Dawid Ł. został zatrzymany w 2015 roku

Dawid Ł. został zatrzymany w 2015 roku (Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta)

wywiad gazeta.pl

"Do Syrii nie jeździ się na saksy". Czy po raz pierwszy polski dżihadysta zostanie skazany za terroryzm?

Czy Dawid Ł. należał do organizacji islamskich terrorystów? W tej sprawie przed Sądem Okręgowym w Łodzi już czwarty rok toczy się bezprecedensowy proces. - To test dla naszego wymiaru sprawiedliwości - mówi dr hab. Ryszard Machnikowski, profesor UŁ, biegły sądowy w tej sprawie, wykładowca Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego, zajmujący się tematyką terroryzmu.

Dlaczego proces Dawida Ł., Polaka podejrzewanego o terroryzm, tak długo trwa? To już czwarty rok.

Na to pytanie powinien odpowiedzieć Sąd Okręgowy w Łodzi, który prowadzi postępowanie. A jest ono wyjątkowo trudne. Oskarżenia częściowo opierają się na przesłankach o charakterze poszlakowym. Dawidowi postawiono zarzut posiadania materiałów propagandowych Państwa Islamskiego oraz przynależności do nielegalnej organizacji o charakterze zbrojnym.

4 lata za udział w islamskiej organizacji terrorystycznej. To pierwszy taki wyrok w Polsce>>>

Przypomnijmy. W 2013 roku Dawid Ł., pochodzący z Radomia, a mieszkający z rodzicami w Norwegii, poznaje przez Internet Małgorzatę B. z Piotrkowa Trybunalskiego. On ma lat 21, ona 18. Biorą ślub w obrządku muzułmańskim. Wspólnie wyjeżdżają na front turecko-syryjski. Tam spędzają półtora roku. Dawid - jako członek Muzułmańskiego Ruch Świt Syrii, Małgosia czeka na niego w Turcji. Wracają w 2015 roku. Opisałam ich historię w reportażu w "Dużym Formacie". W procesie Dawida jedno z pytań brzmi, czy Ruch Świt Syrii, do którego należał, rzeczywiście ma charakter zbrojny. Bo jeśli ma, to Dawid jest terrorystą. Pana ekspertyza w tej sprawie jest istotna.

Ruch Świt Syrii jest relatywnie niewielką, lokalną grupą działającą w okolicach Aleppo, a także w miastach Idlib, Homs i Hama, czyli w północno-zachodniej i zachodniej części Syrii. Jej liczebność szacowana jest na około 1500-2000 członków. Bezpośrednio nie podlega innemu dowództwu, ale w latach 2013-2014 wchodziła w skład sojuszu zwanego Koalicją Islamską. W połowie 2014 roku dołączyła do Frontu Zwolenników Religii. Ściśle też współpracowała z organizacją dżihadystyczną o nazwie Front Al-Nusra, która kiedyś podporządkowana była bezpośrednio Al-Kaidzie i stanowi największą konkurencję wobec najbardziej znanej dziś grupy dżihadystycznej zwanej  Państwem Islamskim czy - przez jej przeciwników - Daesh.

Tego typu niewielkich grup - jak Świt - było bardzo dużo na terenie konfliktu. Jednego dnia ze sobą współpracowały, innym razem walczyły. Tam była i jest bardzo skomplikowana sytuacja. Nam się wydaje, że jest tylko jedna organizacja radykałów -  Państwo Islamskie, podczas gdy w konflikt w Syrii zaangażowane są ich dziesiątki.

Świt Syrii ma profil jednoznacznie salaficki, czyli nawołujący do organizowania porządku społecznego tak, jak to się działo w czasach Proroka. Nie ulega także wątpliwości, że grupa działa zbrojnie. Jej trzon stanowiły oddziały uczestniczące w walce z armią rządową i potyczkach ze swoimi konkurentami. Członkowie jej tzw. Biura Wojskowego organizowali aktywne działania zbrojne. Prowadzili także rekrutację, indoktrynację, zbieranie funduszy itp. Organizacja ta jest uważana za nielegalną przez rząd Assada, nie znajduje się jednak na międzynarodowych listach grup terrorystycznych.

Aleppo w Syrii w 2007 roku (fot. Shutterstock)
Aleppo w Syrii w 2007 roku (fot. Shutterstock)

Skąd wiadomo, że Dawid Ł. z nimi współpracował?

Służby norweskie znalazły przy Dawidzie "glejt" wystawiony przez Świt Syrii. Napisano w nim: to jest nasz brat Dawood. Miało mu to ułatwiać podróżowanie po terytorium Syrii i przekraczanie checkpointów.

Jego żonie nie postawiono żadnych zarzutów ze względu na diagnozę medyczną - jest leczona psychiatrycznie. A co, gdyby nie była chora?

Nie miała takiego zaświadczenia jak Dawid, nie walczyła w Syrii, nie zrobiono jej zdjęć z bronią ani z innymi bojownikami. Za co miałaby być sądzona? Polski obywatel ma prawo wyjechać w dowolne miejsce, nawet jeśli to jest teren wojenny. Prawo jest prawem.

Na świecie mamy jednak obecnie bardzo poważny problem z żonami bojowników działających w Syrii, które funkcjonują lub funkcjonowały w świecie Państwa Islamskiego, a zamierzają wrócić do krajów zachodnich. W Wielkiej Brytanii pozbawiono niedawno obywatelstwa Shamimy Begum, a ona nawet nie wypiera się swoich radykalnych poglądów. Uważa, że działanie ISIS jest równoprawne z działaniem bombardujących Syrię Stanów Zjednoczonych i innych krajów zachodnich. Takich dziewczyn do Syrii z Europy wyjechało co najmniej kilkaset. Wśród nich mogą być Polki, takie przynajmniej krążą pogłoski. Pytanie, co z nimi zrobić, jak traktować ich udział?

Wiemy cokolwiek na ich temat?

Spotkałem się z informacjami o co najmniej kilkunastu Polkach znajdujących się w Syrii na terenach należących niegdyś do Daesh, jednak brak jest szczegółów i ostatecznego potwierdzenia tej wiadomości.

Wiemy natomiast, że niezależnie od płci i narodowości w działalność terrorystyczną angażują się bardzo różni ludzie, również wykształceni.

Ha! Funkcjonuje mit terrorysty, mówiąc potocznie, "świra" i barbarzyńcy, któremu nie wiadomo, o co chodzi - poza zabijaniem. Takie stereotypy istnieją wśród ludzi, którzy na co dzień nie zajmują się tą tematyką. Od razu je dementuję.

Ciężkie zaburzenia psychiczne znacząco utrudniałyby prowadzenie działalności terrorystycznej, która opiera się przecież na konspiracji. Na przykład trzeba zdobyć broń lub materiały wybuchowe, ukrywać je, zaplanować ataki w warunkach, w których państwo dąży do wykrycia i ścigania takich działań. Człowiek mało inteligentny, słabo wykształcony czy wręcz poważnie zaburzony zwyczajnie sobie z tym wszystkim nie poradzi. Wpadnie.

Na czele Państwa Islamskiego stoją absolwenci uniwersytetów, byli żołnierze armii Saddama Husajna, klerycy i intelektualiści. Zwykle podobnie jest z innymi organizacjami terrorystycznymi czy tzw. samotnymi terrorystami. Nie wszyscy to ludzie, którym się w życiu nie powiodło albo nie wiedzą, co dalej ze swoim życiem zrobić.

Wybuchy w Kobane w Syrii, blisko granicy tureckiej (fot. Shutterstock)
Wybuchy w Kobane w Syrii, blisko granicy tureckiej (fot. Shutterstock)

Ale bywają też tacy, prawda?

Kacper Rękawek w aktualnie prowadzonych badaniach międzynarodowych przyglądał się przypadkom ludzi, którzy przeszli ze strefy kryminalnej do strefy terrorystycznej. Na przykład Mohamed Merah w 2013 roku zabił kilku żołnierzy francuskich i zaatakował szkołę żydowską, zabijając dzieci i nauczyciela. Wcześniej parał się kradzieżą samochodów, należał do gangu. Trafił z tego powodu do więzienia, gdzie znalazł się w środowisku związanym z dżihadystami. To jego ataki dały pierwszy sygnał, że we Francji wcale nie jest tak spokojnie, jak to się przez lata wydawało. Jest klasycznym przykładem człowieka, który zamienił pewien styl życia na ideologię. Ideologia jest kluczem do zrozumienia zjawiska terroryzmu jako pewnego rodzaju przemocy politycznej. Terroryści zabijają i oddają życie za swoje idee. To nie jest zabijanie wyłącznie dla zabijania. Breivik nie strzelał do młodych ludzi dlatego, że mu po prostu odbiło, ale starał się uzasadnić - oczywiście na swój sposób - te potworne działania.

Mieliśmy niedawno straszliwy zamach w Nowej Zelandii inspirowany niewątpliwie wcześniejszymi działaniami Breivika na drugim końcu świata, w Norwegii. Oba te kraje są spokojne, teoretycznie przebywanie tam jest mało ryzykowne, a jednak właśnie w Norwegii i Nowej Zelandii doszło do zamachów. Niestety, tego typu tragedia może się zdarzyć wszędzie.

Jaki jest profil psychologiczno-społeczny w przypadku Polaka - i nie mówię tu tylko o Dawidzie Ł. - który chce się przyłączyć do Państwa Islamskiego albo podobnej organizacji?

Wiemy, że do Syrii pojechało co najmniej kilkunastu polskich bojowników. Spora część z nich ma w swojej biografii wątek migracyjny, do radykalnego islamu trafili przez Zachód, tak jak Dawid Ł.

Pierwszym znanym "polskim"  terrorystą-islamistą jest Krystian Ganczarski, który siedzi obecnie w więzieniu we Francji. Jako dziecko wyjechał do Niemiec razem z rodzicami, potem służył w Bundeswehrze. Złapał ideologicznego bakcyla, przeszedł na islam, znalazł się nawet u boku bin Ladena. Trudno jednak powiedzieć, czy można uznać go za Polaka, czy raczej Niemca polskiego pochodzenia.

Potem pojawił się Maksymilian R., który zginął w walkach w Iraku. Jego siostra, Karolina R., została skazana w RFN na karę więzienia za wspieranie dżihadystów. Jacek S., pochodzący jak oni z Miastka na Pomorzu, jest pierwszym znanym zamachowcem samobójcą pochodzącym z Polski, który wysadził się w Iraku. Jednak miał ksywkę "Al Alemani", czyli Niemiec. Wyjechał z Polski jako nastolatek, i to w Niemczech spotkał środowisko, w którym się zradykalizował. Bo jak najczęściej się wnika do środowiska działaczy terrorystycznych? Przez najbliższe otoczenie.

To znaczy? Mama namawia? Oczywiście ironizuję.

Czasem to bliscy dzielą się swoimi przekonaniami. Bliskim ufamy. Żona mężowi, brat bratu. Dziewczyna może zakochać się w chłopaku zaangażowanym w ISIS i za nim pójść jak w ogień. Jednak są też tacy, którzy najpierw czytają o dżihadyzmie w Internecie, a potem szukają samodzielnie kontaktu z taką grupą. Tak stało się np. z Jakubem J. spod Sandomierza. Uczył się w katolickim liceum, pochodził z bogobojnej rodziny. Wokół siebie nie miał gruntu, który mógłby go ukształtować w kierunku radykalnego islamu. A jednak znalazł to, czego szukał, w Internecie. Nie wiadomo, co się z nim stało. Prawdopodobnie zginął na froncie.

Dawid nie był "samotną wyspą", prawda?

Z jego grupy wywodzi się co najmniej dwóch innych obywateli Polski, którzy wyjechali walczyć w Syrii. Obecnie są poszukiwani przez Interpol. Jeden ma korzenie sudańskie, w Polsce m.in. sprzedawał kebaby. Drugi pochodził z Tunezji, podobno był znanym w Warszawie fryzjerem. Obaj uzyskali obywatelstwo przez małżeństwa z Polkami. Zradykalizowali się nie w swoich krajach, ale w Polsce.

W Katowicach skazano Tunezyjczyka oskarżonego o finansowanie i działania na rzecz Państwa Islamskiego. Miał być emisariuszem ludzi organizujących zamachy we Francji. Jest to możliwe. Polska może być traktowana przez zamachowców jako zaplecze logistyczne, uważana za względnie bezpieczne miejsce, gdzie można przeczekać akcje zachodnich sił policyjnych i specjalnych.

Zniszczone Aleppo (fot. Shutterstock)
Zniszczone Aleppo (fot. Shutterstock)

Nasz system nie jest absolutnie szczelny. Szczególnie od kiedy otwarto granice, nie rejestruje się szczegółowo napływu ludzi. Globalizacja i otwartość to piękne idee, które ułatwiają życie zwykłym ludziom, ale ułatwiają również życie terrorystom.

Po to został stworzony cały departament propagandowy Al-Kaidy i Państwa Islamskiego, aby wypełnić Internet odpowiednimi materiałami i zarzucać sieci na "poszukujących". Potem zgłasza się do nich taki chłopak i mówi: "Chcę być z wami. Co mam zrobić?". Oni go najpierw przez dłuższy czas edukują, a potem dają wskazówki: "Jedź do Turcji. Tam idź do takiej a takiej kawiarni". Mogą sprawdzić, czy nie jest agentem próbującym zinfiltrować organizację. Jeśli nie, to organizują mu przerzut do Syrii, gdzie przechodzi szkolenie, które przygotowuje go do walki. Jednak takich ochotników najczęściej traktuje się jak "mięso armatnie".

Tę drogę przeszedł Dawid Ł.

Nie wiemy dokładnie, jak i kiedy zaczęło się zainteresowanie Dawida radykalnym islamem. Jedno jest pewne: wpadł w tę ideologię, głęboko w nią uwierzył, trafił do środowiska radykałów w Norwegii.

Jeśli ktoś nowy przychodzi do tzw. radykalnego meczetu, to staje się obiektem zainteresowania headhunterów, poszukujących świeżej krwi. Radykałowie przyglądają się tym, o których można powiedzieć, że szukają celu w życiu. Pracują z nimi tak długo, aż ci nowi stają się częścią ich grupy, utożsamiają się z jej poglądami, coraz bardziej wsiąkają w ideologię. Podobnie działają sekty religijne. Dawid był przekonany, że wszystkich, którzy nie wierzą w cudowny świat Allaha, trzeba zniszczyć. Może się pani zdziwić, ale tacy jak on są ludźmi idei.

Nie dziwię się. Przecież nie jadą tam dla przygody.

Do Syrii nie jeździ się na saksy.

Jednak niektórzy wracają do Europy.

Są wyobrażenia, jest i rzeczywistość. Jedzie pani z Norwegii do Syrii i może pani myśleć: znalazłam królestwo Boże na ziemi, albo odwrotnie: pomyliłam się, nie jest tak, jak mi się wydawało, że będzie. A niektórzy po prostu pękają, widząc prawdziwą wojnę. Ludzie mają ograniczoną wytrzymałość psychiczną. Mogą być rozczarowani i zniechęceni.

Czasem tym, że tej wojny nie widzą. Siedzą gdzieś w magazynie...

...i wydają kamasze albo czyszczą broń i do tego sprowadza się ich rola. A chcieliby więcej, intensywniej. Mogą by rozczarowani także z innych powodów. Nie ma takiej syntezy, która by diagnozowała sytuację bojowników. Każdy ma swoją historię.

Dawid pisał do kolegi, że nie tak to wszystko miało wyglądać. Rodzina przysłała mu pieniądze na bilet powrotny. I jego, i Małgorzatę na lotnisku w Oslo zatrzymała policja norweska. Znaleziono przy nich przemówienia Abu Bakra Al-Bagdadiego, przywódcy Państwa Islamskiego, filmiki, instrukcje dotyczące karania niewiernych. Zostali osadzeni w ośrodku deportacyjnym i przekazani Polsce. Czy sam fakt posiadania materiałów propagandowych jest wystarczający, żeby uznać kogoś za terrorystę?

To zależy od konkretnego systemu prawnego. W Wielkiej Brytanii niedawno skazano jedną osobę na 15 lat więzienia za samo zamieszczanie w sieci informacji o przeprowadzeniu ataku. System brytyjski po zamachu w Londynie w 2005 roku stał się pod tym względem bardzo surowy. W naszym prawie też istnieje taka możliwość, ale sankcje są mniejsze niż w Wielkiej Brytanii. Dawidowi grozi do ośmiu lat więzienia. Jeśli zostanie uznany za winnego, czas aresztu może zostać mu wliczony na poczet kary.

Wybuchy na granicy syryjsko-tureckiej (fot. Shutterstock)
Wybuchy na granicy syryjsko-tureckiej (fot. Shutterstock)

Pod koniec 2018 roku Dawid Ł. został zwolniony z polskiego aresztu, ale w połowie lutego 2019 roku zatrzymano go ponownie, z innego paragrafu. ABW zarzuca mu próbę zorganizowania zamachu terrorystycznego w Polsce. Rzecznik ABW poinformował w mediach, że "podczas przeszukań miejsc, w których przebywał zatrzymany, ujawniono szereg dowodów, które wskazują, że Ł. gromadził informacje oraz pozyskiwał fundusze, które zamierzał przeznaczyć na działania przestępcze o charakterze terrorystycznym".

Tym razem grozi mu do 15 lat pozbawienia wolności.

Jak widzimy, atak terrorystyczny może się wydarzyć wszędzie. Nie ma w pełni bezpiecznych miejsc na świecie. Jeżeli nie ma przygotowanych procedur, to nie wiadomo jak w takiej sytuacji reagować. Dlatego też uważam, że bardzo dobrze się stało, że w 2016 roku w końcu powstała ustawa antyterrorystyczna, a wcześniej dokonano odpowiednich zmian w polskim prawie karnym i funkcjonowaniu jednostek antyterrorystycznych.

Wiemy, że to prawo rodziło się w bólach.

Na świecie przełomowy był rok 2001 - atak na World Trade Center, wydarzenie, które zmieniło postrzeganie doniosłości zagrożenia terrorystycznego na całym świecie. W Polsce jednak ciągle wtedy myślano: jaki terroryzm, przecież nam nic nie grozi. "Nie jesteśmy zagrożeni, za to świetnie przygotowani" - to było wiodące hasło władz, niezależnie od opcji politycznej. Niezależnie jaka to była ekipa rządząca: czy SLD, czy AWS, czy potem znowu SLD, PiS czy PO, przez wiele lat żadna z nich nie wykazywała wystarczającej świadomości zagrożenia terrorystycznego ani woli dokonania radykalnej poprawy w tym zakresie. Nawet służby nie bardzo wtedy wiedziały, czy takie prawo w Polsce jest potrzebne.

Istnienie regulacji prawnych oczywiście nie oznacza, że możemy całkowicie zapobiegać zagrożeniom, ale w razie czego pozwala służbom sprawniej zadziałać i być może dzięki temu zmniejszyć liczbę ewentualnych ofiar. Konieczne są dalsze zmiany we wszystkich instytucjach, które reagują w takich przypadkach, by zwiększyć skuteczność ich działania.

Byliśmy przygotowani na taki proces jak Dawida Ł.?

Nie, bo nie mieliśmy jak się nauczyć sądzenia w sprawach o terroryzm międzynarodowy. W wolnej Polsce po 1989 roku rzeczywiście nie było podobnych przypadków. Był tylko Brunon Kwiecień, chemik, który zamierzał wysadzić polski Sejm. Dostał dziewięć lat więzienia za próbę zamachu na najwyższe władze państwowe. Niedawno znaleziono go martwego w celi.

We Wrocławiu mieliśmy przypadek chłopaka, który podłożył bombę w autobusie i żądał pieniędzy. Dostał zarzuty jako terrorysta, ale w rozumieniu naukowym trudno to uznać za terroryzm. Terroryzm definiuje pierwiastek polityczny, a nie chęć zysku finansowego. Gdyby np. powiedział: chcę obalić prezydenta Wrocławia i będę wysadzał autobusy, dopóki tego nie osiągnę, wtedy ta definicja by go objęła. Jeżeli on mówi: dajcie mi 300 tysięcy w walizce, to nie jest terrorystą, tylko pospolitym bandytą, stosującym jedynie podobną metodę zastraszania.

Pod względem procedury karnej proces Dawida Ł. jest dla naszego wymiaru sprawiedliwości ważnym testem.

Agnieszka Żądło. Dziennikarka i redaktorka, współpracowała m.in. z "Dużym Formatem", "Polityką", "Pismem", "Krainą Bugu", "Tęczą". Współautorka książek reporterskich i poetyckich ("Światła małego miasta", "Ni zaciszna...", "Dopo il viaggio", "Grała w nas gra" i innych). Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Stypendium im. Leopolda Ungera. W 2017 roku nominowana do Grand Press w kategorii wywiad.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (111)
Zaloguj się
  • zgryz3

    Oceniono 29 razy 21

    Dlaczego autorka nazywa ludzi wybierających zabijanie, zamiast niesienia pokoju, "bojownikami", a nie "bandytami", "mordercami"? Czy kiedykolwiek skończy się zbrodnicze odbieranie życia drugiemu człowiekowi?

  • pachikun

    Oceniono 19 razy 17

    Problem z islamem polega wlasnie na tym, ze Zachod sie pogubil, radykalne meczety hojnie wspierane przez kraje Zatoki Perskiej jak np. przez Arabie Saudyjska udzielaja schronienia (Np. Ata Ullah, przywodca muzulmnskich Rohingya w Birmie /Arakan Rohingya Salvation Army/, ktorego ojciec wyemigrowal jako przesladowany muzulmanin Rohingya wiekszosc czasu spedzil w Mekkce w islamskiej szkole a pozniej przeszedl szkolenie w Pakistanie pod kierunkiem Talibow) i eksportuja najbardziej ortodoksyjna i fundamentalistyczna forme islamu, tam wychowuje sie przyszlych terrorystow, bariera kulturowo-jezykowa sprawia, ze sa to miejsca czesto calkowicie poza kontrola jakichkolwiek sluzb danego kraju, ktore nie sa w stanie przeniknac i zorientowac sie co sie tam dzieje. Inna sprawa to sam islam, jako taki, ktory w swym głównym nurcie nie zna metody krytycznej i historycznej interpretacji świętych tekstów, która nowoczesnej teologii chrześcijańskiej umożliwiła w XX wieku nawiązanie partnerskiego dialogu ze współczesną filozofią i nauką. Argumentacja teologów islamskich przypomina przedkrytyczną myśl chrześcijańskiego średniowiecza.Chrzescijanstwo przeszlo przez ten proces i przystosowalo sie do europejskich czasów nowożytnych, natomiast islam nie, stad zderzenie wartosci gloszonych przez islam jest nieuchronne z tzw. zachodnia kultura w Europie a takze z tradycjami i religiami wyznawanymi np. w Azji jak np. z buddyzmem. Kazdy kto posiada troche wiedzy o historii Azji wie ze w krajach azjatyckich, które zostały podbite przez muzulmanow, buddyzm na ogół zanikł.

  • wiceherszt

    Oceniono 18 razy 12

    Bojownik... Żeby was. Jak się ten albo jemu podobny "bojownik" wysadzi w warszawskim metrze albo zacznie walić z broni maszynowej w którejś z dużych galerii handlowych, to konsekwencje poniesiecie właśnie wy, droga redakcjo. Finansowe, bo ludzie, acz pro maiori parte illeterati et idiotae, ale będą pamiętać, kto ich nazywał "bojownikami" i zareagują stosownie do tej pamięci.

    Jeśli zaś chodzi o uregulowania prawne, to ja bym wprowadził zapis, nawet do Konstytucji, który takim ludziom zakazuje powrotu. Na zawsze. I ujął to dosłownie. "Kto zajmuje się działalnością terrorystyczną
    w strukturach islamskich terrorystów, tego należy trzymać w więzieniu tak długo, dopóki jakiś kraj islamski nie zgodzi się go do siebie przyjąć". I sprawa rozwiązana. Gagatek przebywałby w otoczeniu, które tak ukochał a ludzie nie żyliby w strachu, że im ktoś w imię kilkudziesięciu dziewic i brodatego pedofila wsadzi nóż w plecy.

  • 31.februarius

    Oceniono 18 razy 10

    ... dlatego też, panie Assad (i Putin); kosić tę zarazę "równo z trawą"!!!

  • mppmpp

    Oceniono 14 razy 10

    Osądzić i koniecznie upublicznić wizerunek. To jest potencjalny zabójca naszych nas i naszych dzieci. I podobnie jak pedofile powinien być on ( i jemu podobni ) pod specjalnym dozorem.

  • marcelinio3000

    Oceniono 15 razy 9

    Bojownik czy bandyta? Bohater czy terrorysta - przypomnę, że Niemcy polski ruch oporu nazywali identycznie. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie bronię w żaden sposób Dawida Ł. ale zwracam waszą uwagę na to, że coś co dla jednych jest naganne, dla innych może być chwalebne. I jeśli napiszcie, że religia islamska jest z gruntu zła to przypomnę wojny krzyżowe. Nie tylko te przeciwko Arabom ale też te przeciwko Prusom czy Jaćwingom, chrystianizację obu Ameryk i inne takie zachowania białych chrześcijan.

  • student_zebrak

    Oceniono 13 razy 9

    Pozbawic obywatelstwa i odeslac na Bliski Wschod. To niewielka cena za spokoj spoleczenstwa.

  • trollputina

    Oceniono 11 razy 7

    Ja się dziwię ,że właśnie tacy nie popełniają samobójstwa w areszcie czy więzieniu...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX