Kadr z filmu 'Flesh Out'

Kadr z filmu 'Flesh Out' (Vivo Film / mat. prasowe)

wywiad gazeta.pl

W Mauretanii przyszłe panny młode przechodzą rytuał tuczenia. Jedzą nawet 10 razy dziennie

- W pierwszym odruchu pomyślałam, że ci ludzie zwariowali. A chwilę później pojawiła się refleksja, że podobny rodzaj szaleństwa opętał zachodnią kulturę. W obydwu przypadkach próbujemy uzyskać kształt ciała odmienny od tego, z którym się urodziłyśmy. Grubsza, chudsza, młodsza, z większym biustem, mniejszą pupą - nie ma znaczenia. To wciąż ta sama niedorzeczna obsesja - mówi Michela Occhipinti, reżyserka "Flesh Out", który będzie prezentowany podczas festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu.

Podobno przed realizacją filmu nie wiedziałaś zbyt wiele o Mauretanii.

Nie wiedziałam o tej kulturze praktycznie nic. Ale każdy z moich filmów opowiada o sprawach, które są mi bliskie, w każdym bohaterze szukam swojego odbicia - z "Flesh Out" zaczęło się nie inaczej.

Pewnego dnia przyglądałam się sobie w lustrze i zauważyłam na twarzy pierwsze zmarszczki. Niby żadna niespodzianka, przecież wiem, co z ciałem robi upływ czasu i zmęczenie. A mimo to poczułam zdziwienie i jednocześnie ogromny smutek. Zaczęłam się zastanawiać nad moim życiem, nad niezrealizowanymi jeszcze planami, których - jak uporczywie przypominało mi moje odbicie - nie należy przekładać na później. Przede wszystkim jednak złapałam się na myśli, że mój wygląd zaczął mi przeszkadzać.

Wcześniej nie miałaś kompleksów?

To było dla mnie spore zaskoczenie. Myślałam, że jestem za mądra na to, żeby przejmować się takimi bzdurami. Zawsze czułam się ze swoim wyglądem dobrze i nie katowałam mojego ciała dietami ani bolesnymi zabiegami. A jednak pierwsze zmarszczki wpędziły mnie w kompleksy. I wtedy zrozumiałam, jak bardzo my, kobiety, jesteśmy obarczone presją "dbania o siebie", jak mnóstwo czasu spędzamy w pogoni za niedoścignionym ideałem piękna. Cała nasza kultura jest zaprojektowana w taki sposób, żeby podsycać w nas poczucie winy odnośnie do naszego ciała - niezależnie od miejsca, w którym mieszkamy.

Kadr z filmu 'Flesh Out' (Vivo Film / mat. prasowe)
Kadr z filmu 'Flesh Out' (Vivo Film / mat. prasowe)

Wmawia się nam, że musimy pozostać wiecznie młode, mieć piersi w konkretnym rozmiarze i kształcie, być szczupłe. Idziemy pod nóż, rozcinamy nasze ciała, wkładamy w nie plastikowe implanty, igły wysysające tłuszcz, zszywamy, na każdym kroku wmawiając sobie, że robimy to dla siebie, że to akt wolności. Tymczasem to nieprawda. To akt przemocy, często niebezpieczny dla zdrowia. Gdybyśmy były naprawdę wolne, nie przejmowałybyśmy się zmieniającymi się z epoki na epokę oczekiwaniami dotyczącymi naszego wyglądu. XIX-wieczne malarstwo wylansowało kanon kobiecego piękna stawiający w centrum pełne kształty, a nawet znienawidzony przez nas dzisiaj cellulit. Później moda się zmieniła i ideałem stała się smukła sylwetka. Kto narzuca nam wyobrażenia na temat tego, jak wygląda atrakcyjne ciało? Dlaczego podążamy za nimi?

Czułam się wściekła i szukałam sposobu, by opowiedzieć o naszej relacji z ciałem, ukazać w pełni absurdalną sytuację, w jaką jesteśmy uwikłane jako kobiety. I wtedy wpadł mi w ręce artykuł o gavage, popularnym w Mauretanii rytuale tuczenia panny młodej przed ślubem, by jej ciało nabrało pełnych kształtów, uznawanych w tamtejszej kulturze za ideał piękna.

Verida, bohaterka "Flesh Out", ma przed wyjściem za mąż wziąć udział w tym opresyjnym zwyczaju tuczenia. Aby wpisać się w obowiązujący kanon piękna, jest zmuszana do jedzenia 10 razy dziennie.

W pierwszym odruchu pomyślałam, że ci ludzie zwariowali. A chwilę później pojawiła się refleksja, że podobny rodzaj szaleństwa opętał zachodnią kulturę. W obydwu przypadkach próbujemy uzyskać kształt ciała odmienny od tego, z którym się urodziłyśmy. Grubsza, chudsza, młodsza, z większym biustem, mniejszą pupą - nie ma znaczenia. To wciąż ta sama niedorzeczna obsesja, która wpędza w kompleksy kobiety na całym świecie. Dlatego nie powinniśmy tak łatwo oceniać innych kultur. Niezależnie w jakim miejscu mieszkamy, jaką religię wyznajemy, jak chcemy wyglądać, w gruncie rzeczy jesteśmy tacy sami.

Jak z artykułu zrodził się pomysł na film zrealizowany w całości w Mauretanii?

To był bardzo trudny proces. Praca nad tym filmem pochłonęła siedem lat mojego życia. Długo szukałam partnerów i producentów. Zaczęłam od researchu w Internecie. Dotarłam do reportaży o gavage dla angielskiej i francuskiej telewizji. Następnie pojechałam do Mauretanii i zaczęłam zbierać materiały do filmu. Wtedy poznałam Sidiego Mohameda Chinhaly'ego, który zagrał w filmie jedną z drugoplanowych ról. Jego pomoc była nieoceniona, stał się moim asystentem, przewodnikiem, kierowcą, tłumaczem. Zjeździliśmy wspólnie cały kraj, od stolicy Nawakszut i większych miast po małe wioski. Przedstawił mnie wielu kobietom, z którymi mogłam szczerze i otwarcie porozmawiać o ich doświadczeniach. Wysłuchałam łącznie historii około 40 rodzin - babć, matek, córek, wnuczek. Okazało się, że w każdej rodzinie co najmniej jedna kobieta brała udział w gavage.

Kadr z filmu 'Flesh Out' (Vivo Film / mat. prasowe)
Kadr z filmu 'Flesh Out' (Vivo Film / mat. prasowe)

Tuczenie dziewcząt przed ślubem jest wciąż popularne w Mauretanii?

To stary zwyczaj, mający na celu podkreślenie statusu rodziny. Także po ślubie mężczyzna manifestował w ten sposób swoją zamożność - gruba żona była świadectwem jego zaradności finansowej. Rodzinie wiodło się na tyle dobrze, że kobiety mogły zostać w domu i jeść beztrosko.

W jednej ze scen filmu babcia głównej bohaterki sypie piasek na przedramię wnuczki i przesuwa po nim grzebieniem, żeby pokazać jej, jak będą wyglądały rozstępy na skórze - w naszej kulturze uznawane za zmorę kobiet, tam są świadectwem dobrobytu i stanowią o atrakcyjności kandydatki na żonę. Ogromna część Mauretanii jest położona na pustynnych terenach, gdzie regularnie brakuje żywności. Zwyczaj oparty na jedzeniu ponad ludzkie możliwości jest pod tym względem niezwykłym paradoksem kulturowym.

Oczywiście, jak każdy archaiczny zwyczaj, gavage staje się coraz mniej popularne. Dla dziewczyn z dużych miast, z dobrze sytuowanych rodzin, to kompletnie abstrakcyjny temat. One są szczupłe i podążają za zachodnimi kanonami piękna. Największy problem jest wśród rodzin średnio zamożnych lub wręcz biednych, które traktują karmienie dziewcząt na siłę jako sposób na zamanifestowanie swojej pozycji, dumy. Szacuje się, że około 20 proc. dziewcząt z miast i nawet 35 proc. mieszkanek wsi wciąż jest poddawanych tuczeniu w rozmaitych formach.

Jak przeprowadza się gavage?

Kobiety biorące udział w rytuale tuczenia piją wielbłądzie mleko, które jest bardzo tłuste. Do napoju często dodaje się także cukier, żeby podnieść jego kaloryczność. Mleko jest nieodłącznym atrybutem każdego ssaka. Kojarzy się z matczyną troską i pokarmem, który daje życie. W naszym filmie staje się jednak narzędziem opresji, torturą.

Część młodych kobiet bierze tabletki przyspieszające tycie, zdobywane na czarnym rynku albo w aptekach jako środki wykorzystywane w rolnictwie do tuczenia zwierząt. Niektóre uczestniczą w wengali, łagodniejszej formie tego rytuału. Grupa koleżanek spotyka się regularnie raz w tygodniu, za każdym razem w domu innej z dziewcząt, i spędzają razem czas, jedząc obfite posiłki, by przybrać na wadze. Rozmawiają wtedy o nadchodzących ślubach, dzieciach, organizowane są tańce i śpiewy.

To odwrotność naszego podejścia do wesel - kiedy zbliża się ślub koleżanki, wiele z nas postanawia zrzucić parę kilo, żeby zmieścić się w sukienkę i zaimponować bliskim. W Mauretanii jest odwrotnie - dziewczyny przed tego typu uroczystością postanawiają nieco zaokrąglić swoje kształty, żeby podobać się innym.

Kadr z filmu 'Flesh Out' (Vivo Film / mat. prasowe)
Kadr z filmu 'Flesh Out' (Vivo Film / mat. prasowe)

W jednej ze scen filmu babcia Veridy mówi jej, że ma szczęście. Za jej czasów panny młode, które miały przytyć przed ślubem, brały udział w obrzędzie el leila. Siostra babci podczas takiego rytuału zmarła.

El leila to starodawny zwyczaj, który przestał być praktykowany około 60 lat temu. Dawniej rytuał tuczenia trwał zaledwie jedną noc. Dziewczyna była zabierana na pustynię, gdzie rozbijano namiot, w którym szykowano dla niej ucztę składającą się ze świeżo zabitej kozy i 16 litrów mleka. Jeżeli kandydatka na żonę podczas jedzenia zwymiotowała - co zdarzało się, jak można się domyślić, bardzo często - musiała zjeść swoje wymiociny i kontynuować posiłek. Wiele dziewcząt podczas takiego rytuału umierało. Ich żołądki po prostu wybuchały, nieprzystosowane do takiej ilości jedzenia.

Jakie konsekwencje dla zdrowia ma zwyczaj tuczenia w uwspółcześnionej wersji?

Nadwaga i otyłość prowadzą do wielu chorób, to powszechnie znany fakt. Pojawiają się problemy z sercem, krążeniem, zwyrodnienia stawów. Osobnym tematem jest przybieranie na wadze przy pomocy tabletek. Ministerstwo Zdrowia w Mauretanii od kilku lat prowadzi kampanię społeczną przestrzegającą przed szkodliwymi dla zdrowia skutkami tuczenia, ze szczególnym naciskiem na metody farmakologiczne, które są wyjątkowo niebezpieczne. Lekarstwa przyjmowane przez młode dziewczyny pochodzą z czarnego rynku.

Ponadto dziewczynki tuczone od najmłodszych lat dojrzewają wcześniej. Przybierając na wadze w krótkim czasie, wiele z nich dostaje okres znacznie wcześniej niż rówieśniczki. Można je szybciej wydać za mąż.

Czy nasza kultura jest tak samo opresyjna? Przynajmniej w stosunku do dzieci.

Nie wiem. Uważam, że każde społeczeństwo ma swoje paradoksy. Jesteśmy do nich przyzwyczajeni i z czasem po prostu przestajemy je zauważać. Tymczasem już w kulturze, do której nie należymy, podobne absurdy dziwią nas, czasami przerażają. I czasami sprawiają, że czujemy się lepsi. Uważam, że to iluzja.

We Włoszech do lat 80. funkcjonowało tzw. zabójstwo honorowe, pozwalające mężczyźnie zabić żonę, siostrę, córkę, jeśli podejrzewał ją o niewierność. To był powszechnie praktykowany zwyczaj, do pewnego stopnia sankcjonowany przez prawo, bo wyroki za zabójstwa honorowe były znacznie łagodniejsze niż za te, za którymi stały inne motywy. Pojedyncze przypadki tego typu praktyk wciąż zdarzają się w naszym kraju.

Kadr z filmu 'Flesh Out' (Vivo Film / mat. prasowe)
Kadr z filmu 'Flesh Out' (Vivo Film / mat. prasowe)

Skoro o paradoksach mowa - zaskoczyło mnie, że w konserwatywnej społeczności, gdzie rodzina wybiera dziewczynie męża i zmusza ją do tycia, powołując się na archaiczny zwyczaj, ta sama dziewczyna może z łatwością wziąć rozwód i wyjść ponownie za mąż.

W Mauretanii prawo do rozwodu jest niejako wpisane automatycznie w instytucję małżeństwa. Możesz być kilkukrotną rozwódką i nikt nie spojrzy na ciebie krzywo. Wielu młodych ludzi spotkanych przeze mnie podczas dokumentacji miało za sobą co najmniej jeden rozwód. Co więcej, niektórzy z nich twierdzili, że uważają rozwódki za bardziej atrakcyjne, ponieważ mają większe doświadczenie w relacjach damsko-męskich.

Od razu nasuwa się pytanie, po co więc wkładać tyle wysiłku, nie tylko czasu, ale zdrowia, pieniędzy, w archaiczny rytuał zamążpójścia, który dla wielu młodych małżeństw kończy się po kilku miesiącach rozwodem?

No właśnie, po co?

Nie umiem znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Być może chodzi o tak prozaiczną kwestię jak pieniądze? W kulturze mauretańskiej rodzina pana młodego przynosi pannie młodej prezent, posag. To mogą być drobne upominki, biżuteria, gadżety elektroniczne. Po ślubie kobiety wyprowadzają się z rodzinnego domu i są utrzymywane przez rodzinę męża. Dla wielu rodziców dziewcząt to ekonomicznie atrakcyjny układ.

Gavage jest manifestacją mauretańskiego ideału piękna w wersji ekstremalnej. Zdarza się jednak, że dziewczyny po prostu chcą być pulchne, ale nie przybierają na wadze w krótkim czasie, ryzykując zdrowiem. Na przykład Amal Saad Bouh Oumar, aktorka wcielająca się w przyjaciółkę Veridy, studiowała za granicą. W przyszłości chce zostać reżyserką, zrealizowała kilka filmów krótkometrażowych. To pod każdym względem nowoczesna, niezależna dziewczyna. Amal jest pulchna, waży około 80 kilogramów, ale taka się sobie podoba. Jej wygląd wpisuje się w mauretańskie kanony piękna, a jednocześnie nie zagraża jej zdrowiu.

Kadr z filmu 'Flesh Out' (Vivo Film / mat. prasowe)
Kadr z filmu 'Flesh Out' (Vivo Film / mat. prasowe)

Verida Beitta Ahmed Deiche, która zagrała w twoim filmie główną rolę, przyznaje otwarcie, że konstruując postać, czerpała z własnych doświadczeń. Kim jest ta dziewczyna?

Verida nie jest profesjonalną aktorką. Wystąpiła w reklamie telefonów komórkowych i zagrała kilka drobnych ról w mauretańskich operach mydlanych. Nasza obsada składała się w całości z naturszczyków. Verida zaprosiła na plan swoją młodszą siostrę, jej wujek zagrał jej ojca. Po doświadczeniu "Flesh Out" bardzo chciałaby związać swoją przyszłość z kinem, ale w Mauretanii przemysł filmowy praktycznie nie istnieje. Kilka lat temu powstało tam nominowane do Oscara "Timbuktu" Abderrahmane'a Sissako, ale poza tym nie kręci się żadnych filmów.

Kiedy Verida miała 16 lat, jej rodzina znalazła jej męża, dla którego dziewczyna przeszła tradycyjne tuczenie. To był związek aranżowany, została do niego zmuszona. Niedługo później wzięła rozwód i wyszła za mąż ponownie, tym razem za mężczyznę, którego sama wybrała. Mają córkę. Po światowej premierze na Berlinale, kiedy obejrzała film po raz pierwszy, powiedziała mi, że ta historia to w 70 procentach jej życie.

Twój film koncentruje się wokół kobiet, mężczyźni są w cieniu, niemal nieobecni. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że cała ta opresyjna kultura opiera się na przemocy, którą kobietom wymierzają inne kobiety.

W wielu tradycyjnych społecznościach w oficjalnych strukturach panuje patriarchat, ale w domach rządzą kobiety, mężczyźni siedzą cicho. Matka Veridy kocha swoją córkę, ale jest bardzo prostą kobietą. Zmusza ją do zagrażającego zdrowiu obyczaju, bo wierzy, że w ten sposób zapewni córce bezpieczeństwo i szczęście w małżeństwie. To jest błędne koło tradycji, przekazywanej z pokolenia na pokolenie przez kochające swoje córki matki i babki. Dopiero pokolenie Veridy, która znajduje w sobie odwagę, by przeciwstawić się tej przemocy, będzie mogło coś zmienić w relacji ze swoimi córkami. Mocno w to wierzę.

Przecież nie inaczej przebiegały zmiany obyczajowe w Europie. Kiedy przyglądam się mojej rodzinie, widzę, jak z każdym pokoleniem nasze podejście do tradycji, chociażby w wychowywaniu dzieci, stopniowo się rozluźniało. Moi dziadkowie byli bardzo surowi dla moich rodziców. Bicie było na porządku dziennym. Sama wychowywałam się w dość tradycyjnej rodzinie, ale moje dzieciństwo było znacznie bardziej beztroskie niż moich mamy i taty. Podobnie ja jestem w stosunku do mojej córki dużo bardziej wyluzowana. Nie mieści mi się w głowie, że mogłabym jej wymierzyć klapsa. W przypadku każdego rodzaju przemocy musi pojawić się pokolenie, które będzie miało w sobie siłę, by odciąć się od toksycznej praktyki.

Kadr z filmu 'Flesh Out' (Vivo Film / mat. prasowe)
Kadr z filmu 'Flesh Out' (Vivo Film / mat. prasowe)

Pokazałaś już swój film w Mauretanii?

Jeszcze nie. Tego pokazu obawiam się najbardziej, ale jednocześnie czuję, że oddałam moim bohaterom należny szacunek i sprawiedliwość. Mogłam opowiedzieć o dziewczynie zmagającej się z anoreksją - wydźwięk tej historii byłby podobny. Podobnych filmów powstało już jednak sporo. Czasami jeśli chcemy przyjrzeć się paradoksom naszej kultury, musimy odbyć daleką podróż i spojrzeć na nią z dystansu.

Dla mnie to przede wszystkim film o tym, że zaślepieni dążeniem do nieuchwytnego ideału gubimy gdzieś po drodze siebie. Nie ma znaczenia, czy chudniemy, czy tyjemy. Jesteśmy tak zaślepione pogonią za sylwetką z reklamy, że nie potrafimy zastanowić się przez chwilę, jak my w ogóle chciałybyśmy wyglądać. Robimy to wszystko, bo nasza kultura wmawia nam, że tylko w rozmiarze XS będziemy szczęśliwe i piękne. Oczywiście, zarówno niedowaga, jak i nadwaga są niebezpieczne dla naszego zdrowia. Ale dlaczego wpadamy w histerię, kiedy pojawią nam się na wadze dwa czy trzy nadprogramowe kilogramy? Nie dajmy się zwariować.

Film "Flesh out" będziecie mogli obejrzeć podczas festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu, który odbywa się w dniach 25 lipca - 4 sierpnia. Dokładne terminy seansów znajdziecie TUTAJ >>>

Michela Occhipinti. Włoska reżyserka i producentka. Autorka filmów dokumentalnych, m.in.  "Viva la Pepa!" (Give Us Back the Constitution) o kryzysie w Argentynie i "Sei Uno Nero" o radiu w Malawi zaangażowanym w akcje prewencyjne przeciwko AIDS i malarii. Jej pełnometrażowy debiut dokumentalny "Letters from the Desert" (Eulogy to Slowness) był prezentowany na 80 festiwalach i zdobył 21 nagród. "Flesh Out", którego światowa premiera odbyła się w 2019 roku na Berlinale, jest jej debiutem fabularnym.

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (51)
Zaloguj się
  • andrzej.duxa

    Oceniono 25 razy 23

    to moze dlatego Misiek taki pulchny - przygotowywal sie do slubu z ukochanym?

  • white_lake

    Oceniono 22 razy 14

    mauretański ideał kobiety: utuczona i obrzezana, zakutana w szmaty, jeszcze powinni im krępować stopy jak w Chinach, żeby nie mogły uciekać
    to jakiś koszmarny kraj musi być, niewolnictwo i rasizm (jasnoskórzy Berberowie posiadają czarnych niewolników) na porządku dziennym, ale mało kogo to oburza, bo są zadoopiem świata, poza tym przecież nie wolno krytykować islamskiej "specyfiki kulturowej"

  • gadolinn

    Oceniono 21 razy 13

    to jest nic. w ameryce nie tylko przyszle panny mlode, ale wiekszosc amerykanek je 20 razy dziennie, a czesc tylko raz dziennie (ale za to caly dzien). to jest dobrobyt.

  • krzy-czy

    Oceniono 12 razy 12

    mondo cane-to tytuł filmu z lat 60 w filmiem tym były pokazane takie historie. film był GENIALNY.
    MONDO CANE-PIESKI ŚWIAT.

  • ladytrashka

    Oceniono 11 razy 11

    "W wielu tradycyjnych społecznościach w oficjalnych strukturach panuje patriarchat, ale w domach rządzą kobiety, mężczyźni siedzą cicho".
    To bardzo dyskusyjne stwierdzenie. W tradycyjnych - a zwłaszcza tradycyjnych islamskich - rodzinach mężczyzna jest uważany za głowę domu, co oznacza, że to głównie on decyduje o kandydacie/kandydatce do aranżowanego małżeństwa dziecka; on decyduje, jak będzie wyglądało wykształcenie dziecka i czy w ogóle będzie. Mężczyzna ma prawo wydawać swojej żonie polecenia, które ona musi wypełniać, może też uniemożliwić jej pracę zawodową. Kobieta decyduje co najwyżej, z czego będzie składał się posiłek, jak ustawić meble i np. które dziecko zmyje naczynia. Nazywanie zarządzania pracami domowymi (z których większość nie należy do męża, ale do kobiet i dzieci) "rządzeniem w domu" to zwykła hipokryzja.

    "Matka Veridy kocha swoją córkę, ale jest bardzo prostą kobietą. Zmusza ją do zagrażającego zdrowiu obyczaju, bo wierzy, że w ten sposób zapewni córce bezpieczeństwo i szczęście w małżeństwie".
    Podobnie wygląda kwestia obrzezania kobiet w tzw. "tradycyjnych społecznościach". To kobiety tego pilnują - po to, by zapewnić córkom bycie "prawdziwą, czystą kobietą" i zamążpójście (nie tylko dobre, lecz w ogóle możliwość zamążpójścia), ale to mężczyźni oczekują obrzezanych - lub grubych, jak w przypadku Mauretanii - kobiet. Inne uważają za "nieczyste" lub brzydkie, więc kobiety, skrępowane tradycją, obyczajem i męskimi oczekiwaniami, mają mało pola do manewru. Są społecznie sformatowane, by bronić tradycji dla "dobra" córek.
    Dobrze, że świat powoli, bo powoli, ale jednak się zmienia.

  • 1adasq

    Oceniono 8 razy 4

    przybywaj do mauretani raju federsów

    taki slogan mi się wymyślił :)

  • steppenwildschwein

    Oceniono 3 razy 3

    Kiedy byłem w liceum kolega z klasy jadł jakąś paszę dla świń żeby nabrać masy bo ćwiczył na siłowni. W Polsce mamy odwrotnie niż w Mauretanii.

  • delfina77

    Oceniono 9 razy 3

    Nie miałabym szans na męża w Mauretanii:)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX