Psa nie trzeba dominować, ale należy próbować go zrozumieć

Psa nie trzeba dominować, ale należy próbować go zrozumieć (fot. Shutterstock)

Psa trzeba zdominować? "Autor tej teorii sam się z niej wycofał"

Psy myślą i są obdarzone świadomością, doskonale też odczytują nasze własne sygnały - wiedzą doskonale, kiedy człowiek przeżywa radość, a kiedy się gniewa. Ale czy my potrafimy poprawnie odczytywać znaki, które wysyłają nam pupile? Psi behawioryści Zofia Zaniewska-Wojtków i Piotr Wojtków w książce "Słuchając psa" udzielają wskazówek, które mogą pomóc właścicielom tych czworonogów.

Odpowiedzialni i przewidujący opiekunowie bardzo uważnie przygotowują się do wzięcia psa. Bardzo przejęci chcą wiedzieć wszystko i szukają książek, artykułów w Internecie, przeglądają stare podręczniki na temat wychowania psów. Niestety jest w nich mnóstwo nieaktualnej wiedzy.*

Mimo że nowe badania i rozwój nauki obalają wiele mitów, często są one powtarzane przez opiekunów psów, którzy szczycą się długim doświadczeniem. Mądrości powielają też nieodpowiedzialni hodowcy. Mity o fizjologii, wychowaniu i szkoleniu psów szerzą ci, którzy nie mają pojęcia o psychologii i zachowaniach zwierząt. Nierzadko za sprawą nieprawdziwych przekonań psy są źle socjalizowane i wychowywane. Skutkuje to różnymi sytuacjami w domu i na spacerach, które mogą wpłynąć na uwrażliwienie psa, utrwalenie złych nawyków i zachowań.

Dlatego stworzyliśmy mały katalog podstawowych błędów i mitów, z którymi rozprawiamy się tu po kolei.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Pies dla nas, nie dla dziecka

Wiadomo, że pies doskonale wpływa na rozwój emocjonalny dzieci. W ich towarzystwie stają się one bardziej otwarte, bo zwierzęta wspomagają rozwój poznawczy oraz redukują stres. Dziecko tworzy z psem grupę rodzinną, ale nigdy nie powinno być jego głównym opiekunem. Pies musi mieć dojrzałych i dorosłych przewodników. Stereotypy, że dziecko i pies będą się świetnie bawili i że czworonóg będzie zawsze bronił malucha, też bywają błędne. Pies rzeczywiście wykazuje wiele opiekuńczych zachowań, ale tylko wtedy, jeżeli czuje się przy dziecku bezpiecznie i poszanowane są jego indywidualne strefy.

Nieświadome, zaciekawione dziecko może naruszyć te strefy komfortu psa. Gdy podchodzi zbyt blisko, kładzie się na odpoczywającym psie, on może poczuć się zagrożony, a wtedy nawet zaatakować.

Gdy planujemy mieć dziecko, musimy pamiętać, że jeśli wcześniej weźmiemy psa, potem może się okazać, że będziemy zmęczeni nadmiarem obowiązków. Warto zastanowić się, czy to akurat dobry moment na psa. Schroniska są pełne porzuconych zwierząt, których opiekunowie tłumaczyli, że urodziło im się niemowlę i nie dają rady zająć się w tym momencie swoim pupilem.

Jeśli nastolatek marzy o psie, to świetnie. Gdy rodzice zdecydują się na zakup czy wzięcie zwierzęcia ze schroniska, może uczestniczyć w jego wychowaniu i obowiązkach. Pamiętajmy jednak, że głównymi opiekunami są zawsze rodzice. Nastolatek ma dużo zajęć w szkole, dojrzewa, odnajduje się w grupie towarzyskiej, a gdy dorasta, wyprowadza się z domu.

Znamy dużo takich historii, kiedy młody człowiek opuścił dom, a jego pupil zostawiony w domu bardzo tęsknił. Rodzice nie byli w stanie sprostać wszystkim potrzebom psa, które do tej pory zaspokajał syn: długim spacerom, dynamicznym zabawom, bieganiu. Ale obserwowaliśmy też pozytywne przykłady odpowiedzialności i rozważnego przemyślenia wszystkich za i przeciw, a potem podjęcia decyzji.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Trzech chłopców w wieku 10, 13, 15 lat marzyło o psie. Wcześniej rodzice dali synom zadania i przeprowadzili kilkumiesięczne przygotowania. Chłopcy zdali test, między innymi przez kilka tygodni wychodzili na zmianę o 6 rano na spacer. Nawiązywali kontakt z innymi opiekunami, rozmawiali o posiadaniu psa. Gdy rodzice upewnili się, że dzieci będą go wyprowadzać, zakupili papillona.

Całą rodzinę poznaliśmy potem na treningach i kursach dla szczeniaków. Wszyscy uczestniczyli i bardzo odpowiedzialnie podeszli do tych zadań. Synowie byli zaangażowani podczas szkoleń i wiedzieli, jak bezpiecznie bawić się z pupilem, trenować, ale i zaspokajać psie potrzeby.

Psa nie trzeba zdominować, a one nie dominują nas

Często opiekunowie psów pytają nas: "Czy to prawda, że psa trzeba zdominować?". "Nie trzeba" - odpowiadamy. Skąd wzięła się teoria dominacji? Głównym jej propagatorem był nieżyjący już John Fisher, angielski behawiorysta, autor między innymi książki Okiem psa. Jednak on sam pod koniec życia wycofał się z tej teorii i skupił na promowaniu innych, pozytywnych metod pracy ze zwierzętami.

Fisher opisał system dominacji, który zakładał, że opiekun i pies żyją w podobnej strukturze społecznej jak stado wilków na zamkniętym obszarze. Behawiorysta stworzył cały system redukcji pozycji psa w stadzie i przełożył to na dom opiekunów. Niektóre elementy polegały na wprowadzeniu zasad, jak chociażby to, że pierwszy przez drzwi wychodzi opiekun, on także je pierwszy. Wiele zasad było jednak awersyjnych, między innymi ta, że psa trzeba siłowo zdominować. To przekładało się na relacje domowe, na przykład kiedy pies zachowywał się w sposób przez nas   nieakceptowany, trzeba go było przytrzymać za kark albo przewrócić i trzymać, aby w końcu sam z bezradności zrezygnował.

Jednak od wydania książki minęło ponad trzydzieści lat i dziś naukowcy dysponują nowymi badaniami dotyczącymi relacji człowiek-pies. Teorię Fishera krytykują przede wszystkim za to, że wysunięte wnioski opierały się na obserwacji wilków, które żyły na zamkniętym obszarze. Gdyby zwierzęta były w naturalnym środowisku, przypuszczalnie nie byłoby między nimi tylu konfliktów.

Inną ważną sprawą, która mogła mieć wpływ na wynik badania, było to, że na obserwowanym obszarze żyły wilki, które nie były ze sobą spokrewnione. Wilki zazwyczaj żyją w stadzie rodzinnym. Dziś nowe badania, choćby wilków z parku Yellowstone, które żyją na swobodzie, przynoszą całkiem inne obserwacje. Wskazują, że relacje zwierząt są bardziej zbliżone do grupy rodzinnej - jest głowa rodziny i reszta osobników. Wilcze stado łączą silne więzi społeczne i opiekuńcze, osobniki udzielają sobie wsparcia w celu przetrwania. Ich relacje nie są budowane na dominacji i hierarchizacji.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Dość nieprawdziwym punktem tej teorii jest też to, że przeniesiono obserwacje zachowań wilków bezpośrednio na psy domowe. Pies nie jest wilkiem i choć mają wspólnych przodków i mogą się ze sobą krzyżować, dając płodne potomstwo, to nie zachowują się w ten sam sposób.

Inne opinie obalające teorię dominacji to badania Raymonda i Lorny Coppingerów, którzy przeprowadzili rzetelne obserwacje na temat tego, jak pies znalazł się przy człowieku. Udowodnili oni, że pies znacznie różni się od wilka. Dużo chętniej zbliża się do osobników innego gatunku, łatwiej nawiązuje współpracę z człowiekiem i wykazuje dużo większą chęć zabawy.

Jednak wciąż można spotkać zwolenników teorii dominacji. Ich zdaniem psią potrzebę dominacji potwierdza to, że pies warczy, kiedy broni czegoś cennego. Tymczasem nie wynika to z potrzeby zdominowania otoczenia, tylko bezpiecznego miejsca do odpoczynku lub jedzenia.

Psy czasami kontrolują jakąś przestrzeń lub dostęp do miski, co jest związane z potrzebą posiadania czegoś i poczucia się bezpiecznie. Zamiast zabierać psu na siłę gryzak czy zabawkę, można nauczyć go komendy "puść". Pies będzie wiedział, czego od niego oczekujemy, a przez to stanie się mniej zaborczy i będzie miał mniejszą potrzebę kontrolowania.

Innym argumentem, który opiekunowie często przytaczają jako przykład dominacji, jest to, że pies kopuluje ich nogę albo rękę. Tłumaczymy, że nie ma to nic wspólnego z dominacją. Czasem zwierzęta wykonują ruchy kopulacyjne z frustracji, z nadmiaru energii lub z niezaspokojonych potrzeb, niekoniecznie seksualnych. Gdy nasz pies tak robi, warto zastanowić się, czy umiemy zaspokoić jego liczne potrzeby i czy nasze komunikaty są dla niego czytelne. Jedyne, co warto przyswoić z teorii dominacji, to zasada, że należy wychodzić pierwszemu przez drzwi. Nie po to, żeby zdominować, ale sprawdzić, czy nie jedzie samochód, rower i tym podobne. Nowoczesne podejście do wychowania psów opiera się na wzajemnym zrozumieniu, szacunku i zaufaniu. Edukujemy zamiast dominować. Uczmy psy w bezpieczny sposób zachowań, które są przez nas akceptowane i właściwe. Jeśli zachowują się tak, jak chcemy, nagradzajmy je. Dbajmy o ich potrzeby, a wtedy będziemy mieć o wiele mniej problemów.

Zofia Zaniewska-Wojtków i Piotr Wojtków (fot. Zuzanna Zajbt)
Zofia Zaniewska-Wojtków i Piotr Wojtków (fot. Zuzanna Zajbt)

Ruch jest super, ale pies nie zawsze musi się wybiegać

Opiekunowie, którzy myślą, że pies musi się wybiegać, zabierają go do parku i rzucają mu do upadłego piłeczkę. Jednak ma on o wiele bardziej złożone potrzeby: współpracy i zabawy, lubi swobodnie eksplorować, biegać, węszyć. Pogoń dla drapieżnika to najbardziej stresujący moment - element polowania. Aby coś złapać, najpierw namierza cel, tropi, szuka zapachu. Jeśli już coś wyczuje, podąża za tym tropem aż do momentu, w którym spostrzega namierzany obiekt, wtedy podkrada się, żeby skrócić dystans dzielący go od ofiary. Na koniec jest pogoń, która kończy się sukcesem lub porażką. Natomiast my ten jednostkowy element pogoni stosujemy kilka razy i dostarczamy psu bardzo silne emocje.

Zwierzęta zaczynają się nawet uzależniać od aportu i w pewnym momencie nadmiernie się tego domagać. Kilka rzutów podczas spaceru nie zaszkodzi, ale warto wprowadzać i inne ćwiczenia, na przykład schować piłkę i pozwolić psu ją znaleźć.

Jeżeli spacer będzie odpowiednio zbalansowany, pies nie wpadnie w pułapkę uzależnienia od pogoni. Często też opiekunowie rzucają psu patyki. To dość niebezpieczne, bo biegnąc za patykiem i energicznie go chwytając, pies może się skaleczyć. Oczywiście nie ma nic złego w zabawie, kiedy pies znajdzie patyk w parku i sobie go chwilę "pociumka". Ale do aportowania używajmy piłki.

Dodatkowo rzucając patyk, zwiększamy jego znaczenie dla psa, wypuszczamy z naszych rąk bardzo cenną nagrodę. Dlaczego? To prosta rzecz, dostępna na wyciągnięcie łapy. Sam może go znaleźć, więc po co ma nas słuchać? A przecież tak, jak już wielokrotnie pisaliśmy, to my mamy być dla niego magikiem.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Psi park? Niekoniecznie

Bardzo często ludzie biorą psy do psich parków, żeby ich pupil wybiegał się i pobawił z innymi. To tak, jakbyśmy spędzali czas na wakacjach w jednym apartamencie z ludźmi, z którymi podróżujemy tym samym autobusem i w ogóle się wcześniej nie znaliśmy. Niekoniecznie mamy ochotę spędzać z nimi czas. Psy są jak ludzie, mają różne charaktery, z jednymi będą czuć się lepiej, z innymi gorzej.

W psim parku opiekunowie nie dostrzegają sygnałów, które mógłby zobaczyć doświadczony trener. To one świadczą o tym, że pies jest zestresowany, a bieganie i przepychanie się z innym są formą rywalizacji lub rozładowania napięcia. W dodatku psy komunikują się ze sobą na większych dystansach niż ludzie, zauważają inne z bardzo dużej odległości.

W psim parku bywa kilkanaście psów na małej przestrzeni, dlatego są one zmuszone do bliższej interakcji, choć tego nie chcą. Psy muszą się poznać i bardzo rzadko od razu mają ochotę na wspólną zabawę. Najpierw chcą poczuć się bezpiecznie, zobaczyć, na co mogą sobie pozwolić i czy ten kontakt będzie dla nich komfortowy. Dobre poznanie zajmuje im kilka spotkań i nie zawsze jest szansa na to, że się polubią.

Zabawa w przeciąganie się nie wywołuje agresji

Podczas zabawy z psem, one często wokalizują. Wydają groźne odgłosy przypominające warczenie. W takim momencie nie ma to jednak nic wspólnego ze złością. Podczas takich zabaw w mózgu uruchamiają się inne obszary, wcale nie te odpowiadające za agresję. Przeciąganie to zaspokojenie potrzeb łowieckich. Warczenie wynika z pobudzenia i zaangażowania w zabawę, nie jest sygnałem grożącym. Agresja przy zabawce może pojawić się tylko w kilku sytuacjach. Gdy na spacerze bawimy się z psem, a podbiegnie inny, nasz może stanąć w obronie zabawki. Próbuje dystansować drugiego, wysyłając mu sygnały ostrzegawcze, warczy, odstrasza. Dlatego w takich sytuacjach odejdźmy i pobawmy się gdzie indziej.

Agresja może też pojawić się wtedy, gdy pies leży na posłaniu, a my chcemy mu odebrać zabawkę. Warto nauczyć go komendy "przynieś". Wtedy on podchodzi do nas ze swoją zabawką, a my nie wchodzimy do jego azylu, którego broni.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Pies nie zawsze lubi być głaskany

Oczywiście, że są psy, które bardzo lubią być głaskane, wszędzie, nawet po głowie, także przez nieznane osoby. Są takie zwierzaki, które nie mają żadnego problemu z wyciągniętymi w ich stronę obcymi rękami. Ale napotykając psa na ulicy, nie wiemy, czy on to lubi, czy nie. Podchodzenie blisko, stanie nad psem, głaskanie po głowie - te czynności pies często może odebrać jako zagrożenie.

Jeżeli już chcemy podejść i przywitać się z psem, lepiej ukucnąć czy stanąć bokiem i pozwolić psu samemu do nas podejść. Wtedy mamy pewność, że sam podjął inicjatywę.

Lepiej głaskać psa spokojnymi ruchami po klatce piersiowej i łopatkach. Przerwijmy na chwilę i sprawdźmy, czy nadal ma na to ochotę. Gdy otrzymujemy jasny sygnał - zostaje, dopominając się pieszczot, chce więcej i sprawia mu to przyjemność - kontynuujmy. Ważne, żeby zawsze miał możliwość odejścia, kiedy kontakt jest dla niego trudny lub czegoś się wystraszy.

Jeśli podchodzimy do psa, który odpoczywa lub jest na smyczy i nie może odejść, obserwujmy, jakie wysyła sygnały. Gdy sztywnieje, warczy, pokazuje zęby, to dla nas ostrzeżenie. Jeśli nie zwrócimy na to uwagi, może nastąpić kolejny, silniejszy sygnał: uderzenie pyskiem, a w końcu ugryzienie.

Warczenie to nie koniec świata

Zwracajmy uwagę na różne sygnały wysyłane przez psy. Obserwujmy, reagujmy, ale nie karćmy, gdy warczy. To nie znaczy, że nasz pies jest zły. To znak, że w danej sytuacji nie czuje się komfortowo i daje nam o tym znać. Uszanujmy to. Karcenie za warczenie może spowodować, że pies w przyszłości nie będzie warczał, tylko od razu przejdzie do kolejnego kroku: ataku. I w dodatku straci do nas zaufanie.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Buchmann (mat. prasowe)
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Buchmann (mat. prasowe)

Nie pytaj w parku: pies czy suka?

Bardzo często, kiedy spotykają się opiekunowie, jeden pyta drugiego: "To piesek czy suka?". Jeśli to samica, a drugie samiec, uważają, że psy świetnie się dogadają. To wszystko nie jest takie proste i nie można wnioskować, że jak są płci przeciwnej, łatwo się dogadają. Relacja ta jest dużo bardziej złożona niż flirtowanie i próba dążenia do reprodukcji. Konflikty często wynikają ze stresu i obawy. Poznają i zaprzyjaźniają się zarówno suki, jak i samce między swoją i przeciwną płcią. Czasem także w tych wszystkich konfiguracjach niekoniecznie dobrze się ze sobą czują. Wszystko zależy od charakterów psów, doświadczeń, poziomu socjalizacji oraz sytuacji, w jakiej się znalazły. Płeć ma znaczenie, ale nie zawsze.

Kastrat nie zawsze jest mniej agresywny

Na temat kastracji ciągle krąży wiele mitów. Opiekunowie decydują się na kastrację agresywnego psa, bo liczą, że złagodnieje. To dość naiwna wiara, że pies nagle przestanie ciągnąć na smyczy, szczekać na ludzi i atakować innego psa.

Czasami faktycznie kastracja daje efekty, szczególnie jeśli to agresja rywalizacyjna między samcami. Ale nie jest to regułą. Agresja bywa podszyta różnymi innymi emocjami, czasem strachem. Wtedy taki zabieg nie zadziała, a może nawet pogorszyć sytuację. Często spada wówczas poziom pewności siebie, a zachowania lękowe mogą się nasilić.

Paradoksalnie daje to zupełnie odwrotny efekt, nawet na linii samiec - samiec. Jeżeli pies jest agresywny wobec opiekunów, to kastracja też niewiele zmieni, gdyż te przyczyny mogą wynikać z braku poczucia bezpieczeństwa przy opiekunie. Zanim podejmiemy taką decyzję, warto więc skonsultować się z behawiorystą.

*Fragmenty książki "Słuchając psa" (aut. Zofia Zaniewska-Wojtków, Piotr Wojtków / Wydawnictwo Buchmann). Część wpływów z książki wydawca przekaże na schronisko w Korabiewicach.

Zofia Zaniewska-Wojtków. Behawiorystka COAPE i trenerka psów. Absolwentka stosowanej psychologii zwierząt, magister bioetyki. Studiowała również socjologię na University of Bath. Członek Stowarzyszenia Behawiorystów i Trenerów COAPE, certyfikowany trener Fear Free Animal Trainer. W latach 2013-2015 pełniła funkcję inspektora ds. ochrony zwierząt. Założycielka firmy Psiedszkole, w której wraz z mężem prowadzi treningi psów oraz konsultacje psów z problemami, głównie agresywnych. Wspólnie prowadzą też szkołę trenerską Wojtków Szkolenia, która organizuje kursy, wykłady
i warsztaty przygotowujące do pracy trenera oraz behawiorysty psów. 

Piotr Wojtków. Skończył studia na Wydziale Ochrony Środowiska Politechniki Warszawskiej. Od tamtej pory całkowicie oddał się pracy z psami. W latach 2012-2018 był członkiem zarządu Stowarzyszenia Behawiorystów i Trenerów COAPE. W 2015 roku podjął współpracę ze schroniskiem w Korabiewicach prowadzonym przez fundację VIVA, gdzie koordynuje pracę z przebywającymi tam psami problemowymi. W 2017 roku razem z Zosią otworzył szkołę Wojtków Szkolenia, która zajmuje się szkoleniami zawodowymi dla trenerów psów i behawiorystów. 

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (81)
Zaloguj się
  • krioprezerwacja

    Oceniono 26 razy 10

    jeśli psa się naprawdę kocha to NIGDY nie wejdzie na głowę. Odda to samo. To NIEPRAWDA że wchodzą na głowę jak się jest dobrym- raczej wtedy przekraczają granicę, jeśli właściciel nie jest szczery-czyli dobry bo chce coś uzyskać. Psy świetnie weryfikują prawdziwość uczuć człowieka i odtajniają ukryte motywacje posiadania zwierzaka, w tym najbardziej paskudnych czyli chęci demonstrowania władzy nad słabszą istotą. Moją owczarkę kochałam bezwarunkowo i szczerze- NIGDY powtarzam NIGDY nie zauważyłam u niej zachowań świadczących o próbie zdominowania mnie. Wręcz przeciwnie. Najlepsze były momenty gdy się mocno w nią wtulałam-wtedy znikało moje poczucie ja. Zwierzaki są wspaniałymi przewodnikami duchowymi. Buraki, którzy tresują karcą zamiast kochać NIE POWINNI MIEĆ ZWIERZĄT. Kochajcie je. Po prostu!

  • krioprezerwacja

    Oceniono 11 razy 7

    pamiętam jak weterynarz zrobił wielkie oczy jak kazałam mu dać lek przeciwbólowy jak niechcący obcinając mojej psince pazurki uciął miazgę. Wiem jaki człowiek wtedy odczuwa ból. Z kolei ja zrobiłam wielkie oczy w reakcji na jego zdziwienie. Mówi się- to tylko pies, goi się jak na psie. Stereotypy szkodliwe wciąż egzystują w świadomości zbiorowej. A ja wam mówię- ich też boli okrutnie jak się zranią i proszę ten ból im usuwać jak tylko można.

  • vald

    Oceniono 6 razy 6

    "Teorię Fishera krytykują przede wszystkim za to, że wysunięte wnioski opierały się na obserwacji wilków, które żyły na zamkniętym obszarze. Gdyby zwierzęta były w naturalnym środowisku, przypuszczalnie nie byłoby między nimi tylu konfliktów."
    Tylko teoria Fishera całkowicie się potwierdza, jeśli psy przez długi okres przebywają we własnym stadzie , lub zdziczałe tworzą takie stado, zachowują się dokładnie jak wilki.
    Poza tym teoria Fishera, teoria Coppingerów. Gdzie dowody? Nie ma ich . Obie teorie mają pewne logiczne uzasadnienia. Pisanie że ta starsza teoria to mity , jest głupotą. Za parę lat ktoś wymyśli inną . I co wtedy z teoriami Coppingerów?

  • jan.go

    Oceniono 6 razy 6

    Jeszcze w latach 80 w podręcznikach piszących o wychowaniu psa pisano że psa można po po prostu zbić by wymusić dyscyplinę Obowiązywała teoria samca alfa . W latach 90 po długotrwałym badaniu psowatych odeszli od tej teorii Tak bardziej na zachodzie niż u nas Według wskazów gościa ze Szwecji który tam prowadzi szkolenia psów wychowałem Teriera irlandzkiego, Tosa , i Bandoga bez większych kłopotów bo co zrobić jak reszta domowników zostanie z agresywnym psem bez samca alfa Psa którego raz dziennie wypuszcza się z kojca Ten pies już nie samca alfa potrzebuje po paru latach a psychiatry

  • studi79

    Oceniono 26 razy 6

    Tiaaa, niejednego już psa widziałem w swym zawodowym życiu który totalnie zdominował sobie domowników.

  • 2fat

    Oceniono 4 razy 4

    Myślę że psa trzeba zdominować. Problem polega na tym samym co z klapsem dla dzieci. Zwolennicy dopuszczalności klapsów w tyle głowy zbyt często traktują to jako eufemizm dla zdziczałęgo lania dziecka a klaps to nie systemowe lanie dzieciaka. Tak samo "dominacja" (ponieważ pies jest zwierzęciem stadnym i ustala w tym stadzie hierarchię) nie oznacza traktowania psa jak obiektu do znęcania się.

  • racionalist

    Oceniono 7 razy 3

    Nie pumiem wytlumaczyc jak to dziala, ale tak jest i juz. Odkad siegam pamiecia potrafilem "mowic" do psow. Jedno spojrzenie, krotki kontakt - i wiedzialem, co ten pies czuje, jakie ma do mnie nastawienie, czy cos mu dolega, czego oczekuje - i instynktownie wiedzialem, jak sie przy danym psie zachowac. Nie wiem, czy istnieje polskie okreslenie na te zdolnosc, w jezyku angielskim tacy ludzie okreslani sa mianem "dog whisperer". Jezyk, ktorym psy do nas mowia jest kombinacja wszystkiego, poczawszy od wspoldzielenia emocji i nastrojow, na sygnalach werbalnych skonczywszy - wymiana jest obustronna. Psy najprawdopodniej sa w stanie widziec i czytac aure innej istoty bez wzgledu na gatunek - i odpowiednio reaguja na to co widza czy tez czuja. Z tego powodu kiedy mam do czynienia z kims kogo nie znam obserwuje jak na te osobe reaguja moje psy. Nigdy sie nie zawiodlem, a z psami zyje juz dobrze ponad 40 lat. Co dla mnie jest naprawde zabawne, psy praktycznie nie zwracaja uwagi na jezyk ludzki uzywanych komend. Sam mam cztery psy, czasami biore pod opieke tez psy znajomych ktorzy maja w planach wyjazd lub cos w tym stylu (w znakomitej wiekszosci to Szkoci) - i psy od szczeniaka zyjace w domu angielskojezycznym bez najmniejszego problemu lapaly komendy wydawane przeze mnie po polsku. Mina mojego kumpla Szkota kiedy zobaczyl jak jego dziewiecioletni shar pei slucha sie polskich komend - bezcenna :)

  • moni l

    Oceniono 3 razy 3

    Wiem, że trudno w to uwierzyć behawiorystom, ale moja suczka naprawdę średnio toleruje suczki, w świetnie bawi się z psami. Z tym, że nigdy o to nie pytam, bo sama dostrzegam płeć i widzę po moim psie i drugim psie, co z tego będzie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX