Margaret Rudin

Margaret Rudin (fot. facebook.com/margaret.frostmasonrudin)

społeczeństwo

Piąta żona miała być "tą na zawsze". "Było w niej coś, co przyprawiało człowieka o dreszcze"

Las Vegas, 1994 rok, rezydencja w Alpine Place. Potentat na rynku nieruchomości, 64-letni Ronald Rudin, popija whisky i czyści pistolet. Jego 52-letnia żona Margaret prosi, żeby poświęcił jej chociaż kilka sekund. Znudzony Ron nie odrywa jednak wzroku od broni. - Zależy ci jeszcze na mnie czy tylko na tym głupim żelastwie? - wykrzykuje kobieta. Pół godziny później, w sypialni na górze, podnosi słuchawkę telefonu. To, co słyszy, mrozi jej krew w żyłach.

Ronald Rudin należał do tych, dla których Vegas okazało się łaskawe. Urodzony w Chicago w 1930 roku, przyjechał na pustynną ziemię jako 34-letni weteran wojenny. Szybko dorobił się fortuny na pośrednictwie w handlu nieruchomościami, a jego majątek szacowano na 11 milionów dolarów. Na co dzień nie stronił od rozrywki, ale jak ognia unikał rozgłosu.

Do legendy przeszła jego ucieczka z biura przy Charleston Boulevard na widok ekipy telewizyjnej. "Pamiętam, że kręcili materiał o pobliskim budynku, a Ron zdążył tylko szepnąć, żebym to ja z nimi porozmawiał, po czym czmychnął tylnymi drzwiami" - wspomina długoletni przyjaciel magnata, Jerry Stump. "Nie chciał mieć z mediami nic wspólnego".

Miał kilka słabości: broń, polowania, alkohol. I tę największą - nie mógł się oprzeć pięknym kobietom. Szybko zakochiwał się i oświadczał. Po czym równie szybko się nudził.

Ostatni raz "tak"

Kiedy Rudin poznał Peggy, oczywiście był żonaty, a ona pracowała jako sekretarka w biurze jednego z najemców. "Była łagodna i słodka" - mówił o dziewczynie długoletni współpracownik Ronalda, Jessie Emmett. Była też całkowitym przeciwieństwem dwóch poprzednich wybranek biznesmena. Zazwyczaj bowiem spotykał się z kobietami władczymi i z temperamentem. Peggy była inna i może właśnie dlatego nie mogła się pogodzić z plotkami na temat Rona. Dla skromnej sekretarki rola żony kochliwego milionera zamiast wygraną na loterii okazała się przekleństwem. 20 grudnia 1978 roku strzeliła sobie w głowę. Śmierć Peggy sprawiła, że Rudin kompletnie się załamał. Przez ponad rok, każdego dnia, przynosił na jej grób świeże kwiaty. 

Upłynęło kilka lat od śmierci Peggy, gdy w życiu Rona pojawiła się Karen. Scenariusz znów się powtórzył: po euforii zakochania, której zwieńczeniem był ślub, nastała monotonia codziennego życia, z rozwodem na finiszu. Do bólu przewidywalny Ron latem 1987 roku poznał - tym razem w kościele - kolejną "kobietę swojego życia". Trzynaście lat młodsza Margaret Mason, matka trojga dzieci, kobieta z charakterem, na wstępie podkreślała, że "nie jest poszukiwaczką złota". Była świadoma, że Rudin był kobieciarzem i nie stronił od alkoholu, ale zapewniała, że przy niej na pewno się zmieni. 

Zaledwie kilka miesięcy po pierwszym spotkaniu stanęli na ślubnym kobiercu. Dla obojga miało to być piąte i - jak się zarzekali - ostatnie małżeństwo. "Margaret często przychodziła do jego biura" - wspomina Stump. "Na pierwszy rzut oka wydawała się miłą damą. Ale było w niej coś takiego, co przyprawiało człowieka o dreszcze". 

A jakim człowiekiem był Ron? Podrywacz i notoryczny rozwodnik lubił czarny kolor, nosił kowbojki i nie rozstawał się z bronią. Znany był też z miękkiego serca i szczodrości. Gdy najemca spóźniał się z czynszem, Ron odraczał mu płatność. Być może dlatego Margaret miała mu za złe, kiedy nalegał, by sama regularnie opłacała czynsz za sklep z antykami, który otworzyła w należącym do męża kompleksie. Hojny wobec innych, nie szczędzący pieniędzy na własne przyjemności, w tym na zakup broni, od żony wymagał terminowych wpłat.

Przyjaciele Rudina od początku czuli, że w ich małżeństwie nie do końca układa się tak, jak powinno. Za każdym razem, gdy Rudin odwiedzał swoich znajomych, w tym m.in. Jacka Rugglesa  i jego żonę Amy, przyjeżdżał sam. "Kilka razy zapytałam go: A gdzie twoja żona? Odpowiedział, że... została w samochodzie. Tak jakby nie chciała się z nami integrować. Nie wydaje mi się, żeby Ron jej czegokolwiek zabraniał. Po prostu trzymała się od nas na dystans" - uważa Amy

Zbrodnia prawie doskonała

Jack i Amy Ruggles spędzali właśnie wakacje na Dominikanie, gdy zadzwonił do nich jeden ze współpracowników Rudina. Ronald pierwszy raz w życiu nie przyszedł do pracy i nie można się było z nim skontaktować. To było do niego zupełnie niepodobne. Jack odłożył słuchawkę. Miał przeczucie, że stało się coś złego.

Tym, co w słuchawce telefonu usłyszała Margaret, kiedy zignorowana przez męża poszła do sypialni, były czułe słówka. Ron wypowiadał je do kobiety o imieniu Sue. Większość żon na jej miejscu natychmiast wniosłaby o rozwód z orzeczeniem o winie. Ale Margaret miała inny plan. 

W grudniu 1994 roku namierzyła Sue. Wysłała do jej bliskich list ze szczegółowymi opisami jej romansu ze swoim mężem, grożąc, że jeśli nie zostawi go w spokoju, pożałuje. Kiedy Ron się o tym dowiedział, oświadczył, że to koniec i składa pozew o rozwód. Nie zdążył. Piąta żona zastrzeliła go kilka godzin później, gdy nieświadomy zagrożenia położył się spać. Dostał przynajmniej cztery strzały w głowę. Tryskająca krew zaplamiła pościel, którą otrzymali w prezencie ślubnym, i zdjęcie Margaret na nocnej szafce. 

Plan Margaret

Kiedy bardzo bogaty i w pełni sił witalnych mężczyzna znika bez śladu, zawsze należy zakładać najgorsze. Ale co się stało? Ani przesłuchania współpracowników, ani Margaret nie przyniosły żadnego przełomu w śledztwie. Do dziś nie wiadomo, dlaczego śledczych nie zastanowiło, że żona czekała dwa dni, zanim zgłosiła zaginięcie męża na policji, a w międzyczasie włamała się do biura w poszukiwaniu testamentu.

21 stycznia 1995 roku przypadkowy mężczyzna znalazł w pobliżu jeziora Mojave ludzkie szczątki. Badania DNA potwierdziły, że że należały do zaginionego przed dwoma miesiącami Rudina. Śledczy nie mieli wątpliwości, że milionera zamordowano, a jego ciało zostało rozczłonkowane i spalone.

Kiedy policjanci ponownie chcieli przesłuchać Margaret, okazało się, że zniknęła. Dwa lata zajęło zebranie dowodów przeciwko wdowie i wystawienie za nią listu gończego. Poszukiwania pani Rudin trwały kolejne dwa lata. Być może nigdy nie zostałaby złapana, gdyby nie jej tęsknota za córkami. Zimą 1999 roku agenci dostali cynk, że podejrzana prawdopodobnie wynajmuje mieszkanie w miejscowości Revere w Massachusetts. Właśnie z tego adresu zostały nadane prezenty świąteczne do rodziny Margaret. Potrzebny był już tylko odpowiedni moment. Kiedy pewnego wieczora Rudin zamówiła pizzę, w rolę dostarczyciela wcielił się jeden z agentów. Nie stawiała oporu. Zmierzyła śledczych zimnym spojrzeniem i bez słowa weszła do radiowozu.

W procesie czarnej wdowy wzięło udział ponad 100 świadków. Dopiero na sali sądowej co najmniej kilka osób zeznało, że na kilka miesięcy przed śmiercią Ronald bał się o życie, a dzień przed zniknięciem zgłosił się do szpitala, podejrzewając, że mógł zostać otruty.

Prokurator z detalami odtworzył noc morderstwa oraz zachowanie Margaret. Po zabiciu męża obcięła mu głowę, rozczłonkowała ciało i upchnęła do zabytkowego kufra, kupionego kilka miesięcy wcześniej w antykwariacie. Następnie kufer wywiozła na pustynię i podpaliła. Potem wynajęła mężczyznę, Augustine'a Lovato, aby wyremontować sypialnię w Alpine Place. Lovato pomalował ściany, wymienił wszystkie meble i wykładzinę. Wezwany do sądu przyznał, że na usuwanych materiałach były brązowe plamy, ale wolał nie pytać o ich pochodzenie.

Na niekorzyść wdowy przemawiały także ślady DNA zabezpieczone na rugerze kaliber 22 z tłumikiem, który znaleziono w lipcu 1996 roku. Zaginięcie broni Ron zgłosił kilka miesięcy po ślubie z Margaret. I właśnie z tej broni zginął. Prokuratura twierdziła, że świeżo poślubiona pani Rudin już w 1987 roku musiała myśleć o pozbyciu się milionera.

Po trwającym dziewięć tygodni procesie i kilkudniowych obradach ława przysięgłych uznała Margaret za winną. 30 sierpnia 2001 roku sędzia Joseph Bonaventure skazał ją na 20 lat więzienia. Wdowa nie poddała się bez walki i wielokrotnie wnosiła o apelację, twierdząc, że jej obrońcy nie wykorzystali wszystkich dowodów świadczących o jej niewinności. Sąd Najwyższy raz za razem odrzucał jednak wszystkie wnioski. Ale 20 lat to nie wieczność. Czarna wdowa wyjdzie na wolność już w 2021 roku. Będzie miała 78 lat. A jak powiadają, na kolejne małżeństwo nigdy nie jest za późno...

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku