Sylvester Stallone na Festiwalu w Cannes w 2019 roku

Sylvester Stallone na Festiwalu w Cannes w 2019 roku (fot. Shutterstock)

wywiad gazeta.pl

Sylvester Stallone: Z moim wyglądem łatwo popaść w schemat. Dlatego wziąłem się do pisania scenariuszy

- Wiadomo, że nie napisałbym melodramatu i nie obsadziłbym siebie w roli głównej, ale mogłem przez te lata tworzyć produkcje, w których grani przeze mnie bohaterowie mieli szansę nie tylko łoić dupsko złoczyńcom, lecz również eksponować bardziej wrażliwe strony osobowości. A przy tym zawsze przemycałem trochę tła obyczajowego wiecznie zmieniającej się Ameryki - mówi Sylvester Stallone. Piąta i finałowa odsłona przygód Johna Rambo 20 września w polskich kinach.

Doprawdy trudno w to uwierzyć...

W co konkretnie? Że zdecydowałem się zagrać Rambo po raz piąty?

Nie, nie, po prostu Rambo ma krótkie włosy! Jak tak można!

(śmiech) Wiesz, myślę, że moje siwe pukle to nie jest coś, co fani serii chcą oglądać w finale!

Skądinąd to bardzo ciekawe: jaki stosunek do starości ma Sylvester Stallone?

Jestem pogodzony z siwizną, jeśli o to pytasz. Gorzej by było, gdybym łysiał.

Kadr z filmu Rambo: Ostatnia krew (fot. Monolith Films)
Kadr z filmu Rambo: Ostatnia krew (fot. Monolith Films)

A co z resztą?

Na pewno nie jestem zachwycony perspektywą starości. Boję się utraty sprawności. Piękny specjalnie nigdy nie byłem, więc nie martwię się zmarszczkami na twarzy. To, co mnie przeraża, to choroba, kontuzja, brak możliwości ruchu. Całe życie uprawiałem różne sporty. Wolny czas spędzałem zawsze aktywnie. Nie wyobrażam sobie dnia bez konkretnego wysiłku. Oczywiście modyfikuję ćwiczenia i dobieram rodzaj aktywności do wieku - co, mam nadzieję, opóźni lub wręcz wyeliminuje jakieś poważniejsze starcze dolegliwości. Tak, jestem świadomy zmian, które dotykają moje ciało. Póki mogę, nie poddaję się jednak. Wciąż trzymam gardę wysoko.

John Rambo czuje podobnie?

John czuje się silniejszy. Zdecydowanie ma lepszą kondycję niż ja. Mocniejszy lewy sierpowy, prawy zresztą też. (śmiech)

Magia kina. 

Bez przesady. Nie powielamy mitu herosa. John zna swoje ograniczenia, to miał być - jak zawsze - wiarygodny bohater. Przy całej masie ponadprzeciętnych zdarzeń, w których uczestniczy, Rambo to zwykły facet. Samotny, nieco zgorzkniały, wsobny. Umie spuścić niezłe manto, ale nie jest nadczłowiekiem. Wierni fani nie byliby zadowoleni, gdybyśmy nagle uformowali nowy wizerunek postaci, nadali Rambo cechy, które by go mocno odrealniły. Każdy umie liczyć i wie, ile Rambo ma lat. Inna sprawa, że ja też wiem, ile mam lat, a wiem też, na ile się czuję.

Na ile?

Na 15, 20 mniej. Co oczywiście bywa zwodnicze, dlatego staram się zachować rozsądek. Uraz w moim przypadku, czy może raczej w moim wieku, mógłby mieć poważne konsekwencje - czuję przede wszystkim, że moje ciało nie regeneruje się już tak jak kiedyś. Nadal mogę wypocić kilka kilogramów na siłowni, ale forsowanie się nie ma sensu. Ryzykuję zbyt wiele. Całe życie trenowałem, dlatego moje ciało jest rozciągnięte, odpowiednio zmodyfikowane, ale trzeba zachować umiar.

Kadr z filmu Rambo: Ostatnia krew (fot. Monolith Films)
Kadr z filmu Rambo: Ostatnia krew (fot. Monolith Films)

Także dla rodziny.

Mam trzy córki, syna z pierwszego małżeństwa [drugi syn, Sage, zmarł w 2012 roku - przyp. red.], i powiem ci, że dotrzymanie tempa dzieciakom bywa często większym wyzwaniem niż najcięższy nawet wysiłkowy trening.

Dlaczego?

Weźmy mój dom: jestem na przegranej pozycji już na starcie. Wliczając żonę, jestem otoczony czterema dziewczynami! Wiesz, co to oznacza?! Bycie w mniejszości. Zawsze! Wszystko muszę sobie wywalczyć! (śmiech) Jajka na bekonie na śniadanie? Nie na bekonie? No w porządku, może chociaż chips z boczku obok tych jajek? Nie!? Nie! Cztery razy nie! Ja nawet nie chcę, by ktoś mi gotował, sam wszystko przyrządzę, ale moje najukochańsze cztery wegetarianki wprowadziły całkowity zakaz kupowania mięsa. Nie ma mięsa w tym domu. Tak więc jeśli chcesz skosztować troszeczkę boczusiu w niedzielny poranek, musisz wyjść z domu. Co w zamian?, zapytasz. Pyszniuteńka, pożywna owsianka! Smacznego!

A tak niedawno wszystkie trzy bezzębne i zaślinione, bawiły się w piaskownicy. Mogłem je tulić do woli, dając do jedzenia, co dusza zapragnie... (śmiech)

Ojej, słyszę złowrogi rodzicielski śmiech...

No dobrze, dobrze, prawda jest taka, że czuję się młodziej właśnie dzięki moim dziewczynom. To one mnie mobilizują do działań, do bycia na bieżąco z różnymi informacjami, nowinkami, do dbania o siebie. Dziś popieram wegetarian i wegetarianizm, ale to szkoła moich dzieci. Chcę być sprawnym i kontaktowym rodzicem. Uwierz mi, zawsze chciałem mieć dzieci, ale nigdy nie podejrzewałem, że będę mieć aż trzy córki. I to jest super! Myślę, że dzięki córkom odkryłem w sobie emocje i stany, o które nigdy bym się nie podejrzewał. Z synami bywa inaczej, też świetnie, ale to córki sprawiają, że zwracam uwagę na to, co mogłoby mi umknąć.

W dzieciństwie często czytałem córkom poezję. Uwielbiały wiersze, i to nie dziecięcą twórczość, ale poważne, brytyjskie pozycje - niektóre wiersze Keatsa i Byrona znają do dziś. Cieszę się, że znaleźliśmy - pomimo różnic - wspólne pasje. Uwielbiamy na przykład sporty wodne. W ogóle myślę, że lubimy spędzać razem czas: po prostu być, śmiać się, rozmawiać, wygłupiać się. Fajnie, że jesteśmy paczką, która wie, że może na siebie liczyć. To jest moja siła. To mnie napędza. Bez wątpienia dom to mój największy sukces.

Sylvester Stallone z żoną Jennifer Flavin i córką Sophią Rose Stallone na Festiwalu w Cannes w 2019 roku (fot. Shutterstock)
Sylvester Stallone z żoną Jennifer Flavin i córką Sophią Rose Stallone na Festiwalu w Cannes w 2019 roku (fot. Shutterstock)

Motyw domu pojawia się w nowej odsłonie przygód Johna Rambo.

To prawda, ale w nieco innym wariancie niż jako azyl. Dom nie przynosi mu ukojenia. Rambo to wieczny tułacz. Rzucało go po świecie z różnymi misjami: Afganistan, Wietnam, Birma. W piątej, zamykającej całość części dojrzały Rambo próbuje wreszcie osiąść. Staraliśmy się symbolicznie zaakcentować, że dynamika życia Johna nieco się zmieniła. Widzimy go na pięknym rancho w Arizonie: są konie, pustkowie i cisza. Tylko Rambo cały czas nie może zaznać spokoju. Nie ma z kim dzielić lęków i obaw. Jak wielu żołnierzy cierpi na zespół stresu pourazowego. Wiem, że wiele już powiedziano w kinie na ten temat, zależało mi jednak, by przypomnieć, iż to choroba, z której rzadko komu udaje się podźwignąć. Niesie się ją przez całe życie. Wojna pozostaje w człowieku. Tak jak śmierć bliskich. Rambo nie może sobie wciąż poradzić z faktem, że tylu jego przyjaciół zginęło i nie zdołał ich uratować. 

Akcja w pewnym momencie przenosi się do Meksyku.

Wielu moich przyjaciół pochodzi z Meksyku, znam realia tego kraju. Trochę oczywiście generalizujemy, ukazując to miejsce jako kolebkę bezprawia i terroru, ale pewne uproszczenia są typowe dla kina gatunku.

Rzeczywiście Rambo jedzie do Meksyku. Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, ale będzie musiał skonfrontować się z bezwzględnym meksykańskim kartelem. Do tego oczywiście dojdą traumy i sekrety z przeszłości.

To Rambo ma jeszcze jakieś sekrety? Myślałam, że przez te 37 lat poznaliśmy go na wylot.

Każdy ma jakieś sekrety. Ja też, ty również. Moja żona czy moje córki także. Znamy ludzi na tyle, na ile chcą, żebyśmy ich poznali. Oczywiście na pewnym etapie relacji pojawia się coś takiego jak zaufanie. Ja ufam moim bliskim, oni ufają mi, dlatego dajemy sobie prawo do pewnych tajemnic, do tego, by mieć swoje intymne, bardzo prywatne światy. Nie widzę w tym nic złego. Jasne, mam nadzieję, że w przypadku mojej żony z tymi sekretami to raczej chodzi o "cosobotnie wydawanie fortuny na buty, pomimo posiadania setek par", a nie o romans z ogrodnikiem. Albo żoną ogrodnika. (śmiech)

A przyłapałeś kiedyś swoje córki na kłamstwie?

Bo to raz?! Który rodzic tego nie zna... Myślę, że kłamstwo jest wpisane w młodzieńczy bunt. Wagarowanie, podjadanie słodyczy, pójście na randkę, choć w domu rodzicom wciskało się kit przez pół dnia - dobrze brzmiącą bajeczkę o nocowaniu u najlepszej przyjaciółki. Choć ja mam w domu trzy nastolatki, które zawsze tworzyły solidarny front. Trudno było je na czymś złapać. Zbudowały strukturę, taką tajną sieć - były niczym niewidoczne służby specjalne. (śmiech)

Jesteś pobłażliwym ojcem?

Na pewno bardziej surowa jest żona. Ja z kolei uważam, że dzieci muszą wywalczyć sobie niezależność. Możesz być najbardziej wyluzowanym na świecie rodzicem, a i tak dzieciaki będą wolały same wyszarpać sobie dorosłość. Tak zdobyta smakuje inaczej. Lepiej. Im szybciej poznają konsekwencje swoich autonomicznych decyzji, tym szybciej nauczą się przewidywania. Będą umiały i chciały brać odpowiedzialność na siebie.

Pisałeś scenariusze do wszystkich części o Rambo, prawda?

Prawie 40 lat znam typka - jak tylko go wymyśliliśmy, od razu wiedziałem, że zostanie ze mną na dłużej. Dziś jest częścią mojego życia, podobnie zresztą jak Rocky. Od początku było jasne, że wokół dwóch tak charakterystycznych bohaterów trzeba będzie zbudować dwa odrębne światy - ich nawyki, marzenia, lęki czy zaplecze rodzinno-obyczajowe. Myślę, że zgromadziliśmy bogaty kapitał w przypadku obydwu bohaterów.

Pisanie scenariuszy do takich serii jak "Rambo", "Rocky" czy "Niezniszczalni" to fajny proces. Wpadłem w swoisty cykl. Nie piszę cały czas, ale ciągle mam te historie z tyłu głowy. Często notuję różne rzeczy - zdarzenia, strzępki rozmów, jakieś dane czy statystyki, które gdzieś przeczytam lub zobaczę, czy swoje własne obserwacje i przemyślenia. Na co dzień absorbują mnie różne sprawy, nie dałbym rady pisać systematycznie, ale gromadzę materiały z adnotacją, że to mogłoby się przydać w historii o Rockym, a tamto z kolei przy serii o Rambo. Dużo czytam, lubię oglądać filmy dokumentalne, wszystko w zasadzie może posłużyć za punkt wyjścia dla kina sensacyjnego - tak łatwiej mi pracować.

I kiedy czuję, że mam pomysł na pełnometrażową opowieść, sięgam do swoich zbiorów - przeglądam je, zastanawiam się, co z czym połączyć, część odrzucam. Czasami to ja wpadam na pomysł głównej intrygi, innym razem ktoś mi coś podrzuca i rozwijamy ideę. Zdarza mi się na samym końcu dodać jakiś motyw do istniejącego już scenariusza. Bywa, że zmienia to wymowę filmu. (śmiech) Producent łapie się wtedy za głowę. Na szczęście sam już jestem producentem każdej części z serii, więc moje słowo też się liczy. Poza tym czuję, że mogę niejako dysponować losami tych bohaterów, przecież nikt ich tak nie zna jak ja. Dałem sobie prawo do tego. Proszę się jednak nie martwić, nie zrobię im krzywdy. Są jak moi bracia.   

Sylvester Stallone i Paz Vega na premierze Rambo: Ostatnia krew w Cannes w maju 2019 (fot. Shutterstock)
Sylvester Stallone i Paz Vega na premierze Rambo: Ostatnia krew w Cannes w maju 2019 (fot. Shutterstock)

Chciałabym jeszcze zapytać o jeden tytuł, dla mnie kultowy! Miałam go w domu na kasecie VHS, którą podkradałam rodzicom, by oglądać ten film z wypiekami na twarzy.

"Nocny jastrząb"?

Szanuję, ale nie. "Cobra".

Rozumiem doskonale tę miłość! Do dziś z sentymentem wracam do "Cobry". Rzeczywiście, w jakimś sensie była to i dla mnie - wciąż zresztą jest - kultowa rzecz. Aż łezka się w oku kręci...  Mieliśmy swego czasu pomysł na sequel, ale nic z tego nie wyszło. Cobretti jest w pewnym sensie nieodżałowaną postacią, jej potencjał nie został w pełni wykorzystany. Budowaliśmy tak, by był niedostępnym, nieodgadnionym typem, ale nie brutalem. Mało mówi, bo ja bałem się, czy udźwignę rozbudowane dialogi i sceny walki. Ludzie jakoś kupili tę jego mrukowatość, wpisali ją w postać, a mnie po prostu tak było łatwiej. (śmiech) Ale to nie jest cwaniak czy idiota. To facet wewnętrznie poturbowany, ze skrywaną wrażliwością, z którą się nie obnosi, po prostu ma ją w sobie. Nie afiszuje się z tym, ale swoje myśli i wie. Lubiłem bardzo to, że Cobretti miętolił zapałkę w ustach. Pilnował, żeby mu nie wypadła, ale tak od niechcenia, dyskretnie. (śmiech)

W tym wypadku również byłeś autorem scenariusza.

Zdaje się, że od początku kręcił mnie pewien typ bohatera: silny, zdystansowany macho z własnym kodeksem, chmurną przeszłością, często bez perspektyw. Wrażliwy wyrzutek. Choć zwykle oceniano moich bohaterów, przede wszystkim mierząc obwód ich bicepsów - znacznie prościej było odmawiać im wrażliwości, inteligencji czy dowcipu. 

Z moim wyglądem łatwo mógłbym popaść w jeden schemat: aktor-kulturysta, który głównie gra osiłków, choć ma ambicje i chęci na więcej. Chyba te obawy spowodowały, że wziąłem się do pisania czy współtworzenia scenariuszy. Dzięki temu mogłem budować role - nie tylko fabuły - na miarę własnych możliwości i ambicji. Wiadomo, że nie napisałbym melodramatu i nie obsadziłbym siebie w roli głównej, ale mogłem przez te lata tworzyć produkcje, w których grani przeze mnie bohaterowie mieli szansę nie tylko łoić dupsko złoczyńcom, lecz także eksponować bardziej wrażliwe strony osobowości. A przy tym zawsze przemycałem trochę tła obyczajowego wiecznie zmieniającej się Ameryki.

Uwierz mi, ani ja, ani żaden z moich kumpli, jak Arnold, Dolph czy Gibson [Arnold Schwarzenegger, Dolph Lundgren, Mel Gibson - przyp. red.], nigdy nie chcieliśmy grać tępych troglodytów. Stąd w ogóle pomysł na takich "Niezniszczalnych". Chcieliśmy zrobić coś razem, a przy tym mieć mnóstwo aktorskiej radochy, czyli interesującego materiału do grania.

Stallone na odsłonięciu swojej gwiazdy w Alei Sław w Los Angeles w 2005 roku (fot. Shutterstock)
Stallone na odsłonięciu swojej gwiazdy w Alei Sław w Los Angeles w 2005 roku (fot. Shutterstock)

Taką propozycją, przełamującą wizerunek twardziela, był też film "Tango i Cash". Uwielbiam go!

Rzeczywiście, i pamiętam recenzje, w których pisano, że mało kto wierzył w komediowy talent Stallone! (śmiech) Tworzyliśmy świetny team z Kurtem Russellem na planie i poza nim. Ja faktycznie chciałem się sprawdzić w innym repertuarze, choć i w tym filmie musiało w pewnych sekwencjach zadziałać prawo pięści. Byłem wtedy między dwiema naprawdę trudnymi produkcjami, "Rambo III" i "Rocky 5", potrzebowałem odpoczynku od konwencji. Niespodziewanie film "Tango i Cash" poszerzył moje emploi i to, jak mnie widzą i obsadzają w Hollywood. Dzięki temu tytułowi zagrałem potem w komediach "Oscar" i "Stój, bo mamuśka strzela". Producenci uwierzyli, że Stallone sprawdza się też w lżejszym repertuarze, że potrafię rozśmieszać, a ludzie to kupują.

Mało kto wie, że grałeś też u Allena w jego "Bananowym czubku"...

Tak, grałem faceta w metrze. Wielka rola! Nie jestem chyba nawet wymieniony w napisach. A może mnie wycięli? Nie pamiętam. Zdarza się. Mam zresztą w swoim dorobku kilka innych nie mniej zacnych epizodów: gość na przyjęciu, mężczyzna na weselu, klient na stacji benzynowej. (śmiech) To nawet nie są epizody, gram cienie. Część wyposażenia. Trudno, takie początki zawodu, a przy tym dobra szkoła pokory. Ważne, że potem poszło mi nieco lepiej.

Anna Serdiukow. Absolwentka Instytutu Dziennikarstwa i Laboratorium Reportażu na Uniwersytecie Warszawskim i Gender Studies na Uniwersytecie Jagiellońskim. Publikuje m.in. w: "Zwierciadle", "Harper's Bazaar", "Wysokich Obcasach Extra", "Magazynie Filmowym SFP" i "FilmPro". Propaguje kino artystyczne - w warszawskiej klubokawiarni Znajomi Znajomych prowadzi autorski cykl filmowy "Nie znajdziesz tego na torrentach". Konsultuje scenariusze filmowe, m.in. wielokrotnie nagradzany w Polsce i za granicą film "Płynące wieżowce" Tomasza Wasilewskiego. Od trzech lat dyrektor artystyczna Festiwalu Cinergia. Forum Kina Europejskiego w Łodzi. Współautorka albumu "Andrzej Wajda. Ostatni romantyk polskiego kina".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (31)
Zaloguj się
  • plafar

    Oceniono 18 razy 18

    Świetny facet... zaskoczył mnie
    Wywiad świetny, mógł się chłop wypowiedzieć bez walki z prowadząca rozmowę :)

  • marwel

    Oceniono 13 razy 9

    przecież chirurdzy plastyczni monitorują go 24 godz. na dobę. Ale fajny gość na pewno nieśmiertelna ikona światowego kina. Johna Rambo, cz Rokiego znaja chyba wszyscy na świecie.

  • krzysztof_ptk

    Oceniono 7 razy 5

    ....że dotrzymanie tempa dzieciakom bywa często większym wyzwaniem niż najcięższy nawet wysiłkowy trening...
    chłop ma rację. W krajach jak Polska potrzeba psychiatry.

  • mietekkowalski

    Oceniono 3 razy 3

    Rambo 3 na VHSie zajechałem chyba 50 razy, nawet miałem plakat:))) do tego Arnie z Komando!

  • rozterka47

    Oceniono 3 razy 3

    No, trochę się kreuje w tym wywiadzie ale i tak mogę w kółko oglądać filmy z nim ,
    może poza Rockim , obejrzałam serię dwa razy i dosyć . Głębi w nich trudno szukać ale przecież nie o to chodzi :)

  • wbkubiak

    Oceniono 3 razy 3

    Oscar to moim zdaniem najlepszy film Sylwestra!

  • sselrats

    Oceniono 7 razy 3

    Wlosow siwych coraz mniej....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX