Polacy z roku na rok piją coraz więcej

Polacy z roku na rok piją coraz więcej (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

reportaż

Mało kto kupi pół litra w weekend. Chyba że ma imprezę w domu. Jeśli idzie w miasto, bierze po setce dla siebie i znajomych

Kacuś. Kapselek. Setka. Źródełko. Flaszka. Alkohole za Grosze. Karafka. Kielonek. Wódopój. Rausz. Promil, Procent, Reset. Monopolowy z Tradycją - takie poetyckie nazwy noszą łódzkie sklepy z alkoholem. A jest ich w mieście ponad 1100. Dla porównania: w całej Norwegii raptem 300.

Łódź. Piątek, godzina 19.00

Na stacji benzynowej niby pustki, niby tylko hot dogi podawane. W kolejce staje pani w czerwonym polarze i pan w skórzanej kurtce. Małpka wódki i cienkie papierosy - małe zapasy na drogę, bo dzisiaj jadą na Ukrainę.

W sieciowym monopolu na Widzewie - dużym, elegancko urządzonym sklepie - trwają negocjacje dwóch panów przed czterdziestką.

- Na pewno weźmiemy colę litrową i chipsy. A do tego tullamore dew litrową - wyrokuje jeden. A kolega stęka: - Nie podoba mi się to. To się źle skończy.

- Spokojnie, najwyżej ja wypiję więcej. Przecież nie musimy wszystkiego wypić naraz - mówi współtowarzysz, jakby przekonywał bardziej siebie niż kolegę. Jeszcze tylko finansowe rozliczenia. - Nie, no co ty, ty ostatnio płaciłeś. Ja stawiam. Znikają w białej firmowej skodzie.

18.09.2014 Czestochowa , ul. Kisielewskiego . Otwarcie hipermarketu Auchan Czestochowa Polnoc w M1 , ktory powstal w miejscu dawnego Reala . Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta
Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta

Na Piotrkowskiej w Alkoholach za Grosze para po pięćdziesiątce inwestuje w żołądkową gorzką - pół litra za 18,90 zł.

Przed sklepem czai się czterech gości w bluzach i dresach. - Dobierzcie, co macie dobrać -  instruuje herszt.

Dwóch delegatów wchodzi, kłania się nisko sklepikarce, palce wskazujące wymierzają w seteczkę czereśni, no i ćwiarteczkę pigwy.

- Zapierdolone ludźmi w tym pubie. Walnęliśmy setkę i wyszliśmy, nie dało się oddychać - wspominają niedawne przygody. Wychodzą zaopatrzeni w małpki. Starym łódzkim zwyczajem skręcają w bramę. Najwyraźniej bramy na Piotrkowskiej mają rozpoznane, bo wybierają idealną - taką, w której furtka się nie zamyka. Bez problemu wejdą na podwórko.

W ciasnym, rodzinnym sklepie przy Rynku Bałuckim kolejkę otwiera starsza pani z pieskiem na smyczy. Pół litra żytniówki. Zasępiony sprzedawca informuje: - Nie mamy zimnej.

- A co pan ma zimnego? - zastanawia się klientka, by skończyć z gorzką żołądkową.

Za nią dobrze zbudowany pan dobiera dwa piwa do trzech zbożowych setek. Kupuje i wsiada do bmw.

***

W rodzinnym mieście Magdy też był monopol, pod którym zwykle stała delegacja czterech panów. Popijali piwka. Wiadomo. Ale to, co widzi w Łodzi, w pobliżu Piotrkowskiej, to jest najgorszy obraz ludzkości.

Przykład: wpada chłopak, oczy mu się świecą, wódka to widać dla niego mało, musiał jeszcze dołożyć sobie dopalaczem. Rzuca się, skacze do Magdy, do klientów, chce sklep demolować. Zadzwoniła po kolegów, wynieśli go. Magda słyszała, że pobiegł do sklepu obok, tam poprzewracał regały, groził pracownikom nożem... Cyrk.

11.12.2012 WALBRZYCH , SKLEP MONOPOLOWY 24 H .  FOT. TOMASZ SZAMBELAN / AGENCJA GAZETA
Sklep monopolowy (Fot. Tomasz Szambelan / Agencja Gazeta)

Magda ma specjalny guzik, którym może wezwać ochronę. Ale ochrona przyjedzie za pół godziny, a w pół godziny to sklepu Magdy może już nie być. Dlatego dogadała się z chłopakami z sąsiedniej kamienicy. Jak trzeba, dzwoni po nich. Wynoszą na kopach niepokornych klientów.

Opisze inną sytuację: przychodzi facet, barczysty, wyrywa drzwiczki z lodówki, chce kraść coca-colę. Magda jak nie ryknie: - Natychmiast zamyka pan tę lodówkę! Facet spokorniał, choć mógł spokojnie zabrać tę colę i jeszcze zdzielić Magdę po twarzy. Nie pierwszy to raz, gdy miała serce w przełyku. W tej robocie trzeba mieć mocne nerwy. Dlatego tłumaczyła szefowi: - Tej nowej, młodej, takiej delikatnej, to nie dawaj na ten sklep, bo ją okradną. Nie poradzi sobie.

W sumie jak mają się ludzie zachowywać, jak biorą setkę i przepijają red bullem. To najpopularniejszy zestaw, ewentualnie zmodyfikowany - setka, red bull i piwo.

Mało kto kupi pół litra w weekend. Chyba że ma imprezę w domu - zaproszeni goście, imieniny za stołem, wtedy tak. Ale jeśli idzie na miasto, bierze po setce dla siebie i znajomych. Po chwili wraca i bierze następny zestaw. Ludzie potrafią taki siedem setek wypić, jedna po drugiej. Chyba im się wydaje, że w ten sposób piją mniej. A miała Magda klienta agenta, co 15 małpek wypił. I jakoś stał!

Są też klienci nad wyraz spokojni, ale Magda nie ma do nich nerwów, bo bełkoczą  i nie rozumieją, co się do nich mówi. Ona grzecznie: - Pan jest pijany, już panu nie sprzedam. To on poprosi kolegę. Bo zawsze w ekipie jest jeden bardziej trzeźwy, który zrobi zakupy dla reszty.

Siedzą imprezowicze w ogródkach piwnych albo w pizzerii. Z dziewczynami wyszli na miasto. Najwyraźniej alkohol w barze za drogi, bo co chwilę wyskakują do Magdy po setkę albo piwo. I dopijają szybko przed sklepem, albo powoli, w tym ogródku. Niektórzy w bramach, bo płytkie bramy na Piotrkowskiej to jest prawdziwa scena rozpusty.

I Magdę to jeszcze szokuje, że dziewczyny piją bardziej od facetów. Nawalona dziewczyna to jest widok gorszy niż nawalony facet - Magda ma takie zdanie. Kładzie jej się taka niemal na ladzie, tylko w staniku i skórzanej kurtce, dupę, za przeproszeniem, wypina w kierunku panów, uśmiecha się: - A loda wam nie zrobić? Ja lubię z połykiem! Faceci w śmiech.

22.10.2013 Wroclaw , ul. Odrzanska 11 / 12 . Delikatesy ' U Roberta ' .  Fot. Kamila Kubat / Agencja Gazeta
Sklep monopolowy (Fot. Kamila Kubat / Agencja Gazeta)

W niedzielę niehandlową też mają otwarte, bo to przecież punkt pocztowy. Ale pracują krócej, do 22.00. Co się wtedy dzieje przed sklepem! Kolejki takie, że nie da się drzwi zamknąć. Ludzie się rzucają w ostatniej chwili, nie patrzą, że Magda już 13 godzin na nogach, chciałaby iść do domu. Jeszcze ostatnie piwa, ostatnie setki walą.

A w poniedziałek od rana inny widok: panowie pod krawatem i panie w garsonkach pakują do torebki i za pazuchę dwie setki wiśniówki albo soplicy. Jej ulubiony klient to jest taki poważny pan w średnim wieku, który co rano kupuje pół litra whisky. Mogłaby zegarek pod niego ustawiać, bo jest codziennie o 7.00. W weekend zwiększa limit: pół litra i cztery piwa. Sąsiedzi z kamienicy donieśli jej, że to pan doktor. Leczy uzależnienia.

Magda w monopolowym pracuje od roku, wcześniej osiem lat zatrudniona była w zwykłym spożywczym. Teraz znowu rozgląda się za pracą. Monopol to nie na jej nerwy.

Sobota, godzina 22.00

Stację nawiedza dwóch chłopaków w bluzach z kapturem. Dla Patrycji wezmą żubra. A dla siebie co? Perełkę? Czy może namysłowa?

- To weź namysłów - wyrokuje jeden. Płacą osobno, każdy za dwa piwa po 7,98 zł. Mają problem: nadal nie wiedzą, gdzie są z tymi dziewczynami umówieni.

Na Piotrkowskiej chłopaki z bramy przeniosły się pod sklep. Ledwo już stoją. Wydzwaniają do kolegów, bo gdzieś im się zapodziała reszta ekipy.

W monopolu na Widzewie pan z długimi włosami dziwi się, że perła zdrożała o 10 groszy. No trudno. I tak weźmie dwie.

***

Kacuś. Kapselek. Setka. Źródełko. Flaszka. Alkohole za Grosze. Karafka. Kielonek. Wódopój. Rausz. Promil, Procent, Reset. Monopolowy z Tradycją - takie poetyckie nazwy noszą łódzkie sklepy z alkoholem. A jest ich w mieście ponad 1100. Dla porównania: w całej Norwegii raptem 300.

Macieja Rawluka ta mnogość zafrapowała. Przez kilka lat fotografował łódzkie monopole. Efektem jest album "Setka. Sklepy alkoholowe". Fotograf przyglądał się, jak oswajamy alkohol w kulturze i przestrzeni. Alkohol jest jak bliski kumpel, zawsze uśmiechnięty.

29.05.2017 Swidnik . Port Lotniczy Lublin . Otwarcie nowego terminala z czescia sklepowa na lubelskim lotnisku . Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Polacy piją już 11 litrów czystego alkoholu na głowę rocznie (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

- Ciekawił mnie ten permisywizm, zgoda społeczeństwa na szkodliwe działanie. Nigdy nie byłem za ingerencją państwa w życie obywateli, za prohibicją. A z drugiej strony nie potrafimy znaleźć złotego środka. Jak wolność, to totalna - komentuje Maciej Rawluk.

W Polsce koncesje na sprzedaż alkoholu rozdają gminy. A rozdają hojną ręką. Ustalają wprawdzie górne limity liczby sklepów z alkoholem, ale w Łodzi tak ustaliły, że monopole nierzadko znajdziemy w odległości stu metrów od siebie. Gęściej niż apteki.

Rawluk obserwował też stylistykę sklepów. Dziuple wciśnięte w partery kamienic, z ogromnymi reklamami na billboardowych płachtach. Monopole jako immanentny element miejskiej przestrzeni, stała część polskiej ulicy.

- Co zauważy obcokrajowiec w Polsce? Po pierwsze: mnóstwo kościołów, niektóre w fantazyjnych kształtach. Po drugie: monopol na każdym kroku - podsumowuje.

Niedziela, godzina 1.00

Na Piotrkowskiej facet w koszulce Harley-Davidson kupuje cztery perły.

Wpada dwóch chłopaków i dwie dziewczyny, około dwudziestki. - To co pijemy? Wódkę czy szoty? - rzucają rebus. Kończy się na pół litra stocka, kilku setkach i soku Tymbark.

Do monopolu na Bałutach przyjeżdża facet na rowerze. Bierze pół litra, ćwiartkę, cztery piwa. Jakoś to pakuje do reklamówek, odjeżdża rowerem.

Facet w biało-czerwonej koszulce kołysze się przy ladzie, próbuje coś powiedzieć. - Pan już wyjdzie. Potańczył pan sobie w moim sklepie - wyrokuje sprzedawca, a tancerz pokornie idzie do drzwi.

***

- Jak to się dzieje, że te biurowce w ogóle stoją? - dziwi się Andzia. Pomaga siostrze prowadzić sklep w centrum. Według Andzi to jest cud, że w tym mieście coś jeszcze się buduje i nie zawala od razu. Wystarczy spojrzeć, ile robotnicy kupują setek.

Ale to nie jest tak, że tylko robotnicy celują w małpkach. Trzeba zobaczyć, co tu się o szóstej rano dzieje! Wchodzi dziewczyna, młoda, uśmiechnięta, w garsonce. Bułeczka, jogurt i setka do torebki. I do tramwaju. Połowę tych małych wódek kupują kobiety.

30.12.2014 Warszawa . Ulica Pulawska . Sklep monopolowy Zakatek Konesera . Fot . Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta .
Sklep monopolowy w Warszawie (Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Zdaniem Andzi społeczeństwo nam się rozpiło bardzo. Kiedyś brali po pół litra, szli do domu, wiadomo. A teraz setki schodzą o 6.00 rano, 12.00 w południe, o każdej porze, każdego dnia. Jakby na potwierdzenie do sklepu wchodzi młody chłopak w sportowych butach, z torbą. Bierze gotową kanapkę i setkę wiśniówki. Nie ma? To pigwówka.

Bogaty, biedny, nie ma znaczenia. Wszyscy te małpki biorą.

A w piątek jak jest wesoło! Wieczorem wchodzą młodzi, po jedną seteczkę, na dobrą zabawę. Za godzinę przychodzą po drugą. Starsi panowie ledwo się trzymają, wyzywają Andzię: - Ty kurwo, dawaj flaszkę, ja ci tu pieniądze na stół rzucam! Andzia spokojnie tłumaczy, że pijanych nie obsługują. Facet wychodzi przed sklep i łapie przypadkowych ludzi: - Przepraszam, może pan mi kupi, bo ta kurwa za ladą nie chciała sprzedać. Polak zawsze sobie poradzi.

***

- Małpki to jest szaleństwo jakieś. Wyjątkowo groźne - ocenia Krzysztof Brzózka, przez 12 lat prezes Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Brzózka już trzy lata temu postulował, żeby zakazać sprzedaży alkoholu w małych buteleczkach. Rząd go nie posłuchał.

- Moje prognozy się sprawdziły - mówi.

Polacy - inaczej niż pozostałe europejskie narody - piją coraz więcej. Już 11 litrów czystego alkoholu na głowę rocznie. Więcej niż w PRL-u. Według Brzózki najniebezpieczniejsze są właśnie małpki, czyli butelki o pojemności 100 mililitrów.

W marynarce można schować cztery takie setki. Z półlitrową butelką nie jest już tak łatwo. Setka wypita na dwa razy, w odstępach co godzinę-półtorej, pozwoli przez cały dzień funkcjonować przy jednoczesnej obecności alkoholu we krwi. Z jednej strony zaspokajamy nasz układ nagrody, a z drugiej osoba pijąca nie musi się martwić, że wypiła za dużo i będzie miała kłopoty, bo nie przekracza dozwolonego prawem limitu. Jeśli to stała praktyka, organizm przyzwyczaja się do obecności alkoholu. Wzrasta tolerancja. Przekroczenie granicy dozwolonej prawem staje się niezauważalne. Jeżeli wypiłem trochę alkoholu i nic się ze mną nie dzieje, to jak wypiję jeszcze trochę, też się nic nie stanie. Ludzie chodzą więc do pracy pod wpływem alkoholu. Wsiadają za kierownicę. Policja notuje coraz więcej kierowców pod wpływem. Zdaniem Brzózki to nie przypadek. - Traktujemy alkohol jak chleb lub masło, a nie jak groźny narkotyk. Skutki takiego myślenia już są opłakane. A będzie gorzej - mówi.

08.06.2012  WARSZAWA , CENTRUM MIASTA PO MECZU POLSKA - GRECJA . KOLEJKA POD SKLEPEM MONOPOLOWYM .  FOT. DARIUSZ BOROWICZ / AGENCJA GAZETA
Kibice po meczu przed sklepem monopolowym w Warszawie (Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta)

Niedziela, godzina 2.00

Na Piotrkowskiej elegancko ubrani panowie kupują dla swoich dziewczyn kolorowe setki, a żeby impreza za szybko się nie skończyła - dobierają jeszcze pół litra.


Sklep na Kilińskiego przeżywa oblężenie. Kolejka. Trzech panów weszło po piwa, para w średnim wieku dywaguje: - Ćwiartka tego ballantine'sa wystarczy? Wybierają połówkę za 49 złotych. Zostanie na rano.

***

Jola uważa, że za wzrost spożycia odpowiada miłość. Zwykle nieszczęśliwa. Mówi z własnego doświadczenia, bo za ladą jest sprzedawcą, księdzem, który słucha spowiedzi, i psychologiem. I dlatego wie: złamane serce ma naród!

Jola cieszy się, że pracuje na osiedlu, a nie w centrum. Nie ma nocnych wycieczek, hord imprezowiczów. Jest pełna kultura, same znajome twarze. Każdy sobie pożartuje, przyniesie historię, pomoże wtoczyć się do sklepu sąsiadowi, co ledwo stoi na progu.

Jak Jola otwiera o 8.00, to przed drzwiami ustawia się kolejka trzęsących się panów, co właśnie skończyli noc w żłobku. Tak miejscowi mówią na izbę wytrzeźwień. Potem wpadają ludzie, którzy spieszą się do pracy. Następnie robotnicy z budowy. I pani ze sklepu nieopodal. Ona akurat wpada pięć razy w ciągu dnia. Od 8.00 do 18.00 jest jeden hit sprzedaży. Zgadliście jaki?

Poniedziałek, godzina 12.00

Osiedlowy monopol przy ulicy Górnej. Kolejka do lady. Pan w dresie, pani pod czterdziestkę, chłopak w podkoszulku. Wszyscy kupują po setce.

***

Krzysztof Brzózka tłumaczy: są dwa rodzaje dostępności.

Ekonomiczna, bo alkohol w Polsce jest tani. Inflacja rośnie, ceny wszystkich produktów rosną, a alkoholu - ledwo drgną.

I fizyczna, bo sklepów jest dużo. Z tym ciężko będzie coś zrobić, przynajmniej tak od razu. Możemy jednak zakazać w całym kraju sprzedaży alkoholu od 22.00 do 6.00 rano, jak zrobił na przykład rząd na Litwie. To ważne, bo wtedy klienci podejmują decyzję o zakupie alkoholu w miarę na trzeźwo. A jak już się napiją, zwykle jest im za mało.

02.10.2004 OLSZTYN KORTOWO UNIWERSYTET SKLEP EUREKA STOISKO MONOPOLOWE STUDENCI ROBIA ZAKUPY  PIWO ALKOHOL   FOT TOMASZ WASZCZUK / AGENCJA GAZETA PLYTA OLSZTYN173 173
Kolejka w sklepie monopolowym (Fot. Tomasz Waszczuk / AG)

Od niedawna prawo pozwala samorządom wprowadzać nocną prohibicję. Skorzystało z tej możliwości raptem siedem procent. Między innymi Sopot. Po północy na Monciaku w monopolu kupimy co najwyżej chipsy.

- Rozmawiałem z prezydentem Jackiem Karnowskim. Jest bardzo zadowolony z ograniczenia. Liczba policyjnych interwencji do ekscesów po alkoholu spadła o ponad 20 procent - opowiada Krzysztof Brzózka.

A dlaczego samorządy nie idą na udry z monopolami? Według byłego prezesa PARP biorą przykład z góry. Rząd nie chce się postawić lobby alkoholowemu - potężnemu i bogatemu jak mało które. Choć nawet Kościół apelował o większą wstrzemięźliwość - ogłosił w 2018 roku Narodowy Program Trzeźwości. Nic z tego nie wyszło. Widać nauczanie Kościoła rząd przyjmuje wybiórczo.

Bartosz Józefiak. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje z Dużym Formatem Gazety Wyborczej, Tygodnikiem Powszechnym, portalem Weekend.Gazeta.pl. Dwukrotnie nominowany do nagrody dziennikarskiej im. Teresy Torańskiej w kategorii "Najlepsze w internecie". Pracuje nad książką reporterską o Łodzi

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (287)
Zaloguj się
  • farcry3

    Oceniono 62 razy 50

    Jestem alkoholikiem nie pijącym od wielu lat. W chorobę "wpadłem: jeszcze za komuny i zostanę z nią do końca życia, ale można z tym żyć. Tylko nie pić. Ze zgrozą oglądam co się teraz dzieje. Przede wszystkim średnia wieku pijących coraz niższa i coraz więcej dziewczyn/kobiet pije. Kobiety łatwiej popadają w uzależnienie i trudniej im z niego wyjść. Alkohol w Polsce jest za tani i zbyt łatwo dostępny. W niedzielę chleba nie kupisz, alko zawsze.
    Alkoholizm to problem społeczny. świadomych swojego uzależnienia jest zaledwie garstka. Większość alkoholików nie wie i nie zdaje sobie sprawy, że są uzależnieni. Poza tym im wcześniej zaczyna się pić tym większe prawdopodobieństwo popadnięcia w chorobę alkoholową.
    Tak jak w kwestii uzależnień tak i w kwestii ekologii: profilaktyka i wzrost społecznej świadomości. W tym rola rodziców i szkoły choć w obecnej sytuacji jaka panuje w szkolnictwie ( religia ważniejsza niż nauka matematyki, podstaw ekonomii czy własnie uświadamianie młodzieży o zagrożeniach ) . No i jak widze w marketach "madki" i tatusiów wytatuowanych, z tipsami i zgrzewkami piwa w koszykach, to staję sie pesymistą. Tzw. kulturę picia wynosi sie z domu. Wiem to z autopsji, tylko że ja miałem szczęście, bo nie wylądowałem na cmentarzu po którymś z kolei zapiciu. W domu dzieciństwa u mnie zawsze się ostro piło, ale trafił mi się los na loterii i trafiłem w życiu na odpowiednich ludzi, którzy mi pomogli.

  • Ka Mf

    Oceniono 61 razy 37

    Nie pije w ogóle alkoholu od około 5 lat i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. To jest najgorsze co może być z używek, a do tego pod kontrolą państwa. Większa kpina jest karanie ludzi za gram lub trzy szuszu konopnego. Żyjemy w chorym katolickim kraju.

  • lukibb

    Oceniono 49 razy 33

    Popularność "małpek" to jedynie efekt zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych.
    Zanim wypijesz piwo, 2 mandaty załapiesz, przy małpce, łyknie i śladu nie ma.

  • odjaniepawlacz

    Oceniono 27 razy 25

    Lech Kaczyński dzień zaczynał od takiej małpki i jakoś żył 😂

  • carolina_reaper

    Oceniono 29 razy 23

    W Irlandii poradzili sobie i z kosciolem i z alkoholizmem, dlaczego nie bierzemy przykladu?

  • saxo.grammaticus

    Oceniono 18 razy 18

    Niestety budżetowe wpływy ze sprzedaży alkoholu w dużej mierze finansują nasz kraj. Ograniczanie sprzedaży alkoholu nie jest finansowo na rękę żadnemu rządowi, niezależnie od opcji politycznej.

  • antybandzior

    Oceniono 36 razy 18

    Rozpity naród jest tępy, jak kolejne pseudo rządy w tym kraju. Na aborcję chcą narzucić całkowity szlaban, ale z dżuma alkoholową poradzić sobie nie potrafią. A wystarczy ograniczyć ilość tych melin pod nazwą 24 h, ciekawe też czy żabka przetrwałaby bez alko? Zabierać koncesje! Zlikwidować tzw. małpki!

  • tomekcis24

    Oceniono 29 razy 17

    Przed wejściem do monopolowego.
    -weź dwie.
    -po co dwie, jedna wystarczy.
    -mówię, weź dwie, jedna będzie mało.
    -dwóch nie wypijemy!!
    -jedna braknie!!!
    -no dobra wezmę dwie.
    wchodzą i mówią:
    - 4 x 0,7 i dwie oranżady

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX