Jak zbudować relację z teściową?

Jak zbudować relację z teściową? (fot. Shutterstock.com)

wywiad gazeta.pl

"Matka swojemu synowi wybaczy wiele. Ale synowej już nie"

Można machnąć ręką, obracać w żart, można stawiać delikatnie granice, można zaangażować partnera, a gdy to wszystko nie działa, trzeba dopuścić do konfrontacji z teściową - mówi psychoterapeutka Dorota Braniewska.

Jak kreować relację z matką partnera od samego początku, by była zdrowa na przyszłość?

Przede wszystkim trzeba wyjść od zrozumienia kontekstu. Spotykają się osoby zupełnie różne, do tego postawione w sytuacji, że prawdopodobnie będą rodziną. Z partnerem, przyszłym mężem, wiąże kobietę uczucie, a to sporo ułatwia. Z przyszłą teściową - nie, więc relację trzeba zbudować.

Kiedy para się poznaje, zacieśnia się więź, ona i on opowiadają sobie swoje historie. Mężczyzna mówi, jaka jest jego matka, jaki jest ojciec, budując w swojej partnerce pewne nastawienie do swojej rodziny. A potem kobieta staje przed wzywaniem: to będą twoi teściowie, zbuduj z nimi dobrą relację. Także wtedy, gdy wie z tych opowiedzianych historii, że przyszła teściowa nie była idealną matką dla swojego syna. W każdej relacji z rodzicami dostajemy trochę dobrego i trochę złego. Jedni po latach pamiętają bardziej te złe przeżycia i o nich opowiadają, bo może po prostu było ich więcej. Inni raczej wspominają to, co było dobre, lub wyważają swoje opowieści. Złe historie trochę utrudniają kobiecie wejście do rodziny.

Zawsze jednak warto pomyśleć, że ta druga strona, teściowa, też jest w trudnej, nowej dla siebie sytuacji. Że wszyscy są zestresowani: synowa, teściowa, syn. Dlatego wykazujmy się zrozumieniem. To jest dojrzałe podejście, które może wnieść dużo dobrego.

Co tu rozumieć, gdy teściowa już na wejściu jest bardzo zdystansowana, wręcz opryskliwa?

Gdy zdarzy się sytuacja niemiła, jakiś przykry komentarz ze strony teściowej do synowej, bardzo pomaga na początku zrozumienie swoich emocji: przykrości, złości, chęci odwetu. Przyznanie: tak właśnie czuję. A potem zastanowienie się, dlaczego ona zachowała się w ten sposób. Można o tym porozmawiać z partnerem, dowiedzieć się, jakie były intencje jego matki. Jeśli jego partnerka odkryje, że dobre, a po prostu "tak wyszło", złość i chęć odwetu przeważnie opada, jest też mniej przykro. Gorzej, gdy dojdzie do wniosku, że ta intencja była zła.

(fot. Shutterstock.com)
(fot. Shutterstock.com)

Może matce partnera chodziło o to, żeby zniechęcić potencjalną synową, bo bardziej jej się podobała poprzednia kandydatka?

W tym przypadku też można postarać się ją zrozumieć. Dlaczego wolałaby tamtą kobietę? Może czuje się zagrożona? Może widzi, że jej syn teraz znacznie bardziej się zaangażował i obecna partnerka jest tą, z którą chce zostać. Poprzedniej już przy nim nie ma, zagrożenie minęło. Więc była "lepsza" niż ta, która aktualnie zagraża. Spróbujmy zrozumieć, czego boi się teściowa.

Bardzo chętnie! Gdzie to zagrożenie? Przecież mamy tu same wartości dodane: szczęście syna!

Trzeba popatrzeć szerzej. Na konkretną rodzinę, jej losy, kolejność narodzin dzieci. A może to jedyny syn albo jedyne dziecko? Jakie teściowa ma życie? Jaki jest jej związek z mężem? Jeśli ta relacja nie jest dobra, istnieje ryzyko, że więź z synem zastępuje jej słabą relację z mężem. Może nie umie pogodzić się z tym, że ważniejszą kobietą w życiu jej syna będzie synowa, a nie jak dotąd matka.

Ale przecież to jest naturalna kolej rzeczy!

Tak. I to jest praca dla teściowej: pogodzić się z tą sytuacją. Jeśli jej syn jest poważnie zaangażowany w relację z partnerką, to dobrze świadczy i o nim, i o teściowej - o tym, jak go wychowała. Jeżeli matka podchodzi do tego na zasadzie "ktoś mi zabrał syna", musi nad tym popracować w sobie.

Taka historia: dwoje ludzi się poznaje, zakochuje, planuje ślub. Zanim do niego dojdzie, okazuje się, że dziecko jest w drodze. Ślub się odbywa, ale podczas wesela teściowa szepcze, że synowa "złapała jej syna na dziecko". Te słowa docierają dopiero po kilku latach do synowej. I są dla niej jak uderzenie obuchem, bo choć może czuła delikatny opór ze strony teściowej, to jednak teściowa udawała przez lata miłą. Co zrobić?

Zaangażować swojego partnera. Synowi teściowa wybaczy wiele słów. Ale synowej już nie. Osobom "dopisanym" do rodziny nie wybacza się łatwo trudnych komentarzy. Mężczyzna powinien wspierać swoją żonę w tej sytuacji. Niech szczerze porozmawia z matką.

(fot. Shutterstock.com)
(fot. Shutterstock.com)

Co ma jej powiedzieć?

Trochę dobrych, a trochę gorzkich słów. Tu kładę nacisk na te dobre słowa - od tego trzeba zacząć. Powiedzieć: mamo, wiem, że jestem dla ciebie ważny, doceniam twoje wysiłki, doceniamy oboje. Uważam, że za dużo powiedziałaś w tym momencie, a w tym zrobiłaś coś, co było przekroczeniem granic, spowodowałaś przykrości.

A ona na to: oj, synku, co ty wiesz o życiu. Ta twoja żona to taka przewrażliwiona jest.

I tu syn powinien postawić matce granice, powiedzieć jasno: nie chcę, byś krytykowała moją żonę. Bo to wpływa negatywnie na moją relację z nią. A ja chcę, byśmy wszyscy żyli szczęśliwie w tej rodzinie. Nie chcę rozmawiać w ten sposób.

Syn powinien podkreślić, że nie pozwala na to obu stronom, że żona też nie krytykuje teściowej w rozmowie z nim. Na tym polega odpowiedzialne podejście mężczyzny.

Ale to wymaga od niego dużej wrażliwości. Jeśli żona wie, że mąż nie zrozumie tej sytuacji, nie poprosi go o pomoc. I przykleja uśmiech do twarzy na czas rodzinnych spotkań. A to ponoć tak samo stresujące jak rozmowa roczna ze złym szefem. Pracę można zmienić, a rodzinę. Przecież ta sytuacja rzutuje na małżeństwo!

I to bardzo. Trafiają do mojego gabinetu takie pary. Ja uważam, że warto męża uwrażliwiać, nie poddawać się. W spokojnej rozmowie, nie w kłótni, powiedzieć możliwie wprost: jest mi ciężko w relacji z twoją mamą. Staram się, ale odczuwam mur, słyszę uszczypliwości, jest mi z tym trudno. Mówię ci to, żebyś mnie wysłuchał i żebyś wiedział, co się we mnie dzieje, gdy mamy iść na wspólny obiad. Żebyś zrozumiał, dlaczego tak się spinam. Bo ja nie wiem, co mnie czeka, co usłyszę. I dlatego czasami nie chcę tam pójść, o co masz do mnie pretensje.

Myślę, że spokojne wytłumaczenie, dlaczego tak się dzieje, wniesie bardzo dużo do małżeństwa. Bo możliwe, że on był nieświadomy. I tu ważne jest, by mąż okazał żonie zrozumienie, przyznał, że nie widział pewnych rzeczy.

Może być jednak tak, że on tego nie widział i wciąż nie widzi.

Mężczyźni przyjmują różne postawy w takich sytuacjach. Bywa, że on uzna, że żona robi z igły widły. Ale nawet jeśli początkowo zignoruje problem, to słowa żony w nim zostaną. Pomyśli o tym, coś zacznie się u niego dziać. Może przy następnej rozmowie już będzie inaczej. Rozmowa wyjaśniająca zawsze jest czymś dobrym. Nawet jeśli nie przyniesie skutku od razu, to zapoczątkuje pracę mentalną u obu stron.

Ale jeśli podejście mężczyzny jest dojrzałe, bardzo możliwe, że on porozmawia z matką, nawet bez wiedzy żony. I powie: mamo, nie wiedziałem, ale już wiem. Powiedz mi: dlaczego? Ale tu podkreślę znów - powinien zacząć tę rozmowę od powiedzenia czegoś dobrego. Może tak być, że matka zareaguje słowami: nie przesadzaj, bo nie ma problemu. Nie szkodzi, bo później coś zacznie w jej głowie kiełkować, będzie o tym myślała.

(fot. Shutterstock.com)
(fot. Shutterstock.com)

Czasem teściowa chce dobrze, chce przekazać swoją wiedzę, pomóc, wesprzeć. Ale zachowuje się jak słoń w składzie porcelany. Tu przykładem są troska i rady, jakich potrafi udzielać teściowa w temacie starań o dziecko.

To jest szczególnie trudne, gdy para ma problem z zajściem w ciążę i ten temat jest bolesny. Synowa jest urażona, bo może czuć, że zawodzi. Teściowie są z tego pokolenia, w którym mniej było problemów z zajściem w ciążę, i nie rozumieją, że to wrażliwy temat.

Teściowa - potencjalna babcia - ma prawo podpytywać czy nie?

Teściowa może podpytać delikatnie, na stronie. Pamiętajmy, że zazwyczaj osoby dopytujące pary o dzieci naprawdę nie mają nic złego na myśli. Warto powiedzieć szczerze: to trudny temat, nie chcę o tym mówić. Wtedy te osoby zwykle są zaskoczone. I albo szanują postawę drugiej strony, albo drążą dalej. Można oczywiście zrobić dobrą minę do złej gry, nie robić z tego większej sprawy. Ale na pewno małżonkowie powinni o tym między sobą porozmawiać. Powiedzieć sobie: zrobiło mi się przykro. Kobiety znoszą tę sytuację znacznie gorzej. Ale mężczyźni też przeżywają na swój sposób.

Co robić, gdy rozmowa syn-matka nie odniesie skutku? Gdy teściowa okopie się na pozycji "całe zło to ona, taki był dobry, a potem ją poznał i się zmienił"?

Można machnąć ręką, obracać w żart, można stawiać delikatnie granice, można zaangażować partnera, a gdy to wszystko nie działa, trzeba dopuścić do konfrontacji z teściową.

Jak to mądrze zrobić?

Na pewno w cztery oczy. Tak będzie najlepiej zacząć. I nie od kłótni, ale od spokojnej, konstruktywnej rozmowy, do której trzeba się dobrze przygotować. Załóżmy, że chce się powiedzieć teściowej o jakiejś konkretnej sytuacji, o jakimś żalu, jaki kobieta żywi. Znowu zachęcam, by zacząć od tego, co pozytywne, a potem powiedzieć, co jest nie tak.

A jeśli nie potrafimy znaleźć niczego pozytywnego?

Zawsze można jej podziękować za to, że dobrze wychowała syna, który stał się naszym mężem. Możemy docenić jej trud. Powiedzieć: wiem, że nie było ci łatwo. Dać jej zrozumienie. A potem dopiero przejść do tego, co jest trudne. Na przykład: jest mi trudno, gdy pytasz, kiedy dam ci wnuki, bo to drażliwy dla mnie temat. Jest mi ciężko, gdy mówisz mi, jak mam żyć, co robię według ciebie nie tak. Nie chcę mieć dzieci, przynajmniej nie teraz. Ja szanuję ciebie, ty uszanuj mnie.

Branie pod włos!

Raczej konstruktywna komunikacja, która pomaga zrozumieć ludziom siebie nawzajem, dzięki czemu możliwa jest nawet radykalna odmiana relacji między nimi.

(fot. Shutterstock.com)
(fot. Shutterstock.com)

Oczywiście są sytuacje, że przy naszych dobrych intencjach i dobrych umiejętnościach komunikacji spotykamy się z murem. A głową się muru nie przebije. I tu dochodzimy do ostatecznego rozwiązania: trzeba się odciąć.

W którym momencie odpuścić?

Wtedy, gdy inne sposoby nie zadziałały. Jak z uciążliwym sąsiadem - stosujmy drabinkę metod. Jeśli pójdziemy do niego grzecznie porozmawiać, poprosić i to nic nie da, możemy wrócić już z trochę bardziej stanowczym komunikatem: jeżeli pan nie zmieni zwyczaju słuchania wieczorami głośno muzyki, będę zmuszona wezwać policję. Zapowiedzieć to. Znów nic? Wówczas wzywamy pomoc z zewnątrz. Ale istotne są te poprzednie szczeble. Jeśli zaczniemy od grzecznej prośby, możliwe, że kolejne etapy nie będą potrzebne. Wezwanie policji już na początku prawdopodobnie poskutkuje tym, że będziemy mieli wyeskalowany konflikt. Ten przykład pokazuje, kiedy odpuścić z teściową. Machnięcie ręką, delikatne stawianie granic, zaangażowanie męża, dobra i spokojna rozmowa - skoro to wszystko nie działa, prawdopodobnie mamy do czynienia z osobą o bardzo trudnym charakterze i wiele nie zdziałamy. Wówczas zostaje ostateczność - zerwanie kontaktów.

Na zawsze?

Niekoniecznie. Zerwanie kontaktów na jakiś czas może wywołać dobrą reakcję. Teściowa zacznie zastanawiać się, co się stało, co ja zrobiłam? I o to chodzi, by nią potrząsnąć. Jeśli nie jest bardzo zawzięta, będzie robiła delikatne podchody, będzie dawała pewne sygnały. Na przykład przekaże przez kogoś prezent. To znaczy, że zaczyna się zmieniać. Doświadczyła już życia z synową i życia bez synowej. Zobaczyła, że to życie bez wcale nie jest takie dobre. Zaczyna ją przepraszać, choć nie wprost. To dobrze rokujący moment.

Jak go wykorzystać?

W tym momencie można wrócić do poprzedniego szczebla - do otwartej rozmowy. Choć ten ruch wymaga wysiłku. Nie wszyscy mają siłę, by to zrobić. Ale jeśli ma się dobrą intencję, to warto. Trzeba wyjaśnić, co było kluczowym momentem, skąd to zerwanie stosunków. Bywa, że jeśli już o czymś rozmawialiśmy, chwilowe zerwanie kontaktów sprawi, że komunikat wreszcie dotrze. Warto go powtórzyć.


Dorota Braniewska.
 Psycholog i certyfikowany psychoterapeuta poznawczo-behawioralny. Doświadczenie zawodowe zdobywała od 2004 roku, pracując w Poradni Zdrowia Psychicznego i Poradni Psychologicznej w Specjalistycznej Przychodni Lekarskiej przy ul. Nowowiejskiej w Warszawie, w Wojskowej Pracowni Psychologicznej, w Instytucie Psychiatrii i Neurologii oraz podczas prywatnej praktyki psychoterapeutycznej.

Specjalizuje się w psychoterapii osób dorosłych oraz par i małżeństw. Prowadzi
psychoterapię zaburzeń nerwicowych, lękowych, w szczególności z atakami paniki, zaburzeń depresyjnych, psychosomatycznych, trudności w relacjach rodzinnych i społecznych.

Gosia Tchorzewska. Absolwentka kulturoznawstwa i dziennikarstwa, studentka w UX Design Institute. Pracowała w Radiu Kampus, promowała artystów w ZAiKS-ie, była sekretarzem redakcji Foch.pl i mistrzem contentu wideo w Onet.pl. Dziś skupia się zawodowo na tym, co jej sprawia najwięcej satysfakcji i przyjemności: na wywiadach i rysowaniu na papierze lub tablecie. Rysuje też na żywo na konferencjach. W internecie jako @GoTek Rysuje i @Hania w Kropce.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (21)
Zaloguj się
  • dyskootantka

    Oceniono 10 razy 8

    Myślę, że w tych relacjach najważniejsza bywa szczerość. Miałam teściową (teraz już nie żyje) z pokolenia, które uważało, że człowiek rodzicom do końca życia winien jest posłuszeństwo. Obrażała się na swojego syna (mojego męża) i synową (mnie) za każdym razem, kiedy coś nam doradzała, a my robiliśmy nie według jej rad, tylko po swojemu. Podobnie było z pozostałymi jej dziećmi i ich rodzinami. Jak się obraziła, to co najmniej przez miesiąc się nie odzywała. Doszło do tego, że jak zbliżała się jakaś uroczystość rodzinna, to zaczynaliśmy się zastanawiać, z kim ona aktualnie rozmawia, a z kim nie, żeby przy stole poobrażanych na siebie nie posadzić. Mnie to po jakimś czasie zmęczyło i przy najbliższej takiej okazji powiedziałam jej, że może niech się nie odzywa jak nie chce, ale może wysłuchać, co mam jej do powiedzenia. Bo ogłasza się za bardzo wierzącą, a nie wie, że na naukach przedmałżeńskich w kościele ksiądz informuje przyszłych małżonków, że co do swojej rodziny - głównie rodziców, są od chwili ślubu zobowiązani do szacunku, ale do posłuszeństwa już nie. Tylko na takie nauki chodzą narzeczeni a teściowie już nie. I stąd powstaje problem. Bo nawet według kościoła interes założonej rodziny ma być ważniejszy od tej, z której się wyszło.
    Teściowa wysłuchała z marsową miną i nic. Ale wieczorem była w kościele i chyba tam się jednak dowiadywała, bo od następnego dnia do mnie rozmawiała, jakby się nic nie stało. I nigdy już się o taką sytuację nie obrażała. Natomiast co śmieszne, do swojego syna zaczęła się odzywać po miesiącu. A ja generalnie dobrze ją wspominam, więcej dobrego od niej zaznałam, niż od własnej matki. To były inne czasy. Nie da się porównać.

  • mayta

    Oceniono 8 razy 4

    Teściowa powinna: dać mieszkanie, wyposażenie, umeblowanie. No, samochód na start - to już teściu raczej. Starym i tak te pieniądze niepotrzebne. Co niedziela ugotować obiad dla całej gromadki to niemal jej obowiązek, i jednocześnie to przecież dla niej największa, ogromna radość. A cóż mogłoby być dla niej ciekawszego w tym wieku, niż troska o to, czy rodzince aby smakuje? Oczywiście - to chyba jasne - być na telefon na każde zawołanie: kto odbierze awaryjnie Brajanka z przedszkola, kto Dżesiczkę zaprowadzi do lekarza, jak nie ona. I przy tym wszystkim: teściowa ma się absolutnie, bezapelacyjnie i jednoznacznie ZAMKNĄĆ. Wykonywać swoją posługę w idealnej ciszy i skupieniu na zadaniu. Dozwolone jedynie podpytywanie, czy aby synowa czegoś by jeszcze nie zjadła. Przed końcem roku rokrocznie teściowie mają wyciągnąć za uszy wnuka z kilku dwój ale uwaga - za żadne skarby nie wolno im wcześniej tym dwójom zapobiec, np. zawczasu doradzając ograniczenia w użyciu komputera przez Brajanka i telewizji przez jego mamusię. (utrudnienie dla hejterów: nie, nie jestem teściową).

  • aksonometria

    Oceniono 5 razy 3

    Moja teściowa od początku wyszła z założenia, że jestem z jej synem tylko dla pieniędzy i na pewno spróbuję zawłaszczyć mieszkanie które ona mu dała (ciemna rudera 38m2). Poza tym przy każdym spotkaniu, przez 7 lat związku, podkreślała jak to jej syn się marnuje w swojej pracy, przecież ona tyle w niego zainwestowała i miał mieć taką karierę a się marnuje w korporacji (pracę miał dzięki temu, że go zmusiłam do aplikacji i ją lubił), mieszkając w tym samym mieście max 10 razy się widziałyśmy, w tym po zaręczynach jeden jedyny raz zaprosiła mnie do siebie by zrobić wywiad - mój wkrótce-były-mąż zaś regularnie do niej jeździł bo zawsze czegoś potrzebowała i wykorzystywała to, że przecież ona dała mu mieszkanie, także był na obiadki zapraszany - ja nie i niestety nie widział w tym nic złego. Moje małżeństwo się rozpadło i spory wpływ na postawę mojego męża miała niestety jego matka - po tym jak się wyprowadziłam, kupiłam własne mieszkanie, zmieniłam pracę, nic od niego nie chcę poza rozwodem, to on potrafi mi robić sms'owe (sic!) awantury o to, że chcę go oskubać ze wszystkich pieniędzy? Nigdy w życiu mi nie zależało na jego pieniądzach, miałam i mam własne i przez cały okres trwania małżeństwa zarabiałam odrobinkę więcej niż on.

  • usera

    Oceniono 3 razy 3

    Bez względu na to, co wydarzyło się dawniej, teraźniejszość jest określona przez znaczenie, jakie tej sprawie nadamy.

  • Oceniono 2 razy 2

    Znam doskonale ten temat, nie całe czytałem ale miałem ciężko ze swoją rodziną. Myśleli że mnie sobie podporządkują do siebie i żonę. Próbowali mnie zgorszyć z każdej strony a żonę mieć jako koleżankę do towarzystwa poniżając mnie przy niej. Żona to przejrzała, postawiliśmy jasne granice ale nie po skutkowało. Skończyło się na ograniczeniu kontaktu. Wszyscy się po obrażali. Na początku było to trudne jak jest taka sytuacja ale z biegiem czasu nie robi to dla mnie już problemu, wybrałem jakie życie jest szczęśliwsze, niestety ale bez mojej rodziny. Jestem DDA i z dysfunkcyjnej rodziny, ułożyłem życie na nowo i pewien rozdział w życiu trzeba było zakończyć.

  • normalny1977

    Oceniono 6 razy 2

    Teściowa jest po prostu wredna, bo jakaś panna zabrała jej syna. Tyle. Pojawiają się wnuki odpuszcza. Bo wtedy nic nie ma do gadania. W ogóle jak się pojawiają wnuki, teściowie się zmieniają, bo dopiero wtedy ich dzieci wydają się im dorosłe. Wcześniej uważają, że to ich dzieci są takie niedojrzałe.

  • lumita

    Oceniono 1 raz 1

    Jak zwykle, przelewanie odpowiedzialnosci na mezczyzne, bo nie umie okreslic granic, czy stworzyc rownowagi w swoich relacjach z matka i zona. A chodzi o to, ze matki maja zbyt duza wladze nad dziecmi, zbyt sie je uswieca (ta slynna bezwarunkowa milosc - a w rzeczywistosci nie maj bardziej skorumpowanej milosci od matczynej). Dwie dorosle kobiety powinny sie same dogadac, nie skladac wszystkiego na barki meza, ktory przeszedl przez matczyny mlynek i znajduje sie w bardzo skomplikowanej sytuacji. No ale taki jest trend - mezczyzna jest wszystkiemu winny i od niego zalezy rozwiazanie konfliktow. Jest meksykanskie przyslowie: z rodzina jak ze sloncem, im dalej tym lepiej. I to prawda, tesciowe powinny czuc sie wdzieczne ze jej syn jeszcze ma dla niej miejsce w swoim zyciu i sie do niego przystosowac, a nie inaczej. Presja spoleczna jest jednak po stronie tesciowej, bo ona tak sie poswiecila na wychowanie syna, wiec wszystko moze, i tak do konca swego zycia.

  • harystoh

    Oceniono 4 razy 0

    tesciowa chce byc najczesniej szefowa a to nie pracuje. Najlepiej jak zona stanie po stronie meza (wynika to z milosci) jezeli tego uczucia nie bylo a tylko wyszla za maz bo musiala to staje po stronie swojej matki i wspolnie z nia d..e mezowi obrabia, co predzej czy pozniej konczy sie dla niej kleska poniewaz maz ja zostawi bo wytrzymac nie moze. Przekona sie o tym jak jest za pozno. Dla tesciowej najlepszy rower bez pedalow i z gory tego wszystkim idiotkom ktore nos wsadzaja w garnki mlodych z calego serca zycze.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX