Był taki moment, że da Vinci chciał być największym inżynierem wojskowym w historii

Był taki moment, że da Vinci chciał być największym inżynierem wojskowym w historii (fot. Shutterstock)

"Wojna to najbardziej bestialskie z szaleństw". Jak Leonardo da Vinci nie został inżynierem wojskowym

Największy malarz i wynalazca wszech czasów, człowiek wielu talentów. Sławę zyskał jako pomysłowy reżyser i scenograf na dworze książąt z rodu Sforzów. Bawił zamożne towarzystwo i malował portrety kolejnych kochanek groźnego Ludwika il Moro, a w zaciszu pracowni tworzył projekty zabójczych maszyn, mających ćwiartować i palić wrogów. Chciał być największym inżynierem wojskowym w historii. Aż poznał wojownika tak przebiegłego i okrutnego, że zapragnął zapomnieć o wojnie.

W pierwszej sali, zaraz po wejściu do mediolańskiego Muzeum Leonardo3 - Świat Leonarda da Vinci, stoi zbroja rycerska wzorowana na średniowiecznej. Jeśli przyjrzeć się jej bliżej, okazuje się, że nie jest pusta, jak zwykle bywa przy prezentacji tego typu eksponatów, lecz osadzona na drewnianym szkielecie. Co więcej, szkielet porusza się dzięki systemowi linek i prostych przekładni.

Mechaniczna postać może dzierżyć w dłoni halabardę lub inny oręż, którym teoretycznie jest w stanie władać, ale tylko w ograniczonym zakresie. Może też poruszać głową, nogami, a nawet siadać. Leonardo da Vinci chciał takimi drewnianymi wojownikami własnego pomysłu obsadzać zamkowe mury. Wartość bojową miały niewielką, ale wykonująca rytmiczne gesty zakuta w zbroje załoga rycerzy-robotów mogła odstraszyć niejednego przeciwnika. Artysta chciał stworzyć wrażenie, że twierdza jest dobrze chroniona, a jej obrońcy - w nieustannym ruchu. W końcu florencki malarz był niezrównanym twórcą iluzji. Również na swój temat.

Muzeum Leonardo3 w Mediolanie (fot. Shutterstock)
Muzeum Leonardo3 w Mediolanie (fot. Shutterstock)

"Potrafię także malować"

"Najdostojniejszy Panie,

przestudiowawszy wnikliwie wynalazki tych wszystkich, którzy mienią się mistrzami w sztuce projektowania machin wojennych, doszedłem do wniosku, że nie różnią się one od obecnie używanych. Dlatego też, nie czyniąc nikomu ujmy, ośmielam się zaoferować Waszej Ekscelencji dostęp do moich własnych sekretów w tej dziedzinie (...)" - tak rozpoczyna się list, w którym 30-letni da Vinci oferował swoje usługi faktycznemu władcy Mediolanu Ludwikowi il Moro Sforzy.

Zmarły 500 lat temu Leonardo da Vinci trafił na dwór Sforzów jako prezent. Został wysłany do Mediolanu wraz z grupą innych artystów, głównie muzyków i poetów, jako wyraz przyjaźni między władającymi Florencją Medyceuszami a potężną rodziną Sforzów. Miał budować piękne instrumenty, zabawiać towarzystwo muzyką, wierszami i rysunkami. Jednak Leonardo chciał więcej. Chociaż był zarówno zręcznym akompaniatorem, niezłym poetą i przede wszystkim znakomitym malarzem, pragnął wyrwać się opinii artysty i zostać inżynierem. Najlepiej wojennym, bo w Italii epoki Renesansu równie często jak wybitne dzieła sztuki zdarzały się kolejne wojny pomiędzy zwaśnionymi republikami i wielkimi rodami, które pragnęły wieść prym w podzielonym państwie. 

W liście do Ludwika sprawującego władzę w imieniu swego bratanka Giana Galeazza Sforzy (ojca polskiej królowej Bony) da Vinci napisał m.in.:

"(...) opracowałem skuteczne metody zburzenia dowolnej fortecy, choćby nawet stała na litej skale. Potrafię też skonstruować przenośne działa zasypujące wroga gradem małych kamieni, buchające dymem, na którego widok nieprzyjaciela ogarniają popłoch i zamieszanie. Posiadam też gotowe projekty machin przydatnych w bitwach morskich, sprawdzają się zarówno w ataku, jak i w obronie, a także koncepty okrętów odpornych na ogień ciężkich dział, na proch strzelniczy i na trujące wyziewy. (...) Zbuduję niezwyciężone wozy opancerzone wyposażone w działa i zdolne uczynić wyłom w każdej, choćby najsilniejszej linii wojsk nieprzyjaciela. (...)

Ponadto umiem rzeźbić w marmurze, brązie i glinie. Potrafię także malować i dorównuję w tym względzie dowolnemu artyście. (...)".

Szkice z Codex Arundel Leonarda da Vinci (fot. Shutterstock)
Szkice z Codex Arundel Leonarda da Vinci (fot. Shutterstock)

List został napisany na wyrost. W tamtych czasach Leonardo da Vinci mógł mieć zaledwie kilka szkiców machin oblężniczych i mostów, a jego wiedza militarna była znikoma. Dlatego dobrze, że il Moro nie zatrudnił florentczyka na stanowisku inżyniera wojskowego. Pozwolił mu zająć się rozrywką, a płacąc sowicie za usługi, dał mu możliwość poświęcenia się studiom z zakresu matematyki, architektury i inżynierii. Leonardo da Vinci uczył się budować mordercze machiny wojenne, zajmując się... teatrem. To na potrzeby bajecznych widowisk odgrywanych na zamożnym dworze Sforzów oraz na mediolańskich ulicach Leonardo konstruował latające machiny poruszane siłą mięśni, mechaniczne zwierzęta i wiele innych projektów, dzięki którym do dziś uznawany jest za jednego z najbardziej pomysłowych wynalazców wszech czasów.

Z księgi do księgi

Dziesiątki zgromadzonych w Leonardo3 konstrukcji nie powstały za życia da Vinci. To, co oglądają zwiedzający, jest współczesnym wykonaniem pozostawionych przez mistrza Renesansu rysunków. Znajdziemy tam modele latających sztucznych ptaków, mechanicznego orła i lwa, modele helikoptera czy łodzi podwodnej. Istotną częścią ekspozycji są modele machin wojennych. Jest czołg z wieloma działami, dwupoziomowa platforma armatnia uznawana za pierwowzór karabinu maszynowego, bomba zapalająca i raniąca przeciwników wyrzucanymi odłamkami, a także projekt gigantycznej kuszy i oczywiście wspomniany rycerz-robot.

Szkice do nich powstały głównie w okresie mediolańskim, kiedy da Vinci zetknął się z kilkoma wyjątkowymi postaciami. Wśród nich był Luca Pacioli, ceniony matematyk, który pomógł da Vinciemu poszerzyć wiedzę o geometrii. Także Robert Valturio - jego bogato ilustrowany traktat "O sztuce wojennej" ukazał się niedługo przed tym, jak Leonardo trafił do Mediolanu. Zapoznał się też z dorobkiem Rogera Bacona. Ten XIII-wieczny naukowiec zajmował się militariami, a jego dzieło opisujące teoretyczne maszyny wojskowe, w tym wozy poruszające się bez konieczności używania zwierząt pociągowych, znajdowało się w bibliotece. Z tych dwóch pozycji - autorstwa Valturia i Bacona - czerpała wyobraźnia i kreatywność włoskiego mistrza. Oba dzieła przestudiował dokładnie i rozwinął twórczo wiele zamieszczonych w nich projektów. W ten sposób światło dzienne ujrzał m.in. morderczy rydwan z kosami, którego szkic zachował się do naszych czasów.

Szkice z Codex Arundel Leonarda da Vinci (fot. Shutterstock)
Szkice z Codex Arundel Leonarda da Vinci (fot. Shutterstock)

Rydwan z przymocowanymi do kół wykrzywionymi ostrzami był pomysłem Valturia. Jednak w jego wykonaniu nie wyglądał zbyt groźnie. To Leonardo uczynił zeń prawdziwe narzędzie zagłady. W jego wizji ostrza sterczały groźnie nie tylko z kół rydwanu, ale również z obrotowego wału wprawiającego w ruch cztery ogromne kosy. Wał mógł być umieszczany za lub przed rydwanem. Artysta przedstawił szczegółowo nawet połączenia przekładni zębatych z obrotowymi wałami i kołami. Na jednym ze szkiców umieścił dwóch żołnierzy rozcinanych na pół przez wirujące ostrza.

Leonardo narysował również mechanizm do odpychania drabin oblężniczych oraz coś, co uznaje się często za pierwowzór czołgu, choć bardziej przypomina skrzyżowanie żółwia z latającym spodkiem. Z prac Bacona i Valturia zaczerpnął pomysł na poruszający się obiekt, w którym żołnierze mogli ukrywać się i prowadzić stały ostrzał  nieprzyjaciela. W wersji Leonarda czołg miał pomieścić ośmiu żołnierzy - część miała napędzać pojazd siłą swoich mięśni, a część obsługiwać sterczące we wszystkie strony armaty. Projekt był ambitny i interesujący, a Leonardo rozrysował go bardzo precyzyjnie. Kłopot w tym, że - jak się okazało przy współczesnej próbie skonstruowania czołgu - wymyślony przez da Vinciego układ korb, wałów i przekładni sprawiał, że przednie i tylne koła poruszały się w przeciwnych kierunkach.

Spośród wielu projektów militarnych artysty tylko jeden został użyty w bitwie. I można śmiało powiedzieć, że odmienił sposób prowadzenia bitew, pozwalając na lepsze wykorzystanie broni palnej. Mowa o opracowanym w ostatniej dekadzie XV wieku zamku kołowym, którego mechanizm umożliwiał wykrzesanie iskry zapalającej proch w ręcznej broni palnej. Naciśnięcie spustu zwalniało sprężynę, która wprawiała w ruch metalowe kółko, to zaś pocierało o kamień, krzesząc iskry. W tamtych czasach pomocnikiem twórcy był ślusarz Giulio Tedesco (Tedesco, czyli z włoskiego Niemiec), i to on po powrocie do ojczyzny spopularyzował wynalazek mistrza.

Szkice z Codex Arundel (fot. domena publiczna)
Szkice z Codex Arundel (fot. domena publiczna)

Drugie życie robota

Większość projektów z zakresu inżynierii wojskowej, jakie pozostawił da Vinci, została zgromadzona w tzw. kodeksie atlantyckim. Mieści się w nim 1750 rysunków zamieszczonych na 1119 kartach wielkości 64 na 43 cm - powstałych w latach 1489-92. Zebrany w 12 tomach kodeks to największy zbiór rękopisów renesansowego mistrza. Przechowywany jest w Bibliotece Ambrozjańskiej w Mediolanie.

Projekt mechanicznego rycerza okazał się zaskoczeniem dla badaczy twórczości florenckiego mistrza. Szkice odnalazł w 1957 roku włoski historyk Carlo Pedretti. Rysunki pochodziły z 1495 roku, czyli z okresu mediolańskiego. Nie wiadomo, czy Leonardo podjął kiedykolwiek próbę zbudowania machiny, choć sam dość precyzyjnie rozrysowany mechanizm sugeruje, że mógł nad nią pracować. Robotyczny rycerz był wynikiem jego fascynacji ludzką anatomią i możliwościami mechaniki - zachowuje proporcje ludzkiego ciała i wpisuje się w te wyrażone przez artystę w tzw. Człowieku witruwiańskim. Z notatek pozostawionych przez mistrza wynika, że zamierzał zbudować nie jednego robo-rycerza, lecz całą armię. Pozostaje pytanie, jak roboty miałyby się poruszać? Zdaniem artysty - dzięki turbinie wodnej.

Przez wiele lat mistrz eksperymentował z wodą. Zamierzał zmienić koryto rzeki Arno, projektował skafandry do badania dna morskiego, obmyślał łodzie podwodne, a nawet pracował nad własną wersją działa parowego wspomnianego w traktacie Valturia. Eksperymentował również z tzw. śrubą Archimedesa, która miała zapewnić niekończący się ruch dzięki wykorzystaniu przepływu wody do obracania spirali wewnątrz rury. Również robotyczni rycerze mieli poruszać się dzięki podobnej turbinie wodnej.

Wiele lat po odnalezieniu szkiców robotycznego rycerza z geniuszem renesansowego mistrza postanowił zmierzyć się Mark Rosheim, szef firmy projektującej roboty m.in. na potrzeby NASA. W 2002 roku, opierając się na szkicach Leonarda, zbudował - jak sam określał w wywiadach - pierwszego humanoidalnego robota w historii. O swojej przygodzie z 500-letnim projektem napisał nawet książkę zatytułowaną "Leonardo's Lost Robot" (Zagubiony robot Leonarda). Teraz dzieło Rosheima podróżuje po wystawach, na których prezentowane są realizacje wynalazków włoskiego artysty, i nieodmiennie budzi zaskoczenie. Są nawet tacy, którzy twierdzą, że C3PO z "Gwiezdnych Wojen" był wzorowany właśnie na robo-rycerzu da Vinciego. Sam Lucas dyplomatycznie nie potwierdza ani nie zaprzecza takiej interpretacji.

Szkice Leonarda da Vinci (fot. domena publiczna)
Szkice Leonarda da Vinci (fot. domena publiczna)

Najbardziej bestialskie z szaleństw

Ponad 20 lat - tak długo da Vinci czekał na szansę zostania inżynierem wojskowym. Doczekał się dzięki człowiekowi, który podobnie jak on sam był nieślubnym dzieckiem. 

Po raz pierwszy spotkali się w 1499 roku przy fresku przedstawiającym Ostatnią Wieczerzę. To tam udał się Cezar Borgia, gdy wraz z królem Francji Ludwikiem XII wkroczył do Mediolanu i odebrał miasto Sforzom. Cezar Borgia, syn papieża Aleksandra VI, objął dowództwo armii papieskiej po śmierci młodszego brata. Śmierci, jak wszystko wskazuje, ukartowanej przez Cezara. Otrzymawszy upragnioną armię, której hasłem przewodnim uczynił: "Aut Caesar, aut nihil" (łac. Albo Cezar, albo nikt), sprzymierzył się z królem Francji i postanowił wykroić sobie dziedziczne państwo wewnątrz zwaśnionej Italii.

Był nieustraszonym wodzem i groźnym, okrutnym człowiekiem, który nie wahał się przed niczym, nawet przed poćwiartowaniem wiernego towarzysza broni na oczach gawiedzi. To on stał się na siedem miesięcy patronem Leonarda. Tytułował go "drogim przyjacielem" i nakazywał wszystkim swoim poddanym, również wojsku, całkowite posłuszeństwo mistrzowi we wszystkim, czego ten sobie zażyczy.

I tym razem da Vinci trafił pod skrzydła patrona jako prezent. W 1502 roku, gdy Borgia zdążył już podbić Forli, Imolę, Pesaro, Rimini i Cesenę, władze Florencji musiały obmyślić plan pozwalający im obronić się przed zapędami papieskiego bękarta. Do dyplomatycznego boju Republika wystawiła nie byle kogo, bo samego Nicolo Machiavellego. Ten tak skutecznie negocjował z Cezarem, że Florencja uniknęła wojny tylko dzięki udostępnieniu armii Borgii możliwości przejścia przez swoje terytorium oraz sprezentowaniu mu usług swego najznamienitszego syna - Leonarda da Vinci.

Da Vinci otrzymał zadanie przeprowadzenia inspekcji należących do Borgii twierdz i wprowadzenia wszelkich usprawnień według swojego uznania. Cezar w specjalnym liście nakazał udzielenie swemu nowemu inżynierowi wszelkiej pomocy, słuchania go we wszystkim oraz przekazania mu niezbędnych do pracy pieniędzy i tylu ludzi, ilu będzie potrzebował. Wyglądało na to, że marzenie mistrza, który nie chciał być malarzem, nareszcie miało szansę się spełnić.

Szkice z Codex Arundel (fot. domena publiczna)
Szkice z Codex Arundel (fot. domena publiczna)

Przez kilka miesięcy da Vinci podróżował między twierdzami Borgii, aż jesienią 1502 roku pojechał do Imoli, gdzie rezydował Cezar. W październiku w mieście pojawił się również Machiavelli. Ci trzej ludzie: opętany żądzą władzy bezwzględny i prawdopodobnie szalony syn papieża, prawdziwy człowiek Renesansu, niemal synonim geniuszu, oraz dyplomata, którego nazwisko jest określeniem pokrętnej, chytrej polityki, spędzili razem trzy zimowe miesiące. Te wspólne miesiące stały się podstawą do napisania przez Machiavelliego "Księcia", ponadczasowego dzieła o władzy, strategii i podstępie. Pierwowzorem księcia był właśnie Cezar Borgia.

Co po zimie w Imoli zrobił nasz bohater? Porzucił raz na zawsze hołubione latami marzenie o karierze inżyniera wojskowego. Gdy zetknął się z prawdziwą wojną, krwawymi jatkami urządzanymi przez żołnierzy Cezara, łzami i niezawinionym cierpieniem, uciekł od swego patrona. W jego notatniku zachował się z tamtego okresu taki wpis: "Wojna to najbardziej bestialskie z szaleństw".

***

Przygotowując artykuł, korzystałam z następujących pozycji:

Walter Isaacson, Leonardo da Vinci, Insignis

Ivan Cloulas, Cezar Borgia, PIW

Maria Costantiono, Leonardo - Artist, Inventor and Scientist, Magna Books

Mark Elling Rosheim, Leonardo's Lost Robot, Springer

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarka i redaktorka zajmująca się głównie tematyką popularnonaukową. Związana m.in z Życiem Warszawy i Weekend.Gazeta.pl oraz z Magazynem Wirtualnej Polski.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (15)
Zaloguj się
  • zigzaur

    Oceniono 16 razy 12

    Istotnie, wojna jest okropna. Ale najokropniejsza jest wojna przewlekła bez perspektyw na rozstrzygnięcie.
    Przykładem takiej wojny jest pierwsza wojna światowa. Wtedy osiągnięto już doskonałość ciężkiej artylerii oraz dokładne metody obliczania zasięgu strzału z uwzględnieniem warunków pogodowych.
    Mobilizowano i wyposażano olbrzymie masy żołnierzy, żeby rzucić ich do frontalnego ataku na umocnione pozycje nieprzyjacielskiej piechoty. To kosztowało ogromne ofiary a nie dawało przerwania frontu, co najwyżej przesunięcie o kilka km. Kosztem ogromnych ofiar uzyskiwano wybrzuszenie frontu obsadzonego przez mocno uszczuplone oddziały, zatem przeciwnik chciał z powrotem odzyskać ten teren licząc na słabą obronę.
    Najwięcej żołnierzy ginęło od ognia artyleryjskiego. Siedzieli w okopach i modlili się, żeby pocisk nie trafił. Wojna nie rozróżniała między członkami starodawnych rycerskich rodów, chłopami, robotnikami, studentami czy lumpami.
    Właściwym czynnikiem rozstrzygającym wojnę było wycieńczenie niemieckiej gospodarki. Nie pomogło nawet wyeliminowanie Rosji z wojny (przez niemieckiego agenta).
    Ujawniła się prawda o roli gospodarki w wojnie.
    Po wojnie myślano, że armia lądowa nie rozstrzygnie wojny i pomyślano o masowym bombardowaniu zaplecza. Głównymi teoretykami strategicznych bombardowań byli Hugh Trenchard i Giulio Doughet.

    Wojna miała jednego zwycięzcę: kobiety. Dowiodły one swego znaczenia, gdy zaangażowano je do pracy w przemyśle i transporcie w celu zastąpienia mężczyzn zabranych na front. To właśnie po I wojnie światowej w większości państw Europy kobietom przyznano prawa wyborcze (z oporami, np. w Wielkiej Brytanii początkowo po ukończeniu 30 lat). Ostatnia była Szwajcaria, która w wojnie nie uczestniczyła, co jest argumentem za moją tezą.

  • jestem-tu

    Oceniono 10 razy 8

    Nie inżynier wojskowy, tylko po prostu inżynier. Inżynier to w językach europejskich znaczyło specjalista od budowy obiektów obronnych. Nasz Kościuszko był wybitnym inżynierem. Dzisiaj w wielu europejskich językach inżyniera budownictwa lądowego nazywa się cywilnym inżynierem.

  • jezierskiadam

    Oceniono 9 razy 3

    Wojna była wielokrotnie stosowana jako lekarstwo na nadmierną koncentrację kapitału, do której nieuchronnie doprowadza bóg neoliberałów zwany „niewidzialną ręką rynku”.
    Ci, którzy wojnę wywołują liczą na to, że ją przeżyją. Kiedyś w warownych zamkach, fortecach. Dziś w głęboko ukrytych schronach przeciwatomowych. Mają rację o tyle, że jeżeli nie oni to kto?
    Na co liczą biedni?
    Oni wierzą w to, że wojna oczyści świat ze złych ludzi i nastanie era szczęśliwości. Nigdy nie oczyściła, nigdy nie nastała taka era, ale nie ma sposobu na to, żeby biedni i pokrzywdzeni, którzy w to wierzą, wierzyć przestali.
    Teraz takich przybywa.
    Jest lud smoleński, głosujący na PiS, który głosi konieczność zemsty na Putinie za rzekome zorganizowanie zamachu. Są Amerykanie, którzy uwierzyli, że Iran to wróg zagrażający im osobiście. Oni już dwa razy głosowali Busha. Trzeba z nimi obchodzić się jak z jajkiem, bo mogą znowu wybrać zbrodniarza na prezydenta USA.

    Czy inne rozwiązania są możliwe?
    Są. Jak najbardziej.
    Obowiązuje jednak, i zawsze będzie obowiązywać podstawowe prawo Teorii Gier.
    KAŻDA ZMIANA ZASAD GRY POWODUJE, ŻE KTOŚ Z UCZESNIKÓW TRACI.
    Wojna ma tę jedną jedyną zaletę. Taką, że tego, który ma stracić, nie trzeba pytać o jego zgodę.
    WYBÓR NALEŻY DO WAS !!!

    Adam Jezierski

  • patatajmiauhau

    Oceniono 2 razy -2

    Argumenty kontra kosz, zupełnie jak eserowcy kontra bolszewicy, ci pierwsi mieli argumenty, ci drudzy rewolwery Nagant :-(

  • dar61

    Oceniono 3 razy -3

    Po kłótniach o Kościuszkę jednak Wr�� do artykuďż˝u.
    Leonardo z Vinci był samoukiem.
    Sam się na wojnie nauczył, że jego projekty przegrają z kretesem.
    Sam się nauczył, że nikt mu na nie nie da złamanego denara.
    Machinę z kosami unieszkodliwić łatwo i szybko - wystarczyło ubić konia.
    Czołg żółwiowaty - podpalić/ zadymić.
    Przed miotaczami odłamków ustawić kotarę z sieci - i tak dalej.

    Został Leoś na pozycji mitomana, mitotwórcy, mitomalarza.
    Właściwie to nawet i dobrze.
    Ale na wojnie nauczył się - już dogłębniej niż na zrabowanych ludzkich truchłach - ludzkiej anatomii.
    Anatomii kobiet nie zgłębiał.
    Może i dobrze.

    Wtedy, u schyłku średniowiecza, wojny były hamulcem postępu.
    Dziś nie jest to takie oczywiste.

    ****
    '...groźnego Ludwika il Moro...'
    >>> ...„il MORY”...

    '...Ludwikowi il Moro Sforzy...'
    >>> ...Ludwikowi „il MORZE” Sforzy...

    '...Zdaniem artysty - dzięki turbinie wodnej...'
    >>> ...artysty dzięki...

    '...bo samego Nicolo Machiavellego...'
    >>> ...samego NICOLĄ

  • franekzjanek

    Oceniono 4 razy -4

    .
    A to że był gejem nikomu nie przeszkadza ?..tak jak nie przeszkadzało ówczesnych biskupom ...hipokryci psia mać
    .

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX