostu do siebie pisaliśmy, potem zaczęliśmy rozmawiać przez telefon. Dopiero po roku zdecydowaliśmy się na spotkanie. Po pierwszym umówiliśmy się na kolejne i tak coraz częściej. Nie nazywaliśmy jednak tego randkami, zastrzegaliśmy, że to wyłącznie przyjaźń, ale myślę, że każde z nas w głębi serca wierzyło, że przerodzi się ona w coś więcej. Poznaliśmy się w 2008 roku, a siedem lat później wzięliśmy ślub. Trochę nam to zajęło. Jak urodziło nam się dziecko, to pomyśleliśmy, że trzeba było się za wszystko zabrać wcześniej, to mielibyśmy więcej siły.

Gdy zaszłam w ciążę, spotykałam się z różnymi reakcjami ginekologów. Dla niektórych zaskoczeniem było, że kobieta na wózku chce mieć dziecko. Wciąż panuje stereotyp, że niepełnosprawni nie mają instynktu macierzyńskiego czy ojcowskiego. I że osoby na wózku nie mają potrzeb seksualnych. A to nieprawda. Spotkałam się też z opiniami, że lepiej, aby tacy ludzie się nie rozmnażali. Bo jeszcze urodzi im się dziecko od razu na wózku. Bardzo ciężko jest takie myślenie zmienić. Dlatego niezwykle ważne są inicjatywy przełamujące stereotypy dotyczące rodzicielstwa i seksualności osób z niepełnosprawnościami, takie jak konferencja Seks ON organizowana niedawno przez Fundację Avalon.

Niektórzy lekarze boją się prowadzić ciążę u kobiety niepełnosprawnej. Na szczęście udało mi się znaleźć takiego,  który nie widział żadnego problemu. Nie sugerował mi, tak jak ginekolog, u którego byłam wcześniej, że powinnam całą ciążę przeleżeć w szpitalu. Byłam aktywna i pracowałam niemal do samego końca. Dopiero gdy spory brzuch zaczął mi przeszkadzać w siedzeniu na wózku, poszłam na zwolnienie. Urodziłam córkę przez cesarkę, w lutym 2017 roku.


Małgorzata urodziła córkę i jest szczęśliwą mamą (fot. pixabay/pexels.com)

Oboje z mężem zajmujemy się dzieckiem, wymieniamy się obowiązkami, ale ponieważ pracujemy, pomagają nam dziadkowie. Nie ma żadnej czynności, której nie potrafiłabym przy dziecku zrobić. Jedynie na początku trudno mi było pochylić się nad wanienką i używać obu rąk, więc zwykle mąż kąpał małą. Bez kłopotów karmiłam ją piersią, przewijałam. Nauczyłam się wozić córkę w chuście i dzięki temu mogłam poruszać się z nią na wózku. Może tylko kiedy na placu zabaw jesteśmy we dwie i mała chce się wspinać wysoko, to jej nie pozwalam. Gdy jest mąż, nie ma problemu, bo on ją asekuruje.

Czuję się spełniona jako matka i jako żona. W oczach mojego męża widzę zachwyt i uznanie. I co z tego, że mam nogi chude jak patyki, skoro dla niego jestem najpiękniejsza na świecie?

Julia, 21 lat, studiuje w Warszawie:

- Jestem niepełnosprawna od urodzenia. Mam nie najlepsze związane z tym wspomnienia ze szkoły. Nauczyciele wprost mówili moim rodzicom, że poruszając się przy pomocy balkonika, jestem wolniejsza od innych uczniów i że "mogą być ze mną problemy". Któregoś razu mama już nie wytrzymała i powiedziała: "Proszę się skupić na mocnych stronach mojej córki, na przykład na tym, że ma dobrą pamięć". Żaden rodzic nie chce wiecznie słuchać, że jego dziecko jest gorsze.

Ludzie boją cudzej niepełnosprawności. A przecież nikt z nas sobie tego nie wybiera. Unikanie kontaktu z niepełnosprawnymi, niezapraszanie ich na imprezy, czego doświadczyłam w szkole, jest bardzo przykre. Jako nastolatka czułam się gorsza i szukałam winy w sobie. Nie rozumiałam, czemu rówieśnicy mnie nie lubią.

Po latach dotarło do mnie, skąd może wynikać takie podejście i jak ważna jest w tej kwestii edukacja. Niedawno jakieś dziecko, wskazując mnie, spytało mamę: "Co się stało tej pani?'. "Ta pani ma chore nóżki" - odpowiedziała mama. Powinna była dodać: "Ale poza tym w niczym się od ciebie nie różni, po prostu się taka urodziła". Ja swojemu dziecku będę tłumaczyć takie rzeczy.

Moje życie diametralnie się zmieniło, gdy przyjechałam do Warszawy studiować psychologię. W dużym mieście podejście do niepełnosprawnych jest zupełnie inne. Znalazłam przyjaciół, z którymi spędzam czas po zajęciach, chodzimy na pizzę czy potańczyć do klubu. Prowadzę normalne życie, dzięki balkonikowi radzę sobie jak każdy inny człowiek. Tutaj uporałam się z myśleniem, że odstaję do innych, że jestem nic nie warta, że jestem słabsza.

Wśród  wykształconych ludzi, także lekarzy, panuje przekonanie, że osoba niepełnosprawna nie ma potrzeb seksualnych i nie uprawia seksu. Czytałam o kobiecie na wózku, która usłyszała takie stwierdzenia podczas wizyty u ginekologa. Lekarz po prostu założył z całą pewnością, że pacjentka niepełnosprawna nie ma intymnych relacji, a gdy mu powiedziała, że ma, narzekał, że musi ją zbadać. Ja, gdy byłam u ginekologa, też zderzyłam się z brakiem empatii. Zapłaciłam za wizytę i oczekiwałam, że zostanę potraktowana jak każda inna pacjentka. Tymczasem lekarz narzekał, że ma problemy ze zbadaniem mnie, bo mi się nogi do środka schodzą. I że mam kłopot, żeby usiąść na fotelu. "I co ja mam z panią zrobić?" - biadolił. 

d29.09.2019 Warszawa . 41 PZU Maraton Warszawski .Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Osoby na wózkach uprawiają sporty i prowadzą aktywny tryb życia. Na zdjęciu 41. PZU Maraton Warszawski (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

W szkole przez lata podkochiwałam się w pewnym chłopaku. Ale nigdy nie odważyłam mu się o tym powiedzieć. Gdy przyjechałam do Warszawy, zaczęłam szukać partnera przez portal randkowy. Nie ukrywałam, że jestem niepełnosprawna, miałam to w opisie swojego profilu. Poznałam kilka osób, ale przez długie miesiące nie wchodziłam z nikim w bliższe relacje. Raz jeden chłopak nagle zerwał znajomość ze mną, gdy uświadomił sobie, że poruszam się z balkonikiem. Inny razem, jak opisałam, że do chodzenia używam balkonika, dostałam wiadomość: "a, kaleka". Kolejny chłopak napisał: "Nie jestem gotowy, żeby być z dziewczyną z balkonikiem". Z jednej strony to rozumiem, oczywiście, ale z drugiej takie komentarze odbieram jako krzywdzące. Przecież jak idę z chłopakiem za rękę, to balkonika nie potrzebuję. Nie kładę się też z tym balkonikiem do łóżka.

Miewałam chwile zwątpienia. "Mamo, to jest bez sensu" - mówiłam. Ale w lipcu poznałam mojego obecnego chłopaka. Sam do mnie napisał, podał swój numer telefonu, zaczęliśmy rozmawiać. Zauroczyłam się na maksa. Podziwiam go. Mówi, że nie ma żadnego problemu z moją niepełnosprawnością i nie obchodzi go, że ktoś może taki problem mieć. Jego rodzice też mnie w pełni akceptują.

Mój chłopak jest sprawny. Jest też o mnie bardzo zazdrosny, więc zlikwidowałam konta na dwóch portalach randkowych. Jestem szczęśliwa. Z optymizmem patrzę w przyszłość.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (26)
Zaloguj się
  • boniface

    Oceniono 13 razy 9

    Ślub nie oznacza rozmnażanie się tylko miłość. Ci co mówią o niepełnosprawnych ze nie powinni „rozmnażać się” powinni najpierw popatrzyć na siebie i zastanowić się czy taki element powinien powiększać się chociaż sa hubabuba-rakowa narośla społeczeństwa.

  • bene_gesserit

    Oceniono 9 razy 7

    Najgorsze w tych historiach jest to, że 'jak przyjechałam/łem do Warszawy, wszystko się zmieniło na lepsze'. Trzydzieści sześć milionów obywateli w kraju i jedno miejsce, w którym Inni czują się dobrze.

  • puuchatek

    Oceniono 9 razy 7

    "Małgorzata, tak jak Mariusz na wózku, jest żoną i matką"

    Auć, autorko…

  • oelefante

    Oceniono 5 razy 5

    Przypomnę, że postępowa Szwecja wdrażała program nierozmnażania niepełnosprawnych, których przymusowo sterylizowano. To samo robiła postępowa Kanada z Indianami

  • druga_wieza

    Oceniono 3 razy 3

    Właściwie to o co chodzi? O nietolerancję? No cóż, to typowe. Tak, typowe bo zawsze się znajdzie jakiś nietolerancyjny kretyn, który chce mówić innym jak mają żyć.
    Może dlatego kiedyś musiałem powiedzieć jednemu takiemu, który nie chciał przyjąć do pracy niepełnosprawnego (ale sprawnego merytorycznie), że jak mu przypier*lę, to sam będzie niepełnosprawny. Przy świadkach, przy szefie. czyste chamstwo ;-)
    I przyjęliśmy kandydata. Jest w pełni sprawny, po prostu pracuje. Czasami mi dokucza ;-)

  • mniklasp

    Oceniono 3 razy 1

    oto co Polakow jest obsesja: seks i pieniadze. Artykul ktory porusza wazna spolecznie i indywidualnie sprawy zaczyna sie ile kalekich uprawia seks . Wyscie juz kompletnie zidiocieli na punkcie seksu.

  • r1234_76

    0

    "dzięki temu uporowi i konsekwencji zdobyłem swoją obecną dziewczynę" - bardzo dobrze, że nie trafił na metoo i nie został oskarżony o stalking

    ""Ta pani ma chore nóżki" - odpowiedziała mama. Powinna była dodać: "Ale poza tym w niczym się od ciebie nie różni, po prostu się taka urodziła""

    To nie musi być prawda, bo mogła mieć wypadek.

  • sraczezwersacze

    Oceniono 14 razy 0

    "Zapłaciłam za wizytę i oczekiwałam, że zostanę potraktowana jak każda inna pacjentka. Tymczasem lekarz narzekał, że ma problemy ze zbadaniem mnie, bo mi się nogi do środka schodzą. I że mam kłopot, żeby usiąść na fotelu". No żesz bezczelny. Śmiał narzekać, że nie jest w stanie pokonać przykurczy spastycznych mięśni przywodzicieli ud. Przecież "po zapłaceniu za wizytę" wszystkie problemy wynikające z choroby podstawowej (z powodu której ta pacjentka funkcjonuje na wózku) powinny zniknąć.

  • polakpl

    Oceniono 28 razy -20

    W krajach zachodniej lewicy takie problemy rozwiązuje się poprzez eutanazję.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX