Serial 'Przyjaciele' obchodzi w tym roku 25. urodziny

Serial 'Przyjaciele' obchodzi w tym roku 25. urodziny (fot. NBC)

show-biznes

"Ten z lesbijskim weselem", czyli jak "Przyjaciele" walczyli z opinią homofobicznego serialu

"Skoro Homo sapiens faktycznie były homo sapiens, to czy nie dlatego wyginęły?" czy "I jak tam idzie z tańcem? Tańczysz już jak gej?" to tylko przykłady żartów, które sprawiły, że "Przyjaciołom" dolepiono łatkę serialu o małej wrażliwości na sprawy LGBT. W książce "Przyjaciele. Ten o najlepszym serialu na świecie" Kelsey Miller przypomina historię odcinka, który miał zaprzeczyć tej teorii.

W serwisie YouTube znaleźć można krótki filmik zatytułowany Homophobic Friends. Tijana Mamula zamieściła go tam w 2011 roku i od tamtej pory wielokrotnie wspominano o nim w licznych artykułach i felietonach o najróżniejszym wydźwięku. Niektóre tytuły wyrażały oburzenie, w innych pobrzmiewała nuta ironii czy rozbawienia: Friends: Could There BE Any More Gay Jokes? ("Przyjaciele: więcej homoseksualnych dowcipów już się upchać nie dało?"). *

To pytanie towarzyszyło serialowi, odkąd pojawił się na antenie. Czy Przyjaciele to produkcja homofobiczna? Czy po prostu produkt swoich czasów? Film Mamuli przynajmniej na jedno z tych pytań odpowiada zdecydowanie twierdząco. Jest to kompilacja wszystkich homoseksualnych dowcipów, które się pojawiły w Przyjaciołach. Zostały zmontowane w taki sposób, aby przypominały odcinek, tyle że materiał trwa blisko godzinę. Tak naprawdę dało się upchać w serialu więcej tego typu dowcipów. "Pominęłam kilka całkowicie wtórnych", powiedziała mi Mamula.  

Jej pierwotne zestawienie miało 90 minut. Film uwzględnia obrazki, w których Joey i Chandler nagle stwierdzają, że ich uścisk trwa odrobinę zbyt długo i energicznie się od siebie odsuwają. Obejrzymy w nim też banalne krótkie dowcipy ("Skoro Homo sapiens faktycznie były homo sapiens, to czy nie dlatego wyginęły?") i mało wyszukane krótkie dowcipy ("I jak tam idzie z tańcem? Tańczysz już jak gej?"). 

Do tego dochodzi oczywiście wątek Carol i Susan. Niektórzy twierdzą, że stanowią one koronny dowód na brak wrażliwości i niechęć twórców Przyjaciół wobec homoseksualistów. Nie da się ukryć, że w pierwszym sezonie motyw małżeństwa Rossa potraktowany został jako jeden długi dowcip lesbijski. Niekiedy nawet na ekranie nie pada żaden żart, a publiczność wybucha śmiechem, bo ktoś powiedział "miłość lesbijska". W późniejszych sezonach obie bohaterki nie są już tak wyeksponowane, aż w końcu znikają. Zostają zapomniane jak stary kawał, który przestał śmieszyć. 

Prawdziwe Carol i Susan

Wielu widzów interpretuje jednak wątek Carol (Jane Sibbett) i Susan (Jessica Hecht) zupełnie inaczej. To one ten serial ratują, bez nich zupełnie zabrakłoby w nim elementu różnorodności kulturowej. "Uwielbiałam Carol i Susan - powiedziała mi dziennikarka Sarah Beauchamp. - Tak naprawdę to mało który z bohaterów serialu miał wszystko tak poukładane jak one". Przede wszystkim należy docenić, że one faktycznie się pojawiły. Oto telewizja w najlepszym czasie antenowym pokazała światu prawdziwe lesbijki. Beauchamp dorastała w rodzinie homoseksualnej, ale przytyki dotyczące seksualności bohaterek nie robiły na niej wrażenia. W sumie nic w tym dziwnego. W tamtym czasie wyglądało to tak, że jeśli na ekranie pojawiali się gej lub lesbijka, to seksualność stanowiła ich główną - jeśli w ogóle nie jedyną - cechę osobowości. Beauchamp z wielką radością przyjęła więc te dwie postaci, które miały własne życie i razem wychowywały dziecko. Cieszyła się, że dziesiątki milionów innych ludzi też będą miały okazję je oglądać. 18 stycznia 1996 roku widzowie zostali nawet świadkami ich ślubu. "Ale ślub na zasadzie: 'Ogłaszam was żoną i żoną'?", dociekał Ross. Na co  publiczność wybuchnęła histerycznym śmiechem. 

Jak zauważył Kevin Bright, w drugim sezonie chodziło o to, aby serial rozkręcić, zwiększyć oglądalność i ogólnie skalę przedsięwzięcia. Przyjaciołom udało się to doskonale. Zniknęła małpa, za to częściej pojawiało się wszystko to, co się ludziom podobało  sezonie pierwszym, w tym również lesbijki i homoseksualne dowcipy. 

Przyjaciele (fot. NBC)
Przyjaciele (fot. NBC)

Po drugim sezonie nikt już chyba nie zaprzeczy, że homofobiczne żarty odgrywały w Przyjaciołach istotną rolę. Odcinek Ten z lesbijskim weselem można uznać za koronny dowód na to, że ów motyw został celowo uwypuklony. 

W sferze koncepcyjnej pierwowzorami dla Carol i Susan były Deb i Rona, z którymi Kauffman i Crane [twórcy serialu - przyp.red.] przyjaźnili się w Nowym Jorku. Kauffman była matką chrzestną ich córki, i vice versa. Sama mówiła, że postanowiła wprowadzić je do serialu, ponieważ wydawały się w sposób naturalny do niego pasować. "Zdecydowaliśmy się na to, żeby coś zademonstrować. One należały do ludzi, którzy byli obecni w naszym życiu. Uznaliśmy, że można się nimi zainspirować". 

Pomysł rzeczywiście okazał się trafiony. Historia o tym, jak dwie kobiety i Ross próbują jakoś poukładać różne skomplikowane sprawy w ramach swojej nowej rodziny, ma w sobie coś niestandardowego, a jednocześnie utożsami się z nią każdy, kto miał do czynienia z dziećmi i rozwodem. Rozwój wypadków zostaje przedstawiony w taki sposób, aby można się było z tego śmiać, ale trzeba dodać, że z samych bohaterek nikt się nigdy nie śmieje. Zdecydowanie częściej to Ross zmaga się z przytykami Susan, która mu wypomina brak przenikliwości i przeczulenie w kwestiach związanych z jej orientacją seksualną. Przez cały serial zachowuje kamienną twarz i stanowi w pewnym sensie niezbędną przeciwwagę dla Rossa, ale nigdy nie dochodzi między nimi do żadnych poważniejszych zgrzytów - bo to przecież Przyjaciele. Jak by nie patrzeć, Ross i Susan są rodziną.  

Deb opowiadała kiedyś Kauffman, że oglądała jeden z odcinków ze swoją najstarszą córką. Ta, widząc na ekranie Carol i Susan z małym Benem, zwróciła się do swojej matki słowami: "Rodzina taka jak nasza". Nigdy wcześniej takiej rodziny w telewizji nie widziała. 

Przyjaciele (fot. NBC)
Przyjaciele (fot. NBC)

Ogłaszam was żoną i żoną

Kauffman i Crane zawsze chcieli zorganizować Carol i Susan ślub. W 1995 roku nie było to już niedorzeczne. Pierwszy ślub jednopłciowy został zaprezentowany na ekranie w 1991 roku w serialu telewizji Fox zatytułowanym Roc. (...) Pod koniec odcinka tytułowy bohater Roc otwarcie przyznaje, że nie czuje się komfortowo ze świadomością dotyczącą seksualności wuja. Stwierdza jednak, że uczy się "czuć się komfortowo z tym dyskomfortem". (...) W grudniu 1995 roku gejowski ślub został pokazany w Roseanne. Nikogo specjalnie nie zaskoczyło, że twórcy tego serialu nie potraktowali tematu poważnie, lecz zdecydowali się na opcję prześmiewczą. (...)   
W Przyjaciołach nie widać ani jednego, ani drugiego zamysłu. Crane zresztą odniósł się do tej kwestii jednoznacznie: "Nie chcę dawać ludziom poczucia komfortu, ale też nie zależy mi na tym, aby wzbudzać dyskomfort", powiedział reporterom w listopadzie 1995 roku, tydzień po nakręceniu odcinka Ten z lesbijskim weselem.  

Ten konkretny odcinek wzbudził kontrowersje już na wiele miesięcy przed tym, jak powstał, między innymi dlatego, że miała w nim wystąpić Candace Gingrich, której brat Newt Gingrich - wówczas spiker Izby Reprezentantów - aktywnie zabiegał o uchwalenie przepisów wymierzonych przeciwko małżeństwom jednopłciowym (w tym ustawy znanej jako DOMA) i niejednokrotnie nazywał homoseksualizm chorobą lub uzależnieniem, "czymś jak alkoholizm".

Candace tymczasem coraz częściej występowała jako rzecznik praw osób homoseksualnych i w serialu miała odprawić ceremonię zaślubin Carol i Susan. 

Kauffman i Crane poznali ją podczas imprezy organizowanej na rzecz GLAAD (Gay and Lesbian Alliance Against Defamation). Na tym jednak kontekst polityczny całej sprawy się kończył. Crane podkreślał, że nie polityka jest w tym wszystkim najważniejsza. Chodziło o to, że "osoby homoseksualne też mają swoje życie, dokładnie tak samo jak wszyscy inni. Że ślub stanowi część tego życia. Że to nie jest żadne supernadzwyczajne wydarzenie. Powiedziałbym wręcz, że nie jest to najważniejsze wydarzenie tego odcinka". 

Rzeczywiście pod względem czasu antenowego wątek ślubu ustępuje dwóm innym. Pierwszy z nich dotyczy Phoebe, którą opętał duch zmarłej kobiety imieniem Rose. Duch zapowiada, że opuści ją dopiero wtedy, gdy "zobaczy wszystko". Oprócz tego w tym samym odcinku pojawia się matka Rachel, żeby poinformować córkę o rozwodzie. Sandra Green nagle sobie uświadamia, że popełniła błąd, którego jej córka uniknęła w ostatniej chwili - to znaczy wyszła za mąż za człowieka, którego nie kochała. "Ty nie wyszłaś za swojego Barry'ego, kochanie - mówi do Rachel. - A ja za mojego wyszłam". To właśnie ten wątek staje się główną osią odcinka, co z jednej strony jest smutne, ale z drugiej wypada po prostu idealnie, pozwala sobie bowiem uświadomić, że małżeństwo jest zupełnie czymś innym dla kobiet takich jak Rachel czy Sandra, a zupełnie co innego znaczy dla Carol i Susan. Dla tych pierwszych wydaje się czymś oczywistym, niemal nieuniknionym. ("Z domu ojca przeprowadziłam się do akademika, a stamtąd prosto do domu męża", mówi Sandra).  

Można w tym dostrzec pewną dziejową niesprawiedliwość i źródło nieszczęścia, ale przecież w pierwszym sezonie cały wątek Rachel skupiony był właśnie na wyrywaniu się z tego zaklętego kręgu. Osadzenie tej kwestii w konkretnym odcinku pozwala jednak zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz - że w przypadku heteroseksualnych kobiet małżeństwo jest wyborem łatwiejszym niż rezygnacja z niego, nawet gdyby w związku miało nie być miłości, nawet gdy się je zawiera z zupełnie niewłaściwych powodów. Carol i Susan autentycznie się kochają, są rodziną i decydują się na małżeństwo z ważnych powodów - a tymczasem muszą o ten związek walczyć i godzić się na liczne kompromisy, żeby ostatecznie móc stanąć razem przed ołtarzem. 

Kompromisy

Samą walką twórcy Przyjaciół się nie zajmują, decydują się natomiast na pewne kompromisy - zdaniem niektórych zbyt daleko idące. Doktor Suzanna Danuta Walters pisała o tym odcinku w swojej książce All the Rage: The Story of Gay Visibility in America. Z uznaniem wypowiedziała się o "przemyślanej wrażliwości" w sposobie przedstawienia tego tematu, jednocześnie jednak dodała, że twórcy odcinka "starali się za wszelką cenę przedstawić ślub homoseksualny jako dokładne odwzorowanie ślubu heteroseksualnego". 

Na kilka różnic warto więc zwrócić uwagę: nie było białych sukni, nie było przysięgi, nie było pocałunku. "Byłyśmy tym rozczarowane", powiedziała Jane Sibbett w jednym z wywiadów. W 1996 roku pocałunki osób tej samej płci może nie pojawiały się w telewizji jakoś szczególnie często, ale się zdarzały. Aktorki proponowały, żeby tak właśnie tę scenę zakończyć, uznając, że byłoby to naturalne zwieńczenie ceremonii ślubnej. Producenci obawiali się jednak, że publiczność mogłaby to uznać za przesadę, więc na zakończenie sceny odzywa się  Phoebe opętana przez Rose. Spogląda na panny młode i wykrzykuje: "No, teraz widziałam już wszystko".  

Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, z przykrością sobie uświadamiamy, że scenarzyści nakreślili cały wątek Phoebe tylko po to, aby ostatecznie wykorzystać go jako zamknięcie dla sceny ślubnej. Zdecydowali się na taką drobną sztuczkę, żeby uniknąć potencjalnie kontrowersyjnego lesbijskiego pocałunku - a w zamian zaserwować publiczności wygodny lesbijski dowcip. W ocenie Sibbett i Hecht podjęto bardzo dużo wysiłku, byle tylko nie pokazać na ekranie niewinnego całusa. "Jakież to mogło być proste i urocze", nie mogła przeboleć Sibbett. Tej kwestii towarzyszył jednak zbyt duży niepokój. "Chyba po prostu stanęło na opcji lekko zachowawczej". 

David Schwimmer, Lisa Kudrow, Matthew Perry, Courtney Cox, Jennifer Aniston i Matt LeBlanc na gali nagród Emmy w 2002 roku (fot. Shutterstock)
David Schwimmer, Lisa Kudrow, Matthew Perry, Courtney Cox, Jennifer Aniston i Matt LeBlanc na gali nagród Emmy w 2002 roku (fot. Shutterstock)

Cała historia ze ślubem Susan i Carol miała być w założeniu tak mało kontrowersyjna i przystępna, jak tylko się dało. Candace Gingrich co prawda pojawiła się na ekranie, ale nie została przedstawiona z imienia i nazwiska, a już w szczególności nie jako aktywistka walcząca o prawa osób homoseksualnych. Wystąpiła w stroju typowym dla ceremonii religijnych (choć bez żadnych elementów charakterystycznych dla konkretnego wyznania), co dobrze się komponowało z resztą sceny.  

Jak słusznie zauważa doktor Walters, panny młode zmierzają do ołtarza przy dźwiękach klasycznej muzyki ślubnej z bukietami w dłoniach, wsparte na męskich ramionach - "po wojskowemu, co tylko dodatkowo wzmacnia skojarzenia z tradycją". Ogólnie jednak zwyciężyła opcja - jak to ujęła Sibbett - zachowawcza. 

Debra McGuire, która projektowała kostiumy, nie ubrała aktorek w tradycyjną biel. Postawiła na łagodne srebro i jasne beże. Do tego założyła im strojne kapelusze - być może żeby zasugerować woalkę, ale bez woalki. Nikt nie miał jednak najmniejszych wątpliwości, że Susan i Carol powinny wystąpić w sukniach. "Potraktowaliśmy to bardzo poważnie - wspominała McGuire. - Właśnie ze względu na stereotypy związane z homoseksualizmem bardzo mi się podobało, że te kobiety mają być kobiece, że mają wyglądać pięknie i powabnie". 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa SQN (mat. prasowe)
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa SQN (mat. prasowe)

*Fragmenty książki "Przyjaciele. Ten o najlepszym serialu na świecie" w tłumaczeniu Magdy Witkowskiej. Możecie ją kupić w Publio.pl >>>

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (26)
Zaloguj się
  • kapitan.kirk

    Oceniono 55 razy 23

    Jako człowiek starej daty, nie jestem w stanie oprzeć się wrażeniu, że czytam opis filmu w czasach PRL, w którym recenzent zastanawia się, czy w wystarczający sposób zostały w fabule uwypuklone wątki dotyczące sojuszu robotniczo-chłopskiego i walki z kułackim stylem życia.
    Świat się zmienia; niektóre rzeczy są jednak niezmienne :-/

  • czujny_jak_pies_podwojny

    Oceniono 27 razy 19

    seriali, filmów, książek i innych wytworów kultury czepiają się jedynie ograniczeni umysłowo.
    Zanim się tu zlecą - ta politpoprawność to nie jest lewicowość. To skretynienie.

  • andienerven

    Oceniono 19 razy 17

    Maski opadaja z huskies: “Friends” homofobiczny, Dżóstin Tródo rasista. I tylko świat się kończy 😞

  • poppy_pi

    Oceniono 16 razy 12

    Cieszę się, ż dorastałam w latach gdy można się było ze wszystkiego śmiać. Dziś ludzie są tak przerważliwienie, że niedlugo bedzie strach gębę otowrzyć bo zaraz znajdą się setki urażonych.

  • dra-h

    Oceniono 8 razy 8

    Po przeczytaniu tekstu przypomina mi się pewien film z E. Murphym w roli głównej - "Książę w Nowym Jorku". Niedawno oglądałem ten film i w pewnym momencie pomyślałem sobie, że dzisiaj nawet nie zostałby on uznany za rasistowski, ale po prostu w ogóle by nie powstał. I byłaby wielka szkoda, bo to świetny film.

  • impr

    Oceniono 7 razy 7

    BEZ PRZESADY! Serial była bardzo zabawny i pokazywał zdrowe podejście bohaterów do spraw damsko-męskich, bynajmniej homoseksualizm nie był nietolerowany, ale czasami obśmiewany, bo dla męskich bohaterów serialu uznanie ich za gejów było dla nich obraza, tak jak dla geja uznanie go za hetero może być obraza. Natomiast nikt nikomu nic nie zakazywał w tym kontekście, w serialu widać więcej wolności pod tym względem niż we współczesnej Polsce, a był to serial z lal 90. Jest normalnie ślub lesbijek, lesbijki mają dziecko i nikt im niczego nie zabrania. To, że sobie bohaterzy z tego żartują, to uważam maja do tego prawo, bo od tego jest poczucie humoru. Tak samo można żartować z religii, polityki, to były delikatne żarty, a nie prymitywne obrażanie osoby za jej seksualność. Nie popadajmy w skrajność. Osobiście uważam, iż bohaterzy płci męskiej byli zabawni i autentyczni, a nie sztucznie wykreowani na potrzeby ideologiczne. Ludzie są dzisiaj mocno przewrażliwieni na swoim punkcie, a w realu i tak maja w d... inność i coraz więcej powstaje radykalnie wierzących w jedna ideologię bez poczucia dystansu do niej....między innymi poczucie humoru pozwala także zachować dystans.

  • e50504

    Oceniono 28 razy 6

    Takiego artykułu nie odważyliby się napisać w Trybunie Ludu. Do redakcji zadzwoniłby ktoś z Partii i powiedział że przesada, że czerwieńsi są od sztandaru.

    Z drugiej jednak strony pokazywanie biedy amerykańskiej kultury to działanie dla dobra ludzkości. Wiecie że ten denny i przewidywalny sitcom z podkładanym śmiechem to jest dla tych kałbojów z prowincji coś w rodzaju klasyki i teraz "książki" na ten temat piszą?

    PS ARTYKUŁ SPONSOROWANY

  • conan_barber

    Oceniono 9 razy 5

    Walnął już ktoś na ten temat doktorat?

  • impr

    Oceniono 4 razy 4

    Współczesne Zachodnie społeczeństwo kreuje się na super otwarte i tolerancyjne, ale w głębi jest w tym pełno hipokryzji. Nie ma żadnej prawdziwej równości, ludzie są podzieleni w ramach statusu materialnego na maksa, jednych się traktuje bardziej podmiotowo, innych bardziej przedmiotowo i nikogo to nie interesuje, wielu żyje jak współcześni niewolnicy systemu, ale przepraszam, mamy się wszyscy cieszyć bo odpowiednia ideologia zadba o to, aby nikt i nic nie obrażało naszych uczuć w kontekście naszej seksualności...A to, że zwykli przechodnie obraża i zwyzywają bezdomnego na ulicach Los Angeles to kogoś obejdzie? Tak sobie...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX