Irena Joliot-Curie w 1921 roku

Irena Joliot-Curie w 1921 roku (fot. domena publiczna)

ludzie

"Radowa księżniczka". Irena Joliot-Curie

Maria Skłodowska-Curie i jej mąż Piotr zostali uhonorowani Nagrodą Nobla, gdy ich córka miała sześć lat. Ale choć Irena Joliot-Curie poszła w ślady matki i ojca i powtórzyła ich osiągnięcie, jej życie nie ograniczało się wyłącznie do pracy na polu nauki.

Po śmierci męża Maria Skłodowska-Curie zaczęła widzieć w córce substytut tragicznie zmarłego Piotra. Irena jako spadkobierczyni wybitnej pary noblistów była skazana na sukces. I nie zawiodła pokładanych w niej nadziei.

Księżniczka bez dzieciństwa

12 września 1897 roku Maria Skłodowska-Curie urodziła córkę i niemal natychmiast po porodzie wróciła do pracy w laboratorium. Nie oznacza to jednak, że nie poświęcała małej Irenie czasu. Wręcz przeciwnie - z właściwą sobie determinacją wpasowała niemowlę w napięty do granic możliwości grafik.

Opiekę nad malutką Ireną Skłodowska-Curie traktowała jak naukowy projekt. Skrupulatnie dokumentowała w swoich dziennikach jej rozwój, pojawianie się pierwszych ząbków czy stawianie chwiejnych kroczków. "Irena robi 'pa' rączką, zupełnie dobrze chodzi na czworaka i mówi 'gogli-gogli-go'; Irenie wyrżnął się siódmy ząbek (...) może utrzymać się, stojąc pół minuty bez niczyjej pomocy" - notowała noblistka. Nieocenioną pomocą w opiece nad dziewczynką okazał się dziadek, Eugeniusz Curie. W dużej mierze to za jego sprawą dzieciństwo Ireny i jej młodszej o siedem lat siostry Ewy było sielanką.

Maria Skłodowska-Curie z Ewą (z lewej) i Ireną (z prawej) i Piotr Curie (fot. domena publiczna)
Maria Skłodowska-Curie z Ewą (z lewej) i Ireną (z prawej) i Piotr Curie (fot. domena publiczna)

Ale rodzinne szczęście skończyło się 9 kwietnia 1906 roku. Tego feralnego dnia Piotr Curie poślizgnął się na mokrej od deszczu paryskiej ulicy i wpadł pod ciągnięty przez konie wóz ciężarowy. Koło zmiażdżyło mu czaszkę i mężczyzna zginął na miejscu.

Maria Skłodowska-Curie była silną kobietą, ale śmierć ukochanego męża zupełnie ją załamała. Wpadła w głęboką depresję. Kiedy po pewnym czasie jej stan się poprawił i zaczęła nawiązywać nowe znajomości, musiała się zmierzyć z krytyką paryskiego społeczeństwa, które przypięło jej etykietkę "złodziejki mężów". Po Paryżu krążyły bowiem plotki, że Skłodowska nawiązała romans z żonatym mężczyzną. Do dziś nie wiadomo, na ile te doniesienia były prawdziwe.

Jak łatwo się domyślić, cała sytuacja nie pozostała bez wpływu na dzieci - Irenę i młodszą Ewę. U starszej dziewczynki, która niedawno straciła ojca, pojawił się lęk, że zaraz może zostać też bez matki. Spokojna wcześniej Irena zaczęła się budzić w nocy z krzykiem, pytając, czy mama również nie żyje. Stała się cicha i wycofana. Ukojenie znalazła dopiero w nauce.

Maria wiedziała, że córka jest wybitnie inteligentna, dlatego nie zamierzała posyłać jej do zwyczajnej szkoły, bo o francuskim systemie edukacji miała jak najgorsze zdanie. Zamiast tego zdecydowała się na eksperyment, do którego udało się jej przekonać najwybitniejsze umysły ówczesnych czasów, z Albertem Einsteinem, przyjacielem domu, na czele. Słynny fizyk, a także kilku profesorów Sorbony uczyli Irenę i kilkoro innych dzieci we własnych domach. Dziewczynka spędzała więc jeden dzień w pracowni matematycznej, drugi w laboratorium chemicznym, trzeci w domu historyka.

Wybitne zdolności Ireny sprawiły, że stała się ulubienicą matki. Choć Maria Skłodowska-Curie zawsze twierdziła, że kocha obie córki tak samo, to tylko starszą nazywała swoją księżniczką. Powód był prosty - Irena od najmłodszych lat nie tylko wykazywała talent do przedmiotów ścisłych, ale też z charakteru bardzo przypominała ojca. Natomiast Ewa skłaniała się ku sztuce, głównie muzyce, i nie podzielała pasji rodziców i siostry. Ale bycie faworytką matki miało też swoją gorzką stronę.

Irena stała się dla matki najbliższą osobą po śmierci Piotra Curie (fot. domena publiczna)
Irena stała się dla matki najbliższą osobą po śmierci Piotra Curie (fot. domena publiczna)

Maria szybko uczyniła z genialnej córki swoją zaufaną współpracowniczkę, w pewnym sensie zastępczynię zmarłego ojca. To spowodowało, że Irena została właściwie pozbawiona dzieciństwa. Inteligentna ponad wiek, dzieckiem mogła być tylko w towarzystwie dziadka, ojca Piotra Curie. Doktor Curie rozwijał we wnuczkach pozanaukowe pasje, takie jak sport, któremu Irena chętnie oddawała się przez całe dorosłe życie. Niestety, Curie senior zmarł pięć lat po synu. Czternastoletnia Irena została już tylko pod opieką matki. A ta miała bardzo sprecyzowany obraz tego, jak miało się potoczyć życie jej genialnej córki.

Na froncie i w laboratorium

Irena nigdy nie narzekała na swój los. Wychowana przez naukowców, pracę traktowała jako coś tak naturalnego jak oddychanie. Dlatego kiedy matka zabrała ją jako 16-letnią dziewczynę na front po wybuchu pierwszej wojny światowej, Irena nie protestowała. Gdy jej koleżanki co najwyżej szyły onuce dla żołnierzy podczas wieczorków towarzyskich, Irena wraz z matką wdrażała w wojennych lazaretach niebezpieczny i przełomowy jak na ówczesne czasy projekt.

Maria Skłodowska-Curie przerobiła swojego renaulta na wóz radiologiczny, którego nazywano na jej cześć "Małym Curie". Dzięki promieniowaniu rentgenowskiemu lekarze mogli znaleźć tkwiące w ciele rannych żołnierzy odłamki pocisków, bez konieczności dłubania w ranach na ślepo i siania w ich ciałach jeszcze większego spustoszenia. Ale choć pomoc pań Curie była nieoceniona, nie wszystkim ich obecność na froncie była w smak.

Irenie i Marii towarzyszyła w wyprawach polska gosposia, przez co panie często rozmawiały w ojczystym języku noblistki. Niektórzy francuscy żołnierze błędnie uważali, że kobiety rozmawiają po niemiecku i uznawali je za wojennych szpiegów. Dodatkowo Irena, która po pewnym czasie zaczęła jeździć na front bez matki, z racji swojej płci i młodego wieku była traktowana protekcjonalnie przez lekarzy. Zdarzało się nawet, że obcesowo wyrzucano ją z sal operacyjnych, krzycząc, że przeszkadza, czy grożono zniszczeniem narzędzi.

Największym problemem, bagatelizowanym tak przez Marię, jak i Irenę, okazało się jednak promieniowanie sprzętu. Nikt nie był wówczas jeszcze w pełni świadom płynących z niego zagrożeń, dlatego za jedyną osłonę służyły Irenie bawełniane rękawiczki i drewniane ekrany. Promieniowanie powodowało u młodej kobiety ciągłe bóle i zawroty głowy. Irena była jednak oddana Francji i mimo niedogodności chciała kontynuować swą misję. Wyszkoliła się na pielęgniarkę Czerwonego Krzyża, a matka wyznaczyła ją na kierowniczkę radiologii w angielsko-belgijskim szpitalu jeszcze przed jej 18. urodzinami.

Maria i Irena Curie w Instytucie Radowym z amerykańskimi żołnierzami w 1919 roku (fot. domena publiczna / Wikimedia Commons)
Maria i Irena Curie w Instytucie Radowym z amerykańskimi żołnierzami w 1919 roku (fot. domena publiczna / Wikimedia Commons)

Po zakończeniu wojny Irena Curie zaczęła pracować jako asystentka swojej matki w założonym i kierowanym przez Marię Instytucie Radowym w Paryżu. Niezwykle biegła w zakresie fizyki i matematyki, budziła wśród kolegów z laboratorium zarówno zachwyt, jak i zazdrość. Niektórzy uważali, że powierzone jej stanowisko jest przejawem nepotyzmu. Ale Irena była głucha na te przytyki. Całkowicie oddała się pracy, wolała naukowe eksperymenty niż towarzystwo ludzi. Zresztą już w dzieciństwie spędzała dużo czasu sama, a jako młoda kobieta, choć błyszczała w naukowych dyskusjach, nie umiała prowadzić towarzyskich rozmów.

Jej dysertacja naukowa, wygłoszona w 1925 roku, dotycząca analiz cząstek alfa emitowanych przez polon - pierwiastek, który jej matka odkryła w 1898 roku - zamknęła usta tym, którzy choć przez chwilę wątpili, że Irena zasługuje na powierzone jej stanowisko. Pisał o niej nawet "New York Times": "Niemal tysięczny tłum wypełnił salę konferencyjną, kiedy córka dwojga niezrównanych geniuszy naszej epoki spokojnie odczytywała swoją znakomitą pracę".

Żona, matka, noblistka

Rok 1925 był ważny dla Ireny nie tylko ze względu na naukowy sukces. To właśnie wtedy w Instytucie Radowym pracę zaczął Frédéric Joliot. Młody asystent Marii Skłodowskiej-Curie natychmiast zjednał sobie sympatię całego laboratorium. Energiczny, gadatliwy i czarujący młody człowiek z początku nie przypadł jednak do gustu spokojnej, introwertycznej Irenie.

Joliot od wczesnej młodości był fanem rodziny Curie, miał nawet na ścianie zdjęcie wycięte z gazety, przedstawiające Irenę z rodzicami i siostrą. Jednak młoda kobieta konsekwentnie ignorowała zaloty Fryderyka. 

Pewnego wieczoru Joliot wciągnął Irenę w rozmowę na temat pewnej naukowej kwestii. Dyskusja przeciągnęła się tak bardzo, że mężczyzna odprowadził Irenę do domu. Tak zaczęło się uczucie dwóch osób, które poza naukową pasją różniło niemal wszystko. Ale niezgodność charakterów zadziałała w ich przypadku jak magnes.

Od prawej: Ewa Curie, Maria Skłodowska-Curie, Irena Curie i dziennikarka Marie Mattingly Meloney podczas podróży pań Curie do USA w 1921 roku (fot. Wikimedia Commons)
Od prawej: Ewa Curie, Maria Skłodowska-Curie, Irena Curie i dziennikarka Marie Mattingly Meloney podczas podróży pań Curie do USA w 1921 roku (fot. Wikimedia Commons)

Po pewnym czasie okazało się, że oprócz naukowej pasji tych dwoje ma jeszcze inne wspólne zainteresowania. Oboje chętnie uprawiali sport - Maria Skłodowska-Curie nawet jako dojrzała kobieta wyznawała zasadę "w zdrowym ciele zdrowy duch" i takie podejście przekazała obu córkom. Wpojone przez matkę zamiłowanie do aktywności fizycznej zostało w Irenie do końca życia. Wspólnie z mężem wybierała się na rowerowe wyprawy, pływała. A w 1936 roku, już jako noblistka, wraz z dziennikarzem Charlesem Faroux założyła w Paryżu klub jujitsu.

Kiedy Irena oświadczyła matce, że zamierzają się z Fryderykiem pobrać, Skłodowska-Curie nie była tym faktem zachwycona. Noblistka obawiała się, że życie małżeńskie odciągnie córkę od naukowej kariery, a co za tym idzie - od niej samej. Nie chciała także, by po jej śmierci Fryderyk stał się dysponentem praw do radu. Dlatego namówiła córkę do podpisania intercyzy, która znosiła obecny w ówczesnym francuskim prawie zapis, mówiący, iż to mąż sprawuje pieczę nad majątkiem żony.

Joliotowie pobrali się 9 października 1926 roku w jednym z paryskich urzędów stanu cywilnego. Choć Maria przez pewien czas traktowała zięcia bardzo chłodno, z czasem jego urok osobisty ją przekonał. A pojawienie się wnuków - w 1927 roku Heleny i pięć lat później Piotra - zupełnie ją rozbroiło.

Dużo trudniej niż Marię Curie było Joliotom do swojego związku przekonać środowisko naukowe. Panowało tam przeświadczenie, jakoby Fryderyk ożenił się interesownie, chcąc na małżeństwie zbudować karierę naukową. Tymczasem już wkrótce miało się okazać, że Joliotowie są zgraną parą nie tylko prywatnie, ale też zawodowo.

Irena Joliot-Curie z mężem Fryderykiem w laboratorium w 1933 roku (fot. NAC)
Irena Joliot-Curie z mężem Fryderykiem w laboratorium w 1933 roku (fot. NAC)

"Po raz pierwszy stało się możliwe uczynnienie pewnych jąder atomowych radioaktywnymi przy użyciu zewnętrznego źródła" - ogłosił w styczniu 1934 roku Fryderyk Joliot. Odkrycie sztucznej promieniotwórczości rok później zagwarantowało małżeństwu Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii. Osiągnięcie państwa Joliot-Curie uważa się dziś za jedno z największych odkryć XX stulecia, a jego efekty wykorzystuje się m.in. przy leczeniu nadczynności tarczycy.

Irena była po swojej matce drugą kobietą w historii odznaczoną tą prestiżową nagrodą w dziedzinie chemii. Ale nie mogła w pełni cieszyć się sukcesem. 5 lipca 1934 roku Maria Skłodowska-Curie zmarła po długiej walce z białaczką, wywołaną długotrwałym obcowaniem z radioaktywnym materiałem. Na krótko przed śmiercią przepowiedziała córce Nagrodę Nobla. I tym razem się nie myliła.

Naukowczyni i aktywistka

Po ogromnym sukcesie zawodowe drogi małżeństwa Joliotów rozeszły się. Fryderyk dostał stanowisko profesora chemii nieorganicznej w College de France, zaś Irena objęła profesurę na Sorbonie. Jako jedna z pierwszych kobiet została również powołana do francuskiego rządu - na prośbę premiera Léona Bluma z Frontu Ludowego objęła funkcję wiceministra do spraw badań naukowych.

Irena, w przeciwieństwie do matki, która trzymała się z dala od polityki, otwarcie opowiadała się po stronie lewicy. Chciała walczyć o prawa kobiet, które wówczas we Francji miały zdecydowanie słabszą pozycję niż mężczyźni. Szybko jednak okazało się, że rząd zaproponował Irenie stanowisko wyłącznie z powodów wizerunkowych - politycy chcieli pokazać społeczeństwu, że są otwarci na obecność kobiet w polityce. Tymczasem Joliot-Curie i dwie inne kobiety, które zaproszono, nie miały ani prawa głosu, ani kandydowania. Były jedynie maskotkami.

Irena i Fryderyk (fot. NAC)
Irena i Fryderyk (fot. NAC)

Irena nie mogła znieść takiego zakłamania i po trzech miesiącach zrzekła się stanowiska. Francuskie kobiety na czynne i bierne prawa wyborcze musiały poczekać do 1944 roku.

Po zawieszeniu działalności politycznej Irena miała więcej czasu na pracę w laboratorium. Ze stypendystą Pavle Saviciem badała reakcje toru i uranu na bombardowanie neutronami. Osiągnęli w ten sposób rozszczepienie jądra atomu, lecz nie rozpoznali tego zjawiska. Irena uważała, że gdyby w pracy towarzyszył jej mąż, udałoby się więcej osiągnąć.

Po wybuchu drugiej wojny światowej Irena niepokoiła się losem krewnych, którzy mieszkali w Polsce. Fryderyk aktywnie działał w ruchu oporu. Wcześniej odmówił propozycji wyjazdu z całą rodziną do USA. Emigracja oznaczałaby bowiem opuszczenie Instytutu Radowego, który niechybnie wpadłby w ręce nazistów.

Tymczasem sytuacja we Francji wyglądała dla rodziny Joliotów  coraz gorzej. Podczas surowej zimy na przełomie 1941 i 1942 roku w Paryżu panował głód, brakowało opału, by ogrzać mieszkania. Irena i dzieci ciężko chorowali, temperatura w mieszkaniu wynosiła zero stopni, a zdobycie leków graniczyło z cudem. Fryderyk podjął decyzję, aby żonę i dzieci wysłać do Szwajcarii, a sam został w Paryżu.

Ale Irenie nie udało się przekroczyć granicy. Wraz z dziećmi osadzono ją w zamku w Porrentruy. Na szczęście jeden z żołnierzy rozpoznał w czytającej tablice danych jądrowych Irenie noblistkę i załatwił jej i dzieciom wyjazd do Lozanny. Tam doczekali końca wojny. Ale radość z końca konfliktu nie była pełna.

Uroczystość wręczenia nagrody Nobla Irenie i Fryderykowi Joliot -Curie (fot. NAC)
Uroczystość wręczenia nagrody Nobla Irenie i Fryderykowi Joliot -Curie (fot. NAC)

6 i 9 sierpnia 1945 roku amerykańscy żołnierze zrzucili bomby atomowe na Hiroszimę i Nagasaki. Małżeństwo Joliotów zgodnie uznało, że użycie energii atomowej dla celów wojskowych było zdradą nauki i człowieczeństwa. Oboje byli przeciwni budowie i użyciu bomby atomowej, mówili o tym podczas wystąpień, podpisywali petycje.

Irena i uważali, że energię jądrową należy wykorzystywać do celów pokojowych, do odbudowy i rozwoju Francji. Fakt, że spożytkowano ją, by unicestwić tysiące niewinnych ludzi, Irena odbierała jako osobistą moralną porażkę. Dlatego przez kolejne lata wraz z mężem działała w Komisariacie Energii Atomowej, powołanej po wojnie przez generała de Gaulle'a. Fryderyk pełnił funkcję wysokiego komisarza ds. energii atomowej, Irena była jednym z trzech komisarzy. Statut instytucji mówił o zastosowaniu energii atomowej dla celów naukowych, w przemyśle, a także obronie. Dzięki pracy komisariatu w grudniu 1948 roku w Châtillon pod Paryżem uruchomiono pierwszy we Francji reaktor atomowy. Wkrótce jednak Joliotom odebrano ich stanowiska, jako powód podając ich związki z komunistami. Fryderyk istotnie należał do partii, ale Irena nie. Bardziej niż o polityczną przynależność martwiła się o pokój na świecie.

W 1946 roku Irena została dyrektorem w Laboratorium Curie, gdzie zarządzała pracą ponad 70 badaczy. Uzyskała też pełną profesurę na Sorbonie i zgłosiła swoją kandydaturę do Francuskiej Akademii Nauk. Ta jednak odrzuciła ją, tak samo jak kiedyś jej matkę. Irena podsumowała tę decyzję z humorem, kwitując, że członkowie akademii przynajmniej są konsekwentni.

Irena wielokrotnie odwiedziła Polskę. Uczestniczyła w kongresach naukowych i pokojowych, brała także udział w obchodach rocznic związanych z Marią Skłodowską-Curie. Jednak już na początku lat 50. jej stan zdrowia zaczął się coraz bardziej pogarszać. Była coraz słabsza, bardziej powolna, zaczęły ją dręczyć gorączki i bóle głowy. Pamiętając chorobę matki, Irena nie miała złudzeń co do swojego stanu.

Fryderyk i Irena w 1951 roku (fot. James Lebenthal / domena publiczna)
Fryderyk i Irena w 1951 roku (fot. James Lebenthal / domena publiczna)

W 1956 roku lekarze w szwajcarskim sanatorium zdiagnozowali u Ireny białaczkę. Ale noblistka do końca zachowała pogodę ducha, mówiła, że nie boi się śmierci, bo miała piękne, pełne pasji życie.

Irena zmarła 17 marca 1956 roku w wieku 58 lat - o dziewięć lat młodziej niż jej matka. Fryderyk przeżył ją o dwa lata.

Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG", portalami Sezon, Pride i Enter the Room.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku