Pani detektyw podczas pracy

Pani detektyw podczas pracy (fot.mat. prasowe Kobiecego Biura Detektywistycznego Femina)

wywiad gazeta.pl

Tropicielka zdrad: Stolica jest pod względem zepsucia wyjątkowa. Podobnie jak Trójmiasto

W dużym mieście łatwiej się ukryć, w małym ludzie lepiej się znają i zdrada szybko wychodzi na jaw. Jeśli sąsiad spotyka się z sąsiadką, która mieszka pięć domów dalej, błyskawicznie rodzą się plotki - opowiada Monika Matyszczak, właścicielka Kobiecego Biura Detektywistycznego "Femina".

Niełatwo panią złapać na dłuższą rozmowę. Przekładałyśmy nasze spotkanie kilka razy.

Bo na przykład musiałam nagle pojechać w nocy nad morze. Gdy pani do mnie dzwoniła, byłam akurat w środku akcji. Obserwowałam zakochaną parę, musiałam wiedzieć, gdzie pójdą, żeby zrobić im zdjęcia. Ale niech panią pocieszy fakt, że pani czekała na rozmowę ze mną kilkanaście dni, a ja pół roku czekałam na to, by mąż mojej klientki wreszcie gdzieś pojechał z kochanką. Bo przez długi czas spotykał się z nią w jej mieszkaniu w Warszawie, a tam nie mogliśmy wejść.

Niewierny mąż wyjechał nad morze, a pani za nim?

Tak, z detektywem z mojego biura. Zawsze działamy w dwójkach, najczęściej mieszanych. Nigdy w pojedynkę, co, jak się pani domyśla, wynika głównie ze względów bezpieczeństwa. Poza tym jako para, którą udawaliśmy, mniej się rzucaliśmy w oczy.

Moja klientka podejrzewała męża o zdradę od paru lat. Mało tego, wiedziała nawet, z kim jest zdradzana. Nie miała jednak na to twardych dowodów. Gdy prosiła męża, żeby się przyznał, ten śmiał się jej w twarz. "Udowodnij mi" - mówił. Zrobiliśmy mu piękne fotki, jak spaceruje w czułych objęciach z kochanką. Zamieszkali w tym samym hotelu.

Nad morzem spędziliśmy trzy dni. To wystarczyło, by sporządzić dokładne sprawozdanie, do którego dołączyliśmy zdjęcia.


Detektywi często zbierają dowody w terenie (mat. prasowe Kobiecego Biura Detektywistycznego Femina)

Jak zareagowała żona?

Poczuła ulgę. "Jednak nie zwariowałam, nie wymyśliłam sobie tego" - skomentowała. Złożyła już pozew. Dla nas sprawa jest więc zamknięta, możemy się zająć tropieniem kolejnych niewiernych partnerów. Proszę mi wierzyć, w moim biurze ciągle coś się dzieje.

Tyle jest zdrad?

Zdrady stanowią 99 procent przypadków, z którymi przychodzą do nas klienci.

Gdy zaczynałam pracę w branży, detektywami byli sami mężczyźni. Zwykle emerytowani policjanci. Ich podejście do zrozpaczonych pań, które w przeważającej większości przychodziły wtedy do biura po pomoc, było inne niż detektywek. Traktowali sprawę na zimno. A kobieta, która podejrzewa, że jest zdradzana, często potrzebuje się wyżalić, wypłakać. Oczekuje wsparcia, jak od przyjaciółki. Dlatego postanowiłam założyć własne biuro.

Wszystkie panie rozpaczają?

Różnie. Niektóre są roztrzęsione, bo zdrada wyszła na jaw dosłownie przed chwilą, parę dni wcześniej. Inne są spokojne, przeszły już najgorsze, przełknęły gorycz porażki i teraz kalkulują, jakie dowody zebrać, by ugrać jak najwięcej w sądzie. Czasem kobieta jest gotowa wydać na detektywa ostatnie pieniądze, żeby tylko mieć kompromitujące partnera zdjęcie i wiedzieć, na czym stoi.

Niezwykle rzadko ktoś chce, byśmy zdobyli dowody na niewierność męża czy żony, bo sam ma coś na sumieniu. Nie wchodzimy w takie sprawy, podobnie jak w testowanie wierności. Zawsze powtarzam: "Nie wiem, co by się musiało dziać, żeby mężczyzna w barze nie podjął rozmowy z atrakcyjną kobietą, która do niego podejdzie. Albo nie dał jej do siebie numeru telefonu". Po prostu.

Po tylu latach pracy jestem w stanie złe intencje wyczuć od razu, pomyliłam się może raz czy dwa. Taka nieuczciwa osoba trafia się zresztą raz na pół roku, podobnie jak chorobliwie zazdrosny partner. Też go wyczuwam i sprawy nie biorę. W większości przypadków, gdy ktoś się do mnie zgłasza, to wie już, że dzieje się coś niedobrego. Często wie też, z kim partner czy partnerka dopuszcza się zdrady.


W pracy detektywa ważna jest intuicja (mat. prasowe Kobiecego Biura Detektywistycznego Femina)

Przychodzi do pani więcej kobiet niż mężczyzn?

W tej chwili już nie. Gdy otwierałam biuro, były praktycznie same panie. Dziś jest pół na pół. Mężczyźni przestali się tak bardzo wstydzić, że są zdradzani, i idą po pomoc do detektywa. Są śmielsi. Niektórzy bywają mocno roztrzęsieni. Bo w życiu by nie uwierzyli, że żona może ich zdradzać, ale nagle dzieje się coś, co sprawia, że zaczynają mieć poważne podejrzenia. Potrzebują się wyżalić, a detektyw musi być jak psycholog. Zazwyczaj jednak mężczyźni podchodzą do zdrad konkretnie i zadaniowo. "Zdradza mnie? Trudno. To biorę rozwód, dziękuję". Jeśli mają dowód, to przy podziale majątku w sądzie mogą negocjować.

Chodzi o orzeczenie winy?

Nie, raczej o lepsze warunki. Dajmy na to kochanek żony też jest żonaty, więc zdradzany mąż używa zdjęć do negocjacji. "Jak zgodzisz się na mniejsze pieniądze, to nie powiem nic żonie twojego kochasia" - mówi swojej żonie.

Zdradzane kobiety potrafią się zachować dokładnie tak samo. "Jak mi dasz większą część majątku, to nie powiem nic mężowi twojej kochanki" - grożą.

Kto jest bardziej mściwy? Mężczyźni czy kobiety?

To w ogóle nie jest kwestia mściwości. Raczej tego, żeby się zabezpieczyć na przyszłość, co jest ważniejsze w przypadku kobiet. Jeśli przez wiele lat nie pracowała, zajmowała się domem i dziećmi, to odpowiedni podział majątku jest dla niej być albo nie być. Bo po przerwie i w dodatku w dojrzałym wieku trudno jest jej znaleźć pracę. I zależy jej, by zadbać o dzieci. 

Chęć zemsty targa ludźmi na początku. "Dorwać kochankę, pokazać jej, że nie jest bezkarna" - słyszę. "Nic to pani nie da. Skupmy się lepiej na tym, jak zabezpieczyć panią i dzieci finansowo. A potem zacząć żyć od nowa" - tłumaczę. Przykre, ktoś może powie, że wyrachowane. Ale tak wygląda życie.

Materiały zebrane przez detektywa wystarczą jako dowód w sądzie?

Dobra dokumentacja, złożona z wyraźnych, niepozostawiających wątpliwości zdjęć oraz sprawozdania z opisem dokładnych okoliczności są najczęściej kluczowym dowodem w sprawie rozwodowej. Ani razu nie zdarzyło mi się, by zostały podważone. Nawet jak - czego byłam świadkiem parę razy - przyłapana na romansie osoba przekonywała sąd, iż wiedziała, że jest obserwowana. "Całowałam się, żeby zrobić na złość" - padło na przykład w sądzie. Jednak sędziowie na takie tłumaczenia nie idą.


Podstawowym wyposażeniem pani detektyw jest aparat fotograficzny z dużym obiektywem (mat. prasowe Kobiecego Biura Detektywistycznego Femina)

Ile małżeństw pani rozwiodła?

Rocznie mamy około 120-130 spraw, z których blisko setka kończy się rozwodami. Proszę to pomnożyć przez 13 lat mojej pracy i ma pani ponad tysiąc. Lekko licząc.

To się przekłada też na pani doświadczenie.

Niedawno pewien mężczyzna zasugerował mi dwóch panów, z którymi może się spotykać jego żona. A ja od razu postawiłam na tego, którego on wykluczył, bo jest przyjacielem domu. Klasyka gatunku.

Czuje pani satysfakcję, kiedy uda się udowodnić zdradę?

Nie przeczę. Kocham moją pracę i angażuję się w nią z całych sił.

Każda zdrada w końcu wyjdzie na jaw?

Prędzej czy później ktoś znajduje w telefonie partnera pikantnego SMS-a czy zdjęcie. Albo nie wyłączy komputera i nagle przychodzi mail od kochanka czy kochanki... Są też przypadki, że szanowny małżonek przez pomyłkę wyśle SMS-a do żony zamiast do kochanki.

"Ciągle wspominam nasze ostatnie spotkanie, kiedy się znowu zobaczymy"?

Na przykład. Rzadziej zdarza się, że ktoś "uprzejmy" anonimowo wyśle wiadomość do małżonki: "Już nie mogę patrzeć, jak mąż panią zdradza, niech pani coś z tym zrobi".

Żadnej finezji czy wyrafinowania w tym nie ma. Od lat niewierni partnerzy wpadają w podobny sposób. Zmieniły się tylko technikalia - bo dziś masowo korzystamy z telefonów komórkowych, różnych aplikacji, na przykład Messengera.

A w co są wyposażeni detektywi?

Obecnie w moim biurze pracuje sześć osób. Każda ma licencję detektywa, którą otrzymała przed 2014 rokiem, zdając egzamin m.in. z prawa cywilnego, karnego, a przede wszystkim zagadnień związanych z Ustawą o usługach detektywistycznych [w 2014 roku weszła tzw. deregulacja zawodu, teraz wystarczy kurs i otrzymuje się licencję detektywa - przyp. red.]. Od lat jesteśmy wierni lustrzankom, wyposażonym w obiektywy o różnej długości. Pozwalają nam one robić zdjęcia z kilkuset metrów. Kiedy jesteśmy na przykład w małej restauracji, gdzie trudno jest wymierzyć w kogoś długą lufą, korzystamy z aparatów w telefonach komórkowych. Choć moi ludzie są tak wyszkoleni, że potrafią zrobić zdjęcie w lokalu także lustrzanką. A obserwowany delikwent nawet nie zauważy.


Dobry detektyw zrobi zdjęcie w każdej sytuacji (mat. prasowe Kobiecego Biura Detektywistycznego Femina)

Nie korzystamy z GPS-ów czy urządzeń podsłuchujących. Nie pozwala na to prawo. Owszem, sprzedajemy taki sprzęt, ale nie wnikamy, co dalej robi z nim klient. To już jego sprawa. Nie bawimy się też w szperanie w cudzych samochodach czy przeszukiwanie koszy na śmieci. I nie używamy dronów, jak niektóre biura. Po co nam zdjęcie dwóch zaparkowanych obok siebie samochodów kochanków? Jaki to dowód? To jedynie poszlaki. Nie widać nic czarno na białym.

Prowadziłam niedawno sprawę, w której podejrzewany o niewierność mąż sporo jeździł po lasach. Owszem, parkował w zalesionym terenie, a w pobliżu zostawiała auto kobieta, z którą wszedł w bliższą relację. Potem znikali w jednym samochodzie, ale nic nie było widać. Takie sprawy mnie denerwują. Wiem, co się dzieje, ale nie mogę nic udowodnić.

Wtedy się w pani włącza upór, żeby szukać dowodów do skutku?

Tak, ale tu w grę wchodzą jeszcze możliwości finansowe klienta bądź klientki.

Zdobycie twardych dowodów na zdradę to spory wydatek?

Jeśli w grę wchodzą działania w Warszawie lub w jej bliskich okolicach, trzeba liczyć się z kosztami około 3,5 -5 tysięcy złotych. Wyjazd na przykład nad morze podnosi tę kwotę o kolejnych kilka tysięcy. Prowadziliśmy też działania za granicą, ale wtedy to wydatek około 20-30 tysięcy, zależnie od czasu, jaki musimy tam spędzić.

Niedawno żona naszego klienta pojechała z Warszawy do Hiszpanii, kochanek doleciał do niej. Kompletnie się nie spodziewała, gdy zaczęliśmy jej robić zdjęcia na plaży. Akurat w tej sytuacji zależało nam, by pani zdała sobie sprawę, że została nakryta.

Gdyby miała pani powiedzieć, jaka jest "geografia zdrady".

Stolica jest pod względem zepsucia wyjątkowa. Podobnie jak Trójmiasto, gdzie według statystyk jest zresztą najwięcej rozwodów w Polsce.

Z czego to wynika?

Wyścig szczurów, duże pieniądze. Ludzie całe dnie spędzają w pracy, więc najczęściej mamy do czynienia z biurowymi romansami. Standard. Zdradzają pracownicy korporacji i osoby zawodowo niezależne, które prowadzą własne firmy. Zwykle w średnim wieku, 40 lat i więcej. Często kupują kochankom drogie prezenty, bieliznę czy biżuterię, które bywa, że przechwyci żona. Ale to dowód pośredni, bo pan utrzymuje, że ów drobiazg miał być właśnie dla niej. Zdarza nam się dokumentować na zdjęciach, że mężczyzna idzie z kochanką na zakupy i obdarowuje ją nowymi ciuchami.


Dobrze zebrany materiał detektywistyczny jest dowodem w sprawie rozwodowej (fot. Marcin Onufryjuk/ Agencja Gazeta)

Samochodem też?

Zdarzyło mi się raz, że niewierny mąż poszedł z kochanką do salonu Range Rovera i przymierzali się do auta. Ale na razie go jej nie kupił.

W mniejszych miejscowościach ludzie rzadziej się zdradzają?

W dużym mieście łatwiej się ukryć, w małym ludzie lepiej się znają i zdrada szybko wychodzi na jaw. Jeśli sąsiad spotyka się z sąsiadką, która mieszka pięć domów dalej, błyskawicznie rodzą się plotki, nie potrzeba detektywa. Zwłaszcza że nie każdego na niego stać.

Ale w mniejszych podwarszawskich miejscowościach czasem działamy, a jakże! Przede wszystkim tam, gdzie mieszkają osoby zamożne. Nie zmienia to wniosku z moich wieloletnich obserwacji, że stolicą zepsucia jest Warszawa.

A czy dokładają wam pracy aplikacje randkowe?

Właśnie nie. Za ich pośrednictwem szukają przygód ludzie około dwudziestki, którzy z usług detektywów nie korzystają. Nasi klienci są znacznie dojrzalsi, nawiązują kontakty głównie przez czaty. Odświeżają znajomości z dawnymi miłościami, piszą do koleżanek czy kolegów z pracy. Czasami szukają szybkiej przygody na portalach erotycznych.

Bywa zabawnie?

Nigdy. Grzebanie w cudzych życiorysach czy patrzenie na czyjąś rozpacz nigdy mnie nie bawiło. Raczej jestem zasmucona, czasem nawet bardzo. Na przykład gdy przychodzi kobieta, która jest ciężko chora, a partner ją oszukuje. Niedawno była u nas pani po kolejnej chemioterapii. Nie dość, że - jak się szybko okazało - mąż ją zdradza, to jeszcze ją bije i znęca się nad nią psychicznie. Otoczyliśmy ją opieką psychologiczną, zabraliśmy na obdukcję i na policję.

14.12.2013 Szczecin . Zdjecia do reportazu  Szczecin Noca  z oddzialem prewencji policji w Szczecinie .Fot. Lukasz Wegrzyn / Agencja Gazeta
Bywa, że detektywi namawiają klientkę, by zgłosiła się na policję (fot. Łukasz Węgrzyn / Agencja Gazeta)

Jednak jeszcze bardziej wstrząsnęła mną sprawa sprzed lat. Popłakałam się i przez tydzień nie mogłam dojść do siebie, gdy nasz klient po udowodnieniu zdrady żonie popełnił samobójstwo.

Zatrudnia pani osoby, które same przeżyły zdradę i mają poczucie misji?

Akurat takich osób staram się do zespołu nie brać. Podobnie jak klientów, którzy mówią: "Ja tak zgłębiłem swoją sprawę, że mógłbym zostać detektywem". Sprawdzanie własnego partnera jest zupełnie czym innym niż dokumentowanie cudzej zdrady. 

No właśnie, a pani radzi sprawdzać?

Przychodzą do nas panie, które latami nie zaglądały do telefonu partnera. A ja uważam, że od czasu do czasu trzeba jednak zajrzeć. Co też ten małżonek tak często zostaje w pracy po godzinach? Dlaczego tak bardzo pilnuje swojego telefonu? Dlaczego w związku jest mniej czułości? To powinno zaniepokoić i warto to zweryfikować.  Więc owszem - "kochaj, ale sprawdzaj".


Pani detektyw podczas obserwacji niewiernego partnera (fot.mat. prasowe Kobiecego Biura Detektywistycznego Femina)

Monika Matyszczak. W branży pracuje od 13 lat, zaczynała jako asystentka detektywa. W 2010 roku założyła Kobiece Biuro Detektywistyczne "Femina". Jest instruktorką sztuk walki, mieszka w Warszawie.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (253)
Zaloguj się
  • asperamanka

    Oceniono 53 razy 23

    „Przychodzą do nas panie, które latami nie zaglądały do telefonu partnera. A ja uważam, że od czasu do czasu trzeba jednak zajrzeć.”
    ====================

    Ja rozumiem, że pani detektyw zdaje sobie sprawę z istnienia art. 267 kk dotyczącego ochrony informacji, i tak sobie tylko mówi o zaglądaniu do tego telefonu?

    Co do zdrad i „stolicy zepsucia”, ludzie się bzykali na lewo odkąd wymyślono instytucję małżeństwa, z tym że nie zawsze i nie w każdej kulturze było to uważane za naganne - były także w kulturze europejskiej okresy, często dość pruderyjne nawet, gdy posiadanie przez męża niemal oficjalnych kochanek, sypianie ze służącymi, lub chodzenie po burdelach uznawano za rzecz całkiem normalną.

    Są oczywiście patologiczni seksoholicy i nimfomanki, ale pisanie o tym że jakieś miasto jest „zepsute” uważam za sporą przesadę.

    Z wywiadu wynika, że istotą pracy pani detektyw jest po prostu zdobycie dowodów pozwalających zdradzonemu mężowi/żonie na wyciągnięcie jak największej kasy od drugiej połowy, albo zapłacenie jak najmniejszej, a opowieści o „zepsuciu” to moralitet dla grzecznych dzieci.

    Ja zresztą znam w swoim otoczeniu trochę takich sytuacji, i w ogromnej większości przypadków rzecz sprowadzała się do tego, że żona postanawiała zostać „matką Polką” i oczekiwała utrzymania na „godnym” poziomie, bo przecież „ja w domu więcej pracuję niż ty”. Przez pierwsze kilka lat, póki dzieci były małe, to działało, a potem okazywało się, że ta osoba siedząca w domu cofała się w rozwoju, para nie miała już o czym rozmawiać, seks też był tylko na zasadzie wymuszonego rozkładania nóg i „na trupa”, no i kończyło się w przewidywalny sposób.

    W znanych mi parach, gdzie obie strony pracowały, miały partnerski układ i uczciwy podział obowiązków domowych, tych skoków w bok i zdrad było zdecydowanie mniej. Może dlatego, że tu obie strony miały potencjał do skoku w bok, więc bardziej się musiały o siebie starać.

  • e50504

    Oceniono 26 razy 16

    Małżeństwo to błogosławieństwo. Aż chce się lecieć po pierścionek po przeczytaniu tego typu artykułów :D

  • o_kulson_nac

    Oceniono 14 razy 10

    >> Więc owszem - "kochaj, ale sprawdzaj".
    Chyba nie istnieje głupsze, gorsze zdanie.
    Kochasz - masz zaufanie.
    Nie masz zaufania - pakuj manele i odjeżdżaj.
    Sprawdzanie to trucizna dla duszy.

  • public_enemy

    Oceniono 12 razy 10

    Statystyka jest bezlitosna. Dlaczego ludzie wciąż wierzą w dozgoną miłość, skoro dwie trzecie małżeństw się rozpada? Co druga żona zdradza, a dwóch na trzech mężów robi to samo?

  • viking2

    Oceniono 13 razy 9

    "...panie, które latami nie zaglądały do telefonu partnera. A ja uważam, że od czasu do czasu trzeba jednak zajrzeć..."

    Stawiam dolary przeciwko orzechom, ze ta pani nie jest w stalym zwiazku (jesli w jakimkolwiek). A jesli jest, to tylko powierzchownie. Zwiazek oparty na braku zaufania i "ufaniu ale sprawdzaniu" nie jest nic wart. To juz naprawde lepiej od razu postawic sprawe "jestem sam/sama" i isc przez zycie po swojemu, od czasu do czasu wyskakujac na miasto, zeby sie rozerwac przez "one-night stand".

    W zyciu nie zdarzylo sie, zeby moja zona - kiedys - otwierala moja korespondencje, a teraz - sprawdzala moje emaile i moja komorke. Ja jej tez nie. W pazdzierniku 38 rocznica slubu.
    Mozna? Mozna.
    Tylko trzeba wiedziec dlaczego wchodzi sie w zwiazek. Bo ja przedtem poszukalem wszystkiego, co bylo do znalezienia i zasmakowalem "wiekszosci jadlospisu", wiec po slubie juz nie musialem szukac zadnych dodatkowych wrazen. Jaki by to mialo sens? Po co byloby sie zenic? Zeby chodzic na inne? To mozna bez slubu z zadna.

  • pansloik

    Oceniono 7 razy 7

    wszystko piknie, ale dlaczego ta pani detektyw robi fotkę z podniesioną wbudowaną lampą?? i to w dzień? Raczej nie żeby doświetlić pierwszy plan na jasnym tle, bo pierwszy plan na pewno nie ma intencji być pierwszy.

  • cochinek

    Oceniono 25 razy 7

    Przychodzą do nas panie, które latami nie zaglądały do telefonu partnera. A ja uważam, że od czasu do czasu trzeba jednak zajrzeć. - Wstyd i hańba coś takiego napisać. Bezczelność coś takiego zrobić.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX