Kadr z filmu 'Animus Animalis'

Kadr z filmu 'Animus Animalis' (mat. prasowe)

wywiad gazeta.pl

Odtwarzają życie po śmierci. "Zwraca się uwagę na naturalność, swobodę pozy i 'żywość' spojrzenia"

Taksydermia to skomplikowane rzemiosło. Ludzie parający się tym fachem uczą się w dużej mierze jedni od drugich, bo takiego kierunku nie wykłada się na żadnej uczelni - mówi Aiste Žegulyte, autorka dokumentu "Animus Animalis (historie ludzi, zwierząt i rzeczy)", który zostanie zaprezentowany podczas festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu.

Skąd pomysł na ten film?

Pewnego dnia przechodziłam obok muzeum przyrodniczego i postanowiłam zajrzeć do środka. Kiedy przyglądałam się tym wszystkim wypchanym zwierzętom, zagaił mnie mężczyzna, który przygotowywał ekspozycję. Zaczęliśmy rozmawiać, w pewnym momencie zaprosił mnie na warsztaty taksydermii. Postanowiłam zobaczyć, jak wygląda praca taksydermisty od kuchni. Obserwowałam wiele dziwnych rzeczy - od gotujących się zwierzęcych głów do dobierania sztucznych oczu, które będą miały w sobie najwięcej życia. Poznałam także kilku taksydermistów. Opowiedzieli mi o swoim zawodzie, którego etos zasadza się na wielkiej miłości i szacunku dla zwierząt. Wydało mi się niezwykłe, że ci ludzie wkładają tak ogromny wysiłek w karkołomną próbę odtworzenia życia po śmierci. Postanowiłam, że zrobię o nich film.

Kiedy byłam małą dziewczynką, miałam niezwykłą więź ze zwierzętami. Słuchałam ich, rozmawiałam z nimi, czułam, że jesteśmy częścią jednego świata. Jednocześnie od wczesnego dzieciństwa towarzyszył mi lęk przed śmiercią. Dla wielu dzieci pierwsze zderzenie ze śmiertelnością odbywa się poprzez doświadczenie odejścia ukochanego zwierzaka. Mój film narodził się z tych emocji. "Animus Animalis" to mój pierwszy pełnometrażowy dokument. Pracowałam nad nim przez sześć lat, sam montaż trwał trzy lata.

Kadr z filmu 'Animus Animalis' (mat. prasowe)
Kadr z filmu 'Animus Animalis' (mat. prasowe)

Prześledziłaś cały proces wypychania zwierzęcia? Jak się przygotowuje zwłoki do tego, by - jak powiedziałaś - "odtworzyć życie po śmierci"?

Taksydermia bywa postrzegana jako forma sztuki. Proces ten w uproszczeniu polega na ściąganiu skóry ze zwierzęcia, tworzeniu na podstawie jego szkieletu poliestrowej figury, na którą ponownie naciąga się skórę i wkłada się sztuczne oczy. Dąży się przy tym do stworzenia możliwie jak najbardziej realistycznej pozy i odtworzenia "żywego" spojrzenia. Dawniej zwierzęta były wypychane słomą lub watą. Czasami tę metodę się stosuje i obecnie, zwłaszcza w przypadku małych zwierząt lub ptaków. Ale jest to raczej wyjątek.

Najczęściej do rąk taksydermistów trafiają zwierzęta upolowane jako trofea. Wypychają też martwe okazy z ogrodów zoologicznych, cyrku. Okazjonalnie z ich usług korzystają także zwykli ludzie, którzy chcą wypchać zwierzaka domowego.

Taksydermia jest na Litwie popularna?

Największą popularnością ta sztuka cieszyła się w XVIII-XIX wieku. Wynikało to prawdopodobnie z upodobań i stylu życia arystokracji, która ceniła sobie tego typu ozdoby. Dzisiaj nie ma zbyt wielu zawodowych taksydermistów na  Litwie. To skomplikowane rzemiosło, wymagające fachowej wiedzy na temat anatomii zwierząt. Ludzie parający się tym fachem uczą się w dużej mierze jedni od drugich, bo takiego kierunku nie wykłada się na żadnej uczelni.

Aiste Zegulyte (mat. prasowe)
Aiste Zegulyte (mat. prasowe)

W twoim filmie pojawił się wątek myśliwych.

Wielu taksydermistów pasjonuje się także polowaniami. Na początku obawiali się, że chcę ich przedstawić w negatywnym świetle, dlatego powiedziałam im, że zamierzam nakręcić dokument o mistrzostwach taksydermistów. Odbywają się one przeważnie w olbrzymich pomieszczeniach, które są wypełniane wypchanymi zwierzętami, nieraz bardzo egzotycznymi. Oceniając eksponaty, zwraca się uwagę na naturalność, swobodę pozy i "żywość" spojrzenia. Przygotowania do mistrzostw taksydermiści traktują bardzo poważnie. Swoje eksponaty szykują przez pół roku, czasami nawet dłużej.

Po sfilmowaniu mistrzostw okazało się, że materiału zdjęciowego jest za mało i musimy spędzić razem więcej czasu. Wtedy jeden z poznanych przeze mnie podczas warsztatów mężczyzn zaprosił mnie na obchody dnia św. Huberta do małego miasteczka nad Niemnem, nieopodal Kowna. To hucznie obchodzona uroczystość myśliwych, z wielką imprezą, mięsnymi daniami, winem.

Tam sfilmowałaś scenę mszy w kościele ustrojonym w poroża i skóry zwierząt?

Tak. Kościoły ogólnie kojarzą mi się z miejscem na granicy światów, zawieszonym między życiem a śmiercią. Obecność szczątków zwierząt obok religijnych symboli potęgowała to wrażenie, a jednocześnie wydała mi się absurdalna.

Spędziłam z myśliwymi z przerwami cały kolejny rok. Towarzyszyłam im z kamerą podczas polowań, suto zakrapianych imprez, stopniowo zdobywałam ich zaufanie. Nie jestem zwolenniczką polowań, według mnie to bardzo anachroniczna forma zabijania zwierząt. Niemniej towarzysząc myśliwym, często się zastanawiałam, czy aby ubój zwierząt na fermach, gdzie nigdy nie doświadczyły wolności i szczęścia, nie jest bardziej okrutnym sposobem zabijania.

Żeby zrobić ten film, musiałam odłożyć na bok moje prywatne przekonania i skupiłam się na budowaniu relacji z moimi bohaterami. Myślę, że mi się udało, z czasem zawiązała się między nami prawdziwa więź. Świętowałam z nimi moje 30. urodziny, tej imprezy długo nie zapomnę (śmiech).

Kadr z filmu 'Animus Animalis' (mat. prasowe)
Kadr z filmu 'Animus Animalis' (mat. prasowe)

Masz niesamowite oko do wyłapywania absurdalnych sytuacji. Ile z przedstawionych przez ciebie w filmie rytuałów, praktyk wiąże się bezpośrednio z litewskim folklorem i tradycją?

Praca dokumentalisty polega na uważnej obserwacji. Świat podsuwa ci kolejne cuda, a ty musisz dostrzec je i wydobyć z nich jak najwięcej. Litwa bardzo długo pozostawała pogańskim krajem z silnie zakorzenionymi tradycjami związanymi z wpływem natury na życie człowieka. Być może echa tych wierzeń wciąż są obecne w naszej codzienności?

W litewskiej mitologii natura była świętością, lecz potrafiła też być okrutną, zwłaszcza gdy człowiek zachowywał się wobec niej niewłaściwie. Istotnym elementem wierzeń dawnych Litwinów była świadomość, iż człowiek jest częścią natury. Lasy i rzeki były pełne duchów, ponieważ dusze zmarłych wcielały się w kamienie, drzewa oraz zwierzęta. Dlatego naturę traktowano z dużym szacunkiem. Co ciekawe, moje imię pochodzi od nazwy pierwszych pogan (Aistowie), którzy zamieszkiwali wschodnie wybrzeże Bałtyku i o których pisał rzymski historyk Tacyt. Czcili słońce, które w języku litewskim jest rodzaju żeńskiego, jako matkę świata, rodzicielkę. Być może przez to tak łatwo mi porozumiewać się ze zwierzętami (śmiech).

Można kochać i szanować zwierzęta, a jednocześnie zabijać je dla rozrywki jak myśliwi?

To rzeczywiście absurdalne w dzisiejszych warunkach. Dawniej, kiedy człowiek zabijał zwierzęta dla pożywienia własnymi rękami, bo nie było korporacji, które go w tym wyręczały, to było do pewnego stopnia zrozumiałe. Dzisiaj polowanie wydaje mi się manifestacją naszej wrodzonej megalomanii. Lubimy bawić się w Boga.

Homo sapiens od początku swojego istnienia pragnął posiadać więcej, niż mu potrzeba, zawłaszczyć, zdominować otoczenie. To sprzyjało rozwojowi ludzkiej cywilizacji, ale jednocześnie doprowadziło do wyniszczenia wielu innych gatunków. Cechuje nas poczucie, że jesteśmy najważniejsi, że powinniśmy przetrwać za wszelką cenę, nawet kosztem milionów innych istnień. Skłonność do zabijania mamy niejako wdrukowaną w nasze DNA, mimo że na co dzień większość z nas stroni od przemocy i widoku krwi.

Chciałam pokazać, że myślistwo jest manifestacją ludzkiej megalomanii, ale też w pewnym sensie naszym zwierciadłem. Aby móc cokolwiek zmienić, musimy się odważyć przyjrzeć swojemu odbiciu w tym zwierciadle.

Kadr z filmu 'Animus Animalis' (mat. prasowe)
Kadr z filmu 'Animus Animalis' (mat. prasowe)

Jadasz mięso?

Tak, ale staram się ograniczyć jego ilość. Spożywamy go jako gatunek stanowczo za dużo, a przemysłowa hodowla zwierząt jest jednym z głównych źródeł zanieczyszczenia środowiska. Mamy też zbyt wiele ubrań i niepotrzebnych gadżetów elektronicznych, których wytwarzanie niszczy naszą planetę.  

Kiedy myślę dzisiaj o naturze, myślę o śmierci. Ten świat odchodzi, znika na naszych oczach, a my nie robimy nic, aby go uchronić przed zagładą. Wykorzystaliśmy naturalne zasoby naszej planety do cna, a perspektywa katastrofy klimatycznej jest coraz bardziej realna. Mimo to człowiek nadal nie potrafi pojąć, że jedyną drogą ratunku jest oddanie przyrodzie należnego jej miejsca w naszej cywilizacji. W przeciwnym razie w ciągu kilkudziesięciu lat wyginiemy.

W twoim filmie pojawiają się sceny dokumentujące rozkład.

Proces naturalnego rozkładu w dzisiejszym świecie zalanym plastikiem ma według mnie w sobie coś z boskiej interwencji. Jest w tym jakiś porządek i piękno. To odwrotność taksydermii, która stara się za wszelką cenę przywrócić życie czemuś, co umarło.

Aiste Zegulyte (fot. archiwum prywatne)
Aiste Zegulyte (fot. archiwum prywatne)

Jak można zapanować nad procesem rozkładu? Jest w tym coś z zabawy w Boga.

Film otwierają przyspieszone zdjęcia grzyba rosnącego na zwłokach myszy. To były bardzo trudne do zrealizowania ujęcia, aby je nakręcić, potrzebowaliśmy pół roku prób. Musieliśmy uchwycić dokładny moment, w którym grzyb zaczyna rosnąć i filmować go przez wiele dni. Udało nam się realizować zdjęcia bez przerwy przez dwa tygodnie dzięki specjalnie zainstalowanemu w aparacie oprogramowaniu. Niestety, nie obyło się bez usterek, w pewnym momencie kamera się wyłączyła, grzyb rozrósł się za bardzo i trzeba było cały proces powtarzać. Po takim doświadczeniu zdajesz sobie sprawę, jak bardzo nieprzewidywalna jest przyroda, jak bardzo jesteśmy zależni od jej cykliczności. Musieliśmy się więc dostosować, uzbroić się w cierpliwość.

Wszystkie te eksperymenty z grzybami zafascynowały mnie do tego stopnia, że na potrzeby mojego kolejnego filmu - a będzie poświęcony mikroorganizmom - planujemy wyhodować samodzielnie grzyb, który pożera plastik [taki grzyb wykryto w ziemi pochodzącej z wysypiska śmieci w Islamabadzie w Pakistanie, potrafi on rozkładać poliuretan (PU), skracając czas rozkładu plastiku do kilku miesięcy - przyp. red.].

Kiedy patrzę na morze zalewającego nas plastiku, myślę sobie, że rozkład naprawdę jest cudem. Tylko naturalny proces gnicia może nas uratować.

Film będziecie mogli obejrzeć w ramach Międzynarodowego Festiwalu Nowe Horyzonty, który odbywa się w dniach 25 lipca - 4 sierpnia we Wrocławiu. Terminy seansów możecie sprawdzić TUTAJ >>>

Aiste Žegulyte. Urodziła się w 1986 roku na Litwie. Zanim zajęła się reżyserią, pracowała jako fotografka. W 2015 roku ukończyła studia reżyserskie w Wilnie, studiowała także na Wydziale Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. "Animus Animalis" jest jej pierwszym pełnometrażowym filmem dokumentalnym.

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (13)
Zaloguj się
  • pachikun

    Oceniono 16 razy 10

    Owszem,ubój zwierząt na fermach, gdzie nigdy nie doświadczyły wolności i szczęścia, jest jak najbardziej bestialskim i okrutnym sposobem zabijania ale to w zaden sposob nie usprawiedliwia mysliwych, ktorzy przeciz poluja nie dlatego ze muszy by przezyc ale dlatego, ze znajduja przyjemnosc w pozbawianiu innych istot zycia, w odbieraniu im go, stad byciem Ubermenschem w obozach koncentracyjnych bylo jak najbardziej usprawiedliwione, bo to sprawa tylko wiekszej sily, dominacji, ci, ktorzy ja zdobeda beda mogli ja zademonstrowac wobec tych "mniej wartosciowych" tak jak demonstrowali to zaloga obozow koncentracyjnych wobec tych mniej wartosciowych podludzi i jak wlasnie demonstruja to wypychacze zwierzast na polowaniach,o ktorych Pani zrobila film, rzeznicy oraz cale to odjechane towarzysztwo szwonistow gatunkowych.

  • pferben

    Oceniono 12 razy 4

    Nie wiem, czemu ma służyć wypychanie zwłok. Jest to obrzydliwe. Owszem, ma to czasami sens edukacyjny, studiowałam anatomia zwierząt i uczyliśmy się na wielu, bardzo wielu preparatach. Niemniej jednak od tzw muzeów przyrodniczych, w których roi się od wypchanych zwierząt, uciekam. I nie jadam w restauracji, która została ozdobiona zwłokami. To jest smutne i chore.

  • dziubdziusie

    Oceniono 6 razy 2

    Emocjonalnych masochistów zaprasza się do skonfrontowania z widokiem Trymera (alias Szarika, członka załogi Rudego 102 z serialu), którego truchło stoi obecnie wypchane w jednostce szkolenia psów policyjnych w Sułkowicach.

  • obrazoburca

    Oceniono 5 razy 1

    "Okazjonalnie z ich usług korzystają także zwykli ludzie, którzy chcą wypchać zwierzaka domowego".
    WTF?????

  • szczotka_do_lamp

    Oceniono 17 razy -7

    Mysliwi nie zabijaja zwierzat dla rozrywki. Nie nalezy mylic mysliwego z pijakiem cwaniakiem z uprawnieniami mysliwskimi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX