Po lewej - Anna Jurek, po prawej - Aleksandra Dulas - edukatorki seksualne

Po lewej - Anna Jurek, po prawej - Aleksandra Dulas - edukatorki seksualne (fot: Joanna Jaros)

wywiad Gazeta.pl

"Jak ktoś nie bierze udziału w naszych zajęciach, to może sobie wiele rzeczy dopowiedzieć, bazując na lęku, który ma w sobie"

"Kuratorium nigdy nie podejmowało takich działań jak dzisiaj. Nowy kurator przyszedł razem z PiS. Uaktywnił się przed wyborami. I walczy z edukacją seksualną" - mówią edukatorki. A jednocześnie głośny już projekt zmian w Kodeksie karnym, postulowanych przez organizację "Stop pedofilii", zakłada zakaz prowadzenia edukacji seksualnej. Jego złamanie ma być karane więzieniem. Za co tak naprawdę byłaby to kara? Rozmawiamy z Aleksandrą Dulas i Anną Jurek z fundacji SPUNK.

Uczycie przedszkolaki masturbacji?

ANNA JUREK: Tak! Niech to się nagra! Dniami i nocami.

ALEKSANDRA DULAS: Rodzice przyprowadzają dzieci do przedszkola, wyrażają zgodę na piśmie i jedziemy.

A.J.: Oczywiście żartujemy, bo pytanie jest tak absurdalne, że trudno wyobrazić sobie, żeby ktoś pomyślał o tym poważnie.

Profesor Aleksander Nalaskowski, felietonista "Sieci", czytał standardy Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące edukacji seksualnej. I znalazł popularyzację masturbacji wśród dzieci i młodzieży.

A.J.: Trudno nam odpowiadać za to, jak pan Aleksander Nalaskowski interpretuje przeczytane treści. Nie ponosimy odpowiedzialności za czyjeś wyobrażenia. Masturbacji nie uczymy. To absurd, który został wyciągnięty z dokumentu i napompowany medialnie, bo się dobrze sprzedaje.

Ale jest ta nauka masturbacji w wytycznych WHO czy jej nie ma?

A.J.: Nie! W wytycznych jest tylko napisane, że dzieci w wieku trzech lat mogą się masturbować.

A.D.: Nauczycielki w przedszkolu same nam opowiadają, że to się wydarza. W każdym przedszkolu, w którym byłyśmy! Chodzi o to, żeby nauczyciele i rodzice wiedzieli, jak reagować.

'Masturbacji nie uczymy. To absurd, który został wyciągnięty z dokumentu i napompowany medialnie, bo się dobrze sprzedaje' - mówią edukatorki (fot: Marcin Stępień/ Agencja Gazeta)
'Masturbacji nie uczymy. To absurd, który został wyciągnięty z dokumentu i napompowany medialnie, bo się dobrze sprzedaje' - mówią edukatorki (fot: Marcin Stępień/ Agencja Gazeta)

A co zrobić?

A.J.: Powinniśmy ustalić, z czego to wynika. Czy dziecko nie ma infekcji narządów płciowych i dlatego się pociera lub drapie? Być może jest za rzadko przytulane i w ten sposób dostarcza sobie przyjemności? A może tak rozładowuje napięcie? Powodem może być nuda czy chęć poznawania swojego ciała. Przyczyny mogą być różne, ale najczęściej jest to zachowanie rozwojowe i po prostu mija.

Nie zabronić?

A.D.: O nie, bo to normalny etap. Trzeba porozmawiać z dzieckiem, powiedzieć mu: "Rozumiem, że zachowujesz się w ten sposób, ale to jest intymna rzecz. Nic się złego nie dzieje, ale nie rób tego przy innych ludziach". Czasem wystarczy odwrócić uwagę i zająć dziecko czym innym. Najważniejsze: nie robić z tego problemu.

W jaki sposób pracujecie z młodszymi dziećmi?

A.J.: Z sześciolatkami rozmawiamy o dobrym i złym dotyku. Pytamy, w jaki sposób lubią być dotykane i przez kogo. Mówią, że lubią być przytulane, ściskane, gilgotane, ale nie zawsze. Że mogą to robić mama, tata, babcia. Wspólnie zastanawiamy się, co zrobić, jeśli dziś akurat dziecko nie chce być przytulane. Nawet najbliższym może na przykład powiedzieć: "To nie jest mój dzień. Dzisiaj nie mam ochoty na gilgotki. Idę się pobawić".

Mówicie: Są miejsca, których mogą dotykać tylko niektórzy dorośli, i to w określonych sytuacjach?

A.J.: Mówimy: "Są strefy bardzo intymne, tylko twoje. Inne osoby mogą ich dotykać w wyjątkowych sytuacjach. Opiekun, rodzic - przy okazji dbania o higienę, albo lekarz - przy okazji badania".

A.D.: Mówimy również, że dorośli nie mogą mieć wspólnych tajemnic z dziećmi. Zwłaszcza jeśli są to tajemnice przed rodzicem.

Opiekunowie robią też czasami fatalny błąd: powtarzają maluchom, że dorosły ma zawsze rację. Nie zawsze! Dorośli są różni, nie w każdym przypadku trzeba ich słuchać. Nawet mama może się czasem pomylić i dziecko ma prawo powiedzieć, że się z mamą nie zgadza. Danie dziecku prawa do wyrażania swojego zdania, przy jednoczesnym budowaniu zaufania, jest najlepszą ochroną przed przemocą.

A w jakim wieku są dzieci, z którymi rozmawiacie o masturbacji?

A.J.: Rozmawiamy z nastolatkami, bo same pytają. Ten temat pojawia się zawsze, w każdej klasie. Masturbacja służy rozładowaniu napięcia seksualnego, a ono w okresie dojrzewania potrafi sięgać zenitu. Tłumaczymy, że nie należy łączyć pornografii z masturbacją. Przynajmniej nie zawsze. Żeby nie było tak, że dziewczyna rozbierze się przed chłopakiem (albo odwrotnie), a jego ciało nie zareaguje, bo bodziec będzie słabszy niż przekaz pornograficzny.

A.D.: Czasami pytają o coś, co widzieli na filmach. Na przykład czy to normalne, że pan sobie wkłada słoik do pupy. I czy można tak robić.

I co wtedy mówicie?

A.D.: Można, tylko po co?

A.J.: Chłopcy pytają, co zrobić, żeby przy masturbacji nie pobrudzić pościeli, nie wstydzić się przed mamą. Zrobiłam research wśród kolegów, którzy w okresie dojrzewania mieli takie problemy, i doradzili, żeby np. masturbować się pod prysznicem albo w chusteczkę.

A.D.: Jak zaczynaliśmy 10 lat temu, chłopcy byli "tacy hop do przodu". Brylowali, żartowali, a dziewczyny się wycofywały. A teraz dziewczyny łatwo wchodzą w temat, chętnie rozmawiają, a jak chłopaki za bardzo świrują, to ucinają ich wygłupy. Coraz częściej dziewczyny chcą rozmawiać o masturbacji. Mówią, że to norma. Coś drgnęło po dziewczęcej stronie.

Na forum klasy to mówią?

A.D.: Nie mówią: "ja się masturbuję", tylko: "dziewczyny to robią". Na początku zresztą ustalamy z klasą, że nie mówimy o sobie, o osobistych doświadczeniach. Rozmawiamy ogólnie.

Nastolatkowie mają zresztą te tematy doskonale obgadane na szkolnym korytarzu. Rozmowa z nami to tylko okazja, żeby dopytać o różne rzeczy.

A.J.: Na zajęciach często są nauczyciele. Dyrekcja jest więc informowana o tym, co się dzieje, jakie treści były przekazywane. A wychowawca może potem wrócić do tematu przy okazji np. lekcji wychowawczej. Dostanie też próbkę tego, jak z młodzieżą rozmawiać. Bo my z tej klasy wyjdziemy, a on zostanie.

A.D.: Świetnie, jeśli nie tylko siedzi i słucha, ale bierze udział w zajęciach.

Nauczyciel opowiada, jak seks uprawia i jak się masturbuje?

A.D.: Nikt nie opowiada o swojej masturbacji! Ani my, ani dzieci, ani nauczyciel. Wspólnie rozmawiamy, czym jest masturbacja, orientacja seksualna, dyskryminacja, co to znaczy "dojrzewanie".

O co najczęściej pytają nastolatkowie?

A.J.: Kolejne pokolenia dziewczynek pytają, czy to, jak miesiączkują, jest normalne, jaka regularność i obfitość miesiączki jest OK, dlaczego czasem boli dolna część pleców, albo co zrobić, jak będąc w szkole, dostanie się okres, a akurat nie ma tamponu.

A.D.: To pokazuje, że jako rodzice i społeczeństwo nie odrobiliśmy lekcji. Bo one najpóźniej jako dziewięciolatki powinny to wiedzieć.

Zaskakują was jakieś pytania?

A.J.: Czy można się zakochać, nie wiedząc, co to miłość.

???

A.J.: Ha! A czego się spodziewałeś?

Im dłużej rozmawiamy o edukacji seksualnej i o tym, z jakimi tematami się wiąże, tym lepiej rozumiem obawy prawej strony. To są złożone kwestie. Czynników jest dużo. Żeby je zrozumieć i omówić, potrzeba czasu, wiedzy i pogłębionej refleksji. Jak ktoś nie bierze udziału w naszych zajęciach, to może sobie wiele rzeczy dopowiedzieć, bazując na lęku, który ma w sobie.

Z drugiej strony rozumiem mamę i tatę, którzy mówią: "Nie życzę sobie, żeby obce panie opowiadały córce o pornografii, masturbacji. Ja chcę jej o tym powiedzieć. Albo w ogóle nie chcę, żeby wiedziała. To moja córka, ja ją wychowuję. Wara od naszych dzieci!".

A.D.: Idąc tym tropem, rodzic mógłby powiedzieć: "Nie chcę, żeby moje dziecko było uczone geografii. Ziemia jest płaska, to mój pogląd, stop temu szaleństwu, wara od naszych dzieci!".

Maj, 2019 r. Warszawa. Tańcząca pikieta zwolenników edukacji seksualnej w szkołach (fot: Kuba Atys/ Agencja Gazeta)
Maj, 2019 r. Warszawa. Tańcząca pikieta zwolenników edukacji seksualnej w szkołach (fot: Kuba Atys/ Agencja Gazeta)

Edukacja seksualna została sprowadzona do walki ideologicznej. A tak naprawdę to wiedza o zdrowiu psychicznym i fizycznym. Przy zagadnieniu orientacji seksualnej mówimy tylko tyle: mamy gejów i lesbijki, osoby biseksualne oraz heteroseksualne. Może nam się to podobać albo nie, ale tak uznaje medycyna, Światowa Organizacja Zdrowia. I może jeszcze druga rzecz: nie wolno nikomu robić krzywdy ze względu na orientację. Z czym tu dyskutować? Czy znajdzie się ktoś, kto serio powie: chciałbym, żeby część dzieci w szkole nie czuła się bezpiecznie?

Ale nie powiecie, że zachowania homoseksualne to grzech.

A.D.: W ogóle w to nie wchodzimy. Jeśli dziecko na religii słyszy, że zachowania homoseksualne są grzechem - mnie nic do tego.

Seksualność to jednak nie jest taka sama wiedza jak matematyka. Wzbudza zupełnie inne emocje.

A.J.: To prawda. Seksualność to biologia. Ma dużo większy wpływ na nasze życie niż matematyka.

Nasze przykładowe małżeństwo konserwatystów mogłoby powiedzieć: "Jesteśmy tak wychowani, w takiej religii, kulturze, że w naszej rodzinie o pewnych rzeczach się nie rozmawia. W nosie mamy wytyczne WHO. Mamy prawo żądać, żebyście nie wkładały nic do głowy naszej córki!".

A.D.: To ja odpowiem: "Możecie sobie nie życzyć, dopóki to nie wpływa na zdrowie waszego dziecka". Do szpitala przy Spornej w Łodzi przyjeżdżają 16-latki ze stanami zapalnymi narządów rodnych. Dziewczyna na przykład wstydziła się pójść do mamy. No bo przecież u nich w domu się o takich rzeczach nie rozmawia. Dopiero jak zemdlała na szkolnym korytarzu i zabrali ją do szpitala, to się wszyscy obudzili. Ale już może być za późno. Były przypadki, że płodności nie dało się uratować.

Albo mamusie mówiące o miesiączce: "niech boli, do pierwszego porodu zawsze boli". Dziewczynka nigdy się nie dowie, że jak boli, to trzeba iść do lekarza. Pierwsze bolesne miesiączki mogą być symptomem endometriozy. I w końcu ona będzie tak chora, że nie będzie żadnego porodu.

Nie zabierajmy dzieciom podstawowego prawa: do wiedzy o własnym zdrowiu.

A.J.: Ale też nikt nikogo nie zmusza do zapisywania dzieci na nasze zajęcia. Zawsze mamy zgody rodziców.

A co mówicie o seksie? Że to normalna część życia?

A.D.: O zgrozo, tak. Mówimy, że ludzie uprawiają seks.

A prawica na to, że te wasze zajęcia to popłuczyny po rewolucji seksualnej. Jak opowiadamy dzieciom, że można mieć wielu partnerów, seks nie musi się wiązać z małżeństwem, stałą relacją, to rozwalamy rodzinne wartości.

A.J.: Seks służy różnym celom: poznaniu swojego ciała, zaspokojeniu ciekawości, rozładowaniu napięcia, budowaniu intymnych relacji i bliskości, podniesieniu samopoczucia, okazaniu miłości. Mówiąc, że seksualność to cywilizacja śmierci, zabieramy ludziom ważny element doświadczania świata, który wpływa na jakość ich życia.

A.D.: Rozmawiałam kiedyś z grupą edukatorów katolickich. Tłumaczyli: "My po prostu stawiamy wyżej poprzeczkę. Jeden partner na całe życie. Nasza droga jest trudniejsza". A ja myślę, że to nieprawda. Jak masz wytyczony szlak, to po prostu idziesz przed siebie. To banalnie proste. A my mówimy młodzieży: "To wy musicie wybrać. Dróg jest wiele. Każda ma swoje konsekwencje. To wasze zadanie wybrać tak, żebyście byli zadowoleni. A to nie jest prosty wybór".

Tradycyjna rodzina jest fundamentem cywilizacji europejskiej. Polskiej kultury. Podkreśla to Jarosław Kaczyński w kolejnych spotkaniach.

A.D.: Super. To już wiemy, czym dla prezesa jest "prawdziwa rodzina". Mama, tata, dwójka dzieci i labrador. Ale polskie rodziny są bardzo różne. Jest mama i syn, mama z babcią i synem, pani z psem, dwie panie z psem, tata i córka. Możemy wszystkie te rodziny wypchnąć na margines i udawać, że ich nie ma, ale może się okazać, że stanowią większość społeczeństwa. Czy na pewno chcemy to zrobić?

Jakbym na dzień dobry mówiła dzieciakom: "prawdziwa rodzina, nasza polska, katolicka, to jest mama, tata, dwoje dzieci", to ja bym była przegrana na wstępie. Bo połowę dzieci informowałabym: "nie macie prawdziwej rodziny". Może lepiej mówić, że prawdziwa rodzina to taka, w której jest miłość, szacunek, godność, gdzie ludzie się wspierają.

W ilu młodych głowach zasiałyście te fanaberie?

A.J.: Kiedyś liczyłam: minimum sześć tysięcy nastolatków wzięło udział w naszych zajęciach.

Jako forpoczta ideologii LGBT - pamiętacie, żeby było kiedyś tak źle?

A.J.: Nie.

A.D.: Długo był spokój. Ale przyszła zmiana, bynajmniej nie dobra. Kuratorium nigdy nie podejmowało takich działań jak dzisiaj. Nowy kurator przyszedł razem z PiS. Uaktywnił się przed wyborami.

A.J.: Mamy informacje od szkół, że Kuratorium Oświaty w Łodzi wchodzi z niezapowiedzianymi kontrolami. Sprawdza, czy fundacja SPUNK prowadziła tam zajęcia, co robiła i na jakich zasadach. Ostatnio odwiedzili szkołę, w której prowadziłam zajęcia, tyle że z filozofii. Podobno pytano, skąd się wzięłam, kim jestem, jakiego rodzaju relacje łączą mnie z niektórymi nauczycielami, jakie zajęcia prowadzę, jakie treści przekazuję, czy przy okazji tych zajęć nie przemycam edukacji seksualnej. Szok. W konsekwencji dostałam informację od dyrektora szkoły, że nie mogę kontynuować warsztatów z filozofowania.

Dlaczego?

A.J.: Bo nie mam kwalifikacji pedagogicznych, czyli podyplomowych studiów. Tylko że nie muszę ich mieć, żeby prowadzić zajęcia pozalekcyjne. Nie pracuję zgodnie z Kartą nauczyciela. Moje zajęcia zamawiają rodzice i za nie płacą. Na szczęście dostałam duże wsparcie z ich strony, łącznie z propozycją prowadzenia zajęć w prywatnych domach.

A.D.: W Łodzi jest dużo problemów z edukacją. Pan kurator ma pole do popisu. Źle wybrał, bo nas łódzkie szkoły znają i nam ufają. Mamy dobrą opinię. Rodzice sami do nas dzwonią, zamawiają zajęcia, wspierają. A nawet ty przed chwilą sięgnąłeś po argument, że to rodzice powinni decydować, jak wychowywać swoje dzieci. No i w pełni świadomi rodzice, zaznajomieni z naszym programem, podpisali zgodę, żebyśmy kształcili ich córki i synów. A nagle się okazuje, że to pan kurator, a nie rodzice, będzie decydował, co jest dla nich dobre.

A.J.: Słyszałam o szkole, w której pani katechetka roznosi "niezgody" - oświadczenia rodziców dotyczące tego, żeby dzieci w ogóle nie edukować seksualnie. A jak w szkole znienacka się pojawią treści o LGBT+, tolerancji, przeciwdziałaniu dyskryminacji i przemocy, to należy natychmiast zgłosić ten fakt do organizacji, które wesprą rodzica w dochodzeniu jego praw.

W jeszcze innej placówce rodzice przygotowali pismo informujące, że fundacja SPUNK działa na rzecz demoralizacji i seksualizacji dzieci, używając zresztą tych słów niezgodnie z ich znaczeniem. Pisali, że kuratorium nie może reagować, jeśli nie ma żadnych skarg. W związku z tym muszą się pojawić skargi, żeby można było działać przeciw zagrożeniu, jakim, w ich mniemaniu, jesteśmy. Dodajmy, że my nie mieliśmy i nie mamy zajęć w tej szkole.

A.D.: A to nie szkodzi! Zazwyczaj najgłośniej protestują ci, co nas na oczy nie widzieli.

A.J.: Są organizacje, które wysyłają maile do szkół, żeby zwrócić uwagę na naszą szkodliwą działalność. Jest jeszcze Ordo Iuris, które domagało się od organizacji prowadzących edukację seksualną i antydyskryminacyjną w Polsce: "ujawnijcie, ile publicznych pieniędzy dostaliście i jak je wydaliście". Na naszej stronie można znaleźć wszystkie roczne bilanse i to sprawdzić, nie trzeba nas do tego wzywać.

Małgorzata Świerszcz i Ewa Miastkowska składają do Ministerstwa Edukacji Narodowej list otwarty w imieniu rodziców dzieci homoseksualnych i LGBT  w sprawie potrzeby edukacji na ten temat w szkołach (fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)
Małgorzata Świerszcz i Ewa Miastkowska składają do Ministerstwa Edukacji Narodowej list otwarty w imieniu rodziców dzieci homoseksualnych i LGBT w sprawie potrzeby edukacji na ten temat w szkołach (fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Do czego to wszystko prowadzi?

A.D.: Tak sobie myślę, czy mój syn, broniąc na przykład geja, z którym się przyjaźni, nie zareaguje agresywnie? Czy pierwszy nie sięgnie po kamień? Tego się boję najbardziej. Politycy w swoich gierkach używają naszych dzieci. A one się spotkają w jednej klasie.

A.J.: Cały czas wskazywani są nowi wrogowie. Męczy mnie ta duszność. Powoduje, że trudniej rozmawiać, zgodzić się co do faktów. Wydaje się, jakby cała rzesza ludzi w Polsce przestała szanować wiedzę.

Widać to po obu stronach politycznego sporu. Ja nie znajduję żadnego usprawiedliwienia dla nazywania wyborców PiS "psychopatami", "prymitywami" albo "ludźmi bezradnymi".

A.D.: Jak słyszę, co mówią niektórzy przedstawiciele LGBT o ciemnogrodzie, debilach z PiS, o patologii, co odbiera 500+, to krew się we mnie gotuje. Kurde! Ja też pobieram 500+! No i co? Od lipca mam większy spokój w domowym budżecie. Może nam się to podobać albo nie, ale dzięki 500+ mamy w Polsce mniej głodnych dzieci.

A może nie ma kompromisu? Nie da się wprowadzić "trochę" edukacji seksualnej albo "trochę" związków partnerskich. I jedyne, co nam pozostaje, to okopać się na swoich pozycjach?

A.D.: Może się nie zgodzimy. Ale rozmawiać musimy.

Od redakcji: Zapytaliśmy łódzkiego kuratora oświaty Grzegorza Wierzchowskiego, czy to prawda, że przeprowadza kontrole dotyczące fundacji SPUNK. Kurator zaprzecza. Przyznaje jedynie, że kontrolował szkołę, w której Anna Jurek prowadziła zajęcia z filozofii. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem i z uprawnieniami kuratorium. O przyczynach i efektach kontroli poinformowano dyrektora.

Anna Jurek. Edukatorka seksualna i antydyskryminacyjna. Autorka programu edukacji seksualnej dla młodzieży realizowanego przez fundację SPUNK. Autorka programów edukacyjnych dla dzieci i młodzieży, w tym "Projektu wzmacniającego dla dziewczynek Mamy Moc!" realizowanego w Łodzi i Bełchatowie. Propagatorka programu "Filozofowania z dziećmi" autorstwa Matthew Lipmana, według którego prowadzi warsztaty z dziećmi. Licencjonowana trenerka w zakresie Projektu Edukacji Filozoficznej LEGO-LOGOS autorstwa Jarosława Spychały. Absolwentka Instytutu Filozofii Uniwersytetu Łódzkiego. Trenerka Procesu Wspomagania Rozwoju Kompetencji Kluczowych przy Ośrodku Rozwoju Kompetencji Edukacyjnych ORKE. Wiceprezeska Fundacji Nowoczesnej Edukacji SPUNK. W 2017 r. otrzymała odznakę "Za Zasługi dla Miasta Łodzi" za działalność na rzecz Miasta godną szczególnego uznania.

Aleksandra Dulas. Edukatorka seksualna i terapeutka traumy na stałe współpracująca ze Stowarzyszeniem Fabryka Równości. Studiuje w Centrum Studiów Podyplomowych i Szkoleń SWPS Uniwersytet Humanistyczno-Społeczny na kierunku seksuologia kliniczna. Autorka programu edukacji seksualnej dla młodzieży realizowanego przez fundację SPUNK. Twórczyni projektów edukacyjnych, propagatorka edukacji obywatelskiej. Studiowała socjologię i etykę na Uniwersytecie Łódzkim. Członkini Łódzkiej Rady Działalności Pożytku Publicznego. Prezeska Fundacji Nowoczesnej Edukacji SPUNK. W 2017 r. otrzymała odznakę "Za Zasługi dla Miasta Łodzi" za działalność na rzecz Miasta godną szczególnego uznania.

Bartosz Józefiak. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje z Dużym Formatem Gazety Wyborczej, Tygodnikiem Powszechnym, portalem Weekend.Gazeta.pl. Dwukrotnie nominowany do nagrody dziennikarskiej im. Teresy Torańskiej w kategorii "Najlepsze w internecie". Pracuje nad książką reporterską o Łodzi

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (145)
Zaloguj się
  • andrzej2310

    Oceniono 21 razy 17

    Seks i seksualność to bardzo intymna i osobista sprawa. Kosciół i prawica chce mieć monopol obyczajowy w tym obszarze, bo to daje władzę nad ludzmi. To jest naruszenie wolności człowieka.

  • wejsunek47

    Oceniono 12 razy 12

    ciekawe ,że za PRL u taki problem nie istniał.... mieliśmy lekcje na ten temat dosyć ogólne ale rzetelne .... wtedy kościół siedział w kościołach razem ze swoimi fobiami,gusłami i strachami... a jedyne co im się udało to zrobić problem z seksualności człowieka..

  • leszlong

    Oceniono 10 razy 10

    "Jest jeszcze Ordo Iuris, które domagało się od organizacji prowadzących edukację seksualną i antydyskryminacyjną w Polsce: "ujawnijcie, ile publicznych pieniędzy dostaliście i jak je wydaliście"."

    A dlaczego Ordo Iuris samo nie ujawni listy darczyńców za rok 2016, kiedy to otrzymało ponad 3 mln złotych? Jak chce by inne organizacje były transparentne, to niech da przykład. Bo na razie to Ordo Iuris jest na etapie złodzieja krzyczącego o łapaniu złodzieja.

  • tempa-dzida2

    Oceniono 10 razy 10

    Dzisiaj "lekcje" religii to NAJWIĘKSZE zło dla małych dzieci.
    Niszczy się ich osobowość. Pozbawiane są wyborów. Oceny, co dobre a co złe.
    Z ust katechety dowiadują się, co jest dobre?! Jakieś niezrozumiałe dla nich dogmaty. Tak ma być, bo tak ...
    Na dodatek ciągle są STRASZONE SZATANEM, BÓLEM I MĘKĄ.
    Uczone życia w pokorze i ubóstwie, będą później żebrać robaczki małe
    PRZED WSPANIAŁĄ ŚWIĄTYNIĄ W LICHENIU ....

  • loneman

    Oceniono 9 razy 9

    Takie zajecia sa potrzebne w wielu kwestiach - uzupelnienie edukacji z biologii, rozwianie mitow w temacie seksu, nauka czym jest antykoncepcja, madre podejmowanie decyzji o wspolzyciu, obrona przed molestowaniem i gwaltem.
    Tylko glupcy maja cos przeciw, czasy sie zmienily i dzieci sa atakowane przez takie tresci w ktorych jest duzo klamstw - w pornografii i tresciach erotycznych co splycaja te wazna sfere zycia.

  • greyeye1

    Oceniono 13 razy 9

    Nie pojmuję, jak można chcieć wychowywać swoje dzieci w ciemnocie. Jeśli wstydzę się o pewnych rzeczach rozmawiać z dzieckiem albo brakuje do tego naturalnych okazji, bo ono nie pyta, to powinnam się cieszyć, że jest ktoś, kto to zrobi za mnie.

  • dudi-w

    Oceniono 13 razy 9

    Im człowiek więcej wie, tym trudniej nim manipulować. Stąd KK i PIS sa przeciwnikami szerzenia wiedzy. Stąd coraz bardziej debilna telewizja, stad odmóźdźające disco-polo, stąd kretyńskie teledurnieje

  • surferkaj

    Oceniono 17 razy 9

    dziecko wyedukowane seksualnie nie jest łatwym kąskiem dla pedofila, nie wyedukowane jest,takiemu można wmówić że bozia tak chcę.

  • zagadkowy_komandos

    Oceniono 8 razy 8

    W mojej opini nauka religii przynosi więcej szkody młodemu człowiekowi, niż edukacja seksualna.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX