Na pytanie, czego dzieci uczą się na religii, dostać od najmłodszych i ich rodziców można bardzo różne odpowiedzi

Na pytanie, czego dzieci uczą się na religii, dostać od najmłodszych i ich rodziców można bardzo różne odpowiedzi (fot: Shutterstock.com)

społeczeństwo

"Czy Adam i Ewa mieli pępki?". Czego uczą się dzieci na lekcjach religii

Kto ma dziecko w placówce edukacyjnej, ten wie, że zazwyczaj na pytanie "jak było w szkole/przedszkolu?" ciężko uzyskać odpowiedź dłuższą od "w porządku". Czasami jednak rodzicom udaje się dowiedzieć więcej. Sprawdziliśmy, co słyszą od dzieci na temat lekcji religii.

Spadające windy w Watykanie

Magdalena spod Białegostoku - rocznik 1977 - na religię chodziła do salki przykościelnej. Z tamtych czasów pamięta dwie rzeczy: kolorowanki na bibułach wklejane do zeszytu oraz opowieść siostry zakonnej o koleżance ze zgromadzenia. Chociaż Magda nie pamięta, co czuła, kiedy usłyszała tę historię, musiała jednak zrobić na niej wrażenie, skoro opowiada ją do dzisiaj. Nieszczęsna koleżanka -  w opowieści katechetki - pojechała do Watykanu, w którym zabiła ją winda. Trudno tę historię osadzić w kontekście - czy była to jakaś przypowieść z morałem, czy po prostu rodzaj opowieści z krypty. Dla Magdy w każdym razie Watykan przez wiele lat wywoływał jedno skojarzenie - morderczych wind.

Lekcje religii
Fot. Shutterstock

Magda ma dzisiaj dwoje dzieci, a każde z nich odmienne podejście do religii. Jej starsza córka (obecnie w szóstej klasie) do lekcji katechezy podeszła w chłodny, wykalkulowany sposób. - Za wiele z niej nie jestem w stanie wyciągnąć, oprócz tego, że jest "nudno", ale "będzie chodzić, bo to łatwa piątka, która liczy się do średniej" i "koleżanki chodzą". Natomiast młodsza córka Magdaleny, która jest w drugiej klasie szkoły podstawowej, przechodzi intensywny etap przeżywania wiary. Uczy ją siostra zakonna, która w stosunku do dzieci ma dużo ciepła. Opowiada o dobroci, miłości, co w efekcie zachęca dziewczynkę do chodzenia na msze dla dzieci. Drugoklasistka  bardzo lubi te lekcje, ale Magda dowiaduje się od niej tylko tyle, że "są super".

"Czy Jezusa to bolało?"

Na pytanie, czego dzieci uczą się na religii, dostałam od najmłodszych i ich rodziców bardzo różne odpowiedzi. Część nie napawała optymizmem, bo dzieciom przekazywane są określone poglądy czy zbyt plastyczne wizje kary za grzechy,  inne dawały nadzieję, że dzieci dowiadują się, że Bóg jest miłością i dobrem, ich wsparciem i przyjacielem, a konkluzja pozostawała jedna - wszystko zależy od katechety i jego podejścia do dzieci oraz programu nauczania. Zupełnie jak podczas kazań na mszy - możemy usłyszeć na nich o miłości, wybaczaniu, dobru albo o karach, potępieniu i grzechach.

Karmiony na lekcjach religii okrutnymi historiami pięcioletni syn Joanny z Katowic przez tydzień pytał, dlaczego Jezus oddał za ludzi swoje życie. Joanna starała się wytłumaczyć mu to w łagodny i zrozumiały sposób. Jednak zasmucone dziecko ciągle dopytywało o krzyż, chciało wiedzieć, czy przybijanie do niego bolało Jezusa. Zdaniem mamy chłopca da się opowiadać o religii na poziomie przedszkolnym bez straszenia śmiercią i przybijaniem do krzyża.

Lekcje religii
Fot. Shutterstock

Tok myślenia Joanny jest zgodny z wydaną w 2010 r. "Podstawą programową katechezy Kościoła katolickiego w Polsce". W rozdziale poświęconym religii w przedszkolu wśród tematów katechez można znaleźć takie: "Dobry Bóg kocha wszystkich ludzi, wszyscy ludzie są dziećmi Boga", "Bóg troszczy się o wszystkich ludzi", "Modlitwa jako rozmowa z Bogiem".

Zgodnie z powyższymi wytycznymi katechezy prowadzone są w przedszkolu synka Renaty z Siedlec, która mówi, że jej syn przychodzi do domu i śpiewa piosenki religijne, ma też kolorowanki o tematyce religijnej. - Lubi religię i zadaje mi dużo mądrych pytań po zajęciach - opowiada mama kilkulatka. Podobnie jest w przypadku Marzeny: - Moje dzieci uczą się, że zbawienie jest możliwe jedynie przez Jezusa. Że Bóg kocha wszystkich, ale daje wolną wolę i gdy wybieramy zło, musimy ponieść konsekwencje naszego działania. Zło to nie kara, ale brak Boga. Tak jak ciemność to po prostu brak światła. Marzena podkreśla, że lubi domowe dyskusje kontynuowane przez dzieci po lekcjach religii.

Inna mama, Anna z Siedlec, z powodu opowieści o karach boskich wypisała dzieci z katechezy, a wychowanie religijne wzięła na siebie. Jak wspomina, w pewnym momencie "maluchy bały się niemalże oddychać, bo Bóg będzie je karał". O wizjach końca świata, wojnach, ciemności i kataklizmach opowiadała też katechetka z klasy córki Tomasza z województwa świętokrzyskiego. Jego przerażona dziesięciolatka pytała go później o satanistów, egzorcyzmy i czy to możliwe, że człowiek opętany może mieć nadludzką siłę i unosić się nad łóżkiem. - Dla dorosłego takie historie brzmią śmiesznie, ale dziecko przez ładnych parę miesięcy budziło się w nocy i przychodziło do nas do łóżka, a zasypiało przy zapalonej lampce - relacjonuje Tomasz.

"Osoby z depresją są opętane"

Zdarza się również, że opinie katechetów przeczą temu, czego uczniowie dowiadują się na innych lekcjach, w co wierzą od dzieciństwa, czy poglądom, które słyszą w domu. Marzena z Lublina wspomina, że jej córka dowiedziała się na religii, że dinozaury nie wyginęły z tych powodów, o których mówią naukowcy, tylko dlatego, że "Bóg chciał, aby powstali ludzie".  Z kolei syn Karoliny z miasta pod Poznaniem bardzo przeżył, kiedy usłyszał od katechetki, że "psy nie mają duszy, nic nie czują i nie rozumieją". A 11-letnia córka mieszkającej pod Warszawą Anny dowiedziała się ostatnio w ramach lekcji o powstaniu, że "geje i lesbijki nie są i nie mogą być chrześcijanami, bo to chorzy ludzie, których powinno się zamknąć w psychiatryku i leczyć". Anna tłumaczy, że jej córka była po religii roztrzęsiona, bo do tej pory była przekonana, że Bóg kocha wszystkich i każdy może w niego wierzyć.

Z innego rodzaju kryzysem musiała się mierzyć Aneta z Katowic, gdy jej dziecko wróciło do domu z lekcji religii. Katechetka powiedziała dzieciom, że św. Mikołaj nie istnieje, i że prezenty na Boże Narodzenie tak naprawdę kupują rodzice.

Wypisz mnie, mamo

Religia nie jest w szkole przedmiotem obowiązkowym, tak samo jak etyka. Dziecko można na nią zapisać i z niej wypisać w dowolnym momencie roku szkolnego. Cytując za Ministerstwem Edukacji Narodowej:

"Rezygnacja z uczestniczenia w zajęciach z religii lub etyki może nastąpić w każdym czasie. W takim przypadku konieczne jest poinformowanie szkoły o zmianie decyzji. Zmiana decyzji nie wiąże się z konsekwencjami dla rodziców lub uczniów. (.) Jeśli rezygnacja z udziału ucznia w nauce religii lub etyki nastąpi w trakcie roku szkolnego przed terminem klasyfikacji rocznej, uzyskane oceny śródroczne nie będą brane pod uwagę i uczeń nie otrzyma na koniec roku oceny z tego przedmiotu".

Wielu rodziców niezadowolonych ze sposobu prowadzenia katechezy z tej możliwości korzysta. Z danych CBOS zawartych w raporcie "Młodzież 2018" - rozdział "Religijność" - wynika, że w 1991 r. na religię w szkole nie chodziło 19 proc. uczniów, a w 2018 r. z tych zajęć zrezygnowało już 30 proc. uczniów. Warto podkreślić, że w 2018 r. na wsi na religię nie chodziło 22 proc. uczniów, a w miastach powyżej pół miliona mieszkańców lekcję tę opuszczało 56 proc. uczniów.

W bieżącym roku szkolnym frekwencja na lekcjach religii może być jeszcze mniejsza. Częściowo za taki stan rzeczy można obwiniać reformę edukacji, a nie poziom nauczania czy podejście do tematu katechetów. Do szkół średnich wszedł bowiem podwójny rocznik i pierwszy raz doszło do sytuacji, że z religii rezygnują całe klasy, by wyjść wcześniej ze szkoły lub dłużej pospać. Zdarza się, że - jak podaje "Rzeczpospolita" - według planu lekcje zaczynają się o 6.30, a niektóre klasy mają religię o godzinie 21.

Dokładnych danych na temat liczb uczniów na katechezach nie ma. MEN ich nie zbiera. Można jednak założyć, że największa frekwencja na katechezie jest do Pierwszej Komunii Świętej. W podstawówce córki Macieja z Warszawy, w czwartej klasie, czyli już po ceremonii, z posyłania dzieci na religię zrezygnowało aż sześcioro rodziców. W trzeciej klasie na religię chodziło 20 dzieci. - Z rozmów z nimi wywnioskowałem, że Pierwsza Komunia była ukłonem w stronę dziadków - mówi.

Lekcje religii
Fot. Shutterstock

"Jaka ewolucja? Zaczęło się od Adama i Ewy"

W polskiej szkole można jednak trafić na katechetę, który będzie niczym filmowy John Keating ze "Stowarzyszenia umarłych poetów". Tak było w przypadku Renaty z Opolszczyzny. Renata pochodzi z katolicko-protestanckiej rodziny. - Moje dzieci uczęszczają na lekcje religii katolickiej, ale dzięki rodzinie mają też wgląd w nauki Kościoła ewangelickiego - tłumaczy Renata. Jej pięcio- i dziewięciolatek chodzą na lekcje do tego samego katechety.

- Ten pan uczył mnie 20 lat temu, ma duszę pedagoga, tłumaczy tematy odpowiednio do wieku dzieci. Potrafi przyznać: Nie wiem, ale postaram się dowiedzieć. Nie wymaga absolutu, powtarzania, że to i to to pewnik. Rozmawia. Zostawia przestrzeń dla własnych poglądów - opowiada Renata.

W zeszłym roku zasłużony pedagog czasowo został zastąpiony przez katechetkę. - To był totalny odjazd - młoda, nakręcona. Mówiła: "Ewolucja? Jaka ewolucja?! Zaczęło się od Adama i Ewy".

Od lat przyjaciółkami Renaty są fizyczka i chemiczka. - Dzieci słyszały nasze rozmowy i siłą rzeczy znają nasze przekonania: że świat powstał na zasadzie megawybuchu, organizmy podlegają ewolucji. Mój dziewięciolatek powiedział to katechetce na zastępstwie. Spotkało się to z jej oburzeniem. Bo skoro jest napisane, że było "siedem dni" i "Adam i Ewa", to tak było. Na to moje dziecko zapytało, czy Adam i Ewa mieli pępki. I tu kolejna uwaga od nauczycielki, że to są niestosowne pytania - opowiada Renata.

W tym roku z urlopu zdrowotnego wrócił zasłużony katecheta. - Moje dziecko wystartowało z tym samym pytaniem. Pedagog odpowiedział, że Adam i Ewa to symbol człowieczeństwa. Ogólnie jako pierwsi ludzie nie powinni mieć tych pępków (stworzył ich Bóg, nie potrzebowali więc pępowiny), i tak też są przedstawiani na obrazach (w domu poszedł w ruch album z reprodukcjami, faktycznie - nie mają ich). Katecheta wytłumaczył dzieciom, że nie należy odrzucać ani nauki, ani religii. Że nauka jest potrzebna, by zrozumieć świat, a wierzy się nie po coś, a po prostu - relacjonuje Renata.

Ostatnio syn opowiadał jej, że pan katecheta biegał z dziećmi, a potem posadził je i spytał, czy czują radość? Czuły. A czy się nad tym zastanawiały, jak biegały i się dobrze bawiły? - padło drugie pytanie. Nie - odpowiedziały dzieci. "I tak samo jest z Panem Bogiem. Nie zastanawiamy się nad tym, a on jest" - powiedział katecheta.

Ola Długołęcka. Redaktorka, która inspirację do tematu potrafi znaleźć w podbitym niechcący oku. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda. 

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (110)
Zaloguj się
  • matts06

    Oceniono 39 razy 37

    To jest fenomenalne, że w PAŃSTWOWEJ szkole istnieje sobie takie przedmiot nad którym NIKT nie ma żadnej kontroli i państwo nie ma wpływu na program nauczania, więc państwo NIE WIE czego na tych lekcjach są nauczane dzieci. Co lepsze, jeszcze państwo za to płaci i finansuje te lekcje, wynajmując za darmo sale lekcyjne i płacąc ponad 1mld zł rocznie księżą i katechetom. To jest niesamowite, że mamy w szkole państwo w państwie. Księdza/katechety nie może odwołać dyrektor, państwo, bo może to zrobić tylko biskup. Podręczniki są poza jakąkolwiek kontrolą. Lekcje tak jak pisałem są poza jakąkolwiek kontrolą. Do tego w miejscu, które powinno uczyć, przekazywać fakty, mamy przedmiot, który z nauką nie ma nic wspólnego, a opowiada po prostu o pewnej mitologii, w którą jedni wierzą, a inni nie. To nie jest normalne. Jestem za całkowitym wyrzuceniem religii ze szkół, ale jeśli się nie da, to trzeba zacząć od tego, by lekcje były pod pełną kontrolą, tak by było wiadomo czego dzieci są uczone. Ale prawda jest taka, że jedyne wyjście to usunięcie religii ze szkół. Dla mnie to jest podstawa, świeckie państwo jest podstawą, mieszanie się Kościoła do polityki, nabijanie do głów dzieciom bzdur w szkołach, to jest problem Polski. Jeśli to się nie zmieni, to Polska też nigdy nie zrobi kroku do przodu. Niestety na zmiany się nie zanosi, bo Polacy wolą głosować na ekstremalnie kościelną partię jaką jest PiS, albo na mniej ekstremalnie, ale tak samo klęczącą na kolanach przez klerem PO (z kilkoma wyjątkami, ale paru posłów z PO nic nie zmieni). Zostaje tylko Lewica, która jako jedyna mówi o tych sprawach, ale co z tego skoro popiera ich zaledwie ok.12%. Znikąd nadziei...

  • wicipinski

    Oceniono 24 razy 22

    Religia jest toksyną społeczną. Im szybciej się pozbędziemy tego atawizmu, tym zdrowiej dla społeczeństwa.

  • darla152

    Oceniono 21 razy 21

    W XXI wieku słuchać pedofili w kieckach !!!! Chciwych, nietolerancyjnych, rządnych władzy. Siali nienawiść i śmierć i sieja dalej.

  • johnny.tomala

    Oceniono 18 razy 18

    Religia promuje myślenie magiczne. Wiarę w cuda. A potem odbija się to dzieciakowi czkawką przez całe życie.
    Efektem myślenia magicznego jest klasyczne 'jakoś to będzie'. A potem mamy efekty. Rozwalenie CASY z dowództwem WL w komplecie, rozwalenie samolotu pełnego VIPów w Smoleńsku, rzesze frajerów kupujących cudowne garnki za kasę, której nie mają itd, itp.
    A wszystko to zamiast racjonalnego myślenia, zdrowego rozsądku i stosowania procedur minimalizujących ryzyko.

  • realistas

    Oceniono 22 razy 18

    „Ludzie wierzą dzięki obrzędom. Rytuał jest magicznym działaniem, które sprawia, że to co abstrakcyjne staje się konkretne, a to co fikcyjne prawdziwe”. Yuwal Noah Harari 21 lekcji na XXI wiek.

  • meki_majcher

    Oceniono 19 razy 15

    Pieprzony matrix. Religia powinna być zakazana tak samo jak alkohol i inne używki, do osiągnięcia pełnoletności. Tylko świadomy wybór wykształconego w pełni umysłu może dokonywać świadomych wyborów !!
    Wiem, wiem... Żaden matrix, tylko kasa i władza... Ale czy aby na pewno musi tak być? Innym nacjom się udało i wyszło in to tylko na lepsze...

  • johnny.tomala

    Oceniono 14 razy 14

    Pranie mózgu od małego. A rodzice o mózgach wypranych lata wcześniej, robią to samo swoim dzieciom.
    Ten sam mechanizm co w niektórych krajach Afryki, gdzie matki i babki wycinają córkom łechtaczki. Bo przecież 'tak trzeba'.
    A może by tak odrobinę samodzielnego myślenia?
    Na szczęście coraz więcej ludzi odchodzi z KK. Jest to widoczne we własnych, publikowanych, statystykach kościelnych. Za 10 lat będzie 'pozamiatane', a 'epidiaskop' robi wiele, by proces przyspieszyć. :-)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX