70 urodziny księdza prałata Henryka Jankowskiego

70 urodziny księdza prałata Henryka Jankowskiego (fot. Renata Dąbrowska)

wywiad gazeta.pl

"Prałat Jankowski tak wyobrażał sobie swoje życie: je szczupaki i rozmawia z ministrami"

- Mamy łańcuch poszlak, a nie dymiący pistolet w postaci nagrania czy śladów spermy. Prałat Henryk Jankowski nigdy nie przyznał, że molestował dzieci. Czytelnik musi więc sam wyrobić sobie zdanie na temat jego winy. Mnie wydaje się ona jednoznaczna - mówi Piotr Głuchowski, który wraz z Bożeną Aksamit jest autorem książki "Uzurpator. Podwójne życie prałata Jankowskiego".

Od kiedy legendarny kapelan "Solidarności", ksiądz Henryk Jankowski, molestował dzieci? 

Z przypadków, które do tej pory zostały ujawnione, pierwszy ma miejsce na przełomie lat 60. i 70. Jankowski jest wówczas wikarym w kościele św. Barbary na Dolnym Mieście w Gdańsku. Ma niewiele ponad 30 lat i poluje na dzieci z okolicznych kamienic. Dopada je w piwnicach, klatkach i na podwórkach. Jedna z jego ofiar zachodzi w ciążę i popełnia samobójstwo. O tym wszystkim po 50 latach milczenia opowiada Bożenie Aksamit Barbara Borowiecka, która w tamtym czasie miała 12 lat. Reportaż "Sekret Świętej Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał ks. Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?" ukazuje się w "Dużym Formacie" w grudniu 2018 roku i jest przyczynkiem do naszej książki.

Niedługo po samobójstwie dziewczyny Jankowski znika ze św. Barbary. Co wiadomo o jego późniejszych kontaktach z nieletnimi? 

W 2004 roku młody człowiek z okolic Świecia, Piotr J., zeznaje w gdańskiej prokuraturze, że gdy miał 14 lat, ks. Jankowski molestował go i zmusił do seksu oralnego. Piotr w 1997 roku ucieka z domu, ponieważ boi się reakcji ojca na wieść o grożącej synowi dwói z fizyki. Kiedy zmęczony i głodny włóczy się po gdańskim dworcu, ktoś radzi mu, żeby poszedł do parku za Żakiem. Tam podobno można zarobić trochę grosza. Chłopiec, przemierzając alejki, spotyka Jankowskiego i jedzie z nim na plebanię św. Brygidy, gdzie ksiądz najpierw go molestuje, a potem przez resztę nocy wspólnie oglądają filmy pornograficzne z udziałem mężczyzn i chłopców.

Piotr J. występuje jako kolejny świadek w śledztwie, które gdańska prokuratura prowadzi w związku z podejrzeniem, jakie na Jankowskiego rzuca matka jednego z ministrantów. Jej syn Sławek przez kilka lat nocuje u księdza na plebanii i śpi z nim w jednym łóżku. To samo zeznaje mama innego ministranta, Zbyszka. Sprawa jednak zostaje ostatecznie umorzona.

06.08.2008. GDANSK KOSCIOL SW BRYGIDY BISKUP LESZEK SLAWOJ GLODZ PRZEDSTAWIL PARAFIANOM NOWEGO ADMINISTRATORA PARAFII SW BRYGIDY ZOSTAL NIM KSIADZ PRALAT JAN JASIEWICZ N/Z KS HENRYK JANKOWSKIFOT. DOMINIK SADOWSKI / AGENCJA GAZETA
Ksiądz Henryk Jankowski (fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta)

Te trzy przypadki nadużyć prałata są najlepiej udokumentowane, oprócz tego istnieją liczne opowieści z drugiej i trzeciej ręki. Na przykład gdańska feministka i działaczka kulturalna Lidia Makowska o skłonnościach księdza usłyszała od niemieckiej turystki, do której kiedyś na plebanii podszedł chłopiec i poskarżył się, że ksiądz Jankowski molestuje go seksualnie. Z kolei Michał Wojciechowicz, który zasłynął jako najmłodszy - zaledwie 15-letni - strajkujący w Stoczni, po latach opowiadał, że Jankowski ocierał się o niego penisem na plebanii. Marek Lisiński z Fundacji "Nie lękajcie się" twierdzi, że po publikacji reportażu Bożeny skontaktowały się z nim trzy kolejne ofiary prałata, ale na razie nie są gotowe na ujawnienie swoich historii publicznie. Dotarłem też do materiałów, z których wynika, że w latach 70. władze kościelne nałożyły na Jankowskiego zakaz kontaktowania się z klerykami z seminarium w Oliwie. Księża w donosie do kurii biskupiej napisali: "Jankowski i alumni świadczą sobie wzajemnie miłość". Pracownicy hotelu Radisson w Szczecinie twierdzą z kolei, że swego czasu Jankowski zameldował się u nich wraz z kilkoma młodymi chłopcami, z którymi przez całą noc oglądał filmy pornograficzne. O księdzu Henryku opowiadają też bywalcy gdańskich klubów gejowskich. Oni także widywali go w towarzystwie nastolatków, których prałat namiętnie całował i pieścił na oczach innych.

Po publikacji reportażu Bożeny zdanie na temat skłonności Jankowskiego zmienił prof. Lew Starowicz. Podczas śledztwa w 2004 roku wątpił w jego winę, teraz głosi, prałat na pewno molestował chłopców. Wszystkie te historie składają się w łańcuch poszlak, bo dowodu w postaci nagrania czy śladów spermy nie ma. Nie dzierżymy w dłoni dymiącego pistoletu. Czytelnik sam musi wyrobić sobie zdanie na temat winy Jankowskiego. Mnie jako autorowi wydaje się ona jednoznaczna. Ale chcę też zaznaczyć, że pedofilia jest tylko jednym z wątków naszej książki. Tak jak innym jej wątkiem jest jego współpraca ze Służbą Bezpieczeństwa, działanie w "Solidarności", aktywność charytatywna czy biznesy. Chcieliśmy z Bożeną napisać biografię totalną: jest więc to książka o życiu człowieka z jego wszystkimi niuansami.

Czy wiadomo, kiedy kościelni zwierzchnicy księdza Jankowskiego dowiadują się o jego skłonnościach? 

Biskup Lech Kaczmarek już w latach 70. chciał Jankowskiego ukarać i zwolnić z funkcji administratora św. Brygidy. Powodem był rozpasany styl życia. Jankowski kochał obwieszać się złotymi łańcuchami, nosił pierścienie, jeździł mercedesami, kupował drogie meble, jadł frykasy i kazał sobie przygrywać do posiłków. Poza tym Kaczmarek wiedział o jego stosunku do kleryków i, jak można domniemywać, także do ministrantów.

Lech Wałęsa i ksiądz Henryk Jankowski (fot. Damian Kramski / AG)
Lech Wałęsa i ksiądz Henryk Jankowski (fot. Damian Kramski / AG)

Jankowskiego uratował 1980 rok, strajk w Stoczni i rola kapelana "Solidarności". Gdy stanowisko ordynariusza diecezji gdańskiej objął Tadeusz Gocłowski, przez ponad 20 lat swoich rządów (1984-2008) usiłował Jankowskiego wysadzić z probostwa. Bezskutecznie.

Powody były rozmaite: antysemickie kazania, jakie Jankowski wygłaszał, począwszy od lat 90., politykowanie, sprzedaż na plebanii książek, w których hierarchów Kościoła, w tym Gocłowskiego, przedstawiano jako żydowskich pachołków, słynne groby Pańskie, za pomocą których Jankowski z błotem mieszał już nie tylko Żydów, ale i ówczesnych rządzących, liberalne i lewicowe partie polityczne, a także Unię Europejską. Ksiądz Henryk o swoim zwierzchniku nie mówił inaczej niż per "biskupek". Ostatecznie Jankowski wygrał, bo nie opuścił plebanii mimo tuzina nakazów ordynariusza. Doczekał roku, w którym miejsce Gocłowskiego zajął arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, wielki przyjaciel księdza Henryka, podzielający zamiłowanie do uciech i skrajnie prawicowe poglądy. 

Wróćmy do momentu, gdy biskup Kaczmarek dowiaduje się o skłonnościach Jankowskiego. Czy wie już o tym także Służba Bezpieczeństwa i wykorzystuje tę wiedzę do swoich celów? 

Na pewno ksiądz Henryk zostaje zwerbowany jako kontakt operacyjny przez kapitana - a później majora - Ryszarda Berdysa przed wybuchem strajku w Stoczni. Kiedy robotnicy domagają się, żeby jakiś duchowny odprawił mszę na terenie strajkującej Stoczni, bezpieka za wszelką cenę chce uniknąć sytuacji, w której  będzie to proboszcz bazyliki Mariackiej albo któryś z gdańskich dominikanów czy franciszkanów. Esbecy boją się antysocjalistycznego kazania, podburzania robotników, a już najbardziej obawiają się wyjścia robotników na ulice miasta. Nikt nie chce powtórki z grudnia 1970 roku, dlatego funkcjonariusze do odprawienia mszy typują kontakt operacyjny o pseudonimie "Delegat", czyli Jankowskiego. Ksiądz Henryk jeszcze dzień przed nabożeństwem idzie do robotników i namawia ich do zakończenia strajku, ale nic z tego nie wychodzi. W kazaniu więc prosi o zachowanie powściągliwości, o odpowiedzialność i pamięć o tym, że praca, a nie bunt, jest najważniejsza.

06.08.2008. GDANSK KOSCIOL SW BRYGIDY BISKUP LESZEK SLAWOJ GLODZ PRZEDSTAWIL PARAFIANOM NOWEGO ADMINISTRATORA PARAFII SW BRYGIDY ZOSTAL NIM KSIADZ PRALAT JAN JASIEWICZ N/Z  KS HENRYK JANKOWSKI BISKUP LESZEK SLAWOJ GLODZFOT. DOMINIK SADOWSKI / AGENCJA GAZETAPLYTA GDANSK NR 277
Ksiądz Henryk Jankowski i biskup Leszek Sławoj Głódź (fot. Dominik Sadowski / AG)

Czy to, co mówi Jankowski podczas mszy, jest monitorowane przez oficera służb? 

Na pewno kazanie, napisane wcześniej przez bezpiekę, jest przez nią wnikliwie śledzone. Jankowski nie mówi homilii z głowy, bo lepiej niż polskim posługuje się niemieckim.  Całe dzieciństwo mówił wyłącznie w tym języku. Jego rodzice byli gdańskimi Niemcami - mama rodowitą Niemką z Rzeszy, a tata tak zwanym angedojczem - osobą, która zadeklarowała niemieckość. 

Bogdan Borusewicz wspomina, że kazanie na tej pierwszej, historycznej mszy w Stoczni było beznadziejne. Nikomu to jednak specjalnie nie przeszkadzało. Ludzi wzruszał już sam fakt, że msza w ogóle się odbyła. Mogli się wyspowiadać i przyjąć komunię. Jest takie ikoniczne zdjęcie, na którym ksiądz Jankowski siedzi na taboreciku i spowiada robotników na tle dużego fiata. On ten samochód musiał pożyczyć, bo zdawał sobie sprawę, że przyjazd własnym mercedesem nie zrobiłby najlepszego wrażenia. W następną niedzielę odbywa się kolejne nabożeństwo, w międzyczasie jest jeszcze święto maryjne. Z Jankowskim przyjeżdżają inni księża i zaczyna się wszystko to, co znamy po hasłem "karnawał Solidarności".

Jakie inne zadania oprócz uspokajania robotników dostawał Jankowski od swojego opiekuna? 

Ksiądz Henryk był nakierowywany na dezintegrację wroga, czyli podsycanie konfliktów pomiędzy Wałęsą a tak zwanymi ekstremistami: Janem Rulewskim, Andrzejem Gwiazdą i Anną Walentynowicz. To mu się rzeczywiście udało, bo ich spór trwał dekady. Kiedy robotnicy debatowali, jak powinny brzmieć słowa upamiętniające ofiary grudnia '70, tak zwani ekstremiści chcieli napisać "zamordowani przez władzę", a Jankowski, "zadaniowany" przez Berdysa, namawiał Wałęsę, by na pomniku znalazł się niewiele mówiący wpis "ofiarom wypadków grudniowych".

Innym razem ksiądz Henryk raportował o przebiegu wizyty liderów "Solidarności" u Jana Pawła II w Watykanie. Esbeków interesowało, jak kształtują się relacje pomiędzy różnymi osobami w "Solidarności". Dezintegracja opozycji, do której był powołany wydział III Służby Bezpieczeństwa, musiała być poprzedzona rozpoznaniem kto kogo nie lubi. Jankowski donosił więc, kto z kim w Watykanie pił wódkę, kto się alienował, a kto podczas spotkania z papieżem zachował się nieprofesjonalnie i potem był przez resztę besztany. Z dzisiejszej perspektywy to są pierdoły, ale wtedy dla esbecji takie szczegóły miały znaczenie.

05.08.2006 GDANSK KSIADZ SOLIDARNOSCI PRALAT HENRYK JANKOWSKI W SWOIM MIESZKANIU NA TERENIE KURII KOSCIOLA SW.BRYGIDY N/Z OBRAZ UKAZUJACY SPOTKANIE KSIEDZA JANKOWSKIEGO Z PAPIEZEM JANEM PAWLEM II W 1981 ROKUFOT.DAMIAN KRAMSKI / AGENCJA GAZETA
Ksiądz Henryk Jankowski w swoim mieszkaniu. Widać zdjęcie ze spotkania z papieżem Janem Pawłem II (fot.Damian Kramski / Agencja Gazeta)

Jak myślisz, dlaczego ksiądz Henryk dał się zwerbować? 

Bogdan Borusewicz twierdzi, że do werbunku doszło z powodów obyczajowych. Bezpieka wiedziała, że Jankowski nie żyje - mówiąc najdelikatniej - w celibacie i na tej podstawie go szantażowano. Kiedyś w rozmowie z dziennikarzami Berdys przyznał, że gdy w 2004 roku usłyszał o prowadzonym przeciw Jankowskiemu śledztwie ministranckim, bardzo się zdziwił, bo za jego czasów "Jankowski jeszcze latał za babami". To z kolei zgadzałoby się z opowieścią Borowieckiej, bo ona wspominała Bożenie o atakach na dziewczynki.

Nie wydaje ci się, że współpraca ze służbą mogła też być Jankowskiemu na rękę z innego względu: dzięki niej łatwiej mu było gromadzić pieniądze, podróżować i żyć na poziomie, o jakim nie śniło się w PRL-u. 

Jankowski stał się bogaty nie dlatego, że donosił Berdysowi, ale dzięki kontaktom, jakie nawiązał z niemieckimi sponsorami, którzy finansowali odbudowę bazyliki św. Brygidy. On wychował się w kulturze niemieckiej. Niemcy traktowali go jak swojaka, dlatego z łatwością poruszał się po niemieckich diecezjach i zbierał datki. A to były pieniądze rzędu 100 000 marek. W przeliczeniu na dzisiejsze - zdobywał setki milionów złotych i żył jak król, a i tak miał nadwyżkę środków. Rozdawał więc pieniądze na prawo i lewo. Z jego pomocy skorzystało mnóstwo ludzi. To pieniądze, a nie bezpieka, otworzyły mu wiele drzwi i ułatwiły załatwianie różnych rzeczy. SB nie rozłożyło nad nim żadnego parasola ochronnego. Wręcz przeciwnie: był inwigilowany jak każdy inny działacz "Solidarności".

Jednej rzeczy nie rozumiem: skoro Berdys znał jego tajemnicę i go szantażował, dlaczego Jankowski w pewnym momencie przestał chodzić na jego pasku i zradykalizował się, głosząc jawnie antypaństwowe kazania? 

To nie tak. Weźmy przypadek Wałęsy. On w latach 70. był donosicielem SB o pseudonimie "Bolek", ale to w żaden sposób nie wpłynęło na niego jako na przywódcę "Solidarności" w latach 80. Natomiast wpłynęło na przebieg jego prezydentury w latach 90., bo wtedy wszystko kręciło się wokół prób zdobycia i zniszczenia teczki "Bolka". Podobnie ma się sprawa z Jankowskim. Kiedy prowadzi działalność antysocjalistyczną w latach 80., 99 procent gdańskich esbeków nie ma pojęcia, że Jankowski jest donosicielem Berdysa, bo przecież żaden oficer nie zdradza swoich źródeł, tylko w raportach ukrywa je pod pseudonimami. Jankowski w meldunkach najpierw występuje jako "Delegat", a potem zostaje przemianowany na "Libellę". Poza tym nawet wtedy, kiedy ksiądz Henryk chodzi do Berdysa, nie ma pojęcia, że ten pisze z ich rozmów raporty. Dlatego zapytany po latach, czy donosił, zaprzecza, tak samo jak wielu innych byłych TW. Tym ludziom wydawało się, że po prostu rozmawiają, a potem po latach dowiadywali się, że istnieje na nich teczka.

W takim razie kiedy Jankowski dowiedział się, że jest "Delegatem" i "Libellą"? 

Dopiero w 2006 roku. Kiedy wypłynęła sprawa "Delegata", to musiało nim nieźle wstrząsnąć. Najpierw żartował, że "Libella" to chyba od makaronu "Lubella". Ale szybko przestało mu być do śmiechu. Wyobraź sobie, że chodzisz na rozmowy z jakimś typem i on do ciebie mówi mniej więcej tak: "No, księże proboszczu, tutaj trzeba do zgody narodowej dążyć, no, wicie rozumicie, są tacy w związku, którzy prą do konfrontacji, trzeba by tu jakoś Lechowi zwrócić uwagę, żeby tych ekstremistów wycinać. Chyba nie chce ksiądz proboszcz doprowadzić do tragedii narodowej". I Jankowski coś mu odpowiadał, może nawet przytakiwał, a po latach z teczki wynika, że był agentem prowokatorem.

Ksiądz Henryk Jankowski prezentuje wodę mineralną sygnowaną jego portretem (fot.Damian Kramski / Agencja Gazeta)
Ksiądz Henryk Jankowski prezentuje wodę mineralną sygnowaną jego portretem (fot.Damian Kramski / Agencja Gazeta)

I co się dzieje?

Jankowski wpada na pomysł, że w "Delegata" wrobi Bogu ducha winnego starszego pana, który stoi nad grobem, czyli Romualda Kukołowicza, byłego żołnierza AK i przedstawiciela prymasa Wyszyńskiego w pierwszej "Solidarności". Dzwoni do dziennikarza z Poznania i namawia do pogrążenia starego AK-owca. Prowokacja kończy się niczym, lecz zamieszanie, jakie wytwarza ksiądz, sprawia, że afera z teczką rozchodzi się po kościach. Jankowski znowu wygrywa.

Ale ja nadal nie rozumiem, dlaczego ksiądz Henryk, który w PRL-u prowadzi luksusowe życie, który ze względu na mroczne tajemnice i skłonności powinien unikać bycia na świeczniku, nagle przepoczwarza się w legendarnego kapelana "Solidarności". Z jakiego powodu decyduje się zaryzykować tak wiele? 

Jankowski chce pławić się w przyjemnościach, ale jednocześnie chce być podziwiany i szanowany, a ponad wszystko chce mieć władzę. W roli kapelana "Solidarności" dostrzega możliwość spełnienia wszystkich pragnień. Do parafii szerokim strumieniem płyną dary: towary i pieniądze od całego zachodniego świata. Księdza Henryka odwiedza kwiat opozycji, przyjeżdżają politycy z zagranicy: Thatcher, Reagan, koronowane głowy. On się czuje jak pączek w maśle. Gdański pisarz Paweł Huelle trafnie napisał w jednym ze swoich felietonów, że ksiądz Henryk mógłby równie dobrze być kacykiem, generałem armii afrykańskiej, albo jeszcze kimś innym, byle tylko mieć błyszczący mundur, wspaniały salon i suto zastawiony stół.

Dlaczego po transformacji ksiądz Jankowski musi szukać nowych sojuszników i znowu się radykalizuje, tym razem prawicowo? 

Kiedy "Solidarność" zwycięża, Jankowski oczekuje, że będzie miał swój udział w torcie. Najpierw chce być kapelanem Wojska Polskiego, ale zostaje nim Głódź. Potem liczy na stanowisko spowiednika w Belwederze zamieszkanym przez Wałęsę. Znowu zawód. Wreszcie jest mu już wszystko jedno i w jakiej bądź roli chce jechać do Warszawy, byle tylko mieć wpływ na władzę. Jego dawni przyjaciele zostają ministrami, a on wciąż jest proboszczem. Z tej frustracji i rozżalenia zaczyna głosić, że rząd jest antypolski, bo władzę w Polsce przejęli Żydzi. Myślę, że jego antysemityzm nie był koniunkturalny, ale korzeniami sięgał dzieciństwa. Pamiętaj, że ksiądz Henryk wychowywał się w Starogardzie Gdańskim podczas wojny. Widział swastyki na urzędach. Jego starsi koledzy wstępowali do hitlerjugend, a rówieśnicy do jungvolk.

W każdym razie pierwsze słowa krytyki pod adresem rządu wynikały ze szczerego rozgoryczenia, ale Jankowski szybko zorientował się, że tego typu opinie mają swoich klakierów. Znowu mógł być podziwiany, tyle że tym razem przez kontestatorów z obozu prawicowo-populistycznego. On stał się guru bardzo dziwnych ludzi z partii typu Narodowe Odrodzenie Polski czy Liga Obrony Suwerenności, ale też Samoobrony i LPR. Bliski współpracownik prałata, Mariusz Olchowik, opisał go tak: prałat kochał siedzieć w restauracji i rozmawiać z ważnymi ludźmi o ważnych sprawach, tak wyobrażał sobie swoje życie: je szczupaki i rozmawia z ministrami.

Bożena Aksamit, Piotr Głuchowski (fot. materiały prasowe)
Bożena Aksamit, Piotr Głuchowski (fot. materiały prasowe)

Premiera książki "Uzurpator. Podwójne życie prałata Jankowskiego" 14 sierpnia
Książka do nabycia na Kulturalnysklep.pl lub w wersji e-book w Publio.pl

Po publikacji reportażu Bożeny Aksamit pojawiły się wątpliwości, dlaczego oskarżenia wobec księdza Jankowskiego formułowane są dopiero osiem lat po jego śmierci, kiedy prałat nie może się bronić. Waszej książce można postawić ten sam zarzut. Dlaczego teraz? 

Barbara Borowiecka zadzwoniła do Bożeny i zdecydowała się opowiedzieć swoją historię, ponieważ odwiedzając Gdańsk, przypadkiem natknęła się na pomnik prałata. Gdyby nie ten spacer, nie wiadomo, czy zdecydowałaby się mówić. Książka powstała jako rozszerzenie reportażu. Bożena zdążyła napisać ze mną jedynie jej konspekt, potem zmarła.

Ale teraz tego typu materiały mają inną siłę rażenia.

Reportaż Bożeny, jak i książka pojawiają się w specyficznym momencie. Na przestrzeni lat "Duży Format" opublikował około 20 tekstów o księżach pedofilach. Niektóre z tych przypadków były lepiej udokumentowane niż przypadek Jankowskiego i jego ministrantów. Bohaterowie artykułów przyznali się do winy, zostali skazani, ale te sprawy przechodziły bez echa. Tymczasem pomnik Jankowskiego runął dosłownie i w przenośni. Stało się tak, bo Polacy zdążyli obejrzeć "Kler", powstał raport Fundacji "Nie lękajcie się" o pedofilii w polskim Kościele, który dotarł do papieża Franciszka, potem pojawił się film braci Sekielskich. Na pewno jako społeczeństwo jesteśmy bardziej niż kiedyś wyczuleni na ten problem. Ale też nie mam złudzeń - obrońcy księdza Henryka uznają, że za publikacją stoją jakieś mroczne siły w postaci George'a Sorosa, Michnika, międzynarodowej finansjery i oczywiście Żydów.


Piotr Głuchowski. Od 1990 roku jest pisarzem i redaktorem "Gazety Wyborczej", laureatem nagrody Grand Press za reportaż o władcach Korei Północnej, współautorem bestsellerowej biografii  Tadeusza Rydzyka "Imperator" (reedycja jeszcze tej jesieni).

Magda Roszkowska. Dziennikarka i reporterka.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (391)
Zaloguj się
  • pedro.666

    Oceniono 119 razy 109

    To w sumie dość zabawne, że taki np. Jaruzelski czy inny Gomułka jawią się przy tym umundurowanym kacyku i zboku jako wzorce umiaru i moralności :)

  • 12zibi12

    Oceniono 106 razy 88

    Nie myślcie, że Jankowski to jakiś ewenement. Oni WSZYSCY są mniej lub bardziej zdegenerowani moralnie. Przynależność do tego kościoła to wsparcie dla organizacji o charakterze mafijnym. Z BOGIEM I Z BIBLIĄ nie ma to nic wspólnego.

  • aprilapril

    Oceniono 103 razy 75

    Ponad 40 lat temu bylem kosciele katolickim podczas tzw mszy swietej, od tamtej pory wchodze tylko do tych budynkow w celach turystycznych.
    Personelem brzydze sie do tego stopnia, ze nie potrafilbym podac reki zadnemu, od papieza po wikarego.
    Wyjatkowo obrzydliwa klika .
    Zycie bez kosciola jest piekne.
    Polecam.

  • walkirrr

    Oceniono 70 razy 62

    rozpasane świnie obleczone w te kolorowe tuniki z łacińskimi sentencjami, udające pobożnych i świętych. Jak mozna jeszcze nalezec do tego koscioła wiedząc jakie świnie stoja na jego czele ?

  • rezun-one

    Oceniono 60 razy 52

    Moim zdaniem wizerunek Maryi na tle Jankowskiego bardziej obraża uczucia religijne niż na tle tęczy.

  • asperamanka

    Oceniono 53 razy 51

    Postawa Jankowskiego to jedno. Ale ktoś to bydlę wspierał i chronił, i jak widać z tekstu nie byli to gdańscy hierarchowie Kaczmarek i potem Gocłowski, wręcz przeciwnie, tylko „ludzie Solidarności”, wraz z wypromowanym przez nich biskupem Flaszką. To niech się oni wszyscy teraz spojrzą w lustro zamiast dalej bronić tę kreaturę.

    Po drugie, PiS ciągle bredzi o „opcji niemieckiej”, a tu w osobie Jankowskiego mieliśmy jak najbardziej prawicową i patriotyczną opcję niemiecką, w dodatku z antysemityzmem wyczytanym w „Der Stürmerze”. Niezły pasztet.

    I na koniec, ten tekst na pochwały u Lecha Wałęsy nie zasłuży. Autorzy chyba niech się spodziewają pozwu.

  • wujek_dobra_rada6

    Oceniono 60 razy 50

    Spoko, ciemny ludek i tak nie uwierzy...bo ma prany mózg od dziecka!

  • js08836

    Oceniono 44 razy 40

    To była wyjątkowa kanalia wykorzystująca podle swoja pozycję. Powinien zostać przeklęty. Reprezentant środowiska pedofilów, zboczeńców z KK. A nawiasem. Gdzie podział się nadgorliwy obrońca tego zboka niejaki związkowiec Duda ? Już nie przynosi kwiatków, już publicznie nie broni pedofila ? Błazen nie związkowiec.

  • pomysłowy Dobromir

    Oceniono 45 razy 39

    Oj tam oj tam prokurator Piotrowicz by wam wytłumaczył, że dzieci same do niego lgnęły na kolanka i nie było żadnego podtekstu seksualnego, rozdawał cukierki a dzieci ciumkały szczęśliwe takowe tak jak i batony Snickers!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX