Zamieszki podczas I Marszu Równości w Białymstoku

Zamieszki podczas I Marszu Równości w Białymstoku (fot. Agnieszka Sadowska / AG)

reportaż

"Tak się, proszę pana, zaczynała Jugosławia. Ruanda, Wołyń"

Wioletta przechodzi do pracy pod nielegalnie powieszonymi na pomniku napisami: Bóg, Honor i Ojczyzna. Z jej kiosku zresztą idealnie widać ten pomnik. Na tyłach ma natomiast wielki mural Jagiellonii Białystok. Wiola w marszu nie szła. Odpoczywała po weselu. W sumie dobrze.

Na białostockim placu Niezależnego Zrzeszenia Studentów spokój. Nieliczni zaglądają do księgarni i sklepu z ciuchami. Tłumy czekają za to na autobus. Czekają na stojąco, bo przystanki ogrodzone. Robotnicy pieczołowicie układają wokół nich kostkę. Nad placem góruje pomnik Bohaterów Ziemi Białostockiej. Z betonowych kolumn  na przechodniów spogląda orzeł w koronie. Za pomnikiem park. Para nastolatków obściskuje się, korzystając ze słonecznej pogody. Sielanka. 
 
W sobotę właśnie z tego miejsca ruszał pierwszy białostocki Marsz Równości. Osiemset osób planowało przejść ulicami Białegostoku. Kibice i ich sympatycy mieli na ten temat swoje zdanie. Skandowali: "Bóg, honor, ojczyzna!", "Zakaz pedałowania!", "Wypierdalać!". W ruch poszły kamienie, kostka brukowa, petardy, zgniłe jaja, butelki z wodą i moczem. Porządku pilnowało 700 policjantów w strojach bojowych. Gaz łzawiący, psy i helikopter. Ale i to nie zawsze pomagało w opanowaniu sytuacji. 

20 lipca w Białymstoku odbył się Marsz Równości (fot. Agnieszka Sadowska / AG)
20 lipca w Białymstoku odbył się Marsz Równości (fot. Agnieszka Sadowska / AG)

"Napakowani kibole i narodowcy atakowali grupami pojedyncze osoby" - opisywała "Wyborcza". "Na pobliskiej ulicy Suraskiej rzucili się na drobną dziewczynę w ogrodniczkach, skopali, upadła na ziemię, płacząc. (...) Wrzeszczeli wyzwiska, spalili tęczową flagę. Pod budynkiem Uniwersytetu w Białymstoku kilkunastu kiboli w koszulkach 'Białystok nie pedałuje' szarpało grupkę działaczy LGBT". Po marszu zatrzymano już 37 osób. CNN nazwał Białystok "synonimem silnych ruchów skrajnej prawicy", a "La Repubblica" pisała o "średniowiecznej przemocy".  
 
Po regularnej bitwie, do której doszło tu raptem dwa dni temu, w lipcowy poniedziałek nie ma śladu. Na pozór.  

Nielegalny Bóg Honor Ojczyzna 
 
Pomnik Bohaterów Ziemi Białostockiej zdobią złote litery układające się w hasła: "Bóg Honor Ojczyzna". Napis wisi nielegalnie. 

Monument z 1975 roku przedstawia dziewięć drzew z betonu, wysokich na 17 metrów, zwieńczonych gniazdem z orłem. Upamiętnia poległych i pomordowanych mieszkańców Białostocczyzny, którzy życie oddali za wolną Polskę. Grupa działaczy kombatanckich chciała zmienić wymowę pomnika, bo, owszem, uczczeni Bohaterowie Ziemi Białostockiej życie oddali, ale za Polskę Ludową. Uznano więc, że trzeba przykryć PRL-owskie pochodzenie monumentu patriotycznym hasłem "Bóg, Honor, Ojczyzna". Ale zaprotestował jego współautor, autor monumentu Bohdan Chmielewski.  

"24 września 2011 roku, w sobotę nad ranem, pod pomnik podjeżdża auto ciężarowe z wysięgnikiem. Na ramię dźwigu wchodzi kilku mężczyzn. Do jednego filara przykręcają około metrowe litery 'Bóg', do drugiego 'Honor', do trzeciego 'Ojczyzna'. Wysięgnik podnosi się do szczytu, orzeł dostaje metalową koronę. Akcja trwa półtorej godziny" - opisywał Marcin Kącki w książce "Białystok. Biała siła, czarna pamięć". To, co zrobili, jest samowolą budowlaną. Ale prezydent miasta Tadeusz Truskolaski nie zdecydował o zdjęciu napisów. Wiszą do dzisiaj. W sobotę pod Bogiem, Honorem i Ojczyzną patrioci obrzucili nastolatków kamieniami.

Wioletta codziennie pod tymi Bogiem, Honorem i Ojczyzną przechodzi do pracy. Z jej kiosku idealnie widać pomnik. Na tyłach ma natomiast wielki mural Jagiellonii Białystok. Wiola w marszu  nie szła. Odpoczywała po weselu. W sumie dobrze. 

Pomnik Bohaterów Ziemi Białostockiej (fot. Agnieszka Sadowska / AG)
Pomnik Bohaterów Ziemi Białostockiej (fot. Agnieszka Sadowska / AG)

Sama bym do kiboli wyskoczyła! - zapewnia. - Konstytucja chyba jakaś obowiązuje w tym kraju? Kto chce, niech maszeruje, choćby fioletowy i w kropki. Na to, co kibole robili, jest jedno słowo - barbarzyństwo. Tak się, proszę pana, zaczynała Jugosławia. Ruanda, Wołyń. Jakby mieli broń, toby do marszu strzelali. Widziałam na YouTube filmiki, jak kibole ganiali  maszerujących. Jak marsze Murzynów w Stanach w latach 50. Ci spokojnie idą, a drudzy ich szarpią i biją.  

Córka kolegi Wioli szła w marszu. Mało nie dostała cegłówką.  I jeszcze niszczą honor miasta. A Podlasie od wieków wielokulturowe. Za chwilę rusza festiwal Oktawa Kultur, zjadą artyści z całego świata. Tak Białystok chce być kojarzony. 
- A wyszło inaczej. Co za wstyd - mówi. 
 
Kto mordy sobie liże 
 
Wojtek uważa, że "wstyd, owszem, był, ale robili go pederaści".  
 
Spaceruje z pieskiem po ulicy Suraskiej, miejskim deptaku. W sobotę przyszedł na mszę z wnukiem. Gdy wychodzili, ulicami akurat paradował marsz. Szczegółów nie widział, ale wie, co się na takich marszach dzieje.  

Kto to widział, żeby paradować, mordy sobie lizać. To chyba każdy we własnym domu powinien takie rzeczy robić, prawda? A nie popisywać się w majtkach. Przecież tu dzieci chodzą, nie chcą tego oglądać. Jak ty zdejmiesz koszulkę, to dostaniesz mandat, a pederaści sobie biegają, jak chcą - mówi. I zastrzega, że wie, co mówi. Naoglądał się "ich", jak chodzą pod rękę w Brukseli. Tam pracuje od 30 lat. Wcześniej był stolarzem w zakładach w Białymstoku, ale przyszły lata 90. - Masakra. Tutaj to nic się nie ostało. Za PRL-u było lepiej, powiem panu. Jakbym wiedział, że tak Polska będzie wyglądać, tobym w życiu na Wałęsę nie głosował - zarzeka się. 
 
A w Belgii go cenią. Dąb, olcha - we wszystkim robi, nie komputerowo, tak jak teraz młodzi, tylko ręcznie, z szacunkiem do drewna. W Belgii też poznał żonę, ma wszystkich znajomych, do Białegostoku wraca na grób rodziców i brata. Umówił się z kamieniarzem, planuje na cmentarzu nowy pomnik. 

Tęsknię za domem, ale co zrobić? A pedały? U mnie w Brukseli mają swoje kluby i do nich biegają. Mnie to nie przeszkadza, mój szef był nawet świadkiem na pedałów ślubie, wszystko dobrze, ja rozumiem, no ale żeby maszerować? Przecież tu nie chodzi o żadne prawa, tylko o to, żeby sobie mordy lizać publicznie. Niech sobie w domu robią, co chcą, ale nie na ulicy.  
- A bić ludzi na ulicy - wolno? - pytam. 
A to się z panem zgadzam, przesadzili kibice. Niepotrzebna ta agresja. 

Kościół św. Jadwigi (fot. Bartosz Józefiak)
Kościół św. Jadwigi (fot. Bartosz Józefiak)

Po Suraskiej przechadza się też Anna, emerytowana nauczycielka. Lokalna patriotka, wielbicielka białostockiej kultury. - Jak był Marsz Równości, moje koleżanki poszły na różaniec. A ja na spacer do parku. Widziałam, co się działo - opowiada. - Młodzi ludzie, w wieku powiedziałabym licealnym, stali spokojnie z kolorowymi flagami. To wandale się na nich rzucali. Chyba poprzyjeżdżali skądinąd. Sama widziałam, jak nagle zza krzaków wyskoczyli szeroką ławą. Skąd ich nagle tylu w jednym miejscu?  

Anna dyskutowała o marszu z koleżankami. Tłumaczyła - a jakby twój syn się urodził taki, tobyś go przegoniła? Koleżanka, zdecydowanie rzuciła: a jak, przegoniłabym! Co Annę zdziwiło, bo koleżanka należy do tych spokojniejszych, a tu takie słowa... Ale Anna nie będzie się kłócić. W takich sytuacjach szybko zmienia temat. Bo jeszcze koleżanki się od niej odwrócą. - Sama jestem tolerancyjna. Moja córka, co mieszka w Warszawie, ma przyjaciół gejów. Ale wśród znajomych raczej jestem w mniejszości - przyznaje.  
 


18-letnia Magda uważa, że kibice zrobili wstyd miastu. Przecież na co dzień tu jest spokojnie. Młodzi chodzą do parków, do galerii. W szkole ma kilku homoseksualistów.  Nigdy nie spotkała ich krzywda. Magda popiera Marsz Równości. Ale sama w nim nie poszła. Tłumaczy dlaczego: - OK, może kibiców na co dzień nie widać, ale wszyscy wiedzą, że są. I że są silni. Bałam się, że coś mi się stanie. Potem oglądałam filmiki na YouTube, widziałam, jak bili ludzi. Chyba miałam rację, że nie poszłam. 

Non possumus 
 
22 lipca to nie katolickie święto, ale w kościele św. Jadwigi na Słonecznym Stoku sporo wiernych. Przyszli na popołudniową mszę. Parafia przed chwilą zasłynęła na całą Polskę komunikatem na stronie: "Jako kapłani posługujący w naszej parafii, składamy wyrazy uznania i podziękowania tym wszystkim, którzy w ostatnim czasie w jakikolwiek sposób włączyli się w obronę wartości chrześcijańskich i ogólnoludzkich, chroniąc nasze miasto, zwłaszcza dzieci i młodzież przed planową demoralizacją i deprawacją. Niech wam Bóg wynagrodzi i błogosławi wszelkie dalsze dobre poczynania". Dziennikarze uznali, że "jakikolwiek sposób" dotyczy kopania, plucia, rzucania petardami i kamieniami. 

fot. Bartosz Józefiak
fot. Bartosz Józefiak

Teresa przyszła do kościoła z mamą, osobą już starszą, gorącej wiary. Teresa wyniosła z podlaskiego domu świat wartości, któremu pozostała wierna podczas wieloletniej rozłąki w Londynie. 
Pracowałam jako pielęgniarka w szpitalu. Dużo poznałam gejów i lesbijek. To są zagubieni, samotni ludzie. Często zmieniają partnerów. Nie potrafili sobie życia ułożyć. Wielu z nich korzystało z pomocy psychologa. Współczuję im. Dlatego w sobotę modliłam się za nich w katedrze na różańcu. Takie sobie życie wybrali. 
- Urodzili się ze swoją orientacją. 
- Nie wszyscy, proszę pana, nie wszyscy. 
- A kibiców pani widziała? 
- Nie, z katedry nie było widać. Wiadomo, kibice mają swój świat, musieli się wyładować. Choć podobno śpiewali "Ojcze nasz" i jednocześnie rzucali jakieś wulgarne wyzwiska. No, nie licuje to z wiarą katolicką. 
 
W kościelnej kancelarii spotykam księdza Kamila.  
No, niefortunnie wyszło. W ogóle nam nie przyszło do głowy, że to zostanie tak odebrane. Sprostowalibyśmy szybciej, ale padły nam serwery - zdradza. - A teraz muszę od rana odbierać telefony od dziennikarzy. A my tylko dziękowaliśmy ludziom biorącym udział w modlitwie, piszącym posty na Facebooku, biorącym udział w pikniku rodzin, który odbywał się w tym samym czasie. W życiu byśmy nie dziękowali chuliganom. Jak ktoś w jednej ręce ma cegłówkę, a w drugiej różaniec, to zaprzecza nauczaniu Pana Jezusa. Kościół nie nawoływał i nie nawołuje do agresji. W sobotę rano przyszła do mnie wierna, mówi - dobrze, że ci kibice pogonią homosiów! Powiedziałem: nie wolno tak mówić! A jakby pani syn był gejem, to co by pani zrobiła?  
- I co by miała zrobić w świetle nauki Kościoła? 
- Osoba homoseksualna nie jest zła, nigdy tego nie powiem. Czyn homoseksualny jest według Kościoła grzechem, to fakt, z tym można sobie radzić na różne sposoby. Dla mnie to jest choroba, ale każdy zasługuje na najwyższy szacunek. 

I Marsz Równości w Białymstoku (fot. Martyna Niećko / AG)
I Marsz Równości w Białymstoku (fot. Martyna Niećko / AG)

Przed marszem metropolita białostocki abp Tadeusz Wojda pisał do wiernych: "Jest to inicjatywa obca naszej podlaskiej ziemi i społeczności, która jest mocno zakorzeniona w Bogu, zatroskana o dobro własnego społeczeństwa, a zwłaszcza dzieci". Dlatego też biskup Wojda wobec takiej postawy mówi stanowcze "nie". "Powtarzamy za kardynałem Stefanem Wyszyńskim: 'Non possumus' - nie możemy się na to zgodzić! Nie możemy pozwolić, aby wyśmiewano wartości dla nas najświętsze i bezkarnie obrażano nasze uczucia religijne. Nie bądźmy wobec tego faktu obojętni!" - wyjaśniał. List odczytano w białostockich kościołach. Dziennikarze zinterpretowali go jako nawoływanie do przemocy. 
- Nie za mocno? - pytam księdza Kamila.  
Myślę, że biskupowi chodziło o to, co działo się na poprzednich marszach. Obraz Matki Bożej rozlepianej na koszach na śmieci, profanacja procesji Bożego Ciała... Ludzie domagający się tolerancji depczą moją wiarę. Jak widzę wizerunek Najświętszego Sakramentu przedstawiony jako wagina, to coś się we mnie burzy. I też mówię: non possumus. Ale obroną wiary powinna być modlitwa. Nigdy przemoc. 
Według księdza Kamila Marsz Równości był prowokacją. Czyją? Nie wiadomo. Może polityków, może środowiska LGBT. Ktoś tu jednak grał na polaryzację społeczeństwa.  
Ja wolę, żebyśmy rozmawiali. Ja mam swoje zdanie, ty powołaj się na opinię Światowej Organizacji Zdrowia, że homoseksualizm nie jest chorobą. Ale rozmawiajmy, przy stole, kulturalnie. 
- Homoseksualiści walczą o swoje prawa, także na ulicy. Mają do tego prawo. 
- Rozumiem, każdy może to robić. Ale moim zdaniem to nie w marszach wyjście. 

Kończ to piwo i do domu! 
 
Kuba za to wątpliwości nie ma - "pedały słusznie dostały po mordach". 
 
Rozmawiamy na ulicy Barszczańskiej. Koniec miasta. Osiedle komunalnych bloków. Ładnych, z cegły. Obok budynki socjalne. Boisko, świetlica środowiskowa, mnóstwo rodzin z dziećmi. Gdzieś z okna zwisa flaga Jagiellonii, gdzie indziej napis na murze zachwalający "Jagę". Kuba spogląda zza słonecznych okularów i wyrokuje: cały marsz to jedna wielka prowokacja.  
 
Pedały się, kurwa, całują, obmacują, a jak ja bym z laską seks po krzakach uprawiał, to co? Przecież dzieci na to patrzą. Jeszcze pomyślą, że to normalne. Dla mnie to sami się prosili. Paradowali, to dostali, kurwa, po ryju. Wina jest po stronie tego, co to zorganizował. Ja tam w rodzinie nie zdzierżyłbym pedała.  
- A jakbyś jednak miał "pedała" w rodzinie? 
- Tobym zaraz nie miał.  
Kuba załamuje ręce: przecież oni chcieli do katedry wejść, trzeba to było powstrzymać. Dobrze kibice zareagowali. Z całej Polski się zresztą zjechali. Jagiellonia zawarła zgodę z Lechią, był pokój na czas bicia pedałów po pysku. 
Jeszcze trochę mi o życiu powie. Właśnie wrócił z pracy. Na budowie zarabia 18 złotych za godzinę. Wykończeniówka. Nieźle. Jakiś czas temu we Włoszech siedział, ale wrócił, bo warunki ch*jowe, mieszkania straszne. Grzecznie przeprasza i biegnie do kumpli. 

fot. Martyna Niećko / AG
fot. Martyna Niećko / AG

Pod oknem szeregowca Emil dopija piwo. 
Przez ten pojebany marsz tylu chłopaków poszło siedzieć. Ja nie jestem kibicem, ale tu jest ich dużo. Wiadomo, Jagiellonia nie odpuszcza. Ustawki, te sprawy. Ale to pedałów wina, jak prowokują. 
Z klatki wychodzi Magda, żona Emila. 
A ja uważam, że każdy ma prawo być sobą. I nikomu nic do tego
- No co ty. Nie znoszę pedałów. Ja jestem katolikiem, jestem mężczyzną, taki się urodziłem
- A ktoś inny się urodził inny i wszystkich należy szanować - Magda nie odpuszcza. 
Tak? To ciekawe - Emil się trochę denerwuje. - To idź se z inną dziewczyną, jak taka mądra. A ja pójdę... też z inną dziewczyną, bo z pedałami się, kurwa, nie prowadzam
Magda patrzy na męża z politowaniem. 
Ale żeś mnie postraszył, pójdziesz z inną dziewczyną. Ciekawe, która cię zechce? W ogóle to kończ to piwo i do domu, raz! - wyrokuje, a Emil pokornie wypełnia rozkaz. 
 
Izabela z bloku obok uważa natomiast, że "pieniądze, co poszły na paradę gejów, można było wydać inaczej. Na przykład na normalne dzieci, na koncerty czy imprezy". Bo na pewno publiczne pieniądze na to poszły. Tu nie ma wątpliwości. 
Iza samotnie wychowuje trójkę. Ale tak gospodaruje, że jej na wszystko starcza. Nawet czynsz ma popłacony do przodu. Teraz, latem, jest kelnerką, jesienią poszuka pracy na kasie. Jeszcze niedawno mieszkała w Londynie, pracowała w fabryce Sony. Wróciła, żeby opiekować się schorowaną mamą.  
I niech sobie geje robią, co chcą, tylko niech w domach siedzą. Po co na ulice wychodzić? Ten marsz niczemu nie służył. 
- Geje też walczą o swoje prawa. 
- No dobrze, no to niech mają sobie te prawa, ale po co maszerują ulicami? 
- No właśnie nie mają. 
- No i ten marsz im pomógł? To tylko kibiców prowokuje. A kibice jacy są, wszyscy wiemy. Od początku było wiadomo, że tak się skończy. No, może z tymi kamieniami i butelkami przesadzili. Źle, że ich pobili, bo teraz geje robią z siebie ofiary i opowiadają, że są zastraszani - wyrokuje. 

Adam z sąsiadami się nie zgadza. - Każdy ma prawo maszerować, każdy ma prawo kochać. I nikogo nie powinno obchodzić, co kto robi - mówi. Pracuje na budowie, na czarno. Wyciąga cztery tysiące miesięcznie. Niby niemało, ale zarabia sam. Żona Klaudia opiekuje się synem z porażeniem mózgowym.  
Różne są marsze - dzieci niepełnosprawnych, pielgrzymka dla rodzin, to czemu geje i lesbijki nie mogą maszerować? A Kościół namawiał do złego. Może lepiej niech zrobią porządek z pedofilami we własnych szeregach - dodaje Klaudia. - Wielu naszych sąsiadów się z tym nie zgadza. Nie rozmawiamy między sobą na ten temat - przyznaje. A Adam tłumaczy, że sąsiadów się nie boją, mimo tych różnic dobrze z nimi żyją. - Ale pan to powinien uważać z takimi pytaniami - ostrzega. 

fot. Martyna Niećko / AG
fot. Martyna Niećko / AG

Białystok jest wszędzie 
 
O Białymstoku pisałem rok temu. Właśnie awansował do dziesiątki największych miast Polski.  W 2017 roku liczba mieszkańców przekroczyła 297 tysięcy. Moi rozmówcy chwalili miasto: bo zielono, wszędzie blisko, a zarazem wielkomiejsko. Bo inwestycje, nowe drogi rowerowe i system rowerów miejskich. Woleli zostawać bliżej rodziny i korzeni, niż wyjeżdżać do stolicy. Zwłaszcza że więcej tu już miejsc pracy, choć pod względem zarobków Podlaskie zajmowało 11. miejsce na 16 województw.  
 
Pytałem też o ciemną legendę miasta opisaną przez Kąckiego. Reporter pokazał rosnących w siłę kibiców Jagiellonii Białystok i długą listę antysemickich i narodowych wybryków. Ich ukoronowaniem było podpalenie mieszkania obywatela Indii w 2013 roku.  
 
Prezydent Truskolaski zapewniał mnie, że to już przeszłość. - Wydarzenia, które położyły się cieniem na wizerunku miasta, miały miejsce kilka lat temu. Wdrożyliśmy program przeciwdziałania przejawom nienawiści. Akcje policji także przyniosły rezultaty. Białystok nie różni się pod tym względem od innych polskich miast. W dużej zbiorowości zawsze znajdą się takie osoby. W mojej ocenie, u nas to margines - mówił.  
 
W poniedziałek 23 lipca Truskolaski wyrażał ubolewanie z powodu sobotnich wydarzeń. Zapewniał na konferencji prasowej: - Na tego rodzaju ekscesy nie może być zgody.  
 
Relację z marszu napisała też Małgorzata Kowalska, profesor filozofii na Uniwersytecie w Białymstoku. Podkreśliła: "Tylko nie myślcie sobie, że to jakiś 'specyficznie białostocki' przypadek. Nic mnie tak nie wkurza, jak taka regionalna esencjalizacja i stygmatyzacja. Białystok jest wszędzie". 

Bartosz Józefiak. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje z Dużym Formatem Gazety Wyborczej, Tygodnikiem Powszechnym, portalem Weekend.Gazeta.pl. Dwukrotnie nominowany do nagrody dziennikarskiej im. Teresy Torańskiej w kategorii "Najlepsze w internecie". Pracuje nad książką reporterską o Łodzi.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (1195)
Zaloguj się
  • Jan Winnicki

    Oceniono 242 razy 208

    Skoro homoseksualizm jest niezgodny z naturą, to równie niezgodny z naturą jest celibat, a dodatkowo jakakolwiek religia i jej publiczne wyznawanie jest niezgodne z rozumem.

  • brave48

    Oceniono 195 razy 131

    'najśmieszniejsze' w tym wszystkim, że większość tych agresywnych prawaków to kryptogeje którzy nie radzą sobie ze swoja seksualnością, frustracje z tym związane wyładowują więc na innych ..

  • f451

    Oceniono 133 razy 115

    Z zewnątrz Białystok wygląda na miasto sterroryzowane przez kiboli wyklętych.... cóż z tego że większość mieszkańców jest tolerancyjna skoro jest zastraszona ? Władze miasta i państwa na ten terror pozwalają a lokalny kościół wręcz pochwała....

  • glencok

    Oceniono 118 razy 98

    Jak tak patrzę na te zdjęcia kiboli, to myślę że jakby z mojego syna wyrosło takie "coś" jak ci troglodyci w szalikach, to bym sobie chyba w łeb strzelił

  • pietia503

    Oceniono 135 razy 91

    od tej soboty zaliczam Białystok nie do Miast a jako Stan Umysłu. To jest miejsce nie pasujące do Europy XXI wieku. Go jakieś średniowiecze - za chwilę na stosach będą palić. POtrzebna jest granica i kordon - trzeba zrobić taki "polski donbas". Niech sobie tam na wschodzie żyją kobole, narodowcy i katole pod władzą PISu . Ale niech nie jeżdżą do Brukseli za robotą.

  • andzialak

    Oceniono 110 razy 88

    Polsce nie zagraża LGBT tylko napmpowane koksem ptasie móżdżki z wtórnym analfabetyzmem

  • grosz-ek

    Oceniono 105 razy 87

    Nieodmiennie zaskakuje mnie, w paradzie równości większość stanowią młode kobiety, a kontrmanifestanci to w 90% młodzi mężczyźni rzucający w nie cegłówkami i wulgarnymi słowami. I jak te światy mają się ze sobą spotkać?

  • luketjorself

    Oceniono 75 razy 69

    Pamiętam jak kilkanaście lat temu kibice Jagiellonii Białystok oficjalnie protestowali przeciwko zatrudnieniu w swojej drużynie czarnoskórego piłkarza. Zawodnik był wygwizdywany i wyzywany przez własnych kibiców. W Polsce to było coś trudnego do zrozumienia, bo czarnoskórzy piłkarze grali w wielu klubach i w innych miastach kibice nie widzieli w tym nic złego. W Białymstoku chcieli mieć tylko białych piłkarzy. Jeszcze w 2012 była afera z opluciem własnego czarnoskórego piłkarza przez kibica z Białegostoku... O czym to świadczy?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX