Andrzej Żuławski z Sophie Marceau

Andrzej Żuławski z Sophie Marceau (fot. archiwum prywatne)

wywiad gazeta.pl

Szarłat o Żuławskim: Kiedy zastanawiam się nad jego charakterem, przychodzi mi na myśl Picasso

Był mizoginem. Kobiety nie miały przy nim za wiele do powiedzenia. Zresztą na partnerki wybierał młodziutkie dziewczyny, które mógł formować. Kształcił je, uczył, lepił niby Pigmalion, a kiedy już były uformowane, związek się kończył. Z tymi świadomymi swojej wartości radził sobie gorzej - mówi Aleksandra Szarłat, autorka książki "Żuławski. Szaman".

Jest 1996 rok.

I w kawiarni Mozaika na Mokotowie poznaję Andrzeja Żuławskiego. Umówiliśmy się tam na wywiad o jego rodzinie. Pamiętam jak dziś: do ulubionej kawiarni filmowców - w końcu obok, na Puławskiej, swoją siedzibę mają różne stowarzyszenia filmowe - wszedł bardzo elegancki, piękny mężczyzna. Miał wtedy 56 lat i nadal świetnie wyglądał.

Potem się widywaliście?

Pięciokrotnie przez najbliższe 20 lat, zawsze przy okazji wywiadów. Ta znajomość była zawodowa, nigdy nie było między nami żadnych prywatności. Dlatego mogłam napisać jego biografię.

Ktoś bliski nie mógłby tego zrobić?

Byłoby mu trudno, ponieważ Andrzej Żuławski nie był łatwym przyjacielem.

Bo opisywał największe sekrety swoich znajomych w książkach?

Tak. Wiele rozmów, które odbywały się między nim a partnerkami, ukazywało się potem w jego powieściach.

Andrzej Żuławski z bratem Mateuszem (fot. archiwum prywatne)
Andrzej Żuławski z bratem Mateuszem (fot. archiwum prywatne)

Po co to robił?

Nie wiem, szczególnie że było to mocno nielojalne. Jego partnerki miały mu to za złe. Między innymi Nela, postać tajemnicza, ale istniejąca, która w mojej książce zachowuje anonimowość. Po czterech latach znajomości zakończyła związek z Żuławskim, gdyż obawiała się, że wszystko, co powie, zostanie przez niego przelane na papier. Jej opowieść jest dramatyczna, płakała w czasie naszej rozmowy. On potrafił być potworem, ale i człowiekiem uroczym, dowcipnym, wspaniałomyślnym. Obdarowywał Nelę prezentami, kupował jej stroje, a na pożegnanie podarował samochód. Love and hate, miłość i nienawiść. To przyciąga. Kiedy zastanawiam się nad jego charakterem, przychodzi mi na myśl Picasso. Obaj potrafili zarówno tworzyć, jak i niszczyć.

Kogo nie skrzywdził ironicznymi opisami w swoich książkach?

Andrzeja Jaroszewicza, Andrzeja Seweryna, Daniela Olbrychskiego i Andrzeja Korzyńskiego. Chociaż na tego ostatniego kiedyś się obraził, mimo braku jakiejkolwiek winy przyjaciela. Żuławski atakował ludzi, których uznał za nielojalnych. Aczkolwiek nielojalność mierzył swoją miarą.

Czym zawinił kompozytor?

Byli wtedy młodzi, zaczynali robić karierę. Korzyński szybciej zaistniał jako kompozytor niż Żuławski jako reżyser. Przeboje tego pierwszego - "Żółte kalendarze" czy "Kochać" - śpiewała cała Polska, więc szybciej też przyszły pieniądze. I któregoś dnia Żuławski zobaczył przed domem przyjaciela nowy samochód. To wystarczyło.

Dosyć małostkowe.

Trochę tak. Przeszło mu, kiedy sam kupił samochód.

Kiedyś zapytałam go, dlaczego w "Nocniku" poobrażał niektóre osoby - Krzysztof Kieślowski to u niego mistrz kiczu, Agnieszka Holland to zdolna scenarzystka, ale kiepska reżyserka, Wisława Szymborska - autorka nie najlepszych wierszy, Kutz - bezstylowy reżyser, Krzysztof Zanussi dusi swoje filmy pętlą krawata, a na Englerta i Zapasiewicza lepiej nie patrzeć. A on mi na to, że pisał szczerze i uczciwie, bo twórczość tych osób go nudzi. Potrafił być kąśliwy. Co ciekawe, przyjaciół-mężczyzn szanował.

Żuławski z Małgorzatą Braunek i synem Xawerym (fot. archiwum prywatne)
Żuławski z Małgorzatą Braunek i synem Xawerym (fot. archiwum prywatne)

Czego nie może powiedzieć na przykład Beata Tyszkiewicz.

W jej przypadku w kategoriach talentu wyróżnił jej piękny biust, a potem tłumaczył, że to komplement, ponieważ ciało jest dla aktora  instrumentem. Proszę przypomnieć sobie Valerie Kaprisky w "Kobiecie publicznej" i taniec, który wykonuje. Jest w tej scenie wspaniała! Czy jeśli tańczyłaby w ubraniu, osiągnęłaby taki sam efekt? Nie sądzę. Jego aktorki opowiadają, jak na planie potrafił je fantastycznie prowadzić. I to one - a nie Żuławski - otrzymywały najważniejsze nagrody na festiwalach.

Małgorzata Braunek wspominała, że dzięki roli u Żuławskiego rozwinęła się jako aktorka. Ale czy nie traktował jej przedmiotowo?

Być może aktor zawsze jest tak traktowany przez reżysera, ponieważ w filmie pełni określoną funkcję. To reżyser nadaje ton.

Katarzyna Merta, która wydała prawie wszystkie książki Żuławskiego, uważa, że on przez kobiety patrzył na świat, były jego soczewką, w której skupiały się wszystkie problemy. Na planie potrafił też być brutalny. Isabelle Adjani groził, że ją zabije, jeżeli nie założy soczewek, na które była uczulona. Odchorowała tę rolę, ale zagrała fantastycznie. Valerie Kaprisky powiedziała mi, że będzie do końca życia wdzięczna Żuławskiemu za to, czego ją nauczył.

Czego konkretnie?

Gry aktorskiej i właśnie traktowania ciała jako ważnego środka wyrazu. W latach 70. Żuławski szokował naturalistycznym podejściem do ciała, sceny z "Diabła" określano jako wyuzdane, dyskutowano o porodzie w "Trzeciej części nocy", który jako pierwszy pokazał na szerokim ekranie. Nikomu nie przyszło do głowy, że kilkadziesiąt lat później tacy twórcy jak Lars von Trier będą kręcić znacznie bardziej brutalne filmy. Kiedy się obejrzy jego "Dom, który zbudował Jack", Żuławski staje się uosobieniem poprawności i łagodności.

Kazał aktorom uczyć się czynności, które potem wykonywali w filmie. Stefan Friedmann musiał brać lekcje gry na skrzypcach.

Był tym początkowo oburzony, ponieważ uważał, że nie musi umieć grać - jest przecież aktorem, a nie muzykiem. Ale Żuławski zapisał go na lekcje i jakby tego było mało, dopytywał nauczyciela o postępy w nauce. Friedmann bał się jak w prawdziwej szkole.

Aktorzy lubili z nim pracować?

Myślę, że tak, chociaż niektórzy, tak jak Bogusław Linda, nie mają dobrych wspomnień.

Sophie Marceau i Andrzej Żuławski (fot. archiwum prywatne)
Sophie Marceau i Andrzej Żuławski (fot. archiwum prywatne)

Co spotkało Lindę?

Nie układało im się na planie. Żuławski zarzucał Lindzie, że nie uczy się tekstu, że jest w stanie wskazującym. Z drugiej strony panowała tam nerwowa atmosfera. Żuławski był zazdrosny o Iwonę Petry i jej sceny z Lindą, które zresztą sam reżyserował. Potrafił być tyranem. W jednym z wywiadów przyznał, że wymyślił sobie, że będzie wszystkich popędzał, pobudzał i denerwował. I z tego uczynił metodę.

Czuł się dobrze w Polsce?

Czuł się Polakiem, był tu u siebie, ale czy czuł się dobrze? Nie był kochany przez środowisko filmowe ani decydentów.

Bo był przemądrzały i przyjechał z Zachodu?

Też. Był inny, nie wychował się w Polsce. W książce przywołuję opowieść Emilii Krakowskiej o tym, jak w latach 60. Andrzej Żuławski z ojcem przyjechali do Obór, gdzie działał dom pracy twórczej. Przebywający tam pisarze obstąpili Żuławskiego, ciekawi jego opowieści o życiu na Zachodzie. A on rozprawiał o fantastycznej kuchni francuskiej, o tym, co jedli po drodze do Polski, aż nie mogąc tego słuchać, Ireneusz Iredyński wyszedł, trzaskając drzwiami i klnąc pod nosem. Emilię też to uderzyło. Wiedziała, że opowieściom Żuławskiego przysłuchiwali się ludzie, którzy nie mieli na jedzenie. Andrzej Krakowski, producent mieszkający w Stanach i zarazem kolega Andrzeja z czasów młodości, broni tu Żuławskiego - on po prostu opowiadał o swoim życiu, codzienności. Nie zdawał sobie sprawy, że zostanie to potraktowane jako przechwałki. Nie miał innego życia.

Za co go jeszcze nie lubiano?

Był twórcą niepokornym, zawsze wyrażał swoje zdanie, nie chodził na kompromisy.

I nawiązywał do wydarzeń politycznych, na przykład do Marca '68.

Czego konsekwencją było zatrzymanie przez cenzurę w 1972 roku filmu "Diabeł". Pokazano go dopiero po 16 latach. Żuławski nigdy nie był pupilkiem polskiej władzy.

Jednak zdecydował się tu wrócić.

Ponieważ marzył o pracy z Andrzejem Wajdą. Jego "Pokolenie" zrobiło na młodym Andrzeju olbrzymie wrażenie. Na studiach filmowych we Francji napisał pracę dyplomową z "Kanału". Reżyserów poznał Roman Polański, który powiedział Wajdzie: "To będzie twój nowy asystent". I tak się stało.

Wajda później mocno skrytykował jego "Trzecią część nocy".

Kazał mu ją przemontować. Szczęśliwie Żuławski nie posłuchał. Pokazał wojnę inną od tej, jaka obowiązywała w ówczesnych "przekazach dnia". Zdemitologizował powszechne, jak chciała tego komunistyczna propaganda, bohaterstwo Polaków, pokazując los inteligenta i nieporadność wobec rozpadu jego świata. Film wszedł na ekrany, ale w ośmiu kopiach na całą Polskę!

Skąd w nim było tyle mroku, zła, które były mocno widoczne w jego filmach? To przez wojnę?

Możliwe. Wychowywał się w trudnych warunkach, jako dziecko w czasie wojny był znoszony przez rodziców na rękach do sutereny, gdzie wraz z nimi nasłuchiwał odgłosów spadających bomb. A kiedy musiał zostać w domu sam, matka przykazywała, by stał przy krześle i trzymał je rączką. Nie wolno było mu się ruszyć. Stał, siusiał na podłogę, ale krzesła nie puścił. Dla małego dziecka to trauma. Jeśli dodać do tego obrazy rozstrzeliwanych ludzi na ulicach Lwowa, atmosferę strachu, można to połączyć z jego filmami.

Żuławski miał trudną relację z rodzicami (fot. archiwum prywatne)
Żuławski miał trudną relację z rodzicami (fot. archiwum prywatne)

A jaki był stosunek Żuławskiego do rodziców?

Skomplikowany. Kochał ich, ale trudna  to była miłość. W ojcu chciał widzieć bohatera, ale ktoś, kto po wojnie przystał do komunistów, by móc robić karierę dyplomatyczną, bohaterem w jego oczach być nie mógł. Oczywiście rodzi się pytanie, jak ułożyłoby się życie Andrzeja, gdyby jego ojciec nie był dyplomatą.

Żuławski nie miałby możliwości mieszkania i studiowania w Paryżu.

Właśnie. W ostatniej książce wydanej we Francji w 2017 roku napisał, że pod koniec życia zaczął rozumieć ojca. Wybaczył mu. I zaczął budować mity na jego temat. Tak bardzo chciał uczynić z niego bohatera, że obsadził go w roli bojownika o wolność Wietnamu. Sprawdziłam - to fantazja. O uwagę matki, która była ładną kobietą i lubiła, kiedy świat się wokół niej kręcił - także męski - był zazdrosny. Czuł się odtrącony.

Mateusz, brat Andrzeja, uważa, że on w swoich kolejnych związkach poszukiwał matki. Pierwszą kobietę, z którą się ożenił, czyli Barbarę Baranowską, uosabiał z ciepłem, macierzyństwem.

Pisze też pani o jego matce, że nie potrafiła okazywać uczuć.

Zarówno Andrzej, jak i jego bracia nie wspominają matki jako tej, która poświęca się wychowaniu dzieci. W Paryżu chciała nade wszystko odzyskać utraconą przez wojnę młodość. Chłopcami zajmowały się więc kolejne nianie. Nad opisami matki w książkach Andrzeja Żuławskiego trudno przejść obojętnie. W "Moim testamencie." nazywa ją aktorką, która całe życie grała, a kiedy straciła urodę i wdzięk, uciekła w choroby z urojenia. Śmierć ojca jest dla niego dramatem, matki już tylko naturalną koleją losu.

Ojciec był dla niego autorytetem, jeśli chodzi o pisanie, filmy? W końcu Mirosław wydawał książki, był autorem scenariuszy filmowych.

Na pewno. Aczkolwiek ojciec był w tym domu wielkim nieobecnym - kiedy nawet był tam fizycznie, zamykał się w swoim gabinecie i pisał na maszynie. Taki obraz syn przejął po ojcu i sam w życiu swoich synów stał się kolejnym wielkim nieobecnym.

Czy Żuławski był kłamcą?

Fantazjował. Cóż to za artysta, któremu brak wyobraźni!

Ale wprowadzał swoich czytelników w błąd.

Zestawiałam jego wypowiedzi z faktami i często wpadałam w konfuzję. Fantazjował, budował literackie obrazki, jak choćby na temat śmierci Jerzego Żuławskiego, swojego stryjecznego dziadka, który w 1915 roku wstąpił do Legionów. W wersji Andrzeja Jerzy zginął na polu bitwy pod Konarami, a kula przeszyła mu nie tylko serce, ale i wiersz, który nosił w kieszonce munduru, napisany dla najmłodszego syna, Wawrzyńca. Obrazek chwytający za serce. Tyle że w rzeczywistości Jerzy zmarł w szpitalu wojskowym na tyfus.

Wprowadzał w błąd nie tylko czytelników, również dziennikarzy, prowadząc z nimi swoistą grę. Sama padłam jej ofiarą.

Rodzina Żuławskich (fot. archiwum prywatne)
Rodzina Żuławskich (fot. archiwum prywatne)

Okłamał panią w którymś z wywiadów?

Mówił rzeczy, które były trudne do sprawdzenia. Mnie powiedział, że tuż po wojnie zamieszkał z rodzicami w Łodzi w baraku. Cóż, mogło tak się wtedy zdarzyć. Sprawdziłam to na etapie pisania książki. Okazało się, że nie było żadnego baraku - literaci mieszkali w Łodzi w okazałej kamienicy, którą na ich potrzeby zarekwirowali Adam Ważyk z Leonem Pasternakiem. Nawiasem mówiąc, mieszkał tam też Władysław Broniewski.

Jego największą miłością była Braunek?

Nie, Ewa Tuwim, tak przynajmniej pisał i całe życie ją idealizował. Przybraną córkę poety poznał jako nastolatek w 1952 roku. Wspominał, że od przypadkowego muśnięcia warkoczem w kinie prawie zemdlał. Oprawione w ramki zdjęcie Ewy stało na regale w jego pokoju do końca życia. Gdy był w Paryżu, ona wyemigrowała do Szwecji. Nigdy więcej się nie spotkali.

A Braunek?

Kochał ją i chociaż po jej odejściu ze sobą nie rozmawiali, w jakiś przedziwny sposób pozostał jej wierny. Kiedy wiele lat później przeprowadzałam z nim kolejny wywiad, po rozmowie zapytał, czy oglądam serial "Nad rozlewiskiem". Odpowiedziałam, że z zasady nie oglądam seriali. "Ale dlaczego? Tam przecież gra Małgosia...".

Dlaczego ją zdradzał? Tak jak swoje inne partnerki.

Nie mnie to oceniać.

Wiele osób uważało go za szowinistę. Słusznie?

Był mizoginem. Kobiety nie miały przy nim za wiele do powiedzenia. Zresztą na partnerki wybierał młodziutkie dziewczyny, które mógł formować. Kształcił je, uczył, lepił niby Pigmalion, a kiedy już były uformowane, związek się kończył. Z tymi świadomymi swojej wartości radził sobie gorzej.

Kiedyś odwiedził go brat. Andrzej był wtedy związany z pewną pisarką. Brat uważał, że to związek dwojga intelektualistów, których łączy przede wszystkim literatura i filozofia. I że się wzajemnie szanują. Tymczasem podczas tej wizyty Żuławski wziął gąbkę do zmywania naczyń i wcisnął dziewczynie do ręki. Oto, do czego jest przeznaczona. Co nie przeszkadzało mu o niej mówić, iż jest najbardziej inteligentną istotą, jaką kiedykolwiek spotkał.

Miał problem z alkoholem?

Niestety tak. Gdyby nie alkohol, droga życiowa Żuławskiego mogłaby potoczyć się inaczej. Jego bracia tłumaczą to genami: ich dziadek ze strony matki umarł z przepicia, podobnie brat matki, na chorobę alkoholową cierpiał też Łukasz, brat Andrzeja. On sam jeszcze przy pierwszych filmach był wrogiem alkoholu.

Książka Aleksandry Szarłat ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora (mat. prasowe)
Książka Aleksandry Szarłat ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora (mat. prasowe)

Kiedy to się zmieniło?

Trudno powiedzieć. Bracia uważają, że alkohol w jego życiu był od zawsze. Ale z drugiej strony w czasach w PRL-u wszyscy pili. Takie antidotum na komunę.

Nawet po śmierci Andrzej Żuławski prowokuje. Festiwal w Gdyni prawie nie dopuścił do konkursu głównego filmu na podstawie jego scenariusza, w reżyserii Xawerego Żuławskiego.

Pewnie dlatego, że Andrzej Żuławski całe życie był antysystemowy. Zawsze miał swoje zdanie i nie bał się go wypowiadać. Nie kalkulował, nie liczył się z konsekwencjami. Poszukiwał wolności artystycznej za każdą cenę. Myślę, że syn podąża tą samą drogą.  

POSTSCRIPTUM

Andrzeja Żuławskiego spotkałem dwa razy. W 2010 roku Krytyka Polityczna wydała jego skandaliczny "Nocnik". Jako goniec wręczyłem mu pierwszy egzemplarz książki. Kazał mi usiąść, zaczął oglądać powieść, po czym powiedział: "Ale będzie burza!". Rok później spotkałem Żuławskiego na premierze spektaklu Krzysztofa Skoniecznego, który w Komunie/Warszawa wystawił "Na srebrnym globie". Usiadłem obok pana Andrzeja, który cały czas popijał whisky z butelki ("Może chce pan kropelkę?", pytał co pewien czas) i krzyczał w stronę sceny: Mów głośniej! W moim scenariuszu było inaczej! Co wy robicie?! 

Książkę "Żuławski. Szaman" możecie kupić w Publio.pl >>>

Aleksandra Szarłat. Dziennikarka i autorka takich książek jak "Świat Andrzeja Fidyka", "Pierwsze damy III Rzeczypospolitej" czy "Celebryci z tamtych lat". Pracowała m.in. w "Sztandarze Młodych" (od 1991 roku), przez siedem lat była szefem działu kultury w miesięczniku "Twój Styl", a od 2007 roku przeprowadzała wywiady z artystami w dwutygodniku "Gala".

Arkadiusz Gruszczyński. Dziennikarz i animator kultury.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (160)
Zaloguj się
  • karo80.0

    Oceniono 56 razy 36

    Czyli pretensjonalny, małostkowy i w gruncie rzeczy bardzo prowincjonalny typek. Facet z klasą po prostu pewnych rzeczy nie robi i nie zachowuje się w tak żenujący sposób. Dorabianie do chamstwa i małości mitów o "niepokornych artystach" to bajki dla naiwnych. Anegdota o zakończeniu "przyjaźni" przez Żuławskiego bo znajomy kupił sobie nowy samochód najlepiej oddaje tę niezbyt ciekawą postać. Do Polski pasował idealnie, żadnym obywatelem świata nie był, bo to nie polega na imponowaniu maluczkim niesamowitymi opowieściami o tym co się jadło w paryskiej restauracji. Ani wtedy, ani teraz. To raczej definicja obciachu ;)

  • ryslew2061

    Oceniono 44 razy 32

    "... w czasach w PRL-u wszyscy pili. Takie antidotum na komunę". Wszyscy, szanowna Pani, to piją teraz. Od rana do rana przez całą dobę, mając nieskończoną liczbę sklepów z nieskończoną liczbą alkoholi w nieskończonej liczbie pojemności, kształtów i rodzajów. I za komuny, i teraz pije się, bo się ma ochotę czy potrzebę, a nie z powodu jakiejś zmitologizowanej odtrutki na ustrój.
    Co nie zmienia faktu, że książka, którą Pani napisała o Żuławskim, jest znakomita. Wprost fascynująca. Właśnie ją od dwóch dni czytam. Szczere gratulacje!

  • iarna

    Oceniono 43 razy 29

    "Ale z drugiej strony w czasach w PRL-u wszyscy pili. Takie antidotum na komunę" - co za bzdura. Jakie "wszyscy"? Kto pił ten pił, a kto nie ten nie pił. I tych ostatnich była zdecydowana więkzość. Poza tym były inne antidota na komunę.

  • mayta

    Oceniono 36 razy 22

    Ojojku, kolejna ofiara zbrodniczego ustroju. Pili, biedacy, bo "antidotum na komunę". To polecam pani przenikliwej autorce badania o alkoholu w kapitalizmie, nie trzeba daleko szukać, wystarczy sąsiedni artykuł: "społeczeństwo nam się rozpiło bardzo. Kiedyś brali po pół litra, szli do domu, wiadomo. A teraz setki schodzą o 6.00 rano, 12.00 w południe, o każdej porze, każdego dnia". malo-kto-kupi-pol-litra-w-weekend-chyba-ze-ma-impreze-w-domu.

  • lech.s

    Oceniono 22 razy 18

    "W ostatniej książce wydanej we Francji w 2017 roku napisał, że pod koniec życia zaczął rozumieć ojca. Wybaczył mu. I zaczął budować mity na jego temat. Tak bardzo chciał uczynić z niego bohatera, że obsadził go w roli bojownika o wolność Wietnamu. Sprawdziłam - to fantazja."
    On nie budował żadnych mitów, tylko bawił się układając puzzle z faktów i fikcji a naiwni się na to nabierali.

  • haniku72

    Oceniono 57 razy 15

    Kiepski reżyser, który nie zostawił po sobie żadnego istotnego filmu, sztuki. Jeszcze gorszy pisarz, którego miarą jest np.: "Nocnik" w którym potrafił jedynie wylać na ludzi, wybaczcie, własne guano. Wybierał przygłupie i niedoświadczone dziewczyny, bo kobiety szybko orientowały się, że maja do czynienia z ćwierć inteligentnym narcyzem. Po co o nim pisać?

  • jango33

    Oceniono 18 razy 12

    Ciekawe dlaczego "nocnik" jest trudny i drogi w zakupie.

  • rozterka47

    Oceniono 24 razy 10

    Narcystyczny kabotyn , niezdolny do głębszych relacji interpersonalnych .

    Nie trzeba geniuszu by opisywać fragmenty cudzych życiorysów pomieszanych z fikcją , tylko sprawnego pióra.

  • tsaba110

    Oceniono 14 razy 10

    Egoista który kroił Świat pod swój rozmiar. Był konsekwentny i szczery - w świński sposób.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX