Jeden w wypadków na przejściu dla pieszych, Warszawa

Jeden w wypadków na przejściu dla pieszych, Warszawa (fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta)

wywiad gazeta.pl

''Mijamy granicę Polski, otwierają się wrota piekieł. Puszczają wszelkie zahamowania''

Za granicą nie widziałem też żadnej agresji drogowej. Także u polskich kierowców - mówi podinspektor Radosław Kobryś, policjant z 22-letnim stażem.

Jeździmy dziś bardziej agresywnie niż kiedyś?

Nie mamy twardych danych, które wskazywałyby, że zachowań agresywnych na drogach jest teraz więcej niż przed laty. Poza tym dla jednego agresją jest dynamiczny manewr zmiany pasa ruchu, dla drugiego sytuacja, w której ktoś wysiada z auta, żeby uderzyć innego uczestnika ruchu. Na pewno jednak o tym zjawisku mówi się więcej niż kiedyś. Na policyjne skrzynki mailowe w ramach akcji "Stop agresji drogowej", których adresy można znaleźć na stronach internetowych komend wojewódzkich [wystarczy wpisać w wyszukiwarce strony frazę "stop agresji drogowej", która odeśle nas do adresu mailowego - przyp. red.], w ciągu roku trafia około 20-30 tysięcy zgłoszeń.

Kiedy je zakładaliśmy, chcieliśmy zbierać informacje o agresywnej jeździe. Z czasem jednak zaczęły do nas spływać także inne sygnały - od wiadomości o złym parkowaniu po zgłoszenia naruszenia nietykalności cielesnej. Owszem, na nie też musimy reagować, ale główną rolą skrzynek jest piętnowanie agresywnej jazdy - wyprzedzania po poboczach, jeżdżenia chodnikami, nieustąpienie pierwszeństwa, szczególnie pieszym na przejściu, omijanie samochodu, który zatrzymał się przed zebrą, żeby przepuścić przechodniów, jazda na czerwonym świetle, kluczenie po ścieżce dla rowerów. Na tym zależy nam najbardziej.

Jak powinno wyglądać prawidłowe zgłoszenie przesłane mailem w ramach akcji "Stop agresji drogowej"?

Może to być zdjęcie, ale lepsze jest nagranie. Dobrze, żeby była do niego dołączona informacja o dacie i miejscu zdarzenia. A także kontakt do nadawcy.

Każdy nadesłany film jest traktowany jako zawiadomienie o wykroczeniu, po którym policjant wszczyna postępowanie. I na mocy zmienionych w zeszłym roku przepisów może wystawić mandat na podstawie nadesłanego nagrania lub skierować sprawę do sądu.

Proszę powiedzieć, jak wygląda to w praktyce.

Na filmie są numery rejestracyjne samochodu, więc ustalamy dane agresywnego kierowcy. I wzywamy go na komendę. Bywa, że po paru miesiącach od zdarzenia, więc zazwyczaj taki delikwent jest nieźle zdziwiony. "Jak to? W pobliżu nie było radiowozu, a moje zachowanie się nagrało i teraz dostanę mandat albo nawet stracę prawo jazdy?" - nie dowierza.

15.08.2019 Tatry , Wierch Poroniec . Policja zawraca auta jadace w kierunu Morskiego Oka a nawet Slowacji . Dzisiejsza ilosc turystow sprawila ze na przepelnionych parkingach szybko zabraklo miejsc wiec kierowcy ustawili auta po obu stronach drogi .  Fot. Marek Podmokly / Agencja Gazeta
Policja zawraca auta jadące w kierunku Morskiego Oka (fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta)

Ile zgłoszeń kończy się sprawą w sądzie?

Z moich obserwacji wynika, że dzieje się tak w przypadku jednej czwartej wszystkich zgłoszeń. Dlatego w niektórych przypadkach docieramy do nadawcy wiadomości i czasem musimy go przesłuchać na potrzeby procesu. Agresywny kierowca, jeśli spowodował poważne zagrożenie w ruchu drogowym, na przykład wyprzedzając na przejściu z pieszymi, może zapłacić do pięciu tysięcy grzywny albo nawet stracić prawo jazdy. Ostatnio sądy są bardziej przychylne, żeby orzekać zatrzymanie prawa jazdy. Kodeks daje też sądowi możliwość orzeczenia aresztu, ale to raczej się nie zdarza.

A zdarzają się pouczenia?

Oczywiście. Każde zgłoszenie musi być przez nas podjęte, ale gdy wykroczenie jest błahe, na pouczeniu się kończy. Na przykład w przypadku parkowania na zakazie postoju. Na podstawie zdjęcia nie wiemy, ile naprawdę samochód tam stał. Policjant może też wziąć pod uwagę stosunek sprawcy do popełnionego czynu. Nawet jeśli kierowca udaje skruchę, jeśli jest dobrym aktorem, to może być okoliczność łagodząca.

Przyzna pan jednak, że złe parkowanie jest bardzo uciążliwe.

Ale to nie jest wykroczenie zagrażające bezpieczeństwu, jak chociażby to sprzed paru dni, kiedy kierowca volvo wykorzystał pas zieleni, żeby wyprzedzać inne auta na autostradzie. I to przy dużej prędkości. Na nagraniu dokładnie było widać, że prawe koła miał na jezdni, a lewymi jechał po trawie. Brak wyobraźni to delikatny komentarz do tego zachowania. Zdarza się, że w sprawie podobnych zachowań policjanci piszą wnioski do starostów, by kierowcę skierować na badanie lekarskie. Mamy bowiem wątpliwości, czy ktoś taki w ogóle powinien być kierowcą.

Bo jest zbyt sfrustrowany? Jak kierowca porsche, który nie tak dawno zaatakował pieszą na pasach?

Tak właśnie nazywam agresywnych kierowców. Frustraci. To za sprawą ich ekstremalnych zachowań mamy wrażenie, że agresja na polskich drogach jest wszechobecna. Fakt, co roku przybywa nam ponad pół miliona nowych zarejestrowanych pojazdów. Zatem i prawdopodobieństwo spotkania się z agresywnym zachowaniem kierowcy staje się częstsze. Agresywnym kierowcom wydaje się, że prawo jest dla innych, że oni nie muszą go przestrzegać. Tymczasem muszą wszyscy, bez względu na grubość portfela.

05.08.2013 Szczecin . Final regat The Tall Ships Races 2013 . Korek drogowy na ul. Matejki .Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta
Korki na ulicach Szczecina (fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Wojciech Korchut, psycholog transportu, z którym rozmawiałam o agresji drogowej, podkreślał, że ważne są edukacja i nieuchronność kary.

To prawda. I właśnie owa nieuchronność jest możliwa dzięki nagraniom innych kierowców, które do nas trafiają. Święty Mikołaj ma swoje elfy, a my mamy dobrych ludzi, którzy pomagają nam w walce z frustratami za kierownicą. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że niektórzy mniej kierują się chęcią pomocy policji, a bardziej wolą dokuczyć innym kierowcom, ale cel mamy wspólny.

Czasem ktoś komentuje, że to donoszenie policjantom. Tak mówią najczęściej bohaterowie tych nagrań. Trudno. Jesteśmy po to, żeby ich tropić i karać.

Wśród bohaterów nagrań przeważają kobiety czy mężczyźni?

Zdecydowanie więcej jest mężczyzn, i to nie dlatego, że wciąż więcej ich prowadzi auta. Choć i to się zmienia - widok kobiety za kierownicą ciężarówki czy autobusu przestaje zaskakiwać. W maju w Trójmieście kobieta kierująca autobusem zauważyła, że inny kierowca, jadąc, pije alkohol. Nie pozwoliła mu dalej jechać i wezwała policję. Dostała nawet za to nagrodę od prezydenta miasta. I słusznie.

Wracając do agresji na drogach, dziwnym trafem głównymi aktorami nadsyłanych do nas filmów są właściciele drogich, szybkich samochodów. Mniej, choć też sporo, jest takich, którzy mają auta tańsze, ale za to dopisuje im ułańska fantazja. Mają po dwadzieścia lat. To jest zbieżne z naszymi statystykami - najwięcej wypadków powodują kierowcy, którzy mają od osiemnastu do dwudziestu czterech lat.

Nie ma bardziej niebezpiecznej mieszanki niż agresja, ułańska fantazja i prędkość, prawda?

Genezą agresywnych zachowań kierowców jest pośpiech. Bo chcą szybciej, nie myśląc o konsekwencjach. Szczególnie irytujący są tacy, którzy zwalniają, widząc patrol, a potem ostentacyjnie wciskają gaz, ciesząc się, że im się udało. Nie wiedzą, że policyjne radary mierzą też prędkość oddalających się aut. Funkcjonariusz zapisuje więc sobie numery rejestracyjne, mierzy prędkość tego auta i ma wystarczający powód, żeby kierowcę wezwać.

08.08.2010 TORUN , UL GRUDZIADZKA , POSTERUNKOWY PAWEL TOMCZAK Z RADAREM KONTROLUJE PREDKOSC NA DRODZE KRAJOWEJ NR 1 .FOT: WOJCIECH KARDAS / AGENCJA GAZETA
Policjant z radarem na drodze krajowej nr 1 (fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta)

Obserwujemy też, że najbardziej chamskich zachowań na drodze, łącznie z wysiadaniem z samochodu i ruszaniem z pięściami do innego kierowcy, dopuszczają się mężczyźni mający powyżej 30 lat.

Jak tłumaczą się agresywni kierowcy?

Najczęściej: "Jechałem szybko, ale bezpiecznie". Jasne, to możliwe, dopóki nie dołożymy jednej zmiennej, czyli innych uczestników ruchu. Dzieci, seniorów, tych, którzy mają obniżoną sprawność psychomotoryczną, czy tych, którzy jeżdżą wolniej. Wakacje w pełni, pogoda piękna, a od 19 czerwca już 450 osób straciło życie na drogach. Wie pani, co mówi agresywny kierowca, który potrącił pieszego? "Ja go dopiero zobaczyłem na masce!". Dlaczego tak mówi? Bo czas reakcji dobrego kierowcy na przeszkodę, której się nie spodziewał, zabiera jedną sekundę. A w jedną sekundę można przejechać czternaście metrów. Kolejne kilkadziesiąt metrów liczy droga hamowania. 

Agresywni kierowcy mówią też tak: "Bo mnie zdenerwował i miałem prawo", "Gdyby ten ślimak jechał jak należy, a nie wlókł się lewym pasem, to ja bym tego nie zrobił". Albo "Co za głupek ustawiał te znaki?" czy "A nie uważa pan, że w niektórych miejscowościach dopuszczalną prędkość w obszarze zabudowanym należałoby podnieść?". Zgadzam się, ale pod jednym warunkiem: żeby kierowca, który widzi ograniczenie prędkości, stosował się do przepisu. Oczywiście nasze działania nie skupiają się na osobach, które przekraczają prędkość o parę km/h.

Niedawno byłem na Węgrzech. Zarówno tam, jak i na Słowacji prawie wszyscy kierowcy stosowali się do ograniczenia prędkości. Dosłownie wszyscy. Mijamy granicę Polski, otwierają się wrota piekieł. Puszczają wszelkie zahamowania. Za granicą nie widziałem też żadnej agresji drogowej. Także u polskich kierowców.

Z czego wynika wzorowa jazda naszych kierowców za granicą?

Myślę, że po części z nieznajomości kar za wykroczenia drogowe w innych krajach, a po części z bariery językowej. Stąd mniejsza agresja i jazda zgodnie z przepisami.

06.04.2013 Szczecin , Znak drogowy kontrola predkosci oraz ograniczenie predkosci do 50 km / h ustawione przy Basenie Gorniczym . Fot. Lukasz Wadolowski / Agencja Gazeta
Znak ograniczenia prędkości (fot. Łukasz Wądołowski / Agencja Gazeta)

Co jest według pana najbardziej naganne?

Najbardziej drastyczne są dla nas sytuacje, gdy agresywny kierowca popełni wykroczenie. Próbujemy go więc zatrzymać do kontroli, a on próbuje nas rozjechać. To się zdarza. Bardzo dramatyczne są zdarzenia, kiedy kierowca zatrzymuje się przed przejściem dla pieszych, a inny, agresywny, omija go i uderza w pieszego. Takie sytuacje są traumatyczne dla kierowców, którzy przepuszczają pieszego. Mają do siebie pretensje, że gdyby tego nie zrobili, to pieszy nie wszedłby na jezdnię i nie doszłoby do wypadku. Jednak muszą pamiętać, że oni zachowali się zgodnie z przepisami, a winę za zdarzenie ponosi ten, który się śpieszył. W pierwszym półroczu tego roku w całej Polsce doszło do prawie 1,3 tys. wypadków, w których kierujący nie ustąpił pierwszeństwa pieszemu, również podczas omijania pojazdu, który zatrzymał się przez zebrą. Zginęło 87 pieszych.

Ale nie wspomniałem o jeszcze jednej istotnej kwestii. Pasażerowie jadący z agresywnym, aroganckim kierowcą mają wpływ na to, co się dzieje w samochodzie. Mogą z niego chociażby wysiąść. Przykład z ostatnich dni. W samochodzie para. On ma zatrzymane prawo jazdy za kierowanie w stanie nietrzeźwości i zakaz prowadzenia pojazdów. Kilka miesięcy po wyroku decyduje się jednak prowadzić. Ona wsiada z nim do auta, a przecież musi o wszystkim wiedzieć. Mają wypadek. Kto ginie? Nie on, tylko ona. 

Może opowie pan na koniec o jakimś zabawnym zdarzeniu na drodze, którego był pan świadkiem.

Jedziemy z kolegą nieoznakowanym radiowozem z wideorejestratorem. Na czerwonym stoi przed nami mercedes, czekamy na zmianę świateł. Nagle w tym mercedesie otwiera się bagażnik i macha z niego do nas leżący w środku nastolatek. Pochyliłem się, żeby zobaczył, że mam pagony. Chłopak zamarł, pomachał wolniej i przymknął pokrywę bagażnika. Za skrzyżowaniem zatrzymaliśmy auto i poprosiliśmy, żeby nastolatek z bagażnika wysiadł. Nie było rady.

Pamiętam też wypadek sprzed paru lat, kiedy w samochód kombi, w którego bagażniku jechał schowany dla żartu chłopak, uderzyło inne auto. Nastolatek zginął na miejscu. Cóż, puenta naszej rozmowy jednak nie jest zabawna.

23.01.2016 Lublin . Tragiczny wypadek na przejsciu dla pieszych przy ul . Nadbystrzyckiej na wysokosci Lidla i Lubelskiego Klubu Jezdzieckiego . Jadace czerwonym samochodem kobieta potracila dwoje przechodniow .Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Wypadek przejściu dla pieszych (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Podinspektor Radosław Kobryś. Policjant z 22-letnim stażem. Najpierw patrolował ulice, później szkolił policjantów ruchu drogowego. Obecnie pracuje jako radca w Biurze Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (287)
Zaloguj się
  • oloros11

    Oceniono 96 razy 80

    czasem przyjeżdżam do Polski i mam tylko jedno wrażenie - tu wszyscy wszystkich nienawidzą

  • zwino

    Oceniono 46 razy 34

    Cześć ludzi twierdzi, że to donoszenie - moim zdaniem są w błędzie. Ktoś kto stanowi zagrożenie swoim zachowaniem na drodze jest niebezpieczny dla innych i tyle w temacie. Nigdy nic nie wysłałem na Policję, ale rozumię osoby, które to robią. Hamstwo wszędzie trzeba zwalczać.

  • petrczech1

    Oceniono 35 razy 31

    Radosław Kobryś mądry facet, mądre rzeczy mówi. Polskie drogi to piekło. Mieszanka kompleksów, fobii, agresji. Ostatnio jechałem nocną trasą przez kilka wiosek. Prawie całą drogę łamałem przepisy, bo jechałem 70 km/h przy ograniczeniu do 50. Co robili inni kierowcy? Prawie wszyscy mnie wyprzedzali. Jaka spotkała kara nas wszystkich łamiących przepisy? Żadna. Tak jest niestety wszędzie w PL.

  • naczelnik_czerpak

    Oceniono 32 razy 30

    Na drogach idealnie widać, że Polak to taki Ruski, który myśli że jest Francuzem.

  • colonel_kurtz

    Oceniono 30 razy 24

    Ludzie, jeżeli kolejne rządy nie zaostrzają prawa, zróbmy projekt obywatelski z prawdziwymi karami a nie to śmiechu warte coś sprzed 20 lat! Potrafimy crowfundingiem zebrać 500 tys w dzień na operację dziecka, to ustawy nie damy rady zgłosić? Mandaty od 500 zł do 5 tys, zero tolerancji dla przekroczenia prędkości, przekroczenie o 30 km/h zabranie prawa jazdy na 6 miesięcy i 5 tys kary - teren zabudowany i poza nim. Przekroczenie o 50 i więcej - areszt, zabranie prawka na rok, minimum 10 tys kary ale jak w skandynawskii - np. 10 pensji/przychodów z działalności zatrzymanego, nie mniej niż 10 tys plus badania psychiayryczne. Do tego 15 punktów karnych na rok i pomiar odcinkowy na całej długości autostrad i dróg szybkiego ruchu. Za granicą wszyscy przestrzegają prawa i wszędzie się zdąża bez stresu. Bonus: 10% z mandatu zapłaconego z przesłanego policji filmiku dla jego autora, tak jest!
    Dzięki temu kilka tys ludzi rocznie żyje nadal, kilkaset tys nie jest ranna, koszty leczenia, pogrzebów, napraw w dół, OC również w dół.
    Ludzie są już na to wkurzeni, więc zorganizujemy się i zadziałajmy na mocy naszego prawa - obywatelski projekt ustawy zaostrzenia kar za wykroczenia i przestępstwa drogowe.

  • radeberger

    Oceniono 23 razy 21

    Kwestia mentalności. Mieszkając w Niemczech nie pamiętam, aby ktoś wciął się przede mnie do kolejki w supermarkecie. W Polsce natomiast chyba dają jakieś medale za "wydymanie frajera", tylko niestety nie wiem w których punktach..

  • volongoto41

    Oceniono 22 razy 18

    Rzecz się dzieje na terenie UK. Zadaniem polskiej firmy jest transport trzech żurawi samochodowych o masie około 60 ton każdy z Londynu do Hull – 400km. Nadzór nad transportem powierzono osobie bez doświadczenia w transporcie drogowym, kompletnemu ignorantowi, pustemu i wydrążonemu jak pień, który potrafił jak rzadko kto rzucać kur….mi i „innymi takimi”, co czyniło go fachowcem o niespotykanej wiedzy. Uznając jego zdolności w angażu wpisano mu „ menager operations”
    Już po trzech kilometrach z powodu dużego natężenia ruchu, braku umiejętności pilotowania giną dwa żurawie, które pojechały w kierunkach przeciwnych do wyznaczonego. Łączność telefoniczna z kierowcami zaginionych żurawi nie pozwalała na określenie ich położenia, szczególnie, że ci kierowcy , sprowadzeni z Polski, , nie znali języka angielskiego, nie wiedzieli gdzie się znajdują, w jakim kierunku jadą i nie byli w stanie tego ustalić.
    To, że nie posiadali odpowiednich uprawnień do prowadzenia tych pojazdów pomijam…. bo menager operations prosił aby nikomu o tym nie mówić….
    Używając słownictwa nie znanego nawet szewcom, kierujący transportem, zaczyna szukać tych żurawi, jeżdżąc jak szalony samochodem osobowym po obrzeżach Londynu. Za to szaleństwo zostaje kilkakrotnie oślepiony błyskiem fotoradarów.
    Z uwagi, iż samochód osobowy był wypożyczony na terenie UK, bardzo szybko ustalono, kto go prowadził i po kilku tygodniach menager operations dostał 5 /słownie pięć/ mandatów za naruszenie przepisów ruchu drogowego na terenie UK na sumę 380 funtów.
    A teraz dlaczego o tym piszę. Otóż „ten pusty i wydrążony jak pień” w reakcji na otrzymane wezwania do zapłaty stwierdził: „Wypier…em je do kosza, bo nie przyszły poleconym”. Pół roku później podczas kontroli na lotnisku w Luton został zatrzymany do czasu uregulowania zadłużenia za przestępstwa drogowe na sumę 2850 funtów. Nie było mnie przy tym, więc nie mogę napisać co wówczas powiedział…

  • udet11

    Oceniono 19 razy 17

    DLACZEGO:
    1. Nie ma mandatów za "siedzenie na ogonie"?
    2. fotoradary są oznakowane (w wielu krajach nie są, a nawet są zamaskowane w śmietniku lub skrzynce na listy )?
    3. kwota mandatu nie zmieniła się od ponad 10 lat?
    4. zakupione radiowozy kia stinger ochraniają demonstracje w Warszawie zamiast patrolować ekspresówki
    5. Radiowozy ITD Warszawa pracują tylko pn-pt 8-16?Potem stoją na parkingu na Al. Jerozolimskich 134. Tak ciężko zrobić 3 zmiany 24na dobę?

  • stan tom

    Oceniono 23 razy 17

    Niestosowne się do przepisów prawa, szczególnie dotyczy tzw przedstawicieli handlowych, którzy mają, w głębokim poważaniu, ograniczenie prędkości, nawet jeżeli wynosi 140km/h

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX