Capri

Capri (fot. Shutterstock)

trend

Capri, Portofino czy Cortina d'Ampezzo. Jak małe włoskie miejscowości stały się wakacyjnymi stolicami mody

Luksusowy shopping w światowych kurortach bezsprzecznie jest związany z praktyką korzystania z uroków wakacji. Sprawianie sobie "ziemskich" przyjemności to przecież nieodłączny element relaksu. Ale we Włoszech chodzi o coś więcej.

Modę od zawsze łączyły z miastami szczególne relacje - pisze Simona Segre Reinach, profesor wykładająca teorię mody na Uniwersytecie Bolońskim, w publikacji "Wstęp do mody" ("La moda, un introduzione"). Wystarczy pomyśleć o paryskich pasażach w Galerii Lafayette albo mediolańskiej Galerii Vittorio Emanuele, gdzie narodził się mit "shoppingu" dla przyjemności. Do tego bulwary z butikami i atelier projektantów, nowoczesne domy handlowe, a nawet outlety. O miano stolic mody przez długi czas rywalizowały największe miasta. Wygrały cztery: Paryż, Mediolan, Londyn i Nowy Jork.

Podczas gdy świat skupiał się na wydarzeniach rozgrywających się w metropoliach, "na zapleczu" działy się nie mniej ciekawe rzeczy. Efekty tej "podwójnej gry" widać dziś wyraźnie. Aby dobrze się im przyjrzeć, najlepiej udać się w miejsca dalekie od zgiełku miast - na włoską wyspę Capri, do liguryjskiego Portofino albo wciśniętej między Dolomity Cortiny d'Ampezzo. Choć na stałe mieszka tam ledwie od kilkuset do kilku tysięcy osób, sklepów z ekskluzywną modą jest tam zaskakująco wiele.

Capri (fot. Shutterstock)
Capri (fot. Shutterstock)

Wioska rybacka, którą pokochały gwiazdy

Butiki Louis Vuitton, Hermes, Giorgio Armani, a do tego multibrandowy sklep Spinnaker z odzieżą i akcesoriami Gucci, Bottega Veneta, Chloe, Givenchy, Kenzo, Valentino, Jimmy Choo i wielu innych marek - tak rysuje się zakupowa panorama mikroskopijnego Portofino na wybrzeżu liguryjskim. Kolorowe domki przy porcie, które kiedyś zamieszkiwali lokalni rybacy, teraz służą jako ekskluzywne restauracje i punkty sprzedaży wspomnianych marek.

Port jest niewielki, powolnym krokiem można przejść z jednego końca na drugi w ciągu 10 minut. Ale zazwyczaj spacer trwa dłużej, bo turyści zatrzymują się co chwila, by podziwiać luksusowe jachty zacumowane przy brzegu. Czasami warto dobrze się przyjrzeć, kto opala się na rufie, bo można wypatrzeć gwiazdę Hollywood albo znanego biznesmena. Do Portofino swoim jachtem przypływał Bill Gates, 51.urodziny obchodziła tu Madonna. Włoski port odwiedzali Robert De Niro, George Clooney, Denzel Washington, Ringo Starr czy Rod Stewart. To fenomen, bo ktoś, kto przyjeżdża do Portofino, licząc na wypoczynek na plaży i sporo zwiedzania, może stwierdzić, że w zasadzie "niczego tu nie ma".

Liczba stałej ludności Portofino ledwo sięga 400 osób, a dojechać tu można jedną wąską i krętą drogą. Do odwiedzenia, oprócz portu, jest jeden kościół i zamek z 1557 roku, który obecnie służy za muzeum i centrum konferencyjne. Malownicza zatoka usiana ekskluzywnymi knajpkami i sklepami to serce i... w zasadzie jedyny organ Portofino. Aby swobodnie poopalać się nad morzem, trzeba udać się na jedną z plaż w pobliskich zatoczkach, a więc oddalić się od miasteczka, najlepiej samochodem.

Portofino (fot. Shutterstock)
Portofino (fot. Shutterstock)

Jak to się więc dzieje, że co roku do Portofino płynie strumień setek tysięcy turystów z całego świata? Według Patrizii di Forte z Consorzio Portofino Coast (miejscowa organizacja turystyczna) jest wiele powodów, dla których miasteczka liguryjskie cieszą się tak dużym powodzeniem. Jednym z nich jest niesamowity urok charakterystycznej, kilkupiętrowej, barwnej zabudowy z elementami polichromii, czyli zdobień na tynkach. Dziś Portofino stanowi najlepszą wizytówkę włoskiego wypoczynku w wersji "chic". W przeszłości nie miało nic wspólnego z luksusem.

- Co najmniej do końca II wojny światowej Portofino nie było renomowanym uzdrowiskiem, tak jak pobliskie Rapallo czy Santa Margherita. Znajdowały się w nim maksymalnie dwa hotele, a wioskę odwiedzało jedynie kilku bogatych cudzoziemców, głównie Anglików, którzy odrestaurowali miejscowe rezydencje, by móc nocować w nich od czasu do czasu - opowiada Patrizia di Forte. XVI-wieczny zamek wykupiła na przykład rodzina Brown (do dziś budowla nosi imię  "Castello Brown"). W 1889 roku do Portofino przypłynął statkiem słynny francuski pisarz Guy de Maupassant, który poświęcił włoskiej miejscowości jeden ze swoich utworów. Wspominał też, że to właśnie w Portofino zaznał rzadkiej dla niego chwili prawdziwego spokoju.

"Słodkie życie"

Całe zamieszanie wokół spokojnego liguryjskiego portu, wiążące się z powstaniem licznych sklepów i modnych knajpek, zaczęło się od "dolce vita". Tym mianem określa się we Włoszech okres powojennego boomu ekonomicznego. Włosi przejawiali wówczas wzmożoną chęć korzystania z uciech życia i na nowo doceniali piękno swojego kraju. Centrum rozrywki był Rzym, prawdziwa stolica "dolce vita". Liczne imprezy na placach, tętniące życiem knajpy, sklepy najlepszych włoskich projektantów: Roberta Capucciego, sióstr Fontana, państwa Fendich czy Gucciego tworzyły wspaniały klimat. Ale to nie wszystko.

Portofino (fot. Shutterstock)
Portofino (fot. Shutterstock)

Wieczne Miasto stało się miejscem akcji filmów, które napędziły turystyczną machinę. Najsłynniejszy to "La dolce vita" Federico Felliniego, z Anitą Ekberg i Marcello Mastroiannim i odegraną przez nich kultową sceną kąpieli w fontannie di Trevi. Inny - "Rzymskie wakacje" z Audrey Hepburn i Gregorym Peckiem - to z kolei amerykańska produkcja reżyserowana przez Williama Wylera, na koncie mająca trzy Oscary. Goście z USA, którzy przyjeżdżali do rzymskiego Cinecitta (odpowiednik Hollywood), latem chętnie odpoczywali w nadmorskich kurortach. O ich pięknie słyszeli już wcześniej od amerykańskich żołnierzy, którzy stacjonowali na Półwyspie Apenińskim w czasie II wojny światowej (tę historię opowiada najnowszy serial George'a Clooneya - "Catch 22", który polecam wszystkim fanom śródziemnomorskich klimatów). Szczególnie upodobali sobie wybrzeże liguryjskie, gdzie leży Portofino, wybrzeże Amalfi i wyspy, w tym Ischię i Capri.

- Amerykanie, którzy mieli okazję poznać Włochy podczas wojny i tuż po niej, przyczynili się do powstania relacji bazującej na wzajemnym zachwycie: my podziwialiśmy ich jako nowoczesne społeczeństwo, a oni nas za dorobek kulturalny i walory geograficzne - mówi mi Simona Segre Reinach. - Amerykanie czerpali z włoskiego "słodkiego stylu życia", jeżdżąc w te same miejsca i korzystając z ich uroków tak samo jak Włosi - dodaje.

W tym czasie we Włoszech kształtowała się tzw. moda boutique. Jest to system charakterystyczny dla Italii, na którym do dziś opiera się siła włoskiej mody. Chodzi o ubrania, dodatki i akcesoria, które powstają jako produkcja rzemieślnicza, a więc "handmade", wysokiej jakości i w krótkich seriach. Od wysokiego krawiectwa (haute couture) różni ją to, że jest trochę tańsza, a od pret-a-porter (która pojawiła się później) - że nie jest produkcją przemysłową.

Butiki na Capri (fot. Shutterstock)
Butiki na Capri (fot. Shutterstock)

- Twórca "mody boutique" plasuje się pomiędzy krawcem a stylistą - mówi Simona Segre Reinach. Dodaje, że "moda boutique" była ściśle związana z luksusowymi wakacjami w oddalonych od wielkich miast zakątkach. - Włochy to zlepek mocno różniących się od siebie regionów, miast i wiosek. W każdej z nich działały małe manufaktury. "Moda boutique" odzwierciedlała tę różnorodność. Te mikromiejsca gromadziły to, co najlepszego miała do zaoferowania włoska moda - tłumaczy Simona Segre Reinach. Według ekspertki luksusowy shopping w światowych kurortach jest ściśle związany z samą praktyką korzystania z uroków wakacji i relaksu poprzez sprawianie sobie "ziemskich" przyjemności. Ale we Włoszech chodzi o coś więcej. Obecność ekskluzywnych sklepów w miejscowościach, które stały się turystyczne, to konsekwencja kontekstu, w jakim rodziła się włoska moda. Wiele włoskich marek, które dziś są olbrzymimi międzynarodowymi biznesami, miało swój początek w niewielkich rodzinnych warsztatach. Przykłady to Gucci, Fendi, Versace, Missoni, Ferragamo, Prada czy Bottega Veneta.  

Jackie Kennedy kupowała sandały na Capri

Twórcy "mody boutique" i kiedyś, i dziś chętnie odwołują się w swoich projektach do lokalnych motywów, na przykład występujących w danym regionie roślin czy owoców. Na przepięknej wyspie Capri znajdziemy mnóstwo modnych ubrań i dodatków z cytryną w roli głównej. Typowe są też torebki albo sukienki ozdobione barwnymi wzorami jak na dawnych ceramicznych naczyniach. Naśladują one majolikę, czyli rodzaj fajansu produkowanego we Włoszech w czasach renesansu. Tak jak kiedyś majolika, tak i dziś kapryjska moda przyjmuje różne warianty kolorystyczne: od biało-niebieskich po żółto-złote.  

Capri to jedna z najbardziej turystycznych wysp w regionie Kampania. Ale z powodu wysokich cen tylko niektórzy zatrzymują się tu na nocleg. Już w XIX wieku wyspę upatrzyli sobie artyści, pisarze i włoska arystokracja, potem gwiazdy kina, i tak już zostało, że Capri to ekskluzywne miejsce. Agata Iwanowska Pacciolla, polska przewodniczka, która oprowadza wycieczki po wyspie już od 15 lat, mówi, że luksusowe sklepy idealnie wpisują się w panoramę tego miejsca. Witryny i aranżacje nie zniszczyły uroku Capri, wręcz przeciwnie, naśladują jej styl. - Na Capri wszystko jest na swoim miejscu, panuje tu niezwykła harmonia. Nawet jeśli budynki są trochę obdrapane, to nie przeszkadza, by całość prezentowała się elegancko - opowiada przewodniczka.

Capri (fot. Shutterstock)
Capri (fot. Shutterstock)

Można tu zrobić zakupy w sklepach Roberto Cavalli, Giorgio Armani, Salvatore Ferragamo, Valentino, Gucci, Miu Miu czy Dolce&Gabbana. Włoscy projektanci w swoich stałych lub limitowanych kolekcjach często odwołują się do symboli Capri. Robi to szczególnie duet Domenico Dolce i Stefano Gabbana - nieraz umieszczali na swoich ubraniach kapryjską roślinność, widoki, architekturę albo po prostu napisy "Capri". W 2014 roku zorganizowali na wyspie pokaz kolekcji haute couture. Gościom polecono ubrać się w stylu "La dolce vita" Felliniego. Z kolei marka Gucci ma na swoim koncie limitowaną kolekcję torebek w kolorze "Capri green", czyli turkusowym, przypominającym barwę morza. Salvatore Ferragamo stworzył model sandałów o nazwie Capri, który w oryginale ozdobiony był wzorem przypominającym rybie łuski. W kolekcji Prady albo Giorgio Armaniego znajdziemy "Capri pants", czyli "spodnie Capri". Chodzi o rybaczki, które na Capri zyskały popularność w latach 50. i 60. W "Rzymskich wakacjach" nosiła je Audrey Hepburn.    

Na Capri bardzo znany jest też historyczny sklep i zakład Canfora, który specjalizuje się w produkcji sandałów. To ręcznie wykonane letnie obuwie na płaskiej podeszwie stało się jednym z symboli wyspy. Butik Canfora powstał w 1946 roku, a wśród jego lojalnych klientek była Jackie Kennedy. Właściciele zachowali na miejscu wymiary stóp byłej pierwszej damy USA, która kilkakrotnie zamawiała u nich sandały. Na Capri działa też renomowany sklep z ubraniami vintage luksusowych marek, odwiedzany przez znane influencerki i redaktorki mody.   

Capri (fot. Shutterstock)
Capri (fot. Shutterstock)

Nie narty, a shopping w Cortinie d'Ampezzo

Górskim odpowiednikiem Capri czy Portofino jest położona w Dolomitach Cortina d'Ampezzo. Choć narciarze przyjeżdżali tu już na początku XX wieku, okres "la dolce vita" okazał się dla Cortiny złotym czasem. W 1956 roku zorganizowano tu VII Zimowe Igrzyska Olimpijskie, po raz pierwszy transmitowane przez stacje telewizyjne na masową skalę. Cortina stała się ulubionym miejscem zimowych wakacji elit, wyjątkowo kochanym przez mieszkańców Rzymu.

- Kiedyś, żeby pojechać na ferie do Cortiny, musiałeś być bardzo bogaty - opowiada Gianluca Oliva, rzymianin z urodzenia, który regularnie od ponad 30 lat odwiedza kurort - najpierw z rodzicami, teraz z dziewczyną. - Aktualnie do Cortiny przyjeżdżają nie tylko najbogatsi. Stała się bardziej masowa, ale rdzeń miasteczka pozostał nienaruszony. Tłum napływających turystów nie zmienił kontekstu Cortiny, nie zniszczył jej wyjątkowego stylu - opowiada Gianluca i dodaje: - W Cortinie nie spotkasz marketów z chińszczyzną ani kiepskich sklepów. Wysoki poziom trzymają również restauracje. Ta miejscowość jest wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju.

Luksusowy shopping to nieodłączny element wakacji w Cortinie, a obecność ekskluzywnych sklepów stała się tak samo naturalna jak obecność gór. - Aspekt sportowy jest tu na drugim miejscu - opowiada Gianluca. - Ważniejsza jest ekskluzywność, "bywanie", pokazanie się.

Cortina d'Ampezzo (fot. Shutterstock)
Cortina d'Ampezzo (fot. Shutterstock)

O ile w innych górskich miejscowościach infrastruktura narciarska ciągle jest ulepszana, Cortina pozostaje wierna starym wyciągom, nie wprowadza nowych połączeń. Wielu turystów przyjeżdża tu nie po to, aby jeździć na nartach. Na stokach nie spotyka się tłumów, do wyciągów nie ma kolejek. Tłumy są za to na wjeździe do miasteczka i na głównej ulicy Corso Italia, usianej knajpkami i sklepami. - Ludzie bardzo dobrze się tu ubierają, gdy idą wieczorem na kolację, podobnie jak na Capri czy w Portofino. Mimo że Cortina od lat się nie zmienia, nie sprawia wrażenia miejsca przestarzałego, za to bardzo eleganckiego - mówi Gianluca. W Cortinie kupimy wszystko: od kaszmirowego swetra Falconeri, przez koktajlową sukienkę Azzedine Alaia, aż po szpilki Louboutin.

Bez kompleksów

Dlaczego luksusowa moda upodobała sobie Portofino, Capri czy Cortinę? Z jednej strony chodzi o rzemieślniczy rodowód wielu modowych gigantów, którzy odnaleźli w tych miejscach "swojski" klimat i źródło inspiracji. Z drugiej, jak tłumaczy Simona Segre Reinach: "W tych miejscowościach wciąż żyje pamięć historycznych spotkań o międzynarodowym charakterze".

W ocenie profesor bez odpowiedniego kontekstu produkt staje się "goły", mniej atrakcyjny. Włoskie "dolce vita" wytworzyło mit, który sprawił, że zakupy w miejscach, gdzie kiedyś bawiły diwy włoskiego kina albo inne ważne osobistości, nabierają wyjątkowego charakteru.  

A może chodzi też o coś zupełnie innego? O brak kompleksów? Z dala od wielkich metropolii, bazując na lokalnych walorach i miejscowych, niekiedy prozaicznych odniesieniach, włoska "moda boutique" zachwyca nawet najbardziej wymagających klientów.

Katarzyna Żechowicz. Dziennikarka i pasjonatka Włoch. Stypendystka rządu włoskiego, ukończyła z wyróżnieniem studia o modzie na najstarszym w Europie Uniwersytecie Bolońskim. Oprócz tego jest absolwentką dziennikarstwa i italianistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie pracuje w mediach i prowadzi własny portal o modzie oraz sklep internetowy Shop My Mood. Kolekcjonuje zagraniczne czasopisma, wśród których szczególne miejsce zajmuje włoska edycja Vogue'a. Uwielbia kuchnię śródziemnomorską, a każde wakacje spędza w ukochanej Kalabrii.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (45)
Zaloguj się
  • iarna

    Oceniono 19 razy 13

    Są takie miejsca, do których stosuje sie określenie "kultowy i tętniący życiem". Czyli takie, które należy omijać szerokim łukiem - znaczy to że sa szpanerskie, zatłoczone i zaśmiecone przez stada zakompleksionych osłów i baranów z całego świata, które to osły i barany zlatują się w te miejsca dla poprawienia sobie samopoczucia i napmpowania spalinami i dwutlenkiem węgla ego. Osły i barany ryczą do siebie na cały regulator, kupuja te same rzeczy, które są wszędzie, tylko płacą za nie kilkukrotnie więcej. Do tego śmiecą i zostawiaja po sobie smród niemytych części

  • calmy

    Oceniono 6 razy 4

    >>>>To fenomen, bo ktoś, kto przyjeżdża do Portofino, licząc na wypoczynek na plaży i sporo zwiedzania, może stwierdzić, że w zasadzie "niczego tu nie ma".<<<<

    To, proszę szanownej autorki, żaden fenomen. To naturalna konsekwencja tego, że miejscowość nie została - przynajmniej do końca lat 90ych - odkryta przez przemysł turystyczny oferujący "all inclusive" przywożący całe ładunki autobusów amatorów leżenia na plaży i zwiedzania czegokolwiek. Ci, którzy przyjeżdżali, byli zainteresowani odpoczynkiem z wyższej półki, z dala od turystycznego motłochu (oj, jest taki) żrącego rybę z tektury plastikowym widelcem i uważającego, że wybudowanie wielopiętrowego bunkra Gołębiowskiego w pobliżu plaży to dobry pomysł. Włosi popełnili 70, 60 lat temu swoje grzechy np. an wybrzeżu Adrii. Mieli swoich Gołębiewskich, którzy z zachłanności zniszczyli najpiękniejsze plaże Włoch. Gdy zobaczyli do czego to doprowadziło, zaczęli się uczyć na własnych błędach. Niestety, my nie potrafimy się uczyć na cudzych, musimy popełnić własne.

    I nie, nieprawdą jest, że do Portofino można dojechać "tylko jedną krętą drogą". Proszę może tam pojechać, zamiast przepisywać z innych opisów. Do Portofino prowadzą dwie drogi. Jedna z Genui (z północy), a druga z południa (z Rapallo). Co nie zmienia faktu, że używanie ich w celu dotarcia do Portofino samochodem (co pani sugeruje) jest bezsensowne, bo w całym Portofino nie ma żadnych miejsc gdzie samochód można zaparkować. I bardzo dobrze.

  • krzysztof_ptk

    Oceniono 4 razy 4

    Portofino.
    to miasteczko bez placków ziemniaczanych ale dla turystów działa na tej samej metodzie. Sprzeda im wszystko po czterokrotnych cenach.

  • stanislaw.sk

    Oceniono 5 razy 3

    cyt.:
    " Włoski port odwiedzali Robert De Niro, George Clooney, Danzel Washington, Ringo Starr czy Rod Steward."
    Jak tam pojadę, to spotkam niejednego stewarda, chociaż niekoniecznie Stewarta Roda...

  • milewidziany

    Oceniono 2 razy 2

    Tłumy są wszędzie, ale tu chodzi o jakość tego "tłumu" w przedstawionych tutaj miejscowościach.
    Są to ludzie, którzy zarobili na to swoją pracowitością, intelektem czy talentem. Poza tym są to piękne miejsca, dające wrażenia estetyczne i inspiracje, których nie uświadczysz w innych miejscach zabudowanych drapaczami-hotelami jak na Costa del Sol w Hiszpanii, czy obskurnymi budami, kioskami, przybudówkami, wiatami, pawilonami, stoiskami jak to u nas w wielu kurortach.

  • jakpet

    Oceniono 4 razy 2

    Kuuuuufa CO TO JEST "shopping"?????????

  • szk41

    Oceniono 2 razy 0

    @aron2004
    Ja wiem że Arony tak mają, przecież to naród wybrany, to gdzieżby z plebsem, gojem mógł się zadać ( żeby nie było nie mam nic do Żydów ) - takie myślenie to średniowiecze, często myślę o kwestiach fundamentalnych w tym względzie - dlaczego tak ten świat się ułożył w przeszłości ( dzisiaj także tylko formy się zmieniły) iż niejacy panowie , pseudomagnaci, książęta i inna chałastra uzurpowali sobie prawo bycia lepszymi...., a do tego wyzyskiwali i niszczyli tych niby gorszych....Oczywiście Januszy, plebs - nie z pochodzenia ale z zachowania ( jest mnóstwo skromnie żyjących ludzi wartościowszym od niejednego „dobrze urodzonego” ) trzeba edukować, wskazywać wartości, zachowania. Tylko najpierw trzeba spojrzeć na siebie, a to bez lustra trudne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX