Seks po poronieniu

Seks po poronieniu (Rys./Fot.: Shutterstock; kolaż gazeta.pl)

Po poronieniu u kobiety może pojawić się syndrom stresu pourazowego. Jak u żołnierzy wracających z wojny

Żałoba jest naturalną i zdrową reakcją na poronienie i może trwać do roku. Co nie oznacza, że w tym czasie para nie będzie uprawiać seksu - mówi seksuolożka Magdalena Niewęgłowska

Miało być dziecko: było już wymyślone imię, może nawet urządzony pokoik, kupione łóżeczko. Zamiast tego ból, krwawienie, czasem konieczne łyżeczkowanie. Poronienie. Wciąż temat tabu.

To prawda.

Dlaczego? Przecież to się często zdarza.

Bo wszystkie tematy, które dotyczą macicy, w jakimś stopniu są tabu. 

No tak. W dodatku ten nie dość, że dotyczy macicy, to jeszcze w finale nie ma pięknego dziecka!

Jest też tak, że generalnie wszystkie tematy, które łączą się z poczuciem winy, wstydu, stają się społecznym tabu.

Wspomniałaś o winie. Często po poronieniu on i ona zaczynają się zastanawiać, czy i kto zawinił?

Często. Dla wielu kobiet, par poronienie jest traumą. Wiąże się z nią żałoba, a skoro tak, to naturalną fazą żałoby jest ta związana z niezgodą, buntem. Wtedy pojawiają się pytania: "Dlaczego to się wydarzyło?", "Czyja to wina?". I zaczyna się przerzucanie tą winą.

Najbliżsi też dociekają, kto "zawinił"?

Moje klientki mówią raczej o czymś innym: bardzo nieumiejętnych próbach pocieszania ze strony rodziny czy przyjaciół, którzy rzucają teksty w stylu: "Jesteś jeszcze młoda", "Na pewno jeszcze wam się uda", "Nie ty pierwsza, nie ty ostatnia".

Klasyczne bagatelizowanie. 

Jest jeszcze jedna reakcja, która zwiastuje katastrofę w relacjach z pocieszającymi. Kiedy kobieta słyszy od mamy, siostry czy przyjaciółki: "Może i lepiej, że tak się stało.".

Lepiej?

"Bo to nie czas na ciążę, bo on się nie nadaje na ojca, bo jeszcze nie masz magisterki i mieszkanie niekupione". Osoby, które mówią takie rzeczy, oczywiście chcą dobrze. Intencje są takie, by przekierować uczucia, myśli zrozpaczonej kobiety tak, by na siłę szukała pozytywów sytuacji, w której się znalazła. Tyle że w przypadku człowieka przeżywającego żałobę to się nie może powieść. Takie słowa wywołują bunt i podbijają ogromnie u kobiety poczucie niezrozumienia i opuszczenia w traumie.


Rys./Fot.: Shutterstock; kolaż gazeta.pl

Wszystkie kobiety po poronieniu przeżywają żałobę?

Nie. Każdy człowiek zupełnie inaczej przeżywa - i ma prawo przeżywać - wydarzenia skrajnie trudne. Są kobiety i pary, które podchodzą do poronienia naturalistycznie, biologicznie. 

Szybko dochodzą do siebie, wracają do seksu i starają o kolejną ciążę?

Tak. To są osoby, które się nie rozpadają psychicznie. Kobieta porozmawia z mamą, babcią, przyjaciółką. Usłyszy, że one też kiedyś straciły ciążę, co pomoże jej przyjąć - na spokojnie - że poronienia po prostu się zdarzają. Ona i jej partner odczekają jakiś czas i faktycznie będą się starali o kolejne dziecko.

Jakiś czas - to znaczy ile muszą odczekać? Przeglądałam fora internetowe -  kobiety po poronieniach nie mogą się doczekać powrotu do seksu i pytają, czy koniecznie muszą się z nim wstrzymać do pierwszej miesiączki na przykład. 

Kiedy można wrócić do seksu, określa ginekolog. Jeśli nie ma przeciwwskazań medycznych, a kobieta tego chce, nie ma co się powstrzymywać. W takim przypadku seks na pewno zacieśni więzi i pomoże wrócić do równowagi psychicznej. 

Ani ona, ani on nie przeżywają załamania, szybko wracają do seksu i bliskości i wkrótce mają szansę na kolejną ciążę, dziecko. Idealny scenariusz.

Tyle że nikomu nie wolno narzucać, w jaki sposób ma przeżywać trudne momenty w życiu. Są kobiety, które obumarcie płodu traktują jako wydarzenie traumatyczne. Nie potrafią sobie z nim poradzić. I nie można powiedzieć, która reakcja jest normalniejsza, bardziej prawidłowa. Nie ma czegoś takiego! Ludzie się różnią, jeśli chodzi o zdolność do radzenia sobie z sytuacjami trudnymi. Po prostu.

No więc jedna para już stara się o kolejną ciążę, podczas gdy druga planuje pogrzeb nienarodzonego dziecka. Nawet gdy poronienie miało miejsce na bardzo wczesnym etapie ciąży. 

Tak. Potencjalni rodzice muszą zdecydować sami, co dla nich jest dobre, zgodne z ich sumieniem.

Ale czy takie pogrzeby to nie jest pielęgnowanie, kultywowanie cierpienia?

Nie. Dla wielu osób dokonanie aktu pogrzebu jest ważne w rozpoczęciu procesu żałoby, godzenia się z czyimś odejściem. 

Zakładamy, że i ona, i on podchodzą do poronienia w ten sam sposób. A przecież może być tak, że np. kobieta rzeczywiście przeżywa potem żałobę, ale mężczyzna nie. 

Może tak być. Tylko że jeżeli on jest mądry, to ją w tym wspiera, nawet jeśli sam nie traktuje poronienia jako dramatu i nie odczuwa dojmującego smutku.

Miałam też na terapii taką parę: pani bardzo wysportowana, praktykująca jogę, poszukująca duchowości w buddyzmie. I ona po poronieniu się otrząsnęła. Natomiast dla pana to była ogromna trauma. Jest katolikiem i zagłębił się w religijnym przeżywaniu tej traumy. 

Jak to wpływało na ich związek i seks?

Nie miało w ogóle na co wpływać, bo w ogóle nie było związkowości i seksu. On się modlił i zadawał pytania: "Za co ta kara?!". Od partnerki się całkowicie odsunął. Uciekł. Dlatego potrzebowali pomocy, żeby do siebie wrócić.

Jak wiele par doświadcza poronienia?

Przyjmuje się, że około 15 proc. kobiet w wieku rozrodczym poroniło. To są rzesze kobiet! Większość sobie z tym radzi i nie potrzebuje pomocy specjalisty. Ale są też kobiety, które przeżywają depresję poporonieniową czy zespół stresu pourazowego. 

Albo po prostu żałobę.

Tak. I ta żałoba jest naturalną i zdrową reakcją na poronienie. Najpierw jest wstrząs, szok, niedowierzanie. "Jak to jest możliwe?". Kobiety w tej fazie mogą bardzo różnie zareagować. Nawet agresją. Druga faza żałoby to zaprzeczenie i smutek. Czas na płacz, niezgodę na rzeczywistość i natrętne myśli wokół dziecka. Ta faza bywa dość długa.

Następnie zaczyna się faza złości i buntu. W tym momencie może się pojawić szukanie winnych. "To przez ciebie! A może przez lekarzy? A może gdybym dzień wcześniej trafiła do szpitala, to byłoby inaczej?". Te wszystkie fazy mają prawo się w żałobie pojawić, mieszają się ze sobą, i to jest normalne. Żałoba po poronieniu to jest proces dochodzenia do równowagi po utracie kogoś ważnego, bliskiego, ale również po utraconych nadziejach.

Bo trzeba pamiętać, że kobieta przeżywa potrójną stratę. Po pierwsze - traci dziecko. Po drugie - przeżywa utratę siebie, jako matki. Część kobiet od momentu, kiedy na teście ciążowym pojawiają się dwie kreski, już się czuje mamami! I trzecia utrata to utrata nadziei, wizji rodzicielstwa. Tego, jak to miało wyglądać, kiedy rodzina się powiększy.

Kiedy kobieta przeżywa żałobę, droga do seksu jest bardzo długa?

Niekoniecznie. Są kobiety i pary, które tę żałobę dość szybko przeżywają. Wręcz ekspresowo, np. w trzy tygodnie.

Seks po poronieniu
Rys./Fot.: Shutterstock; kolaż gazeta.pl

Rzeczywiście ekspresowo!

Ale może ona trwać też do roku. Co nie oznacza, że w tym okresie nie będzie seksu! Normalna żałoba na początku jest intensywna, ale potem faluje: są momenty melancholii, ale też takie, kiedy pojawiają się myśli: "Życie toczy się dalej, jeszcze będzie pięknie". I nie ma się co czepiać pań, że wracają do partnerstwa i podejmują kolejną próbę spłodzenia potomka.

To wcale nie oznacza - a w odbiorze społecznym bywa to tak interpretowane - że para nie przeżyła straty. Oni ją przeżyli i przeżywają, ale mają pragmatyczny sposób radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Nie udało się, to próbują do skutku. Takie pary w naturalny sposób wracają do relacji seksualnej. On jest uważny i pyta, czy ją nie boli, czy ona chce. Jest czułość, bliskość i intymność nabiera w naturalny sposób rozpędu. I bardzo dobrze. 

A co się dzieje, kiedy kobieta przeżywa poporonieniową depresję lub zespół stresu pourazowego (PTSD - posttraumatic stress disorder), o których wspomniałaś? PTSD to ciężka choroba. W kilku klinikach w kraju leczą się z niej głównie żołnierze po powrocie z zagranicznych misji: Afganistanu, Iraku. 

Tak. To jest zaburzenie psychiczne będące reakcją na traumę. Pojawiają się napięcia lękowe. Przeróżne: o zdrowie, bezpieczeństwo i w ogóle - lęk przed światem. Kobieta ma poczucie ciągłego zagrożenia i niesprawiedliwości. Również bezradności, aż do wyczerpania psychofizycznego. Miewa flashbacki, czyli prześladują ją mimowolne wspomnienia traumatycznych wydarzeń. Występują koszmary senne, bezsenność. Lub też - kiedy dominujące jest to wyczerpanie psychofizyczne - przesypia się większość czasu. 

Brzmi to wszystko bardzo groźnie.

W przypadku zespołu stresu pourazowego charakterystycznym objawem jest też unikanie sytuacji kojarzących się z traumą. I to jest wielki kłopot w przypadku par po poronieniach. Bo bywa, że z tą traumą - śmiercią nienarodzonego dziecka - jest kojarzony seks i partner. 

A depresja poporonieniowa czym jest?

Żałobą patologiczną, czyli przedłużoną, z nasilającymi się lękami, niemocą, poczuciem bezradności. Zarówno w przypadku depresji, jak i zespołu stresu pourazowego bezwzględnie potrzebna jest pomoc psychiatryczna. Samym tylko wsparciem najbliższych niewiele się zdziała. 

Znasz wiele par, które po poronieniu w ogóle nie wróciły do seksu? 

Tak. I dlatego przyszły na terapię. Bo związek z intymnego przerodził się w koleżeńsko-braterski. Seksu w nim nie było przez dwa lata, cztery, albo i pięć lat.

Pięć lat bez seksu po poronieniu? Miałaś takich klientów?

Tak.

To musieli się bardzo kochać, skoro się nie rozstali, tylko przyszli ratować relację!

Dla niej ta relacja stała się właśnie przyjacielska, a on się dostosował. Najpierw czekał, potem trochę nie wiadomo co robił.

Może miał romans?

Albo korzystał z usług agencji towarzyskich, albo się masturbował, albo przeniósł popęd na inny ważny obszar życia. Z czasem i jemu spadło libido i taka relacja koleżeńska z partnerką zaczęła mu pasować. To tej pani po kilku latach znów zachciało się seksu, tylko nie wiedziała, czy wciąż z tym partnerem. Bo tak mocno zdążyli się od siebie odsunąć.

Jak to się skończyło?

Jeszcze się nie skończyło. Ta para o siebie wciąż walczy. Myślę, że wrócą do siebie.

Czy bywa też tak, że partner tak mocno kojarzy się z traumą, że się go już w ogóle nie chce?

Tak, niestety, też bywa. Jeśli kobieta podświadomie uzna partnera za sprawcę traumy. "Gdybym w ogóle nie była w ciąży, tobym nie przeżywała takiego bólu. A gdybym z nim nie uprawiała seksu, to nie byłoby ciąży". Ale najczęściej kobieta ma awersję do mężczyzny, bo on nie rozumie tego, co ona przeżywa i jej nie wspiera. Czuje się odrzucona i niezaopiekowana. Ma poczucie, że bardzo trudnej próby oni - jako związek - nie przeszli. I już takiego związku nie chce.

Trauma kobiety jest często spotęgowana tym, jak do poronień podchodzi się w szpitalach. Mam wrażenie, że akcja "Rodzić po ludzku" sporo zmieniła w podejściu do kobiet ciężarnych. "Ronić po ludzku" jest jeszcze przed nami. 

Przed naszą rozmową przygotowałam sobie całą listę rzeczy, o których mówią kobiety po poronieniach. 

Po pierwsze - badania, w trakcie których zostaje stwierdzone poronienie lub obumarcie płodu, powinny być wykonywane bez zbędnych świadków. Jeśli lekarz widzi, że coś jest nie tak.

Bo ona przyszła na usg. zobaczyć swoje dziecko, a okazuje się, że serce przestało bić?

Na przykład. Wtedy lekarz powinien o tym powiedzieć bez asysty studentów, pielęgniarek czy salowych. To powinna być rozmowa w cztery oczy. Ewentualnie - sześć, jeśli doprosić ojca dziecka. Bezwzględnie karygodne jest przekazywanie takich złych wiadomości w obecności innych osób, np. w trakcie obchodu. 

Seks po poronieniu
Rys./Fot.: Shutterstock; kolaż gazeta.pl

Mimochodem.

A to się nagminnie zdarza. Lekarz powinien wiedzieć choćby o tym, że kobieta może mieć wtedy zachowania agresywne lub autoagresywne: rzucić się na niego z pięściami czy mieć chwilowe zaburzenia oddychania. Intymność w momencie przekazywania złej wiadomości jest bardzo ważna.

Co jeszcze?

Lekarze ciągle cierpią na znieczulicę, jeśli chodzi o pacjentki roniące. Oni przekazują wiadomość o embrionie, zarodku czy płodzie, zaś rodzice w wielu przypadkach przeżywają stratę dziecka. I tak powinni być traktowani. Tego, jak przekazywać trudne informacje o śmierci dzieci, lekarze są uczeni. Warto stosować tę samą procedurę.

Bardzo ważna jest informacja dla kobiety: "Nie ma w tym żadnej pani winy!", "Nie zrobiła pani nic, co się przyczyniło do utraty dziecka", "Pani tryb życia, wczorajszy dzień nie miały na to wpływu". Ona od razu tego komunikatu może nie przyjąć, ale z czasem dzięki tym słowom będzie jej się łatwiej pozbierać. Również wrócić do seksu i podejmować kolejne próby zajścia w ciążę. 

Mówimy o kompetencjach miękkich lekarzy, a realia są takie, że kobiety, które właśnie tracą ciążę, leżą na sali z tymi, które czekają na szczęśliwe rozwiązanie!

Pani na łóżku obok gładzi się po krągłym brzuszku, lub już urodziła i czeka, aż jej przyniosą maluszka. Mnie się nie mieści w głowie, że w polskich szpitalach ciągle tak koszmarnie się traumatyzuje kobiety, które przeżywają poronienie! 

Kobiety i ich uczucia zdominowały naszą rozmowę. 

Fakt. Zapaliło mi się właśnie czerwone światło, że kiedy przeprowadzam z osobami odwiedzającymi gabinet seksuologiczny wywiady, to o doświadczenie poronienia pytam tylko kobiety lub pary. Przez zaniechanie nie pytałam dotąd mężczyzn, czy byli w takiej sytuacji. 

Zakładając, że mężczyźni nie mają uczuć?!

Nie! Dlatego, że dla kobiet ciąża wiąże się z ich cielesnością, zdrowiem. Mówią o tym doświadczeniu same, nawet niepytane, dodając informację o stracie. Mogę więc dopytać o przeżywanie tej straty. A mężczyźni nie zawsze uznają ciążę, szczególnie krótką, za część swojej historii. Mogą pominąć informację, że z partnerką byli w ciąży i to dziecko stracili.

A to ważne.

Tak, bo mogą nosić w sobie niewypowiedziane lęki i wątpliwości: Czy zrobiłem wszystko dobrze? Czy sytuacja się nie powtórzy? Czy zaangażowanie w tę relację ma sens i skończy się ojcostwem? To jest ważny aspekt. Uświadomiła mi to ta nasza rozmowa.

Cieszę się.

Ja też.

Magdalena Niewęgłowska. Seksekspertka, psycholog, seksuolog, trenerka rozwoju seksualnego. Twórczyni warsztatów dotyczących fascynującego świata emocji, budowania pozytywnych relacji partnerskich i kreatywności intymnej. Pasjonatka (współ)życia zarówno w teorii, jak i praktyce.

Anna Kalita, absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in z Gazetą Wyborczą Wrocław, Dziennikiem Polska Europa Świat i Dziennikiem Gazetą Prawną oraz UWAGĄ! TVN. W 2016 roku nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości" o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki.

*

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Komentarze (15)
Zaloguj się
  • andgie

    Oceniono 1 raz 1

    Zaszlam w ciaze, planowana, chciana. Po sluchaniu lat propagandy, ze zaplodniona komrka jajowa to czlowiek, od poczatku myslalam "moj dzidzius, moje malenstwo". W trzynastym tygodniu ciazy poronilam. Bylo to straszne przezycie fizyczne , musialam miec skrobanke. Ale psychicznie bylo o wiele gorzej, rozpaczalam po stracie dziecka, nie moglam patrzec na kobiety w ciazy lub male dzieci. Mialam bardzo za zle obroncom zycia za powtarzanie propagandy, bo nikt mi nie pomogl, kiedy plakalam nad utraconym dzieckiem. Powinni brac pod uwage, jak to wplywa na psychike kobiet, ktore chca miec dzieci, ale przezyly ich utrate, niezawinona przez siebie. Poronienia sa czeste I nie ma zadnej pomocy dla par, ktore przezyly poronienie. Sa msze odprawiane w intencji "dzieci zabitych przez aborcje", ale nie slyszalam o msza w intencji dzieci poronionych I ich rodzicow. Ponownie zaszlam w ciaze, tym razem, nauczona doswiadczeniem, myslam o "ciazy" I "plodzie", nie o dziecku. Bylo nastepne poronienie, z ktorego pozbieralam sie znacznie szybciej, po prostu stracilam ciaze, a nie dziecko. A potem przyszedl na swiat moj syn, moje wielkie szczescie.

  • pastozukk

    Oceniono 12 razy -8

    skoro aborcję czerwoni traktują tak lekko, nie rozumiem w jaki sposób poronienie mogą traktować ciężko( tak tu jest przedstawione). wot, wydaliła jakieś komórki, wot co z tego Ludzi mnogo jakby to powiedział czerwony klasyk więc o co cały szum. Urodzi się dobrze, nie urodzi - jeszcze lepiej.

  • mazzinl890

    Oceniono 12 razy -10

    Po poronieniu u kobiety może pojawić się syndrom stresu pourazowego.
    A u mężczyzny po próbie przeczytania tych pierdów.

  • ukw8078

    Oceniono 19 razy -13

    Po latach zachciało jej się seksu, więc kupiła sobie psa.
    Koleżanka-lesbija była oburzona.

  • superedaktor

    Oceniono 31 razy -13

    "Po poronieniu u kobiety może pojawić się syndrom stresu pourazowego".
    A po aborcji?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX