Michelle Carter

Michelle Carter (mat. prasowe HBO)

wywiad gazeta.pl

Nastolatka doprowadziła swojego chłopaka do samobójstwa. Twierdziła, że z miłości "pomogła mu pójść do nieba"

Michelle Carter i Conrad Roy zakochali się w sobie w 2012 roku. Mieszkali o godzinę drogi od siebie. Spotkali się raptem kilka razy, ale wymieniali tysiące SMS-ów. Dwa lata później o parze nastolatków usłyszał cały świat, kiedy media obiegła wiadomość, że Conrad popełnił samobójstwo, a osobą, która nakłaniała go do odebrania sobie życia i ostatnią, z którą chłopak rozmawiał przed śmiercią, była Michelle.

13 lipca 2014 roku 18-letni Roy zmarł w wyniku zatrucia tlenkiem węgla. Jego ciało znaleziono w samochodzie na parkingu. Rodzinna tragedia szybko zamieniła się w medialną sensację, kiedy odkryto zawartość telefonu nastolatka, a w nim tysiące SMS-ów wymienionych z rok młodszą Michelle. W zalewie wiadomości śledczy natrafili na rozmowy, w których dziewczyna otwarcie zachęcała chłopaka do zrobienia sobie krzywdy. "Wypij wybielacz, powieś się, rzuć się z wysokiego budynku, dźgnij się nożem, nie wiem, jest wiele sposobów". "Za dużo rozmyślasz, zrób to wreszcie". 17-letnia Michelle pisała Conradowi, że jest wystarczająco silny, by targnąć się na swoje życie, proponowała "bezbolesne" metody samobójstwa, zachęcała go do odrzucenia wątpliwości. Na chwilę przed śmiercią chłopak się przestraszył. Wysiadł z zatrutego spalinami pojazdu i zadzwonił do niej. Kazała mu wracać do środka.

Media przedstawiały Michelle jako bezwzględną manipulatorkę, która wykorzystała ufającego jej chłopaka, by zdobyć popularność wśród rówieśników. O Carter mówiło się wyłącznie jak o wariatce, nastoletniej "królowej lodu", która posiadła nieomal magiczną moc kontrolowania swoich kolegów. 17-letnia Michelle regularnie dostawała wiadomości z pogróżkami, w drodze do sądu ludzie krzyczeli do niej, że powinna się zabić.

W trakcie procesu okazało się, że relacja, jaka łączyła parę nastolatków, była znacznie bardziej skomplikowana i toksyczna, niż się wydawało. 18-letni Conrad Roy miał za sobą co najmniej cztery nieudane próby samobójcze, jego ojciec znęcał się nad nim fizycznie. W Michelle, zakompleksionej, zmagającej się z zaburzeniami odżywiania i skłonnościami do samookaleczania rówieśniczce, znalazł oddaną powierniczkę. Otworzył się przed nią, a ona odnalazła w tej relacji intymność, której tak bardzo jej brakowało. Ale jednocześnie Roy ją kontrolował, szantażował emocjonalnie, obarczał swoim nieszczęściem. A kiedy nie zachowywała się tak, jak chciał, groził, że znowu spróbuje się zabić. Dla młodej dziewczyny, rozkochanej w filmach i serialach o umierających nastolatkach, to była miłość rodem z "Romea i Julii". W pewnym momencie Michelle uznała, że "pomoże mu pójść do nieba".

Proces nastolatki uważnie śledziła 31-letnia Erin Lee Carr, dokumentalistka doświadczona  w relacjonowaniu kryminalnych historii z kobietami w rolach głównych. W jej imponującym dorobku znajduje się m.in. "Kochana mamusia nie żyje", film opowiadający o wstrząsającej sprawie Dee Dee Blanchard, cierpiącej na zastępczy zespół Münchhausena matki, która przez 20 lat znęcała się nad swoją córką.

Dwuczęściowy dokument Carr "Kocham cię, teraz umieraj" (dostępny na HBO GO) to wnikliwa analiza sprawy. Każda z części przedstawia inne spojrzenie na nią, stawiając Carter raz w roli ofiary, raz sprawcy. Obie są równie przekonujące.

Reżyserka stawia trudne pytania o rolę nowych technologii w budowaniu przez młodych ludzi relacji, porusza kwestię zdrowia psychicznego nastolatków. Punktuje także współczesny system prawny, którego język, struktury i aparat działania nie nadążają za rzeczywistością. I zastanawia się, czy sprawa Carter nie stanie się groźnym precedensem - na jego podstawie będzie można oskarżać osoby, które tylko wspominają o samobójstwie w rozmowie ze swoimi bliskimi, na przykład nieuleczalnie chorymi albo po prostu zmagającymi się z depresją.

***

Małgorzata Steciak: "Kocham cię, teraz umieraj" to twój kolejny dokument po "Kochana mamusia nie żyje", w którym przyglądasz się głośnej sprawie znów z kobietą w roli prześladowcy. Co przyciąga cię do takich historii?

Erin Lee Carr: Przez długi okres pracowałam nad tymi filmami jednocześnie. Sprawą Michelle Carter zainteresowałam się w 2015 roku. Towarzyszyliśmy bohaterce z kamerą podczas rozprawy, kolejne dwa lata zajął nam montaż materiału.

Nie mogłam ułożyć sobie tej historii w głowie. Widziałam SMS-y, w których młoda dziewczyna nakłania chłopaka do samobójstwa. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego ktokolwiek miałby pisać tak okropne rzeczy do drugiej osoby? To nie miało żadnego sensu. Jednocześnie ta sprawa była przedstawiana w mediach w bardzo powierzchowny sposób, dyskusję zdominowała narracja stawiająca Michelle w roli prześladowczyni. Ja tymczasem chciałam lepiej zrozumieć okoliczności, w jakich doszło do tej przerażającej sytuacji. Co musiało się wydarzyć, żeby 17-letnia, zakochana dziewczyna zachęcała swojego chłopaka do samobójstwa? Jak to jest możliwe, że w trakcie kolejnej próby samobójczej, kiedy on nabrał wątpliwości, ona kazała mu kontynuować, doprowadzając w ten sposób do jego śmierci? Kim była Michelle? Jaka relacja łączyła ją z Conradem, chłopakiem, z którym była w związku, ale na żywo widzieli się tylko kilka razy?

Ojciec Conrada Roya (kadr z filmu 'I love you, now die' / mat. prasowe HBO)
Ojciec Conrada Roya (kadr z filmu 'I love you, now die' / mat. prasowe HBO)

Najistotniejszym materiałem dowodowym w sprawie były wspomniane SMS-y. Przekopałaś się przez gąszcz tych wiadomości.

Zaczęłam uważnie przyglądać się wszystkim materiałom zgromadzonym w sprawie. Podczas procesu udostępniono wszystkie wiadomości, jakie nastolatki wymieniali między sobą, nie tylko te dotyczące bezpośrednio śmierci Conrada. To okazało się niesłychanie pomocne podczas pracy nad dokumentem.

Prawnik Michelle podkreślał na każdym kroku, jak ważne jest zrozumienie szerszego kontekstu całej tej sytuacji. Wyciągając pojedyncze SMS-y bez znajomości okoliczności, w jakich zostały wysłane, tracimy realny ogląd sytuacji, w jakiej tych dwoje się znalazło. Conrad miał za sobą kilka nieudanych prób samobójczych, Michelle cierpiała na depresję i zaburzenia odżywiania. SMS-y to solidne źródło wiedzy na temat pierwszej miłości, dynamiki, jaką takie uczucie się rządzi, rozpaczy, zdrowia psychicznego, w ogóle bycia nastolatkiem, zmagającym się z depresją, niską samooceną, chorobliwie samotnym i łaknącym bliskości drugiego człowieka.

Co cię najbardziej zaskoczyło podczas lektury wiadomości?

Chyba cały wątek związany z serialami młodzieżowymi, które Michelle oglądała pasjami. W pewnym momencie odkryliśmy, że w swoich wiadomościach do Conrada cytuje bohaterów serialu "Glee" i filmów poświęconych nastolatkom zmagającym się ze śmiertelnymi chorobami, jak "Gwiazd naszych wina". Michelle wyobrażała sobie, że sama stała się bohaterką podobnego dramatu, i wchodziła w role fikcyjnych postaci. Szczególnie mocno czuła się związana z Leą Michele, gwiazdą "Glee", której życie w pewnym momencie wyjątkowo boleśnie splotło się z fikcją. Cory Monteith, jej serialowy i życiowy partner, zmarł w wyniku przedawkowania narkotyków. Jego śmierć aktorka przeżywała jednocześnie jako jego dziewczyna i serialowa miłość. To bardzo mocno oddziaływało na Michelle.

Media przedstawiały Michelle jako bezwzględną manipulatorkę, która doprowadziła Conrada do śmierci, by zyskać popularność. Z twojego filmu wyłania się portret przeraźliwie samotnej i zakompleksionej dziewczyny, biorącej antydepresanty, uwikłanej w toksyczną relację z równie nieszczęśliwym chłopakiem. A jakie było twoje pierwsze wrażenie, kiedy zobaczyłaś Michelle?

Na początku widziałam ją przede wszystkim w roli czarnego charakteru. Media mówiły o niej, jakby miała nieomal magiczne umiejętności, jak o femme fatale, która owinęła sobie wokół palca niewinnego, pogrążonego w depresji chłopaka.

Nabrałam wątpliwości, kiedy zaczęłam obserwować ją podczas procesu. Była niesamowicie zagubiona i samotna. Spełniły się jej wszystkie najgorsze koszmary - była oceniana, wyśmiewana, postawiona na świeczniku. Jej tajemnice stały się pożywką dla mediów, jej życie prywatne, najintymniejsze wiadomości wymienione z rówieśnikami - przedmiotem skrupulatnej analizy. Ludzie krzyczeli do niej w drodze do sali sądowej, że powinna się zabić, wyzywali od najgorszych.

Erin Lee Carr (mat. prasowe)
Erin Lee Carr (mat. prasowe)

Kiedy podczas seansu twojego filmu wydawało mi się, że mam już wyrobione zdanie na jakiś temat, odkrywałaś zupełnie nowy kontekst, który wywracał moje wyobrażenia na temat Michelle albo Conrada do góry nogami.

Wspólnie z moim montażystą Andrew Coffmanem postanowiliśmy podzielić film na dwie części - każda miała opowiadać o śmierci Conrada Roya z innej perspektywy. Zderzyliśmy w filmie rozmaite, czasami wykluczające się interpretacje, żeby pokazać złożoność relacji, jaka łączyła te dzieciaki. Ta sprawa jest na tyle niezwykła, że można znaleźć przekonujące argumenty zarówno na obronę Michelle, jak i przeciwko niej. Do tego stopnia, że te same SMS-y czytane w innym kontekście mogą stać się narzędziem obrony albo oskarżenia.

Zastanawiam, się na ile SMS-y w ogóle mogą być traktowane jako wiarygodne źródło wiedzy i dowód w takiej sprawie? W dokumencie ten wątek powraca wielokrotnie - z relacji koleżanek wynika, że Michelle zdarzało się koloryzować, kłamać.

Dla mnie jako dokumentalistki te wiadomości były punktem wyjścia do dalszych poszukiwań i pomogły mi lepiej zrozumieć bohaterów. Nie jestem jednak pewna, czy powinno się podchodzić do nich jak do obiektywnego źródła informacji, zwłaszcza że - jak widać wielokrotnie w filmie - kontekst, w jakim zostały te wiadomości wysłane, zmienia całkowicie ich wydźwięk.

W jaki sposób technologia wpływa na nastolatki, jak kształtuje ich relacje z ludźmi i otoczeniem?

Rola internetu i nowych technologii w kształtowaniu światopoglądu współczesnych nastolatków, ich wyobrażenia o przyjaźni, związkach jest bardzo duża, nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak duża. Pokolenie wchodzące w dorosłość nie zna czasów sprzed internetu, mediów społecznościowych. Nie wiadomo, jak związki zawierane przez internet wpływają na życie tych dzieciaków. Rodzice czasami bagatelizują znajomości swoich dzieci rozwijające się w świecie wirtualnym, tak jak w tym przypadku. A dla wielu nastolatków to są bardzo ważne relacje. I ogromna szara strefa.

Wydarzenia, do których doszło między Conradem i Michelle, to najgorszy możliwy scenariusz relacji zapośredniczonej przez nowe technologie, która wymyka się spod kontroli i prowadzi do tragedii. Myślę, że ta historia może być przestrogą dla nas wszystkich, zarówno dorosłych, jak i nastolatków. Powinniśmy częściej odkładać telefon i rozmawiać ze sobą twarzą w twarz, mniej życia spędzać w sieci. Mam nadzieję, że podobna tragedia się nie powtórzy.

Michelle Carter (mat. prasowe HBO)
Michelle Carter (mat. prasowe HBO)

Michelle i jej rodzina nie wzięli udziału w twoim filmie. Nie obawiałaś się, że bez jej głosu nie uda ci się spojrzeć na jej historię uczciwie?

Oczywiście bardzo bym chciała porozmawiać z nią osobiście, ale w tym konkretnym przypadku mieliśmy mnóstwo materiału. Pomijając nagrania z sądu, które pokazywały Michelle w rozmaitych stresujących sytuacjach, mieliśmy SMS-y, spośród których tylko te najbardziej sensacyjne ujrzały wcześniej światło dzienne. Czytając je wszystkie w chronologicznej kolejności, mogłam lepiej zrozumieć, w jaki sposób w głowie zakochanej 17-latki pomoc w samobójstwie może być aktem przyjaźni i miłości.

A jak na film zareagowała rodzina Conrada Roya? Nie przedstawiłaś ich w jednoznacznie pozytywnym świetle.

Zaprosiliśmy ich na zamknięty pokaz w siedzibie HBO na kilka tygodni przed oficjalną premierą. Chcieliśmy zapewnić im odpowiednie warunki i czas na oswojenie się z materiałem. Po seansie matka Conrada podeszła do mnie i powiedziała, że to było dla niej bardzo bolesne doświadczenie. Dodała jednak, że szanuje moją wizję i uważa, że film jest uczciwy wobec bohaterów.

Jestem bardzo dumna z tego filmu, ale szczerze mówiąc, wolałabym, żeby nigdy nie powstał.

***

Stan Massachusetts, w którym doszło do tragedii, nie przewiduje kar dla osób podżegających do samobójstwa. Michelle Carter w lutym została ostatecznie skazana na 15 miesięcy pozbawienia wolności za nieumyślne spowodowanie śmierci.

Erin Lee Carr. Amerykańska reżyserka dokumentów, autorka filmów "Zbrodnie wyobraźni: Przypadek policyjnego kanibala", "Kochana mamusia nie żyje", "At the Heart of Gold: Inside the USA Gymnastics Scandal". Córka wybitnego dziennikarza Davida Carra, związanego z redakcją "New York Times".

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (81)
Zaloguj się
  • przyjemny_gosc

    Oceniono 64 razy 20

    Mężczyzna to tyran, bo bije żonę po pijaku. Kobieta jest zawsze niewinna, bo nie może wyrządzić krzywdy fizycznej. Czy mężczyzna 190 cm wzrostu i 100 kg wagi może ucierpieć od filigranowej blondynki 160 cm wzrostu i 45 kg wagi? Może, bo większość kobiet stosuje przemoc psychiczną i manipulację.
    Kiedy wreszcie społeczeństwo dostrzeże, że kobiety są równie okrutne, co mężczyźni?

  • baby1

    Oceniono 24 razy 16

    Problemy współczesnej młodzieży związane są z atomizacją społeczeństwa. To życie obok innych, ten jedyny kontakt ze światem przez internet, to wszystko powoduje, że słabsze psychicznie jednostki nie widzą sensu życia, albo wpadają w sidła kiboli lub faszystów.

  • anitani

    Oceniono 25 razy 13

    Początkowo (najczęściej młody) mężczyzna nie odczuwa tego jako cierpienie, ale raczej jako kolejne wyzwania którym w perspektywie czasu sprostał :) Ale po wielu latach (kilkunastu) pewnego dnia otwiera oczy i udaje mu się zrozumieć, że zmarnował przy niej lata, często najpiękniejsze nie dostając w zamian nic, lub nawet zdradę.
    Kobieta po takim dłuższym czasie szuka sobie kolejnych uległych facetów a jego uznaje za miernotę, nieudacznika. Nigdy go nie doceni, a gdy kończy pierwsze wyzwanie sukcesem, ona już ma lub intensywnie myśli nad kolejnym z którego ona będzie czerpać korzyści, a z którego nic dla niego (poza szarpaniem, nerwami i wysiłkiem) nie wyniknie.

    Jak sobie radzić? Łatwo: Pobzykać i zostawić. Brzmi może brutalnie, ale po latach zobaczysz że to jedyna recepta na relację z tym typem kobiety. Taka kobieta nie jest odporna na stanowczego mężczyznę. Wystarczy się sprzeciwić i zablokować dalsze manipulowanie i pomiatanie. Nie stawać do pozorowanych 'wyzwań'. Wiąże się to potem z konsekwencją lekceważenia czy niezauważania, pogardy i obrażania ale jeśli jego chemia tego 'zatrutego zauroczenia' w głowie przestanie działać - będzie wolny. Od tego momentu wystarczy zrobić duży krok na przód w stronę własnego życia, za co trzymam kciuki, nie dajcie się :)

  • bobvega

    Oceniono 26 razy 10

    religia z miłości do boga i w obronie jego wartosci rowniez NAKAZUJE zabijac

  • hipis3308

    Oceniono 6 razy 6

    Scenariusz jest taki, że pokolenia internetu,mają wyprane mózgi i są cały czas manipulowane. Wystarczy zobaczyć snujące się po ulicach, idące do szkół i ze szkół, jeżdżące komunikacją miejską, siedzące na ławkach w parkach i na deptakach zombi. Każde ma nos zanurzony w telefonie. To już jest nieuleczalna pandemia. Ratunek może być tylko jeden, a mianowicie całkowity brak energii.

  • anka401

    Oceniono 5 razy 5

    "Podziwiam" rodaków mających receptę na cudze życie i decyzje innych ludzi ( to a propos niektórych komentarzy, z tyłka wziętych). Gdyby każdy skupił się na swojej egzystencji i potrafił dokonywać optymalnych - dla siebie i swoich najbliższych- wyborów, bylibysmy w czołówce rankingu na najszczęsliwszą nację świata. Postawa " wiem, co sasiad powinien zrobic" plasuje nas pewnie gdzies przy koncu. Mnie osobiście bardzo odpowiada taki rodzaj dokumentu bo uważam, że nawet najgorsze czyny mają swoje podłoże w przeżyciach i doświadczeniach kata/ofiary. Szacun dla dziennikarki za to, że nie zdeptała człowieczeństwa tylko ukazała słabosci i mechanizmy postępowania mlodej dziewczyny. Co do kary - nie wypowiem się, bo nie mam pojęcia jaki jej rodzaj przyczyniłby sie do zmiany spojrzenia na kwestię życia i śmierci u dziewczyny.

  • bohdan.ch

    Oceniono 11 razy 5

    Taka zaobserwowana sytuacja.
    W sklepie tuż przed zamknięciem pracownice robią zakupy. Jedna z kobiet kupuje w mniemaniu kasjerki jakiś droższy artykuł.
    Koleżanka wbija jej szpilę: "ciebie stać bo nie masz rodziny".

  • june-of-44

    Oceniono 3 razy 3

    "Powinniśmy częściej odkładać telefon i rozmawiać ze sobą twarzą w twarz, mniej życia spędzać w sieci."
    A ja siedzę tu, w sieci z nosem w smartfonie i czytam zamknięty w swoim świecie...

  • oloros11

    Oceniono 9 razy 3

    w Polsce to dobrze - widać - idzie Nowe - nasza przyszlosc Nartodu - strach się bac po prostu

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX