Sofia, Bułgaria

Sofia, Bułgaria (fot. Shutterstock)

wywiad gazeta.pl

"Kiedy pewna kulturoznawczyni powiedziała, że stereotyp Bułgara to brud, bałagan i prowizorka, to się popłakałam"

Polacy byli pod zaborami "tylko" sto dwadzieścia trzy lata, Bułgarzy prawie pięćset. Nie chodzi o to, żeby się teraz licytować, kto więcej wycierpiał, ale pewne czynniki historyczne wpływają na mentalność - mówi Magdalena Genow, autorka książki "Bułgaria. Złoto i rakija".

Babcia Wyłka i dziadek Genczo byliby dumni?

Myślę, że tak, bo mimo że momentami piszę krytycznie o Bułgarii, moja książka jest bardzo afirmacyjna, stworzona z miłością. Mam nadzieję, że czuć to podczas lektury.

Zaznaczasz na wstępie, że to jest twoja osobista opowieść o Bułgarii, by się zabezpieczyć przed ewentualną krytyką?

Trochę tak. W przypadku faktów naukowych oczywiście powołuję się na źródła, choć historia na Bałkanach jest boleśnie żywa i różnie interpretowana. Subiektywizm przejawia się w odmalowywaniu cech narodu, doborze materiału. Ktoś już mi też zdążył zarzucić, że w Sofii mieszka się znacznie nowocześniej, niż ja to opisuję, wyciągając na wierzch jakieś osobliwości.

Jak łazienki zalewane wodą?

Tak, zalewane z pryszniców, które nie mają brodzików, więc mokra jest cała podłoga. Ale takie jest moje doświadczenie, a byłam naprawdę w wielu mieszkaniach. Dlaczego miałabym o tym nie pisać? Owszem, Bułgaria się w ostatnich latach bardzo zmienia, westernizuje, ale czy to jest powód, żeby coś pomijać? Bardzo mi zależało na uchwyceniu różnic i osobliwości nie po to, by coś komuś wytykać, ale raczej ze zwykłej fascynacji. Poza tym chciałam uciec od łatki przewodnika i nie pisać laurki. Dałam sobie prawo do krytyki, a właściwie do samokrytyki, bo kiedy piszę o Bułgarach, piszę poniekąd o sobie.

Sofia (fot. Shutterstock)
Sofia (fot. Shutterstock)

Masz niezwykle ciekawą perspektywę.

To prawda, ale czasami łatwo się w niej pogubić, bo kiedy mówię w domu "my", nieraz nie wiadomo, czy "my, Polacy", czy też "my, Bułgarzy".

To powiedzmy o tym "my". Jesteś pół-Bułgarką, pół-Polką? Tak się określasz?

Na pewno nie podzieliłabym mojej tożsamości na pół, choć tato jest Bułgarem, a mama Polką. I nie przepadam za pytaniem: "Komu byś kibicowała w meczu Polska-Bułgaria?", bo cieszyłabym się ze zwycięstwa jednej i drugiej drużyny. Swoją tożsamość definiuję nie w generalnych proporcjach, ale określonych sferach życia. Na przykład w kuchni jestem Bułgarką, bo często gotuję po bułgarsku, a społecznie - że tak powiem - jestem Polką, bo w Bułgarii się urodziłam, ale wychowałam się i żyję w Polsce. Moim językiem jest polski, po bułgarsku mówię z akcentem. 

Słyszalnym dla Bułgarów?

Tak, nieraz mnie w Bułgarii pytano, czy jestem z Macedonii. Co ciekawe, pytanie o moją tożsamość zaczęła prowokować książka. Początkowo miała się zwyczajnie wpisywać w serię podróżniczą Wydawnictwa Poznańskiego, ale w miarę pisania zaczęło się w niej pojawiać coraz więcej osobistych historii.

Łatwo było o nich pisać?

Właśnie nie bardzo. Bałam się tego otwarcia, bo nie przepracowałam do końca kilku ważnych spraw.

Jakich?     

Na przykład stereotypu Bułgara. Wyczuwałam oczywiście, jaki on jest, ale poprosiłam o opinię specjalistów i kiedy pewna kulturoznawczyni powiedziała mi wprost, że ów stereotyp to brud, bałagan i prowizorka, to się popłakałam. Pisanie książki wyprowadziło mnie ze strefy komfortu, ale musiałam z niej wyjść, żeby książka była pełna. Do rodzinnych opowieści zachęcała mnie też redaktorka, bo czuła, jak dużo one dają.

Wioska Etar w prowincji Gabrowo (fot. Shutterstock)
Wioska Etar w prowincji Gabrowo (fot. Shutterstock)

Słusznie, bo książkę podróżniczą może napisać każda podróżująca osoba, a ty - jako osoba znacznie silniej z Bułgarią związana - dysponujesz większym kapitałem.

Z drugiej strony trudno mi było wejść w rolę zewnętrznej obserwatorki, bo pewne rzeczy były dla mnie tak naturalne, że ich po prostu nie zauważałam. Choćby wspomniana zalewana łazienka, która była dla mnie oczywistością. Na jej osobliwość zwrócili mi dopiero uwagę przyjaciele z Polski, których zabierałam do Bułgarii. Pisząc książkę, musiałam więc niejako spojrzeć na moją Bułgarię na nowo, starałam się wejść w rolę cudzoziemki. Przy tej okazji uświadomiłam też sobie, że część rodzinnych "dziwactw" to są "dziwactwa" Bułgarów.

Jak maniakalne ziołolecznictwo?

Bułgar zna zioła na każdą możliwą dolegliwość.

Jaką część życia spędziłaś w Bułgarii?

Urodziłam się w Warnie i mieszkałam tam przez pierwsze trzy lata. Potem rodzice przeprowadzili się do Poznania, gdzie mieszkam do dzisiaj. Do dwudziestego piątego roku życia każde wakacje spędzałam u dziadków w Bułgarii, teraz jeżdżę tam co dwa lata. W domu tato mówił do nas po bułgarsku, a my odpowiadaliśmy po polsku.

Dzisiaj sama masz męża i dzieci. Jak w waszej rodzinie funkcjonuje bułgarski?

Ubolewam nad tym, ale nie mówię do naszych dzieci po bułgarsku. Może byłoby inaczej, gdyby mama była Bułgarką, bo podobno w dwujęzycznych rodzinach babcie najlepiej wprowadzają naukę języka. Mamy za to trochę bułgarskich książeczek dla dzieci, przyjeżdża też do nas od czasu do czasu ciocia z Bułgarii - wtedy kontakt z bułgarskim jest większy.

Klasztor Rila (fot. Shutterstock)
Klasztor Rila (fot. Shutterstock)

Do czego potrzebna ci była bułgarystyka na Uniwersytecie Adama Mickiewicza?

Może się zdziwisz, ale na początku miałam duże problemy na bułgarystyce, bo się okazało, że nie umiem pisać poprawnie po bułgarsku. Mój bułgarski był gwarą używaną w Warnie. Robiłam więc błąd za błędem. Znałam za to cyrylicę, której nauczyła mnie babcia.

Bułgaria to "najsmutniejsze państwo świata"?

Przynajmniej według tygodnika "The Economist", gdzie pojawił się artykuł z takim wnioskiem, który stał się później zaczynem mojej ulubionej bułgarskiej powieści "Fizyka smutku" Georgija Gospodinowa. Ta bułgarska melancholia gdzieś rzeczywiście jest i wynika w dużej mierze z tego, że Bułgarzy wyłączeni byli z udziału w wielu ważnych światowych procesach i zjawiskach. W Bułgarii nie było na przykład ani renesansu, ani baroku.

"Zamiast renesansu i baroku - bakłażan i papryka".

Dokładnie. A przyczyną tego była trwająca pięć wieków turecka okupacja. Do tego "bułgarskiego smutku" trzeba też dodać poczucie bycia na peryferiach i ogromne nierówności społeczne, których nie zniwelowało nawet członkostwo w Unii Europejskiej.

Zdając sobie sprawę z rozmaitych wydarzeń historycznych, które boleśnie doświadczyły Bułgarię, mam poczucie, że dzisiaj to po prostu wygodna wymówka. Najłatwiej jest zrzucać winę za własne niepowodzenia na innych. Tymczasem Polska, która dołączyła do Unii Europejskiej tylko trzy lata przed Bułgarią i też miała dość długo raczej niewesołą historię, dokonała niebywałego skoku cywilizacyjnego. Bułgaria jest tymczasem nieustannie na szarym końcu. Na szczycie jest tylko w rankingach korupcji.

Polacy byli pod zaborami "tylko" sto dwadzieścia trzy lata, Bułgarzy prawie pięćset. Ciężko więc mówić o zaborach, bo to czasowe zajęcie jakiegoś terenu, ale gdzie jest cezura? Po ilu latach nie jest to już okupacja? Nie chodzi o to, żeby się teraz licytować, kto więcej wycierpiał, ale pewne czynniki historyczne wpływają na mentalność.

Złote Piaski (fot. Shutterstock)
Złote Piaski (fot. Shutterstock)

Bułgarski pisarz Ljubomir Kotew mówi o poddańczej psychice Bułgarów, swego rodzaju serwilizmie, który rozwinął się przez wieki niewoli. Pytając młodych Bułgarów, co ich najbardziej boli, słyszałam, że brak większej aktywności społecznej, choć protesty się zdarzają, jak ostatnio jesienią, ale szybko się kończą i następuje powrót do codzienności. Społeczeństwo obywatelskie nie rozwinęło się w należyty sposób. Być może dlatego Bułgaria zajmuje pierwsze miejsce w Unii, jeśli chodzi o korupcję i ostatnie - według Reporterów bez Granic - w rankingu wolności mediów. Bułgaria nadal też nie jest w strefie Schengen.

Myślę, że trudna historia bardzo poturbowała Bułgarów i wpłynęła na ich samoocenę oraz sposób funkcjonowania i stosunek do państwa, bo od niepamiętnych czasów zawsze ktoś narzucał coś Bułgarii z zewnątrz - jak nie Turcja, to Związek Radziecki.

Ale też sami Bułgarzy zawierali zwykle niefortunne sojusze.

To prawda. Mówimy o wojnach bałkańskich i obu wojnach światowych. Było to, moim zdaniem, spowodowane wielką miłością do Macedonii, którą Bułgaria zawsze chciała odzyskać. A kończyło się, jak się kończyło. Macedonia jest do dzisiaj wielką bułgarską raną.

Bo przypomina o utracie pradawnej wielkości?

W przypadku Macedonii nie chodzi tylko o ziemię, ale o to, że na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku, kiedy decydowano o jej losach, żyła tam ludność bułgarskojęzyczna, która w kolejnych latach była grecyzowana i serbizowana.

Obecnie Macedonia boli podwójnie, bo Bułgarzy mają poczucie, że Macedończycy kradną im historię. Oba narody spierają się na przykład o to, czy Goce Dełczew, przywódca bułgarskiego ruchu wyzwoleńczego, był Bułgarem, czy Macedończykiem. Podobnie jest z historycznymi władcami. To tak, jakby Wielkopolskę oddzielić od Polski i za sto lat spierać się o to, czy Mieszko był Wielkopolaninem, czy Polakiem. Dlatego w Bułgarii tak wielką wagę przywiązuje się do wykopalisk archeologicznych. Państwo bułgarskie powstało jakieś trzysta lat przed Polską, wcześniej też było schrystianizowane, a przede wszystkim - znacznie większe niż obecnie. Nie wspominając już o starożytnych Trakach i odnalezionym w okolicach mojej rodzinnej Warny najstarszym złotem na świecie.

Tancerki w tradycyjnych bułgarskich strojach (fot. Shutterstock)
Tancerki w tradycyjnych bułgarskich strojach (fot. Shutterstock)

Dzisiaj Bułgaria ciągle się wyludnia. Trzydzieści lat temu miała dziesięć milionów mieszkańców, teraz ma już mniej niż siedem i dalej pustoszeje.

Są jednakowoż w historii Bułgarii karty absolutnie niezwykłe, jak uratowanie podczas drugiej wojny światowej niemal całej pięćdziesięciotysięcznej społeczności żydowskiej. Dania lubi się bardzo słusznie chwalić ocaleniem duńskich Żydów, natomiast o niezwykłym czynie Bułgarów mało kto wie.

Dodajmy tylko, gwoli prawdy historycznej, że Bułgarzy uczestniczyli w wywózkach Żydów z okupowanej Macedonii i tłumaczą to tym, że nie mieli innej możliwości prawnej. Jeśli natomiast chodzi o samą Bułgarię, w której antysemityzm był i jest zjawiskiem nieznanym, cały kraj zaangażował się w ocalenie Żydów. Udało się to dzięki decyzji cara, aktywności Cerkwi i społeczeństwa. To był zresztą szeroki ruch społeczny - głośno protestowali adwokaci i pisarze oraz zwykli obywatele demonstrujący na ulicach. Również parlament zgłosił swój sprzeciw wobec planów Hitlera. Bułgarzy ewakuowali pięćdziesiąt tysięcy Żydów na łodziach przez Morze Czarne.

Dlaczego tak niewielu o tym wie?

Dlatego, że po wojnie nastała komuna i nowa władza zajmowała się oczernianiem poprzedniej jako faszystowskiego reżimu. Chwalenie się uratowaniem żydowskiej diaspory oznaczałoby chwalenie cara i Cerkwi, na co komuniści nie mogli sobie pozwolić. 

Bułgaria leży na skrzyżowaniu rozmaitych religijno-językowo-kulturowych wpływów. Czy Bułgarzy postrzegają to wyłącznie jako udrękę, czy też bogactwo?

Ja widzę Bułgarię jako pomost, choć sami Bułgarzy po odzyskaniu niepodległości usunęli meczety i większość śladów obecności tureckiej. Ale tej obecności nie da się usunąć całkowicie, bo jest ona częścią bogatego w turcyzmy języka bułgarskiego czy bułgarskiej kuchni. Sami Bułgarzy z pewnością uważają się za Europejczyków, i to jest kierunek bułgarskich aspiracji. Bardzo są też dumni z tego, że wraz w wejściem do Unii Europejskiej wprowadzili do niej trzeci - obok łacińskiego i greckiego - alfabet, czyli cyrylicę. Powstałą zresztą nie w Rosji, ale właśnie na ziemiach bułgarskich.

Sozopol, Burgas (fot. Shutterstock)
Sozopol, Burgas (fot. Shutterstock)

W czasach Polski Ludowej Bułgaria była niezwykle popularnym kierunkiem wakacyjnym. Po upadku komuny Polacy zamienili Morze Czarne na Śródziemne, ale od kilku lat coraz liczniej powracają do Złotych Piasków, Warny i innych kurortów. Po co jechać do Bułgarii?

Pierwsza odpowiedź, jaka mi przychodzi do głowy, to kuchnia - najsmaczniejsza na świecie. Chyba każdy odwiedzający Bułgarię to potwierdzi. Sekretem bułgarskiej kuchni jest prostota, sezonowość i aromatyczność - a to za sprawą ziół i przypraw. Nigdzie nie zjesz tak smacznego pomidora, jak w Bułgarii. To właśnie wygrzewający się w tamtejszym słońcu pomidor jest sekretem sałatki szopskiej, która stać musi na każdym bułgarskim stole.

Drugi powód?

Przepiękne czarnomorskie plaże, ale tych nie muszę chyba zachwalać, bo to oczywistość.

A gdyby chcieć uniknąć tłumnych kurortów?

Można bez problemu udać się do jednego z nadmorskich miasteczek i wynająć sobie kwaterę. Ja robię to zwykle na miejscu, ale wiele z nich dostępnych jest na znanych powszechnie portalach pośredniczących w wynajmie mieszkań.

Można się dogadać po angielsku?

Młoda generacja mówi po angielsku, a starsza po rosyjsku, więc można się dogadać słowiańskim łamańcem.

A jak się sprawy mają poza wybrzeżem?

Trzeba koniecznie odwiedzić Sofię, która nie jest, jak wiele innych europejskich stolic, turystyczną wydmuszką. Polecam ją szczególnie wielbicielom architektury socrealistycznej. Sofia otoczona jest pięknymi górami i można z niej miejskim autobusem pojechać na narty albo trekking. Zresztą ponad połowa Bułgarii to tereny górskie i kiedy latem w Tatrach jest taki tłum, że nie widać gór, w Bułgarii możesz się rozkoszować piękną przyrodą i cudownymi widokami.

Sofia (fot. Shutterstock)
Sofia (fot. Shutterstock)

Ja po górach to nie bardzo, raczej sztuka i architektura.

Rekomenduję ci więc podróż szlakiem przepięknych monasterów, które w dodatku położone są najczęściej w malowniczych miejscach - w niektórych można nocować. Najważniejszy jest monaster Rilski, który odegrał wielką rolę w przetrwaniu bułgarskiego języka w czasie dominacji osmańskiej. W Płowdiwie możesz z kolei obejrzeć rzymski amfiteatr, w którym do dzisiaj odbywają się spektakle i koncerty. Polecam też uwadze miłośnikom architektury tak zwany styl bułgarskiego odrodzenia narodowego, czyli monochromatycznie pomalowane domy, często z charakterystycznym rozszerzeniem na piętrze.

Jak się najlepiej poruszać po Bułgarii?

Można wynająć samochód, ale ja wolę stopa. Bułgaria to raj dla autostopowiczów. Kolej jest wolna, ale całkiem wygodna i niedroga.

A inne ceny?

To zależy. Drożej jest oczywiście w Sofii i nadmorskich kurortach, taniej w interiorze. Ale generalnie ceny są zbliżone do polskich, może trochę niższe, chociaż są produkty droższe, jak mleko czy masło.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego (mat. prasowe)
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego (mat. prasowe)

I jest rakija!

Bardzo ją lubię, ale przestrzegam przed piciem jej jak wódki. Rakiję się smakuje i, co ważne, przegryza pomidorem albo jakimś mięsiwem. Ale rakija to dla Bułgara nie tylko alkohol, lecz rytuał. Ważny jest cały proces jej pędzenia i picia - to element bułgarskiej kultury. Dlatego Bułgarzy tak bardzo się bali, że po wejściu do Unii Europejskiej produkcja rakii zostanie zakazana. Bułgarzy często się rakiją obdarowują i raczej nie kupują jej w sklepie. Mój dziadek Genczo też ją pędził, i choć od wielu lat nie żyje, mamy po nim rakiję. Trzymam ją w domu i kiedy dzieci dorosną, otworzymy tę butelkę, która jest częścią naszej tożsamości.

*Książkę "Bułgaria. Złoto i rakija" możecie kupić w Publio.pl >>>

Magdalena Genow. Urodziła się w 1988 roku w Warnie. Filolożka bułgarystka, politolożka, wydawczyni książek. Wcześniej dziennikarka i tłumaczka. Prowadzi na Facebooku profil Bulgarka.pl. Mieszka w Poznaniu.

Mike Urbaniak jest dziennikarzem kulturalnym "Wysokich Obcasów", weekendowego magazynu Gazeta.pl i felietonistą magazynu "Vogue".       

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (261)
Zaloguj się
  • parapsychopatolog

    Oceniono 38 razy 34

    Ostatnio nasz szeryf Ziobro kpił z prawnika z unii słowami "jakiś Bułgar".

  • nanabun

    Oceniono 31 razy 31

    Ciekawy artykuł. Mam po sąsiedzku 2 bułgarskie rodziny od paru lat mieszkające w Polsce. Złego słowa nie można powiedzieć, poza jednym - jak rozmawiają ze sobą to krzyczą. Niezależnie od pory dnia (i nocy), mogą tak kilkadziesiąt minut, godzinę, dwie. Ciężko złapać 15 sek. ciszy. Nie wiem czy to cecha narodowa, czy akurat na takich trafiłem. Co ciekawe, ich dialog wygląda tak, że oboje rozmówców krzyczy jednocześnie, i to nie jest kłótnia.

  • t_uptus

    Oceniono 41 razy 29

    Brak antysemityzmu w Bułgarii czyni z tego kraju jasny punkt na mapie świata i to zupełnie niespodziewanie. Nie sądziłem, że można jeszcze znaleźć w Europie naród, w którym Żyd nie jest utożsamiany z krwiopijcą etc...
    Pozdrawiam Bułgarów.

  • agnrodis

    Oceniono 29 razy 21

    To nie chodzi o utrate tozsamosci przez 500 lat, tylko o to pod czyim butem byli Bulgarzy. Gdyby byli pod niemiecka okupacja przez 500 lat to byliby najlepiej zorganizowanym, czystym narodem, a ze byli pod turecka, to wiadomo, brud, balagan i korupcja. Podobne roznice w Polsce sa miedzy bylym zaborem niemieckim, a rosyjskim.

  • oloros11

    Oceniono 23 razy 21

    to piekna ksiazka , napisana uczciwie z miloscia i czuloscia ja to rozumiem może lepiej niż przeciętny czytelnik - zBulgaria jestem 50 lat związany mocnymi wiezami Ksiazka mogla by urosnąć jeszcze - wiele watkow jest niedokończonych Ciekawy jest watek którego nie ma w książce a mnie osobiście zawze fascynowal - charaktery Polakow i Bulgarow czy Bulgarek i Polakow maja ceche uzupelniajaca a ze stereoptypami jest tak ze w mojej rodzinie kobieta to jest uosobienie porządku,czystosci i zawsze kończonych spraw a mezczyzna wprost przeciwnie nie wchodzil bym w takie rozwazania stereotypow bo to jest dość wdzięczne ale w zyciu bywa bardzo roznie To druga ksiazka pisana o Bulgarach po Tam gdzie urodzil się Orferusz Albeny Grabowskiej ale ta jest bardziej osobista - wiele można się dowiedzieć o duszy bułgarskiej i to otwarcie się autorki jest po prostu urocze Dla ludzi którzy sa związani z Bulgaria i na codzien maja w domu ich oczywiste dowody to ksiazka która czyta się z prawdziwa przyjemnoscia Dla Polakow to oczywista zacheta do odwiedzenia tego fascynującego kraju i niezwykłych ludzi jednocześnie bardzo podobnych a odmiennych Może i zacheta do podróży wglab Bulgarii od Balkanow po Sfredna Gore czy Rodopy - w malej przestrzeni tysiące odmiennych krajów i ludZi przeoranych tysiącami lat burzliwej historii
    DLA MINIE KSIAZKA BYLA PRAWDZIWYM PRZEZYCIEM Z USMIECHEM I LZAMI WSPOMNIEN , dZIEKUJE

  • 0roman0

    Oceniono 19 razy 17

    Niestety ale wśród większości polaków utarł się pewien stereotyp dotyczący Bułgarów jak i Rumunów. Oba te narody postrzegane są poprzez panie stojące na poboczach dróg i poprzez Romów (dawniej Cyganów). Dużo czasu potrzeba aby to zmienić.
    Poza tym Złote Piaski i okolice często nie dają powodu do zadowolenia. Czasami jakby czas się zatrzymał. Ludzie? Tak jak wszędzie. Są porządni i są zwykłe ...

  • byann

    Oceniono 16 razy 16

    Powiem tak o tych zaborach. Jak przeczytałem w Ziemi obiecanej o tym, że nowe operetki miały otwarcie w Warszawie w tym samym sezonie co w Wiedniu, a w petersburskiej prasie pisano, że Łódź wyprzedziła Moskwę w produkcji tkanin, przestałem w ogóle to porównywać z sytuacja Bułgarii pod zaborami, gdzie nie było szkół, szpitali, fabryk, co dopiero operetek. Zabory w Polsce nie mają się NIJAK do zaboru tureckiego w Bułgarii.

  • uploadhelski

    Oceniono 16 razy 16

    W Sofii działa kilkadziesiąt klubów, towarzystw tanecznych, tańczą w knajpach dziesiątki tańców, nawet laik zauważy różnice podstawowych kroków. Tańczą przy pięknej muzyce narodowej, śpiewają razem. Podobno tych tańców jest ponad tysiąc, a spisanych pieśni jeszcze więcej! Bałkański kocioł, piękna przyroda - i nie ta ze zdjęć w tym artykule - góry Riła, Pirim, Stara Planina, gdzie można wędrować, jeździć na rowerze czy konno nie widząc całe dnie tłumów, szarańczy turystycznej zaliczającej kolejne atrakcje. Piszę dzisiaj z Sofii, to wiem :)

  • logopeda9

    Oceniono 21 razy 15

    Pod względem przyrodniczym i krajobrazowym to jeden najpiękniejszych krajów w Europie. Natomiast ludność niestety mieszanka mentalności sowieckiej i cwaniaczka z Turcji i Bałkanów.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX