W samych Stanach Zjednoczonych w 2018 roku bez śladu zniknęło blisko 425 tys. dzieci

W samych Stanach Zjednoczonych w 2018 roku bez śladu zniknęło blisko 425 tys. dzieci (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

"Runaway Train". Piosenka, która pomogła odnaleźć dzieci

Kiedy w maju 1993 roku zespół Soul Asylum opublikował teledysk "Runaway Train", udało się to, w co nikt tak naprawdę nie wierzył. Los ponad 20 zaginionych dzieci został ustalony. Po 25 latach utwór powraca. FBI wierzy, że w czasach mediów społecznościowych przyniesie jeszcze lepsze rezultaty niż kiedyś. Bo wciąż co dwie minuty gdzieś na świecie bez śladu ginie dziecko.

Nikhita Jagtiani ostatni raz widziana była w nowojorskim Rego Parku 14 września 2013 roku, niecały miesiąc po swoich czwartych urodzinach. Najprawdopodobniej porwała ją matka, Anupama Sharma, która została pozbawiona praw rodzicielskich. Do dzisiaj nie udało się namierzyć ani Nikhity, ani Anupamy. Podejrzewa się, że kobieta wywiozła dziewczynkę do Indii i zmieniła obu tożsamość. Ojciec dziecka wciąż nie traci nadziei, że uda się je odnaleźć.   

Nikhita jest jednym z kilkunastu dzieci, które pojawiły się w nowej edycji słynnego "Runaway Train", opublikowanej w maju tego roku. 

Wszyscy znają Etana

Amerykańska organizacja National Center for Missing & Exploited Children do dzisiaj nazywa teledysk Soul Asylum "kartonem mleka XXI wieku". Bo właśnie na kartonach z mlekiem opublikowano pod koniec lat 70. wizerunek sześcioletniego Etana Patza. Było to wówczas rozwiązanie nowatorskie i z pozoru nieco szalone, ale w czasach bez multimediów dawało rodzicom chłopca nadzieję.

40 lat temu, 25 maja 1979 roku, Etan po raz pierwszy w życiu postanowił pójść sam do szkolnego autobusu. Chociaż od przystanku dzieliły go zaledwie dwie przecznice, nigdy do niego nie dotarł. Zrozpaczeni rodzice namówili producenta mleka, żeby opublikował zdjęcie Etana na każdym kartonie. Mieli nadzieję, że pewnego dnia ktoś zadzwoni i powie, gdzie jest ich syn. I nigdy jej nie stracili. Nie wyprowadzili się z kamienicy, w której mieszkali razem z dzieckiem. Przez ponad 30 lat mieli ten sam numer telefonu stacjonarnego. Mały Etan znał go bowiem na pamięć.

Dwa lata temu za jego porwanie i zamordowanie na 25 lat więzienia skazano 56-letniego Pedro Hernandeza. 18-letni w chwili zaginięcia Etana mężczyzna przyznał się do zwabienia go do piwnicy i uduszenia. Ciało miał zapakować do plastikowej torby i wyrzucić do śmieci. Zwłok nigdy nie odnaleziono. Morderca zachował na pamiątkę plakat z poszukiwań oraz karton po mleku ze zdjęciem sześciolatka.

Rok po zniknięciu Etana już nie tylko na kartonach, ale i na torbach na artykuły spożywcze, pudełkach na pizzę, biletach i ciężarówkach zaczęły pojawiać się zdjęcia innych zaginionych dzieci. O szczęściu można mówić w przypadku 3-letniej Bonnie Lohman, porwanej z domu ojca. Dziewczynka została rozpoznana właśnie dzięki "kartonowej akcji" przez sąsiadów swojej matki i ojczyma. Okazało się, że to oni stali za porwaniem.

Etan Patz zaginął w 1979 roku (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)
Etan Patz zaginął w 1979 roku (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

Z zamieszczania wizerunków zaginionych dzieci na opakowaniach zrezygnowano jednak po kilku latach, gdy zespół psychologów orzekł, że tego typu epatowanie zaginięciami niepotrzebnie wprowadza do codziennego życia element strachu. Wśród przeciwników akcji był m.in. Benjamin Spock, autor słynnych podręczników dla rodziców, oraz psychoanalityk i pediatra Berry Brazelton. Według nich zamiast cieszyć się z jedzenia porannych płatków z mlekiem, w dzieciach narastał lęk przed tym, co może się im przytrafić poza domem.

Prawda po latach

Zdecydowanie lepsze efekty niż akcja z kartonami mleka przyniósł "Runaway Train". Od czasu pierwszej emisji w stacjach telewizyjnych w maju 1993 roku do domu wróciło ponad 20 zaginionych dzieci. Część z nich, jak Elizabeth Wiles, okazała się uciekinierami z domu. Dziewczyna, która zniknęła jako 13-latka w 1990 roku z Lamar w Arkansas, nie została porwana, ale uciekła wraz ze swoim chłopakiem, Ronem, do Kalifornii. Trzy lata później, gdy byli u kolegi, ktoś włączył MTV i zobaczyli teledysk Soul Asylum. Przez tydzień zastanawiali się, co robić, ale w końcu skontaktowali się z rodzicami i z płaczem wrócili do domów.

Po telewizyjnych antenach krążyło kilka wersji teledysku. Zdjęcia zaginionych dzieci zmieniały się w zależności od tego, w jakim stanie albo kraju teledysk był emitowany. Wersja brytyjska otwierała się słowami: "100 000 młodych ludzi ginie na ulicach Wielkiej Brytanii". W Australii teledysk zawierał dodatkowo fotografie zaginionych młodych turystów. To właśnie za sprawą jego emisji udało się połączyć kilka przypadków zniknięć z seryjnym mordercą Ivanem Milatem, który w latach 1989-1992 zamordował siedem podróżujących po Australii osób - wszystkie w wieku od 19 do 22 lat.

Odświeżonej po 25 latach wersji teledysku towarzyszy witryna internetowa, która umożliwia zapoznanie się z historiami dzieci, które zniknęły. Jest wśród nich m.in. Sulay Andino, poszukiwana od marca ubiegłego roku. Dziewczyna zaginęła w Nowym Jorku, miała wówczas 16 lat. Podejrzewa się, że mogła uciec z domu albo paść ofiarą handlu ludźmi. Niewykluczone też, że wciąż jest przetrzymywana na terenie miasta. Według FBI blisko 61 proc. zaginionych dzieci nadal znajduje się w stanie, w którym zniknęło. 

Teledysk ma być stale aktualizowany, a zdjęcia poszukiwanych nieletnich mają dodatkowo pokazywać się na elektronicznych billboardach. Zdaniem śledczych to szczególnie przydatne w sezonie wakacyjnym. W samych Stanach Zjednoczonych w 2018 roku bez śladu zniknęło blisko 425 tys., dzieci, a w Wielkiej Brytanii ponad 100 tys. To i tak zdecydowanie mniej niż w połowie lat 90., kiedy liczbę nieletnich zaginionych w USA szacowano nawet na milion rocznie

Na obcej ziemi

Gdy znika małe dziecko, najbliżsi zazwyczaj od razu wpadają w histerię. Nie są nawet w stanie przypomnieć sobie, w co maluch był ubrany. Paraliżuje ich przerażenie. Bo gdy nagle przepada bez śladu na przykład niespełna dwuletnie dziecko, dla bliskich jest jasne, że musiało stać się coś bardzo złego. Tak było z Benem Needhamem z Wielkiej Brytanii. Miał zaledwie 21 miesięcy. Przebywał na greckiej wyspie Kos. W dniu zaginięcia, 24 lipca 1991 roku, jego mama Kerry poszła do pracy w hotelu, a chłopcem opiekowali się dziadkowie. W domu trwał remont, przez willę przewijało się wiele osób. Chłopiec miał bawić się grzecznie w specjalnie przygotowanym miejscu na podwórku. Dziadkowie dopiero po dwóch godzinach zorientowali się, że wnuka nigdzie nie ma.

Ben Needham (fot. archiwum prywatne rodziny Needham)
Ben Needham (fot. archiwum prywatne rodziny Needham)

Przez wiele lat sądzono, że Ben został porwany, specjalnie powołane zespoły śledczych przetrząsnęły całą Europę. Dwa lata temu brytyjska ekipa kierowana przez insp. Jona Cousinsa podjęła decyzję o ponownym przeszukaniu terenu pod domem wakacyjnym dziadków Bena. W przekopanej ziemi odnaleziono kilkadziesiąt przedmiotów, w tym zakrwawiony samochodzik, którym dziecko prawdopodobnie bawiło się w momencie zniknięcia. To miał być przełom w poszukiwaniach, ale jednocześnie dowód, że chłopiec nie żyje. Ale szczegółowe badania DNA przeprowadzone w brytyjskim laboratorium wykluczyły, że to krew Bena.

Detektyw Cousins uważa jednak, że dziecko padło ofiarą wypadku z użyciem ciężkich maszyn, które były wówczas w pobliżu willi. "Mój zespół i ja wiemy, że maszyny, w tym duża koparka, zostały użyte do oczyszczenia terenu właśnie w dniu zaginięcia" - twierdzi Cousins. Co więcej, przyjaciel kierowcy koparki, który wówczas pracował przy willi, przyznał, że mężczyzna mógł być odpowiedzialny za śmierć Bena. Samego kierowcy nie udało się jednak ponownie przesłuchać. Zmarł na raka rok przed odnalezieniem zabawki.

Jak kamień w wodę

Czy gdyby Ben oraz Amber Hagerman, 9-letnia dziewczynka z Arlington w Teksasie, zaginęli kilka lat później, mieliby większe szanse na odnalezienie? Możliwe. Ale prawdopodobne też, że gdyby nie sprawa Amber, wielu kolejnych dzieci nie udałoby się ocalić. Ale po kolei.

Amber uwielbiała jeździć na rowerze. Towarzyszył jej zwykle 5-letni brat Ricky. Znała okolicę jak własną kieszeń. 13 stycznia 1996 r. pojechała rowerem, tym razem z kolegą, na parking opuszczonego sklepu. A tam wszystko rozegrało się błyskawicznie. Na plac z piskiem opon podjechała niebieska furgonetka, wyskoczył z niej mężczyzna i siłą wepchnął Amber do kabiny. Dziewczynka krzyczała i kopała porywacza, ale zanim jedyny świadek porwania wezwał policję, po samochodzie nie było już śladu.

Amber Hagerman (fot. archiwum prywatne rodziny Hagerman)
Amber Hagerman (fot. archiwum prywatne rodziny Hagerman)

Ponad 50 policjantów i agentów federalnych szukało dziecka dzień i noc. Zaangażowano wszystkie siły i wykorzystano - jak sądzono - wszystkie dostępne środki, aby ją odnaleźć. Pięć dni później ciało Amber znalazł przypadkowy spacerowicz. Leżało w potoku około czterech mil od opuszczonego parkingu. Dziewczynka miała poderżnięte gardło. Sprawcy nigdy nie odnaleziono

Czy można było zrobić coś jeszcze, żeby ją uratować? Wkrótce po pogrzebie córki matka Amber, Diane Simone, zadzwoniła do lokalnej stacji radiowej. Zwróciła uwagę, że kiedy National Weather Service wysyła ostrzeżenie o złej pogodzie, przerywane są natychmiast transmisje telewizyjne i radiowe, i uruchomiony zostaje głośny sygnał alarmowy. Jeśli lokalne media wysyłają ostrzeżenia pogodowe, mogą zrobić to samo dla porwanych dzieci.

Już kilka miesięcy później stacje radiowe zaczęły współpracować z organami ścigania, aby na bieżąco informować słuchaczy o porwaniach dzieci. Stworzono system nazwany America's Missing Broadcast Emergency Response, skrótowo - Amber Alert, na cześć zamordowanej dziewczynki. Wkrótce zaczął działać w całej Ameryce. Poza stacjami radiowymi, telewizyjnymi komunikaty o zaginionych dzieciach zaczęły być wysyłane na billboardy, a nawet na telefony komórkowe.

Do dzisiaj dzięki Amber Alertowi udało się uratować ponad 900 dzieci. Okazało się, że już samo jego uruchomienie skutkuje tym, że sprawcy poddają się i uwalniają porwanych w obawie przed wpadką.

Przykład wiadomości AMBER Alert (fot. Wikimedia Commons)
Przykład wiadomości AMBER Alert (fot. Wikimedia Commons)

Matka Amber po latach od tragedii nadal twierdzi, że to brak odpowiedniego systemu umożliwiającego współpracę służb (policji, ratowników, ochotników) przyczynił się do śmierci jej córki. "Mówili, że Amber została porwana o czwartej po południu i że nikt nic nie widział. Przepraszam, to niemożliwe. Problem nie polegał na tym, że ludzie nie widzieli porwania, ale na tym, że nie wiedzieli, co widzą".

W Europie system wczesnego ostrzegania o porwaniach dzieci działa pod nazwą Child Alert. Poza Polską funkcjonuje w 15 krajach - w Belgii, Bułgarii, na Cyprze, we Francji, w Grecji, Hiszpanii, Czechach, Holandii, Portugalii, Rumunii, Słowacji, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Niemczech oraz we Włoszech. Na terenie Unii Europejskiej system szybkiego powiadamiania o zaginięciu dziecka działa za pośrednictwem infolinii 116 000.

Pierwsza była Maja

W Polsce Child Alert uruchomiono do tej pory trzy razy, z czego dwa - jak się okazało -  błędnie. Były to bowiem porwania rodzicielskie, które nie podlegają działaniu systemu. Pierwszy alert dotyczył 10-letniej Mai, która zniknęła w 2015 roku w drodze ze szkoły do domu. Po lekcjach jak zwykle wsiadła do autobusu numer 105, który dowiózł ją do Wołczkowa. Na zegarku kierowcy była dokładnie 16.30, kiedy dziewczynka wysiadła na przystanku. Do domu miała tylko kilka minut spaceru. Zniknęła bez śladu.

W Polsce pierwszy raz uruchomiono Child Alert, gdy zaginęła 10-letnia Maja (fot. policja.gov)
W Polsce pierwszy raz uruchomiono Child Alert, gdy zaginęła 10-letnia Maja (fot. policja.gov)

Kiedy ojciec zgłosił jej zaginięcie, policja zaczęła m.in. od sprawdzenia miejscowego monitoringu. Okazało się, że uliczką między przystankiem a domem Mai w czasie jej zniknięcia przejeżdżał obcy samochód. Okazało się, że był kradziony. Od razu zaczęto podejrzewać porwanie. To wtedy po raz pierwszy od dwóch lat działania Child Alertu uruchomiono tzw. czerwony przycisk. Zadziałał tak, że zdjęcie Mai trafiło do mediów, na telebimy i wyświetlacze w autobusach, tramwajach i metrze. W poszukiwania włączono policyjny śmigłowiec, dron oraz Mobilne Centrum Wsparcia Poszukiwań. Poinformowano także służby niemieckie, z uwagi na bliskość granicy. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, ponieważ podejrzany samochód zarejestrowała jedna z kamer przy autostradzie, a przed granicą znaleziono but należący do porwanej dziewczynki. Odnaleziono ją po blisko 24 godzinach, w niemieckim Friedland. Całą i zdrową.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (53)
Zaloguj się
  • goodwife

    Oceniono 43 razy 31

    Dlaczego porwania rodzicielskie nie podlegają pod ten system? Bo rodzic na pewno nie skrzywdzi dziecka???
    Powiedzcie to zamordowanemu Dawidowi.

  • gotlama

    Oceniono 27 razy 17

    Sorki, ale po ostatnich wypadkach mordowania dzieci przez świrniętego ojca czy matkę, KAŻDE porwanie dziecka powinno być traktowane priorytetowo, a nie z bredzeniem o porwaniu rodzicielskim.

  • oszo-lom-z-rm

    Oceniono 12 razy 6

    Grupa jednego przeboju ale za to jakiego! To jedna z tych perełek rocka które mieszczę się w tych 10% wartościowych utworów bo pozostałe 90% to satanistyczne śmiecie jak to ujął kiedyś chyba Mick Jagger w którymś z wywiadów

  • gnago

    Oceniono 15 razy 5

    Dzeciom niepełnosprawnym, notowanym przestępcom system monitoringu zafundować i bransoletkę z systemem. Zanika sygnał patrol w dwie minuty i rejestracja wszystkich sygnałów na km wokół

  • augenthaler

    Oceniono 4 razy 4

    Ja o muzyce. Tamten utwór był poprockowy, natomiast ta nowsza wersja, to nie wiem, co to jest, ale nie jestem w stanie tego dosłuchać do końca. Zupełnie inny gatunek.

  • kklknknojo

    Oceniono 4 razy 4

    1.000.000 dzieci ginęło rocznie w USA? 10.000.000 w 10 lat? Tam było ok. 300.000.000 obywateli i 10.000.000 zniknęło? Czyli praktycznie w każdej rodzinie było zaginięcie? Coś chyba nie gra.

  • alaveda

    Oceniono 3 razy 3

    Pamiętam, 1993 stypendium w Stanach....Runaway Train, Creep Radiohead, reaktywacja Duran Duran, What's Up 4 NonBlondes, Sliver w kinach, pierwszy sezon Star Trek Deep Space 9 w tv....

  • Wojtek Bo

    Oceniono 1 raz 1

    Nowa wersja "Runaway Train" może pomoże - oby, bo szkoda dzieciaków. Ale czy ktoś widzi różnice między tymi dwoma utworami? W pierwotnym jest pasja, nerw, rytm. Zapada w pamięć, a ten nowy? Rozgotowane pierogi.... No, ale może czasy teraz inne.

  • dynia71

    Oceniono 1 raz 1

    Ponad 10 lat temu byłem na ich koncercie z okazji festiwalu w Milwakee, chyba 100 lecie Harleya. Zespół jednej piosenki. Wszyscy na to czekali, a po tej piosence poszli na inne sceny a było tego tam sporo.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX