Mom shaming, czyli zawstydzanie mam, zatacza coraz szersze kręgi

Mom shaming, czyli zawstydzanie mam, zatacza coraz szersze kręgi (fot. Shutterstock)

życie bez filtra

Upupianie matek ma się świetnie i przybiera na sile dzięki mediom społecznościowym

Do kiedy karmienie, od kiedy szczepienie? W czapce czy bez czapki? Codzienne pytania dotyczące macierzyństwa - skonfrontowane z radami i ocenami innych matek, teściowych, koleżanek, a także obcych kobiet - urastają do rangi szekspirowskich dylematów. Mom shaming, czyli zawstydzanie mam, zatacza coraz szersze kręgi. Z kanapowych połajanek przy niedzielnym deserze urasta do fali internetowego hejtu.

Zawstydzanie mam jest dobrze zakamuflowane, bo przybiera formy dobrotliwych porad i zatroskania. Cel jest jednak zawsze jeden: przyszpilić matkę i wykazać jej błędy. Rażące niedociągnięcia i małe odchylenia od normy. Od przymilnego: "Nie martwisz się, że zmarznie?" po dobitne: "Nie żal ci było takiego malucha zostawiać i wracać do pracy?", "Ja bym tak nie umiała", "Moje pociechy są dla mnie całym światem". Po wyrażeniu tych kategorycznych opinii zadowolona z siebie obrończyni małych, bezbronnych istot może oddalić się do swoich zadań, w tym ucierania ekologicznego puddingu z marchewki i prasowania stosu lnianych portek dla całej gromadki.

Podwójne standardy

Tego typu uwagi brzmią jak wspomnienie zamierzchłych czasów? Nic bardziej błędnego. Upupianie matek ma się świetnie i przybiera na sile dzięki mediom społecznościowym. Jest egalitarne, dotyczy mam znanych i nieznanych. Na Instagramie i Facebooku codziennie wzbiera nowa fala porad i oburzonych komentarzy pod postami blogerek, celebrytek, aktorek, a także matek niezarabiających w żaden sposób na swoim wizerunku. Wrze w komentarzach pod zdjęciami robionymi przez paparazzich. Jedną z najbardziej znanych ofiar mom shamingu jest modelka i prezenterka Chrissy Teigen. W 2016 roku była poddana internetowemu samosądowi, gdy kilka dni po urodzeniu córki Luny wyszła na randkę ze swoim mężem, producentem Johnem Legendem. Kilka dni po porodzie - kto to widział! I kto dał jej na to zgodę?

Chrissy Teigen i John Legend w 2018 roku (fot. Shutterstock)
Chrissy Teigen i John Legend w 2018 roku (fot. Shutterstock)

Po kolejnej fali mom shamingu wobec żony Legend stanął po jej stronie i w wywiadzie dla magazynu "Romper" sprzeciwił się stosowaniu podwójnych standardów wobec ojców i matek. Jak mówi, sam nigdy nie spotkał się z wyśmiewaniem ojców, czyli dad shamingiem, a z atakowaniem jego żony i innych matek wielokrotnie. "Oboje jesteśmy rodzicami i oboje wychodzimy. Jeśli myślisz, że to jest niestosowne - a przede wszystkim nie powinieneś tak myśleć - i chcesz kogoś obwiniać, obwiniaj nas oboje, nie tylko matkę", podkreśla producent. Nie jest to jednak podejście powszechne.

Fuj, to obleśne

Mom shaming istniał od zawsze, lecz teraz przybrał inne oblicze, bo w dużej mierze internetowe. - Od dekad, jeśli nie wieków, matki były pod czujną obserwacją otoczenia - mówi dr Marta Bierca, socjolożka z SWPS. - Obecne natężenie tego zjawiska jest spowodowane specyfiką komunikacji w mediach społecznościowych. Otwarta krytyka drugiej osoby, nawet zupełnie nam nieznanej, staje się, niestety, zjawiskiem masowym. W kontekście rodzicielstwa, czy też macierzyństwa, jest to szczególnie bolesne, bo uderza w słaby punkt wielu kobiet, czyli w ambicję, żeby być dobrą, jeśli nie doskonałą matką - konkluduje dr Bierca.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Powodem do krytyki nie muszą być żadne ekscesy. Codzienność dostarcza wystarczająco dużo pretekstów do wyrażania ocen przez gremium wzburzonych obserwatorek. Tak się stało niedawno w przypadku Joanny Frejus, prowadzącej profile społecznościowe poświęcone zdrowiu psychicznemu "dobrze jest. nie rycz" oraz "O matko, depresja", politolożki, studentki ostatniego roku psychologii i aktywistki na rzecz praw kobiet. Joanna udostępniła swoje zdjęcie tuż po karmieniu dziecka ze śladami mleka na ubraniu. I, jak to się mawia w plotkarskich serwisach społecznościowych, lawina hejtu ruszyła.

- Pod postem pojawiły się setki niepochlebnych komentarzy, w większości od osób, które nigdy wcześniej nie zaglądały na ten profil i które nie tylko nie zadały sobie trudu, żeby przed skomentowaniem zapoznać się z jego zawartością, ale nie przeczytały nawet opisu zdjęcia, które postanowiły moralnie ocenić - mówi blogerka. - Pojawiły się pojedyncze komentarze mężczyzn, którzy nieudolnie próbowali seksualizować przekaz ze zdjęcia. Największą uwagę zwracały komentarze innych matek oraz bardzo młodych dziewczyn, które nie mają dzieci. Te pierwsze próbowały mnie umoralniać: "Po co publikować coś takiego w internecie?!", "To nie jest normalne!", decydować za mnie, co jest naruszeniem mojej własnej intymności: "To jest przesada, to jest naruszenie intymności!", lub wpędzać w poczucie winy: "Żal mi Twojego dziecka, jak pójdzie do szkoły". Niematki zdawały się być zszokowane funkcjonowaniem kobiecego ciała: "Fuj, to obleśne!" - opowiada Joanna Frejus. 

Wyświetl ten post na Instagramie.

Drogie osoby, którym nie podoba się to zdjęcie oraz hejterki i hejterzy z fejsowych grup i innych bardzo smutnych miejsc, w których się ono znalazło: rozumiem wasze oburzenie. Serio. Mi też się sporo rzeczy w internecie nie podoba. Rozumiem nawet, że potrzebujecie sobie poprawić humor, zostawiajac tutaj, czy gdziekolwiek indziej, swój komentarz. Będę usuwać tylko te, które zawierają przekleństwa, albo zwroty uznawane za wulgarne. Pozostałe będą ty wisieć, żeby mi przypominać, po co to wszystko robię i jak dużo jeszcze pracy przede mną. Te wulgarne będę usuwać nie dlatego, że nie potrafię ich znieść. Będę to robić w trosce o osoby, które są tutaj po wsparcie. Ten post jest dla nich. Dla mam, które nie są idealne. Dla kobiet, które boją się publicznie karmić, albo muszą wysłuchiwać rad typu "w okresie laktacji noś tylko białe bluzki, żeby przypadkiem nikt nie zauważył plamy z mleka". Dla mam, które myślą, że tylko im zdarza się popełniać błędy i jest im z tego powodu trudno. To się nazywa normalizacja i przesuwanie dyskursu. Osoby, które to robią zawsze dostają po głowie, więc wcale mnie to nie dziwi. Możecie wylać swoją gorycz, smutek i oburzenie. Ale wiedzcie, że nic to nie zmieni. Nie usunę tego zdjęcia (chyba że zrobi to Instagram). Nie przestanę mówić o tym, co uważam za ważne. Wasza reakcja tylko mnie w tym umacnia. Także, w pewnym sensie, dzięki ???? #AferaMleczna #WspieramNieZawstydzam #momshamingstop . Kiedy myślisz, że już nie potrzebujesz wkładek laktacyjnych, a Twoje dziecko nagle zaczyna płakać ?? Także ten... dzień dobry! ???? . #karmieniepiersią #jestemmama #instamateczki #instamatki #macierzyństwo #rodzicielstwo #rodzew2019 @babkizpiersiami @karmieswobodnie @hafija_matka_karmiaca

Post udostępniony przez O matko, depresja (@omatkodepresja) Lut 19, 2019 o 2:50 PST

Zdaniem autorki takie zachowania, zarówno ze strony matek, jak i kobiet, które nie mają dzieci, mogą wynikać z bardzo wielu czynników, od sztywnego przestrzegania norm społecznych, przez brak normalizacji kwestii związanych z ciałem, aż po własne doświadczenia bycia zawstydzaną.

Nieludzka dla dziecka

Peleton krytyki jest wielopokoleniowy, a najbardziej czujnymi, nie mylić z czułymi, recenzentkami młodych mam są osoby z nimi jakoś związane: matki, teściowe, koleżanki. Potwierdzają to również badania, w zasadzie jedyne, do których udało mi się dotrzeć. W badaniu zrealizowanym na zlecenie aplikacji mom.life w grudniu 2017 roku 80 proc. matek zadeklarowało, że padło ofiarami mom shamingu. W badaniu przeprowadzonym wśród 475 matek w czerwcu 2017 roku przez C.S. Mott Children's Hospital na zlecenie Uniwersytetu w Michigan prawie dwie trzecie, bo 6 na 10, matek zadeklarowało, że były skrytykowane za swoje rodzicielskie umiejętności. 70 proc. uwag dotyczyło dyscypliny, a raczej jej braku, 52 proc. żywienia, 46 proc. spania, a prawie tyle samo, bo 39 proc., karmienia piersią vs. karmienia butelką. Do tego dochodziły uwagi dotyczące bezpieczeństwa dziecka (20 proc.) i odpowiedniej opieki nad nim (16 proc.). W ten sposób mapa umiejętności i zadań związanych z wychowaniem dziecka zostaje prawie w całości pokryta uwagami i dobrymi radami.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Anonimowość sieci pozwala jeszcze dobitniej wyrażać zatroskanym obserwatorkom swoje poglądy. Znane dziewczyny i aktorki, nawet cenione za dystans do siebie i niepromowanie opresyjnych wzorców, są równie ostro oceniane, jak te, które promują wyidealizowane obrazy swojego życia. Amy Schumer, aktorka i komiczka, daleka od udawania ideału, została miesiąc temu pouczona w sieci, że powrót na scenę po sześciu tygodniach od porodu jest nieludzki dla dziecka (!). Schumer spuentowała to w swoim stylu, pisząc, że zawsze marzyła, by paść ofiarą mom shamingu, ale sam fakt, że musiała przyjąć pozycję obronną, świadczy o przyzwoleniu na ciągłe ocenianie kobiet. W Polsce podobnie wywołana do odpowiedzi była blogerka Maja Bohosiewicz. Posypały się na nią internetowe gromy, wśród których znalazł się nieprzychylny komentarz Małgorzaty Ohme, gdy miesiąc po urodzeniu dziecka wyjechała sama z mężem na cztery dni wakacji.

Niesforne uczennice i jednorożce

Przedmiotem całej momshamingowej dyskusji nie jest tak naprawdę dobro dzieci, to, jak należy je nosić, karmić, przewijać i zabawiać. Sednem sprawy jest sprowadzenie matki do roli niesfornej uczennicy, która nierówno narysowała szlaczek. Retoryka komentarzy jest zwykle utrzymana na wysokim C i dominują w niej infantylizmy: maleństwo, mała istotka, perełka. Istnieje jednak drugi, coraz silniejszy nurt - macierzyński ruch oporu dający odpór negatywnym komentarzom. - W Polsce zaledwie od kilku lat pojawia się trend, aby podkreślać negatywne aspekty macierzyństwa, jego uciążliwości, trudy i to, że nie ma idealnych matek czy też ideału matki, do którego każda kobieta powinna dążyć. Coraz więcej kobiet, w tym opiniotwórczych, przyznaje, że bycie matką może sprawiać trudność, że nie są pewne, czy dobrze się zajmują dzieckiem. Takie nazywanie rzeczy po imieniu może być oczyszczające - mów dr Marta Bierca.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Bezpieczną strefę dla mam w sieci postanowiła stworzyć Maria Hunt, Amerykanka o latynoskich korzeniach. Miała dosyć bycia krytykowaną za to, jak się ubiera (w mini), jak się śmieje (głośno) i jak wychowuje swoje dzieci (stanowczo). W 2015 roku założyła grupę na Facebooku "Unicorn Moms", czyli "Matki-jednorożce". Jak mówi, chciała mieć własną grupę, która nie ocenia, nie rozmawia o polityce, religii czy karmieniu piersią. Trochę utopię, jak sama przyznała. Dlaczego nazwała stronę "Matki-jednorożce"? Jak wyjaśnia: "Idealne matki są właśnie jak jednorożce; nie istnieją". I tego się trzymajmy.

Alicja Wysocka-Świtała. Jest partner zarządzającą i współwłaścicielką agencji Clue PR. Od kilkunastu lat zajmuje się komunikacją lokalnych i globalnych marek. Zdobywała doświadczenie w agencjach sieciowych w Warszawie i Nowym Jorku, ma na koncie nagrody SABRE, Magellan Awards i KTR. Absolwentka dziennikarstwa na UW, studiowała amerykanistykę na UW i w Oslo. Prowadzi zajęcia z PR w Collegium Civitas. Zasiada w jury Złotych Spinaczy, Stevie Awards i Young Creatives oraz w Radzie Związku Firm Public Relations.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (83)
Zaloguj się
  • zewszad_i_znikad

    Oceniono 35 razy 23

    "Mom shaming" - barbarzyństwo językowe. Polski nie jest prymitywnym, ubogim języczkiem, którym nie da się niczego wyrazić bez uciekania się do Lepszej angielszczyzny...

  • kropkaa

    Oceniono 32 razy 20

    Yyyyy, a o co chodzi?!
    Może wystarczy skupić się na życiu zamiast na fb i ig?

  • cezar85

    Oceniono 33 razy 17

    bardziej od mom shamingu i dad shamingu, nie lubię pie...ngu

    i jeśli marnujesz czas na takie pierdoły, to ewidentnie masz za dużo czasu na pierdoły

    i każdy rodzic chciałby wiedzieć, jak to robisz?

    podejrzewam, że niejeden byłby w stanie nawet za to zapłacić

  • atmt

    Oceniono 21 razy 15

    Im więcej "artykułów" tego typu widzę w internecie tym bardziej się upewniam, że potrzebna jest jakaś wojna bo ludziom już naprawdę bije na dekiel. I tym, którzy muszą z całym światem dzielić się swoim życiem, pokazując np. plamy na sutkach i tym, którym chce się o takich bzdetach pisać i jeszcze dorabiać do tego jakieś pseudo-filozofie typu mamszejming...

  • typowynazista

    Oceniono 24 razy 12

    Biedne jednorożce. Z jednej strony mają silny imperatyw eksponowania swojej wielce niedoskonałej codzienności na widok gawiedzi internetowej, a z drugiej strony wymagają od tej gawiedzi wyłącznie pochwały i aprobaty, a nie - prą-cie-boże - krytyki. Bo krytyka rani ich wrażliwe, introwertyczne duszyczki.

    Emocjonalna dojrzałość 5-latków.

  • rave8

    Oceniono 19 razy 11

    Mam wrażenie że dzisiaj to tylko chwalić wolno, a słowo krytyka została zastąpiona słowem "hejt". Na fejsbuczku tylko lajkunie, ale "antylajków" nie wolno wprowadzać, bo niepoprawnie politycznie by się nagle zrobiło.

  • bredah

    Oceniono 11 razy 11

    Oj istnieje coś takiego jak mom shaming. Na początku jako mężczyzna nie potrafiłem nawet mojej żonie, początkującej mamie, pomóc z tą całą masą pouczań, a nawet dąsów i nerwów, jakby to choroba było dziecko mojej matki, ciotki, babki, a wtrącał się nawet ojciec wszechmądry. Z teściami to samo.. Nie polecam starać się wychować ludzi. Polecam się od nich odciąć z miejsca!!! No cóż.

  • delfina77

    Oceniono 15 razy 9

    To są problemy pierwszego świata. Sorry, ale jeśli skupić się na tym, co ważne, zamiast na wrzucaniu fotek na fejsa to okaże się, że nikt nas nie hejtuje, a nawet jeśli, to obchodzi nas to tyle, co zeszłoroczny śnieg.

  • zwyklaosoba

    Oceniono 16 razy 8

    A wystarczyłoby zrezygnować z medialnego ekshibicjonizmu i pielęgnować dziecko w zaciszu swoich czterech ścian.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX