Opatowiec przetrwał wielkie wojny - w tej części województwa świętokrzyskiego przechodziły fronty pierwszej i drugiej - doszczętne zniszczenia i pacyfikację

Opatowiec przetrwał wielkie wojny - w tej części województwa świętokrzyskiego przechodziły fronty pierwszej i drugiej - doszczętne zniszczenia i pacyfikację (fot: Mariusz Sepioło)

reportaż

"Z chłopami trzeba ostrożnie". Kukiz to nie jest największy grzech PSL-u

Tutaj głosuje się na ludowców, bo ludzie są nauczeni, że głosuje się zawsze na tych samych - mówi Stefan, urodzony po wojnie. - Kiedyś głosowało się na PZPR i też nikt nie dyskutował. To jest taka mentalność: siedź cicho, nie wychylaj się.

Na rynku w Opatowcu jest zielono. Jeszcze nikt nie wpadł na to, by drzewa wyciąć, a trawniki zalać betonem. Wokół wszystko, co potrzebne: kościół, remiza, urząd, sklep, przystanek. Świeci słońce, kierowcy busów pootwierali drzwi i okna, odpoczywają, rozparci w fotelach, cierpliwie czekając na odjazd. Równo o 12.00 na wyremontowanej wieży pojawia się strażak i odgrywa na trąbce hejnał.

W styczniu 2019 roku, Opatowiec odzyskał prawa miejskie, stając się najmniejszym, liczącym nieco ponad 300 mieszkańców, miastem w Polsce (fot: Mariusz Sepioło)
W styczniu 2019 roku, Opatowiec odzyskał prawa miejskie, stając się najmniejszym, liczącym nieco ponad 300 mieszkańców, miastem w Polsce (fot: Mariusz Sepioło)

Patrząc na ten obrazek, nie można zapomnieć o historii: Opatowiec przetrwał wielkie wojny - w tej części województwa świętokrzyskiego przechodziły fronty pierwszej i drugiej - doszczętne zniszczenia i pacyfikację. Teraźniejszość jest szczęśliwie spokojna. W styczniu 2019 roku, po 150 latach, miejscowość odzyskała prawa miejskie, stając się najmniejszym, liczącym nieco ponad 300 mieszkańców, miastem w Polsce. Wokół miasta jest gmina z 20 sołectwami, w większości rolnicza. Jest trochę agroturystyki, kilka historycznych miejsc. Jeśli jakiś mieszczuch marzyłby o miejscu idealnym, sielankowym, położonym urokliwie na kilku wzgórzach, z zielonymi błoniami nad rzeką - marzyłby właśnie o Opatowcu.

To w gminie Opatowiec najwyższy wynik w Polsce - 72,03 proc. - w wyborach do sejmiku województwa zdobyło Polskie Stronnictwo Ludowe. Ludowcy rządzą w gminie i powiecie, przez lata jeden z najważniejszych polityków PSL Adam Jarubas był marszałkiem województwa. PSL miało tu jeden z najwyższych rezultatów także w wyborach do Sejmu: 32,29 proc. Czy powtórzy ten świetny wynik 13 października?

Człowiek jak gąsienica

Pani Sabina zaprasza do środka - tylko na głowę proszę uważać, bo futryna nisko. Piesek trochę szaleje, ale nie ugryzie. Kiedy gestykulujemy, warczy niezadowolony.

- Być może to pana nie zainteresuje, ale tę historię trzeba zacząć od początku - uprzedza pani Sabina. Jest w Opatowcu znana chyba wszystkim i przez wszystkich szanowana, uważana za autorytet. Każdy odsyła: musi pan porozmawiać z panią Sabiną.

Słucham więc uważnie.

Adam Jarubas (fot: Paweł Małecki/ Agencja Gazeta)
Adam Jarubas (fot: Paweł Małecki/ Agencja Gazeta)

- Moja rodzina pochodzi ze Wschodu. Tata był urodzony w Kazaniu i kiedy przyjechał do Polski, a trwała Polska Ludowa, uważany był za Ruskiego, a więc na pewno "czerwonego" - mówi pani Sabina. - Po wojnie jeden taki działacz z drugiego brzegu Wisły, prosty chłop, chodził za tatą i go namawiał: skoro ty ze Wschodu, to wstąp do partii. Ale tata nie chciał. Jego ojciec, a mój dziadek, był organistą, który organizował pomoc dla wywiezionych na Wschód. Dotarł aż do Groznego, tam go aresztowali, zmarł w sowieckim więzieniu. Mój tata był człowiekiem inteligentnym, wykształconym i świadomym. Nigdy więc nie wstąpił do partii i tak nas wychował.

Wcześniej miały miejsce wydarzenia, które sprawiły, że ów "prosty chłop" mógł być przekonany, że partia to dobry wybór. W 1939 roku niemieckie wojska doszczętnie spaliły wieś. Zachowało się zaledwie kilka budynków. W 1944 roku polscy partyzanci starli się z "własowcami" - formacją współpracującą z hitlerowcami, złożoną głównie z osób pochodzenia rosyjskiego. W reakcji na to hitlerowcy wraz z oddziałem zwerbowanych Ukraińców spacyfikowali Opatowiec. - Mordowali wszystkich: mężczyzn, starców, dzieci - opowiada pani Sabina. - Gwałcili kobiety, młodym dziewczynom obcinali piersi. Chłopaka, który zaczął starcie partyzantów z własowcami, przywiązali do wozu i ciągnęli po bruku, aż skonał. A potem wszystko spalili.

Opatowiec odbudowywał się w Polsce Ludowej niemal od zera. Kiedy ze Wschodu nadeszli Sowieci, wielu witało ich jak wybawicieli.

W liceum w Tarnowie, do którego chodziła pani Sabina, była silna komórka partyjna. Namawiali i ją do wstąpienia, a że przynależność partyjna być musiała, więc wybrała Zjednoczone Stronnictwo Ludowe, które powstało po wojnie z "mikołajczykowskiego" PSL-u i komunistycznego Stronnictwa Ludowego.

Pomnik upamiętniający miejsce przeprawy przez Wisłę oraz przekroczenie granicy zaborów rosyjskiego i austriackiego przez 1. Pułk Piechoty Legionów pod dowództwem Józefa Piłsudskiego (fot: Mariusz Sepioło)
Pomnik upamiętniający miejsce przeprawy przez Wisłę oraz przekroczenie granicy zaborów rosyjskiego i austriackiego przez 1. Pułk Piechoty Legionów pod dowództwem Józefa Piłsudskiego (fot: Mariusz Sepioło)

Potem były studia polonistyczne, po których wróciła do Opatowca, żeby uczyć w szkole. Praca, rodzina, dom - to ją zajmowało. Dziś polityką jest rozczarowana. PSL? Nie ma z tym przedwojennym nic wspólnego. Sojusz z Kukizem? Ani ją nie dziwi, ani nie oburza.

Bo w oczach pani Sabiny politycy jako tacy skompromitowali się już dawno. A polityka to raczej teatrzyk, przedstawienie, w którym wszyscy po równo grają te same role. - Wie pan, ile ludzie mogą zrobić dla stołka, dla kariery, dla pieniądza? - pyta retorycznie, a piesek pomrukuje. - Ja w życiu wiele przeżyłam i wiele widziałam. Zawsze mówię: człowiek jest jak gąsienica, potrafi się przepoczwarzać wiele razy. W zależności od okoliczności.

Rzeka płynie, jak chce

Ludowcy mają w programie "Nowy Zielony Ład". Plan składa się z kilku najważniejszych elementów: wsparcie odnawialnych źródeł energii, elektrociepłowni, wpisanie zakazu prywatyzacji Lasów Państwowych do Konstytucji, rozbudowanie tras rowerowych, budowa zbiorników małej retencji. W Opatowcu mieliby pole do popisu. Bo właśnie tutaj widać, ile można stracić, nie dbając o środowisko.

To tutaj Dunajec wpada do Wisły. Rzeka czasem się podnosi. Wtedy błonia na nabrzeżach zalewane są wodą, a tereny wyżej położone ta sama rzeka podmywa. Mieszkańcy narzekają, że władze nic z tym nie robią.

A kiedyś rzeka, mówiąc nieco górnolotnie, dawała życie. Nawet dróg nie trzeba było, żeby Opatowiec się rozwijał. W państwowym przedsiębiorstwie wodnym pracowały setki osób z okolicy. Teraz - kilkadziesiąt. PSL miał osiem lat, by razem z Platformą uprzedzić przepaść, nad którą wszyscy teraz stoimy - słyszę w Opatowcu.

Opatowiec odbudowywał się w Polsce Ludowej niemal od zera (fot: Mariusz Sepioło)
Opatowiec odbudowywał się w Polsce Ludowej niemal od zera (fot: Mariusz Sepioło)

- Polityka nas nie interesuje - uśmiechają się działaczki Fundacji Ekologicznej "Arka". Co tu robią ekolożki? Jeżdżą po małych gminach i edukują. Dziś wyszły z dziećmi na opatowiecki rynek, gdzie zorganizowały warsztaty. - Okazuje się - mówią - że młode pokolenie nie wie np., że kiedyś nie było segregacji śmieci. To bardzo dobry znak. Pokazuje, że dla nich segregacja jest czymś oczywistym, co nie podlega dyskusji i co każdy powinien robić.

Gorzej z dorosłymi. Niedaleko stąd jest Busko-Zdrój, do którego kuracjusze przyjeżdżają podreperować zdrowie w sanatoriach. A w małych okolicznych miejscowościach, zwłaszcza tych niżej położonych, w dolinach rzek i nieckach, całą zimę i jeszcze wczesną wiosną niebo zasnute jest grubą warstwą dymu. - W piecach pali się czym popadnie. Świadomość szkodliwości takich praktyk ciągle jest znikoma - mówią ekolożki.

"Nowy Zielony Ład" nie jest więc łatwo tu zbudować.

Wszystkie grzechy "onych"

Od mieszkańców nieraz słyszę, że tutaj, jeśli się głosuje, to "na swoich". Swoi są np. bracia Jarubasowie - Krystian i Adam, urodzeni w pobliskim Busku-Zdroju, obydwaj w PSL.

W centrum Opatowca na płocie jednej z posesji wisi duży plakat tego pierwszego. Krystian Jarubas walczy o reelekcję. W mijającej kadencji Sejmu złożył łącznie 40 interpelacji. Jest znany z przywiązania do spraw regionu, nie ma parcia na szkło. Zabierał głos m.in. w sprawie utworzenia województwa częstochowskiego kosztem regionu świętokrzyskiego, przywrócenia dopłat do fasoli, dofinansowania obozów szkoleniowych dla członków Młodzieżowych Drużyn Pożarniczych.

Adam Jarubas jest od brata starszy i w polityce bardziej doświadczony - dziś europoseł PSL, kiedyś marszałek województwa świętokrzyskiego (przez dwie kadencje) i nadzieja ludowców w ostatnich wyborach na prezydenta Polski (miał szósty wynik). Tej jesieni jest szefem sztabu wyborczego PSL.

Ludowcy, jak wszędzie w kraju, i tu swoją siłę opierają na samorządach. Nawet jeśli starcie o polską wieś wyraźnie wygrywa PiS, w sejmiku województwa, w powiecie kazimierskim i samej gminie Opatowiec ludowcy mają wpływ na rzeczywistość. Decydują o środkach na wodociągi, kanalizację, gminne i powiatowe drogi. A także o tym, na jakim poziomie będzie stała lokalna kultura, rozrywka, jak Opatowiec będą widzieć przyjezdni. A widzą miasto czyste, zadbane, dbające o swoją historię.

Cecha szczególna

- Liczy się stabilność - mówi pani Maria. Wygląda z drewnianego domu, pomalowanego na ciemny brąz. Jednego z dwóch, które przetrwały wielkie zniszczenia podczas wojny. Dom ma ponad sto lat. Tu żyli przodkowie pani Marii, tu w końcu zamieszkała ona. Sama go wyremontowała, osobiście malowała jego drewniane ściany. Trudno uwierzyć w jej 87 lat. Dziarska, sprawna, uśmiechnięta. Ma w sobie urok z dawnych czasów, w których dobre maniery, gest, zwykłe dotknięcie ręki i spojrzenie w oczy miały znaczenie.

Nie było jej tu od roku. Teraz trzeba wszystko posprzątać, ogarnąć.

- Nauczycielka? - zgaduję.

- Sportowiec - uśmiecha się. Pani Maria, urodzona w Opatowcu, jest mistrzynią Polski, Europy i świata w łucznictwie, uczestniczką Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972 roku.

- Stabilność - mówi - pewność ruchów, równowaga. To się liczy, żeby trafić w cel oddalony o 50 czy 70 metrów. Proszę zobaczyć: mam już swoje lata, a ręka mi nawet nie drgnie.

W Opatowcu, jeśli się głosuje, to 'na swoich' (fot: Mariusz Sepioło)
W Opatowcu, jeśli się głosuje, to 'na swoich' (fot: Mariusz Sepioło)

Od najmłodszych lat była ruchliwa, pełna energii. W sadzie, pamięta, rosły wiśnie. Żeby sobie dorobić, wiśnie się zrywało i sprzedawało na targu. Drzewa były całkiem wysokie, ale Marii nie była potrzebna drabina. - Wyobraża pan sobie, że ja na te wiśnie się wdrapywałam i siedząc na gałęzi, zrywałam owoce?

- Gdyby miała pani wymienić szczególną cechę ludzi, którzy są stąd - co by to było? - pytam.

- Tutaj wszyscy się znają, wszystko o sobie wiedzą. W dobrym, pozytywnym sensie. Interesują się sobą, są ze sobą blisko - mówi. - Potrafią zapukać do drzwi i tak po prostu zapytać, czy wszystko w porządku. W takim miejscu można czuć się bezpiecznie.

"Chłopski rozum"

- Tutaj głosuje się na ludowców, bo ludzie są nauczeni, że głosuje się zawsze na tych samych - mówi Stefan, urodzony po wojnie. - Kiedyś głosowało się na PZPR i też nikt nie dyskutował. To jest taka mentalność: siedź cicho, nie wychylaj się.

Bycie "chłopem" - tłumaczy - nie oznacza tylko pracy na roli. To cała życiowa filozofia. Nieprzypadkowo mówi się "chłopski rozum", "chłopska logika". Oznacza ona rodzaj dystansu do rzeczywistości. Chłop jest przekonany, że "swoje wie", choćby nie wiem co się działo. Zawsze sobie poradzi. I choć prawdziwych chłopów już nie ma, to "chłopski rozum" w głowach pozostał.

Stefan jest wobec swojej małej ojczyzny bardzo krytyczny. - Tutaj nie ma nic, nic się nie dzieje. Kiedyś tu na rynku w niedzielę nie było gdzie usiąść. Teraz pusto - mówi. Najbardziej boli go to, jak zmarnowane zostało rolnictwo, dla ludowców przecież oczko w głowie. Uważa, że zniszczone zostało celowo i z rozmysłem, by Polskę osłabić na tle międzynarodowym. - Najpierw nas doili komuniści, teraz nas doi Bruksela - mówi gorzko. - A zaraz, czy to nie Kalinowski był jednym z tych, którzy negocjowali dopłaty dla rolników? Jeszcze się tym chwali. A to najniższe w Europie dopłaty były.

Według Stefana nie ma już chłopów, są farmerzy, producenci. Wykupują całe okolice, po 500 hektarów. Mały rolnik z dziesięcioma nie ma szans się utrzymać. - Tu każdy hodował krowy - mówi pan Stefan. - A gęsi? Dawniej błonia nad rzeką to były całe białe od drobiu!

Kolejny punkt do listy narzekań: z przystanku przy rynku nie można bezpośrednio odjechać do Tarnowa. Tam, gdzie wielu młodych kiedyś uczyło się zawodów, zdobywało doświadczenie. Są po dwa kursy do Kielc, dwa do Katowic, trzy do Buska-Zdroju. Najłatwiej dojechać do Krakowa.

"To są chorągiewki"

Przed siedzibą PSL w oddalonej o 20 kilometrów Kazimierzy Wielkiej rok temu stanęło popiersie Wincentego Witosa. Ale w pobliskim Krzczonowie, Ksanach, Kocinie ludzie oderwani od obowiązków opierają łokcie na furtkach i mówią, że dawno przestali wierzyć. W PSL-owskie ideały, w te dożynki, na których ze sceny politycy krzyczą, jak chłopi są dla Polski ważni, cenni. Ludzie machają rękami: "To są chorągiewki". Główny grzech PSL-u to nie Kukiz - wynika z tych opowieści. To bratanie się z "nimi".

"Oni" to "nie nasi". To liberałowie, lewacy albo postkomuniści. To także "Wałęsa, dureń", "Kwach", "Komoruski" - wymieniani jednym tchem, w jednym szeregu. Prywatyzacja? Bandytyzm. "Całe rodziny, po troje, czworo dzieci, lądowały na bruku. Oni powinni za to siedzieć". I za zniszczone PGR-y. - Tu niedaleko był jeden, tam było wszystko, praca, zarobek, ziemie. Zamknęli, zniszczyli - wylicza Stefan. - Zniszczyli zawodową edukację. Mówią: potrzebni nam fachowcy, a najbliższe szkoły zawodowe w miastach 20 kilometrów stąd. Kiedyś chłopak miał 17 lat i szedł do roboty, uczył się życia. Teraz w tym wieku nic o życiu nie wie.

To nie koalicja z Kukizem jest ciosem zadanym skrycie. Ale to, że PSL w kolejnych kadencjach do listy żalu przykładał rękę.

- Skąd więc to wysokie poparcie? - dopytuję. Słyszę, że tu każdy ma w rodzinie kogoś, kto pracuje w jakimś urzędzie. Głosy się mnożą. A poza tym: młodzi wyjechali, to starsi zakreślają krzyżyki w odpowiednich miejscach na karcie do głosowania.

Bez napędu

- Czy widział pan już prom? - pytają mieszkańcy. Idę nad Wisłę, do której wpada Dunajec, i tam próbuję znaleźć odpowiedź na pytanie o fenomen ludowców.

- Z chłopami to trzeba, wie pan, ostrożnie. Zwłaszcza na tematy polityczne - mówi pan Adam, emeryt ze Świętokrzyskiego, który okolice zna dobrze. Teraz podjechał nad wodę, uchylił drzwi i zza kierownicy wyznacza linie podziału.

Od lewej: prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak - Kamysz, Piotr Zgorzelski, Paweł Kukiz, Stanisław Tyszka podczas konferencji prasowej w sprawie wspólnego startu w wyborach parlamentarnych (fot: Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta)
Od lewej: prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak - Kamysz, Piotr Zgorzelski, Paweł Kukiz, Stanisław Tyszka podczas konferencji prasowej w sprawie wspólnego startu w wyborach parlamentarnych (fot: Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta)

- Tam, daleko na wschód, był zabór rosyjski - mówi. - Bogaty w zboże, dobre ziemie. Ludzie w nim mieli trochę lepsze życie, ale za to mało swobód. Tutaj był natomiast zabór austriacki. Biedny, za to o wiele swobodniejszy. Wie pan, jak to w Galicji. Pod zaborem rosyjskim ludzie żyli tak uciśnieni, że dla nich to była duma przechytrzyć cara, kombinować, spiskować. Tutaj ludzie zajmowali się głównie tym, żeby przeżyć. Nie buntowali się.

Według pana Adama brak żyłki buntu został do dziś. - Może i głosują na PSL, bo taka jest tradycja. Ale tak naprawdę korzystają z tego, co daje PiS i siedzą cicho. Czy zastanawiają się, z czego jest 500+, trzynasta emerytura? Nieważne, że z naszych podatków. Ważne, że jest - mówi Adam.

- Czy wie pan, na czym polega działanie tego promu? - pyta. I od razu tłumaczy.

Nad rzeką rozciągnięta jest lina. W miejscu, gdzie spotykają się wody Dunajca i Wisły, tworzy się wir, który ściąga prom w odpowiednim kierunku. Wystarczy, że prom odpowiednio ustawi się do nurtu. - Trochę żegluję - mówi Adam. - W żeglarstwie taki manewr nazywa się halcowaniem.

Dzięki niemu prom nie musi być niczym napędzany. Po prostu płynie z prądem.

Niektóre imiona zmieniłem

Mariusz Sepioło. Reporter. Publikuje w m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Polityce" i "Gazecie Wyborczej". Autor książek reporterskich: "Ludzie i gady" (wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w więzieniu, "Himalaistki" (wyd. Znak, 2017) o najwybitniejszych wspinających się Polkach i "Nanga Dream" o Tomku Mackiewiczu. Można się z nim skontaktować przez stronę internetową www.mariuszsepiolo.com

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (112)
Zaloguj się
  • jer ?baz?

    Oceniono 26 razy 16

    a propos PGRów. Coś wiem jak to funkcjonowało za komuny. Wszyscy tam w zależności od rangi i układu kradli na potęgę. Kto najwięcej? a no okoliczni chłopi. Co się dało od zboża po maszyny i części. Praca była bo państwo dawało w dotacjach i sprzęcie. Krowy i świnie padały bo pasze rozkładano na potęgę za to u rolników miały pełne koryta. To jak tu nie chwalić komuny i opluskawiac liberałów co im ten raj zabrali.

  • jac_l_w

    Oceniono 18 razy 14

    "Czy zastanawiają się, z czego jest 500+, trzynasta emerytura? Nieważne, że z naszych podatków. Ważne, że jest."

    Nie, nie z waszych podatków. Nawet nie całkiem z naszych. To na kredyt. Rodzice i dziadkowie mają troszkę lepiej, a spłacać będą dzieci i wnuki. To trochę tak, jakbyście córkę do burdelu wysłali, żeby w domu było lżej.

  • bafloski

    Oceniono 16 razy 14

    .. mam rodzinę z tamtych okolic, artykuł trochę spłycony pod wizję autora, wbrew pozorom ludzie pamiętają tam jeszcze przedwojenny PSL i BCh. Struktury lokalnie PSL maja zresztą też mocno zakorzenione . Zresztą przed wojną Witos o którym dziadkowie mi przypominali robił często wiece po wsiach położonych wzdłuż Wisły, .. a propos głupoty chłopskiej to akurat ci chłopi ze wsi położonych wzdłuż Wisły byli stosunkowo bogatsi ze względu na urodzajna ziemię i bardziej ich było stać wysyłać dzieci na studia po wojnie niż tych z biednych wiosek położonych np.podkielecami, radomiem, czy też na mazowszu na piaskowych ugorach.

  • kamuimac

    Oceniono 24 razy 12

    artykuł rewelacja - idealnie oddaje stan umysłu ludzi głosujących na pis

    ludzi którzy mentalnie zatrzymali się w latach 70tych tamtego wieku i nigdy nie ruszyli do przodu .

    dla tych ludzi typowy mieszkaniec Warszawy musi się jawić jako kosmita.

    jak dla mnie to skarbnica wiedzy dla andropologów - powinni ściągać tu z całej europy bo oto okazuje się że nie trzeba jechać do amazonii żeby zobaczyć plemię które zatrzymało się w czasie.

    tragedią narodową jest tylko to że ci ludzi mają czynne prawa wyborcze

  • madera123

    Oceniono 15 razy 11

    Ale zawsze i to od pokoleń chłopi to "chorągiewki".Już Reymont pisał:" Chłop jak sięga,to przysięga,jak dostaje ,to przestaje".A trzeba przyznać,że znał chłopów.

  • andrew1507

    Oceniono 18 razy 10

    Pis nienawidzi Polki i Polakow, polskiej przyrody (puszcza Bialowieska), Mierzei zwierzeta zyjace w lasach, dziki, zubry,stadniny,uczniow i nauczycieli,lekarzy,pielęgniarek,pracowników sadow, sedziow, wszystkich w Ciebie i mnie . Oni sa „biologicznie” uodpornieni na dobro. Pis nic pozytywnego nie zrobil ze smogiem, ten smog nas zabija. Nie wierze w porzucenie nienawisci, hejtu pisowskich trolli, klamstwa aby tylko utrzymac sie przy KORYCIE+, klamstwa aby uniknac odpowiedzialnosci za Zamach Stanu, klamstwa aby uniknac odpowiedzialnosci za zniszczenie demokracji, sadownictwa, parlamentaryzmu a tak najogolniej zwyklej przyzwoitosci.
    Na to jest tylko jedna recepta.
    Krótki plan wyborczy.
    1.Karczujemy PiS w każdych wyborach do dna, aby zdobyć większość konstytucyjną, Dude tez….
    2.Natychmiast po wyborach przeprowadzamy de-pisyzacje włącznie z delegalizacja PiS, ONR , MW, rozgłośni i telewizji agenturalnych (Radio Maryja, Telewizja Trwam, PR, TVPiS)
    3. Powołujemy natychmiast tymczasową konstytuantę, aby zapobiec jakimkolwiek próbom obalenia ustroju demokratycznego państwa prawa.
    4. Powodujemy pilny rozdział państwa i KK z wyprowadzeniem religii ze szkol i wypowiedzeniem konkordatu z Watykanem
    5. Nowa Konstytucja z referendum
    6. Wprowadzenie Euro z referendum

  • zdziwiony6

    Oceniono 11 razy 9

    Najśieszniejszy jest ten koleś, który wspomina PGR-y: "tam było wszystko, praca, zarobek, ziemie". To były najmniej efektywne gospodarstwa rolne w historii Polski. Brak mądrego kierownictwa, nieróbstwo, pijaństwo, złodziejstwo. Zdarzało się, że nie zdążyli skosić zboża lub wykopać ziemniaki przed zimą.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX