Niedawno Polska żyła historią 12-latki z Bielska-Białej, która urodziła dziecko

Niedawno Polska żyła historią 12-latki z Bielska-Białej, która urodziła dziecko (fot. Pixabay)

wywiad gazeta.pl

"Dziewczynie zabrano dziecko, a ją przewieziono do ośrodka wychowawczego. Samą. Z piersiami pełnymi mleka"

Nastolatki, które rodzą dzieci, to nie żadne latawice, tylko normalne dzieci. One w swoich domach zwykle nie dostały tego, co powinny: uwagi, troski, miłości. Nie wszystkie pochodzą z rodzin patologicznych, ale też z tzw. dobrych domów - mówi Agnieszka Sikora, prezeska Fundacji po DRUGIE, która od ośmiu lat pomaga młodym ludziom opuszczającym placówki resocjalizacyjne - ośrodki wychowawcze i poprawczaki - oraz młodzieży w kryzysie bezdomności. I walczy o zmianę przepisów, by młode matki nie były rozdzielane ze swoimi dziećmi.

Przez kilka tygodni Polska żyła historią 12-latki z Bielska-Białej, która urodziła dziecko. Atmosfera wokół tej sprawy przypomina mi polowanie na czarownice.

"Kim ona jest? Gdzie była matka? Kim jest ojciec dziecka? Gdzie byli nauczyciele? Szkoła? Dlaczego nikt tej dziewczyny nie dopilnował?" - za każdym razem, kiedy media informują o ciężarnych nastolatkach, to się dzieje w bardzo sensacyjnym tonie, a potem zaczyna się lincz. Na forach internetowych nazywa się te młode matki puszczalskimi, szmatami.

Latawicami.

Łatwymi. Ja bardzo się burzę na tego typu szufladkowanie. Takie określenia zwalniają z odpowiedzialności dorosłych, a tak naprawdę to oni są winni, że te dziewczynki zachodzą w ciążę. Niestety, zamiast rzetelnego podejścia do tematu dostajemy sensacyjkę o 12-, 13- i 14-letniej ciężarnej. Trochę to wzbudzi emocji, trochę hejtu i tyle. Zauważ, że te medialne historie zazwyczaj nie mają ciągu dalszego. Nikogo już potem nie obchodzi, co się stanie z 12-latką i jej dzieckiem.

Ja bym się chciała przede wszystkim dowiedzieć, kim są dzieci - bo umówmy się: 12-, a nawet 15-latka to ciągle jest dziecko - które zachodzą w ciążę. 

To są zwyczajne, normalne dzieci. Tyle że w domu nie otrzymują tego, co powinny.

Agnieszka Sikora z Fundacji PO DRUGIE (archiwum prywatne)
Agnieszka Sikora z Fundacji PO DRUGIE (archiwum prywatne)

Bo rodzice to niepracujący alkoholicy, którzy stosują wobec nich przemoc? 

Do ośrodków wychowawczych i zakładów poprawczych najczęściej trafiają dzieciaki, które w swoim życiu doświadczyły wszystkiego, co najgorsze. Bardzo często nie miały zabezpieczonych podstawowych potrzeb, jak miejsce do spania czy jedzenie. W ich domach była przemoc, te dzieci bywają ofiarami molestowania seksualnego, rodzice najczęściej są uzależnieni od różnych substancji. Znam dzieci, które pierwszy raz próbowały alkoholu z własnymi rodzicami, mając dziewięć lat, a kiedy miały 12 - brały już narkotyki. 

To, o czym mówisz, to kwintesencja zjawiska patologii!

Ale nie tylko takie nastolatki zachodzą we wczesne ciąże! Pracownicy socjalni coraz częściej odwiedzają domy, gdzie rodzice to osoby wykształcone, które pracują, i to czasem na odpowiedzialnych stanowiskach. Teoretycznie tam wszystko powinno funkcjonować, jak trzeba, ale nie funkcjonuje. Rodzice nie pełnią funkcji rodzicielskiej w sposób prawidłowy. 

Teraz przerazimy wielu rodziców.

Dom nie musi być wcale meliną, żeby dziecko czuło się w nim niezaopiekowane czy wręcz niekochane. A to są powody jego popadania w tarapaty. Zaczynają się wagary, używki czy też pojawia się wczesna ciąża. Kluczowe jest to, czy dzieci dostają od rodziców uwagę, wsparcie, czy czują więź. Jesteśmy tak zapracowani, że problemów, które pojawiają się w rodzinie, coraz częściej nie rozwiązujemy w rodzinie. Wolimy raz w tygodniu wysyłać dziecko do psychologa, w nadziei, że to załatwi sprawę. A nie załatwia. Nie jestem psychologiem, więc nie chcę rozwijać tego tematu, ale specjaliści alarmują, że przeżywamy kryzys rodziny, więc zwracam na to uwagę.

Wspomniałaś o braku miłości. Czy rzeczywiście jest tak, że te bardzo młode dziewczyny uprawiają seks, szukając po prostu tej miłości?

To się może wydawać trywialne, ale często tak jest. Poszukując uwagi, bliskości i czułości, dziewczyny decydują się na seks, który mylą z prawdziwą miłością.

A jaka jest pierwsza reakcja nastolatki, która zachodzi w ciążę? Myśli o aborcji?

Ja nie pracuję z dziewczynami z tych tak zwanych dobrych domów. Dziewczyny z poprawczaków aborcji w ogóle nie biorą pod uwagę. Dla nich - a one są bardzo religijne - takie rozwiązanie w ogóle nie wchodzi w rachubę. Są w tej kwestii bardzo restrykcyjne. Poza tym w ich przypadku reakcją na ciążę jest radość. Dla nich ciąża to jest wydarzenie, które interpretują następująco: nareszcie będę miała kogoś, kto będzie tylko mój! Kogo ja będę kochała i kto mnie będzie kochał. To dziecko będzie tylko dla mnie, a ja dla niego. 

Co ty mówisz? Byłam przekonana, że kiedy nastolatka, dziecko tak naprawdę, zachodzi w niechcianą ciążę, to jest przerażona. A ty mówisz, że się cieszy?!

Moje dziewczyny zawsze mówią, że to dziecko było planowane.

fot. Pixabay
fot. Pixabay

Chcesz powiedzieć, że te 13- czy 14-letnie dziewczynki zachodzą w ciążę świadomie?

Oczywiście, że zdarzają się nastolatki przekonane, że stosunek przerywany chroni przed ciążą. Dziewczyny bywają też ogromnie niefrasobliwe. Kiedyś przyszła do mnie Kinga. "Pani Agnieszko, jestem w ciąży". "Miałaś przepisane tabletki antykoncepcyjne. Nie brałaś ich?!". A ona na to: "Jak pamiętałam, to brałam". Więc - nie. Ciąże najczęściej nie są planowane, jednak dziewczyny zaklinają się, że owszem. One uważają, że nieplanowane dzieci są mniej kochane, a same zamierzają swoje dzieci bardzo kochać. Czyli jeśli ona ma 15 lat i jest w zaplanowanej - jak twierdzi - ciąży, świadczy to o jej miłości do dziecka. A czy się boi? Myślę, że się bardzo boi. Ale magiczne myślenie, charakterystyczne dla wieku nastoletniego, jest tak silne, że dominuje jednak radość.

Na zasadzie: "ja i mój chłopak weźmiemy ślub i stworzymy kochający dom"? 

Tak. W marzeniach tak to ma wyglądać.

Znasz dziewczyny, którym ten scenariusz się spełnił?

Spośród naszych podopiecznych udało się to chyba tylko jednej dziewczynie. Ona ciągle jest ze swoim partnerem, tworzą rodzinę, w której urodziło się drugie dziecko. Jednak w większości przypadków dziewczyny, które tak wcześnie zachodzą w ciążę, nie utrzymują związków z ojcami swoich dzieci. Zrobiliśmy badania, które wykazały, że małżeństwa zawierane z powodu wczesnych ciąż rozpadają się.

Młode matki zostają same?

Raczej tak. Albo mają nowych partnerów, z którymi mają kolejne dzieci.

Jest mi w ogóle trudno przyjąć, że 15-latka wierzy w stworzenie rodziny ze swoim chłopakiem. Nawet jeśli jest w ciąży. 

Te marzenia są według mnie naturalne. Nie pamiętasz swojej szkolnej miłości? Takie uczucia zawsze wydają się miłościami na całe życie. Może nawet każda miłość taka jest... Nie tylko ta szkolna... Ale która z nich przetrwa 30 lat? Oczywiście te nastoletnie uczucia są bardzo niedojrzałe. Moje podopieczne non stop mi opowiadają, jak bardzo są zakochane. A kiedy pytam: "A co on robi? Czy się uczy i gdzie? Co robią jego rodzice?" - tego już nie wiedzą. Wiedzą, że on jest miły i ma fajny tatuaż. 

I ten miły chłopak, z fajnym tatuażem, wykorzystuje młodziutką dziewczynkę, która szuka miłości. 

Dlaczego "wykorzystuje"? Ci młodzi chłopcy bardzo często też szukają miłości. Ich doświadczenia z domów rodzinnych są identyczne jak dziewczyn, o których rozmawiamy. I oni też uprawiają seks, szukając bliskości i miłości. Tyle że potem tak to jakoś wychodzi, że ciężar rodzicielstwa spada na kobietę.

To znaczy na dziewczynę. 

Na dziewczynę, tak.

I jak to dalej wygląda?

Zależy, czy taka nastolatka może liczyć na pomoc rodziny. Wracając do historii 12-latki z Bielska-Białej - mam wielką nadzieję, że wokół niej są odpowiedzialni, pozytywni dorośli, którzy zaakceptują to, co się stało, i będą potrafili ją w tej sytuacji wspierać.

Pierwszą reakcją na pewno jest zawsze szok: "Jak to możliwe? Jak mogłaś? Dlaczego to zrobiłaś?". Sama mam 13-letniego syna i gdybym usłyszała od niego, że zostanie ojcem, to pewnie bym automatycznie zapytała: "Jak to się stało?". To spontaniczna, i naturalna, pierwsza reakcja rodzica. Kluczowe jest, co się dzieje potem. Czy rodzice będą swoje dziecko piętnować, rozliczać i karcić w nieskończoność, czy wyjdą z założenia, że w tej nowej sytuacji trzeba pomóc poukładać życie własnej córki i jej dziecka: dobrze, żeby skończyła szkołę, zdobyła zawód, istotne umiejętności, które pozwolą stworzyć dziecku dom. Jeśli bardzo młoda mama sama pochodzi z rodziny stabilnej, wspierającej, to potem najczęściej opiekunem prawnym dziecka zostaje jej matka - bo osoba niepełnoletnia nie może być opiekunem prawnym - i życie toczy się dalej w takiej powiększonej rodzinie. Potem często zdarzają się sytuacje, że babcie dzieci zbytnio wyręczają te młode mamy, role mamy i babci się mieszają. Ale ja nie zajmuję się takimi historiami.

Agnieszka Sikora (fot. archiwum prywatne / facebook.com/podrugie)
Agnieszka Sikora (fot. archiwum prywatne / facebook.com/podrugie)

Opowiedz o tych, którymi się zajmujesz. Jesteś chyba najlepszą w Polsce specjalistką w temacie nastoletnich ciąż i szerzej - dziewcząt z ośrodków wychowawczych i poprawczaków.

Przesada.

Jak to? Osiem lat temu rzuciłaś dziennikarstwo właśnie po to, by pomagać dziewczynom z takich ośrodków.

Wtedy zrealizowałam film "Dziewczęta z Falenicy" [w Falenicy znajduje się Zakład Poprawczy dla dziewcząt - przyp. red.] i pracując nad nim, spędziłam z tymi dziewczynami kilka miesięcy. Po tym doświadczeniu nie chciałam i nie potrafiłam tak po prostu ich zostawić. Wtedy przyszła mi do głowy myśl, żeby założyć fundację, która będzie się nimi zajmować. Tak też zrobiłam. Zaczęłam jeździć do innych ośrodków w kraju i edukować młodych ludzi. Miałam ze sobą specjalną lalkę-niemowlę i przy jej pomocy uzmysławiałam młodym ludziom - nie tylko dziewczynom, bo czasem na zajęciach byli też chłopcy - z czym się wiąże wczesne rodzicielstwo.

Przełomem był dla mnie wyjazd do ośrodka w Cerekwicy Nowej, gdzie rozmawiałam z kilkoma ciężarnymi nastolatkami. Te dziewczyny były przerażone, że czeka je rozdzielenie z dzieckiem, bo w tamtym czasie w ośrodkach wychowawczych i poprawczakach nie było możliwości, by dziewczyna przebywała tam z noworodkiem. Zaraz po porodzie dziecko trafiało do rodziny zastępczej. Dobrze, jeśli stawała się nią rodzina dziewczyny, ale często te noworodki trafiały do zupełnie obcych ludzi. 

Były im odbierane?!

Mnie się to po prostu w głowie nie mieściło! Cholernie się wkurzyłam, kiedy się o tym dowiedziałam. A że przez lata byłam dziennikarką, uznałam, że napiszę do ministerstwa, uświadomię im, że tworząc przepisy o zakładach poprawczych i ośrodkach wychowawczych, nie wzięli pod uwagę przebywających tam młodych mam. Myślałam, że napiszę i sprawa będzie załatwiona. Wysłałam pismo, potem kolejne i jeszcze kolejne. Mijały lata i okazało się, że to wcale nie jest proste. Organizowałam konferencje, próbowałam uświadamiać decydentów. Niewiarygodne dla mnie było, że ciągle padał argument: "Po co się tym w ogóle zajmować? Przecież takich dziewczyn jest kilkadziesiąt, maksymalnie setka.".

Na zasadzie: "Po co się przejmować tą garstką - wracając do początku naszej rozmowy - latawic i ich dzieci?".

Tak. Niektórzy dyrektorzy placówek, w których takie młode matki przebywały, też byli przeciwni, by dziewczyny mogły u nich być z dziećmi. Padały najróżniejsze argumenty. Niektórzy twierdzili, że dziewczyny bywają złe, agresywne i mogą zrobić noworodkom krzywdę. Pomagam młodzieży osiem lat. Widziałam różne rzeczy. Owszem, bywały dziewczyny, które nie udźwignęły macierzyństwa. Ale bezpośrednich aktów agresji wobec dzieci nie widziałam.

W dodatku najczęściej wczesne macierzyństwo oznacza dla tej bardzo młodej kobiety szybkie dojrzewanie, szybkie wejście w dorosłość, rezygnację z używek. Nakazuje przyjęcie nowego stylu życia, nowej tożsamości. 

Jak długo trwała ta cała dyskusja, czy nastolatki mają prawo zachowywać przy sobie dzieci, czy nie?

Kilka lat. A ja ciągle słyszałam kolejne poruszające historie nastoletnich mam. Pamiętam dziewczynę, której natychmiast po urodzeniu zabrano dziecko, a ją dwa dni później przewieziono do ośrodka wychowawczego. Samą. Z piersiami pełnymi mleka.

Dramat. 

Praktycznie co historia, to był dramat. Jednej z dziewcząt dorośli tak długo wbijali do głowy, że jest zerem, że jest zdemoralizowana, że nic z niej nie będzie, że nie da rady zaopiekować się dzieckiem, aż podjęła decyzję o oddaniu go do adopcji. Sama przez całe życie tułała się po domach dziecka i rodzinach zastępczych i bojąc się o podobny scenariusz, jednocześnie wiedząc, jak wielkie ma deficyty - oddała syna. Dziś ma kolejne dziecko, poukładała sobie życie.

Dla mnie ważne jest pytanie, dlaczego wtedy nikt z dorosłych, którzy byli obok, nie próbował jej pomóc, dlaczego nikt nie próbował dać jej szansy? Odebrano jej nadzieję i odebrano jej dziecko.

fot. Pixabay
fot. Pixabay

Jak się skończyła twoja walka o zmianę przepisów?

Po latach przekonywania decydentów, że skoro w zakładach karnych kobiety mogą przebywać razem ze swoimi dziećmi, to taką samą możliwość muszą mieć nastolatki w różnych placówkach, najpierw udało się zmienić przepisy dotyczące domów dziecka. Teraz młode mamy mogą mieszkać tam razem ze swoimi dziećmi. Jest też gotowy projekt nowelizacji ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich, która reguluje zasady pobytu w placówkach resocjalizacyjnych - ośrodkach wychowawczych i poprawczakach - by i tam dziewczyny nie były rozdzielane z dziećmi.

Czyli sprawa jest załatwiona?

Będzie załatwiona, jak ustawa zostanie przegłosowana. Ale wiele przez te lata zmieniło się na pewno na dobre: na przykład w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym w Czaplinku zorganizowano sprawę tak, że młode mamy mieszkają w placówce i chodzą do szkoły, a ich dzieci są co prawda w rodzinach zastępczych, ale na terenie Czaplinka. I codziennie po szkole one mogą się ze swoimi dziećmi zobaczyć, opiekować się nimi. 

Ale opiekunami prawnymi są obcy ludzie?

Nastolatka nie może zgodnie z prawem być opiekunem prawnym własnego dziecka. Musi być nim osoba dorosła, choćby opiekun z domu dziecka, do którego młoda mama trafiła. Czasem zostaje nim pracownik socjalny, czasem jest to właśnie rodzina zastępcza. A kiedy dziewczyna kończy 18 lat, może się starać o władzę rodzicielską. 

I jak te dziewczyny sobie radzą? Czy nastolatka w ogóle potrafi być mamą?

Potrafi. Prawie każda kobieta potrafi. Tylko raz się zdarzyło, że musieliśmy napisać do sądu, że nasza podopieczna nie radzi sobie z wychowaniem dziecka. Ale generalnie dziewczyny sobie radzą. Oczywiście nie jest idealnie. One dbają o dzieci, jak potrafią najlepiej. Kochają je. Owszem, bywają niecierpliwe, ale myślę, że wiele matek ma ten problem. Nasze dziewczyny mają różne braki, do pewnych rzeczy ogromnie trudno im się zabrać. Potrzebują wsparcia, pomocy. Ale tak. Potrafią być matkami. 

W ubiegłym roku 39 dziewczynek mających 14 lat lub mniej urodziło dziecko. 15-letnich mam było już 159, a 16-letnich - ponad pół tysiąca. "Dlaczego dzieci rodzą dzieci?" Często słyszysz takie pytanie?

Dzieci rodzą dzieci, bo nie ma możliwości, żeby takie zjawisko absolutnie wyeliminować. Taki jest świat. Szczególnie współczesny świat, w którym dzieciaki szybciej dojrzewają.

W jakim sensie? Fizycznie? 

Tak. To się nazywa akceleracja. W naszych czasach dziewczynki dostawały okres w siódmej, ósmej klasie podstawówki. Teraz się to dzieje po prostu szybciej. I szybciej one podejmują czynności seksualne. 

Tylko dlatego, że dojrzewają szybciej?

Do tego dochodzi też powszechna seksualizacja. Informacje dotyczące seksu dosłownie nas zalewają, a do młodzieży docierają przede wszystkim za pośrednictwem Internetu. "Trzeba mieć chłopaka. Trzeba mieć dziewczynę" - dzisiaj u młodych ludzi bardzo szybko się pojawia taka potrzeba. Co oczywiście nie oznacza, że dzieci mają uprawiać seks i zachodzić w ciążę! My, dorośli, powinniśmy ryzyko tych wczesnych ciąż minimalizować, rozmawiając ze swoimi dziećmi i opiekując się nimi.

fot. Pixabay
fot. Pixabay

A państwo - zapewniając rzetelną edukację seksualną. W Polsce wokół tego tematu wciąż toczy się polityczna walka. 

To bardzo źle, że edukacja seksualna jest tematem politycznym. Zupełnie niepotrzebnie się o to kłócimy. Oczywiście, że młody człowiek ma prawo wiedzieć, skąd się wziął na świecie, jak dochodzi do ciąży, i powinien się uczyć, jak kierować swoim życiem - seksualnym i emocjonalnym. I dobrze by było, żeby się uczył mądrze, w otoczeniu odpowiedzialnych dorosłych. Trzeba do tematu podchodzić z rozwagą.

Ale u nas ciągle padają hasła, że edukacja seksualna to jest "seksualizacja dzieci"! 

Ja nie chcę wchodzić w dyskusje polityczne. Jednego jestem pewna: jak młody człowiek osiąga pewien wiek, wtedy dobrze, żeby się dowiedział, w jaki sposób sobie radzić z potrzebami seksualnymi. I dobrze, żeby 15-latkowie nie zostawali rodzicami.

Agnieszka Sikora. Założycielka i prezeska Fundacji po DRUGIE, pomagającej młodzieży opuszczającej placówki resocjalizacyjne.

Anna Kalita, absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in z Gazetą Wyborczą Wrocław, Dziennikiem Polska Europa Świat i Dziennikiem Gazetą Prawną oraz UWAGĄ! TVN. W 2016 roku nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości" o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku