Dziś w Polsce wciąż dochodzi do przypadków torturowania ludzi

Dziś w Polsce wciąż dochodzi do przypadków torturowania ludzi (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

wywiad gazeta.pl

Tortury w Polsce. "Funkcjonariusz nakłada prezerwatywę na pałkę i sugeruje, że dana osoba zostanie nią zgwałcona"

- W kwestii ochrony ludzkiej godności nie możemy godzić się na odstępstwa, bo w przeciwnym wypadku będzie ich coraz więcej, aż dojdziemy do momentu, w którym wydamy przyzwolenie na publiczne lincze - mówi Przemysław Kazimirski, dyrektor Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur w biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. To Kazimirski i jego zespół w publicznym oświadczeniu skrytykowali policję za sposób zatrzymania Jakuba A., podejrzanego o zabójstwo 10-letniej Kristiny z Mrowin.

Czy w Polsce stosuje się tortury? 

Tak. Choć w powszechnej świadomości one kojarzą się ze średniowieczem, kiedy wymyślono rozmaite sposoby zadawania cierpienia drugiemu człowiekowi.

Lub z Gestapo, którego oficerowie obcinali ludziom palce, miażdżyli genitalia. 

Jednak dziś w Polsce, niestety, wciąż dochodzi do przypadków torturowania ludzi.

Może ustalmy: jak się dziś definiuje tortury? Czym one są we współczesnym rozumieniu?

Konwencja ONZ o zakazie stosowania tortur, której Polska jest sygnatariuszem, mówi, że to ból fizyczny bądź psychiczny, zadawany przez funkcjonariusza publicznego bądź osobę działającą w jego imieniu, w celu wymuszenia zeznań, przyznania się do winy bądź ukarania za czyn. Konwencja zakazuje też nieludzkiego i poniżającego traktowania.

Od 2008 roku przeprowadziliśmy pod tym kątem prawie 1200 kontroli w różnych placówkach. Monitorujemy więzienia, komisariaty policji, izby wytrzeźwień, ośrodki dla cudzoziemców oraz nieletnich, domy pomocy społecznej, zakłady opiekuńczo-lecznicze, domy opieki całodobowej oraz szpitale psychiatryczne. Przebywają tam osoby, które ze względu na ułomne zdrowie fizyczne i psychiczne mogą się stać łatwym obiektem nadużyć ze strony personelu.

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, zastępczyni RPO dr Hanna Machińska i dyrektor Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur Pzemysław Kazimirski (fot. rpo.gov.pl)
Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, zastępczyni RPO dr Hanna Machińska i dyrektor Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur Pzemysław Kazimirski (fot. rpo.gov.pl)

O Krajowym Mechanizmie Prewencji Tortur, którego jest pan szefem, zrobiło się ostatnio bardzo głośno, ponieważ skrytykowaliście sposób zatrzymania Jakuba A., podejrzanego o zabójstwo 10-letniej Kristiny. Chodziło m.in. o fakt, że wyprowadzono go z domu tylko w bieliźnie i boso. To chyba jeszcze nie tortury? 

Tortury nie, ale poniżające traktowanie - już tak. Policja tłumaczy, że zatrzymanemu nie pozwolono się ubrać, ponieważ na jego odzieży mogły się znajdować ślady biologiczne stanowiące dowód w śledztwie. Skoro tak, to doprowadzając go do radiowozu, funkcjonariusze mogli okryć go chociażby kocem. Mężczyznę prowadzono jednak w bieliźnie, bosego. W ten sposób go poniżono.

Poniżającym traktowaniem było również założenie kajdanek zespolonych, czyli takich, w których ręce połączone są łańcuchem ze stopami, a przecież on nie stawiał oporu. Mężczyznę zatrzymała ośmioosobowa brygada antyterrorystyczna, która prowadziła go do radiowozu w taki sposób, że aby nie upaść, musiał on podskakiwać na jednej nodze. W przypadku Jakuba A. doszło też do wydarzenia bez precedensu: do mediów wyciekły zdjęcia z przesłuchania. 

Zabójstwem Kristiny żyła cała Polska i widok zatrzymanego sprawcy tej zbrodni mógł zaspokoić elementarne poczucie sprawiedliwości. 

Jest cienka granica między złem i naszym buntem wobec tego zła a samosądem. Przy krytyce naszego oświadczenia wiele osób - w tym członkowie rządu - zupełnie pomijało jego merytoryczną stronę. My nigdy nie kwestionowaliśmy zasadności zatrzymania Jakuba A.! Tymczasem tak to było komentowane: że najchętniej rozkładalibyśmy przed nim czerwony dywan.

W Internecie komentowano wasze stanowisko zdecydowanie ostrzej. Czytał pan komentarze?

Czytałem, i to było trudne doświadczenie. Przeczytałem tam, że Jakuba A. należało po prostu rozstrzelać bez sądu. Z nas zrobiono rzeczników mordercy. 

02.10.2018 Bialystok . Doprowadzenie do Prokuratury przez policjantow aresztowanego kierowcy , ktory spowodowal grozny wypadek , w ktorym poszkodowanych zostalo 5 osob . Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Żałuje pan tego oświadczenia?

Nie. Praca moja i całego zespołu polega na tym, by gwarantować, że żadna osoba - niezależnie od tego, jakiego się dopuściła czynu, czy jest dobra, czy zła - w żadnych okolicznościach nie zostanie pozbawiona godności ludzkiej. Dlatego oświadczenia nie żałuję, aczkolwiek mogliśmy zawrzeć w nim wyrazy współczucia dla rodziny ofiary. Warto też było wyrazić uznanie dla sprawnego działania policji, która szybko zatrzymała podejrzanego. To by nie ujmowało niczego z merytorycznej strony oświadczenia, jednak opinia publiczna mogłaby lepiej zrozumieć nasze intencje.

Domagacie się ukarania policjantów, którzy brali udział w tym zatrzymaniu?

Nie, ponieważ nie doszło do złamania prawa. Chcieliśmy zwrócić uwagę na celowość i proporcjonalność użytych wobec zatrzymanego środków przymusu. To oświadczenie, podobnie jak wszystkie inne, opublikowaliśmy na stronie internetowej RPO. Między innymi w ten sposób edukujemy społeczeństwo: pokazujemy, jak w danej sytuacji władza publiczna ma prawo się zachować, a co jest niedopuszczalne.

A czy w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie torturuje się Mariusza Trynkiewicza? 

Nie odwiedzamy wyłącznie Mariusza Trynkiewicza, ale do Gostynina owszem jeździmy. Ostatnio w lutym spotkaliśmy się tam ze wszystkimi.

Bestiami? 

Nie mówmy o bestiach!

Użyłam tego słowa celowo. Ustawę, na mocy której utworzono ośrodek w Gostyninie, nazywano powszechnie "ustawą o bestiach". A sama placówka miała uchronić społeczeństwo m.in. przed Trynkiewiczem, któremu kończył się wyrok, a który miał zapowiadać, że po wyjściu z więzienia znów będzie gwałcił i mordował dzieci. 

Całe szczęście dziś się już coraz rzadziej używa tego sformułowania "bestie". Bo jeśli się go użyje, wtedy automatycznie wyłącza się empatia wobec pacjentów tego ośrodka. 

Zakład w Gostyninie (Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta)
Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta

Na co się skarży Mariusz Trynkiewicz?

Dla niego najgorsza jest bezterminowość pobytu w ośrodku. 

Jeśli człowiek przebywa w zamknięciu nie wiedząc, kiedy wyjdzie na wolność, to taka izolacja jest torturą?

Nie. To nie wyczerpuje znamion torturowania. My nie stwierdziliśmy torturowania żadnej z przebywających w Gostyninie osób. Ujawniamy tam jednak nieludzkie traktowanie. W salach, zaprojektowanych jako jednoosobowe, mieszka nawet osiem osób. A długotrwałe ograniczenie człowiekowi przestrzeni, w której brak też dostępu do naturalnego oświetlenia czy odpowiedniej cyrkulacji powietrza - to wyczerpuje znamiona nieludzkiego traktowania. Taka jest też rzeczywistość polskich zakładów karnych. W Polsce mamy jeden z najmniejszych metraży przypadający na więźnia. 

"I na to idą publiczne pieniądze? Żeby się martwić, czy więźniowie mają wygodnie, czy nie?". Już widzę komentarze w Internecie po tej naszej rozmowie.

Jeśli chcemy być społeczeństwem cywilizowanym, to nie możemy osadzonym oferować piekła, które wywoła w nich nienawiść do tego społeczeństwa.

Wróćmy do Gostynina. To jest więzienie? Szpital?

Teoretycznie zakład leczniczy, ale terapia wygląda nijak, bo większość przebywających tam pacjentów odmawia w niej udziału, a zatrudniony personel dysponuje stosunkowo małym doświadczeniem w pracy z takimi ludźmi, co - biorąc pod uwagę, że przebywają tam osoby, które dokonały najcięższych przestępstw...

...w przypadku większości - pedofilii...

...jest nieporozumieniem. Na 69 pacjentów w Gostyninie zatrudnionych jest 170 pracowników służby ochrony, którzy nie odstępują tych osób na krok. Do tego dochodzi szereg zakazów, które wprost ograniczają prawa obywatelskie.

Na przykład odwiedziny. One zawsze odbywają się w obecności strażnika, w związku z czym osadzeni nie mają możliwości, by się przytulić do bliskich. To jest tłumaczone w ten sposób, że podczas odwiedzin pacjentom mogłyby zostać przekazane np. materiały pornograficzne. Generalnie wszystkie zakazy w Gostyninie tłumaczy się względami bezpieczeństwa, ale to jest droga donikąd. Zasłaniając się względami bezpieczeństwa, można stopniowo zakazać ludziom wszystkiego. Zwracamy też uwagę, że do Gostynina trafiają z więzień osoby psychicznie chore. Jest na przykład młoda kobieta cierpiąca na schizofrenię.

27.01.2014 Gostynin . Zalesie . Regionalny osrodek medycyny sadowej .  Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta
Zakład w Gostyninie (Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta)

Jakie popełniła przestępstwo?

My się tym nie zajmujemy. Bez względu na to, co zrobiła, skoro jest psychicznie chora, powinna przebywać w szpitalu psychiatrycznym, a nie w Gostyninie. Niestety, mimo naszych monitów i wniosków dyrektora placówki do dziś nie przeniesiono tej kobiety do szpitala.

Zostańmy przy szpitalach psychiatrycznych. Ludzie się boją, że będą tam przywiązywani do łóżek i krzywdzeni elektrowstrząsami, jak w słynnym "Locie nad kukułczym gniazdem".

Podczas kontroli nie spotykamy się z przypadkami znęcania nad pacjentami. Owszem, zdarza się np., że pacjentka skarży się na sytuację, kiedy podczas obchodu do sali wchodzi jej lekarz prowadzący z grupką młodych lekarzy - stażystów czy rezydentów - i w sposób niewybredny zaczyna komentować jej zachowania, traktuje ją jako przedmiot. Używa określenia "wariatka". Ale takie sytuacje to rzadkość.

Generalnie problemem polskich szpitali psychiatrycznych jest ich permanentne niedofinansowanie. Skutkuje ono tym, że np. osoba po próbie samobójczej trafia na tzw. dostawkę i leży na korytarzu. I każdy tam wchodzący może ją sobie obejrzeć. Jak w takich sytuacjach pacjent miałby poczuć się lepiej, zdrowieć? To jest poniżające traktowanie, jednak wynikające z niedostatków systemu, a nie złej woli personelu.

Dostawki w szpitalach psychiatrycznych to powszechny problem?

Tak. Podobnie jak braki personelu. W nocy na oddziale w szpitalu psychiatrycznym potrafi być na dyżurze tylko jedna pielęgniarka. To samo się dzieje w domach pomocy społecznej. Bywa, że do pomocy przy czynnościach higienicznych leżących pensjonariuszy angażuje się inne, bardziej sprawne osoby spośród mieszkańców, ponieważ salowe się "nie wyrabiają".

11.02.2010 LUBLIN , SZPITAL NEUROPSYCHIATRYCZNY IM. KACZYNSKIEGO PRZY UL. ABRAMOWICKIEJ .  FOT. RAFAL MICHALOWSKI / AGENCJA GAZETA   PLYTA NR 244
Fot. Rafał Michałowski / Agencja Gazeta

Co jeszcze się dzieje w DPS-ach?

Kobietę, która poruszała się na wózku inwalidzkim, pozbawiono tego wózka, by ukarać ją za to, że wbrew zakazom paliła papierosy. Żeby ją odciąć od możliwości opuszczania pokoju, zabrano jej możliwość poruszania się w ogóle. Taki przypadek ujawniliśmy podczas kontroli w jednym z DPS-ów, ale to była wyjątkowa sytuacja.

W tego typu instytucjach pracownicy wpadają w rutynę i potem nie istnieją już dla nich takie pojęcia jak nieludzkie czy poniżające traktowanie. W efekcie w swoim raporcie pielęgniarka osobiście opisuje, że kiedy karmiła pensjonariuszkę, inna kobieta zsunęła się z łóżka i spadła na podłogę. "Dokończyłam karmienie i wtedy dopiero podniosłam tamtą kobietę" - czytamy w dokumencie. To jest przykład totalnego braku empatii, skutkującego poniżeniem człowieka. Jednak najczęściej nie jest to celowe nękanie, tylko właśnie efekt rutyny.

A jak są traktowani młodzi ludzie w poprawczakach?

Ujawnialiśmy np. że niektórym z wychowanków kazano nosić stygmatyzujące ubranka z napisem "uciekinier" czy "złodziej".

To mi się kojarzy z pomarańczowymi kombinezonami w Guantanamo.

Wszystko, co ma wskazać, że jesteś inny i dodatkowo jeszcze zrobiłeś to i to - jest poniżającym traktowaniem. W ośrodkach wychowawczych i zakładach poprawczych mamy też generalnie problem ze stosowaniem odpowiedzialności zbiorowej, czyli czymś, co jest absolutnie zakazane zarówno w polskim prawie, jak i przez normy międzynarodowe. Bywa więc tak, że któryś z wychowanków wbrew zakazom zapalił papierosa, nie udało się ustalić kto, więc cała grupa ma zakaz wychodzenia poza teren ośrodka czy korzystania z telefonu.

Które spośród kontrolowanych przez was placówek wypadają najgorzej?

Generalnie policyjne. W latach 2008-2015 w prawomocnych wyrokach - za znęcanie się nad osobą pozbawioną wolności, przekroczenie uprawnień czy wymuszanie zeznań - skazano 33 policjantów. Oni wszyscy de facto dopuścili się stosowania tortur. W 2016 roku uprawomocniło się kolejnych 6 wyroków, w których skazano łącznie 9 policjantów. W 2017 roku zostało skazanych 3 kolejnych funkcjonariuszy, a w 2018 sądy skazały 7 funkcjonariuszy (w tym 4 nieprawomocnym wyrokiem).

10.01.2018 Warszawa , ul. Ciupagi . Zaklad Karny Warszawa - Bialoleka . Dzien otwarty dla dziennikarzy , zorganizowany przy okazji akcji ' Dom Bezpieczny ' . Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Ci policjanci siedzą w więzieniu?

Nie wszyscy. W ubiegłym roku zapadło jednak przełomowe orzeczenie sądu w Lublinie. Na jego mocy skazano na karę bezwzględnego więzienia trzech funkcjonariuszy używających przemocy wobec osoby przebywającej w izbie wytrzeźwień. Chodziło o Francuza wielokrotnie rażonego paralizatorem. Mieliśmy tam do czynienia z funkcjonariuszem, który ewidentnie wykazywał tendencje sadystyczne. Stosując paralizator, powtarzał, że nauczy tego człowieka mówić po polsku. W polskim kodeksie karnym nie ma zapisu o zakazie stosowania tortur, ale ten wyrok pokazuje, że można korzystać z zapisów konwencji ONZ. Ona stanowi część polskiego porządku prawnego.

Lubelski wyrok jest światełkiem w tunelu. 

Badaliście sprawę Igora Stachowiaka?

Tak.

Czy Igor Stachowiak był torturowany?

Tak. Ewidentnie. To była jasna sytuacja: człowieka wielokrotnie rażono paralizatorem, by wymusić na nim konkretne zachowania.

Tomasz Komenda mówił, że policjanci biciem zmusili go, by przyznał się do gwałtu i morderstwa. To były tortury.

Na pewno.

W jaki jeszcze sposób na komisariatach torturuje się ludzi? Czym są tortury psychiczne? 

Spektrum działań zależy tylko od pomysłowości osób stosujących tortury. Tortury psychiczne to techniki przesłuchania, w których mamy do czynienia z groźbą karalną typu "podłożymy ci narkotyki, treści pornograficzne i zrobimy ci kolejny proces albo pozbawimy wolności twoich bliskich". Zdarzają się też  groźby połączone z demonstracyjnym nakładaniem prezerwatywy na pałkę i insynuacją, że zaraz dana osoba zostanie nią zgwałcona. 

10.01.2018 Warszawa , ul. Ciupagi . Zaklad Karny Warszawa - Bialoleka . Dzien otwarty dla dziennikarzy , zorganizowany przy okazji akcji ' Dom Bezpieczny ' . Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Tak się robi w polskich komisariatach?

Spotykaliśmy się z takimi praktykami. W analizie akt sądowych ujawniliśmy też rozbieranie zatrzymanego do naga i wystawianie go na widok publiczny w oknie jednego z komisariatów czy zmuszanie do "zabawy w zająca" - osoba kuca, z tyłu ma założone kajdanki i w tej pozycji musi uciekać. Jak zając.

Tortury ujawniliśmy też w ubiegłym roku podczas rutynowej, niezapowiedzianej kontroli w komendzie powiatowej w Rykach. W izbie zatrzymań przebywał 70-letni mężczyzna, pan Zygmunt. Uderzający był sposób, w jaki wypowiadał się o nim komendant. Mówił: "To nie jest człowiek". Ten 70-latek był podejrzany o zbezczeszczenie grobu policjanta, z którego miał zerwać krzyż. 

Kiedy powiedzieliśmy, że chcemy z tym człowiekiem porozmawiać, usłyszeliśmy, że to niemowa. Później pan Zygmunt opowiedział nam...

Jak opowiedział, skoro był niemową? 

Nie był. Komendant skłamał, żeby nas zniechęcić do kontaktu z nim. Okazało się, że dwie godziny przed naszym pojawieniem się ten mężczyzna był przesłuchiwany. Podczas tego przesłuchania najpierw wyzywało go i groziło mu dwóch policjantów, a potem dołączył do nich komendant, który zadał mu kilka ciosów.

To były tortury?

Tak. Funkcjonariusz publiczny zastosował wobec niego przemoc, by go ukarać za czyn, jakiego miał się dopuścić. To są tortury.

Teraz toczą się dwa postępowania: w jednym pan Zygmunt jest podejrzany o zbezczeszczenie grobu, w drugim - jest osobą poszkodowaną.

Wspomniał pan o izbach wytrzeźwień. One budzą wiele kontrowersji. 

Są postrzegane jako relikt PRL-u, ale działają w ramach prawa. Można tam przewieźć osobę, która w stanie upojenia alkoholowego stanowi zagrożenie dla siebie lub innych. Jednak wywiezienie człowieka na izbę wytrzeźwień to zawsze powinna być ostateczność. Wcześniej straż miejska czy policja powinny się upewnić, czy nie można go odwieźć do domu.

07.11.2018 Lodz , ul. Beskidzka , Zaklad Karny nr 1 . fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta
Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta

Do jakich nieprawidłowości dochodzi w izbach wytrzeźwień?

Stwierdzaliśmy np. rozbieranie osób do naga przed kamerami. Wielogodzinne pozostawianie ich w pasach bezpieczeństwa, bez kontroli. A to jest niedopuszczalne. Co 15 minut trzeba weryfikować, jaki jest stan unieruchomionego, czy oddycha. Kilka lat temu doszło do tragicznej sytuacji we Wrocławiu, gdzie unieruchomiona za pomocą pasów pacjentka spłonęła. Ta kobieta miała przy sobie zapalniczkę, za pomocą której próbowała przepalić pasy.

Uwolnić się?

Tak. A ponieważ nikt nie kontrolował tego, co działo się w sali, ta kobieta spaliła się żywcem. Zdarzają się sytuacje, że osobom z niepełnosprawnością, poruszającym się na wózkach, te wózki były odbierane i nie mogły skorzystać z toalety. 

Co z ośrodkami dla cudzoziemców? Kilka lat temu było o nich głośno za sprawą reportażu, którego autor zamieszkał w tego typu ośrodku i ukrytą kamerą zarejestrował upokarzanie przebywających tam osób. Kazano im np. rozbierać się do naga i wykonywać przysiady. 

Z naszych obserwacji nie wynika, by ci ludzie byli upokarzani. Ujawniamy inny, zasadniczy problem - wielu nigdy nie powinno do tych ośrodków trafić! Zgodnie z prawem międzynarodowym, jeśli cudzoziemiec jest ofiarą tortur i ucieka przed nimi z własnego kraju, ma prawo ubiegać się o azyl. Jednak ponieważ polska Straż Graniczna nie stosuje skutecznej metody weryfikacji osób pod kątem doznanych tortur, zgodnie z zaleceniami Protokołu Stambulskiego [oficjalny dokument ONZ, zawierający informacje, jak identyfikować i dokumentować przypadki stosowania tortur lub innego okrutnego traktowania lub karania - przyp. red.], w rezultacie w Polsce te osoby najczęściej trafiają do detencji.

Odwołując się do pańskiego doświadczenia - jak zachowują się ludzie, kiedy dać im władzę nad innymi osobami? Władza rodzi sadyzm? 

Największe zagrożenie tego typu zachowań występuje w policji. Ale generalnie - to nie jest zasada. Nelson Mandela mówił: "Pokażcie mi więzienia, a ja wam powiem, jakim jesteście narodem". A my mówimy tak: Chcemy zobaczyć, jak traktuje się ludzi we wszystkich tych miejscach, gdzie są oni pozbawieni wolności i gdzie trafiają wbrew swojej woli, by dać społeczeństwu pełny obraz tego, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Dzięki temu mamy możliwość edukacji członków społeczeństwa, zwracania uwagi, na jakie zachowania nie możemy się zgadzać jako cywilizowany naród.

22.07.2011 CHOROSZCZ , ODDZIAL ODWYKOWY O WZMOCNIONYM ZABEZPIECZENIU Z PODODDZIALEM DLA SPRAWCOW PRZEZTEPSTW SEKSUALNYCH W SZPITALU PSYCHIATRYCZNYM W CHOROSZCZY . FOT . MARCIN ONUFRYJUK / AGENCJA GAZETA
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

W takim razie dlaczego nie kontrolujecie domów dziecka? Ośrodków prowadzonych przez zakonnice? Siostra Bernadetta celowo wysyłała "niegrzecznych" wychowanków do tych starszych, o których wiedziała, że będą gwałcić. Torturowała te dzieci. Bezbronne dzieci, które były na pobyt w tym ośrodku skazane.

Chcielibyśmy rozszerzyć spektrum naszych działań i objąć monitoringiem domy dziecka. Jednak musimy mierzyć siły na zamiary. Nasz zespół liczy 10 osób, z naszą nieocenioną sekretarką - 11. W tym składzie nie jesteśmy w stanie kontrolować większej liczby ośrodków. W przyszłości, jeśli będą na to fundusze, chciałbym, żeby tak się stało. 

Wracając do Nelsona Mandeli - z naszej rozmowy raczej kiepski obraz polskiego narodu się wyłonił.

Sporo jeszcze mamy do zrobienia w kwestii rozumienia i przestrzegania praw człowieka - szczególnie tego pozbawionego wolności. W ubiegłym roku przeprowadziliśmy badania opinii publicznej na reprezentatywnej grupie Polaków. Te osoby otrzymały wyczerpującą informację, czym są tortury, a mimo to 40 proc. z nich uznało, że powinny być dopuszczalne! Dlatego stwierdziliśmy, że potrzebna jest kampania społeczna "Państwo bez tortur", którą od ubiegłego roku prowadzimy: organizujemy konferencje, szkolimy studentów i policjantów. Dla nas w centrum uwagi jest zawsze człowiek i jego niezbywalna godność. W tej kwestii nie możemy godzić się na odstępstwa, bo jak zaczniemy się godzić na odstępstwa, to będzie ich coraz więcej, aż dojdziemy do momentu, w którym wydamy przyzwolenie na publiczne lincze. To jest niebezpieczeństwo, jakie nam grozi.

Przemysław Kazimirski. Dyrektor Zespołu "Krajowy Mechanizm Prewencji" w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich

Anna Kalita, absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in z Gazetą Wyborczą Wrocław, Dziennikiem Polska Europa Świat i Dziennikiem Gazetą Prawną oraz UWAGĄ! TVN. W 2016 roku nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości" o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (167)
Zaloguj się
  • koneckie

    Oceniono 22 razy -20

    RPO stara się być najmądrzejszy choć nawet sąd go przecierał że nie miał racji. Nie chcę się podać do dymisji trudno. Za niego i tak antypolski śmietnik historii.

  • 4jaco

    Oceniono 21 razy -17

    W tym "'cywilizowanym" kraju bandyci mają więcej praw niż ich ofiary i to właśnie dzięki takim instytucjom jak RPO,które dostają za dużo pieniędzy na swoje funkcjonowanie i dlatego co rusz wymyślają nowe odłamy,żeby sitwę z rodzinki i kolesiów upchnąc w biurach za pieniądze podatników!

  • nino.rota

    Oceniono 19 razy -15

    czy rPO to rzecznik Praw Oprychow, ze sie tak bardzo troszczy o ich dobrostan...?
    żenada

  • poszum

    Oceniono 14 razy -14

    W relacji GW Polska to kraj gdzie tortury, antysemici, antygeje, kibole, katofanatycy, i nic wiecej.

  • pitrix

    Oceniono 14 razy -12

    Sensacyjny artykuł. Autorka pisze z przejęciem o tych biednych ofiarach . Opisywane historie wydają się mocno podrasowane dla potrzeb artykułu. Trudno jest uwierzyć żeby sam pan komendant bił zatrzymanego 70 latka. Różne rzeczy zdarzają się na komendach i komisariatach jednak czasy mocno się zmieniły. Takie historie krążą wśród policjantów ale mają one swe źródło w Prlu. Dzisiaj mało który z policjantów używa przemocy bezzasadnie bo łatwo przekroczyć uprawnienia i narazić się na odpowiedzialność karną.

  • nino.rota

    Oceniono 16 razy -12

    humanitarnym lewakom przyPOminam, ze 10-letnia Kristina z Dolnego Slaska miala wg swiadkow poderzniete gardlo i krocze zmiazdzone ostrym kamieniem.

  • patriot.wr

    Oceniono 17 razy -11

    Czy można wymyślić głupszy urząd od Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur

  • lukki69

    Oceniono 16 razy -10

    Neomarksistowska Europa wyrżnie ryjem o glebę w 2-3 pokolenia.....tylko szkoda dorobku i cywilizacji dla lewackich eksperymentów....

  • elkasowa.02

    Oceniono 14 razy -10

    Panowie z redakcji zadbajcie o swoje koleżanki redachtorki, bo tylko pałki im w głowie!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX