Alicja Resich-Modlińska

Alicja Resich-Modlińska (fot. mat. prasowe Polsat News)

wywiad gazeta.pl

Alicja Resich-Modlińska: Jeżeli mogę, to chcę pracować. Emerytura w wieku lat sześćdziesięciu jest wymysłem głupim

Gdybym została nauczycielką, na co się zanosiło tuż po studiach, to byłabym zmęczona w wieku 40 lat. Uczyłam, więc wiem, jaka to trudna praca. A więc błagam, niech pani nie robi ze mnie emerytki - mówi dziennikarka.

Mówią o pani "królowa wywiadów".

Bardzo miło mi to słyszeć. Nagrywa pani naszą rozmowę na dyktafon?

Tak. A dlaczego pani pyta?

Miałam przeróżne doświadczenia z dyktafonami. Albo zapomniałam, albo nie włączyłam, albo źle włączyłam. Albo nie było baterii... I to akurat podczas wywiadów z takimi osobami,  że nie powinno się to zdarzyć. Na przykład z José Carrerasem - nie dość, że długo jechałam do niego taksówką, to jeszcze nie wzięłam sprzętu.

Z kolei podczas pierwszego wywiadu z Krystyną Jandą byłam bardzo zdenerwowana i nie włożyłam do dyktafonu baterii. Byłam tak przejęta, że nie potrafiłam dociec, dlaczego nie działa. Dopiero jej mąż, Edward Kłosiński, odkrył powód. Poprosiła go o pomoc Krystyna, która jest osobą niezwykle empatyczną i bardzo mi współczuła, że się denerwuję.

A pani jaka jest?

Fasada spokojna, w środku się kotłuje. Ale miewam refleks. Kiedyś, gdy na żywo prowadziłam Studio 2, wymyśliłyśmy z wydawczynią konkurs odwołujący się do książki o tenisie. Jej autora znałam od dziecka, od kiedy tylko zaczęłam trenować tenisa na Legii.

Zaczynam go przedstawiać, mówię, że teraz będzie konkurs o początkach tenisa i już wiem, że nie pamiętam nazwiska tego pana. Rzucam więc pierwsze pytanie dla telewidzów: "Jak ten pan się nazywa?".

Alicja Resich-Modlińska i Wojciech Mann, rok 1994 (fot. Andrzej Iwańczuk / AG)
Alicja Resich-Modlińska i Wojciech Mann, rok 1994 (fot. Andrzej Iwańczuk / AG)

Sprytnie.

Miałam więcej takich sytuacji. Ale od tamtego pamiętnego doświadczenia trzymam się zwyczaju pisania na kartce nazwisk wszystkich gości. Lech Wałęsa też. Nie ufam już swojej koncentracji. Scenariusz rozmowy, choć zawsze mam w pamięci, też zapisuję.

Ale czasami i to nie wystarczy.

Miałam taką sytuację, mrożącą krew w żyłach. Przez siedem lat prowadziłam na żywo program z Marią Czubaszek "Czubaszek na śniadanie". W trakcie naszej rozmowy na monitorze w studiu pojawiały się zdjęcia z prasy i filmiki ilustrujące wydarzenia, które komentowałyśmy. Program był realizacyjnie dość skomplikowany, bo treść musiała być zbieżna z obrazem. Na każdą historię miałyśmy określoną ilość czasu. No mercy.

Maria nie miała słuchawki, była wpatrzona we mnie. Wchodzimy na żywo. Ja zaczynam, Maria sobie jak zwykle dowcipnie używa, ale czuję, że coś jest nie tak. W słuchawce cisza, nie słyszę komend realizatora. Daję więc znaki operatorowi. A on stoi tak, że ja w ogóle nie widzę monitora. Nie słyszę i nie widzę. Mam przerwać? Nie mogę!

Więc?

Zaczęłam mówić, co pamiętałam, posiłkując się wyobraźnią. Skończyłam to ośmiominutowe wejście spocona jak mysz. Po programie usłyszałam, że był bardzo dobry! Wyjątkowo z Marią nam "jechało"... Choć ja nic nie słyszałam i nie widziałam. No ale z Marysią, z którą znałyśmy się od wieków, zawsze czułam się świetnie.

Przed kamerą od początku czuła się pani jak ryba w wodzie. Prędzej czy później musiała pani trafić do telewizji.

Uważa pani, że to było nieuchronne? Nie, to raczej telewizja wyrobiła we mnie umiejętność zachowywania zimnej krwi w najróżniejszych sytuacjach. Początki miałam raczej pożałowania godne. Z mojego punktu widzenia. 

09.02.1996 Warszawa , Hotel Marriott , Alicja Resich - Modlinska (c) podczas balu charytatywnego . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSK DVD 048 A
Bal charytatywny w Hotelu Marriott, rok 1996 (fot. Sławomir Kamiński / AG)

Telewizja to było pani marzenie?

Gdybym uprawiała zawód, który sobie wymarzyłam jako dziecko, to zostałabym pisarką i tłumaczką. Miałabym święty spokój. Ale spodobało mi się Studio 2 prowadzone przez Bożenę Walter. Byli w nim też Tadeusz Sznuk i Edward Mikołajczyk. Nowa formuła, na żywo. Inteligentni, zabawni, ona prześliczna. Myślałam sobie: "O, tak to bym chciała...".

Ale najpierw były "Szpilki", w których poznałam Marysię Czubaszek, i radiowa Trójka, w której robiłam "Wywiady spod estrady" i "Nie tylko dla orłów". Kolega operator w TVP mi powiedział, że telewizja ogłosiła konkurs na prezenterkę. Stanęłam do niego, zabrnęłam dość daleko, jednak nie wygrałam. Miejsca były dwa.

Zatem jak się pani załapała?

Jako tłumaczka z angielskiego tłumaczyłam filmy w TVP. Chodziłam sobie po tych korytarzach, marzyłam, żeby tam pracować na stałe, więc zanosiłam dyrektorom swoje teksty satyryczne. Znano mnie z radia. Przez przypadek weszłam w nagły wakat na miejsce chorej prowadzącej. To były późne lata 80. Nie było par prezenterów, prowadziło się spikerkę pojedynczo. Sama w studiu na sygnał do słuchawki wchodziłam na antenę, zapowiadałam filmy i programy. Musiałam się zmieścić w ściśle wyznaczonym czasie. Potem dyrektor Józef Węgrzyn wybrał mnie z Grażyną Torbicką, Jolantą Fajkowską i Piotrem Radziszewskim do "żywego" studia Dwójki. Zaczęłam nabierać coraz większej wprawy.

Józef Węgrzyn wymyślił Teleexpress i wynalazł Macieja Orłosia?

Macieja Orłosia chyba odkryłam ja. Pojawił się u mnie w programie jako gość. Opowiadał o swojej roli w nowym filmie. Od razu zobaczyłam w nim dziennikarza. Miał świetny głos, cięty dowcip, telewizyjny wygląd. "Rób u mnie rozmowy z koleżankami aktorkami" - zaproponowałam mu. Przychodził na moje dyżury i prowadził krótkie rozmowy, pierwsza była Kasia Figura. Potem zwróciła na niego uwagę Nina Terentiew i poszły konie po betonie.

09.11.2010 WARSZAWA , AKTOR JAN KOBUSZEWSKI I DZIENNIKARKA ALICJA RESICH MODLINSKA . OTWARCIE MUZEUM TELEWIZJI POLSKIEJ W SIEDZIBIE TELEWIZJI POLSKIEJ PRZY ULICY WORONICZA 17 . NZ JAN KOBUSZEWSKI (L) I ALICJA RESICH MODLINSKA (P) .FOT. ALBERT ZAWADA / AGENCJA GAZETA
Alicja Resich-Modlińska i Jan Kobuszewski, rok 2010 (fot. Albert Zawada / AG)

Maciej Orłoś długo nie mógł się pogodzić z tym, że podziękowano mu po 25 latach pracy w TVP. Sam mi to opowiadał. A pani jak sobie z tym rozstaniem poradziła?

Mnie nikt nie wyrzucił. Sama odchodziłam z TVP, i to trzy razy. Żegnano mnie i witano za każdym razem bardzo miło. Owszem, niektóre osoby z radością żegnałam, inne z radością witałam. Show-biznes rodzi wiele skrajnych emocji.

Pierwszy raz odeszłam na początku lat 90., do Studia A, które produkowało "Wieczór z Alicją" i w "Bliskim planie". Za drugim razem, gdy zarząd zmienił się na lewicowy i przyszedł prezes Robert Kwiatkowski.

I?

Zaczęto likwidować poprzednie programy. Metoda przenoszenia emisji na coraz gorsze pory jest skuteczna. Cóż tam, że "Wieczór z Alicją" gromadził do ośmiu milionów widzów, a "W bliskim planie" , skromny w formie wywiad, powyżej miliona widzów. Oni mieli lepsze projekty! O ile pamiętam, żaden się nie ostał. Te polityczne roszady zniszczyły Telewizję Polską. Po kilku rozmowach, w których naciskano, że powinnam głównie mówić z gośćmi o seksie, zrezygnowałam. Stanęłam do castingu polsatowskiego formatu "Zerwane więzi"  i wygrałam. Robiłam ten program cztery lata. Potem pojawiła się propozycja zrobienia "Gali". Podjęłam się tego zadania. To był rynkowy sukces.

Zatęskniłam jednak do telewizji dość szybko i na szczęście, po kolejnej roszadzie politycznej, pojawił się prezes Andrzej Urbański i zaproponował mi nowe istnienie w stacji matce. Zostałam szefową porannego pasma Dwójki i na nowo sformatowałam "Pytanie na śniadanie."

To był świetny, twórczy czas. Stworzyłam sobotnie pasmo poranne "Pytania na śniadanie", prowadziłam autorskie wywiady "Na wyłączność", "Rozmowy z Alicją" i "Czubaszek na śniadanie", który specjalnie wymyśliłam dla Marysi. Po nastaniu prezesa Jacka Kurskiego i PiS-u en large, odeszłam świadomie i ostatecznie.

01.04.2011 LODZ , CLAUDIA CARDINALE (C) I ALICJA RESICH - MODLINSKA (P) PODCZAS OTWARCIA  FESTIWALU FILMOWEGO PHILIPIS CINEMA MUNDI IM. ZYGMUNTA KALUZYNSKIEGO W SILVER SCREEN .FOT. MARCIN WOJCIECHOWSKI / AGENCJA GAZETA
Alicja Resich-Modlińska i Claudia Cardinale, Łódź, 2011 (fot. Marcin Wojciechowski/ AG)

Dlaczego?

Pomyślałam sobie: O nie! Nie chcę pracować w propagandowo-autorytarnej telewizji. Jestem demokratką! Cenię wolność osobistą. Każdy dzień upewnia mnie, że TVP jest propagandowa, jak w czasach komuny. Każdy dzień upewnia mnie, że zrobiłam dobrze. O ironio, mój kolega ze "Szpilek", nowy dyrektor Dwójki, Marcin Wolski, miał dla mnie świetne propozycje. Chciał żeby wróciły "Wieczór z Alicją" i "Bliskie spotkania". Rezygnacja w takiej sytuacji miała szczególny ciężar gatunkowy. 

Nie była pani rozdarta?

Ani trochę. Po prostu psychicznie nie dałabym rady. Nie chciałam jeszcze raz przerabiać autorytarnej telewizji. Jestem realistką, więc zrobiłam rozeznanie na rynku. Miałam rok zaległych urlopów. Poszłam na operację kolana, która i tak mnie czekała. Odprawę też dostałam bardzo ładną. Dało się rok przeżyć i spokojnie czegoś poszukać. I tak trafiłam do Polsatu News - stacji, która jest najbardziej obiektywną stacja newsową w Polsce.

"Wieczór z Alicją" był absolutnie pionierski.

To był pierwszy wielkoformatowy, rozrywkowy talk-show w Telewizji Polskiej.  

Jak ja pani wtedy zazdrościłam tych rozmów z wielkimi pisarzami i artystami ze świata. Z Umberto Eco czy Dianą Ross.

Maciej Strzembosz wymyślił, że chce mieć taki program w stylu amerykańskiego talk-show. Stworzyliśmy więc z Maciejem i Janem Dworakiem niezależne producenckie "Studio A" i zaczęliśmy robić "Wieczór z Alicją" oraz "Bliskie spotkania", otwarte na polską i światową scenę kulturalną. Wprowadziliśmy elementy polskiej satyry, humor abstrakcyjny. W programie na stałe pojawili się Szymon Majewski, Joanna Kurowska i Piotr Gąsowski. Jazz-band prowadził Wojciech Karolak.

Poznawanie fascynujących ludzi i rozmawianie z nimi rzeczywiście jest inspirujące. Ale ja byłam naprawdę nieźle przerażona, onieśmielona sukcesami i wiedzą moich gości. Przyznam nawet, że miałam kompleksy. W pewnym momencie moje "nie wiem" przerodziło się w stałą świadomość niewiedzy. Potem zaczęłam się przełamywać i wiem teraz, że potrafię się w takich sytuacjach znaleźć. To jest najcenniejsze w upływie czasu, że pogłębia się świadomość i wiedza, co daje pewność siebie i jakże nieoceniony luz.


Alicja Resich-Modlińska i Magdalena Cielecka (fot. mat. prasowe Polsat News)

Robiliście "Wieczór z Alicją" na żywo?

Nagraliśmy kilka pierwszych odcinków w Teatrze Żydowskim, zrobiliśmy miks z fragmentów, które nie weszły, bo były zbyt swobodne. Koledzy doszli do wniosku, że te, co nie weszły, były lepsze od tych, które weszły. I zaczęliśmy robić "Wieczór z Alicją" na żywo. Jaka to była machina!

Gość życia to?

Wszyscy mówią, że Umberto Eco. Niewątpliwie to jedna z najciekawszych postaci, jakie spotkałam. Szalenie dowcipny. Ta rozmowa była wręcz metafizyczna. Eco z trójki polskich dziennikarzy wybrał mnie. Zobaczył wcześniej, jak pracuję. Był to dla mnie zaszczyt. I wiedziałam, że jest mi wstępnie życzliwy. Nie miał też zawyżonego ego, co się nieraz zdarzało wśród polskich gości.

Szczególnie ciepło wspominam Maxa von Sydowa, bo to był mój pierwszy gość z wielkiego świata. Był pełen szacunku dla mojej pracy, kooperatywny, serdeczny. Dzięki niemu zrozumiałam, że "tam, na Zachodzie" czas na antenie bardzo się ceni, czysty PR. Wspaniałe były spotkania z aktorami formatu Anthony'ego Hopkinsa. Ale najwięcej przygotowań i przeżyć zawsze pochłaniają pisarze i poeci. Ewa Lipska, Adam Zagajewski, Hanna Krall, Joanna Bator,  Olga Tokarczuk, Wiesław Myśliwski. Literatura jest moją miłością i pasją, czuję się za nią "odpowiedzialna".

Ma pani słabość do ludzi słowa. A jest w pani niedosyt związany z pisaniem?

Zdecydowanie. Ja cały czas piszę w myślach. A jak już przysiądę do konkretnego tekstu, to unoszą mnie skrzydła szczęścia. Pisałam sporo do legendarnych  "Szpilek", teksty  literackie do "Bluszcza", felietony do wielu  miesięczników, i napisałam też książkę "Opowieści radiowe i telewizyjne. Alicja po drugiej stronie lustra", która zebrała dobre recenzje i nieźle się sprzedała. Po prostu uwielbiam pisać i nie tracę nadziei, że kiedyś zajmę się już tylko tym.

Mam wrażenie, że długo by pani na samej emeryturze nie wytrzymała.

Jeżeli mogę, to chcę pracować. Emerytura w wieku lat sześćdziesięciu jest wymysłem głupim. Z radością prowadzę w Polsat News program "W bliskim planie", który ma świetną oglądalność, szczególnie wśród młodego pokolenia, najwyraźniej ceniącego linearną, emocjonalną rozmowę z tzw. ciekawym człowiekiem. Każdego rozmówcę traktuję z szacunkiem dla jego dorobku, od Margaret, Mariusza Kałamagi, Kasi Nosowskiej do Magdy Cieleckiej, Jana Englerta, Jerzego Stuhra i Mai Komorowskiej. Gdybym została nauczycielką, na co się zanosiło tuż po studiach, to byłabym zmęczona w wieku czterdziestu lat. Uczyłam, więc wiem, jaka to trudna praca. A więc błagam, niech pani nie robi ze mnie emerytki.

18.05.2009 WARSZAWA , ALICJA RESICH - MODLINSKA  PODCZAS NAGRANIA PROGRAMU  PYTANIE NA SNIADANIE ' W TVP .FOT. ALINA GAJDAMOWICZ / AGENCJA GAZETA
Alicja Resich-Modlińska w ''Pytaniu na śniadanie'' (fot. Alina Gajdamowicz / AG)

Nigdy pani nie wytykano wieku?

Jakoś nie.

A w ogóle ogląda pani telewizję?

TVP nie. Oglądam swój program, bo muszę ze względu na kosmetyczny montaż, talent show i newsy w Polsacie oraz w TVN, dla porównania. Do TVP nie sięgam. Wystarczą mi relacje znajomych obserwujących TVP w celach rozrywkowych.

Wyobraża pani sobie, że kiedyś wraca do TVP?

Do telewizji neutralnej politycznie jak najbardziej. Mam wielki sentyment do TVP, tam nadal pracują wybitni fachowcy "drugiego tła". Osoby, na których telewizja stała i stoi. Na całym świecie większość wieczornych talk-show prowadzą zawodowi komicy oraz dziennikarze z długim dorobkiem, tzw. siwe głowy, to najbardziej cenieni, dowcipni i budzący zaufanie dziennikarze. Jeśli uznałabym, że wyglądam jako tako, bo nie chciałabym sprawiać swoim wyglądem nikomu przykrości, to jak najbardziej. Obserwuję siebie bacznie i bez złudzeń. W wieku największej amerykańskiej gwiazdy wywiadu ekskluzywnego, Barbary Walters, która ma osiemdziesiąt pięć lat, raczej nie chciałabym występować "na wizji", aby potem wpatrywać się w swoje sfatygowane oblicze na montażu. Ale kto wie, może za dwadzieścia lat też stracę rozum?

Alicja Resich-Modlińska. Dziennikarka, prezenterka i tłumaczka. Zaczynała w radiowej Trójce, potem przeszła do TVP, gdzie stworzyła i prowadziła talk show "Wieczór z Alicją". Laureatka trzech Wiktorów. Obecnie prowadzi w Polsat News program "W bliskim planie".

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (31)
Zaloguj się
  • zdziwiony6

    Oceniono 7 razy 5

    Kolega mojego ojca skończył prawo na UW i z wielkim uznaniem wypowiada się o ojcu tej pani, który był wtedy dziekanem.

  • kamuimac

    Oceniono 29 razy 5

    znowu komentarze skasowane - a więc jeszcze raz

    nie dziwi nikogo że ktoś kto miał bardzo dobrą pracę umysłową załatwioną przez rodziców za bardzo wysokie pieniadze i całe życie przepracował na ciepłych posadkach jest orendownikiem tego żeby dalej na emeryturze zajmować takie stanowiska.

    gdyby pani Modlińska przepracowała tyle lat na produkcji zawsze za pensje w okolicy minimalnej krajowej z majstrami wiecznie podręcającymi śrubę bo wyniki gwarantuje że pierwsza poszłaby z hasłem "emerytura w wieku 50 lat"

  • heliinea

    Oceniono 20 razy 4

    Droga pani moze , pani pracowac do smierci ,ale prosze pozwolic kazedmu wybrac swoj wiek emerytalny stosownie do zdrowia,samopoczucia,przezyc w zyciu itp.Prosze stanac przy rolniczce,sklepikarce ,gospodyni domowej,czy kogokolwiek pracujacego fizycznie i prosze zmierzyc sie z tymi ludzmi.Zapewniam ,ze wypadnie pani blado.Zycze dlugiej pracy.

  • maslanka_anna

    Oceniono 24 razy 2

    No tak, ale Pani ma wygodna pracę. Siedzącą parę godzin w biurze w wymalowana i ubrana przez kogoś innego. Dlaczego Pani nie spróbuje myć schodów przez całe życie albo pracować w sklepie na zmiany ciągle na stojąco. Zobaczymy czy w wieku 60 lat da Pani rady jeszcze nosić wiadro z wodą po schodach tam i z powrotem za parę groszy.

  • domrosa

    Oceniono 9 razy 1

    Michael Jackson

  • mircos

    Oceniono 17 razy 1

    Moim zdaniem pani M. się myli w swoim myśleniu . Niech stanie na linii w fabryce samochodów i pracuje do śmierci . Nie każdy może pracować w zawodzie jaki uprawia pani M. Nie dziwie się wiec ze chce pracować do śmierci bo średnia życia dziennikarzy jest niska .

  • traceability

    0

    Pani Modlińska była kiedyś nauczycielką angielskiego. Pamiętam, gdy już jako prowadząca jakiś program, puściłą utwór zespołu U2 "Exit". Potem stwierdziłą, że nie bardzo zrozumiała, o czym śpiewał Bono, ale był to na pewno coś o miłości, bo U2 zawsze śpiewa o miłości. A był to utwór o samobójstwie..

  • disneyland_after_dark

    Oceniono 7 razy -1

    Królowa wywiadów? Zapominająca właczyć dyktafon? I co? Potem spisywała wywiad z pamięci? Trąci żenadą...
    Swoją drogą, pamiętam wywiad z Umberto Eco... On ją zapytał gdzie chciałaby mieć trzecie oko? Odpowiedź: na plecach. Ubawiła go ta odpowiedź. On chciałby mieć na palcu wskazującym. Królowa wywiadów nie zrozumiała dlaczego... To chyba był czas na emeryturę...

  • poziomka_vr

    Oceniono 5 razy -3

    Sama odchodziła i dostawała "ładne" odprawy? W wyborczej tez tak macie?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX