W wyniku pożarów w Portugalii w 2017 roku zginęły 64 osoby, a 204 zostały ranne

W wyniku pożarów w Portugalii w 2017 roku zginęły 64 osoby, a 204 zostały ranne (fot. Shutterstock)

"Zakładaliśmy, że ze wszystkich form ekstremalnej pogody najlepiej rozumiemy upały. Jak się okazało, byliśmy w błędzie"

Ekstremalnie gorące lata oraz zimy, które coraz bardziej przypominają późną jesień - tak wygląda nasza rzeczywistość. Fizyczka Friederike Otto tłumaczy w książce "Wściekła pogoda. Jak mszczą się zmiany klimatu, kiedy są ignorowane", dlaczego nasza pogoda staje się nieprzewidywalna.

Upały*

W niczym zmiany klimatu nie przejawiają się tak silnie, jak w falach upałów. Na początku naszej pracy zakładaliśmy, że ze wszystkich form ekstremalnej pogody najlepiej rozumiemy i potrafimy symulować okresy upałów - przecież zmiany są tak wielkie, że potrzeba do tego stosunkowo nieskomplikowanych modeli i niewielkiej liczby symulacji. W zasadzie sądziliśmy, że wiemy już mniej więcej wszystko. Jak się okazało, byliśmy w błędzie. Fale upałów okazały się niezwykle złożonymi oznakami zmian klimatycznych.

Latem 2003 roku całą Europę objęła fala upałów, która trwała tygodniami. W kilku miejscach w Niemczech odnotowano ponad 40 stopni Celsjusza, w południowej Portugalii nawet 47,5 stopnia. Osoby starsze przeżywały tortury. Dla wielu z nich upał okazał się zbyt dużym obciążeniem dla serca i układu krążenia. Upadali na ulicach czy w swoich mieszkaniach. Zakłady pogrzebowe w Paryżu były tak przepełnione, że chłodnię na artykuły spożywcze na rynku hurtowym w Rungis przekształcono w kostnicę. Francuscy naukowcy szacują, że latem tego roku zmarło o 70 000 osób więcej niż zwykle. Była to jedna z najbardziej niszczycielskich klęsk żywiołowych na kontynencie i dzwonek alarmowy ostrzegający, że fale upałów mogą być zabójcze również tutaj, w Europie. 

Na kolejną dużą europejską falę upałów latem 2006 roku Francja była już lepiej przygotowana. Władze radziły ludności, by nie pozostawać na słońcu i pić odpowiednie ilości wody. Mieszkańcom miast, w których domach zrobiło się zbyt gorąco, udzielono też dostępu do budynków użyteczności publicznej. Wyglądało na to, że Europa do pewnego stopnia radzi sobie z nową sytuacją ekstremalnych upałów. 

Upały w Hiszpanii w 2017 roku (fot. Shutterstock)
Upały w Hiszpanii w 2017 roku (fot. Shutterstock)

Chyba najbardziej zaskakującą rzeczą dotyczącą fal upałów jest coś, co zdaje się brzmieć dość banalnie. Zmiany klimatyczne wpływają w różnorodny sposób na temperatury na całym świecie. I odnosi się to również do jednej i tej samej fali upałów. 

Przykład: w czerwcu 2017 roku duża część Europy z meteorologicznego punktu widzenia znajdowała się pod wpływem rozległego stacjonarnego obszaru wysokiego ciśnienia. Rekordowe upały zaobserwowano na lotnisku Heathrow w Londynie oraz w bawarskim Kitzingen. W ogarniętej upałem Portugalii rozprzestrzeniały się ogromne pożary lasów. Ale absolutne temperatury maksymalne w poszczególnych krajach się różniły. Podczas gdy 37 stopni Celsjusza w Paryżu nie pobiło rekordu z 2003 roku, to 21 czerwca z odnotowaną w Wielkiej Brytanii temperaturą 34,5 stopni Celsjusza był najgorętszym dniem w tym kraju od ponad 40 lat. 
To, na ile ekstremalne jest jakieś zdarzenie pogodowe, zależy również od tego, czy rekord zostaje pobity o 0,1 stopnia czy o cały stopień. Dla Belgii fala upałów była wydarzeniem, którego ze względu na zmiany klimatyczne można się obecnie spodziewać co 10 lat, ale dla Hiszpanii takie prawdopodobieństwo występuje już "tylko" co 80 lat. Czyli zmiany klimatyczne co najmniej czterokrotnie zwiększyły prawdopodobieństwo wystąpienia upałów w Belgii, zaś w Hiszpanii zwiększyły je o co najmniej jeden rząd wielkości. Innymi słowy, fala upałów w Hiszpanii - przy średniej temperaturze wynoszącej w czerwcu 22,7 stopni Celsjusza - znajdowała się wcześniej poza zasięgiem tego, z czym mieszkańcy musieli się liczyć, ale nagle stała się realną, lecz ekstremalną możliwością. Z drugiej strony w przypadku Belgii dawniej ekstremalne wydarzenie, czyli średnia temperatura 18,1 stopnia Celsjusza w czerwcu, dziś może być uznawane za coś w rodzaju nowej letniej normy. 

Odkryciu takich różnic z pewnością nie towarzyszą krzykliwe nagłówki gazet i to zagadnienie może wydawać się wręcz akademickie. Ale to właśnie te różnice sprawiają, że mamy piękne kąpielowe lato albo kosztowną klęskę żywiołową. Zaś jeśli zmiany klimatu drastycznie wpłyną na prawdopodobieństwo wystąpienia takiej klęski żywiołowej, to kraj, którego to dotyczy, będzie zmuszony poczynić nowe plany. 

Nasze badania ujawniły więc, jak bardzo staliśmy się wrażliwi na zmiany klimatyczne. W innych częściach świata społeczeństwa przygotowane są jednak na takie fale upałów nieporównanie gorzej. Na przykład potworne upały w indyjskim stanie Andhra Pradeś w 2015 roku, przy temperaturach sięgających 48 stopni Celsjusza, spowodowały śmierć ponad 1800 osób, zwłaszcza w slumsach, gdzie nie ma klimatyzacji ani dających cień drzew. Stwierdziliśmy, że z powodu zmian klimatycznych takie fale upałów stały się tam około dwukrotnie bardziej prawdopodobne. 

05.06.2019 Krakow , Rynek Glowny . Kurtyna wodna . Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Kurtyna wodna w Krakowie w czerwcu 2019r. (fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta)

Opady 

Globalne ocieplenie oznacza nie tylko, że na całym świecie rośnie ryzyko upałów (choć w różnym stopniu w zależności od regionu), ale też że wyższe są średnie opady. Dzieje się tak, ponieważ cieplejsza atmosfera może pochłaniać więcej pary wodnej. Zasada jest następująca: jeżeli Ziemia nagrzewa się o 1 stopień, to opady deszczu zwiększają się średnio o 7 procent. Zależność tę odkryli już w drugiej połowie XIX wieku Rudolf Clausius i Benoit Paul Émile Clapeyron. 

Interesuje nas jednak, co to oznacza dla poszczególnych przypadków. I czy inne czynniki również odgrywają pewną rolę. W dniu św. Mikołaja 2015 roku w Wielkiej Brytanii padało. Oczywiście samo w sobie nie jest to niczym niezwykłym, ale padało naprawdę mocno. Bardzo mocno. Powodem była burza Desmond, która przetoczyła się nad całym krajem. Stwierdziliśmy, że wskutek zmian klimatycznych prawdopodobieństwo wystąpienia ekstremalnych opadów wzrosło o 5 do 80 procent. Ten zakres niepewności zdaje się stosunkowo szeroki, ale wcale taki nie jest: a to dlatego, że dolna granica tego zakresu jest większa od zera, więc zmiany klimatyczne zdecydowanie zwiększyły prawdopodobieństwo tego zdarzenia; górna granica mówi nam zaś, że go nie podwoiły, ponieważ wówczas byłoby to 100 procent. Jeśli więc Desmond byłby kiedyś wydarzeniem stulecia, to teraz jest co najwyżej wydarzeniem "siedemdziesięciolecia". Znacznie częstszym, ale wciąż na tyle rzadkim, by przeciętny Brytyjczyk spotkał się z takimi opadami deszczu tylko raz w życiu. 

Również w naszych szerokościach geograficznych zmiany klimatyczne odpowiadają za wiele ekstremalnych opadów deszczu, choć w znacznie mniejszym stopniu niż za fale upałów. Budowa domu na terenach zalewowych zwiększa ryzyko zalania piwnic znacznie bardziej niż zmiany klimatu. 

Nasze badania wykazują, że jeśli jakieś regiony i pory roku są do siebie podobne, to wyniki dla ekstremalnych opadów deszczu niemal się od siebie nie różnią. Przeprowadzanie kolejnych badań wydaje się tu niemal zbyteczne, ale akurat ulewnymi deszczami wszelkiego rodzaju interesują się media. Ciekawiej robi się za to, gdy przyjrzymy się obszarom położonym w strefach podzwrotnikowych, jak na przykład Luizjana. Ten położony na wschodnim wybrzeżu USA stan w sierpniu 2016 roku dotknięty został najgorszą burzą deszczową w historii. Uszkodzonych zostało około 100 000 domów, a w powodziach zginęło 13 osób. 

29.07.2018 Kazimierz Dolny . Burza nad Wisla . Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Burza w Kazimierzu Dolnym w lipcu 2018 r. (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

W naszym badaniu ekstremalnych zjawisk pogodowych byliśmy w stanie wykazać, że z powodu zmian klimatu opady stały się o co najmniej 10 procent bardziej intensywne, a więc silniejsze niż 7 procent wyliczone przez Clausiusa i Clapeyrona. To oznacza, że wpływ na to ma nie tylko ocieplenie, ale też zmiana cyrkulacji powietrza. A więc oprócz samego ocieplenia istnieje więcej zjawisk pogodowych powodujących silne deszcze. 

Zmiany klimatyczne łatwiej można zaobserwować w opadach subtropikalnych. W przypadku Luizjany stwierdziliśmy, że globalne ocieplenie spowodowało około dwukrotnie większe prawdopodobieństwo opadów deszczu, ale nasze analizy nie wykluczają, że za sprawą zmiany klimatu tak obfite opady stały się nawet do dziesięć razy bardziej prawdopodobne. To wyniki, które rzędem wielkości bardziej przypominają fale upałów niż stosunkowo łagodne zimowe opady deszczu w Europie. 

Gdzie są mrozy?

Zmiany klimatyczne pozostawiają również dramatyczny ślad w postaci innego zjawiska, które mimo poważnych konsekwencji niemal w ogóle nie jest wspominane na pierwszych stronach gazet: to brak fal mrozu. Ludzie mówią o zimie tylko wtedy, gdy robi się naprawdę mroźnie. 
Należałoby o wiele wyraźniej podkreślać, że z powodu zmian klimatu nasze zimy stają się coraz łagodniejsze, a mroźne dni coraz rzadsze. To takie zimy jak w listopadzie 2011 roku w Wielkiej Brytanii. 

Było to jedno z naszych pierwszych badań w Oksfordzie. Metodycznie jeszcze trochę niedopracowane, ale z jednoznacznym wynikiem, który prawdopodobnie wytrzymałby i krytyczną analizę. Takiego listopada bez nocnych przymrozków jak w 2011 roku przy naszych zmianach klimatycznych oczekiwać można mniej więcej raz na 20 lat. Bez zmian klimatycznych zdarzałoby się to tylko raz na 1250 lat. 

Brak nocnych przymrozków w listopadzie brzmi dość nudno i nie wydaje się żadną sensacją. Jeśli jednak mrozu nie ma przez całą zimę, rodzi to poważne konsekwencje. Są one zauważalne nie tylko jako większa liczba ukąszeń komarów wiosną i latem, ponieważ ginie wówczas mniej owadów niż podczas "normalnie mroźnych" zim. Częściej występują też pasożyty u zwierząt gospodarskich oraz szkodniki w uprawach zbóż, owoców i warzyw, więc aby utrzymać je w ryzach, rolnicy wysypują na pola i pastwiska więcej pestycydów. Jest jeszcze inny problem: wiele roślin uprawnych zaprogramowanych jest tak, by zawiązywały pączki i kwitły po okresie mrozów. A jeśli nie ma mrozu, to... no cóż. 

08.12.2013 Szczecin , Jasne Blonia . Pierwszy snieg w Szczecinie . Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta
Zimy są coraz cieplejsze. Siarczyste mrozy to rzadkość (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Zmiany klimatu są w ten sposób odczuwalne w pogodzie także w zdominowanych przez republikanów częściach Stanów Zjednoczonych. Ale musi jeszcze kilka razy tego mrozu zabraknąć, by naprawdę do wszystkich dotarło, że może wcale nie wynika to z pecha, czyli z naturalnej zmienności pogody. 

Zimą 2017 roku International Falls - małe amerykańskie miasteczko położone w pobliżu granicy z Kanadą - dosłownie zamarzło. Zmierzono minus 38 stopni. Mieszkańcy mówili, że zimno na skórze odczuwało się tak, jakby paliło. 

To nagłe silne ochłodzenie skomentował prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, przebywający w tym czasie na urlopie na Florydzie, gdzie termometry wskazywały plus 24 stopnie. "Na wschodzie odnotowano zapewne najzimniejszy wieczór sylwestrowy wszech czasów. Chyba przydałoby nam się trochę starego dobrego efektu cieplarnianego, z powodu którego nasz kraj, w przeciwieństwie do innych państw, miał wydać biliony dolarów, by się przed nim bronić. Ubierajcie się ciepło!" 

Nasz zespół World Weather Attribution przeanalizował tę falę mrozu, a także jeszcze jedną, która wystąpiła w południowo-wschodniej Europie w styczniu 2017 roku. W obu wypadkach zmiany klimatu zmniejszyły prawdopodobieństwo wystąpienia fali chłodów. Bez tych zmian, a przy tej samej sytuacji pogodowej, byłoby jeszcze chłodniej. Wyniki te nie wydają się szczególnie zaskakujące w obliczu ocieplenia na świecie. 

Istnieje również teoria, że fale mrozów będą coraz częstsze, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Oto idea, która się za tym kryje: ponieważ kurczy się pokrywa lodowa Arktyki, słabnie też wir polarny, zlokalizowany nad biegunem północnym typowy dla zimy stacjonarny układ pogodowy, który oddziela polarne powietrze od pozostałej cyrkulacji. W pewnym momencie ten układ się załamuje, zimne polarne powietrze przedostaje się na południe i rozprzestrzenia się nad kontynenty. 

Naukowcom udało się przeprowadzić symulację tego efektu w modelach klimatycznych. Dane obserwacyjne nie wskazują jednak, by to zjawisko występowało częściej lub by było na tyle silne, żeby przeciwdziałać efektowi ocieplenia. To przykład tematu, którego obecnie dotyczy debata naukowa, a nasze zrozumienie go się zmienia i poszerza. Kwestia pozostaje otwarta. Osobiście nastawiałabym się jednak raczej na cieplejsze zimy. 


Książka 'Wściekła pogoda' ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwarte (mat. prasowe)

*Fragmenty książki "Wściekła pogoda. Jak mszczą się zmiany klimatu, kiedy są ignorowane" Friederike Otto w tłumaczeniu Anny Krochmal i Roberta Kędzierskiego

Friederike Otto - niemiecka fizyczka, działająca w organizacji World Weather Attribution

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (45)
Zaloguj się
  • yoric

    Oceniono 21 razy 15

    Po tym tekście niestety bardzo mocno widać, że jest tłumaczony z obcego języka. Bardzo mocno.

  • daria275

    Oceniono 14 razy 6

    Z przytoczonych fragmentów jawi się się książka tak pasjonująca, niczym lektura komunikatów meteorologicznych. "Przyszła fala upałów. Ludzie starsi nie radzili sobie z tym, o nie. Dla wielu z nich upał okazał się zbyt dużym obciążeniem dla serca i układu krążenia. Upadali na ulicach czy w swoich mieszkaniach".
    Albo takie fascynujące spostrzeżenie: 37 stopniu w Paryżu dwa lata temu nie było najwyższą odnotowaną temperaturą w tym mieście, bo rekord padł w 2003 roku. Ale już 34 stopnie w Londynie - dacie wiarę? - to rekordowa temperatura w stolicy Wielkiej Brytanii! Nie-sa-mo-wi-te! Ta pozycja wstrząśnie rynkiem wydawniczym na całym świecie...

  • eryn_7

    Oceniono 10 razy 6

    W Kanadzie południowo - zachodniej to było bardzo zimne lato - ciągle deszcz i chłód, nawet poniżej 10 stopni. Mogę się założyć, że zima, jak w zeszłym roku będzie tu mroźna - ponad miesiąc temperatur w okolicy -40.

  • icehunter

    Oceniono 12 razy 4

    Nie dało się tego przeczytać. Jakiś bełkot wyrwany z kontekstu. Połatane, posklejane słowem nic.

  • souer

    Oceniono 11 razy 3

    Mrozne zimy zabijają przede wszystkim małe ptactwo, a nie zahibernowane larwy, którym temepratura jest właściwie objętna. Dzięki temu na Syberii, gdzie zimy są dużo ostrzejsze niż u nas, żyje chmara ogromnych komarów.

    Tegoroczna plaga komarów spowodowana była deszczową wiosną i dużym skokiem temperatury zaraz po opadach. Chcecie mniej komarów? To PRZESTANCIE dokarmiać ptaki w łagodne bezśnieżne zimy!

    Książka pisana pod teze i tyle. ONZ już ze 3 razy prognozował kiedy to będzie wielka katastrofa i jakoś jej nie ma. Wniosek: klimat się zmienia, ale naukowcy nie rozumieją tych zmian, natomiast część z nich w strachu przed zmianami odkryła żyłę złota.

  • sigizm

    Oceniono 12 razy 2

    ja w najbliższych wyborach zakreślę tą partię, która wykluczy takich szkodników, jak PiS z życia publicznego, i zakaże używania samochodów, elektrowni węglowych i plastikowych torebek, i przy tym skarze Szyszko i Kaczyńskiego za zbrodnie przeciwko ludzkości

  • sieradz2

    Oceniono 21 razy 1

    Tak opowiada w swojej książce pani f i z y c z k a. Ciekawe co by na ten temat powiedział pan f i z y c z e k?

  • ax-les-thermes

    Oceniono 10 razy 0

    UK nie obchodzi sie imienin i temat Santa to na pewno nie cos takiego "W dniu św. Mikołaja 2015 roku w Wielkiej Brytanii padało.". Czy to mialo byc o 6 grudnia czy 25-tego? Katowolak musi nawet w temat pogodowe wlepic cus swiuntego.

  • druga_wieza

    Oceniono 8 razy -2

    Globalne ocieplenie oczywiście oznacza falę mrozów i duże śniegi!
    A my wszyscy w to wierzymy na słowo, bo naukowcy tak powiedzieli, a Greta to nagłośniła i poszła na wagary.

    A jak piszą o sinicach w Bałtyku, to pół artykułu jest wtrętem i plastiku, który z sinicami nie ma nic wspólnego i który nijak nie chce spłynąć do morza.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX