Danuta Szaflarska

Danuta Szaflarska (fot. Zbigniew Furman)

ludzie

"Tam była studnia i kolejka po wodę. Obok były groby. To się siadało na takim grobie i opowiadało dowcipy. Żeby sobie skrócić czekanie"

63 dni strachu, głodu, brudu. Leżące wkoło ciała na początku przerażały, ale po kilku kolejnych dniach walk stawały się po prostu smutną, ale nieodłączną częścią krajobrazu Warszawy w czasie Powstania. Danuta Szaflarska, pod pseudonimem Młynarzówna, była wtedy łączniczką AK. O tym, jak udało jej się przetrwać te 2 miesiące 1944 roku opowiada Katarzyna Kubisiowska w książce "Szaflarska. Grać, aby żyć".

Pod ostrzałem*

Miało trwać trzy, cztery dni, góra tydzień. Na początku jest chaos, nie wiadomo, co kto ma robić. Po powrocie z Lubartowa aktorzy Teatru Frontowego zbierają się w domu Jana Ciecierskiego ps. Rosień przy ulicy Noakowskiego. Czekają na rozkaz rozpoczęcia. Jest niedziela 30 lipca. Niedziela - nic, poniedziałek - nic. Bezczynność, zwątpienie. We wtorek rozchodzą się do domów. Właśnie wtedy dowiedzą się, że zaczęło się powstanie. Każdy członek Teatru Frontowego jest już w innej części miasta.

Szaflarska wie tylko tyle, że ma działać na terenie Śródmieścia Południowego, w którym - tego wiedzieć jeszcze nie może - przetrwa całe powstanie. Przyprowadza tu z Saskiej Kępy rodzinę. Początkowo do mieszkania przy Polnej 36 należącego do przyjaciół, państwa Olszewskich. Dopiero po wojnie dowie się, że w mieszkaniu Olszewskich w tym samym czasie ukrywał się zbiegły z getta Benedykt Jerzy Dorys, wybitny fotograf.

Wieczorem Danuta z innymi buduje barykadę, choć to praca kompletnie bez sensu: z jednej strony dom, z drugiej pole. Ulica jest pod ostrzałem, ludzie padają jak muchy. Na nocowanie wszyscy schodzą do piwnicy. Daje ona złudzenie bezpieczeństwa, choć wystarczyłoby wrzucić granat.

Rano podjedzie czołg, niemiecki tygrys. Wystrzeliwuje pocisk, uderza w dom, w którym chowa się Szaflarska z najbliższymi. Od razu osiem trupów. Danuta na ręku trzyma Marysię, pod jej nogami leży mężczyzna z rozprutym brzuchem i tętnicą buchającą krwią. Sanitariuszka wpada w histerię. Krzyczy: "Szkło mam w uszach, szkło mam w uszach". Ktoś odmawia modlitwę za konających.

Zniszczona Warszawa (fot. domena publiczna)
Zniszczona Warszawa (fot. domena publiczna)

Szaflarska jako jedyna zachowuje zimną krew. Każe Ekierowi rzucić tobołki, wziąć nosze, wynieść rannego. Jan wyciągnie z zawiasów dębowe drzwi, uniesie je jakby były z tektury; w normalnych warunkach jego ręce - ręce pianisty - unikają ciężarów. Na podwórku hałas, spanikowani ludzie biegają w różne strony. Mężczyzna leżący na noszach szepcze: "Boję się, boję.". Szaflarska podniesie oczy, widzi teraz to, co on: karabin maszynowy ostrzeliwujący cywilów  z samolotu.

Rannego zostawiają w zaimprowizowanym lazarecie, sami muszą uciekać. Przedostają się w okolice ulicy Marszałkowskiej, na którą spada deszcz pocisków. Z wieży kościoła Zbawiciela kule niemieckie fruwają jedna za drugą, jedna za drugą. Gdy lecą koło ucha, słychać, jak cichuteńko "śpiewają": tiu, tiu, tiu.

Danuta z Janem, dzieckiem i matką staną przed wyzwaniem: mają przebiec na drugą stronę Marszałkowskiej. Robią to w pojedynkę - tak jest bezpieczniej. To jedyny raz, kiedy Szaflarska odda pod opiekę Marysię obcemu chłopcu. Pomyśli, że jest od niej szybszy - ma większe szanse.

2 sierpnia wędrują po Warszawie, nie mają gdzie się podziać, dom przy Polnej obrócił się w gruz. Na Marszałkowskiej spotykają lekarza, znajomego Ekiera. Prowadzi ich do mieszkania Grażyny Bacewicz, kompozytorki i skrzypaczki, okazuje się, że mogą tu zostać do 15 sierpnia. Dwa tygodnie względnego spokoju, bo jest dach nad głową. Potem znowu chwila bezdomności. Tym razem pomoże Zygmunt Urbański, aktor. Za dwa lata w Zakazanych piosenkach zagra żandarma, teraz zaprowadzi ich do mieszkania na rogu Poznańskiej i Wilczej. Gosposia powie, że mogą tu zostać, dopóki nie wróci jej pani. Jest tylko jeden  warunek: nie wolno im korzystać z łóżek. I jeden wyjątek: dziecko może leżeć na tapczanie.

Barykady u zbiegu ulic Karolkowej i Żytniej / Danuta Szaflarska w latach 40. (fot. NAC)
Barykady u zbiegu ulic Karolkowej i Żytniej / Danuta Szaflarska w latach 40. (fot. NAC)

Chopin w wyjątkowej oprawie

Dopiero 15 sierpnia Szaflarska dowiaduje się, że kwatera Wydziału Propagandy Komendy Głównej AK jest przy Mokotowskiej. Tam znajduje się dział kultury. Powstańczym impresariatem kieruje Bronisław Rutkowski ps. Korycki, Tadeusz  Ochlewski ps. Ochlik i Józef Wyszomirski ps. Albin. Danuta chce być sanitariuszką. Lecz od Bohdana Korzeniewskiego dostanie bezwzględny zakaz. Usłyszy, że artyści nie powinni stać na pierwszej linii frontu, powołani są do czegoś innego, do walki sztuką. Zostaje więc gońcem. Dobrze zna Śródmieście Południowe - pamięta ulice i wie, gdzie jest ostrzał, dlatego może bezpiecznie przeprowadzać innych ludzi. Jej zadanie to informowanie o koncertach organizowanych dla podtrzymania ducha w polskim narodzie. Do występów uprawnieni są wyłącznie artyści posiadający legitymacje wystawione przez Wydział Propagandy, m.in. Mira Zimińska, Irena Dubiska, Mieczysław Fogg ps. Ptaszek, Irena Kwiatkowska ps. Baśka. Sama Szaflarska nie występuje, nie jest artystką estradową. Ale występuje Jan Ekier ps. Janosik, w dwa miesiące zagra kilkadziesiąt koncertów. Podstawą repertuaru jest Chopin. Żelazny punkt programu: zagrzewająca do walki Etiuda rewolucyjna.

Dwa koncerty mają szczególną oprawę. Pierwszy - w kinie Palladium przy ul. Złotej. W trakcie wykonania Etiudy rewolucyjnej na budynek spadają pociski, we wnętrze wdziera się pył bielutki jak mleko. Pianista nie przerywa, żaden słuchacz nie opuszcza miejsca. I ten drugi - 15 sierpnia. Politechnika, wydział architektury. Obecny na sali Janusz Kozłowski, podchorąży "Pilawa" z batalionu "Odwet" w pamiętniku pod datą 27 sierpnia 1944 r. zanotuje:

"Dziś Królowej Korony Polskiej. Uroczyste nabożeństwo na wypełnionym tłumem korytarzu. Bardzo dużo ludzi przystępuje do komunii. Po południu ma być koncert. Będzie grał Ekier. W programie tylko Chopin. Nadchodzi spora grupa chłopców i dziewcząt z naszego batalionu, choć do koncertu jeszcze sporo czasu. Nareszcie Ekier siada do fortepianu. Koncert rozpoczyna polonezem A-dur. Potem mazurki, parę preludiów, scherzo b-moll, polonez c-moll i na zakończenie Rewolucyjna. Wstajemy z miejsc. Brawa i okrzyki. Na bis polonez As-dur. Chopin dziwnie inaczej brzmi przy akompaniamencie wybuchów i drżenia szyb. Takim go nigdy nie słyszałem. Tu indywidualność pianisty zatraciła się zupełnie. Została tylko czysta treść Chopinowskiej muzyki, tym bardziej poruszająca i wstrząsająca, że odpowiada warunkom, w jakich jej słuchamy. Setki młodych trwały w zasłuchaniu, zdumione mocą dźwięków".

15 sierpnia, w auli Politechniki, w czasie koncertu Szaflarska po raz pierwszy spotyka Ziemowita Karpińskiego ps. Walter, aktora i reżysera; znają się jeszcze z Instytutu Teatralnego. Po raz drugi zobaczą się już w szpitalu. On jest ciężko ranny - 19 października w czasie obrony Politechniki traci rękę. Ona ma dziecko chore na dyzenterię, Marysia jest umierająca. On jej podaruje pudełko fosfatyny, które dostanie od kolegów. Będzie mu wdzięczna do końca życia - witaminowa odżywka ocali jej córkę. Jeszcze lekarz ps. Wojtek każe "wlać" w Marysię litr wody. I przepisze lekarstwo, które Szaflarskiej cudem uda się kupić w aptece.

Powstanie warszawskie trwało 63 dni (fot. domena publiczna)
Powstanie warszawskie trwało 63 dni (fot. domena publiczna)

Brak wszystkiego

Brakuje wody - Niemcy odcinają wodociągi. Warszawiacy muszą się ratować - mężczyźni między 17. a 50. rokiem życia pracują przy kopaniu studni. Do studzienek po jedno wiadro ustawia się długa kolejka. Kiedy we wrześniu spadnie deszcz, ludzie łyżeczkami wybierają wodę z kałuż.

Na początku sierpnia Śródmieście jeszcze nie głoduje. Pod dostatkiem jest żyta i jęczmienia, powstańcy przejmą młyn przy Prostej i magazyn Haberbuscha i Schiela. Szaflarskiej uda się zdobyć  17 kilogramów. Ziarna miele w młynku do kawy. Dostępny jest cukier i sztuczny miód z Magazynu Związku Mleczarskiego przy Hożej.

Zapasy kończą się, a ludzi jest coraz więcej - do Śródmieścia przybywa około 200 tysięcy "uchodźców" z Woli, Ochoty, Starówki. Rada Główna Opiekuńcza (RGO) organizuje 80 kuchni, jak się ma szczęście, można zjeść jeden ciepły posiłek.

Pod koniec sierpnia zaczyna się głód. Zdesperowani ludzie szukają jedzenia - z ulic znikną koty i ptactwo. Cena koniny szybuje do 250 złotych za kilogram, normą jest widok kopyt piętrzących się w wiadrach przed miejskimi kuchniami. Popularny jest gulasz z psa. Głód zbiera moralne żniwo: jakiś mężczyzna, który zdobędzie konserwę, prosi napotkanego znajomego, by nie mówił o tym rarytasie jego głodnej żonie. Wzdłuż Wilczej i Kruczej toczy się handel wymienny - za papierosy można dostać kromkę chleba.

Szaflarska żywi się odpadami z maku. We wrześniu kilka razy zje zupę - soczewicę na wodzie (powie, że smakowała wybornie) rozdaje kuchnia przy Lwowskiej. Kiedyś zje kawałek koniny. Najtrudniej nakarmić Marysię. W jej imieniny, 15 sierpnia, Bacewicz podaruje Marysi całe jedno jajko. Mira Zimińska da małej słoiczek truskawek. Raz na ulicy zatrzyma się kobieta i poczęstuje Marysię łyżeczką konfitur, a Danucie ktoś wciśnie suszone skórki chleba. Główny posiłek rocznej Marysi to kasza jakimś cudem "załatwiana" przez Jana Ciecierskiego ps. Rosień. Kiedyś Szaflarska dostanie czysty tłuszcz. Tyle.

"Moje dziecko milczało" - powie Szaflarska w Innym świecie. "To było straszne, nic nie płakało". Huk i krzyk, łomot, przerażenie - a Marysia patrzy oczyma starego człowieka.

Danuta Szaflarska (Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Gazeta)FOT . BARTLOMIEJ BARCZYK /  AGENCJA GAZETA
Danuta Szaflarska (Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Gazeta)

Szósty zmysł

W dzielnicach, do których wchodzą Niemcy, ginie się jak na froncie. Strzelanie, dobijanie rannych, w szpitalach mordowanie chorych. Na Ochotę Niemcy wpuszczą pijanych "własowców", Kałmuków i Ukraińców z dywizji SS-Galizien. Ci w bestialstwie posuwają się najdalej: gwałcą i podrzynają gardła. Mariusz Maszyński, aktor ceniony przez Szaflarską, główny bohater Każdemu wolno kochać, najlepszej komedii dwudziestolecia według ankiety czytelników pisma "Kino", zginie z ich rąk wywleczony z bliskimi ze swojego mieszkania.

Danuta pamięta Niemców, którzy wzięci przez powstańców do niewoli, za karę muszą zbudować w niebezpiecznym miejscu barykady. Pamięta też Niemców, ofiary własnej broni, którzy po wybuchach bomb, mają gnijące twarze bez ust i nosów. Chodzą wśród powstańców z doniczkami, proszą o wodę. Ale, po pierwsze, wody nie ma, a po drugie, te doniczki są dziurawe.

Szaflarska pamięta jeszcze amerykańskie liberatory, bombowce, pomoc aliantów dla walczącej Warszawy. Latają nimi piloci polscy, brytyjscy, kanadyjscy, nowozelandzcy, południowoafrykańscy. Na spadochronach zrzucają broń, amunicję, żywność, leki. Ich loty były długie i niebezpieczne - Stalin nie zezwalał, by alianckie maszyny lądowały na sowieckich lotniskach.

W sierpniu liberatory nadleciały o drugiej w nocy i kiedy obniżały lot nawet do 100 metrów nad ziemią, by zrzucić pojemniki, polowały na nie niemieckie myśliwce. Zaczynała się strzelanina. Szaflarska przerażona myśli, że to spadają ludzie. Po dłużej chwili dociera do niej, że to paczki. Tyle że wszystkie spadają do dzielnicy niemieckiej na Polach Mokotowskich.

Danuta Szaflarska (Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)
Danuta Szaflarska (Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

Ma ten szósty zmysł? Rzeczywiście wyczuwa niebezpieczeństwo? Danuta mówi, że wtedy wypełnia ją lęk, a instynkt podpowiada, by uciekać. We wrześniu jedną noc mają spędzić w Domu Wedla. Kategorycznie odmówi. Zamiast położyć się spać, ona z Marysią, matką i mężem, o zmierzchu przedzierają się przez miasto. Za kilka godzin w Dom Wedla uderzy bomba - wszyscy, którzy tam zostali, giną na miejscu. Gdy powie: "zaraz będą bomby", jest jasne, że trzeba się przenosić. I rzeczywiście: bomby spadają jedna po drugiej. Każda ma historyczny udział w zniszczeniu Warszawy. Wola wygląda jak po trzęsieniu ziemi. Szaflarska wędruje przez jej ruiny już we wrześniu. Bo na początku sierpnia odbywa się tu największa za okupacji masakra ludności cywilnej. Kilkadziesiąt godzin mordowania, 65 tysięcy trupów. Domy przecięte na pół niczym rozpłatana skalpelem skóra. Na czwartym piętrze łóżko niepościelone, na trzecim zwisająca słuchawka telefonu, na pierwszym lustro na szczerbatym fragmencie ściany. Smród rozkładających się ciał. Ulice przypominające wąwozy, wkoło martwa cisza.

Niespodziewanie rozbrzmiewa "muzyka" - Szaflarska nadepnie na strunę fortepianu przywalonego cegłami. (Opowie o tym Jerzemu Zarzyckiemu, który wykorzysta to w Mieście nieujarzmionym, filmie z 1950 r.) A potem niespodziewana dawka nadziei: Danuta ujrzy kobietę, która na podwórku smaży placki na zaimprowizowanej kuchence. Podrzuca je do góry patelnią, jakby była w domu, we własnej kuchni. Danuta wyszepcze: "Warszawa nie może zginąć". Nie może - pomaga jej w tym śmiech. Danuta pamięta podwórze przy Poznańskiej, pod jedenastką: "Tam była studnia i długa kolejka po wodę. Na tym podwórzu były też groby. To się siadało na takim grobie i opowiadało dowcipy. Żeby sobie skrócić czekanie".

Książka Katarzyny Kubisiowskiej ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B. (mat. prasowe)
Książka Katarzyny Kubisiowskiej ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B. (mat. prasowe)

*Fragment książki "Szaflarska. Grać, aby żyć" Katarzyny Kubisiowskiej

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (68)
Zaloguj się
  • boo-boo

    Oceniono 38 razy 32

    Tak to jest jak się postanowiło o powstaniu nie będąc do niego przygotowanym. Niestety- modlitwą i występami artystycznymi powstania wygrać się nie dało.

  • zdradliwe_pisozyty

    Oceniono 35 razy 25

    Powstanie Warsawskie - zginęło 200 tyś Polaków !
    Nikt za to nie poniósł kary a dowóctwo do dziś odbiea honory

    Szacun dla powstańców!
    - dowódctwo powinno być co najmniej napiętnowane za brak planu, odpowiedzialności i śmiręć 200 tyś. rodaków

  • janbar22

    Oceniono 25 razy 23

    Zupełnie niesamowita przez soją "zwyczajność", do tego piękna i mądra kobieta, wspaniała aktorka. Była, jak sądzę, w jakiejś dziwnej komitywie z życiem. Była jego mistrzynią i żywym cudem.

    Bardzo polecam film dokumentalny z Jej udziałem pt: "Inny Świat".

  • uploadhelski

    Oceniono 20 razy 18

    dobry tekst, wspaniała pani Danuta. Bolą jednak zęby jak w nieskończoność chyba każdy z autorów gazeta.pI nadużywa cudzysłowów. Przykład: 200 tysięcy "uchodźców" z Woli
    To byli uchodźcy, nie "uchodźcy". W każdym tekście takich kwiatków (nie "kwiatków"!) jest mnóstwo!

  • zdziwiony6

    Oceniono 21 razy 17

    Moja matka płakała po Jej śmierci. A ojciec był jakiś dziwny. Oglądali Ją nie tylko na filmach ale też na scenie. Uwielbiali tę Panią z innego świata.

  • zdradliwe_pisozyty

    Oceniono 25 razy 15

    To wszystko zrobił naród który wydał Betowena, Mana itd..
    Dla równowagi pomyślmy do czego zdolny jest naród który wydał kaczyńskich...?

    -debilizm homo sapiens siedzi głęboko w genech i czeka na swój czas...
    NIE PROWOKUJMY TEGO BO ZNOWU SIE UAKTYWNI!!! - uspokoi sie wtedy gdy zginą miliony.
    niewinnych,,,
    Niech kaczyńscy, trampy i inne orbany znikną z rzeczywistości...a przynajmniej nie dokarmiajmy takie kreatury jak oni. To powinno być obowiązkiem każdego przyzwoitego człowieka

  • white_lake

    Oceniono 14 razy 12

    wyjątkowa kobieta

  • renkaforever

    Oceniono 14 razy 12

    Kochali ja Warszawiacy. Byla symbolem Warszawy. Jak moja mama, 16 latka, przezyla dokladnie te same sytuacje, bezdomnosci i smierci, tyle ze jej poniewierka zaczynala sie na Krochmalnej, przez Ochote i Wole do Pruszkowa az do zeslania do obozu koncentracyjnego do Niemiec wraz z mama i bratem. Po wyzwoleniu uwielbiala filmy z Szaflarska.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX