Marie została potraktowana jak przestępca, a nie jak ofiara

Marie została potraktowana jak przestępca, a nie jak ofiara (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

Nie płakała i nie rozpaczała. Dlatego nikt nie uwierzył, że została zgwałcona

Kiedy powiedziała, że została napadnięta, nikt jej nie uwierzył. Może dlatego, że nie była roztrzęsiona, a obdukcja nie wykazała śladów jednoznacznie wskazujących na wykorzystanie seksualne. Dlaczego jednak miałaby zmyślać?

Do pierwszej rodziny zastępczej Marie trafiła w wieku sześciu lat. Często chodziła głodna, nie wiedziała, czym jest przedszkole. Od ósmego roku życia była na lekach antydepresyjnych, a kolejne rodziny zastępcze oddawały ją z powrotem do sierocińca. Szansę na pierwszą adopcję dostała dopiero, gdy była nastolatką. Jej życie w końcu miało się zmienić, ale w ostatniej chwili dowiedziała się, że rodzina, która ją wybrała, właśnie straciła prawa do adopcji.

Do czasu znalezienia nowego miejsca tymczasową opiekę nad Marie zaoferowała Shannon McQuery, mieszkająca z mężem i przybranym dzieckiem w Bellevue na przedmieściach Seattle. Poznały się na spotkaniach dla dzieci z trudną przeszłością. Shannon i Marie szybko stały się nierozłączne, chociaż od początku wiadomo było, że pobyt u McQuerych jest tylko tymczasowy. Po kilku tygodniach dziewczyna przeprowadziła się do Peggy Cunningham z Lynwood, obrończyni praw nieletnich. Mieszkały razem aż do ukończenia przez dziewczynę 18. roku życia. - Przygotowywałam się na małe dziecko. Miałam nawet łóżeczko, a potem okazało się, że dali mi 16-latkę - śmiała się kobieta

Wiosną 2008 roku, gdy Marie stała się pełnoletnia, postanowiła się usamodzielnić. Natrafiła na pilotażowy program Project Ladder, który pomagał młodym ludziom z rodzin zastępczych stanąć na nogi. Menedżerowie uczyli uczestników gospodarowania budżetem domowym, planowania rozsądnych zakupów, obsługi kart kredytowych i zakupu ubezpieczenia. Poza pomocą w znalezieniu pierwszej pracy program zapewniał też swoim podopiecznym dotowane kawalerki.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Marie przydzielono lokum w Alderbrooke Apartments w Lynwood, w pobliżu lasu. Kilka miesięcy później bladym świtem dyżurny z miejscowego posterunku odbierze zgłoszenie o gwałcie. Będzie to początek kilkuletniego koszmaru.

To tylko otarcia

Pomimo trudnego dzieciństwa Marie wierzyła, że bez względu na pochodzenie i stan posiadania każdy sam decyduje o swoim losie. I do sierpniowej nocy 2008 roku wierzyła również, że limit nieszczęść przypadających na jedną osobę został w jej przypadku wyczerpany. Dlatego gdy nad ranem przebudził ją silny ucisk, początkowo pomyślała, że to zły sen. W jej mieszkaniu był obcy mężczyzna, z twarzą zasłoniętą czarnym szalikiem. Głośno sapał i wymachiwał nożem wyciągniętym z jej kuchennej szuflady. A ona leżała na łóżku z rękoma związanymi sznurówkami ze swoich tenisówek. Nawet gdyby chciała krzyczeć, uniemożliwiał jej to wepchnięty w usta szmaciany knebel. Potem wszystko zaczęło się zamazywać, chociaż była pewna, że napastnik ją zgwałcił. Widziała nawet, że użył prezerwatywy. Nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego nie zadzwoniła na numer alarmowy. Wszystko wydawało się tak nieprawdopodobne, że najpierw wykręciła numer do byłego chłopaka, potem do Peggy i w końcu do sąsiadki z góry. Dopiero ona wezwała policję.

Detektywi, którzy przybyli na miejsce, od początku nastawieni byli sceptycznie. Dziewczyna była nad wyraz spokojna, nie miała żadnych widocznych obrażeń, a w mieszkaniu nie było śladów szarpaniny. Szukano prezerwatywy, której miał użyć gwałciciel, ale kosze na śmieci w kuchni i łazience były puste.

Marie wysłano na obdukcję do szpitala, zabezpieczono pościel z łóżka, na którym miało dojść do gwałtu, i przesłuchano świadków. W szpitalu zrobiono dziewczynie kilkanaście badań. Lekarz dyżurny ocenił jej stan na dobry, stwierdzając jedynie otarcia nadgarstków i pochwy, do których mogło dojść podczas zwykłego stosunku płciowego. Zlekceważono dwa duże siniaki na udzie i ręce. Bo niby kto ich nie ma? Raport podsumowano orzeczeniem psychologa, że przysłana na obdukcję kobieta była przytomna, kontaktowa i daleka od traumy, jaka była typowa dla ofiar podobnych zdarzeń.

Zachowanie Marie nie dawało również spokoju jej dwóm przyszywanym matkom. Zarówno Shannon, jak i Peggy doskonale pamiętały moment, gdy Marie powiedziała im, że została zgwałcona. Nie płakała, nie tuliła się do nich, nie była roztrzęsiona. Zestawienie jej spokojnej twarzy ze słowami, które wypowiadała, dla obu kobiet było szokujące. Peggy dodatkowo zachodziła w głowę, w jaki sposób cienkie sznurówki miałyby utrzymać w więzach dorosłą, silną kobietę.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

McQuery i Cunningham podzieliły się swoimi wątpliwościami z prowadzącymi śledztwo. To wystarczyło, by dwa dni po zgłoszeniu gwałtu postawić Marie w krzyżowym ogniu pytań podczas przesłuchania na komendzie. Policjanci pytali ją kilka razy o to samo, m.in. jak udało jej się wyswobodzić z więzów i zadzwonić do chłopaka, potem do Peggy i sąsiadki. Zmęczona przesłuchaniem Marie zaczęła się w końcu gubić. Wreszcie przyznała, że sama już nie jest pewna, czy do gwałtu doszło, czy też nie.

Policjanci nie tylko zawiesili sprawę, ale też oskarżyli dziewczynę o składanie fałszywych zeznań i narażanie policji na koszty niepotrzebnego śledztwa. W marcu 2009 roku Marie powiedziała przed sądem, że wszystko zmyśliła, godząc się na pokrycie kosztów sądowych i przymusową terapię.

Nie krzycz, nie dzwoń

Październik 2009 roku, Aurora, przedmieścia Denver. 65-letnia kobieta zgłasza gwałt we własnym mieszkaniu. Mówi, że sprawca był zamaskowany, związał jej ręce wstążką. Przez przypadek strącił figurkę misia, która stała przy łóżku. Zrobił jej też zdjęcia podczas ataku i zagroził, że opublikuje je w Internecie. 

Miesiąc później policja w Westminster, niedaleko Denver, odbiera zgłoszenie gwałtu na 59-latce. Kobieta twierdzi, że również została napadnięta we własnym domu, gwałciciel miał na sobie czarną maskę, rękawiczki i groził jej nożem. Miał ją związać sznurowadłami. Po gwałcie zrobił zdjęcia i groził, że opublikuje je w sieci. Na koniec ustawił minutnik, żeby ofiara wiedziała, po jakim czasie od jego wyjścia może się ruszyć. Po wszystkim kazał jej wziąć prysznic.

Styczeń 2011 roku, tym razem komisariat na przedmieściach Denver. Detektyw Stacy Galbraith odbiera zgłoszenie o gwałcie na 26-letniej studentce z Golden. Tym razem sprawca wymachiwał pistoletem i szeptał: "Nie krzycz. Nie dzwoń, bo cię zastrzelę". W ciągu czterech godzin wielokrotnie ją zgwałcił. Nie zostawił żadnych śladów, użył prezerwatywy. Ofiara zapamiętała jednak, że na lewej łydce miał ciemne znamię.

Jeden błąd

Przed styczniem 2011 roku policjantki z położonych 30 kilometrów od siebie komisariatów, Stacy Galbraith i Edna Hendershot nie miały pojęcia o swoim istnieniu. Kiedy za namową męża Galbraith, również służącego w policji, wymieniły się spostrzeżeniami na temat seryjnych gwałtów, okazało się, że zeznania ofiar były niemal identyczne. Na dodatek jedna z kobiet przypomniała sobie aparat, którego napastnik używał do robienia zdjęć. Był to różowy model Sony, pasujący do modelu skradzionego z mieszkania wcześniejszej ofiary.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Do końca stycznia Stacy i Edna powiązały ze sobą cztery gwałty dokonane na przedmieściach Denver, których dopuszczono się na przestrzeni 15 miesięcy. Sprawca był wprawdzie bardzo dokładny w zacieraniu śladów, ale zgubiło go dotknięcie minutnika i figurki misia w mieszkaniach ofiar. Dzięki temu technikom udało się odzyskać wyrywek DNA, ale był on niewystarczający do identyfikacji jednej osoby. Ustalono jednak, do kogo należała biała furgonetka, którą kilkoro świadków widziało w pobliżu mieszkań ofiar w Westminster, Aurorze czy Golden. Biała mazda z 1993 roku zarejestrowana była na niejakiego Marca O'Leary'ego z Lakewood, byłego wojskowego. 13 lutego 2011 roku policja zapukała do drzwi O'Leary'ego - w jego szafie śledczy znaleźli czarny pokrowiec na głowę, różowy aparat Sony oraz kolekcję bielizny należącej do ofiar. Na dodatek lewą łydkę mężczyzny zdobiło owalne znamię zapamiętane przez jedną z kobiet.

Dopiero kilka tygodni później policyjni technicy sprawdzający dysk twardy komputera gwałciciela w folderze o nazwie "dziewczyny" znaleźli zdjęcie młodej kobiety. Wyglądała niemal jak dziecko. Z dokumentów leżących obok niej na łóżku wynikało, że mieszkała w Lynwood.

***

Marie:

Dwa i pół roku po tym, jak została uznana za oszustkę, policja w Lynwood odnalazła Marie na południu od Seattle, aby przekazać jej wiadomość, że... sprawca napaści na nią został aresztowany. Wręczono jej kopertę z poradami dla ofiar gwałtu i zwrotem poniesionych kosztów sądowych

Marie (to drugie imię ofiary, pierwszego nigdy nie ujawniono z uwagi na jej ochronę) nie odpuściła jednak tak łatwo i pozwała miasto na 150 tys. dolarów. Po wygranej opuściła stan i zaczęła pracować jako zawodowy kierowca. Nie wiadomo gdzie przebywa. Podobno wyszła za mąż i urodziła dwoje dzieci. Nie utrzymuje kontaktu z dawnymi opiekunami.

O'Leary:

Podczas procesu 33-letni O'Leary przyznał się do w sumie 28 gwałtów, za które w grudniu 2011 roku został skazany na 327 lat więzienia bez prawa do wcześniejszego zwolnienia. 

Dziesięć lat później Netflix wraca do sprawy gwałtu w Lynwood w serialu "Niewiarygodne". W rolę ofiary wciela się Kaitlyn Dever, a detektywów tropiących gwałciciela Toni Collette i Merritt Wever. Liczący osiem odcinków serial trafił na platformę streamingową 13 września.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (14)
Zaloguj się
  • snacksmile

    Oceniono 13 razy 13

    Kobiety musiały same przeprowadzić śledztwo, analizę zdarzeń i dostarczyć dowody - policja jedynie łaskawie to przyjęła. Gdyby tego nie zrobiły, gwałty mnożyłyby się prawdopodobnie w setki a dzięki ich aktywności doszło "tylko" do ok. 30. To prawie całkiem jak u nas - prawie, ponieważ u nas mogłoby w dalszej kolejności dojść jeszcze do zagubienia akt sprawy na posterunku lub w prokuraturze, poza tym policjant i prokurator prowadzący nie musiałby tak ochoczo przyjmować tego raportu od poszkodowanych, nie wykluczone, że zarzuciłby mu nawet sporo błędów formalnych a sprawa ciągnęłaby się w nieskończoność...

  • alicjads

    Oceniono 5 razy 5

    Spojler! Powinniście to napisać na początku artykułu. Właśnie miałam zacząć to oglądać 😡

  • vincent33

    Oceniono 5 razy 5

    Czy autorka tego artykułu rozumie co to jest Prolog ? A także Epilog ?

  • izk-3

    Oceniono 6 razy 4

    warto obejrzeć - polecam - nawet mimo niemal dokładnego streszczenia serialu tutaj - pokazuje jak trudno i po jakich grudach szło dochodzenie - to też troszeczkę uświadamia, że praca śledczych jest paskudna, trudna i niewdzięczna, że rzeczywistość to nie film, a szukający są zawsze w gorszej sytuacji o sytuacji ofiar szkoda już nawet mówić, bo to jest dramat

  • ax-les-thermes

    Oceniono 6 razy 4

    Miedzy Seattle i Everett jest LyNNwood a nie lynwood. Mieszkalem w tamtej okolicy wiecej niz 6 lat.

  • com4tee

    Oceniono 7 razy -5

    Za reklamę ramówki Netflix coś płaci, czy idzie po koleżeńsku w ramach wymiennego wsparcia judeogeszeftów?

  • blackmac3

    Oceniono 7 razy -5

    Super ze na koncu dowiwdzialam sie ze to spoiler filmu ktory chcialam obejrzec. Jestescie beznadziejni.

  • druga_wieza

    Oceniono 13 razy -9

    Co za wypociny.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX